Dodaj do ulubionych

Tragiczne pomylki w kuchni

    • imm1 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 28.03.03, 13:52
      - Chciałam kiedyś "udoskonalić" gołąbki, więc do mięska dodałam oprócz ryżu,
      kaszy gryczanej i kaszki kukurydzianej - efekt - nawet pies nie chciał zjeść;
      - Od czasu do czasu należy odkamienić czajnik, więc wsypałam kwasku
      cytrynowego, całą paczkę żeby się dobrze wyczyściło, należy również taką
      miksturę zagotować, więc zagotowałam i zostawiłam na całą noc. A następnego
      dnia ZALAŁAM NIĄ KAWĘ!!! Łyknęłam niestety troszkę i muszę powiedzieć, że o
      mało trupem nie padłam, było to coś ohydnego.
      Pozdrawiam
      • magurka Re: Tragiczne pomylki w kuchni 14.09.03, 21:51
        ja zrobilam cos podobnego... Mama odkamieniała czajnik kwaskiem cytrynowym, a
        potem ja tym samym zalałam ziemniaki, nie dalo sie ich zjesc...
      • arcykr Re: Tragiczne pomylki w kuchni 19.10.04, 14:43
        imm1 napisała:

        > - Chciałam kiedyś "udoskonalić" gołąbki, więc do mięska dodałam oprócz ryżu,
        > kaszy gryczanej i kaszki kukurydzianej - efekt - nawet pies nie chciał zjeść;
        > - Od czasu do czasu należy odkamienić czajnik, więc wsypałam kwasku
        > cytrynowego, całą paczkę żeby się dobrze wyczyściło, należy również taką
        > miksturę zagotować, więc zagotowałam i zostawiłam na całą noc. A następnego
        > dnia ZALAŁAM NIĄ KAWĘ!!!
        Czasem zdarzaja sie analogiczne pomylki np. z kwasem solnym... :-(
    • u_ Re: Tragiczne pomylki w kuchni 28.03.03, 14:23
      to byly pierwsze swieta przeze mnie przygotowywane, bardziej to chyba
      traumatyczne przezycie niz smieszne w sumie... mialam 16 lat. karpia w
      galarecie widzialam jak matka robi, wiec wspomoglam sie lektura kuchni
      polskiej. tam bylo napisane, ze rybe trzeba ogluszyc mlotkiem i obciac
      glowe. ryba byla bardzo zywa, wiec zawolalam 12 letnia siostre do
      pomocy. ona trzymala, a ja walilam karpia po lbie, a on wcale nie chcial
      sie dac ogluszyc. w koncu on mial zmazdzony leb i nadal skakal, ja ze
      lzami w oczach powiedzialam, ze nie dam rady dalej sie pastwic. wiec
      moja siostra wziela noz ode mnie i obciela mu leb, bez dalszej zabawy.
      dalej bez problemu szlo, az do gotowania galarety... otoz moja matka
      stwierdzila, ze trzeba wydlubac oczy. nie musze mowic chyba jak w tym
      momencie wygladalam... dalej galareta powstala bez mego udzialu. a
      rodzina wie juz, ze jak chca miec galarete, to sami musza te dwie rzeczy
      zrobic.
      • Gość: Tess Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.telia.com 28.03.03, 14:31
        Witaj u_
        mialam podobny przypadek ,jak Ty z wigilijnym karpiem,slubnego w domu nie
        bylo ,a ja sie meczylam z biedna ryba,az w koncu zadzwonilam do Polski do mamy
        i spytalam jak sie to robi,bo prawie zaczelam ja patroszyc zywa,ush....!!!!w
        koncu to napisalam .Z perspektywy czasu teraz to smieszna historia ,ale nie w
        tamtym momencie-to byla groza....))Notabene kupuje ryby juz pozbawione
        zycia,upewniajac sie w sklepie kilkakrotnie.
        • Gość: mynia5 Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.avamex.krakow.pl / 192.168.50.* 28.03.03, 17:15
          Gdy byłam w ciąży niestety musiałam bardzo długo leżeć i dlatego nie gotowałam.
          Przyszła wiosna a ja już skręcałam się z ochoty aby zjeśc jakąś wiosenną zupkę.
          Gdy lekarze nieco złagodzili wyrok postanowiłam ugotowac pierwszy normalny
          obiad od kilku miesięcy. Sapiąc i co chwilę przysiadując ugotowałam barszcz
          czerwony. Chciałam przecedzić ten kilogram posiekanych buraków ugotowany wraz z
          jarzynami na cudownie pachnącym rosole, wzięłam sitko i cały mój smakowity
          barszcz wlałam wprost do zlewu - nie podłozyłam drugiego garnka!!! Wycedziłam
          mężowi ostatnią łyżkę wywaru z dna garnka aby wiedział co stracił. Ja natomiast
          przyznałam,że kobieta ciężarna jest nieobliczalna.Pozdrawiam
          • Gość: Zbych Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.lubin.dialog.net.pl 28.03.03, 23:55
            Smażenie jajecznicy we dwoje: moja rola pokrojenie, smażenie boczku oraz
            przygotowanie stołu a żony wbicie jaj i usmażenie jajecznicy. Boczek wyszedł
            super (palce lizać). Ponieważ grzebałem się niemiłosiernie (a czas nas gonił)
            żona wbijała jajka bezpośrednio na patelnię pierwsze, drugie, trzecie ..... i
            ostatnie !! piękny dorodny okaz bomby śmierdzącej. Zawartość patelni wylądowała
            w koszu.
            • bogumilka Re: Tragiczne pomylki w kuchni 29.03.03, 01:24
              niezle
              • beti22 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 19.10.04, 00:27
                Kiedyś ( a bylo to dawno)wybieralismy sie na wakacje na wies i mama naszykowala
                do jednego sloika herbate a do 2 plyn do naczyn i to tak sobie stalo na szafce
                ja chcialam skosztowac czy herbata jest slodka
            • Gość: Anka Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.attu.pl / 192.168.1.* 02.04.03, 23:16
              Ja podobnie. Mama kazala mi zrobic ciasto. Bardzo latwe ciasto. Wrzucic kilka
              rzeczy do miski i zmiksowac. To rzucalam: maka, cukier, proszek do pieczenia,
              cukier waniliowy, olej, 1 jajko, 2jajko, 3jajko, 4 jajko i ostatnie bardzo, ale
              to bardzo nieswieze jajko.
              To ostatnie nieszczesliwe jajko mialo byc ostatnia rzecza dodana do ciasta.
              I bylo.
              Mama wkroczyla do kuchni, uswiadomila mi ze trzeba najpierw na oddzielna
              miseczke te jajka zapodawac. I kazala mi oposcic co predzej pomieszczenie i
              wiecej sie w nim nie pokazywac. Posluchalam. Do dzis nie umiem wcale gotowac, a
              juz stara jestem (26). Podczas tego tragicznego zdarzenia tez nie bylam
              najmlodsza - mialam 22 lata. Po prostu antytalent :)
              • Gość: nova Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.klc.vectranet.pl / 195.85.229.* 30.04.05, 00:55
                tak na pocieszenie - to liczcie się z tym, że jeżeli już, to właśnie ostatnie
                jajko będzie nieświeże. to coś jak kromka chleba upadająca masłem na podłogę;>
            • lama_83 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 19.10.04, 10:32
              Moj brat siegnał po słoik z kompotem studzącym się na parapecie. Tylr tylko, że
              to był świerzo stopiony smalec...
              • Gość: żona Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.tsm.tarnobrzeg.pl 29.10.06, 01:10
                Dostałam od wujka grzyby,postanowiłam je zamrozić.Oczyściłam ,obgotowałam
                ,ostudzi lam i zamroziłam wsadzając je do pojemnika po lodach.PO paru dniach mąż
                mówi -lody się popsuły ,wrzuciłem je do kibla,póżniej spuść wodę bo coś nie
                chciały się rozpuścić.Nie muszę chyba dodawać że to były moje grzyby.
            • Gość: dobcio Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.w86-200.abo.wanadoo.fr 03.03.06, 00:05
              To państwo jesteście wybredni. Mając lat 15 miałam z przyjaciółką przygotować kolację dla trzech
              rodzin (naszych) przebywających wspólnie na wakacjach. Clou programu: jajecznica z pomidorami. Było
              nam bardzo wesoło, czasu było niewiele i warunki kuchenne spartańskie (barak na Mazurach), toteż nie
              zwracałyśmy specjalnie uwagi na to, co wrzucamy na patelnię. Dokładnie to samo: pomidorki już
              uduszone i lecą jaja ? musiało ich być z 8 lub więcej, bo na tyleż osób porcja. No i jeden zbuk
              wylądował bezpośrednio w masie jajeczno pomidorowej. Smród się w kuchni eozniósł potworny, a nam
              mina zrzedła, bo nic innego już nie miałyśmy i czasu też nie było. Wkroiłyśmy sporo cebuli,
              dorzuciliśmy zdrowo soli i pieprzu ? i nigdy się nie przyznałyśmy. Jajecznica została kolektywnie
              zjedzona, nikt nie zauważył niczego nadzwyczajnego, nikt nie zachorował.
              • Gość: basia Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.03.06, 12:45
                Gościłam kiedyś u zaprzyjaźnionych rodziców koleżanki. W ramach wdzięczności postanowiłam, że ugotuję obiad. Dokładnie - podpatrzoną u innej koleżanki carbonarę (spaghetti górnicze ;-)
                byłam bardzo niecierpliwa, więc postanowiłam zawczasu ugotować makaron. Do wazy z sosem śmietanowo-jajecznym wrzuciłam go po 2 godzinach... dziwiłam się, dlaczego nie chce się ten sos tak fajnie związać z makaronem...
                A rodzice koleżanki zjedli, ale miny mieli nieskore...
    • Gość: zenek Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 212.182.14.* 31.03.03, 09:50
      Kaszka
      Pewna kobieta miała kilku synów, gospodarstwo i co z tym związane urwanie
      głowy. Zawsze rano wstawiała im kaszę i leciała do obrządków. Chłopaki zanim
      powstawali, to mijało trochę czasu i zjadali tą kaszę już taką nieco trąconą
      zapachem. Tak mijały lata. Chłopaki pożenili się i jak im żony gotowały kaszę,
      to kłocili się, że nie jest taka jak w domu. Sprawa z czasem wyjaśniła się i
      awantur już nie było. Ale gdy spotykali wszyscy się na święta u mamy, to zawsze
      musiała ugotować im taką "kaszkę z zapaszkiem".
    • u_ Re: Tragiczne pomylki w kuchni 31.03.03, 10:52
      tak mi sie jeszcze z dziecinstwa przypomnialo... postanowilam zrobic
      bezy... nie pamietam czemu akurat chcialam je piec w kokilkach, ale
      ponakladalam pianke do nich i po 5 min stwierdzilam, ze juz sa gotowe.
      ojciec byl dzielny i zjadl surowe bialko ;)
      inna wpadka wynikla z mego lakomstwa... matka wrocila z jakiejs podrozy,
      po wyjeciu rzeczy z walizki na dnie lezalo sporo bialego proszku. nie wiem
      dlaczego, ale myslalam ze to cukier. nabralam pelna lyzeczke tego i do
      buzi... i to byl proszek do prania... smak probowalam zmienic jedzac zupe,
      nawet pamietam, ze byl to krupnik, ale nie pomoglo...
      • Gość: mouchi Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 195.136.95.* 31.03.03, 16:44
        nie mam na swoim koncie grzechów kulinarnych, bo nie cierpię gotować i unikam
        tego jak zarazy.
        ale przypomniał mi się wyczyn mojej babci. kuchaką była świetną, ale do mięska
        i tym podobnych rzeczy, nigdy nie zapomnę jej babki ziemniaczanej.
        do ciast jednak serca nie miała. postanowiła raz zrobić ciasto drożdżowe, takie
        zwykłe z rodzynkami. kiedy przyjechaliśmy do niej ciastem pachniało już przez
        drzwi. w domu zaś wszędzie porozstwiane były garnki (chyba wszystkie jakie były
        w domu) z ciastem wystającym dużo ponad garnek. kochana babcia wrzuciła do
        ciasta chyba z pół kilo drożdży i jak jej zaczęło rosnąć to nie nadążała łapać
        we wszystko, co jej w ręce wpadło.
        a drożdżowe było pyszne, jadło się je łyżkami.
        • Gość: mikeb Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 57.67.141.* 31.03.03, 19:42
          Nie sa to moje wpadki ale kolegi (za to godne uwiecznienia)
          1. Okres liceum, karnawał i R. postanowił zrobić faworki (chrusty). Podszedł
          fachowo książka kucharska, przepis, wykonanie, rozgrzany olej i pierwszy
          faworek na olej ... a on fiuu wylatuje z patelni, podnosi z ziemi, twardy
          jeszcze raz do oleju ... fiu leci. Po kolejnej próbie z nowymi i tymi co
          wyskoczyły oraz po powrocie mamy okazało się, że mąka była ziemniaczana ..
          2. Początek małżeństwa R. Żona u swoich rodziców, R. robi sobie obiad -
          ugotował garnek (5 litrowy) ziemniaków i po telefonicznej konsultacji z żoną
          robi schabowe ... na talerzu rozbił jajko dosypał mąki, bułki tartej, wymieszał
          oblepił kotlet i smarzy. Z wierzchu spalome a w środku surowe (panierki
          starczyło na dwa kotlety). Przygotował kolejną porcję panierki w identyczny
          sposób .. Dobrze że ziemniaków było dużo ...
        • Gość: patka Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.visp.energis.pl 05.04.03, 23:49
          pol kilo drozdzy to jeszcze nic...
          kiedy mialam 8 lat, przyjechal do nas na wakacje moj o dwa lata starszy kuzyn
          Tomek. rodzice i siostra byli w pracy, a my z kuzynem postanowilismy
          przygotowac obiad dla calej rodziny. widzialam kiedys jak mama robi kluski na
          parze i wydawalo mi sie to dosc proste. poszlismy do sklepu (samoobslugowego,
          wiec nie zwrocilismy niczyjej uwagi) i kupilismy pol kilo drozdzy. w domu
          zarobilismy ciasto, ale nie roslo tak od razu (pewnie trzeba je bylo odstawic,
          a nie gapic sie i poganiac...), wiec poslalam Tomka, aby jeszcze dokupil
          drozdzy. przyniosl kilogram. dodalismy je do ciasta i wkrotce sytuacja nas
          przerosla - doslownie. nie mogac poradzic sobie z szalejacym ciastem
          wstawilismy je do wanny i, ignorujac cala sprawe, poszlismy na podworko. kiedy
          siostra wrocila z pracy, probowala ratowac 'dzielo' dodajac cala make jaka
          mielismy w domu, ale nie pomoglo i ciasto wyladowalo na smietniku...
          • Gość: Nag Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.06.04, 20:45
            1.Po dużym obiedzie rodzinnym polecono mi zrobić kawę. Zrobiłam ją i tym którzy chcieli dodałam śmietanki ale po pewnym czasię zauważyłam, ze mimo zamieszania kawy śmietanka nie rozpuszcza się. Uraczyłam moją rodzinkę kawą z...odżywką dla psa na sierść!
            2.mó dziadek będąc w USA zakupił 50 puszek mięsnych. Po przyjsciu do ambasady okazało się ,że to psie konserwy!!
            3.Ok 23 lat temu, jakieś 2 tygodnie po zamieszkaniu w nowym mieszkaniu (nowa mozaika)zostałam zmuszona z 3-letnim bratem przez kochanego tatę do ścierania podłogi bo mu się stłukł gąsior. Smierdziało przez miesiąc
        • Gość: tatiana Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.class144.petrotel.pl 07.05.04, 15:58
          Drożdże to fajna rzecz!

