Dodaj do ulubionych

raport walki z b.

21.03.05, 08:49
kochane był już kiedyś taki wątek ale z biegiem czasu się wypalił.
Chciałabym aby tu każda z was która walczy (jest takiech wiele) wpisywała jak
się czuje, opisywała swoje sukcesy typu: dziś wygrałam z bulimią...

...
Nie ukrywam, że także chce się podzielić swoim małym sukcesem:
dziś jest 41 dzień mojej wolność, bardzo mi z tym dobrze, jestem żywsza, mam
więcej czasu, uśmiecham się (mimo ogromonych kłopotów i problemów miłosnych),
czuje, że nie moge marnować swojego życia, bo jeszcze jest tu bardzo dużo do
zrobienia. I co najważniejsze nie tyje. Staram sie jeść regularnie i to co
wstępnie zaplanowałam. Udaje sie ;)

Człowiek jest szczęśliwy jeśli czyta o sukcesach innych szczególnie jeśli ta
druga osoba boryka sie z podobnymi problemami. Czekam na wasze małe (DUŻE)
sukcesy i odczucia...

Pozdrówki.
Obserwuj wątek
    • moszi_moszi Re: raport walki z b. 21.03.05, 17:41
      witaj iiifa, gratuluję wytrwałości i trzymaj tak dalej :-)

      też chciałabym dodać coś pozytywnego. nie liczę dni, ale to już chyba około 2
      tygodne. wcielam w życie nowe zasady. na pierwszym miejscu pozytywne
      nastawienie do świata. na drugim oczywiście nowe (zdrowe) nawyki żywieniowe.
      czuję się lepiej, choć oczywiście miewam gorsze chwile. staram się robić to co
      sprawia mi przyjemność, a to co muszę robić (choć nie sprawia mi to
      przyjemności) traktuję drugoplanowo. zaczęłam się zastanawiać co tak naprawdę
      chcę robić. pogadałam z koleżanką najlepszą z najlepszych i bardzo dobrze mi to
      zrobiło, przypomniałam sobie o moich marzeniach.

      jest fajnie.

      pozdrawiam,
      moszi.
      • szyszka4 Re: raport walki z b. 22.03.05, 12:14
        Melduję że mam na koncie 1 dzień bez objadania się. Pozdrawiam i nie dajmy się!
        Pomysł z tym wątkiem jest fajny, w wakacje podobny pomógł mi skończyć z
        wymiotowaniem. A jak skończę z przejadaniem się, to będę cała happy.
        • iiifa Re: raport walki z b. 22.03.05, 12:32
          coś na temat mojego spotrzeżenia - nie jedząc regularnie - natstępują ataki
          obżarstwa. Ja np. w weekend nie jadłam obiadu tylko takie tam śniadanie i
          kanapki... dlatego po dwóch dniach w poniedziałek jadłam wszsytko co popadnie.
          W tygodniu kiedy jem regularne zaplanowane posiłki wszystko jest ok.
          Więc wczorajszy dzień to dzień obżarciucha. Dzisiejszy już taki nie będzie :)
          W sumie to 42 dzień wolności.
          • moszi_moszi Re: raport walki z b. 22.03.05, 14:33
            zgadzam się. regularne jedzenie jest bardzo ważne. ważne jest też żeby jeść to
            na co ma się ochotę, bo jak się zje to na co się ochoty nie ma to tamto drugie
            zje się i tak :-) lepiej więc od razu zacząć od dobrego. oczywiście dobrze jest
            gdy to dobre jest też zdrowe, no ale na coś niezdrowego też można sobie
            pozwolić od czasu do czasu :-)

            pozdrawiam wszystkie walczące,
            moszi.
    • grubcia5 Re: raport walki z b. 22.03.05, 17:10
      nom ja to ostatnoi bylam z siebie bardzo dumna! bylam u dziadka i zjadlam
      kawalek ciacha tuz po obiadku i ledwo zylam mysllam ze puszcze pawia na
      stol...rozwazalam mpzliwosc pojscia do klopa i zwymiotowania u dziadka ale sie
      powstrzymalam ale planowalam ze jak wroce do domu to sie nawpieprzam i
      zwroce... wrocilam ale sie powstrzymalam..nastepnego ranka sie waze a prosze
      niespodzianka schudlam zamiast utyc...bylam w niebo wzieta!!! to maly sukces
      ale jest krokiem do wiekszego
      • szyszka4 Re: raport walki z b. 22.03.05, 18:51
        W naszym wypadku nawet najmniejszy sukces jest bardzo ważny i bezcenny. A stałe
        godziny porządnych posiłków to podstawa! I jeszcze jedna rzecz: zaczęłam chodzić
        na spotkania osób uzależnionych od jedzenia. Jedna z wielu refleksji, które tam
        usłyszałam: musimy się pilnować, żeby nie być:
        -zbyt zmęczone
        -zbyt głodne
        -zbyt samotne
        Każdy z tych stanów może nas osłabić i spowodować atak...
        • iiifa Re: raport walki z b. 22.03.05, 19:46
          to prawda jeśli któreś z tych stanów nas dopada to cięzko jest nie poratować
          sie uwielbianym przez nas najedzeniem sie oraz potem zwymiotowaniem abyśmy nie
          przytyły (<- bzdura!!!!!!! - prawda?)

