asqe
06.10.09, 14:30
napiszcie mi, zebym baranka o sciane, albo mlotkiem z glowy to sobie
wybila. w piatek ni z tego ni z owego zadzonil do mnie dawud, po
kilku tygodniach ciszy, odebralam w koncu, bo przyslal smsa, ze
chcialby o czyms bardzo waznym porozmawiac, a on zapytal czy to
naprawde bylo jego dziecko, bo on teraz o tym mysli i sie
zastanawia. odpowiedizalam, a on znowu, ale czy na pewno itd. w
koncu powiedzialam, ze jak mu tak wygodniej i ma sie lepiej czuc to
niech se mysli, ze nie jego i ze nie obchodzi mnie, czy on mi wierzy
czy nie, bo to i tak nie ma zadnego znaczenia. powiedzial, ze
wyjezdza teraz na wakacje do turcji, ale chcialby sie spotkac jak
wroci i powaznie porozmawiac.
no i chodzi o to, ze sie kompletnie zalamalam po tym telefonie. a
juz bylo tak dobrze, zaczelam kurs w collegu, robie praktyki,
zrobilam prawo jazdy. i nawet jakos tak zaczelam na zycie patrzec
troszke bardziej pozytywnie. a teraz znowu dol, nic tylko leze w
lozku i rycze. nie jem, zle spie, pale szluga za szlugiem i mam
ochote "sie pociac".
i nawet gadac o tym nie mam sily z nikim, wiec tutaj sobie pisze.