ela73
22.08.06, 13:35
Witam wszystkie samodzielne mamy i samodzielnych ojców.
Jestem mamą prawie 9 miesięcznego urwisa i od 4 lata żoną (znamy się 5). M.
był fajnym człowiekiem do czasu ciąży. To znaczy, były wzloty i upadki, jak w
każdym związku. Akurat ciąża zbiegła się z dostaniem przez M. stałej pracy
(wczesniej to głównie ja utrzymywałam dom, M. miał zlecenia, które głównie
wydawał na przyjemności, czytaj sprzęt komputerowy, aparat cyfrowy, itp.). I
zaczęły się problemy. M. zaczął pić (wcześniej wogóle) przy czym znikał na 2-
3 dni bez znaku życia - takie numery wywinął 3 jak byłam już w zaawansowanej
ciąży, a na imprezach pił sporo, często aż do nocnych sensacji. Rozmawiałam,
prosiłam z nadzieja, że po porodzie to się zmieni. Przez chwilę było lepiej.
Niestety mąż zupełnie nie pomagał i nadal niewiele pomaga przy dziecku (plus
obowiązki domowe - zakupy, sprzątanie, itp. robie sama). Kiedy leżałam 14 dni
z synkeim w szpitalu z powodu zapalenia oskrzeli był u nas 3 razy, codziennie
odwiedzali nas moi rodzice. Tuż przed świętami wielkiejnocy, po ostrzejszej
wymianie zdań, zniknął na 3 dni - podobno był w pracy. Ja od kilku miesięcy
staram sie rozmawiać o naszym małżeństwie o jego problemach, ale M. nie widzi
nic złego, wg niego wszystko jest ok.Tuż przed operacja syna w lipcu znów
zniknął na 3 dni. Za każdym razem oczywiście pił. Teraz, jak zagroziłam
rozwodem, obiecuje poprawę i w końcu postanowił ze mna porozmawiać, bo do tej
pory to były moje monologi.Okazuje sie, że pije bo byłam i jestem okropna
(tzn. zaczęłam od niego wymagać wiekszego współudziału w opiece nad synem).
Mój problem: dac kolejną szansę stawiając ostre warunki czy już sobie
darować? Macie wieksze doświadczenie - czy jest sens dalej brnąć? Bo to, że
sobie sama poradzę to wiem, bo do tej pory praktycznie wszystko sama robię
przy pomocy rodziców, ale nie finansowej.
Powiem szczerze - każde rozwiązanie wydaje mi się bezsensowne.
Ps. Ale się rozgadałam. Pozdrawiam Was bardzo ciepło.