Dodaj do ulubionych

co robić??

29.04.07, 23:27
mam 3 wspaniałych dzieciaczków i męża,który mnie chyba nie kocha...nie mam
się komu zwierzyć(mam wspaniałych rodziców,których nie chcę
martwić),wprzypływie wściekłości potrafi uderzyć.Mam wrażenie,że żyję w
zakłamaniu udając,że wszystko jest ok.nie wiem co robić
Obserwuj wątek
    • kini_m Re: co robić?? 30.04.07, 01:25
      Po pierwsze - zacznij żyć dla siebie, odnajdź to co lubisz...
      Jeśli człowiek odda się cały rodzinie, a zapomni o sobie to zaczyna się uzależnienie od warunków na które nie mamy całkowitego wpływu (bo drugie osoby nigdy nie należą do nas).
      Po drugie - skończ żyć dla rodziców, po to "aby ich nie martwić". Wspaniali rodzice to tacy, z którymi można się pokłócić a potem zdrowo się pogodzić. "Nie chcę niepokoić rodziców" - w praktyce znaczy że jesteś uzależniona od opinii rodziców. Taka postawa to pierwszy gwóźdź do trumny związku i nawet nie wiesz w którym momencie związek zaczął się rozpadać. A to przez to, że nie zauważyłaś że jesteś bardziej lojalna wobec rodziców niż wobec partnera. Dziewczyny także krytykują taką sytuację z odwrotnej strony ("on jest mamisynkiem") i praktycznie dyskwalifikują takich partnerów. Zapewne w taki adekwatny sposób traktuje Ciebie mąż.
      Po trzecie - odpuść sobie spychologię ("potrafi uderzyć") nawet jeśli byłaby uzasadniona, bo nikt z nas i zapewne Ty także nie panujesz zawsze do końca nad emocjami. Albo skupisz się na przyszłości, albo na rozdrapywaniu i spychologii. (Choć może czasem kilka spraw trzeba sobie wyjaśnić - ale dopiero gdy jest ku temu dobry klimat).
      Miłość niepielęgnowana się wypala.
      Więc może zacznij ją w końcu pielęgnować.
      _________________
      Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
      Podziwiam pozytywnych anetinę, ewik35, mamaice, mag00sia
      • kini_m Re: co robić?? 30.04.07, 01:54
        Polecam przeczytać:
        partnerstwo.onet.pl/1406284,3505,3,artykul.html
        i odnieść to w pierwszej kolejności do siebie, bez spychologii na męża
        _________________
        Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
        Podziwiam pozytywnych anetinę, ewik35, mamaice, mag00sia
    • madziulec Re: co robić?? 30.04.07, 07:56
      Nie jest ok. Cokolwiek bedzie Ci tu ktos pisal to nie jest ok i sama o tym wiesz.
      Nie jest i nie bedzie ok.
      NIGDY!!!!

      Ale chyba wlasnie zaczynasz rozumiec, ze nie jest ok. Tylko, ze to nie jest Twoja wina. Nie rob wiec z siebie ofiary, a zacznij dzialac, chronic siebie i dzieci.
      Te okresy pomiedzy kolejnymi jego "przyplywami wscieklosci" beda coraz krotsze.
      Zobaczysz.
    • hagond Re: co robić?? 30.04.07, 08:16
      Psycholog to rzeczywiście dobry pomysł, tylko nie licz, że rozwiąże za Ciebie
      problemy lub podsunie rozwiązania. Należy się spodziewać, że Cię wysłucha, zada
      parę pytań, na Twoje pytania raczej odpowie "A jak Ty uważasz?" i nie będzie się
      podlizywać lub wywierać na Ciebie wpływu. W tym właśnie może być lepszy od
      przyjaciółki - nie będzie się bał sprawić Ci przykrość lub powiedzieć coś, co by
      Cię dotknęło: nie jesteście w układzie towarzyskim lecz czysto handlowym. To
      przemawia "za".
      Dobrym miejscem może być także takie forum jak to. Niektóre dziewczyny potrafią
      brutalnie "wyrypać" prawdę, nawet tę najbardziej niewygodną.
      Jeszcze tu zajrzę, teraz lecę, bo dzieciaki się awanturują
      • fishka7 Re: co robić?? 30.04.07, 08:43
        > Psycholog to rzeczywiście dobry pomysł, tylko nie licz, że rozwiąże za Ciebie
        > problemy lub podsunie rozwiązania. Należy się spodziewać, że Cię wysłucha,
        zada
        > parę pytań, na Twoje pytania raczej odpowie "A jak Ty uważasz?" i nie będzie
        si
        > ę
        > podlizywać lub wywierać na Ciebie wpływu. W tym właśnie może być lepszy od
        > przyjaciółki


        u takowego właśnie byłam, co to kompletnie nic nie powiedział, a na każde moje
        pytanie odpowiadał jak stare zepsute radio: " a Ty co o tym myślisz?"

