z888
22.10.13, 13:38
Wiem, że to już było, ale ja znowu o tym. Moja córeczka ma 10 miesięcy. Urodziła się maleńka - 2,5 kg. W pierwszym półroczu pięknie przybierała, tylko na piersi, z prawie zerowego centyla wskoczyła powyżej 50. Jak tylko zaczęła dostawać cokolwiek prócz piersi - wyhamowała z przybieraniem. Nie mam na myśli normalnego wyhamowania, rozumiem, że starsze niemowlę przybiera wolniej, ale ona w 2 i pół miesiąca przybrała 400 g. To supermało, jakby nie patrzeć. Potem troche się poprawiło, ostatnio znowu dół - w 3 tygodnie przybrała 80g. Trochę je sama, troche próbuję ją dokarmiać łyżeczką, ale przetarta zupa to maks zjedzone 5 łyżeczek, przy dobrym dniu, przy gorszym - wcale. Zresztą dawałam jej też zupy drobno posiekane, zgniatane, różne - efekt ten sam. Owoce - też słabo, ale od tego nie przybierze na wadze, więc olewam, niech sama wcina. Coś na kształt drugiego dania "je" sama. Lubi to, podoba jej się, ale prawie nic nie zjada. Wieczorem daję jej kaszkę, taką błyskawiczną (mea culpa, ale nie chce mi się już pichcić po całym dniu, wieczorem mam też starszaka w domu itp.), to zjada nawet chętnie, ale porcję dla noworodka, z tego co czytam na opakowaniu.
Już opadam z sił. Dodam, że pierś na okrągło dostaje, jakby miała cztery miesiące. A ma 10. Już mi to jakoś psyche ryje, że ona wciąż bazuje na tym moim mleku. Niby pije go, ile chce, ale jakoś waga stoi w miejscu. Badania, mocz i te sprawy pod kontrolą - miewa czasem katar, wiadomo, że to wpływa na przybór masy, ale ogólnie jest zdrowa. Starszy też czasem chorował, a problemu z jedzeniem i wagą nie było.
Czy na prawdę to nasze mleko jest bardziej kaloryczne niż treściwa zupa z kaszą i mięsem? Trudno mi w to uwierzyć. Aha, żelazo w dolnych granicach normy, wiadomo, ale jak się nie je mięsa, no to cóż ...
Macie jakieś przemyślenia na taki temat?