dotima
29.11.06, 13:57
Witam! chciałam się was poradzić w pewnej sprawie. Synek ostatnio niechętnie
chodzi do przedszkola, gdy miał wrócić po chorobie zachęcałam go,że wreszcie
pobawi sie z kolegami, a on mi na to,że i tak nie wolno mu ruszać zabawek.
Nie chciał mi powiedzieć dlaczego, długo się męczył mówił tylko, że "zrobił
coś strasznego, coś okropnego i boi mi się powiedzieć". Wreszcie wydusiłam z
niego, że podczas zabawy coś odpadło od autka, którym sie bawił i pani
strasznie na niego nakrzyczała i zabroniła mu dotykać zabawek. Zdębiałam. Już
wcześniej narzekał, że pani często krzyczy, że za karę jadł samotnie przy
stoliku wstawionym do przedsionka pomiędzy dwoma salami, że pani go straszy,
że jak będzie niegrzeczny to go przeniesie do innej grupy .. Sama pani raz
się poskarżyła, że synek rozrabia i "musi go rozdzielać z kolegami".
Dotychczas nie widziałam w tym większego problemu, trochę dziecku nie
wierzyłam (no bo pani krzyczy pewnie już doprowadzona do ostateczności, a z
tym samotnym jedzeniem to pewnie fantazjuje) ale teraz widząc, jak on to
przeżywa (jak był przekonany,że zbrodnię popełnił niechcący psując zabawkę)
mam dylemat, czy porozmawiać o tym z opiekunką i jak taka rozmowę
przeprowadzić. Powiedzcie jak wy to widzicie. Jest problem czy wyolbrzymiam?
Pozdrawiam.