krolowazla
15.06.09, 08:56
Teraz zostanę zbluzgana, że się wtracam, ale...
Jestem zwiazana z facetem, który ma dziecko i płaci na nie alimenty. Ja
zresztą też mam dziecko na które otrzymuje alimenty.
Ostatnio była mojego partnera przyznała się, ze nie pracuje już od jakiegoś
czasu i dodała, ze alimenty ma bardzo niskie, bo nie wystarczają na wszystko.
Strasznie mi sie żal zrobiło tego dziecka, bo z pewnością alimenty nie idą na
nie w całości, bo przeciez matka niepracująca też ma jakieś potrzeby,
chociażby jakiś kosmetyk, czy ciuch.
Mój partner przejął się sytuacją. Nigdy nie marudził , ze musi alimenty
płacić. To był jego priorytet i bardzo często zrezygnował z czegoś dla siebie,
ale alimenty płacił. Wyskubał dodatkowe pare złotych i przesłał dziecku.
Widzę, że partnera gryzie cała ta sytuacja. I wychodzi na to, że musi dokładać
do alimentów, bo matka nie pracuje.
Wczoraj jednak namówiłam partnera na rozmowę , on najbardziej boi się, że jak
raz pokaże, że może przesłać więcej pieniędzy, to matka dziecka to wykorzysta.
A prawda jest taka, ze te dodatkowe pieniądze, to spore wyrzeczenie dla niego.
I tutaj dylemat. Przesyłać więcej i zacisnąć pasa, czy przesyłać tyle co
zasądzone i zachodzić w głowę czy dziecku nie brakuje podstawowych rzeczy??