          Podczas ubiegłego lata postanowiliśmy zrobić z mężem nasze pierwsze ciast
          drożdżowe. A ponieważ my wszystko robimy razem, to kiedy nadszedł czas jego
          wyrastania - chyba zwykle trwa to ok.30, pomysleliśmy, że wyskoczymy na miasto
          zapłacić kilka rachunków. Przykryliśmy miskę ścierką i postawiliśmy na
          balustradzie na balkonie. Z tej radości, że razem znaleźliśmy się w strefie
          sklepów (to jedyna rzecz, podczas której nie chce mi towarzyszyć), pomyślałam,
          że naciągnę go na jakieś ciuszki. Cała wyprawa trochę się przeciągnęła i
          zapomnieliśmy o cieście.

          Jak wróciliśmy, ciasto zdążyło już "wyjść" z miski do doniczki z kwiatami.
          Mieszkamy na parterze, więc było to widoczne już z dołu. Na szczęście nie całe
          uciekło, a to co zostało było pycha.
          • Gość: Mallory30 Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.dip.t-dialin.net 15.06.04, 01:27
            1/ moja mama zawsze ma w zapasie nieco dobrej wodeczki w kuchennej
            szafce.Dodaje ja do "nakropki" do ciasta biszkoptowego na tort.Pewnego
            przygotowujac ta swoja slynna "nakropke" zdziwila sie,ze wodeczka stoi w
            kuchni,ale na podlodze.Nic nie myslac-dolala jej i nasaczyla torta.Jakies 2
            godziny potem tata zaczal pytac czy nie wiedzielismy gdzie postawil buteleczke
            z benzyna,ktora przyniosl prosto z garazu w celu wywabienia jakiejs plamy!!??
          • Gość: Mallory30 Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.dip.t-dialin.net 15.06.04, 01:28
            1/ moja mama zawsze ma w zapasie nieco dobrej wodeczki w kuchennej
            szafce.Dodaje ja do "nakropki" do ciasta biszkoptowego na tort.Pewnego razu
            przygotowujac ta swoja slynna "nakropke" zdziwila sie,ze wodeczka stoi w
            kuchni,ale na podlodze.Nic nie myslac-dolala jej i nasaczyla torta.Jakies 2
            godziny potem tata zaczal pytac czy nie wiedzielismy gdzie postawil buteleczke
            z benzyna,ktora przyniosl prosto z garazu w celu wywabienia jakiejs plamy!!??
    • Gość: już doświadczona Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.wloclawek.sdi.tpnet.pl 31.03.03, 22:03
      moja największa wpadka to ubita piana w misce a sernik wiedeński bez piany w
      piekarniku.
      Moja koleżanka jako młoda gospodyni potraktowała męża ciekawym obiadem. Gdy
      głodny wrócił z pracy do domu zastał kartkę w kuchni "zrób sobie na obiad
      jajecznicę. Jaja kup w sklepie na dole"
      • Gość: morgenstern Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.atw.stud.uni-goettingen.de 04.06.04, 13:48
        Super watek!!!
        Ja tez mam taka przygode, a raczej moi rodzice...
        Bylam bardzo mala i postanowilam zrobic rodzicom sniadanie do lozka, buleczki z
        maselkiem i szyneczka. Maselko wyjelam z lodowki i jakos nie moglam go
        rozsmarowac, trwarde bylo strasznie. Wtedy po kawalku bralam maselko do buzi i
        je roztapialam, a potem na buleczki. Do dzisaj wszyscy to pamietamy.
        • grey-pippin Re: Tragiczne pomylki w kuchni 29.09.04, 09:53
          przepiekne :)))))
          polalam sie ze smiechu
    • isis! Re: Tragiczne pomylki w kuchni 31.03.03, 23:24
      Gość portalu: Tess napisał(a):

