daggga
27.05.06, 06:06
Witam.
Wzięłam się wreszcie za lektury, bo na początku uważałam, że i tak wszystko
wiem lepiej. Mam w domu niesfornego dwulataka - "żywczyka" - i zdałam sobie
sprawę, że coraz częsciej krzyczę, a ilość "tylko klapsów" się zwiększa i na
nic nie pomaga.
Książka się przydaje. Ma pewną ideę: lepiej manipulować dziećmi, niż stosować
wobec nich przemoc (psychiczną, fizyczną), bo to nie narusza przykazania
szacunku do nich jako osób. Manipulacja, jak zrozumiałam, polega na dawaniu
dzieciom, które nie mają wyboru (skazane są na nasze decyzje, oby dobre!),
fikcyjnego wyboru w rodzaju: wolisz ubrać się teraz, czy gdy pozmywam?
Dziecko się cieszy, że ma wybór, a ty je lekko kitujesz. Coś za coś, unikasz
bowiem szkodliwej przemocy.
Moje dziecko niestety nie nabiera się na większość przedstawionych tam
pomysłów, myślę, że choć tak małe, wyczuwa ów kit. Śmieje mi się w twarz i
ucieka, choć dałam mu wybór między czerwoną a niebieską koszulką. Ale to
dopiero poczatki. Książka ta w niebywały sposób mnie uspokoiła i zauważam
poprawę w mojej roli matki - mam więcej dystansu do "wielkich problemów"
stwarzanych przez dwulatki, więcej spokoju i pewności siebie - może
wynikającego trochę z cynizmu, bo nie ma się co oszukiwać, dzieciakami trzeba
rządzić, tylko jak najmniej bolesnie dla ich psychiki.
pozdrawiam mamy dwulatków
Daga