Do tego watku zainspirowala mnie nikol78, ktora ma juz taaaakie duze coreczki.
Chcialabym, zebysmy napisaly cos wiecej o takiej naszej dwuletniej roznicy wieku miedzy dziecmi,
ale jak juz sa troche starsze - w wieku szkolnym, albo juz w doroslosci. Choc wiekszosc z nas nie ma
jeszcze takich doswiadczen z wlasnymi bablami, to napewno zna kogos, kto ma lub mial.
Ja juz kiedys w watku o chlopakach pisalam o 2 takich rodzenstwach meskich.
Teraz dla odmiany napisze o parze mieszanej.
Brat starszy 2,5 roku. Ciagle bojki, bijatyki, przezwiska. Zadnych wspolnych zainteresowan.
Oddzielne wakacje, szkoly srednie. W czasach mlodosci wzajemne podkochiwanie sie w swoich
kolezankach/kolegach. Pamietam jak zazdroscilam tego starszego brata, tak niewiele starszego, do
ktorego przychodziliby koledzy po szkole i katem oka spogladali w moja strone

Teraz oboje maja swoje dzieci. Mieszkaja w roznych miastach. Oboje maja bardzo dobry i silny
kontakt z rodzicami. Sami ze soba - nie najgorzej, ale wciaz daje sie wyczuc rywalizacje. Ale co by
nie mowic, stoja za soba murem. Moga na siebie liczyc, pomagaja sobie i wspieraja sie.
Jako obserwator z boku widze jeden wazny blad rodzicow - zaszufladkowanie. Ciagle podkreslali, ze
on - silny, zaradny, odpowiedzialny i przedsiebiorczy. Poradzi sobie w zyciu. Ona - krucha,
delikatna, slabe zdrowie, trzeba jej pomagac, bo sama nie da rady. Sprawdzilo sie, ale chyba nie
dlatego ze rodzice to przewidzieli, ale dlatego, ze wlasnie tak nimi kierowali.