belletre
27.09.05, 15:05
Opowiem pewną historię, która miała miejsce kilka dni temu. Bylam z moim 2,5-
letnim synkiem na placu zabaw, bawimy sie już dobrą godzinę jak przychodzi
małżeństwo ze swoimi dziecmi. Mama wchodzi z córką do piaskownicy ( dziecko
około 2l) i mój synek podchodzi do niej żeby się wspólnie pobawić. Najpierw
popatrzył sobie potem przysiadł sie i cos po swojemu mówil a mamuśka tej
dziewczynki mówi do mojego dziecka : odejdz stąd, stwarzasz zagrożenie ona
(jej córka) się ciebie boi. Ja nie reaguję bo nie ma potrzeby - moje dziecko
tylko stoi i patrzy. Mamuśka wzieła zabawki, swoje dziecko i przeszła na
drugą stronę piaskownicy. Mój synek tez tam poszedł a ona do mnie z
pretensjami zebym zabrala dziecko bo jej córka nie może sie bawic!!!
Chodzę tam kilka miesiecy i nigdy nie spotkałam tak zaborczej matki. Dzieci
zawsze bawily sie razem, zawsze dzieliły sie zabawkami i nigdy nie było o nic
żalu. Mój synek sie rozpłakał - bo jak mam wytłumaczyć 2,5 latkowi że pani
nie życzy sobie aby podchodził do jej dziecka. Wziełam go i poszłam. Ale inne
mamy radziły mi żebym została bo piaskownica jest dla wszystkich.
Wg mnie to dziecko nie poradzi sobie w przyszłości w przedszkolu- jest za
bardzo chronione przez swoją matkę. Napiszcie co o tym myślicie