        to po co wogóle taki psycholog? jakie to korzyści niby????
        • madziulec Re: co robić?? 30.04.07, 09:33
          A czego sie spodziewasz po psychologu? Ze bedzie Cie prowadzil za reke, ze bedzie zyl TWOIM zyciem????
          To TY sama musisz wiedziec, czy chcesz co zmienic, jak chcesz ewentualnei to zmienic i moze Ci pomoc to przeprowadzic.
          Jak nie wiesz to nawet najlepszy psycholog Ci nei pomoze, bo nie jestes gotowa do zmian.
          • fishka7 Re: co robić?? 30.04.07, 09:43
            to po co w takim razie jest psycholog?
            • hagond Re: co robić?? 30.04.07, 09:48
              fishka7 napisała:

              > to po co w takim razie jest psycholog?

              Po to, żeby "dojść do rozumu", żeby rozważyć, żeby sobie uświadomić zagrożenia,
              żeby "na sucho" przećwiczyć pewne emocje. Niektórym ludziom jest to potrzebne.
              • fishka7 Re: co robić?? 30.04.07, 09:54
                > Po to, żeby "dojść do rozumu"

                a w jaki sposób niby psycholog pomaga "dojść do rozumu", chodzi chyba o to,
                żeby samemu "dojść", bo przecież psycholog i tak nic nie powie, siedzi i słucha
                tylko, kiwa głową, a jak się o coś zapyta to odbija piłeczkę! Tak to i ja
                potrafię! No bo rozumiem, gdy ktoś się chce wygadać...to faktycznie można iść
                do psychologa, bo siedzi i słucha tak długo jak długo będę płacić...
                ale skoro nic nie może poradzić, nic powiedzieć to jak u licha "dojde do
                rozumu"???
                na podstawie własnych wniosków? to równie dobrze mogę dojść do takich wniosków
                podczas mycia garów...po co zatem psycholog???
                • hagond Re: co robić?? 30.04.07, 10:19
                  Dżizas, fishko, przecież nie mówię, że każdy musi do psychologa lecieć, tylko,
                  że niektórym to pomaga. Wiem z autopsji. Pamiętam, jak się wkurzyłam, kiedy mi
                  psycholog powiedział "dobra, ale kto panią weźmie z dwójką dzieci" (teraz mam
                  troje i nadal mnie nikt nie bierze, ale jakoś mi fajniej w wersji samodzielnej).
                  Pamiętam, jak podle, z uśmiechem na ustach powiedział "przecież pani od niego
                  nie odejdzie, bo go pani kocha" i "jest jaki jest, pani go nie zmieni". Minęło
                  wiele miesięcy, chyba aż z półtora roku, kiedy te wszystkie zimne stwierdzenia
                  do mnie wróciły i dały mi potężnego kopa do działania. MNIE to bardzo pomogło.

                  A przy zmywaniu garów głównie się nad sobą rozczulałam i nic z tego nie wynikało.
                • madziulec Re: co robić?? 30.04.07, 13:12
                  Jak widac nie dochodzi sie do wnioskow podczas mycia garow bo caly czas jest sie w jednym koleczku zamiast z niego wyjsc.
                  Natomiast chodzi o to by znalezc jakies wnioski - wymyslec cos. Umiec wreszcie dojsc do czegos. A nie latac dookola.
    • pola782 Re: co robić?? 30.04.07, 09:27
      Oj niedobrze, ponieważ: rodzice, jeśli są wspaniali to cię nie zawiodą,
      wysłuchają i pomogą tylko nie bój się ich reakcji, a mężuś jak bije to zacznie
      coraz częściej i mocniej i przyjdzie taki moment, że nie będziesz mogła wyrwać
      się z zaklętego kręgu. Jeśli nie chcesz pomóc sobie to pomóż dzieciom. Ślepe
      nie są to widzą, co się dzieje. Robicie im z mężulkiem ogromną krzywdę. Zacznij
      się szanować, bo i dzieci przestaną mieć cię w poważaniu.
      • fishka7 Re: co robić?? 30.04.07, 09:40
        > Oj niedobrze, ponieważ: rodzice, jeśli są wspaniali to cię nie zawiodą,
        > wysłuchają i pomogą tylko nie bój się ich reakcji,

        problem z rodzicami akurat rozumiem, bo rodzina wspaniała jest ale na zdjęciach
        jeśli chodzi o sytuacje z mężem, wiem że to trudne, ale chyba lepiej skończyć z
        czymś zanim nie będzie się żałowało...
        jedna tylko malutka rada!
        Zanim zdecydujesz się rozstać z mężem, przygotuj się dobrze! Zbierz jak
        najwięcej dowodów przeciwko niemu, wszelkie zaświadczenia lekarskie o
        biciu...przyda Ci się, a przezorny zawsze ubezpieczony, nie żałuj się...myśl o
        sobie i swoich dzieciach...
        trochę to okrutnie brzmi, ale przed decyzją o rozstaniu postaraj się o dowody
        albo świadków awantur itp.
      • evie22 Re: co robić?? 30.04.07, 09:53
        No cóż,pobieżnie przeczytałam co napisałyście,bo nie mam za wiele czasu.Dzieci
        nie widzą,nie są świadome i chyba to mnie też trzymasadOn jest albo ciągle w
        pracy,albo dorabia,więc jest 5 minut w domu i gra kochanego tatusia.gdybym
        tylko miała możliwość spadałabym jak najdalej,ale gdzie z 3 dzieci????????Mamie
        na głowe się nie zwalę,bo ma2 pokoje i jeszcze mój brat tam mieszka.Jestem na
        wychowawczym nie zarabiam kilka tys,żeby sobie cos kupic bądź wynająć.A moj
        kochany mężuś byłby zdolny się nawet zwolnić z pracy by nie płacić
        alimentów,mieszkania też nie opuści ,bo on pan i władca.Ja nie potrafię po
        kłótniach przechodzizć do porządku dziennego,chciałabym poogadać,ale z nim sie
        nie da,nerwowy zaraz wrzeszczy.Czuję,że się wypaliłam,chyba go nie kocham,bo
        nie można kochać kogos kto wyrządza nam krzywdesadNie wiem,czy bardziej boję się
        wstydu(ludziskalubią gadać-"no ma 3 dzieci a teraz jest
        sama"itp)....zastanawiam się czy nie złożyć wnosku o separację-tylko co to da?
        W zeszłym roku jak miałam kryzys(bez rękoczynów)pogadałam z teściową-jest
        wspaniała(mój teść jest jak mój mężuś-więc wie co przeżywam),opierniczyła
        mojego nieźle,ale to chwilowa poprawa.
        Dzięki dziewczyny,że pomagacie,łatwiej zwierzyć się obcymcrying
        Co do moich rodziców-żyją w szczęśliwym związku prawie 40 lat,nadal mocno się
        kochają-może postawiłam sobie ich za wzór?
        I tak czuję się jak matka samotnie wychowująca,bo cały czas chodzę sama z
        dziećmi,jemu nawet w niedzielę tyłka się nie chce ruszyć bo zmęczony po całym
        tyg.pracy...no tak ja mam przecież urlop wychowawczysad
        • fishka7 Re: co robić?? 30.04.07, 09:57
          dlatego powinnaś dobrze przygotować się zanim się rozstaniesz, żeby nie okazało
          się, że to Ty jesteś ta niedobra co to siedzi w domu zrzędzi, narzeka i nie
          zarabia...żebyś nie musiała tłumaczyć się w sądzie jaka to niedobra dla męża
          byłaś a on taki zapracowany chłop przecież!

