sugar_mama_danielcia
28.06.04, 11:27
Drogie dziewczyny. Prosze poradzcie co robic. W gorsza depreche wpasc juz nie
moglam, czy moja rodzina wylize sie kiedykolwiek z chorob? W tym miesiacu nie
bylo tygodnia, zeby ktos nie byl chory.
Historia zaczela sie w srode wieczorem(23 czerwca). Przytrulam rodzine ryba.
Tak mi sie przede wszytskim wydaje. Ryba ze sklepu, swieza, nie bylo upalow,
ale to jest jedyna rzecz jaka nas troje zjadlo tego wieczoru. Pare godzin
pozniej maly zwymiotowal ta rybe i potem przez noc wymiotowal co godzine. Maz
dostal boli brzucha, ja nad ranem mdlosci, wzdec. Mysle, ze u nas na
szczescie zakonczylo sie to duza niestrawnoscia raczej niz zatruciem. Maly
natomiast wymiotowal jeszcze kolejnego ranka. Caly czwartek wygladal, ze
czuje sie dosc dobrze, bawil sie wariowal. Wieczorem o 20.00 dalam 30 ml
mleczka i rowno o 22.00 maly to zwymiotowal. Mysle sobie, blad - nie dwac na
razie mleka. Maly przespal cala noc i w piatek dzien nie wymiotowal, mial
kiepski apetyt, ale zdadl parowke, jajko, troche samego makaronu. Mleka nie
dostal. Tamtej nocy rowno o 22.00 zwymiotowal makaron zjedzony ok 15.00 tego
dnia. Sobota maly na scislej diecie, dostal chlebka rano, biszkopty przez
dzien. Caly dzien przebawil sie. 22.00 w nocy maly zwymiotowal prawdopodobnie
biszkoptami. Reszta nocy jak zwykle spokojna (oprocz placzu, bo maly glodny,
dostal troche chleba). Niedziela - zjedzone biszkopty, makaron, troche
jabluszka, w poludnie troche zupki przetartej. od ok 17 brak apetytu - Daniel
pochrupal slone paluszki. Punkt 22.00 maly zwymiotowal ogromne ilosci czegos
cieklego....Do rana spokojnie. (maz mysli, ze to glownie picie, bo maly pije
srednio 100 ml na dwie godziny - co mnie tez zastanawia bo w sumie maly z
reguly duzo nie pije).
Dzis rano - maly wtrabil parowke w mgnieniu oka, zdadl jogurt ok 6 rano i do
tej pory nic. Obecnie drzemie...
No i teraz. Oprocz tego maly robi rzadki zielone kupy. Robi je ok co 1,5 -2
dni dlatego podejrzewam, ze kolor i konsystencja sa zwiazane z uboga dieta.
Wyczytalam, ze sa to prawdopodobie tz 'starvation stools'.
POza tymi dwoma objawami maly zachowuje sie normalnie. Nie ma goraczki, to co
zje do popoludnia trawi. Podczas porannej drzemki nie wymiotuje -
podejrzewalam, ze moze wymiotuje bo jest w lezacej pozycji. Zastanawia mnie
ta pechowa godzina 22.00. Nie wiem jak to wszytsko powtrzymac. Z wieczora na
wieczor wpadam w gorszy dolek.
Nie pcham sie do GP bo wiem jak taka wizyta sie skonczy. Z jednej strony
niemal jestem pewna, ze to ta ryba, bo wszyscy odchorowalismy tamtej
pierwszej nocy. Dzwonilam wczoraj na NHS Direct, ale ich w sumie interesowalo
tylko to czy maly oddycha. Zadzwonilam do nich o 22.30 zapytac sie ile
jeszcze tak moge ciagnac zanim zobacze lekarza. Odzwonili o 0.30 i
powiedzieli mi, ze musze malego zbudzic by oni mogli przeprowadzic assesment
online. Odmowilam, bo wiem dokladnie jak on reaguje, w jakim jest stanie, a
takie wybudzenie dziecka w nocy skonczyloby sie histeria ze strony malego. No
to oni odmowili udzielenia mi porady. Poddalam sie.
Zostaje jechac mi dzis na emergency. Problem w tym, ze do najblizszego
szpitala nie mam bezposredniego autobusu (nawet nie wiem jak tam autobusem
dojechac). Musialbym wziasc taksowke, ale pare dni temu maly troche
zwymiotowal w samochodzie. Mysle, ze taka podroz tylko podraznilaby jego
zoladek.
No i czego ewentualnie moglabym sie mogla spodziewac w szpitalu? Zalozywszy,
ze maly czuje sie dosc dobrze w dzien, je troszeczke (pewnie na wadze troche
straci, ale niech tam..)bawi sie, nie jest odwodniony, nie ma okropnej
biegunki, wymiotuje srednio 1 na 24 godziny.
Przeraza mnie to wszytsko jak nadchodzi 22.00, w ciagu dnia czuje sie
pewniejsza, ze to minie. Juz nie wiem czy czekac jeszcze pare dni czy jechac
do tego szpitala. To juz 5,5 dnia i 4,5 dnia stanu bez poprawy, ale tez i bez
jakiegos pogorszenia sytuacji.
Sorki za te 'medyczne' problemy, ktorymi sie tu dziele. Pewnie macie juz tego
dosc, tyle, ze ja......jejus juz nie moge. Moze jest cos co moge dac dziecku
na zalagodzenie zoladka?? Jakies sugestie?
Sugar