Może głupi tytuł

Pytanie - czy zdarzyło Wam się czytać książkę, która jednocześnie
tak Was denerwowała że miałyście ochotę ją odłożyć i więcej nie
wrócić, a z drugiej strony nie mogłyście oderwać się od czytania?
Teraz czytam powieść Leeny Lander - "Niech się rozpęta burza". Jedną
z bohaterek jest mała dziewczynka, mniej więcej w wieku mojej córki,
i od samego początku wiadomo, że dziecko umrze. Zmagam się z książką
już prawie tydzień a doszłam do połowy, nie mogę spokojnie czytać bo
wiem że gdzieś, może za chwilę a może za 200 stron to dziecko spotka
jakiś paskudny wypadek, a z drugiej strony oczywiście chcę wiedzieć
co się wydarzyło... Autorka umiejętnie dawkuje napięcie, co jakiś
czas nawet kiedy opowiada o czymś innym, wrzuca jakiś element
przypominający o nadchodzącej tragedii. Wszystkie pozostałe wątki są
średnio ciekawe, i gdyby nie ta zagadka z dzieckiem to pewnie dawno
bym odłożyła i zabrała się za coś innego. Złości mnie to, bo wiem że
autorka specjalnie gra na najprostszych emocjach, ale robi to bardzo
skutecznie. I tak czytam, wściekła, zdenerwowana ale ciekawa CO
DALEJ.