polonus5
25.01.08, 20:57
Coraz więcej Polaków po latach emigracji w Kanadzie wraca do kraju
Piotrek Bartel przyjechał do Kanady cztery lata temu. Miał być rok
na praktykach dziennikarskich, ale został dłużej. Zrobił prawo
jazdy, otworzył firmę i przez trzy lata jeździł na truckach. Dziwiło
go, jak łatwo można otworzyć tu własną działalność gospodarczą.
W Polsce takie formalności to droga przez mękę. Wizyty w kilku
różnych instytucjach, kolejki, oczekiwanie. Tymczasem w Kanadzie
zajmuje to jeden dzień. Co tam dzień - parę godzin. Zarejestrować
firmę można nawet samemu, bez pomocy urzędnika. Komputer zadaje
kilkanaście pytań, wypełnia się elektroniczny formularz, i po kilku
minutach wszystko gotowe. Potem jeszcze trzeba tylko otworzyć konto
firmowe w banku, i można oficjalnie działać. Bez pań w okienkach i
trzydziestu czerwonych pieczątek.
Piotrek mówi, że swoje już wyjeździł i mimo polskiej, chorej
biurokracji, wraca do kraju. - Gdyby tak zliczyć moje kilometry,
pewnie kilka razy objechałem kulę ziemską. Nie narzekam, ale
liczyłem, że przywiozę do domu znacznie więcej pieniędzy. I to już
nie te czasy, kiedy za dolara można było zjeść w Katowicach dobry
obiad. Piotrek nie chce zostać w Kanadzie, nawet nie złożył
aplikacji o stały pobyt.
- Na budowę się nie nadaję, za słaby jestem. A do fabryki nie pójdę,
bo skończyłem dziennikarstwo. I już mam dość autostrad. Jeszcze sto
mil i bym zwariował sam, w tej szoferce - mówi trzydziestolatek ze
Śląska.
KELNER A SPRAWA POLSKA
"Pasją Tomka jest historia i to także był argument za powrotem. Lata
90. w Ameryce były nudne, a tu historia działa się na żywo. Zmiany
można było obserwować gołym okiem. Widział, jak Polskę przyjmowano
do NATO, jak przygotowuje się do wstąpienia do Unii.
- Może to dziwne, ale teraz autentycznie ekscytują mnie wybory
samorządowe - deklaruje.
Najpierw planowali, że wracają na rok, dwa, góra pięć lat. Byli
pewni, że dłużej nie wytrzymają. Mówiąc "dom" myśleli o tamtej
stronie Atlantyku. Sami nie wiedzą, kiedy te strony się odwróciły.
Iwona nie chce nawet myśleć o powrocie do Stanów.
- Tu jest więcej normalności, nie czuje się tego obłędnego pędu do
kariery. Ludzie mają czas dla siebie, lubią się spotykać -
opowiada. - Jeszcze żeby było trochę bezpieczniej i mniej biedy.
Kiedy teraz jeżdżę do Ameryki, denerwuje mnie tamto bogactwo, wręcz
rozpasanie.
Nigdy nie zerwali z Polską kontaktów na tyle, by po powrocie przeżyć
szok kulturowy i - jak deklarują - mają poczucie, że z roku na rok
żyją w coraz bardziej cywilizowanym kraju.
- Z wyjątkiem poczty i służby zdrowia - dodaje Iwona, która ostatnio
podczas badań w warszawskim szpitalu przy ul. Banacha została
nazwana płatną przysadką. Tomek toczy swoje małe batalie: żeby nie
być zmuszonym brać wózek w supermarkecie (tę już wygrał), żeby nie
słyszeć od kioskarki, że nie ma wydać, bo jak ktoś prowadzi biznes,
to musi mieć (tej jeszcze nie wygrał). Stale zdumiewa go
postępowanie polskich kelnerów.
- Dostaję na przykład rachunek na 50 zł, daję 100 zł i kelner
przynosi mi 50 zł reszty w jednym banknocie. W Ameryce dostałbym
wszelkie możliwe nominały, żebym miał szansę dać napiwek.
To niby drobiazg, ale pokazuje, że mentalność się jeszcze nie
zmieniła.Pytani o mankamenty życia w Polsce powracający z zagranicy
rodacy odpowiadają zgodnie: korupcja, biurokracja i niejasne
przepisy. Trudno prowadzić interesy, gdy się nie wie, jaki podatek
będzie obowiązywał za rok.
- No i kult pieczątki - dodaje - Mamy Internet i telefony komórkowe
trzeciej generacji, a pieczątka ciągle jest święta.
Jednak tym, co od początku drażni go najbardziej po powrocie do
kraju, jest wszechobecne chamstwo, z którym styka się już od samego
rana jadąc samochodem do pracy.
- Ludzie na ulicach są jacyś wściekli, nie uśmiechają się - mówi.
- Z drugiej strony życie towarzyskie jest tu o wiele ciekawsze,
kolorowe i pełne pokus. W Kanadzie od poniedziałku do piątku nie
dzieje się nic. Prawdę mówiąc jest tam śmiertelnie nudno." (Polityka)
BO JEST DO CZEGO WRACAĆ
Bronek Woźniak z Mississaugi był z żoną na wakacjach w Polsce. Jak
każdego lata odwiedzali swoje dorosłe już dzieci. Syn zrobił
rodzinie niespodziankę - wykupił dla wszystkich kilkudnowe wczasy w
Krynicy. Bronek nie był tam od wczesnej młodości.
- Aż płakać mi się chciało, tak tam pięknie. I zaczęliśmy z żoną
rozmawiać o tym, żeby po przejściu na emeryturę tam się osiedlić.
Patrzę, a na obrzeżach miasta budują nowe bloki. Myślę - nic nie
szkodzi zapytać.
Po kilku dniach stał się właścicielem niewielkiego mieszkania z
widokiem na góry.
- Moja żona aż popłakała się ze szczęścia, i mówi: będziemy sobie
wieczorami wychodzić na spacery po lesie, usiądziemy nas potokiem,
będziemy u siebie- deklaruje przyszły emeryt.
Bronek obliczył, że ich kanadyjskie emerytury złożą się na kwotę
dwóch polskich średnich pensji.
- I co nam więcej trzeba? - pyta z uśmiechem.
- Polacy wracają. Słyszałem, że w Chicago na kontener czeka się
kilka miesięcy, ponieważ tak duże jest zainteresowanie
przesiedlaniem się do kraju - mówi Andrzej Krężel, konsul do spraw
Polonii w Toronto. Zdaniem konsula, aby odpowiedzieć na pytanie,
dlaczego Polacy wracają z Ameryki, trzeba najpierw zadać sobie
pytanie, dlaczego kiedyś wyjechali.
- Pierwsza sprawa to to, że ludzie w wieku 40-50 lat, czyli
najliczniejsza grupa Polonii opuściła kraj, który nie był suwerenny.
Życie w komunistycznej Polsce znacznie różniło się od życia w każdym
kraju suwerennym, demokratycznym, i z gospodarką rynkową, gdzie
ludzie mogli realizować swoje plany, marzenia, i mogli się swobodnie
rozwijać. A my, nawet zachowując wolność indywidualną, skazani
byliśmy na życie w systemie opresyjnym wobec obywatela. Ludzie
decydowali się na wyjazd, żeby polepszyć swój los i znaleźć swoją
szansę.
Drugą przesłanką były względy ekonomiczne. Szansa na zapewnienie
swoim dzieciom lepszego jutra była istotnym czynnikiem powodującym
emigrację z Polski.
Zdaniem konsula, po 1990 roku, czyli po ropoczęciu reform
wprowadzających wolny rynek, po rozpoczęciu zmian demokratyzujących
Polskę, i wreszcie po przekazaniu Polsce insygniów prezydenckich
przez prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego, ostatniego prezydenta
Rzeczpospolitej na uchodźctwie - od tego momentu można mówić o
pełnej suwerenności Polski.
- Kraj rozwija się dynamicznie, Polska jest członkiem NATO i Unii
Eurpoejskiej. Jest do czego wracać - dodaje konsul.
Ewa Małecka wyjechała z Polski dziesięć lat temu, po trzech latach
pracy w eleganckim salonie kosmetycznym. Kanada nie była
przypadkowym krajem na emigrację, jej narzeczony pracował tu kiedyś
na kontrakcie z firmy. Przywoził dolary i ładne ubrania, więc kiedy
pojawiła się możliwość wyjazdu na stałe, nie wahała się ani minuty.
Pobrali się jeszcze w Rzeszowie, ale dziecko urodziło się już w
Toronto. Dziś czeka tylko, aż syn skończy szkołę podstawową, by
wrócić do Polski. Mówi, że wkrótce zacznie liczyć dni do wyjazdu.
- Nie czuję, żebym zdążyła zapuścić tu korzenie. Może byłoby mi
łatwiej, gdybym miała tu swoją rodzinę. Najciężej przetrwać święta,
bo dzielimy się opłatkiem przez telefon, i łzy lecą... To dla mnie
najważniejszy aspekt przy podjęciu decyzji o powrocie to to, że
jesteśmy tu sami i możemy liczyć tylko na siebie.
Ewa cierpi, że jej dziecko widuje swoich dziadków tylko raz w roku.
- I tak się cieszę, że mnie stać, żeby ich tu zaprosić, bo znam
ludzi, którzy na taki luksus nie mogą sobie pozwolić. Wiele rodzin,
w których są dzieci, nie stać, by nie pracować przez miesiąc, i
spędzić wakacje w Polsce. Zwykle któryś z małżonków musi zostać i
pracować. To właśnie w taki sposób upada mit Kanady.
Ewie najciężej było, kiedy jej synek był mały. Koszt opiekunki do
dziecka to wydatek minimum 5 dolarów na godzinę.
- Nasza siedziała w fotelu i się p