Kiedy wasze dzieci zaczęły się przekonywać do bardziej "przetworzonych" potraw? (nie mam na myśli żywności wysokoprzetworzonej

) Wera - rok i póltora miesiąca - raczej nie jest zainteresowana takimi ekstrawagancjami.
Chętnie je czystego bielucha albo jogurt naturalny, różne kasze z owocami poranne, zupy różne w zależności od nastroju, z kaszami, ryżem (oczywiście hit to pomidorówka). Na drugie najchętniej warzywa duszone w sosie pomidorowym (po tatusiu ta namiętność zapewne) z kaszą, makaron (z czym? najlepiej oczywiście z pomidorami ;D). Mięso to głównie w zupie albo czasem wędlina, bo ja nie jem mięsa, a mąż przy mnie też nie przyrządza mięsa, więc najwygodniej nam ugotować raz na jakiś czas coś na parze, zamrozić i wrzucać do zupy. Jajko ugotowane na twardo potrafi zjeść w całości, w każdym razie taką miała fazę niedawno.
Naleśnika zjadła raz, jak byli znajomi i wpatrzona w ulubioną ciocię wrąbała co dostała, placki, omlety - nie są produktem spożywczym, tak samo jakieś krokiety czy inne kotletopodobne twory, jajecznica takoż. Chleb też nie służy do jedzenia, tylko do zlizania tego co na nim, ewentualnie jako zastępnik łyżki. O, kluski leniwe, kopytka, kluski śląskie zjada.
Mam wrażenie, że pod względem formy to jej jadłospis jest strasznie monotonny... i nam też się nudzi