Gość: gaya
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
24.07.04, 22:31
Zapisałam się na wizytę do psychiatry bo poczułam, ze coś mam
nieprzerobionego po po odbytej psychoterapii na Sobieskiego.Pani doktor
stwierdziła że widzi mierny efekt wcześniejszego leczenia, skoro nadal
rzygam. Poczułam się jakby ktoś chciał wywalić wszystko w co wierzę do góry
nogami. Osobiście czuję dużą poprawę, przede wszystkim na poziomie myśli,
postrzegania siebie, co przełożyło sie też na objawy.
Nowa pani doktor kazała mi notować co jem. Podzieliłam się swoimi
wcześniejszymi doświadczeniami- o tym, że notowanie przynosi odwrotne efekty,
ze kiedyś lekarz kazał mi zarzucić dzienniczek. Powiedziała, że mogę się nie
pokazywać jeśli nie zastosuję się do jej wymagań. Uwierzcie mi -próbowałam.
Dzisiaj i wczoraj.Nie jestem w stanie. .Już rano myslę o tym, żeby nie
zapomnieć przy wieczornych notatkach o jakiejś zjedzonej pozycji. Wszystko
kręci się wokół jedzenia.Jakby to notowanie wpływało na to co jem ile jem,
przypomina mi koszmarną przeszłość kiedy jedzenie było moją obsesją. Od wielu
lat nie jest - nie jestem ciągle głodna, nie myślę stale o żarciu.Do wczoraj
jadłam sobie spontanicznie, kiedy mi się zachciało, bez większych ograniczeń.
Objawy pojawiały się czasami, naprawdę w sytuacjach stresowych - wtedy
wpychałam w siebie wszystko aby zaraz wyrzygać.Dzisiaj po ataku (złośc, bunt)
podarłam notes.Wyrzygałam się.Ze świadomością że już nie muszę notować
(podjęłam taką decyzję)zjadłam porzadną kolację. Zdrowo.
Czy jestem wyjątkiem? Czy tylko ja tak reaguję?
Czy Wasze leczenie też polega m.in. na robieniu notatek z jedzonych
pokarmów? Mój wcześniejszy lekarz kazał mi nie myśleć o jedzeniu i rzyganiu
lecz o skoncentrowaniu się na tym co się we mnie dzieje pod wpływem
psychoterapii. Działało.