jogo2
25.06.07, 03:15
Witam,
Mam ogromny problem, chociaż jestem zdrowa, dziecko jest w miarę zdrowe, mam
pracę, inni mają sto razy gorzej, itd. W zasadzie to najchętniej napisałabym
więcej pod innym nickiem, ale jakoś ta opcja stała się niedostępna. Mam mało
znajomych z dziećmi w wieku zbliżonym do moich, albo mieszkają w innych
dzielnicach Warszawy i jakoś się nie możemy umówić. To znaczy w teorii
wszystko jest O.K. problem się rozpoczyna, jak przychodzi do konkretów. Ja
się powoli robię zdesperowana, bo widzę, jak synkowi (5 lat) brakuje bardzo
towarzystwa innych dzieci (oczywiście jest przedszkole, ale tam jakoś
ostatnio jest średnio, syn dużo chorował, pani teraz mówi że już się
potworzyły takie grupki towarzyskie a on "zagubiony" chodzi od jednej do
drugiej). Na podwórku jest jakaś taka "banda" głównie chłopców w wieku
różnym, przeważnie starszych (najmłodszy ma 6 lat), ale po dzisiejszym
bliższym zetknięciu się z niektórymi jej przedstawicielami wymiękłam, nie
będę się rozpisywać, bo wyjdzie drugie tyle, ale zachował się trochę
dziecinnie, a oni zaczęli strasznie go wyśmiewać, też chyba sobie nie zdając
z tego sprawy, że go krzywdzą, z aluzjami do nierządu, itp. Po prostu część
tych dzieci pochodzi chyba z patologicznych środowisk, problem w tym że nie
wszystkie, i te inne dzieci nie z marginesu jakoś w tej grupie istnieją, fakt
jest, że dużo starsze od mojego syna (8- 10 lat).
Widzę, że jemu bardzo bardzo jest potrzebne zaprzyjaźnienie się z innymi
dziećmi, bo powoli zaczyna woleć towarzystwo dorosłych, robi się nieśmiały w
stosunku do innych dzieci, i czasem przejawia zachowania trochę infantlne
(np. jak widzi, że nikt nie zwraca na niego uwagi).
Z innych powodów biorę pod uwagę możliwość przeprowadzki (marzy mi się dom z
kawałkiem działki, ale też się zastanawiam między innymi, że może trudno mu
będzie kogoś poznać w okolicy domków jednorodzinnych) ale trochę nie wiem jak
zrobić rozeznanie rynku pod względem, żeby nie trafić jak śliwka w kompot
(np. w okolicę, w której mieszkają sami emeryci, albo osiedle, gdzie jest b.
mało dzieci).
Ręce mi opadają, bo problem jest z natury niby to błahych, a dla mnie zaczyna
urastać do ogromnej wagi, bo nie wiem, o czym myśleć najpierw w związku z
tym - czy urządzić działkę, którą mam w odległości ok. 60 km, przy czym wiem,
że będzie mnie to kosztowało bardzo dużo wysiłku - i co w związku z tym,
wiem, że dzieciak na pewno będzie się cieszył z kawałka ziemi i z możliwości
podlewania kwiatków, ale ja będę szara ze zmęczenia przez kilka miesięcy i
wykończona nerwowo pewnie też, co też jakoś się na nim może odbić, a co to da
jeżeli chodzi o znajomych dla niego, czy myśleć o przeprowadzce - też niezłe
zamieszanie, zrobiłabym to pod warunkiem, że synek znalazłby się w środowisku
w którym mógłby się z kimś zaprzyjaźnić, tylko po czym to poznać, czy
zostawić na razie wszystko tak jak jest, a sobie poszukać najpierw
przyjaciela, żeby mieć jakieś wsparcie, ale szukanie prawidziwego przyjaciela
też zajmuje czas, a w międzyczasie problem, od którego zaczęłam pozostaje i
jak wiem na przykładzie w najbliższej rodzinie, nie należy go bagatelizować.