Gość: julia
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
04.03.05, 12:56
troche uproszcze, ale tak czasem trzeba.
ja od wieku 13 lat chorowalam ze zmienna intensywnoscia na anoreksje i bulimie, bedac
jednoczesnie pod stala opieka lekarza, psychiatry, rodzicow i chlopaka. kompletnie zapomnialam o
co chodzi w jedzeniu - naturalny fizjologiczny mechanizm byl u mnie calkiem odksztalcony przez
lata walki ze soba. troche sie uspokoilam jakis czas temu, i przypadkiem zaczelam czytac to forum.
musialam oswoic sie z szokujaca dla mnie mysla ze jedzenie, to straszne niebezpieczenstwo i
udreka, moze byc przyjemne (ale nie w histeryczny sposob jak w bulimii, kiedy nie czuje sie nawet
smaku tylko fizycznie walczy z jedzeniem i rozpacza). ze mozna uzywac produktow "zakazanych" i
zamiast zjadac dwa kilo jablek i garnek niedoprawionych brokul mozna przygotowac kanapeczke. z
czuloscia.
czytalam i czytalam, i zaczelam o tym myslec i mimowolnie zaadoptowalam czesc tej polityki.
powolutku, ale bardzo swiadomie zaczelam wykonywac manewry w kierunku nowego podejscia do
jedzenia (caly czas dyskutujac sama ze soba, ale starajac sie na siebie nie wydzierac tylko ostroznie
argumentowac). znalazlam przepisy i produkty ktore zaczely przywracac mi smak.
dzieki Wam nauczylam sie tez szacunku do jedzenia i do siebie.
dziekuje, i wierze w karme - mam nadzieje ze zycie zaskoczy was czyms milym niedlugo.