agnieszkatk
07.05.08, 17:04
Sprawa wygląda tak: Mąż wniósł o rozwód bez orzekania o winie i
proponuje mi kwotę 400 zł na dziecko.
Mnie do rozwodu się nie śpieszy - układ taki jaki jest, nie jest
doskonały, ale nauczyłam się w nim dobrze funkcjonować i sądzę, że
rozwód tylko pogorszy moją sytuację. Mieszkam w mieście męża ( od 8
lat ), nie pracuję ( wychowuję niepełnosprawne dziecko, które co
prawda chodzi trochę do przedszkola - ze względów rehabilitacyjnych -
jednak choroba i związana z nią terapia nie pozwala mi na podjęcie
pracy. Pracowalam - okazało się, że nie da się pogodzić jedego z
drugim ). Mieszkania własnego nie mamy - wynajmujemy w centrum
miasta olbrzymie mieszkanie. Mąż ma na papierze 2,5 tyś netto
miesięcznie ( jestem w stanie udowodnić, że ma drugie tyle -
chociażby jak się pododaje rachunki, jakie płacimy, w tym polisa na
zycie ). Domagam się od niego 1 tyś zł alimentów. Biorąc pod uwagę
fakt, że po rozwodzie przejdę na świadczenia pielęgnacyjne ( co mi
da jakieś 750 zł dochodu ) to nie dodając alimenty na dziecko dam
radę zapłacić za wynajem i rachunki za mieszkanie bo za nic innego
już nie. Adwokat męża ( przy którym mąż nie przyznał się do choroby
dziecka ) uznał, że "skoro mam rodziców mogę iść do nich mieszkać".
Z tym, że ja nie mogę. Rodzice wiedzą, że się rozwodzę i bardzo
ubolewają na tym, ze , mmm, nie będę miała gdzie mieszkać bo do nich
wrócić nie mogę ( mają trzypokojowe mieszkanie, mieszka tam jeszcze
mój brat, do tego tata jest po rozległym wylewie do pnia mózgu ).
zresztą nie chcę - tu syn chodzi do przedszkola z którym się
związał - gdzie ja znajdę w Warszawie ( tam mieszkają rodzice )
przedszkole, które przyjmie chorego pięciolatka? Tu mały ma też
większość terapi - i uważam za wysoce niewskazane zmienianie
terapeutów, z którymi dziecko "pracuje" od dwóch lat - dodam, że
jest to terapia bezpłatna i nie wiem, czy w Warszawie taką znajdę.
Poza tym liczę na to, że tata bedzie miał cześty kontakt z małym -
syn jest z nim niezwykle silnie emocjonalnie związany. Biorąc pod
uwagę fakt, że w razie wyprowadzki tatuś będzie miał do dziecka
ponad 100 km, a do tego pracuje świątek piątek od świtu do nocy (
informatyk ) pewnie skończy się na widzeniach raz na miesiąc.
Jeździmy na płatną terapię do Opola - koszt to ok. 600 zł
miesięcznie, do tego mały jest na specjalnej diecie ( bezglutenowa,
bezmleczna, bezbiałkowa ) dlatego koszt utrzymania dziecka wynosi
lekką ręką 2000 zł. Wnoszę o 1000 i podaję, że mąż musi partycypować
w kosztach utrzymania dziecka w wysokości 100% kosztów ( trudno,
zrezygnuję z części terapi i może z częsci jedzenia ) ponieważ ja
nie pracuję i wiem, że mogę wnosić o takie rozwiązanie podając, że
moje zobowiązanie alimentacyjne polega w całości na osobistej trosce
o dziecko. Niepokoi mnie natomiast fakt, że jego adwokat uważa, że
moge mieszkać u rodziców i dzięki temu obnizyć koszt utrzymania
dziecka ( który zresztą wcale nie będzie taki mniejszy, ponieważ
teraz wyliczam koszt wynajęcia mieszkania i opłat w podziale na dwie
osoby po 500 zł a u mojej mamy koszt ten wynosi około 300 zł -
wysoki czynsz w warszawie ). Adwokata nie mam - nie stać mnie na
wydatek 2,5 tyś + vat , mąż pełnomocnika ma ( 4, 5 tyś + vat )