Córa - za 2 tygodnie kończy roczek - na BLW jest odkąd skończyła 6 miesięcy. Je już praktycznie wszystko, najczęściej to samo co reszta rodziny. Porcje, które zjada nie imponują wielkością... Na początku rozszerzania diety jadła dużo więcej, czasami aż byłam zdziwiona ile potrafi wciągnąć... od jakichś 2-3 miesięcy jest znacznie gorzej. Zjada troszkę i rozrzuca, nawi się jedzeniem, rozsmarowuje na blacie itp. Staram się nie zwracać na to uwagi, jeść swoje i nie komentować jej zachowań, ale często mnie to frustruje i wkurza.
Młoda wygląda zdrowo, ważona była miesiąc temu i ważyła wtedy prawie 9 kg, była gdzieś miedzy 40 a 50 centylem na siatce dla piersiowców (jest nadal na piersi), na siatkach wzrostu jest ok. 80 centyla, chcę jej zrobić badania krwi w najbliższym czasie dla własnego spokoju, ale wydaje mi się że powinno być ok. Nie ma więc argumentów na rzecz wciskania jej jedzenia na siłę.
Tym niemniej, dzisiaj jak zaczęła przy kolacji znowu wywalać kubek z zupą (robię jej czasem zupę-krem, którą je tak, że ja nabieram na łyżeczkę, a ona ją prowadzi do buzi i zlizuje), moja irytacja wzięła górę - przejęłam łyżeczkę i zaczęłam ją karmić, recytując przy tym jej ulubiony wierszyk. W ten oto sposób udało mi się zapakować w Dzidziulca prawie 200 ml zupy. Uczucia mi przy tym towarzyszyły mieszane, dopóki obecna przy wszystkim moja mama (która do BLW podchodzi sceptycznie, właśnie dlatego, że Młoda niedużo je) nie powiedziała "no właśnie, i tak trzeba karmić dziecko... samemu, i troszkę zająć..."
Wtedy jakoś zobaczyłam z boku co zrobiłam i pożałowałam.
I potrzebuję, żeby mi ktoś przypomniał, po co i do czego jest BLW... Dlaczego warto pozwalać dziecku żeby jadło samo, co się na tym zyskuje. Żebym już takiego numeru z łyżeczką nie wycięła i żebym umiała mamie odpowiedzieć na takie uwagi. Pomożecie?