Dodaj do ulubionych

język dwulatka - komentujmy

27.05.06, 06:06
Witam.
Wzięłam się wreszcie za lektury, bo na początku uważałam, że i tak wszystko
wiem lepiej. Mam w domu niesfornego dwulataka - "żywczyka" - i zdałam sobie
sprawę, że coraz częsciej krzyczę, a ilość "tylko klapsów" się zwiększa i na
nic nie pomaga.
Książka się przydaje. Ma pewną ideę: lepiej manipulować dziećmi, niż stosować
wobec nich przemoc (psychiczną, fizyczną), bo to nie narusza przykazania
szacunku do nich jako osób. Manipulacja, jak zrozumiałam, polega na dawaniu
dzieciom, które nie mają wyboru (skazane są na nasze decyzje, oby dobre!),
fikcyjnego wyboru w rodzaju: wolisz ubrać się teraz, czy gdy pozmywam?
Dziecko się cieszy, że ma wybór, a ty je lekko kitujesz. Coś za coś, unikasz
bowiem szkodliwej przemocy.
Moje dziecko niestety nie nabiera się na większość przedstawionych tam
pomysłów, myślę, że choć tak małe, wyczuwa ów kit. Śmieje mi się w twarz i
ucieka, choć dałam mu wybór między czerwoną a niebieską koszulką. Ale to
dopiero poczatki. Książka ta w niebywały sposób mnie uspokoiła i zauważam
poprawę w mojej roli matki - mam więcej dystansu do "wielkich problemów"
stwarzanych przez dwulatki, więcej spokoju i pewności siebie - może
wynikającego trochę z cynizmu, bo nie ma się co oszukiwać, dzieciakami trzeba
rządzić, tylko jak najmniej bolesnie dla ich psychiki.
pozdrawiam mamy dwulatków
Daga
Obserwuj wątek
    • miltonia77 Re: język dwulatka - komentujmy 28.05.06, 12:36
      Po to sa rodzice, zeby decydowac, co jest dla dziecka lepsze.
      Ale nie "kituje" sie dziecka dajac mu wybor w tym, w czym moze sam wybrac.
      Zakres tych wyboriow bedzie sie z wiekiem zwiekszal. Wazne jest tez, z jaka
      mysla sie to robi, tzn czy zeby dziecko "kitowac" czy zeby go uczyc, ze cos od
      niego w zyciu zalezy, ze ma na cos wplyw. Tak "tworzy sie" odpowiedzialne
      nastolatki i doroslych, ktore potrafia podejmowac decyzje i sa za nie
      odpowiedzialni.
      Metoda bardzo dobra, tylko nastawienie jeszcze troszke nie, ale zobaczysz, beda
      tego pozytywne efekty.
    • igielka6 Re: język dwulatka - komentujmy 28.05.06, 21:25
      Zgadzam się z miltonia77. To nie kit, bo przecież dajesz dziecku wybór
      odpowiedni do jego wieku i możliwości podejmowania decyzji. A, że ubrać się
      trzeba, to logiczne. Żeby zjeść, trzeba ugotować. Może, jak mały wyszedłby raz
      na spacer w piżamie i stał się obiektem zainteresowania i uwag na placu zabaw,
      to by się przkonał, że ubrać się trzeba. (od Ciebie zależy, czy pozwolisz mu na
      taki eksperyment).
      Sama mam niespełna dwulatka, ale pewne zachowania już przerabiamy, a raczej
      przerabialiśmy. U nas książka okazała się strzałem w dziesiątkę. Zdusiliśmy
      problem w zarodku. Co prawda mój synek jest średniaczko-aniołkiem, ale myślę,
      że przede wszystkim konsekwencja jest ważna. Dowodem na to jest zachowanie
      mojego aniołeczka przy teściowej. Ona nie przyjmowała żadnych moich uwag
      odnośnie postęowania z małym. Każdorazowo robiła odwrotnie, jakby chciała mi
      zrobić na złość. W efekcie mały zaczął ją traktować, jak zabawkę, przedmiot, z
      którym można wszystko zrobić. Plucie jedzeniem, oblewanie się piciem, uciekanie
      na golasa, zapasy przy ubiraniu, przwijaniu, kopanie, dzikie wrzaski. Wszedł je
      na głowę. Przy mnie się tak nie zachowuje, bo wie, że nie przyniesie to żadnego
      rezultatu. Nieraz oczywiście sprawdza, czy się granice nie przesunęły, ale jak
      druga trzecia próba nie przynosi skutku, przestaje się "Wysilać".
      My jednak zaczęliśmy duuużo wcześniej, bo już w wieku ok. 4 msc. Przeczytałam
      wtedy "Język niemowląt". Już w pierwszej częsci Traccy pisze o szacunku do
      dziecka i ustalaniu mu grnic, stwarzaniu rytuałów. Procentuje to na przyszłość.
      Ustalone pory snu, jedzenia i zabawy, a także wiążące się z nimi miejsca,
      sprawiają, że dziecko nie prtestuje (lub w mniejszym stopniu), bo wie np., że
      zaraz po przebraniu pieluszki na przewijaku, wróci do zabawy i nie potrwa to
      długo. Dowodem na to jest w moim przypadku fakt, że gdy wyjechaliśmy na wakcje,
      gdzie nie było przewijaka, czy krzesełka dokarmienia, młay zaćżął odstawiać
      szopki przy karmieniu i ubieraniu. Po powrocie wszystko minęłó, jak ręką odjął.
      Dodam, że zasypia sam w łóżeczku i w połódnie i wieczorem, odkąd skończył 4/5
      msc. Nauka metodą podnoszenia i kładzenia trwała 3 dni. Pierwszy raz był
      koszmarnie ciężki i samo ułożenie w łóżeczku bez płaczu zajęło nam około 20
      min. Ale było warto. Coś więc musi być w metodach Traccy, choć nie ze
      wszystkimi się zgadzam.
    • daggga Re: język dwulatka - komentujmy 23.06.06, 21:51
      Hej,
      dzięki za odpowiedzi, zapomniałam o tym wątku...
      Owszem, jest to kitowanie smile oszukiwanie, choć cel oczywiście zbożny. Podobnie
      zaczęłam stawiać pytania (wolisz a czy b) mojej Babci, która nie chciała jesć z
      nami obiadów. Jest to manipulacja słowna, bezsprzecznie. Wychowanie na miarę
      homo sapiens - bez przemocy (fizycznej i słownej), za to manipulując, czyli
      wykorzystując ogromną przewagę intelektualną jaką ma dorosły nad dzieckiem. Bo
      przecież JAKOŚ trzeba nad dzieckiem zapanować, a jesli, jak piszecie, celem
      jest wychowanie obywatela, a w dodatku jest to metoda bezbolesna (choć wymaga
      większego zaangażowania intelektu niż inne) to tylko popierać!
      U nas skutkuje.
      Choć czasem, gdy mówię do Maćka: co wolisz, A czy B? Odpowiada "nie"...
      jest chyba odporny...
      pOzdrawiam
      daga
      • scher Re: język dwulatka - komentujmy 23.06.06, 22:00
        daggga napisała:

        > Owszem, jest to kitowanie smile oszukiwanie, choć cel oczywiście zbożny.
        > Choć czasem, gdy mówię do Maćka: co wolisz, A czy B? Odpowiada "nie"...

        Niekoniecznie musi to być manipulacja. Też mam dziecko o dość silnej woli (już
        trzylatek, ale rok temu problemy były podobne). Mówiłem tak:
        - Synu, MUSISZ, się ubrać, tu nie ma dyskusji. Wolisz A czy B?

        Gdy nie wybierał nic, mówiłem:
        - MUSISZ się ubrać. Zrobisz to sam, czy mam cię ubrać na siłę?

        Ubrałem na siłę RAZ (oczywiście nie robiłem krzywdy, po prostu on się wyrywał,
        a ja ubrałem wbrew jego woli, mimo płaczu). Nie miał ochoty powtarzać tego
        doświadczenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka