Czytam to forum codziennie od ponad roku, dziś zakładm własny wątek
i proszę o opinie. Mam synka 10 mcy i 10 kg. Nie raczkuje, nie
siada, nie potrafi sie soba zająć nawet na 5 min, nie mieszkam w
Polsce i siedze z nim praktycznie sama w domu do 17stej, jedyny
sposób przemieszczania się to turlanie (a i tak robi to bardzo
nieczętnie). Wczoraj miałam wizyte monterów w domu i jak odsunęli
łóżko to myślałam że sie pod ziemię zapadne. No ale ciężko jest
odkurzyć pod nim z dzieckiem na rękach a gdy tato wraca z pracy to
ostatnia rzeczą na którą mam ochotę jest przesuwanie mebli

. Ale
powiedziałam w końcu dość, trzeba tam posprzątać! Więć młodego na
dywan a sama heja za odkurzacz. Najpierw marudził,ale siedział potem
leżał, po chwili leżał i oczywiście płakał (wkoło zabawki a on i tak
swoje). Wyszłam na chwile, on wyje, wracam SIEDZI i nie wyje. Więc
jednak potrafi!! Dziś to samo bawimy się na dywanie mały i tak
niezadowolony bo na brzuchu i ta sama historia najpierw sie bawi
potem marudzi potem leży za chwilę wyje! Wyszłam z pokoju...
nastąpiła cisza... zaglądam a on siedzi i balonikami się bawi. Więc
co ja mam z nim zrobić targać na rączkach do czasów przedszkolnych
czy tak pozostawiać doglądając co chwilę? Doradźcie bo juz zaczynam
łapać doła, jak czytam o 7mio miesięczniakach które zaczynają
chodzić. I standardowo - przepraszam że się tak rozpisałam
Pozdrawiam.