      > Sluchajcie,kazdej z Was chyba sie to przydazylo przy przyzadzaniu obiadu
      > zrobic cos

      Dlaczego "każdej"???
      Czy mężczyźni nie gotują, albo nie odwiedzają tego Forum? A może gotują tak
      doskonale, że nie mają wpadek?
      • Gość: Tess Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.telia.com 01.04.03, 01:06
        isis!
        No widzisz,jaka gapa jestem,ze nie przemyslalam dokladniej ,gdy zakladalam
        temat.Po prostu pierwsza spontaniczna mysl .Oczywiscie,ze mezczyzni zajmuja sie
        przyzadzaniem obiadow,sniadan,kolacji czy przyjec,ale nastepuje pytanie czy
        kazdy z nich jest taki perfek i nie zrobil zadnego "tabe",czy po prostu meska
        duma nie pozwala na "przyznanie sie do pomylek kulinarnych.
        • Gość: Szeliga Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.dip0.t-ipconnect.de 01.04.03, 03:31
          Dwie "wpadki" w wyniku lakomstwa i lenistwa:
          Dawno, dawno temu, gdy jeszcze bylem mały, nie bylo w zasadzie w domu zadnych
          napojow sluzacych gaszeniu pragnienia. Zamiast tego, zawsze stal w kuchni mały
          czajniczek (litrowy) z przegotowaną i ostudzona woda. Mama prosila nas, bysmy
          nie pili bezposrednio z czajniczka, lecz ze szklanki - ale, gdzie tam!
          Kiedys wpadlem do domu z podworka zziajany, sruuu do kuchni i za czajniczek! Po
          ciezarze zorientowalem sie, ze jest pelen, wiec podnioslem do ust i prosto z
          dziobka napilem sie roztworu chlorku, ktorym mama zalala czajniczek w celu
          odwapnienia czy oczyszczenia.
          Inna raza: miod kupowany od "baby" stal w butelce (lodowki wtedy jeszcze nie
          mielismy) miedzy szybami podwojnego okna; butelka zatkana zwyklym korkiem.
          Kiedys wpadlem do kuchni, bystrym okiem zauwazylem brak butelki w oknie, a na
          stole lezacy korek od butelki, ociekający gęstym płynem. Blyskawiczne
          skojarzenie (pewnie mama potrzebujaca miod gdzies z nim chwilowo wyszla!)i, jak
          sie juz zdarzalo, zlapalem za korek w celu dokladnego oblizania. Oblizalem i
          dopiero teraz zauważylem stojaca na podlodze odkorkowana butelke z plynna pasta
          do podlogi!
          Szeliga
        • brunosch Mężczyźni też się mylą... 20.11.03, 10:58
          Moje wpadki...
          Najstraszniejsze efekty dała chwila roztargnienia, granicząca z całkowitym
          zawieszeniem funkcji życiowych.
          Wróciłem do domu późno, głodny jak diabeł, jedyną myślą było: jak najszybciej i
          jak najwięcej. No więc schabowy. Kupiłem mięso po drodze, w kuchni
          przygotowałem co trzeba: talerz z mąką, bułkę tartą, tłuczek, deseczkę, jajko.
          Wiedziałem, że teraz coś trzeba zrobić i... z całej siły, z forhendu rąbnąłem
          tłuczkiem w jajo. Kto by przypuszczał, że surowe białko tak wysoko lata?
          Kuchnia zabryzgana na wysokość 2 metrów, plamy na ścianach, gluty na oknie.
          Ze śmiechu jeść mi się odechciało.
          • aniel Re: Mężczyźni też się mylą... 20.11.03, 15:32
            brunosch napisał:

            > Moje wpadki...
            > Najstraszniejsze efekty dała chwila roztargnienia, granicząca z całkowitym
            > zawieszeniem funkcji życiowych.
            > Wróciłem do domu późno, głodny jak diabeł, jedyną myślą było: jak
            najszybciej i
            >
            > jak najwięcej. No więc schabowy. Kupiłem mięso po drodze, w kuchni
            > przygotowałem co trzeba: talerz z mąką, bułkę tartą, tłuczek, deseczkę,
            jajko.
            > Wiedziałem, że teraz coś trzeba zrobić i... z całej siły, z forhendu
            rąbnąłem
            > tłuczkiem w jajo. Kto by przypuszczał, że surowe białko tak wysoko lata?
            > Kuchnia zabryzgana na wysokość 2 metrów, plamy na ścianach, gluty na oknie.
            > Ze śmiechu jeść mi się odechciało.
            >
            huehuehue dobre, od razu poprawil mi sie humor :)
            • Gość: sissy7 Re: zakupy na rosół IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 05.02.04, 16:30
              Byłam chora więc postanowiłam zrobić "ozdrowieńczy" rosół.
              Zrobiłam listę mężowi - jarzyny, makaronik i pół kurczaka.
              Mąż prztargał sitę podejrzanie pachnącą w której były:
              - jarzyny
              - makaronik
              - pół kurczaka...z rożna
              Zamiast rosołu były frytki.
              • Gość: manja Re: zakupy na rosół IP: *.neting.com.pl 23.09.04, 16:39
                O jacie, piękne :D Uśmiałam się po pachy :D
            • jagoda85 Re: Mężczyźni też się mylą... 17.05.05, 20:28
              A mój kochany mąż, miał sobie odgrzać zupkę w mikrofalówce. Pytam go jak
              przyszłam do domu- jak zupka smakowała, -tak smaczna odpowiedział,- a nie za
              słona, -nie, -a nie za ostra, -nie odpowiedział mój mąż. Byłam trochę
              zdziwiona, bo dla mnie była trochę za ostra. Na następny dzień, otwieram
              mikrofalówkę, w celu podgrzania sobie zupy, patrzę a tam pyszna zupka mojego
              męża, ta co nie za słona i nie za ostra. Pomyślałam sobie, acha, to tak mu
              smakowała, że wziął sobie drugi talerz i zapomniał. Jakież było zdziwienie
              mojego męża, gdy powiedziałam mu o zupce w mikrofalówce. -Nie brałem drugiego
              talerza zupy, a to co to ja tej zupy nie zjadłem, niemożliwe, wydawało mi się,
              że ją zjadłem. I wierz tu człowieku facetowi.
      • Gość: Justyna Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.acn.waw.pl 02.04.03, 09:29
        Też nie pomyłka przy gotowaniu . Miłam malutkie dziecko, karmiłam je
        piersią ..jak trochę zostało - zostawiałam na dokarmianie małego:-).
        kolega odwiedzajac mnei postanowił sobei zrobic sam kawę, zrobił ...
        Ja patrze - a on pije kawę z mlekiem. Hmmm tylko mleka krowiego nei było w moim
        domku:-)))
        Do tej pory nie wie ..że pił kawę z moim mleczkiem:-))))
        • isis! Re: Tragiczne pomylki w kuchni 02.04.03, 11:22
          Gość portalu: Justyna napisał(a):

          > Do tej pory nie wie ..że pił kawę z moim mleczkiem:-))))

          Fuj, bez komentarza.
          • hamsterek Re: Tragiczne pomylki w kuchni 30.04.03, 19:00
            isis! napisała:

            > Gość portalu: Justyna napisał(a):
            >
            > > Do tej pory nie wie ..że pił kawę z moim mleczkiem:-))))
            >
            > Fuj, bez komentarza.

            A właśnie, że mniam ! Chciałbym spróbować :-)
          • lch74 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 18.09.04, 23:08
            isis! napisała:

            > Gość portalu: Justyna napisał(a):
            >
            > > Do tej pory nie wie ..że pił kawę z moim mleczkiem:-))))
            >
            > Fuj, bez komentarza.

            A takie od brudnej krowy to nie fuj?;-)
        • biljana Re: Tragiczne pomylki w kuchni 10.09.04, 21:24
          yyyyyyy obrzydlistwo
          • grey-pippin Re: Tragiczne pomylki w kuchni 29.09.04, 10:01
            malze ktore filtruja mul z zawiesina z rur kanalizacyjnych to delikatesy,
            hamburger z McDonalda tez wchodzi, mleko kozie, krowie, owcze w porzadku
            a podstawowy pokarm kazdego dziecka to fuj ?!
          • Gość: milky way Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.183-200-80.adsl.skynet.be 19.10.04, 13:41
            Fuj moze dla duzych ale dzieci innego nie chca i nie daja sie nabrac na takie z
            proszku,ale w kawie to chyba nie rewelacja..
        • Gość: INRERNAUTKA Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.tsm.tarnobrzeg.pl 29.10.06, 01:03
          Widziałam taki motyw na filmiku w internecie.Kawiarnia........,ludzie zamawiają
          kawę,a tu podchodzi b.atrakcyjna kelnerka,rozpina guzik u bluzki i serwuje
          mleczko do kawy z PIERSI.Oczywiście na niby, bo miała zamontowany sprytnie
          ,wężyk.Ukryta kamera pokazywała reakcję ludzi.Istne jaja!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • a-n-i-k-a Re: Tragiczne pomylki w kuchni 01.04.03, 14:38
      na poczatek stwierdze ze to bardzo fajny watek :))))

      a moja "wpadka" miala miejsce w 'ostatki' - odwiedzili nas moi przyszli
      teściowie - byla to ich druga wizyta od czasu jak mieszkam razem z moim
      chlopakiem i jak sie latwo domyslic nie najlepiej sie zaprezentowalam jako
      gospodyni :))) - no i jako że to były, jak juz wspomnialam'ostatki',
      przynieśli faworki zakupione w cukierni; przelozylam je na talerz z pudelka, a
      poniewaz caly cukier puder juz z nich opadl postanowilam je jeszcze posypac
      cukrem i dopiero podac na stol; i tak sobie siedzimy - kawka, herbatka, paczki,
      faworki wszyscy zajadaja no to i ja postanowilam sie faworkiem poczestowac -
      zjadlam jednego ale jakis taki dziwny byl, wcale nie slodki, biore drugiego i
      nagle olsnienie - zamiast cuktu pudru zlapalam make ziemniaczna!!!!!! i tak je
      podalam!!!! a moj chlopak i tesciowie jedli i nic sie nie przyznali ze im
      dziwnie smakuja - jakbym sie nie przyznala sama to by pewnie na cukiernie bylo,
      ze niedobre faworki robi i klientow by przeze mnie stracila :)))

      na szczescie przy ostatniej wizycie zachwycilam teściów swoimi gołabkami wiec
      mam nadzieje ze wpadki z faworkami nie beda mi wypominac :))

      pozdrawiam wszystkich
    • roody102 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 01.04.03, 16:15
      Ja mialem jedna, naprawde o wlos od tragedii. Podgrzewalem olej na frytki i
      troch sie zgapilem. Poczulem spalenizne, podnislem pokrywke. Palila sie
      powierzchnia a potem pierdyknelo pod sam sufit. Dobrze, ze sie nie pochylilem
      nad tym garnkiem bo dzis forum to w najlepszym razie ktos by mi na glos czytal
      :-/ Ale efekt... No mowie Wam, takiego wybuchu to by sie Spielberg nie
      powstydzil w filmie. No i dobrze, ze mimo braku okapu nie mialo sie co palic
      pod sufitem w kuchni. A kuchnie w dwie doby z kolega wymylismy i pomalowalismy,
      za nim rodzice z wyjazdu wrocili :-))) Dzis to smiech, ale wtedy... strachu sie
      najdalem i do tej pory w kuchni bardzo uwazam co robie.
      • isis! Re: Tragiczne pomylki w kuchni 02.04.03, 11:20
        roody102 napisał:

        > Ja mialem jedna, naprawde o wlos od tragedii. Podgrzewalem olej na frytki i
        > troch sie zgapilem. Poczulem spalenizne, podnislem pokrywke. Palila sie
        > powierzchnia a potem pierdyknelo pod sam sufit.

        Identyczną przygodę przeżyła moja studentka, mieszkająca na stancji u mojej
        teściowej.

        > Dobrze, ze sie nie pochylilem nad tym garnkiem

        A ona miała w dodatku długie włosy!

        > :-/ Ale efekt... No mowie Wam, takiego wybuchu to by sie Spielberg nie
        > powstydzil w filmie.

        Huk był niesamowity - akurat na sam wybuch wróciliśmy z mężem i teściową z kina.

        > No i dobrze, ze mimo braku okapu nie mialo sie co palic
        > pod sufitem w kuchni.

        A u teściowej - okap spalony (stary, z drewnianą obudową), firmanki zwęglone,
        szafki okopcone, zasłonka na pawlaczu brązowa. Sufit - lepiej nie wspominać!

        > A kuchnie w dwie doby z kolega wymylismy i pomalowalismy,
        > Dzis to smiech, ale wtedy

        U nas nie było tak wesoło - zadzwoniła po ojca i wyniosła się ze stancji
        wczesnym rankiem cichaczem. Mąż naprawił straty... :(
        A ja miałam niesmak, bo to ja ją poleciłam...
        • roody102 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 03.04.03, 14:06
          Moze w szoku byla? Powaznie mowie. Ja bylem.

          A remont? Dwa dni, w przyjemnej atmosferze - czarny nastroj i zimne piwo.
          Dalismy rade i dzis sie z tego smiejemy, ale wtedy... Dopiero po dwoch dobach
          odespalem to wszystko i jak sie obudzilem, to dopiero do mnie dotarlo co sie
          stalo.

          Ale kuchni sie nie boje - dopiero pozniej sie gotowac nauczylem. Ale na
          przyklad frytowac nie lubie ;-)

          Roody
          ___________

          "Oddychasz warszawskim powietrzem
          To zupelnie tak jak ja"
          Partia.
          • u_ Re: Tragiczne pomylki w kuchni 03.04.03, 14:30
            roody102 napisa?:

            > Ale kuchni sie nie boje - dopiero pozniej sie gotowac nauczylem. Ale na
            > przyklad frytowac nie lubie ;-)

            ja mam podobnie po gotowaniu w szybkowarze, tzn gotowac w nim lubie,
            ale boje sie otwierac. kiedys gotowalam fasolke szparagowa, i juz mi sie
            wydawalo ze spuscilam cala pare i otworzylam go. na szczescie
            wiekszosc pary byla juz poza, polowa fasolki wyladowala w okapie, troche
            mi na rece. uraz pozostal.
            • Gość: Magda Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.03, 18:19
              olej olejem ale widzieliście kiedyś strzelające słoiki z kompotem z porzeczek?
              moja kochana mamusia robiła dla nas kompocik.porozlewala kompot do słoików,
              wstawiła je do garnka i poszła pogadać z tatą.a tu nagle jakiś wybuch w
              kuchni,dosłownie jakby bomba eksplodowała.biegniemy wszyscy do kuchnii a tam
              wszędzie porzeczki.cały syfit był w czerwonych kropkach,cała boazeria i
              wszędzie było pełno szkła.biedny tato.musiał to wszystko zeskrobać a potem jako
              tako zamalować.nie przypominam sobie żebym od tamtej pory piła kompocik z
              porzeczek roboty mojej mamy...
              • trinity66 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 21.11.03, 12:02
                ubawiłam sie setnie ;-))


                Też kiedyś miałam małą wpadkę. Będąc w liceum lubiłam piec ciasta. Miałam też
                bzika na punkcie maseczek na włosy. Pewnej soboty postanowiłam upiec karpatkę.
                Sama przygotowaywałam wszystko - krem też. Przed rozpoczęciem pieczenia
                nałożyłam sobie na włosy maseczkę z żóltek, olejku rycynowego, wit. E i
                nieoczyszczanej nafty. Maseczka była lekko płynna więc czasami coś wyciekło z
                pod ręcznika.

                Gdy ciasto było już gotowe i rodzina do niego wyciagneła swoje macki doszli do
                wniosku, ze krem trochę dziwnie pachnie. Okazało się, że moja maseczka z włosów
                wykapała do masy kremowej.

                Ochyda.......>
                • jagoda85 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 17.05.05, 20:50
                  ja mam całkiem niezłe doświadczenia w pieczeniu ciast, ale nigdy nie piekłam
                  karpatki, którą bardzo lubię, tak więc wzięłam przepis od koleżanki,
                  wypróbowany. Zabrałam się do robienia ciasta, w przepisie była tylko 1 szklanka
                  mąki, więc tak zrobiłam. Ciasto upiekłam, pofalowało się ładnie, no ale co
                  dalej, jak je przełożyć masą. Koleżanka miała takie ładne ciasto a ja nie
                  wiedziałam jak to zrobić, więc zaczęłam to ciasto przekrawać, no bo przecież
                  gdzieś tą masę musiałam włożyć. Ale się umęczyłam.Zadzwoniłam potem do
                  koleżanki z zapytaniem jak ona to ciasto przekrawała, okazało się, że ona z tej
                  ilości surowego ciato piekła dwa ciasta i nic nie przekrawała, Do dziś się ze
                  mnie śmieją i pytają jak jato ciasto mogłam przekroiłam.
              • trewa Re: Tragiczne pomylki w kuchni 29.11.03, 21:49
                Gość portalu: Magda napisał(a):

                > olej olejem ale widzieliście kiedyś strzelające słoiki z kompotem z porzeczek?
                > moja kochana mamusia robiła dla nas kompocik.porozlewala kompot do słoików,
                > wstawiła je do garnka i poszła pogadać z tatą.a tu nagle jakiś wybuch w
                > kuchni,dosłownie jakby bomba eksplodowała.biegniemy wszyscy do kuchnii a tam
                > wszędzie porzeczki.cały syfit był w czerwonych kropkach,cała boazeria i
                > wszędzie było pełno szkła.biedny tato.musiał to wszystko zeskrobać a potem
                jako
                >
                > tako zamalować.nie przypominam sobie żebym od tamtej pory piła kompocik z
                > porzeczek roboty mojej mamy...
                Mój wujek tak gotowal wiśnie ,ciotka zrobila słoiki i poszla do pracy na
                drugą zmianę a wujek miał zagotować i zrobił to tylko że przyszeł sąsiad z
                piwkiem i panowie zapomnieli o słoiczkach .
                Sufit trzeba było malować trzy razy tak te wiśnie wyłaziły z pod farby.
              • Gość: siostra Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.tsm.tarnobrzeg.pl 29.10.06, 01:47
                siostra pasteryzowała mięso w słoikach,a że wróciła z nocnej zmiany
                /pielęgniarka/na chwilkę się położyła i usnęła.Gdy się obudziła zobaczyła że
                woda wyparowała więc nie namyślając się długo dolała szybko zimnej.Szczęśliwie
                przeżyła wybuch,mięso na ścianach i suficie a ona cała w drobnych kawałkach
                szkła.Jako że służba zdrowia zachowała zimną krew i w sumie w miarę dobrze się
                skończyło.UFF...........
          • grey-pippin Re: Tragiczne pomylki w kuchni 29.09.04, 10:08
            moja mame odwiedzila sasiadka w czasie gotowania sloikow z kompotem, zagadane
            uslyszaly wybuch w kuchni, w kuchni bylo ciemno, a po chwili kiedy juz wszystko
            opadlo okazalo sie ze czeresniami oraz fragmentami szkla ze sloikow mamy
            inkrustowany sufit i wszystkie sciany :)
      • Gość: Speedy Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 217.17.35.* 21.10.04, 15:58
        Mojej znajomej niegdyś przydarzyło sie to samo. Miala wtedy chyba ze 12 lat i z
        kolezanką robily sobie frytki. Tez im wybuchly, plomien pod sufit itd. tak jak
        piszesz. Wpadly w poploch, wylaczyly gaz ale palilo sie dalej. Wiedzialy ze
        oleju nie mozna gasic wodą wiec probowaly... ziemią z doniczek :) w koncu
        zawolaly na pomoc sąsiadkę (moją mamę) która po prostu nakryła garnek pokrywką
        (zgasł momentalnie oczywiscie)
    • alluette Re: Tragiczne pomylki w kuchni 02.04.03, 08:59
      co prawda nie moja wpadka, ale co tam:
      mój aktualny mąż, wtedy jeszcze nastolatek, ze swoim ojcem byli na saksach w
      Szwecji. Zachciało im się upiec ciasto - znaleźli pudełko, na którym było
      narysowane ciasto, co nieco zrozumieli ze szweckiej instrukcji - dodać jajka,
      mleko, itd. Z całego opakowania upiekli ciasto - niezłe było, tylko strasznie
      rzadkie. I jak się potem dowiedzieli od znajomych Szwedów - nie było to ciasto
      w proszku, tylko proszek do pieczenia.... Dziwne, że się po tym nie pochorowali.

      pozdr.
      a
    • Gość: kucharz Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.anonymous.dialup.atcom.net.pl 02.04.03, 11:22
      moja matka poslodzila kiedys kompot z czerwonych porzeczek(i tak juz kwasny)
      kwaskiem cytrynowym.stal w puszce z napisem CUKIER i tak dosladzala i
      dosladzala a kompocik za chiny nie chcial sie oslodzic. sytuacja miala miejsce
      na wakacjach w mieszkaniu ciotk,a kwasek wyglada jak cukier.
    • Gość: Magdabi Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 217.153.88.* 02.04.03, 14:03
      Bardzo fajny pomysł, takie śmieszne rzeczy się przypominają, o których prawie
      już zapomiałam. No i jest co poczytać.

      1. Z koleżanką miałyśmy zrobić na imprezę sernik na zimno z owocami w galaretce
      na wierzchu. I wybrałyśmy kiwi, bo takie super dekoracyjne, i zieloną galaretkę
      agrestową. Sernik wylałyśmy do formy, na górze artystycznie rozłożyłysmy
      plasterki kiwi i zalałyśmy galaretką. I do lodówki. Po godzinie zagladamy a tu
      ciągle zupa a nie galaretka. Do tego część wypłynęła bo blacha nie stykała
      wszędzie równo. A kiwi zamiast leżeć grzecznie w wymyślonym wzorku pływało po
      wierzchu. Sernik pięknie stężał a galaretka ani ciut ciut. No to do
      zamrażalnika włożyłyśmy. Teraz sprawdzałyśmy co 15 minut. W głowie nam się nie
      mieściło, że nie wychodzi. To taki sprawdzony przepis (tyle, że nie na kiwi).
      Ostatecznie chyba coś tam lekko stężało, kiwi leżało jak chciało, wymęczone i
      nieco poszrapane bo usiłowałyśmy je jakoś poprzesuwać łyżeczką. No nie było
      specjalnie apetyczne. Nie wiedziałyśmy, że kiwi ma jakieś enzymy, które
      powodują, że zwykła galaretka na zwyczajnej żelatynie nie ścina się. Tego
      dowiedziałyśmy się zresztą po paru latach. Do tego po paru miesiącach przy
      rozmrażaniu zamrażalnika znalazłyśmy zielone ciągnace gluty i nie miałyśmy
      pojęcia co to jest za obrzydlistwo i skąd się wzięło. Taka kosmiczna plazma.
      Dopiero potem jakoś skojarzyłyśmy z galaretką i kiwi.
      2. Miałam całkiem spory słoiczek skrystalizowanego miodu, który był pyszny i
      postanowiłam go jakoś odzyskać. Przełożyłam do garnuszka, dolałam trochę wody i
      na ogień. Pomysł był b. dobry, tyle, że powinnam stać przy tym miodzie i
      czuwać. On sie b. szybko rozpuścił i to do konsystencji wody, i od razu
      wykipiał zalewając całą kuchenkę i okolicę. Doczyścić to potem takie klejące!
      Brrr.
      • Gość: gosc portalu Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: waprx* / 192.168.229.* 02.04.03, 14:51
        W czasach mojej szkoły podstawowej smażyłyśmy z moją koleżnką popcorn. Całą
        (!!!)zawartość torebki wysypałyśmy na patelnię, ale nie wpadłyśmy na pomysł, że
        trzeba patelnię przykryć. Popcorn zaczął skakać po całej kuchni, więc
        przerażone z niej uciekłyśmy, nasłuchiwałyśmy tylko czy jeszcze strzela. Po
        otworzeniu drzwi ... wyobrażacie sobie jak wyglądała kuchnia.
        Po kilku latach podczas remontu jeszcze można było znaleźć resztki owego
        popcornu.

        PS. Wałkowanie ciasta na naleśniki przyprawiło mnie o ból brzucha ze śmiechu.
      • Gość: ina_ina Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.alp01.telsat.wroc.pl 27.09.03, 16:13
        Z sernikiem na zimno też miałam pewną przygodę...
        Robiłyśmy go kiedyś z koleżanką, dawno temu, chyba w szóstej klasie byłyśmy. I
        wyszło nam wszystko bardzo pięknie, z tymże na opakowaniu było napisane, że
        gotowy sernik zalać galaretką. No to my, bardzo inteligentnie, zalałyśmy sernik
        zupełnie płynną galaretką. Ni i niestety cała ta galaretka spłynęła przez
        nieszczelny spód formy na stół, a ze stołu na podłogę...Zanim zdążyłyśmy
        wytrzeć tą ze stołu to na podłodze wszystko stężało:/ Sprzątałyśmy dobre dwie
        godziny:)
      • paskudek1 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 21.11.03, 10:13
        niestety, podobno udowodnione jest że owoce kiwi ROZWALA KAŻDĄ GALARETKĘ, możesz dodac wszystkiego ale broń Boże kawałeczek kiwi.
    • shanis Re: Tragiczne pomylki w kuchni 02.04.03, 16:10
      Wróciłam do domu i zjadłam pyszny makaron z kiełbaską prosto z garnka.Po chwili
      weszła moja mama i powiedziała ,że to było jedzonko dla psa...
    • amidala Re: Tragiczne pomylki w kuchni 02.04.03, 16:27
      Może to nie pomyłka, ani nie tragiczna, ale pokazuje jak wielkie pojęcie o
      gotowaniu miałam 10 lat temu. Jakiś miesięc po wprowadzeniu się z dwoma
      koleżankami do zupełnie nowego mieszkania, które wynajmowałyśmy na spółkę,
      przyszedł pan z gazowni odczytać licznik. Odczytał, bardzo się zdziwił, po czym
      zaczął sugerować, żeśmy przy nim majstrowały. Oburzone pytamy dlaczego?
      Usłyszałyśmy, że taka ilość gazu to nienormalnie mało, coś przecież musiałyśmy
      gotować. Zastanowiłyśmy się... no tak, raz gotowałyśmy zupę. Pan twierdzi, że
      nawet na zupę wyszłoby więcej gazu niż to, co zużyłyśmy. Po kolejnej chwili
      namysłu nieśmiało spytałam: "A na taką z proszku?" Pan się poddał, bo zauważył,
      że mamy elektryczny czajnik - w nim było grzana woda i zalewana zupka. I
      faktycznie, przez pół roku nie ruszałyśmy kuchenki nawet palcem, tylko raz
      podrzewałyśmy dom gazem, bo zimno było jak nie wiem co, a innym razem suszyłam
      nad gazem w ekspresowym tempie rajstopy. Dopiero potem zaczęło do mnie
      docierać, że gotowanie może być fajne. Dzisiaj gotuję jak szef kuchni. Nawet
      tiramisu mi ostatnio wyszło - od podstaw!

      • Gość: Agnieszka Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.chello.pl 02.04.03, 22:34
        Moja mama, ktora chciała zachęcic mnie do gotownia jest najsłodsza w
        tej historii:))Mialam wtedy moze z 14 lat i po raz pierwszy
        samodzielnie postanowiłam zrobic kluski slaskie.
        Nie sa trudne do wykonania.Wszystko szło mi swietnie.Ugotowałam
        ziemiaki z sola... sprobowalam po odlaniu czy aby na pewno odpowiednio
        slone...No nie bardzo... dosypałam jeszcze troszke do juz
        ugotowanych.Dodałam make, jajka i na wszelki wypadek ... jeszcze
        szczypte soli.Woda juz zaczela wrzec, naturalnie osolona:))kluseczki
        ugotowaly sie pieknie.Sprobowalam ... smakowaly swietnie, ale...jakby
        troche nie slone.Rozpuscilam maselko przesmarzylam buleczke tarta
        i...dodalam do okrasy jeszcze troszke... soli:))Nie wiem jakiego ja
        mialam smaka tego dnia, moze cos jadlam wczesniej i nie czulam tej
        soli, ale no... nie zalowalam jej do potrawy:))Pierwsza porcja byla
        dla mamy:))Patrzyłam z usmiechem jak zajada. Jadla i chwalila jakie
        pyszne:))Kiedy sama nalozylam sobie porcje myslalam, ze umre,no nie
        dalo sie tego jesc! Ale moja mama miala juz swoja porcje w
        brzuszku:)) nic sie nie dalo zrobic.
    • Gość: kachna Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.kalisz.mm.pl 02.04.03, 22:39
      Czytajac wasze maile az sie poryczalam ze smiechu.Super temat.Ja tez mialam
      kilka wpadek.
      1)Sasiadka dala mi przepis na ucierane ciasto z konfiturami i wiorkami
      kokosowymi. Podobno byl to przepis sprawdzony-zawsze sie udawal.
      Utarlam pracowicie ciasto, wylalam na blache, wypapralam chyba ze trzy sloiki
      pysznych konfitur i posypalam wiorkami wymieszanymi z bialkiem. Placuszek
      owszem upiekl sie, ale po pokrojeniu okazalo sie ze nie ma w nim ani grama
      ciasta. Zostaly na blaszce tylko konfitury i wiorki. Do tej pory nie wiem gdzie
      mi to ciasto wyparowalo. Na szczescie to co zostalo bylo w smaku OK i moj maz
      wyjadl sobie lyzeczka dzemik+wiorki.
      2) Moj kochany malzonek uwielbia wszystko co ostre. Pewnego dnia przygotowal na
      obiad pyszne spaghetti. Oczywiscie dodajac do niego duzo roznych przypraw.
      Spaghetti jak sie okazalo przy obiadku mialo jakis dziwny, egzotyczny smak.
      Moj maz dodal do sosu zamiast pieprzu mnostwo cynamonu!!!
      3)Watek z karpiami juz byl ale pamietam jak z siostra zabijalysmy karpia na
      wigilie. Ojciec mial przyjsc z pracy dopiero po poludniu a mama powiedziala ze
      ona nigdy w zyciu nie zabije. Siostra trzymala karpia a ja walilam go tluczkiem
      po lbie. Efekt byl taki ze karp mial leb totalnie rozharatany, ale nie byl ani
      troche martwy. Wpuscilam biedaka do wanny i tak sobie plywal z rozwalona glowa.
      Dopiero sasiad uratowal sytuacje.
      Inny watek z rybami-maz zlowil na wczasach pieknego wegorza, odarl go i pokroil
      a na drugi dzien chcialam go usmazyc. Z lodowki wyjelam pusty talerz bo kawalki
      wegorza rozpelzly sie po calej lodowce.Brr.
      4)Moja mama przygotowywala (jeszcze w czasach komuny)huczne imieniny. Napiekla
      mies, wedlin itp(towary deficytowe-zdobywalo sie je od "spekulantow"). Polozyla
      wszystko na stole i jeszcze szykowala cos w kuchni. A nasz piesek-wyzelek w typ
      czasie wszysciutko co do plasterka wyjadl z talerzykow.Goscie musieli sie obyc
      resztkami tych wspanialosci i ciastem.
      • Gość: Jarek Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 217.153.88.* 15.01.04, 12:19
        za głębokiej komuny, jak co roku w ramach przedświątecznych przygotowań została
        zakupiona ćwiartka świni, babcia wraz z mamą narobiła z tego szynek, dziadek
        uwędził i całość w formie zapasów absolutnie nie mieszczących się w żadnej
        lodówce stała sobie w wielgachnej miednicy w nieogrzewanej sieni.
        W wigilię wraz z rodzicami przybyliśmy do babci, tata od razu spuścił psa z
        łańcucha i (jak się później wydało) nie domknął za soba drzwi zewnętrznych...
        Po jakimś czasie, kiedy babcia poszła po dostawę wędliny okazało się, że
        miednica jest pusta...
        To były najpiękniejsze psie święta. Pies był tak zszokowany ilością łask, jaka
        na niego spłynęła, że nie wiedział co z tą ilością mięsa zrobić, więc
        praktycznie nic nie ponapoczynał, szynki znalazły się co do jednej: częśc
        zaniesiona do budy, częśc pochowana w ogródku w krzakach, a największej nie
        miał siły daleko zaholować, więc leżała na środku ogródka a obok niej ślady
        bardzo usilnych prób wykopania dołu. Na szczęście ziemia była przemarznieta...
      • moramslawno Re: Tragiczne pomylki w kuchni 01.05.05, 10:45
        MÓJ TATO TEŻ JAK BY MÓGŁ TO BY JADŁŻYLETKI.10 LAT TEMU BYLIŚMY NA WESELU,O 24
        PODALI BARSZCZYK TAK PIKANTNY ,ŻE KAZDY KTO SIE ODWAŻYŁ TO ZAPIJAŁ WODĄ,A MÓJ
        TATO TRADYCYJNIE ZA PIEPRZ ,POPIEPRZYŁ I JESZCZE PO ZJEDZENIU WYPIŁ
        MÓJ.OCZYWISCIE BEZ PASZTECIKÓW BO TO MU ZAWSZE PONOĆ ZABIJA PRAWDZIWY DMAK
        • Gość: koleżanka Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.tsm.tarnobrzeg.pl 29.10.06, 20:17
          Ojciec mojej koleżanki pod nieobecność żony zrobił sobie kanapki,obficie posypa
          ł szczypiorkiem.Zjadł i stwierdził że teraz szczypiorek jest jakiś
          bez smaku.Pokroił gałązki jakiegoś kwiatka .........,który stał obok tych ze
          szczypiorkiem.Szczęście że nie był trujący co wcale nie jest rzadkie wśród roślin.
      • Gość: ja Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.pkt.pl 24.01.06, 14:17
        apropo zwierzaków. to było kilka lat temu. moje 2 koty są mistrzami w sępieniu
        jedzenia i wchodzeniu w każde miejsce w domu. kiedyś miałem ochotę na smażoną
        wątróbkę. wyjąłem ją z zamrażalnika i zostawiłem na szafce żeby sie rozmroziła.
        oczywiście o niej zapomniałem i poszedłem spać. rano wszedłem do kuchni i
        zobaczyłem coś co przypominało scenę z niezłego horroru. kuchnia wyglądała tak
        jakby ktoś sie w niej wysadził w powietrze. w nocy koteczki zrobiły sobie
        wielkie żarcie. oczywiście nie zjadły wszystkiego tylko porozwlekały po całej
        kuchni. wszędzie były kawałki nieco pozasychanej po całej nocy wątróbki. na
        jakiś czas przeszła mi ochota na wątróbkę. od tamtej pory jak muszę zostawić
        coś mięsnego na wierzchu to wkładam to do foliowej torebki potem do miski i
        dokładnie przykrywam talerzem. niestety koty czasami są sprytniejsze ode mnie.
        czasami było tak że zamiast kotleta na obiad miałem jajko sadzone.
      • Gość: kasica Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.06, 12:53
        > 2) Moj kochany malzonek uwielbia wszystko co ostre. Pewnego dnia przygotowal na
        >
        > obiad pyszne spaghetti. Oczywiscie dodajac do niego duzo roznych przypraw.
        > Spaghetti jak sie okazalo przy obiadku mialo jakis dziwny, egzotyczny smak.
        > Moj maz dodal do sosu zamiast pieprzu mnostwo cynamonu!!!

        W kuchni greckiej dodaje się do "spaghetti" i innych potraw mięsnych cynamon. To
        nic niezwykłego!
    • Gość: Asia Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.bielsko.msk.pl 03.04.03, 00:10
      Miałam wtedy około 12 lat i byłam w 6 klasie podstawówki, gdzie przerabiało się
      gotowanie. Któregoś dnia chciałam pomóc w domu przy obiedzie, a mianowicie,
      postanowiłam, że zrobię sałatkę. Wzięłam się za krojenie cebuli - oczywiście
      zaraz zaczęłam się zalewać łzami. Ocierając je przypomniała mi się dobra rada
      nauczycielki usłyszana kiedyś na lekcji: żeby nie płakać podczas krojenie
      cebuli należy to robić nad gazem. Zadowolona, że jednak trochę na tych lekcjach
      uważałam, odkręciłam gaz, ustawiłam sobie deseczkę na stole tuż przy kuchence i
      zadowolona zaczęłam kroić. I nawet przynosiło to efekt! Dosłownie parę chwil
      później mama wróciła do domu i... aż zamarła wchodząc do kuchni, bo usłyszała
      syk uchodzącego gazu i zobaczyła mnie uśmiechniętą, zadowoloną stojącą tuż obok
      z cebulą w ręce... I było się o co złościć?! Chciałam dobrze, a prawie chałupe
      wysadziłam. Dopiero potem mi się przypomniało, że owszem nauczycielka mówiła,
      że aby nie płakać można kroić cebulę nad gazem, ale zapalonym...
      Do dzisiaj mi to wypominają!
    • Gość: Asia Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.bielsko.msk.pl 03.04.03, 00:14
      A, jeszcze jedno mi tu mama przypomniała. To było mniej więcej w tym samym
      wieku, miałam około 12 lat i chętnie robiłam zakupy w sklepie. Tak było i tym
      razem. Mama napisała mi na małej karteczce listę potrzebnych zakupów, a że
      kartka była mała, to trzeba było resztę napisać na jej odwrocie. Na dole
      karteczki mama zapisała: 2 kg śliwek... i dopisek "verte!" (tzn. odwróć).
      Poszłam do sklepu i dochodząc do końca karteczki powiedziałam: "Poproszę o
      śliwki... verte". Facet ze sklepu miał oczy jak młyńskie koła, a ja nie
      wiedziałam dlaczego. Dopiero w domu mama (leżąc na podłodze i zwijając się ze
      śmiechu) mnie uświadomiła, co znaczy to słówko verte, i że takie śliwki nie
      istnieją. A z drugiej strony było dopisane: węgierki, ale nie pomyślałam, że
      tam jest reszta zakupów.
      • kamaoka Re: Tragiczne pomylki w kuchni 21.11.03, 22:37
        tak z tym slynnym verte to i ja mialam problem - musialam biegac 2 razy hehe,
        czemu oni nie moga napisac po prostu "odrwocic" albo narysowac strzalki?:) skad
        oni to znaja? (ja jestem mat-infa w liceum wiec mzoe temu nien wiem, ale i tak
        mnie to ciekaswi:)
        • Gość: BEGOE Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.05, 13:24
          Po łacinie verte=odwróćić
    • Gość: Asia Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.bielsko.msk.pl 03.04.03, 00:18
      Moja młodsza siostra Agnieszka (wtedy 4-letnia) pomagała mamie robić kopytka. I
      była bardzo z siebie zadowolona. Kilka dni później miała imieniny i dostała od
      babci jakiś ładny prezent. Mama przeprowadzała z nią rozmowę na temat
      wdzięczności wobec babci:
      - Pamiętaj Agusia, że babcia jest dla ciebie zawsze bardzo dobra, zawsze o
      tobie pamięta, kiedyś powinnaś się jej za to odwdzięczyć.
      - Ale jak? (pyta Aga)
      - No wiesz, teraz nie ma jeszcze takiej potrzeby, ale kiedyś, jak będzie
      starsza i gdyby chorowała, to możesz jej choćby zrobić herbatkę...
      Na to Agnieszka ze łzami w oczach i głosie:
      - Ale jak ja to mam zrobić, kiedy ja dopiero umiem zrobić kopytka!
    • Gość: Agi Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: diablo.nsl* / 192.168.201.* 03.04.03, 10:35
      1.Moj pierwszy obiad tuz po slubie, mialy byc nalesniki z serem bialym na
      slodko. Dopiero co sie wprowadzilismy, zamieszanie ze sprzetem kuchennym i
      spozywczym i ja oczywiscie bardzo zakrecona :). Efekt taki ze moj swiezo
      upieczony maz otrzymal nalesniki na baaaardzo slono. Tak od serca wsypalam do
      sera soli. Czemu - nie wiem! Tlumaczenie ze myslam ze to cukier puder odpada -
      tak wyrafinowanych produktow spozywczych po prostu nie mielismy.
      2.I trzymajac sie tematyki zwiazanej z jedzeniem to przy robieniu zakupow udalo
      mi sie zgubic chleb a ostatnio szynke :). Jak i gdzie nie wiem. :)
      • Gość: Agi Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: diablo.nsl* / 192.168.201.* 03.04.03, 13:53
        I jeszcze mi sie cos przypomnialo. Byl taki czas ze bardzo dbalam o linie-
        wiecie malo tluszczow, slodyczy itd. Efektem tego byly takie 2 historie:
        1. Zostalismy z bratem sami w domu, a ja mialam gotowac. Brat zazyczyl sobie
        frytki. Stwierdzilam ze mu zrobie tylko po swojemu i ogranicze ilosc oleju.
        Ograniczylam dosc radykalnie i wyszly podsmazane ziemniaki. Brat byl conajmniej
        zdziwiony. Za to jak dietetycznie! :)
        2. Szlysmy z kolezanka na taka malo impreze urodzinowa i wymyslilysmy ze oprocz
        prezentu zrobimy tort. Brzmialo nie zle, ale zadna z nas nie umiala upiec nic,
        wiec stanelo ze zrobimy pischinger, tyle ze to tez debiut. Wafle kupine, ale
        problem z masa. Kolezanka mowi ze pewnie tam maslo trzeba dodac, a ja ze nie
        koniecznie (bo tlusto) i ze czyms innym zagescimy. I ... po dlugich debatach
        zagescilysmy najpierw maka pszenna (zabraklo)a potem krupczatka :). Co bede
        pisac dalej jak dotarlysmy do kumpeli to masa dobrze juz zastygla i trzeba bylo
        duzo sily by ugrysc to cos. To bylo okropne! Ale co sie usmialysmy to nasze!
    • koko8 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 03.04.03, 13:33
      pomylka mojego taty:
      wstal rano, jeszcze z mama spalysmy, i przygotowal sobie sniadanie SAM,
      po sniadaniu opowiada mamie: usmazylem sobie kaszanke, ale mamuniu - kompletnie
      bez smaku byla,wiec dopieprzeym, nakroilem cebuli, przyprawilem ziolami -
      wysmienita! wezcie sobie, jeszcze sporo wam zostawilem... mam blada zaglada do
      lodowki- rezczywiscie- karma psia (czyli kiszka wypchana bog-wie-czym, do tego
      niezle smierdzaca, jak to psie zarcie) zniknela z lodowki, za to pieknie
      oblozona cebula prezentuje sie na patelni :-)), mam do tej pory nie powiedziala
      tacie co zjadl z takim apetytem...
    • Gość: Annette Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.at.ibm.com 03.04.03, 14:53
      Zdażyło mi się robić mazurek krówkowy. Robiłam go raz, kilka lat wcześniej, z
      przepisu, ale w burzliwych kolejach losu przepis zaginął. Postanowiłam więc
      zrobić go z pamięci. Do zrobienia masy krówkowej należało zamkniętą puszkę
      mleka skondensowanego gotować w garnku z wodą, co też uczyniłam. Kiedy puszka
      była już ugotowana jak trzeba, wzięłam otwieracz do konserw i wbiłam w puszkę.
      Usłyszałam przeraźliwe pffffffrrrrrrr i... cała gorąca masa krówkowa wylądowała
      na ścianach i na mojej głowie! Na szczęście większość poszła na włosy, więc
      poparzenia nie były rozległe.
      Ta część przepisu, która umknęła z mojej pamięci, głosiła: puszkę otwierać po
      dokładnym wystudzeniu...
      • Gość: siwa Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 217.20.193.* 03.04.03, 16:17
        moja niedoszla "wpadka" z zupa. niedoszla, bo skonczyla sie na szczescie
        dobrze :-)

        bardzo lubie tresciwe zupki z ogromna iloscia roznistych warzyw. zrobilam
        warzywne zakupy w sklepie, rozlozylam wszystko na stole i zabralam sie za
        krojenie. na stole mialam kilka talerzy, do ktorych wrzucalam rozne pokrojone
        warzywa, a do jednego wrzycalam lupiny i inne warzywne odpadki. do zupy
        powedrowaly najpier warzywa, ktore musza sie dlugo gotowac, a na koniec
        zostawilam sobie kalafior i kapuste (wrzucam zawsze na koncu, bo nie lubie jak
        sie rozgotuja). w koncu przyszla kolej na kapuste. wzielam talerz i juz mialam
        wlozyc cala zawartosc do zupy, kiedy okazalo sie, ze oprocz pieknie
        poszatkowanej kapustki w srodku sa tez inne odpadki warzywne, ktore
        powrzucalam do talerza z kapusta. na szczescie zorientowalam sie w pore :-),
        przebralam kapuste, wyplukalam i zupka byla pyyyyyyyycha :-). duzo nie
        brakowalo i ugotowala bym na obiad "zupe odpadkowa" hihihi
      • Gość: nova Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.klc.vectranet.pl / 195.85.229.* 30.04.05, 01:23
        mama i ja też chciałyśmy kiedyś zrobić mazurek krówkowy tyle, że według innego
        przepisu. mianowicie należało rozpuścić "krówki" w niewielkiej ilości mleka...
        ponieważ to miał być nasz debiut, a nie miałyśmy żadnych proporcji - wszystko
        miało być na oko - długo sprzeczałyśmy się, która ma go zrobić (tzn. która ma
        oberwać jeśli nie wyjdzie...). kłóciłyśmy się parę dni, aż problem rozwiązał
        mój brat - zjadając "krówki" :>
    • Gość: ethlin Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.04.03, 19:01
      1) Jak byłam mała jeździliśmy na działkę do wujka. Któregoś razu postanowiłam
      napić się z gwinta Spritu, tyle że to nie był Sprite a 2 litry benzyny w
      butelce po tymże napoju...
      2) Mój brat usmażył jajecznicę na miodzie (no comment...)
    • Gość: ksia78 Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.04.03, 09:48
      Lat temu czternascie moja Mama lezala na porodowce. Jechalismy do niej w
      odwiedziny, a ze to byl karnawal, postanowilismy z Tata zrobic faworki.
      Faworki zrobione, ale nie ma cukru pudru. Czas goni, trzeba juz jechac, szukam
      wiec po wszystkich szafkach tego cukru pudru. Nagle krzycze do Taty:
      -Mam!!!
      -No to posyp, tylko tak duzo, bo Mama lubi!

      I posypalam. Maka ziemniaczana.
      Odkurzaczem ja potem Tata sciagal, nie dala sie.
      Pozdrawiam
      • Gość: ksia78 Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.04.03, 10:32
        A prawie cztery lata temu, jak tylko moj obecny maz zaczal przyjezdzac do mnie
        w kawalerke, zdarzyla sie taka historia:

        Wychodzilam po niego na dworzec, Mama tez gdzies akurat wychodzila.
        Powiedziala, ze zupa stoi na kuchni. Byl to barszczyk bialy.
        Przyszlismy z lubym, odgrzalam barszczyk, nalalam, dziwny byl, ale zjedlismy,
        Jurek nic nie powiedzial ani sie nie skrzywil.

        Mama wrocila i spytala:
        -To co, nie jedliscie jezcze zupy?
        -Jedlismy.
        -No jak to, przeciez nie gotowa. Nie dalas smietany ani maki?

        Dobil mnie moj luby, oswiadczajac:
        -Ja tak widzialem, ze ten barszcz inny, ale pomyslalem, ze moze to tak po
        radomsku...

        Ale ozenil sie ze mna i tylko czasem mi to wypomina...
        • Gość: elask Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.radom.cvx.ppp.tpnet.pl 04.04.03, 17:47
          będąc już doświadczoną gopodynią postanowiłam zrobić na niedzielny obiad
          roladki z kurczaka, a ponieważ odwiedził nas kuzyn ( kawaler) to robiłam tego i
          na wynos. Blat, na którym rozklepywałam te piersi jest nieduży, ustawiłam sobie
          talerzyki , deskę itp, rozklepuję, rozklepuję, widać już koniec i naraz ręka mi
          poleciała trochę dalej, tłuczek trafił w tależyk, talerzyk był z duraleksu...
          stłuczki były wszędzie, na obiad było po kotleciku z tych co ocalały na spodzie.
          • kicia7 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 06.04.03, 19:24
            Moja koleżanka dodała do zupy ogórkowej mąki kartoflanej. Chętnych na kisielek
            ogórkowy nie było.
            Ja natomiast ubijałam taki zachodni wynalazek - śmietanę do ubicia z fabrycznym
            dodatkiem smaku miętowego. Ubiła się za dobrze - na masełko o smaku mięty też
            jakoś nie było chętnych.
    • Gość: gregory Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.szpital-bielany.torun.pl 06.04.03, 19:50
      Moja żona ma w zamrazarce rozmaite półprodukty przygotowane na "wszelki
      wypadek" m.in utarty żółty ser do zapiekanek, pizzy itd oraz- w podobnym
      opakowaniu- gotową już tzw.kruszonkę do drożdżówki. Nie muszę dodawać że gdy
      moja 12 letnia córka upiekła rzeczoną drożdżówkę i poprosiła żonę o kruszonkę
      to otrzymała zamrożony ser i posypała nim drożdżówke- była w smaku bardzo,
      bardzo dziwna. Pozdrawiam
    • Gość: alka Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.lodz.dialog.net.pl 06.04.03, 22:17
      pamiętam jak wiele lat temu na święta Wielkanocne upiekłam mrówkowca (to takie
      ciasto proszkowe do którego się dodaje suchy mak i potem jest ciasto z takimi
      czarnymi kropkami).Mieszkaliśmy wtedy w domku z ogródkiem i to ciasto po
      upieczeniu wystawiłam na dwór żeby odparowało czy coś takiego. Na podwieczorek
      przyszedł do mnie jeden koleś co to niby mieliśmy się ku sobie. Oczywiście
      zapodałam na stół herbatkę ,ciasta świąteczne a wśród nich ten nieszczęsny
      mrówkowiec,przyniesiony z dworu.Koleś zaczyna jeść i nagle pyta mnie z ogniem w
      oczach co to za ciasto ? ja mu na to: mrówkowiec .Patrzę a po jego talerzu
      biegają prawdziwe mrówki które skubane powłaziły tam kiedy "odparowywał" więcej
      się już nie spotkaliśmy..... :)
    • Gość: Magdabi Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 217.153.88.* 07.04.03, 13:32
      Moja koleżanka uczyła się w kuchni do egzaminu. Żeby nic jej nie rozpraszało,
      zwłaszcza płaczące dziecko brata, włożyła sobie w uszy stopery. Takie różowe do
      formowania. W pewnym momencie zrobiła sobie przerwę, wyjęła stopery, położyła
      je na brzegu stołu w kuchni i wyszła. W międzyczasie do kuchni wszedł tato,
      pokręcił się trochę, zobaczył różowe na stole i zjadł! Myślał, że to jakieś
      cukierki luzem. Podobno specjalne nie były, ale szczególnie zniesmaczony nie
      był. Nawet jak się dowiedział.

      Aha, wiem, że to nie ma specjalnego związku z kuchennymi, chociaż właściwie
      krochmal to mąka ziemniaczana, ale zdarzyło sie 3 dni temu i jestem pod
      wrażeniem. Poprosiłam mojego mężczyznę żeby uruchomił pralkę i do ostatniej
      przegródki wlał krochmal. On policzył sobie od końca i wlał krochmal do
      pierwszej - do prania wstępnego. I jakoś przypadkowo pralka nagle stanęła.
      Każdorazowo przy włączeniu wyłączał się główny bezpiecznik w mieszkaniu. W
      środku mokre pranie, woda, proszek, wszystko się klei. Trzeba było wezwać
      fachowca. Okazało się, że to podgrzany krochmal wszystko zatkał i zalepił:))
      • Gość: Andrzej Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.chello.pl 07.04.03, 20:50
        Wpadka niestety ( na szczęście ) nie moja, ale mojej serdecznej przyjaciółki.
        Otórz obiecała własnemu dziecku na święta wafle przekładane masą karmelową
        (mogę się gubić w szczegółach bo gotować umiem tylko wodę ). Późno wróciła z
        pracy, zmęczona, ale dziecku obiecała. Wstawiła puszkę skondensowanego mleka
        do garnuszka z wodą i na gaz. Dziecko już spało i moja przyjaciółka też... Nad
        ranem blokiem wstrząsnął potężny huk... Skończyło się na generalnym remoncie
        kuchni ( tapetowanie i podwieszany sufit), bo to cholerstwo spod farby
        wyłaziło.
        Anka, pozdrawiam serdecznie :-)))
        • Gość: Andrzej Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.chello.pl 07.04.03, 20:53
          Właśnie przeczytała to moja żona, polonistka - to dopiero jest wpadka !
          • Gość: -ImAgInAcJa- Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.crowley.pl 07.12.04, 23:46
            Niestety nie jestem najlepszą (czyt.okropną) kucharką i dlatego wpadek mam
            sporo... :P Zdarzyło mi sie na przykład gotować ziemniaki na obiad, niestety
            zaabsorbowana innymi zajęciami kompletnie o nich zapomniałam. Przypomniałam
            sobie po czasie , gdy doszedł do mnie zapach przypalających się ziemniaków
            (woda wyparowała i zaczęły się przypiekać :P)
            Innym razem robiłam żurek z torebki. Nie dość że zrobiły mi się grudki to
            jeszcze połowa wygotowała się :-x
            jednym słowem ratuj sie kto może kiedy jestem w kuchni :P
            pozdrawiam
          • Gość: pgosia Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.chello.pl 14.07.06, 14:19
            Wpadka to jest, jak się znajduje jeden błąd w logicznie i poprawie napisanym
            tekście, a później nie wiadomo po co się go wypomina. Pewnie nie mialeś nic
            ciekawszego do powiedzenia? Żonie-polonistce współczuję męża-sztywniaka.
        • tuti witam w klubie 20.10.04, 12:33
          robilam karmelowa mase z mleka w puszce, by zaoszczedzić ( na cyzm???)
          postanowilam , nie jak zwykle, kilka godzin pilnowac puszki w garnku z wod,a,
          tylklo zrobic w kombiwarze.
          Po wybuchu, wygieciu sie blachy w kombiwarze, spiżarnia ( na szczescie nie nowa
          kuchnia) byla, co tu delikatnie mowic, obsrana :)
      • isis! Re: Tragiczne pomylki w kuchni 08.04.03, 01:34
        Gość portalu: Magdabi napisał(a):

        > stopery. Takie różowe do formowania.
        > tato zobaczył różowe na stole i zjadł!
        > Myślał, że to jakieś cukierki luzem.

        O, to mi się też coś takiego przypomniało! Kilka lat temu szwagier z rodziną
        przeprowadzali remont i musieli mieszkać u nas. Mój siostrzeniec miał podczas
        tego pobytu u nas niemiłą przygodę. Ubierając się do szkoły przyciął sobie
        suwakiem od spodni siusiaka. Po wizycie u lekarza miał zalecenie płukać 2 razy
        dziennie rivanolem i rumiankiem. Ja mu ten rumianek parzyłam, a on brał go ze
        sobą w kubeczku do pokoju i po wypłukaniu kładł koło łożka.
        Jego ojciec (szwagier) wracał późno z budowy. Wrócił, zajrzał do pokoju syna,
        zobaczył soczek i... wypił. Skrzywił się, bo nie lubił rumianku, ale nie
        wiedział, że jest po płukaniu w nim siusiaka... :))))))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka