Gość: Kaska
IP: *.*
16.03.03, 21:30
Mysle,ze juz wiecej nie dam rady wytrzymac. Albo zupelnie sie zalamie psychicznie,albo cos sobie zrobie. To juz 8 miesiac, a moj maz twardo twierdzi,ze nie chce tego dziecka,ze go nie pokocha,ze chcialby,aby cos mu sie stalo. Poniza mnie i wrecz sie mnie wsytdzi - tego,ze chodze z brzuchem. Zawsze bylam(i bede!) atrakcyjna kobietka i podobalam sie innym.nawet teraz, w ciazy, wygladam szczuplo i podobno bardzo ladnie. A on sie mnie wstydzi. Mowie mu-odejdz ode mnie, nie chcesz nas to daj mi spokoj.Rozstanmy sie po ludzku, zostanmy przyjaciolmi. Niestety, on nie chce,bo mowi ze mnie kocha. Obled, nie potrafie z nim rozmawiac. Sama bym odeszla,ale zupelnie nie mam gdzie. Mysle czasem o domu samotnej matki. Wiecie, juz naprawde jestem zmeczona. Najpierw sama zastanawialam sie nad oddaniem dziecka do adopcji (pisalam o tym w dziale adopcje) gdzie moj post wywolal mase odpowiedzi. Teraz,kiedy juz sie zdecydowalam, ze zachowam mojego chlopczyka, nie moge juz zniesc obojetnosci a raczej wrogosci meza. Mam pytanie do tych z Was, ktore juz sa same. Jak mam odejsc, jak to zrobic, zeby jak najmniej mnie bolalo. Wiem, ze to moze retoryczne pytanie,ale strasznie sie boje teo pierwszego kroku. Pakowania rzeczy, szukania mieszkania,samotnych wieczorow.Potem, suaknia pracy..Z dnia na dzien widze, ze to toksyczna milosc. Zabija mnie coraz bardziej. Moze najpierw powinnam pojsc do psychologa, zeby dodal sil?p.s. prosze, nie piszcie na priva w tej sprawie.Chwilowo mamy wspolny komputer z mezem.