pade
13.04.04, 00:51
Kochane e-mamy, poradźcie cos, bo juz sama nie wiem czy mam urojenia czy
teściowa kradnie mi dzieci, a może jestem wyrodną matką?. Zacznę od początku,
mam 5 letniego synka i siedmiomiesięczną córeczkę. Zanim synek się urodził
teściowa usiłowała mnie przekonać, że nie mogę wymagać od męża obecości przy
porodzie bo nabierze do mnie obrzydzenia.Gdy rodziłam nawet nie zadzwoniła do
niego do pracy, żeby się nie denerwował. Później kiedy synek był malutki
ciągle płakał(miał kolki), teściowa przychodziła do nas na cały dzień, stała
z boku i zrzędziła: na pewno masz popsute mleko, zjadłaś coś niedobrego,
itd.ale nigdy nie wzięła syna na ręce , na spacer. Teraz kiedy ma 5 lat, i
można go "kupić" czipsami, gazetkami, grami komputerowymi, chętnie bierze go
do siebie na weekend. Pomyslicie: to super!o co jej chodzi? Otóż, niedawno
urodziłam córeczkę (mąż był przy porodzie, spisał się świetnie i chyba kocha
mnie jeszcze bardziej). Synek bardzo to przeżył, zwłaszcza moją nieobecność.
Kiedy posyłalismy go do przedszkola, od razu chorował, a my zarażaliśmy się
od niego, więc stwierdziłam, ze będzie lepiej gdy zostanie ze mną w domu. I
to był błąd. Płakał gdy śpiewałam córeczce kołysanki, gdy karmiłam ją
piersią, niesłuchał się. Po prostu zazdrość i poczucie odrzucenia. Starałam
się poświęcac mu duzo czasu, być cierpliwa. Ale mój czas i cierpliwość
skończyły się gdy zaczęły się kłopoty zdrowotne córeczki,( nie przybieranie
na wadze-pobudzanie laktacji:odciaganie pokarmu 8 razy dziennie po 15 min
pierś; potem problemy z kupką w następstwie dwie operacje, ząbkowanie,
nietolerancja mleka modyfikowanego itd). W rezultacie gdy coś działo sie z
małą a synek chciał coś ode mnie, a zawsze gdy jestem zdenerwowana stara się
zwrócić na siebie uwagę, krzyczałam na niego. Zaczął wybrzydzać przy jedzeniu
( zdarzało się wcześniej, ale nie w takim stopniu), nie wytrzymywałam. kilka
razy synek dostał ode mnie porządnego klapsa, i chyba zaczął się mnie bać.
Poczułam obrzydzenie do siebie. I wtedy teściowa zaczęła zabierać syna do
siebie, a on nie chce wracać do domu. Dodam, ze w weekend mąż jest w domu i
mógłby zająć się małą albo synkiem. Ponadto zatrzymała go u siebie przez
święta, a kiedy powiedziałam synkowi: co to za święta bez ciebie, on na to :
przecież macie Paulinkę.