Dodaj do ulubionych

Pomoc dla mojej dziewczyny

IP: *.mech.pk.edu.pl 26.09.03, 09:21
Od pewnego czasu spotykam sie z dziewczyna ktora niedawno powiedziala mi o
swojej bulimii. Czy to mozliwe zeby mieszkajac razem od pewnego czasu
niczego nie zauwazyc? Czesto zali sie ze wypadaja jej wlosy i to prawda
sporo zostaje na szczotce. Choc lubi spac prz otwartym oknie, czesto jest
jej zimno w dzien. Nic z tego nie rozumiem ale zrobie wszystko zeby jej
pomoc. Poprosila mnie o pomoc ale nie wiem jak to zrobic. Pomozcie...
Obserwuj wątek
    • Gość: tete Re: Pomoc dla mojej dziewczyny IP: *.elblag.sdi.tpnet.pl 26.09.03, 10:44
      Jesli poprosila Cie o pomoc to znaczy, ze dotarlo do niej, ze jest chora. To
      dobrze. Sprobujcie znalezc wspolnie przyczyne takich zachowan(co moze byc
      czasem trudne). Dlaczego ona wymiotuje ? Moze kiedys byla gruba i boi sie
      przytyc ? Moze w ten sposob odreagowuje stresy ? Mozecie wspolnie poszukac
      lekarza od zaburzen jedzenia. Ja jestem do takowych sceptycznie nastawiona ale
      moze po prostu zle trafilam. Moze metoda beda wspolne posilki ? Moze wspolne
      zajecia, tak zeby nie myslec o jedzeni, zeby nie bylo go w zasiegu reki i
      wzroku ? Metod jest wiele, trzeba wypracowac wlasna. Moj chlopak (bylam
      anorektyczka) staral sie abysmy jadali w restauracjach, razem. Z rzeczy
      zajmujacych czas zapisalismy sie razem na karate. Ale przede wszystkim duzo
      rozmawiamy i on jest przy mnie. To najwazniejsze.
      • utta Re: Pomoc dla mojej dziewczyny 26.09.03, 11:27
        życzę ci żeby to o czym pisała tete było prawdą. niestety w moim przypadku nie
        było przez dłuższy czas tej prostej zależności. podobnie jak tete,nie mam
        doświadczenia w bulimii;chorowałam na anoreksję. prosiłam rozpaczliwie mojego
        chłopaka o pomoc(czego by nie mówić o zaburzonej percecji i wyobraźni
        anorektyczek,doskonale zdawałam sobie sprawę ze swojego stanu...)na długo przed
        momentem w którym zdecydowałam się podjąć faktyczną walkę z chorobą... zdaję
        sobie dzisiaj sprawę z tego, że te wszystkie wcześniejsze prośby były rzucane w
        aktach desperacji.chciałam tak na prawdę pomocy BEZINWAZYJNEJ..nazwijmy ją
        tak.pomocy, która będzie mi udzielana z zewnątrz,. nie angażując mnie zbytnio i
        pozwalając mi równocześnie zachować swój dawny sposób myślenia i działania. nie
        potrafiłam bardzo długo pogodzić się z faktem, że taka pomoc wymaga
        współpracy.. i że to ja przede wszystkim muszę pracować na swoje zdrowie, to ja
        muszę zmienić nawyki żywieniowe, to ja muszę poddać się długotrwałej
        hospitalizacji z uwagi na wyczerpanie organizmu, który nie przyswajał już
        żadnego pokarmu...bardzo trudno napisać jednoznacznie jak powinieneś się
        zachować. ważna jest twoja obecność.. mój chłopak odwiedzał mnie dzień w dzień
        w szpitalu..poszedł ze mną na pierwszą wizytę do psychoterapeutry, z której
        uciekłam z trzaskiem drzwi. nie wyobrażałam sobie, żebym mogła opowiadać o
        swoim życiu komuś kto nie traktuje mnie inaczej jak tylko przypadek kliniczny.
        i wiesz co, wtedy zdałam sobie sprawę, że tak na prawdę to chcę o tym
        porozmawiać z nim.. to nie prawda, że osoba niekompetentna w prowadzeniu
        psychoterapii może narobić więcej szkód niz pożytków.po pierwsze właściwie nie
        traktowałam go jako swojego psychoterapeuty(...)to on nauczył mnie akceptacji i
        szacunku.. i uczy właściwie każdego dnia.
        i wiesz co?paradoksalnie to jest niesamowita szansa.bo te wydarzenia pozwoliły
        nam zbudować tak silną relację. możesz zajrzeć na posty luka na tym forum.
        właściwie zrobił to bez mojej wiedzy.. no ale zajrzyj.
        życzę dużo siły i wyrtrwałości.
        • Gość: tete Re: Pomoc dla mojej dziewczyny IP: *.elblag.sdi.tpnet.pl 26.09.03, 11:37
          utta, wiesz kazda z nas przechodzi to inaczej, dlatego tak trudno cos doradzic.
          Pociesza tylko fakt, ze tacy mezczyzni jak Twoj i moj jeszcze nie wygineli jak
          dinozaury. Czesto, kiedy Go pytam dlaczego wtedy nie uciekl On mowi - bo cie
          kocham... Mialysmy szczescie w tym calym gownie, ze trafilysmy na takie osoby.
          Dla mnie i mojego mezczyzny to tez byla ciezka proba i na szczescie zdalismy
          egzamin. Mam nadzieje, ze autor postu to wszystko wytrzyma, co wcale nie jest
          latwe. Zycze tego z calego serca.
          • Gość: przestraszony Re: Pomoc dla mojej dziewczyny IP: *.mech.pk.edu.pl 26.09.03, 12:19
            Dzieki za rady:-) Napewno wytrzymam, bo mam zamiar spedzic z Nia cale zycie.
            Wlasciwie dzieli nas od tego tylko formalnosc ktora juz zalatwiamy. Mieszkamy
            razem od pewnego czasu i nie moge sobie wybaczyc ze sam nie zauwazylem nic
            podejrzanego. Nie chce zeby ktos mnie zrtozumial ze jestem "oszukany" wrecz
            przeciwnie mam sobie mam za zle ze nie potrafilem tego dostrzec i pomoc
            wczesniej. Ona prosi mnie tylko o pomoc "pilnowanie" w zakupach, jedzeniu,
            izolowaniu od stresow. Kiedy zaproponowalem spoecjaliste powoedziala ze
            jeszcze za wczesnie. Wiem ze ma ten problem od 7 lat ale twierdzi ze to zdarza
            sie teraz incydentalnie, raz na kilka dni. Ufam jej ale ze wzgledu na chorobe
            nie wiem czy w te slowa powinienem do konca wierzcyc, a moze raczej wiecej
            prosic o wizyte u specjalisty i wspolna terapie. Czy taki stan to jest juz
            zaawansowany? (wypadajace wlosy, braki witamin, czeste uczucie zimna). Prosze
            napiszcie cos...
            • Gość: midm Re: Pomoc dla mojej dziewczyny IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.09.03, 12:45
              Ufam jej ale ze wzgledu na chorobe
              > nie wiem czy w te slowa powinienem do konca wierzcyc
              Moim zdaniem nie.

              , a moze raczej wiecej
              > prosic o wizyte u specjalisty i wspolna terapie.
              I powinienes troche nacisnac zeby poszla. Objawy, o ktorych piszesz sa
              niepokojace, a wymiotowanie raz na kilka dnia nie jest incydentalne, moze to
              mneij w stosunku do tego co bylo u niej, ale to nie jest dobrze. Okres czasu,
              od kiedy to trwa to juz w ogole nie wspomne. Za pozno, za pozno, za pozno,
              jakie za wczesnie.
            • utta Re: Pomoc dla mojej dziewczyny 26.09.03, 13:04
              objawy o których piszesz mogą wskazywać na poważny stan, ale z drugiej strony
              nie muszą. moja tolerancja na zimno do tej pory jest poważnie "upośledzona"(..)
              do tego stopnia, że ostatnio na wakacje nad morze pojechałam z pokaźnym bagażem
              zimowych rzeczy..i jeszcze mi ich było za mało.
              co do psychoterapii, to ważne jest abyś uszanował wolę swojej dziewczyny i nie
              robił na własną odpowiedzialność nic za jej plecami.bez jej zgody i
              świadomości, z obawy przed brakiem przyzwolenia.
              ważne jest też zaufanie. wiesz co, kiedy wyszłam ze szpitala nikt tak na prawdę
              mi nie wierzył, że rozpocznę normalne życie.i to boli! ja wierzyłam "siłą
              rozpędu" po traumatycznych wspomnieniach z przebiegu hospitalizacji.ale to za
              mało. a mój mężczyzna? wierzył mi od samego początku. widział przecież, że nie
              zawsze jestem z nim szczera, że często go oszukuję.ale dawał mi potężny kredyt
              zaufania, podczas gdy inni pukali się po głowach z politowaniem dla
              jego "naiwności".wtedy kiedy nie starczało mi siły na szacunek dla samej siebie
              walczyłam dla niego;mogłam zawodzić samą siebie, ale nie chciałam więcej
              rozczarowywać jego, mimo, że nigdy tego ode mnie nie wymagał.z perspektywy tych
              wielu lat, które minęły od tamtych wydarzeń, a które pozwoliły mi nabrać
              dzisiejszego dystansu, wiem, że było to niesamowicie istotne.

              Tete.to, że spotkałyśmy takich mężczyzn, to rzeczywiście miałyśmy szczęście...
              ale oni też je mieli:))
    • Gość: tete Re: Pomoc dla mojej dziewczyny IP: *.elblag.dialog.net.pl 27.09.03, 04:47
      Ech utta chyba jestesmy do siebie podobne :) U mnie anoreksja nie byla tak
      zaawansowana, zeby leczyc sie klinicznie. Moze dlatego, ze ludzie bardzo
      zwracali uwage na moje wychudzenie. Jestem grubej kosci i zawsze wygladalam
      jakies 10 kg mniej niz wazylam. Mialam szczescie, ze znalazlam pare osob, ktore
      stanowczo (ale nie po chamsku) powiedzialy mi, ze chyba cos niedobrego sie ze
      mna dzieje i ze sie martwia. Wtedy chcialam zabic - dzis jestem wdzieczna i mam
      do nich szacunek. Ze mna i moja walka bylo podobnie. W calym tym obledzie
      zauwazylam, ze oddalam sie od mojego mezczyzny, ze poza przyjaciolka waga,
      kolega centymetrem i kolezaneczkami kaloriami nic sie dla mnie nie liczy. Kiedy
      lezac w lozku przezywalam kolejnego dola krzyczac ze juz nie moge, ze chce
      umrzec, ze nie mam sily, moj pan powiedzial, ze boi sie ze juz dluzej nie
      wytrzyma, ze mnie kocha, ale to ma swoje granice... Poczulam sie strasznie, ale
      zrozumialam, ze albo anoreksja albo on. Wybor byl oczywisty (dla chorych
      tlumacze : wybralam JEGO). Od roku w zasadzie jest dobrze, jednak wciaz walcze.
      Czasami zdarzaja mi sie doly, znowu chce sie glodzic, znowu mnie korci zeby
      schudnac. W takich chwilach mysle jednak o nim. O tym, ze chce byc z Nim, chce
      miec z Nim dziecko, rodzine, chce zyc. Jak to nie pomaga to sie do niego
      przytulam i mowie, ze znowu TO mam. I to mi pomaga - rozmowa i poczucie, ze on
      mnie rozumie. Ze mi ufa, ze wierzy w to ze walcze dla nas. Do
      Przestraszonego :mysle, ze Twoja dziewczyna jest na dobrej drodze do wyjscia z
      choroby. Ja tez zaczynalam od prosb o pilnowanie (bo samemu ciezko), o
      kontrole, o schowanie przede mna wagi, zebym na nia nie wchodzila co godzine. I
      prosilam o konsekwencje tych zachowac. Nawet kiedy wylam i blagalam na
      kolanach "oddajcie mi moja wage, tylko na chwilke" mama ze lzami w oczach
      mowila - nie. Dzieki jej za to. Wiem jakie to bylo trudne. Wiec
      drogi "przestraszony" - jesli ona prosi o takie zachowania, badz w nich uparcie
      konsekwentny, podejrzewam, ze jak kazdy uzalezniony czlowiek, w momentach
      nasilenia sie choroby, bedzie probowala cie zmylic, bedzie sie zloscic, ze ja
      kontrolujesz, ograniczasz itp. Nie sluchaj tego, mowiac to nie jest sie soba,
      to ta cholerna choroba... Przytul i przeczekaj. I uzbroj sie w cierpliwosc, bo
      bedzie Ci potrzebna.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka