mama_dwoch
16.01.04, 10:46
Dziewczyny pomóżcie bo mam pewien problem. Mam dwie córeczki, które chodzą do
żłobka. Każda do innej grupy. Dziewczynki są w miarę grzeczne nie sprawiają
kłopotów itd. Starsza jest co prawda dzieckiem żywym, no ale to jest kwestią
temperamentu, a nie wychowania. W żłobku panie je chwalą, nie mają zastrzeżeń
do zachowania itd. Od jakiegoś miesiąca, do pracy zaczął przychodzić syn
mojej dyrektorki by pomagać mi w pracy. W rozmowie okazało się, że jego
dziewczyna ma praktyki w żłobku moich dziewczynek. Po kilku dniach, chłopak
mówi mi, że jego dziewczyna jest w grupie mojej Martynki (starszej córki) i
że Martyna to diabeł wcielony. Powiem szczerze, że zdenerwowałam się
wewnątrz, bo jak o 2,5 letnim dziecku przyszła opiekunka - profesjonalistka
może powiedzieć "diabeł wcielony"... Pomijam fakt, że mówiła to o moim
dziecku, a to boli. Nic z tym nie zrobiłam. Wczoraj znów chłopak zaczął
rozmowę o żłobku, swojej dziewczynie i znów tekst, że Martyna jest
niemożliwa, strasznie żywa, że ją wykańcza itd. Pytałam opiekunek (stale
zatrudnionych) o zachowanie Martynki. Powiedziały, że jest grzeczna. Pytam
czy aby napewno. Powiedziały - biega jak inne dzieci - ale jest grzeczna. Nie
wiem czy mam coś robić w tej kwestii, bo już moja dyrektorka wie jaką mam
niegrzeczną córkę - ostatnio na imprezie firmowej przywaliła jakiś tekst w
tej sprawie. Głupio mi i uważam, że opowieści o zachowaniu dziecka w żłobku -
ani te prawdziwe - ani te wyssane w palca - nie powinny wychodzić poza
rodziców. Czy mam udać się do kierownika żłobka i poprosić o przesunięcie
praktykantki do innej grupy czy zostawić sprawę bez echa???? Przyznam, że mam
ochotę się wyżalić, bo bolą mnie takie teksty usłyszane od 19-letniego
gówniarza. Co Wy byście zrobiły?
Pozdrawiam
mama dwóch córeczek