Sytuacja jest nastepujaca - odprowadzam dzis "duzego" do zlobka i
jak od zawsze (czyli od ponad miesiaca) - parkuje auto przed brama,
biore "mala" na reca, wyjmuje synka z samochodu i idziemy do srodka.
No i dzis on nie chcial tam wejsc (po raz pierwszy) - stoi przed
furtka i bunt dwulatka (nie, nie, nie). Wyszla po niego pani i on
nadal swoje "nie, nie, nie" - skonczylo sie na tym, ze wziela go na
rece i przeniosla przez prog.
No i tu sie nasluchalam od innych matek rad i uwag typu - "no tak,
jak pani wnosi coreczke na rekach to i synek chce", "trzeba mala do
wozka, a synka na rece" itp.
Szlag mnie trafil i plakac mi sie chcialo - bo chyba sie sama sie
wystarczajaco "obwiniam", wiec rozne "dobre rady" nie sa mi
potrzebne. Na dodatek od osob, ktore nie maja pelnego obrazu.
Dziewczyny - jak reagowac? Ja nic nie powiedzialam, ale potem pol
dnia mnie trzeslo.
Troche mam wrazenie, ze odkad w TV pelno programow typu superniania -
to kazdy sie zna na wychowaniu dzieci - najlepiej cudzych