          Zbieraj dowody agresji męża i wszystkiego co się da, przyda się na pewno!
          • pola782 Re: co robić?? 30.04.07, 10:08
            Zgadza się. Mama z 3 dzieci nie prędko znajdzie sobie nowe miejsce w życiu.
            Jednak nie jestem przekonana, że dzieci NIC nie widzą. Czują na pewno. Jeśli
            między wami nie ma miłości to jak to wrurzy na ich przyszłość. Sama mówisz, że
            meżulek też miał takiego tatusia. Może teraz nie rozumieką za wiele bo są małe
            (domyślam się) ale co będzie jak podrosną, jak spytają mamo czemu płaczesz?
            czemu masz siniaki? W takich przypadkach nie jest adekwatne przysłowie lepiej
            późno niż wcale. Daj sobie czas. Przemyś wszystko. Na pewno jest jakieś
            wyjście. Moż ktoś z dalszej rodziny jest w stanie ci pomóc.
            • evie22 do hagond 30.04.07, 13:22
              jeśli dobrze wyczytałam też masz trójkę dzieci.Jak sobie poradziłaś??pozdr,
              • evie22 Re: do hagond 30.04.07, 13:46
                poinformowałam go,iż byłam wczoraj na obdukcji(skłamałam,ale nie było mnie w
                domu 5 godz.więc niech myśli)ocywiście powiedział,że to ja go sprowokowałam,nie
                mam do niego szacunku itp.Mój brakk szacunku w stosunku do męża objawia się tym
                iż nie odzywam się do niego,nie odpowiadam na pytania0ponieważ byłam zła że na
                urodziny mojego brata musiałam iść sama!!!Bo mu się nie chciało!!Spał!!
                postannowilam nie gadać do niego i mam za swoje.Wydaje mi się -nie jestem PEWNA
                że powinien leczyć się na nerwy,bo nie panuje nad soba,jest strasznie
                narwany,ale nie sądzę,żeby chciał iść do psychologa,albo innego
                specjalisty.Dziewczyny nie wiem co robić.Najchętniej "cichcem "zabrałabym swoje
                rzeczy i dzieci i uciekła gdzieś.Chciałam normalnego,partnerskiego związku,nie
                kieratu!!Chciałam by moje dzieci miały takie dziecistwo jakie ja miałam.
                Powiem jeszcze,że potrfi byc kochany,był obecny przy 2 porodach,bardzo mi
                pomógł,nie wiem dlaczego ma takie napady,może faktycznie jestem temu
                winna.Powinnam prać sprzątać itp a od niego nieczego nie wymagać>???Nawet
                wspólnego wyjścia gdziekolwoek?????Czy to tak dużo?
                XChyba faktycznie pójdę do psychologa...
                • kini_m Re: do hagond 30.04.07, 15:58
                  Zacznę od pytania:
                  Co zasadniczo tkwi w Twym ponizszym zdaniu?

                  > nie wiem dlaczego ma takie napady,może faktycznie jestem temu winna.

                  Czy to ironia o własnej winie?
                  Czy chęć spojrzenia krytycznie na swój udział w waszej sytuacji?

                  Jeśli to pierwsze - to może już czas rozbić rodzinę i ratować chociaż resztki poprawnych stosunków zanim się do końca zacietrzewisz.
                  Jesli to drugie - to możesz poprawić kilka rzeczy i spróbować RAZEM powalczyć o przetrwanie rodziny.

                  Ale to Ty sama musisz sobie odpowiedzieć - w jakim kierunku chcesz zmierzać?
                  (bez względu na to ile masz lub nie masz sił, ale tylko czego byś chciała)
                  I powiem że żadna z tych dróg nie będzie łatwa. Gdy są dzieci ale nie ma zrozumienia między rodzicami - to już żaden wybór nie będzie lekki.
                  _________________
                  Bądź jak zegar słoneczny. Odmierzaj tylko pogodne godziny...
                  Podziwiam pozytywnych anetinę, ewik35, mamice, mag00sia
              • hagond Re: do hagond 30.04.07, 13:47
                Nie wiem, jak sobie poradziłam i teraz, kiedy wracam do początków, to myślę o
                tym ze zgrozą. Nie wiem, czy bym się ZDECYDOWAŁA, zwłaszcza, że najmłodsze miało
                pół roku, kiedy mój mąż się wyprowadził. Myślę, że oddał mi tym przysługę, bo
                choć już od dawna wiedziałam, że nic dobrego z tego nie będzie, jakoś nie
                umiałam się zdobyć na ostateczne cięcie. Ale to JA go nie wpuściłam z powrotem,
                chociaż przez wiele miesięcy nakłaniał mnie - różnymi metodami, łącznie z
                zastraszeniem i stosowaniem groźb karalnych - żebym go przyjęła.
                Opisywałam swoją historię, poszukaj w starszych wątkach.
                Kwestie techniczne samo-bycia na początku to moim zdaniem pikuś przy tym, co
                dzieje się w głowie. Było mi bardzo ciężko, kiedy stanęłam wobec stwierdzenia,
                że on mnie już nie kocha. Jeśli chcesz, odezwij się na priv, bo nie jestem dziś
                w nastroju rozpisywać się publicznie o tym, jaka jestem silna i fantastyczna,
                jakoś mi to smrodem autopromocji trąci.
                W Twojej opowieści najbardziej wstrząsnął mną fakt, że on Cię bije. Mój mąż
                uderzył mnie raz, w tym właśnie dniu, kiedy (po raz kolejny) zakomunikował mi,
                że odchodzi, a ja (po raz pierwszy) powiedziałam mu "zgoda". A wtedy go jeszcze
                kochałam. Ale to chyba przeważyło.
                Ewa Woydyłło w swojej książce (chyba "Sekrety kobiet" - ale możliwe, że zmyślam)
                pisze o żabach w pojemniku z wodą. Tę wodę można stopniowo podgrzewać, ale one
                tak się przyzwyczajają, że nie wyskakują i zdychają ugotowane. A kobiety (u
                Woydyłło jest chyba odniesienie do żon alkoholików) są jak te żaby. Uważaj,
                żebyś się nie dała ugotować. Nie przyzwyczajaj się do bicia, bo nie ma dla niego
                żadnego usprawiedliwienia. Nie daj sobie wmówić, że to twoja wina, że
                sprowokowałaś, że Ci się należało. Bicie to wybór i decyzja bijącego.
                Trzymam kciuki, cokolwiek postanowisz.
                • mag00sia Re: do hagond 30.04.07, 21:43
                  Evie - jesli chcesz ratowac zwiazek i widzisz realne wsparcie w jego rodzicach (tylko uwazaj czy jak przyjdzie co do czego nie odwroca sie jednak od Ciebie) to wg mnie ON POWINIEN SIE LECZYC!!
                  a nie Ty. Ty potrzebujesz wsparcia i mozliwosci odzyskania wiary w siebie i we wlasna godnosc.
                  Sorry ale jesli jakis cholerny facet ma mnie lac - tylko dlatego ze ma zakichana fizyczna przewage i jeszcze wmawiac mi ze to moja wina to ja wole byc sama do konca zycia!
                  Jakie to typowo meskie - bija przez kobiety, zdradzaja przez kobiety, tacy sa slabi ze w ogole nie potrafia nad soba panowac??? we wszystkim musza sie usprawiedliwiac nami!?
                  To nieprawda ze w rozpadajacym zwiazku nie mozna sie dogadac jesli chodzi o dzieci. Wszystko zalezy od tego jak ON do tego podejdzie wraz ze swoja choroba - bo jesli to nerwy powoduja ze lataja mu rece to powinien sie leczyc.
                  Od tego tez jest psycholog - zeby spowodowac rozwoj osobowosci, zrozumienie pewnych zagadnien i zmiane zachowania. Od tego sa leki - na nerwy - uspokajace. A nie zona na ktorej mozna sie wyzyc za to ze nie ma satysfakcji z zycia!
                  Uwolnij sie evie i nie poddawaj - wierze ze to mozliwe. Nie daj sobei wmowic ze jestes winna. Kazdy odpowiada za siebie. Czasami tylko mozna trafic na dobrego manipulatora ktory wykorzystuje cudza slabosc. Walcz o siebie i dzieci.
                  trzymaj sie!
                  • evie22 dzięki mag00sia 30.04.07, 23:30
                    mam sporo do przemyślenia...
                    a on,no cóż dużo stracił w moich oczachsad
                    może ma sumienie?nie znosi wieszać prania na strychu,prawie nigdy tego nie
                    robi,a dziś wieczorem jak wrócił z pracy sam poleciał na strych widząc pranie w
                    koszu-szok...a może to głaskanie przed następną awanturą?po co te kłótnie,czyż
                    nie mogłoby być tak zawsze,wspierać siebue na wzajem,pomagać itp?Ja mam taki
                    charakter,że trudno jest mi zapomnieć,wybaczyć,takie zadry we mnie tkwiąsad
                    Zastanawiam się nad separacją,jakie są procedury??
                    • mag00sia Re: dzięki mag00sia 01.05.07, 00:12
                      www.serwisprawa.pl/porady-prawne.php?ct=28&ob=118
                      piszesz pozew, zanosisz do sadu wlasciwego dla miejsca zamieszkania, najlepiej wszystkiego dowiesz sie w sadzie, zrob liste pytan i nie daj sie wyrzucic z sekretariatu lub informacji - mowie powaznie ja tak zrobilam - w koncu to oni sa dla nas.
                      Aczkolwiek nie wiem czy to pomoze i czy bardziej on sie nie wscieknie na Ciebie uncertain Separacja to jest - IMHO taki pol-srodek i na pewno jest dobra jak chce sie powoli dazyc do rozwodu, a konfklikt nie jest ognisty i dwie strony chca sie rozstac.
                      Podziwiam Cie, ze zyjesz z takim gosciem ja nie potrafilabym przytulic sie wieczorem do takiego faceta...uncertain
                      Trzymam kciuki za Ciebie, powodzenia!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka