Dodaj do ulubionych

nie wytrzymałam

21.10.11, 22:00
i sprałam dziś swoje dziecko. Ten bunt dwulatka mnie przerasta. Zaraz potem sama się rozryczałam i sprane dziecko mnie utuliło ze słowami "nie płacz już mamo"
Niektórzy nie powinni miec dzieci...
Bywa tu ktoś? bo ja czasem wpadam, ale jakoś odwagi pisać nie mam. Ale uznałam to forum za najlepsze miejsce do wyrzucenia poczucia winy. Bo tylko od was zniosę słowa potępienia :P
Obserwuj wątek
    • wilowka Re: nie wytrzymałam 21.10.11, 22:36
      Zakładam, że nie zrobiłaś tego, żeby z przyjemnością zadać Jej ból, tylko z bezsilności. Osobiście dopuszczam incydentalne pranie w ramach zapewnienia wstrząsu przy sytuacji zagrożenia życia. Czyli po próbie wybiegnięcia na jezdnię na przykład.
      A tak w ogóle, to jak chcesz możesz do mnie na priv machnąć. Może tam będzie lepiej. Pomagam.
      • gupia_rzona Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 08:44
        no z bezsilności. Bo mi zlazła ze spacerówki i położyła się na środku osiedlowej ulicy. Bo ona NIE CHCE iść :/
    • hsirk Re: nie wytrzymałam 21.10.11, 23:56

      wez sie wyruchaj i brak odpornosci nerwowej przejdzie. a powaznie, zalezy jak mocno spralas.
      • gupia_rzona Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 08:44
        nie mogę się wyruchać, bo chłop do Barcelony na mecz poleciał. Chyba że z sąsiadem :/ ale żadnych sensownych to nie ma
    • berta-death Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 03:40
      Wstydź się. I nie daj sobie wmówić, że istnieje coś takiego jak bunt dwulatka. Ona ma tylko ciebie i jest kompletnie ubezwłasnowolniona i bezradna. Nawet szklanki wody sobie nie skombinuje jak najdzie ją taka potrzeba. Gorzej jak żona szejka, całkowicie zdana na łaskę i niełaskę innych.
      W sytuacji konfliktowej zostaje sama ze swoimi problemami przeciwko wrogiemu światu. Ty się możesz pożalić na forum, wygadać koleżankom, trzasnąć drzwiami i obrazić na cały świat, upić się, poprosić o radę innych ludzi, nawet obcych, odreagować stres ostrym seksem jak to Hsirk wszystkim proponuje a ona nie ma nikogo. Sytuacje dziecka w tym wieku można porównać do sytuacji obłożnie chorego zdanego na łaskę i nie łaskę personelu szpitala. Nie ma się co dziwić, że od czasu do czasu wychodzą z siebie i stają obok. Pacjenci też się wściekają jak ktoś za nich zaczyna lepiej wiedzieć czy im zimno czy gorąco, czy są głodni czy nie, czy ich boli czy nie, czy potrzebują basen czy nie, czy chcą spać czy nie, itp.
      • gupia_rzona Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 08:50
        ależ ja się wstydzę :) i owszem istnieje coś takiego jak bunt dwulatka. Ona przechodzi taki okres, że testuje na ile sobie może pozwolić. Położenie się na osiedlowej uliczce bo ona nie chce iść w tę stronę co ja jak byś nazwała? bo ja testowaniem rodzica na ile może sobie dzieciak pozwolić. A to jest właśnie element tego "buntu"
        kiedy kładzie się w domu i ryczy waląc nogami o podłogę zostawiam. Wyryczy się i widząc że nie zrobi to na mnie wrażenia przestaje. A nawet przyjdzie i przeprosi.
        • berta-death Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 09:33
          Niczego nie testuje, bo w tym wieku nie jest się jeszcze na tyle wyrachowanym żeby sobie coś testować. A kładzie się na ziemi i wrzeszczy z dokładnie takiej samej bezsilności z jakiej dałaś jej kapsa.
          Na tej zasadzie można powiedzieć, że przechodzisz teraz bunt matki i testujesz na ile sobie możesz pozwolić wobec własnego dziecka. Czyli czyje dzisiaj będzie na wierzchu. Czy skręcimy po mojemu w alejkę w prawo czy po dzieckowemu w lewo. Ono powie białe to ty musisz, że czarne. Przecież to jakaś paranoja. Co za różnica gdzie spacerujecie. Nie mówiąc o tym, że każdy konflikt, którego jedynym celem jest pokazanie drugiej osobie czyje na wierzchu, powoduje samonakręcającą się spiralę. Osoba, która czuje się przegrana i upokorzona dąży do konfrontacji powodując kolejny konflikt. I tak można w nieskończoność, dopóki ktoś nie zmądrzeje albo komuś się nie znudzi.
          A już wymuszanie na kimś przepraszania dlatego, że się go doprowadziło do stanu rozpaczy to jakaś patologia. Tak jak by cię mąż wkurzył do granic możliwości, ty byś na niego nawrzeszczała a on ci jeszcze kazał się za to przepraszać absolutnie nie poczuwając się do winy, że cię sprowokował.

          Jedyny sposób to wyluzować. Wyjść z założenia, że dziecko jest z gatunku dobrze radzących sobie w życiu. Że ono sobie poradzi, nie da sobie krzywdy zrobić, więc nie musisz się o nie martwić. Do tego nie jest ani z cukru ani ze szkła, zatem ani się nie rozpuści ani nie potłucze, zatem niech sobie robi co chce. Interweniuj tylko w przypadkach ewidentnie zagrażających zdrowiu lub życiu. Dzięki temu będziesz mieć w domu święty spokój i miłą atmosferę i dodatkowo dzieciak się nauczy, że można mieć wiele rzeczy w dupie, iść innym na rękę i nic na tym nie tracić, nie wpadać w furię ani nic innego. Przyda się jak czasem będziesz chciała coś od niego.
          Z obserwacji moich dzieciatych znajomych mogę potwierdzić, że tylko taki sposób współpracy z członkami rodziny, bo nie tylko z dziećmi, zapewnia w miarę bezstresowe przetrwanie. Inaczej to sobie można piekło w domu zrobić. A i dzieci takich w dupie wszystko mających rodziców są o wiele bardziej dojrzałe, spokojne i samodzielne, niż te za którymi cały czas ktoś biega, kontroluje, wydaje zakazy i nakazy i nie daj boże dniami i nocami czytuje księgi o stawianiu granic i pokazywaniu kto tu rządzi i jeszcze wprowadza w życie te mądre rady.
          • swiete.jeze Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 10:25
            Berta, ile masz dzieci?
            • berta-death Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 10:34
              A czy to ważne? Ważne, że znajomi mają i ważne, że prezentują różne modele wychowawcze i ważne, że mam okazję zobaczyć różnicę w efektach. Własne dziecko to mało, żeby coś móc na ten temat powiedzieć. Chyba, że ktoś ma tych dzieci całą hordę, ale to nie te czasy.
              • gupia_rzona Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 14:42
                moi znajomi też mają dzieci :) ale na podstawie samych obserwacji nie wysnuwałabym Berto takich śmiałych wniosków. Każde dziecko jest inne. Każdy rodzić i relacje pomiędzy też. Jasne stawiam na to, że dziecko nie jest kruche i sobie poradzi. Zostawię ją zatem na środku ulicy. Co jej się tam może stać?

                • qw994 Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 14:51
                  Mnie też to zadziwia, jak można sądzić, że małe dziecko "sobie poradzi".
          • qw994 Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 10:41
            Z takim modelem wychowywania miałabyś w domu małego tyrana, który by ci dyktował, co masz robić.
            • berta-death Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 11:23
              A z innym modelem jest tyran, który wyje 24h/dobę a potem wyrasta na frustrata nienawidzącego swoich rodziców.

              Nie mówiąc o tym, że nie zauważyłam, żeby dzieciaki wyluzowanych rodziców były tyranami. Zwykłe fajne, również wyluzowane, zadowolone z życia dzieciaki. Z tym, że pewne siebie i nie dające sobie w kaszę dmuchać. I to wcale nie przy pomocy agresji.
              • qw994 Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 11:29
                > A z innym modelem jest tyran, który wyje 24h/dobę a potem wyrasta na frustrata
                > nienawidzącego swoich rodziców.

                Od tego, że dziecko ma pewne zakazy i nakazy, albo że mamusia nie chce kupić lodów, nie wyrosła jeszcze osoba nienawidząca swoich rodziców.
                Dziecko musi znać granice. Bez tego nie ma wychowania, tylko hodowanie dziczy.

                I co jest wyluzowany rodzic według ciebie?
                • berta-death Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 11:46
                  Wyluzowany rodzic to tak jak powiedziałam wyżej, nie zawraca sobie głowy bzdetami. Żyje i daje dziecku żyć. Do akcji wkracza tylko i wyłącznie wtedy kiedy występuje jakieś zagrożenie. Tzn dziecko chce lody to dostanie jeżeli nie ma żadnych przeciwwskazań natury medycznej, epidemiologicznej, czy ekonomicznej. Jak przeciwwskazania są to nie dostanie. Tylko, że tych przeciwwskazań nie ma zbyt wiele ani zbyt często a jak juz są to na tyle poważne, że spokojnie można dziecku racjonalnie wyjaśnić o co chodzi i cała mowa ciała rodzica mówi, że nie robi tego złośliwie, tylko z powodu wyższej konieczności. I nie ma takiej opcji, żeby mogło być inaczej, bo np nie da się kupić niczego jak się nie ma przy sobie pieniędzy ani nie da się kupić lodów jak jest podejrzenie, że mają w sobie salmonellę.
                  Do tego wyluzowany rodzic z dystansem do siebie, świata i poczuciem humoru tak potrafi odmówić, że nikt nie poczuje się urażony, upokorzony, czy zaniedbany. Dlatego zazwyczaj nie ma z taką odmową większych problemów, bo co prawda lodów tym razem nie było, ale były milion razy wcześniej i w zamian tych lodów są inne fajne rzeczy, np tata coś śmiesznego powiedział albo głupią minę zrobił. Ewentualnie przytulił i pocieszył.

                  Nie ma nic gorszego niż jakieś zadęcie i pokazywanie dziecku na każdym kroku, że jest na cudzej łasce i niełasce i nawet głupich lodów nie dostanie jak rodzic nie będzie miał kaprysu mu ich kupić. Wtedy to naprawdę można się jakiegoś nerwicowca dochować.
                  • qw994 Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 11:55
                    W teorii rzeczywiście jesteś świetna.
                    • berta-death Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 12:11
                      Są tacy co i w praktyce dają radę. Nie mniej jednak zdaję sobie sprawę, że to o czym mówię to są cechy osobowości, których nie sposób się nauczyć. Albo ktoś jest luzak albo nie jest. Co nie znaczy, że nie da się wyrobić w sobie choćby w najmniejszym stopniu stoicyzmu i znaleźć sobie jakiegoś zajęcia odwracającego uwagę od gnębienia innych.
                    • cafem Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 13:38
                      > W teorii rzeczywiście jesteś świetna.

                      W teorii ma rację i takie wychowanie sprawdza się w praktyce:)

                      Bezsensowna tresura dziecka tylko wychowa je na zahukane i wystraszone, a to dziecku na przyszłość w przedszkolu/szkole/dorosłości nie wróży.
                      • qw994 Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 13:53
                        Ale przecież ja nie popieram żadnej tresury, tylko normalne stawianie granic.
                        • gupia_rzona Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 14:45
                          Karwa żesz! to że dzieku nie pozwoliłam leżeć na środku ulicy to jest tresowanie? o ludzie. Nie - nie jestem matką tyranem tresującym dziecko. Jestem normalną wyluzowaną matką. Nawet czasem za bardzo. A tu już dorobiona teoria :(
                          • qw994 Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 14:48
                            Wydaje mi się, że rozmowa odbiegła trochę od twojego konkretnego przypadku :) Tak więc nie bierz tego do siebie, jestem pewna, że tekst o tresurze nie był o tobie.
                            • gupia_rzona Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 15:14
                              ok :) luzuję
      • qw994 Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 08:52
        > I nie daj sobie wmówić, że istnieje coś takiego jak bunt dwulatka.

        Skąd masz źródła takiej wiedzy?
        • sundry Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 09:22
          Zapomniałaś, że berta jest światowym ekspertem w dziedzinie dzieci?
          • berta-death Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 09:39
            Przynajmniej się na czymś znam.
            • sundry Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 15:19
              Niestety nie masz gotowej recepty gwarantującej szczęśliwe dziecko. Dałabym sobie głowę uciąć, że córka Zoofki nie zmieni się od tych trzech klapsów we frustratkę nienawidzącą rodziców.
        • berta-death Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 09:38
          Psychologia to pseudonauka sama w sobie. A te wszystkie teorie są totalnie z palca wyssane, nie ma na to żadnych naukowych dowodów. Ktoś sobie brzdąknął coś, dobrze się sprzedało i poszło w świat.
          • qw994 Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 09:41
            Błagam cię, nie rozśmieszaj mnie :)
            • berta-death Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 10:02
              Psychologia to naprawdę pseudonauka składająca się w 99% z niczym nie popartych teorii. To gorzej niż religia i filozofia razem wzięte. Każdy może tam znaleźć coś dla siebie, jak w sklepie. Dlatego te wszystkie teorie są takie popularne. Zawsze się znajdzie jakaś grupka ludzi, którym dane wyjaśnienie zjawiska będzie pasować.

              I na tej zasadzie jest z dwulatkami, które zachowują się dokładnie tak samo jak niemowlęta, bo de facto umysłowo to jeszcze niemowlętami są. Jak się niemowlęciu nie zaspokoi jakiejś potrzeby, zrobi krzywdę, czy w jakikolwiek sposób przyczyni do tego, że coś mu się nie spodoba, to zaczyna wrzeszczeć. I potrafi wrzeszczeć godzinami do momentu aż nie padnie ze zmęczenia albo ktoś się nad nim nie zlituje. I wrzeszczy z głośnością młota pneumatycznego (zbadane), pręży przy tym ciało i wymachuje kończynami, tak jakby chciało nimi walić w podłoże. Tylko, że w przypadku noworodków czy kilkumiesięcznych niemowląt nikomu do głowy nie przyjdzie nazwać to buntem niemowlaka i próbą wymuszenia. Przynajmniej od pewnego czasu, bo jeszcze 30 lat temu królowała teoria, żeby nawet noworodkowi nie ulegać i zostawić go aż się wywrzeszczy i nauczy, że wrzaskiem niczego nie wskóra.
              • qw994 Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 10:11
                Przepraszam cię bardzo, ale teorie psychologiczne są jednak na czymś oparte. Badaniach na przykład. A ty masz swoje własne teorie nieoparte na niczym.
                • berta-death Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 10:29
                  To nie są moje prywatne teorie oparte na niczym. Co prawda nie mają swojej błyskotliwej nazwy, nie są też teoriami jako takimi ale w akademickich podręcznikach się pojawiają. I to co mówię akurat jest poparte badaniami z zakresu rozwoju układu nerwowego i obserwacjami. Jaja to ja sobie robię w wątkach o wyuzdanych naleśnikach i tym podobnych i nie kryję wtedy, że ściemniam. Jak piszę poważnie, to poważnie.

                  2-latek to taka hybryda pomiędzy niemowlakiem a przedszkolakiem, dlatego dziwnie się zachowuje. Raz górę bierze nowopowstała część mózgu i jest dojrzały, kumaty i można się z nim dogadać a raz górę biorą pierwotne struktury, które dominowały w dotychczasowym życiu i zachowuje się jak niemowlak. Zapewne z tego samego powodu nie wzbudza już tak żywych uczuć macierzyńskich i takich emocji jak różowy bobas w kołysce i stąd coraz częściej zaczyna być jego zachowanie postrzegane jako irytujące a on sam wzbudza agresję i chęć skopania mu tyłka a nie utulenia i pocieszenia.
                  Powtórka z rozrywki jest w przypadku dzieci około 5-letnich. Wtedy zmieniają się z przedszkolaków w uczniaków i też zaczynają się dziwnie i niespójnie zachowywać. Raz jak dojrzały, rozsądny i samodzielny uczeń, na którym można polegać a raz jak totalny dzieciak, któremu jak coś strzeli do łba to nie wiadomo czy śmiać się czy płakać, czy może profilaktycznie do kaloryfera przywiązać.
                  • qw994 Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 10:38
                    Nawet jeśli coś takiego pojawia się w jakichś publikacjach, to nie znaczy, że to prawda objawiona, a ty właśnie tak to przedstawiasz. A żeby tak autorytatywnie się wypowiadać, to trzeba skończyć kierunkowe studia. Jeśli skończyłaś psychologię, pedagogikę i psychiatrię, bo wypowiadasz się jak ekspert właśnie w tych dziedzinach, to chylę głowę i odszczekuję wszystko.
                    • berta-death Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 11:33
                      Ja bym tak nie ufała tytułom i ukończonym fakultetom. Nauka idzie do przodu, czasem się cofa, niekiedy robi przekręty, zwłaszcza jak nie chodzi o nauki ścisłe. Zawsze trzeba mieć własny rozum oraz racjonalnie i krytycznie podchodzić do wszystkiego co się czyta. Wystarczy zobaczyć jak wyewoluowały poglądy na temat traktowania dzieci. Nie wiem czy miałaś okazję zerknąć na jakiś poradnik dla rodziców sprzed 30 lat albo i starszy. To co tam piszą, wydaje się totalnym barbarzyństwem, zaprzeczają temu współczesne autorytety podpierając się badaniami. Co nie zmienia faktu, że te poradniki również były pisane przez utytułowane autorytety, które też twierdziły, że opierają to na naukowych badaniach. A celem wszystkiego jest dostosowanie teorii do zapotrzebowania i nastrojów społecznych.
                      • qw994 Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 11:36
                        > Ja bym tak nie ufała tytułom i ukończonym fakultetom. Nauka idzie do przodu, cz
                        > asem się cofa, niekiedy robi przekręty, zwłaszcza jak nie chodzi o nauki ścisłe
                        > . Zawsze trzeba mieć własny rozum oraz racjonalnie i krytycznie podchodzić do w
                        > szystkiego co się czyta.

                        Czy ty chcesz powiedzieć, że masz większą wiedzę na temat dzieci niż pedagog?
                        • berta-death Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 11:50
                          Chcę powiedzieć, że nie wystarczy być pedagogiem żeby mieć wiedzę na temat dzieci. Jedni pedagodzy mają inni nie mają. Jedni sobie radzą inni nie. Tak jak w szkole z nauczycielami. Każdy kto kiedykolwiek chodził do szkoły może się zdziwić, że ci wszyscy ludzie którzy tam uczą mają pedagogiczne wykształcenie. I to dotyczące tej samej pedagogiki. A na kilkunastu to może jeden jakoś sobie radzi z uczniami. I to też niekoniecznie dlatego, że stosuje się do jakiś teorii, najczęściej dlatego, że ma dobre intuicyjne podejście do podopiecznych.
                          • qw994 Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 11:58
                            > Chcę powiedzieć, że nie wystarczy być pedagogiem żeby mieć wiedzę na temat dzie
                            > ci.

                            Zgadzam się. Ale przynajmniej trzeba być rodzicem.
                            • berta-death Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 12:08
                              Rodzicem też nie wystarczy być, żeby mieć wiedzę na temat dzieci. Jakby tak było, to nie byłoby patologicznych rodzin, ludzi, którzy sobie nie radzą w życiu, kryminalistów, ani frustratów z poczuciem skrzywdzenia. Z rodzicielstwem tak jak z polityką, każdy może się w to bawić. A najmniejsze choćby pojęcie o wypełnianych obowiązkach nie jest do tego warunkiem wymaganym.
                              • qw994 Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 12:09
                                Mówimy chyba o normalnych ludziach, a nie patologii?
                                Naprawdę cała twoja wiedza to czyste teoretyzowanie.
                                • berta-death Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 12:40
                                  > Mówimy chyba o normalnych ludziach, a nie patologii?

                                  Zależy co rozumiesz przez pojęcie norma. Jakieś niedawne badania wykazały, że 40% ludzkiej populacji cierpi na jakieś choroby psychiczne. ;)

                                  > Naprawdę cała twoja wiedza to czyste teoretyzowanie.

                                  A cudza wiedza, to czysta empiria?
                                  Temat się zaczął od pojęcia bunt dwulatka. Ktoś kiedyś zaobserwował, że małe dzieci zachowują się w określony sposób i zinterpretował to jako złośliwą, wyrachowaną próbę wymuszania, zamach stanu i wszystko co najgorsze. Ktoś inny doszedł do wniosku, że skoro mały potwór tak się zachowuje, to trzeba potworowi za to skopać tyłek i pokazać mu kto tu rządzi. A na kanwie tej teorii powstała cała masa metod skopywania dziecku tyłka, tak żeby mu w pięty poszło a rodzic czy opiekun poczuł się usatysfakcjonowany. Jeszcze ktoś inny dorobił do tego kolejną teorię gloryfikującą skopywanie tyłka, jakoby z dzieci z nieskopanymi tyłkami wyrastały potem dorosłe zwyrodnialce, niebezpieczne dla świata. Niestety nie ma żadnych naukowych badań, które by potwierdzały te teorie. Wszystko to jest wyssane z palca. Popularne, bo dobrze się sprzedaje i są chętni, żeby te bajki kupić. Zapoczątkowane zresztą przez samego dziadka Freuda, który uważał, że dzieci są z gruntu złe i tylko przemocą i okrucieństwem można z nich to zło wyplenić. A dziadek Freud był znany z przeróżnych teorii, jedna bardziej odjechana od drugiej.

                                  Te teorie w wersji pierwotnej odnosiły się nawet do noworodków. Uważano, że one wrzeszczą złośliwie, celem tyranizowania otoczenia. I w związku z tym zalecano, żeby dziecko nakarmić, przewinąć, ubrać stosownie do temperatury otoczenia i odstawić do legowiska, niech sobie wrzeszczy. Karmienie oczywiście też na godziny i w ustalonej dawce. Z przerwą nocną, bo dzieciak od początku ma się nauczyć, że noc jest od spania a nie tyranizowania rodziców. I w żadnym wypadku noszenie na rękach, bo to też demoralizująco wpływa na dziecko. Dopiero w ostatnich 20-30 latach nastąpiła zmiana myślenia i teraz radzi się rodzicom, żeby byli na każde zawołanie niemowlaka, karmili go piersią ile wlezie, nosili w chuście itp. A, żeby nie było rewolucji, to granica rozpoczynania tresury jest przesuwana stopniowo. Najpierw wyłączone z tego zostały noworodki, potem niemowlaki, potem starsze dzieci, teraz jeszcze przyzwolenie jest na dwulatki, ale też nie w każdej teorii, są takie, które dopiero wiek 3 lat uważają za właściwy do tresowania. Są też takie, które nie zezwalają na przemoc w żadnym wieku.

                                  Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że teoria świadomego i zlośliwego niemowlaka w najlepsze współistniała z teorią, że dziecko do 3rż nie posiada świadomości. Że jest tylko pustym zbiorem reakcji biochemicznych, które nie czuje, nie cierpi, nie kuma, nie istnieje jednym słowem. Dowodem na to miała być amnezja wczesnodziecięca i to, że poziom intelektualny takich maluchów jest niższy niż poziom intelektualny większości zwierząt, które wg niektórych teorii też nie mają świadomości. I w związku z tym jeszcze w latach 40 dzieci poniżej 3rż były operowane na żywca.
    • qw994 Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 07:48
      > i sprałam dziś swoje dziecko. Ten bunt dwulatka mnie przerasta. Zaraz potem sam
      > a się rozryczałam i sprane dziecko mnie utuliło ze słowami "nie płacz już mamo"
      > Niektórzy nie powinni miec dzieci.

      Nie wygłupiaj się. Po prostu na chwilę wyszłaś z siebie, jesteś tylko człowiekiem. Zakładam, że "spranie" to było parę klapsów, tak?
      • gupia_rzona Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 08:46
        no ze trzy. I zaręczam nie było to dla mnie przyjemne
        • qw994 Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 08:51
          W żadnym razie nie pomyślałam, że to ci sprawiło przyjemność. Nie osądzaj się tak surowo. Jasne, że każda kobieta chciałaby być idealną matką, która w każdej sytuacji jest opanowana i zrównoważona, ale ideałów nie ma. Chwile słabości zdarzają się każdemu. Zwłaszcza jak człowiek jest zmęczony.
    • cafem Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 13:36
      Wiek 2-3 lata jest chyba najgorszy do przetrwania dla rodziców. Potem dzieciak zmienia się znów w aniołka:)

      Dzieciak tym głupim buntem kształtuje swój charakter. Uczy się granic. To ważne - jak się dziecku będzie bezsensownie zabraniało pewnych rzeczy bez logicznego wyjaśnienia dlaczego, wyrośnie na nieśmiałe i zahukane. Te niegrzeczne pozornie dzieci, którym dużo wolno, wyrastają na przebojowe, z jednym zastrzeżeniem - muszą mieć wpojone dobre zasady i dobre przykłady, żeby przebojowość nie zamieniła się w chuligaństwo.

      Taki prosty przykład - jedne dzieci będą bawiły się w kałużach, w lesie, z patykami, chodziły szczęśliwe i umorusane na amen, inne będą siedziały w piaskownicy w białej cudnej sukieneczce i słyszały - nie dotykaj, bo się pobrudzisz. Te w sukieneczce będą może budziły podziw sąsiadek, za to przyjaciół nie będą mieć wcale. Jak się nie nauczą mieć przyjaciół od małego, to i później im to nie wyjdzie. Takie przykłady można mnożyć.

      Dobra, trochę się namoralizowałam. Może dlatego, że przez 5 lat zajmowałam się dziećmi właśnie w tym wieku i nigdy nie wolno było mi ich uderzyć, a nawet rzadko głos musiałam podnosić. Na dzieci trzeba stosować zabawne triki i przede wszystkim tłumaczyc i objaśniać, po co i dlaczego.

      Miałam podobną sytuację do Twojej kiedyś. Z tym, że ja byłam nianią i mi sprać dziecka wolno nie było. Byliśmy pół godziny piechotą od domu, wózka nie miałam, dzieciak niespełna trzyletni, ale zbyt ciężki, by go choć 50 metrów nieść. Usiadł na ziemi, rozryczał się i kopał nogami, że iść nie będzie i tyle. Środek miasta, ludzie wokół.
      Nie wiedząc, co robić, położyłam się na ziemi i ja. Zaczęłam w identycznym tonie marudzić, że nogi mnie bolą, że iść nie mogę, że będziemy chyba musieli tu zostać, aż się zrobi ciemno i że głodna jestem, a że obiad jest w domu - tylko jak się do obiadu dostać, skoro iść nie możemy?
      5, może 10 minut minęło, dzieciak wytarł łzy, wstał, wyciągnął łapkę by mnie podnieść i zaczął mnie przekonywać, że jakoś damy radę do domu dojść, bo on jest strasznie głodny:)
      • qw994 Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 14:07
        > Środek miasta, ludzie wokół.
        > Nie wiedząc, co robić, położyłam się na ziemi i ja. Zaczęłam w identycznym toni
        > e marudzić, że nogi mnie bolą, że iść nie mogę, że będziemy chyba musieli tu zo
        > stać, aż się zrobi ciemno i że głodna jestem, a że obiad jest w domu - tylko ja
        > k się do obiadu dostać, skoro iść nie możemy?

        Nie każda matka ma ochotę robić z siebie widowiska albo kłaść się na brudnym chodniku tylko dlatego, że dziecko nie chce iść. Jeśli ty miałaś taką ochotę i możliwość - świetnie. Ale nie zawsze takie metody można zastosować.
        • cafem Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 14:13
          > Nie każda matka ma ochotę robić z siebie widowiska albo kłaść się na brudnym ch
          > odniku tylko dlatego, że dziecko nie chce iść. Jeśli ty miałaś taką ochotę i mo
          > żliwość - świetnie. Ale nie zawsze takie metody można zastosować.

          Od rodzica zależy, jak dziecko wychowa - czy będzie na nie się drzeć, czy będzie próbowało wytłumaczyć i dziecko na logiczne wnioski naprowadzić. Jasne, nie zawsze można kłaść się na środku ulicy, niemniej widziałam mnóstwo dobrze wychowanych dzieci, które nigdy w życiu klapsa nie dostały. Da się, z tym, że bezstresowo jest oczywiście trudniej wychować i rodzic musi trzykrotnie więcej pracy w wychowanie włożyć, niż wlepiając klapsa i stawiając do kąta.

          Ja byłam dzieckiem bitym przez rodziców. I mając takie doświadczenia wolę się położyć na ulicy, by coś dziecku wytłumaczyć, niż je prać. Wybór jednak oczywiście należy do Ciebie.
          • qw994 Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 14:22
            Ja nie jestem zwolenniczką prania, tylko wychowywania, ale wierzę , że są takie chwile, kiedy matka może mieć już wszystkiego dość i nie wytrzymać bez klapsa. Bo też jest tylko człowiekiem.
            • cafem Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 14:26
              > ale wierzę , że są takie
              > chwile, kiedy matka może mieć już wszystkiego dość i nie wytrzymać bez klapsa.
              > Bo też jest tylko człowiekiem.

              Zgadzam się, dlatego tez wcale nie potępiam. Starałam się po prostu pokazać, że można spróbować poradzić sobie inaczej.
              Szczególnie, że gdy uderzy się raz, to potem jest już łatwiej.
              • qw994 Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 14:45
                > Szczególnie, że gdy uderzy się raz, to potem jest już łatwiej.

                E, niekoniecznie. Ja jestem na to przykładem - dostałam klapsa tylko raz w życiu.
                • gupia_rzona Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 14:50
                  pomysł z położeniem się obok dziecka bardzo fajny :) ale nie na środku ulicy, gdzie akcja miała miejsce. I nie zawsze jak raz da się klapsa,prowadzi t do kolejnego. Wydaje mi się że ja bardziej czuję się upokorzona po tym klapsie niż moje dziecko, które już dziś zajścia nie pamięta nawet.
                  • berta-death Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 15:04
                    Nie bierz tego tak do siebie. Np Wojciech Eichelberger, znany autorytet z dziedziny psychologii i relacji międzyludzkich nie neguje klapsów. Klaps, danie po łapach czy nawrzeszczenie na kogoś to jak to napisał, wymiana informacji na poziomie emocjonalnym. Wg niego nie jest to w żadnym wypadku traumatyzujące ani stresujące. Jest to zwykła informacja, że ktoś przekroczył cienką czerwoną linię. Skrzywdził kogoś i otrzymał informację zwrotną. Na podobnej zasadzie, jakby kogoś pociągnął za włosy czy uszczypnął a ten ktoś by wrzasnął z bólu, czy oddał odruchowo. Informacja jaką same dzieci sobie nawzajem nie szczędzą, bardzo jasna i czytelna. Każdy kto ma rodzeństwo zapewne nieraz oberwał od brata czy siostry a raczej nikt nie ma z tego powodu traumy do końca życia.

                    Istotne żeby to było w afekcie a nie z wyrachowania. Wg niego traumatyzujące i upokarzające są wszelkie działania na zimno. Czyli coś co w "Białej Wstążce" jest pokazane. Mamy jakiś kodeks norm i wykroczeń, dla każdego wykroczenia jest taryfikator kar i jak delikwent przeskrobie to na zimno dostaje ileś tam razów pasem.
                  • cafem Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 15:09
                    > ale nie na środku ulicy, gdzie akcja miała miejsce.

                    Jasne, że nie zawsze się da. Ale to taka rada na przyszłość, że czasem można dziecię wziąć podstępem. Bo nie ma sensu mu wmawiać, że nie jest zmęczone, skoro jest zmęczone:)

                    Przetrwaj jakoś, ten wiek jest naprawdę najcięższy, potem już z górki:)

                    > Wydaje mi się że ja bardziej czuję się upokorzona po tym klapsie niż moj
                    > e dziecko, które już dziś zajścia nie pamięta nawet.

                    Dziecię jednego pamiętać nie bedzie. A i Ty się nie katuj, bo nie ma po co. Ja chyba kiedyś też bym biła, gdyby nie to, że mnie wolno nie było. A jak już się nauczyłam, że da się kompletnie bez bicia, to się na forum wymądrzam:)
                    • gupia_rzona Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 15:16
                      ok :) ale Twój pomysł z położeniem się zastosuję pewnie nie raz w domu. Naprawdę świetny! wiem, że na Zośce wrażenie zrobi
        • berta-death Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 14:37
          Bycie rodzicem czasem wymaga zrobienia z siebie idioty. Nie mówiąc o tym, że wleczenie za sobą wrzeszczącego i wierzgającego dzieciaka też nie robi najlepszego wrażenia. Poza tym nie wszystkie dzieci ograniczają się do wrzeszczenia. Niektóre potrafią kopać, pluć, gryźć i przeklinać. Z rodzinnych opowieści przykład. Mój wujek jako dziecko był nadpobudliwym adehadowcem i z jakiejś przyczyny jego ciotka miała go doprowadzić siłą do domu a on się zaparł. No to go wzięła za rękę i wlekła. Do domu mieli jakieś pół godziny i on przez te pół godziny na całe miasteczko wyzywał ją od kurew i tym podobnych. Mieszkali koło warsztatu stolarskiego to się nasłuchał stolarskich tekstów, więc repertuar miał bogaty. Jeszcze do szkoły nie chodził.

          A wracając do robienia z siebie idioty to kiedyś u dentysty jak byłam, to do sąsiedniego gabinetu przyszedł tata z takim 4-5 letnim synem. I cały czas do tego dziecka gadał. Dentystka mówiła co będzie robić, to on jeszcze raz to synowi powtarzał, mówił kiedy może trochę zaboleć, kiedy trzeba będzie mocniej tatę za rękę złapać, itp. I to tak trochę teatralnie wyglądało, facet miał dość donośny głos i na całą przychodnię to było słychać. Co wielce rozbawiło inne dentystki, pomoce i panie w recepcji. Ale dzięki temu, że ojciec miał w głębokim poważaniu śmiechy innych, wizyta przebiegła sprawnie i bezstresowo. Wyrobili się w jakieś 15-20min. Dzieciak nie wrzeszczał, nie szarpał się, nie trzeba było go trzymać ani usypiać, nie nabawił się też żadnej traumy. Czasem się opłaca poświęcić.
          • qw994 Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 14:47
            > Bycie rodzicem czasem wymaga zrobienia z siebie idioty. Nie mówiąc o tym, że wl
            > eczenie za sobą wrzeszczącego i wierzgającego dzieciaka też nie robi najlepszeg
            > o wrażenia. Poza tym nie wszystkie dzieci ograniczają się do wrzeszczenia. Niek
            > tóre potrafią kopać, pluć, gryźć i przeklinać. Z rodzinnych opowieści przykład.
            > Mój wujek jako dziecko był nadpobudliwym adehadowcem i z jakiejś przyczyny jeg
            > o ciotka miała go doprowadzić siłą do domu a on się zaparł. No to go wzięła za
            > rękę i wlekła. Do domu mieli jakieś pół godziny i on przez te pół godziny na ca
            > łe miasteczko wyzywał ją od kurew i tym podobnych. Mieszkali koło warsztatu sto
            > larskiego to się nasłuchał stolarskich tekstów, więc repertuar miał bogaty. Jes
            > zcze do szkoły nie chodził.

            No ale my chyba o adhdowcach nie mówimy?



            > A wracając do robienia z siebie idioty to kiedyś u dentysty jak byłam, to do są
            > siedniego gabinetu przyszedł tata z takim 4-5 letnim synem. I cały czas do tego
            > dziecka gadał. Dentystka mówiła co będzie robić, to on jeszcze raz to synowi p
            > owtarzał, mówił kiedy może trochę zaboleć, kiedy trzeba będzie mocniej tatę za
            > rękę złapać, itp. I to tak trochę teatralnie wyglądało, facet miał dość donośny
            > głos i na całą przychodnię to było słychać.

            To nie jest robienie z siebie idioty.


            > Czasem się opłaca poświęcić

            Tyle że nie zawsze można się poświęcić.
            • gupia_rzona Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 15:00
              otóż to. Nie zawsze da się poświęcić.
              Nie mogłam położyć się na ulicy obok niej. Jak myślicie - dlaczego? Nie mogłam zostawić jej wrzeszczącej na środku ulicy. Dlaczego?... chciałam ją podnieść i przenieść na chodnik, zaczęła się wyrywać, wyginać machać kończynami. Postawiłam ją na ziemi, próbując tłumaczyć, znowu padła na glebę. Wózek odjechał mi 1,5 metra dalej. Nie wytrzymałam już po prostu. I klaps nie był tylko karą i zwróceniem jej uwagi na problem. Zapewne był też wyładowaniem mojego napięcia, z czego nie jestem dumna.

              I mam wrażenie, że z tego jednego incydentu jaki wam opisałasm niektórzy dorobili sobie już teorię jaką jestem matką :) a ja potrafię wychowywać moje dziecko, nie tylko tresować. To był pojedyńczy incydent w 2,5 rocznym życiu mojego dziecka. Ja potrafię zrobić z siebie idiotkę na rzecz dziecka, by pokazać jej rzeczy nowe. By ją rozwijać. Umiem jej wytłumaczyć niektóre rzeczy i nie zwracam uwagi na otoczenie, kiedy zależy mi na tym, żeby moje dziecko zdobyło jakieś nowe doświadczenie. A otoczeniu to się nie podoba. Mam to w nosie.
              Tym razem chodziło o bezpieczeństwo mojego dziecka. I moją bezradność. I chwilę utraty panowania nad sobą. I tyle.
              Ale jak już mówiłam zniosę krytykę od was, więc wszystko co piszecie przyjuję do wiadomości. Nie ze wszystkim się zgadzam w 100% ale przyjmuję wasze uwagi.
              • cafem Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 15:13
                > I mam wrażenie, że z tego jednego incydentu jaki wam opisałasm niektórzy dorobi
                > li sobie już teorię jaką jestem matką :) a ja potrafię wychowywać moje dziecko,
                > nie tylko tresować. To był pojedyńczy incydent w 2,5 rocznym życiu mojego dzie
                > cka.

                Eh, nie, jeśli chodzi o tresurę, to ja sobie tylko teoretyzowałam w kontekście rozmowy berty i qw:) To nie miało w żadnym wypadku odniesienia do Twojej sytuacji, bo tam żadnej tresury nie było, tylko wyładowanie się na uparciuchu; każdego nerwy mogą ponieść:)

                Ja jestem po prostu uczulona na bicie, bo byłam bita. I bicie nie jest dobre, zapewniam.
                • gupia_rzona Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 15:21
                  wychowałam się z ojcem alkoholikiem, który nie stronił od przemocy fizycznej, więc nie musisz mi tłumaczyć pewnych rzeczy :) Chyba głównie z tego powodu tak się samobiczuję. Bo sobie zawsze obiecałam, że nigdy przenigdy nie uderzę nikogo. Zluzowałam już trochę. Potrzebowałam się wygadać, bo chłopa nie ma i nie miałam komu. :( a jaki wątas z tego urósł! dziś jestem cierpliwa jak baranek. Mimo, że kolejna histeria za nami. Rrrrany dziecko mi ktoś od tygodnia podmienił.. Nie poznaję jej!
                  • cafem Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 15:47
                    > dziś jestem cierpliwa jak baranek. Mimo
                    > , że kolejna histeria za nami. Rrrrany dziecko mi ktoś od tygodnia podmienił..
                    > Nie poznaję jej!

                    Współczuję, też wychodziłam z siebie nie raz:)
                    Małej przejdzie. Zobaczysz, za pół roku się obudzisz i nagle się zorientujesz, że znów masz fajne dziecko w domu:)
                  • berta-death Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 16:16
                    Może coś stresującego się w jej życiu wydarzyło i dlatego taka rozdrażniona, że wszystko ją wyprowadza z równowagi? Może za ojcem tęskni? Jak jest z nim związana to może dość mocno przeżywać takie zniknięcie na dłuższy czas, tylko nie potrafi jeszcze wyrazić tego wprost.
                    • gupia_rzona Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 16:44
                      ale jego nie ma od wczoraj :) ja wyjeżdżałam na dłużej i nie robiła ojcu swemu takich jazd. Co więcej, oboje wyjeżdżaliśmy. Miesiąc temu na mazury na 4 dni, w czerwcu na Openera... Zosia zostawała z babcią i też nie robiła jej takich jazd. Ona jest już wbrew pozorom bardzo kumata. Kiedy rano zapytałam czy chce porozmawiać z tatą przez tel, stwierdziła że nie, bo ona bawi się teraz konikami pony, i przecież tatuś niedługo do niej wróci samolotem. O tam na górze będzie leciał z ciepłego kraju ;P
                • qw994 Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 15:23
                  > Ja jestem po prostu uczulona na bicie, bo byłam bita. I bicie nie jest dobre, z
                  > apewniam.

                  Pewnie, że nie jest. Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby lanie uważać za metodą wychowawczą i stosować ją z premedytacją.
              • qw994 Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 15:21
                > Nie mogłam położyć się na ulicy obok niej. Jak myślicie - dlaczego? Nie mogłam
                > zostawić jej wrzeszczącej na środku ulicy. Dlaczego?... chciałam ją podnieść i
                > przenieść na chodnik, zaczęła się wyrywać, wyginać machać kończynami. Postawiła
                > m ją na ziemi, próbując tłumaczyć, znowu padła na glebę. Wózek odjechał mi 1,5
                > metra dalej. Nie wytrzymałam już po prostu. I klaps nie był tylko karą i zwróce
                > niem jej uwagi na problem. Zapewne był też wyładowaniem mojego napięcia, z czeg
                > o nie jestem dumna.

                E, ten klaps jest w takich okolicznościach całkowicie usprawiedliwiony. Wyszłaś z siebie na chwilę i tyle. Bądźmy ludźmi.
            • berta-death Re: nie wytrzymałam 22.10.11, 16:32
              Nie wiem czy on miał ADHD, to były lata 50, takich rzeczy nikt wtedy nie diagnozował. Faktem jest, że dość ekspresyjnie reagował jak mu się coś nie spodobało i często mu coś głupiego do łba strzelało. Zanim do szkoły poszedł to na koncie miał podpalenie domu, wbicie siostrze widelca w twarz i ucieczkę z domu, wsiadł sobie do pociągu i pojechał do sąsiedniej miejscowości. Faktem też jest, że rodzice ani dalsza rodzina kompletnie nie umieli sobie z tym poradzić. Jedyną metodą była przemoc, która kompletnie nic nie dawała. Ojciec go zlał a on na drugi dzień znowu jakiś numer wywinął. Wtedy panowała opinia, że z dziećmi się nie dyskutuje, dzieciom się wydaje polecenia a one mają słuchać. Jak nie chcą słuchać, to się stosuje wobec nich przemoc, najczęściej w postaci bicia.

              A historia ze zwyzywaniem ciotki, widziana oczami dzieci wyglądała zupełnie inaczej. Oni mieszkali w małej mieścinie, gdzie na obrzeżach były regularne gospodarstwa. I dzieciarnia się skądś dowiedziała, że sąsiad planuje zabić świnię. Jak się dowiedzieli to się strasznie napalili, żeby sobie na to popatrzeć. Pech chciał, że tego dnia odwiedziła ich ciotka, która jakoś się o tych planach dowiedziała, zbulwersowała się tym i kategorycznie stwierdziła, że mowy nie ma, żeby dzieci takie rzeczy oglądały. I na wszelki wypadek jakby się okazało, że nie będą w stanie dzieciaków upilnować kazała swojej siostrze, mieszkającej na drugim końcu miasta, zabrać je do siebie. Starsze dziewczyny niechętnie, ale jakoś poszły. Natomiast najmłodszy ani myślał. No to go zabrali za frak i zaciągnęli siłą, co mu się nie spodobało.
    • redundant No tak, kiedyś życie wydawało się prostsze 24.10.11, 00:41
      Przynajmniej niektórym. klik :P
      • gupia_rzona Re: No tak, kiedyś życie wydawało się prostsze 25.10.11, 14:23
        stare czasy :) jakoś za nimi nie tęsknię, chociaż faktycznie było prościej.
        Nawet jak teraz mam takie problemy
        • redundant Re: No tak, kiedyś życie wydawało się prostsze 26.10.11, 00:10
          Wtedy potrafiłaś wytypować remedium. Ale zażyć - też nie bardzo... :|
          • gupia_rzona Re: No tak, kiedyś życie wydawało się prostsze 26.10.11, 12:04
            :) no niestety.
    • gazeta_mi_placi Re: nie wytrzymałam 26.10.11, 12:42
      Ha ha...
      Dobrze zrobiłaś Kochana, trzeba stawiać granice!
      • gupia_rzona Re: nie wytrzymałam 27.10.11, 16:29
        a Ty skąd tutaj? :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka