Bałam się jak 150. Tym bardziej że czytałam o różnych przypadkach, no i koleżanki nie zawsze miały dobre doświadczenia... No ale dziś w strugach deszczu tata odwiózł nas samochodem do żłobka gdzie nie wiem jakim cudem się dostałyśmy po zaledwie 6 m-cach oczekiwania na liście rezerwowej. Ja rano zaaplikowałam sobie podwójna dawkę Persenu, bo myślałam że nie dam rady nerwowo. Ubrałam córę w gustowne rajtki, kapcie, dałam do łapy maskotkę i zaprowadziłam na salę. Wyszłam po 5 minutach, jak poradziły opiekunki. 2 minuty była zawstydzona a potem pobiegła sie bawić. Wróciłam po 3 godzinach. Akurat była rytmika. Wchodze a moja córa wygina się przy toaletce i bije brawo. Dopiero po chwili podbiegła do mnie, wyciągnęła sok z torby, zrobiła dzieciom papa, wysłała buziaki i grzecznie poszła do domu. Jest cały czas grzeczna, roześmiana, a teraz ucina sobie drzemkę. Panie powiedziały, że zapłakała tylko chwilkę jak wyszłam, a potem było ok. Miały tylko zastrzeżenie że wspina się na parapety (zapomiałam im powiedzieć) i nie chciała usiąśc na nocnik no i zjadła tylko bana i wypiła sok (tylko??? dla mnie to dużo, zwłaszcza że rano w domu wypiła kubek kakao). Mam nadzieję, że będzie dobrze i jutro będzie wyglądało podobniez wyjątkiem tego deszczu

.
Trzymam kciuki za innych debiutujących.