          Ja siedzę sama w domku, wiedziałam ze będe sama, byłam w sklepie, kupiłam na
          kolację kopytka (wczoraj o nich myslałam i stąd ten pomysł), podmażyłam,
          zjadłam i mam dużo czasu by poczytać, posprządać itd. Wiem ze za godz. wróci
          siostra i mam całą godzinke dla siebie, ale nie ciągnie mnie do najadania sie.
          Mam nadzieje że b. nie wróci. I jeszcze jedno (juz to chyba wcześniej pisałam)
          mam ostatnio dość duże kłopoty z chłopakiem (kłótnie, nie wiem czy chce z nim
          być), sporo płacze a mimo to tu jestem wytrwała.

          Buźki dla Was ;)))
          • maybe123 Re: raport walki z b. 22.03.05, 21:51
            iiifa, serdecznie cie pozdrawiam.

            u mnie 'czysto' od poczatku roku, ale przeplatane okresami jedzenia za duzo.

            ciesze sie ze tyle trwasz, bo z ulywem czasu wyzwania sie zmieniaja, i troszke
            sie czulam osamotniona.

            teraz widze u siebie BARDZO wyraznie jak stres dziala na psychike przyzwczajana
            do radzenia sobie przez bulimie. jakis trudniejszy dzien, to w trakcie - a
            nawet dzien po - pojawia sie pokusa zeby sobei ulzyc, wreszcie sie odprezyc,
            zrobic sobie przerwe od tego cholernego zycia... ale jasne ze to nie jest zadne
            rozwiazanie. wiec zamiast tego trwam. czasem nie wiem po co i jak, ale jakos
            trwam, w koncu alternatywe (bulimie) mam przecwiczona, wiec teraz probuje
            czegos nowego :[ ehheeem.... powiem tylko ze nie zawsze jest fajniej,
            kurcze, 'ataki' bulimiczne byly czasem bardzo fane, a tu masz ci los,
            rzeczywistosc i odpowiedzialnosc i inne takie... no ale trwam.
        • maybe123 :-) 22.03.05, 21:24
          H.A.L.T

          hungry - glodna
          angry - zla
          lonely - samotna
          tired - zmeczona

          to glowne czerwone swiatla ze trzeba baaaardzo uwazac
          • iiifa Re: :-) 23.03.05, 09:33
            i dzis sie rozchorowałam, strasznie sie czuje, jakiś dziwny katar, zimno mi,
            smutno, bolą mnie ręce... i musze siedzieć w pracy. Mam ciezki dzień - rano
            telefon od kolegi (nieprzyjemna, stresujaca rozmowa)...
            Chciałabym iść do domu, posiedzieć trochę, pospać...
            na obiad dziś pyszności (w pracy mamy obiadek) - strasznie, bo juz czuje ze sie
            najem na maxa. Po pracy planowałam zakupy - ale nie wiem czy dam radę :(((
            • szyszka4 Re: 23.03.05, 11:03
              iiifa kochana, jasne że dasz radę!!
              Wyobraź sobie,co będzie jak nie dasz rady. U mnie to wygląda tak, gdy nie daje
              jednak rady: radocha, bo mogę zjeść co chce, ból brzucha, płacz, pytanie
              "dlaczego", myśl "jaka ja byłam głupia, jakby teraz było fajnie, gdybym się
              powstrzymała", zmęczenie płaczem, wielkie plany na diete, przytycie.
              Więc masz dać radę. Może kup sobie na pocieche coś nie do jedzenia, może książkę
              albo kosmetyk albo cosik z tańszej biżuterii?? A propos, wiecie że od zakupów
              też się można uzależnić? :)
              Acha: mam już 2 dni bez obżarstwa.
              • theniebiesky Re: 23.03.05, 11:15
                A wiecie co zauważyłam? Ze często na pociechę ( nie na napad) kupuję sobie coś
                do jedzenia , np batonik musli - niby zdrowy. Ale gdy to sobie uświadomilam to
                pomyslalam zdrowe odzywianie zdrowym odzywianiem to jednak jedzenie- bardzo
                blisko stąd do napadu (bo kiedy jem? kiedy potrzebuję pociechy, a co - taki
                baton mnie pocieszy?)Więc teraz chodzę sobie po drogeriach i tak: na pociechę
                kupilam sobie kosmetyk Ziaji (niedrogi, a cieszy - i to dłuzej niz batonik ).
                Planuję następnym razem kupić płyn do kąpieli z imbirem (imbir swoją drogą
                ujędrnia skórę) albo z mlekiem i wanilią, upatrzyłam je w pobliskim samie po
                wstrzasająco niskiej cenie (ok. 4 zł)-nie mogę się zdecydować. I jak teraz
                pomyslę, jak wydaję kasę na pączki i draże którymi za godzinę rzygam-włos się
                jeży na głowie. Pamiętam, ze kiedyś potrafilam wydawać ostatnie pieniadze na
                kino lub ksiązki(ale wtedy mieszkalam z rodzicami wiec to zmienia nieco postac
                rzeczy) ale w jakims sensie chcialabym do tego wrocic. Czym innym poprawiać
                sobie nastroj. Dziś pochodzę sobie po księgarniach
                2 dni bez obżarstwa (byłoby 3 tyg. bez, ale była wtopa)
                • szyszka4 wpadka 23.03.05, 16:23
                  :((((((
                  • maybe123 Re: wpadka 23.03.05, 17:16
                    hej szyszka, no to jutro kolejny dzien czysty, tak?
                    moze na poczatku chocby sukces 'w kratke'.
            • maybe123 obiadek 23.03.05, 17:15
              na ogol staram sie nie szafowac radami, ale tym razem przynajmniej chce sie
              podzielic co ja bym zrobila

              znam to uczucie gdy dzien jest ciezki a w planie tylko jedna przyjemnosc -
              jedzenie :(

              teraz gdy tak sie zdarza zadaje sobie pytanie: jak to jest ze nie mam w tym
              dniu NIC innego dla siebie??? i robi mi sie smutno i zal tej mlodej kobiety
              ktora jestem, a ktorej potrzeby (odpoczynku, wygrzania sie) sa tak malo wazne.

              czasem nawet - i to jest piekny sukces kiedy sie mi tak udaje - 'dorosla' czesc
              mnie potrafi powiedziec tej malej i zmeczonej: nie martw sie, zadbam o Ciebie.
              slysze, widze, czego potrzebujesz.

              I w takim dniu jak ten, ta dorosla czesc idzie do szefa i mowi: "przykro mi ale
              zle sie czuje i musze isc do domu."

              I ide do domu. W glowie klebia sie mysli, co sobie inni pomysla w pracy, czy mi
              to zaszkodzi, czy beda zli, a czemu wlasciwie ja sie tak cackam, moze sie migam
              albo jestem leniwa... i jeszcze mnostwo innych atakow. Ale czasem naprawde
              udaje mi sie wytrwac przy zapewneiniu sobie tego co potrzebuje.
    • grubcia5 Re: raport walki z b. 23.03.05, 17:18
      nom ja to dzis mialam wielkanoc klasowa i strasznie duzo zjadlam slodyczy...
      pomyslalam ze gdybym byla w domu to na pewno bym juz poleciala do kibla ale
      udalo mi sie bo bylam w szkole. co prawda nie zjadlam juz w domu obiadku i
      kolacji tez nie zjem, poszlam tez pobiegac ale jestem z siebie dumna...
      kolezanka z klasy ktora martwi sie moim ochudzaniem( bo o wymiotach nie wie)
      tez sie cieszyla i byla ze mnie dumna ze z tym walcze. niestety najgorsze jest
      to ze nie moge przestac o tym myslec...ciagle te kalorie w glowie. masakra.
      • iiifa Re: raport walki z b. 23.03.05, 17:43
        no i nie mam się czym pochwalić dziś
        to co zrobiłam nawet nie wiem z czego wynikło
        rano napisałam ze sie źle czuje.. zjadłam obiadek w szkole i zwolniłam sie aby
        poleżeć troche w domku... przyjechałam do domu i zwymiotowałam obiadek (jeszcze
        dopchałam przed tym bułką ;((), dlaczego to zrobiłam? - myslałam ze sobie
        wytłumaczę w ten sposób że jestem chora (gorączka, ból gardła, zatoki...)...
        ale czy moge to wytłumaczyć w ten sposób??
        Nie nie mogę. Uważam to za pierwszą wpadkę, cholerną wpadkę.
        Myśl przewodnia była taka - wymiotuj ten obiad, bo potem sobie coś zrobisz i
        też będziesz chciała zjeść...
        teraz zjadłam - nie będę wymiotować nie chce.
        Nie uwierzycie - nie chciałam o tym napisać, ale chce być szczera, przyznaje
        się do potknięcia, mam tylko nadzieje ze takowe nie będą zdarzać się często.

        Pozdrawiam i wytrwałości życzę...
        • szyszka4 Re: raport walki z b. 23.03.05, 17:51
          wiem jak to jest
          też nie lubię przyznawać się do wpadek
          bo to tak głupio- sama się wymądrzam, pocieszam, gadam a potem guuuma :(
          a sukces w kratkę to mnie rozbawił :)
          a niech se będzie i w paski byle był :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka