Dodaj do ulubionych

Tragiczne pomylki w kuchni

    • Gość: Paweł Z. Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 195.117.149.* 08.09.03, 13:50
      Kiedyś gotowałem obiad na campingu. Poszedłem do lasu, nazrywałem trochę
      grzybów i zacząłem gotować zupę grzybową. W pewnej chwili zauważyłem, że zupa
      jakoś dziwnie pachnie... Wodę do zupy dolewałem z butelki - miałem kilka
      butelek z wodą w przedsionku namiotu. Tylko że akurat omyłkowo wziąłem butelkę,
      w której była jakaś oranżada. :-) Zupę zjadłem, ale smak pamiętam do tej pory.
      • truscaveczka Re: Tragiczne pomylki w kuchni 13.07.04, 16:41
        Cóż, ja próbowałam zrobić naleśniki. Z pianą, bo moja mama takie robi.
        Wychodziły mi potwornie grube. I nie przyszlo mi do durnego łba, że to zależy
        od ilości mleka w cieście. Tylko, że ja miałam wtedy 14 lat, a koleżanka,
        której to samo dzisiaj tłumaczyłam, ma 45 i doktorat :)
        Pozdrawiam, Truscaveczka
        • grey-pippin Re: Tragiczne pomylki w kuchni 29.09.04, 12:14
          > a koleżanka, której to samo dzisiaj tłumaczyłam, ma 45 i doktorat :)

          dlatego ma pewnie ten doktorat w innej dziedzinie niz kuchnia :)
    • ruthel Re: Tragiczne pomylki w kuchni 13.09.03, 14:11
      usmażyłam kotlety na occie bo był w bardzo podobnej butelce jak olej
      • Gość: siwa Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 62.65.141.* 13.09.03, 15:33
        kilka lat temu moj brat robil sobie chlodnik ze szczypiorku. doprawial go i
        doprawial i w koncu mowi do mamy, ze to wcale nie jest kwasne. okazalo sie, ze
        zamiast octem probowal zakwasic go sobie wodka :-)
    • Gość: luna16 Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.dip.t-dialin.net 14.09.03, 18:32
      Jak wiekszosc czytajacych poplakalam sie ze smiechu:)Dorzuce swoje:
      1.Moje dzieci jak byly mniejsze chcialy mi podac sniadanie do lozka-poniewaz
      wiedzialy ze lubie chleb z bialym serkiem i odrobina dzemu i kawe z mlekiem
      wiec dzielnie podaly na tacy do lozka-serwetki,kwiatki itp-ale serek pod dzemem
      truskawkowym byl chrzanowy a kawa zalana woda z kranu-dzielnie musialam
      sprobowac i pochwalic:)
    • Gość: milka Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.adslplus.ch 28.09.03, 19:02
      Ciocia moja kochana obtoczyla kotlety schabowe w zelatynie zamiast w bulce
      tartej i podala nam na obiad :) (nieumyslnie rzecz jasna)
      A ja upieklam ciasto 'ktore zawsze sie udaje' i wyrzucic musialam cale do
      kosza.. Duuuuzo pozniej okazalo sie ze dodalam drozdzy w proszku zamiast
      proszku do pieczenia :(
    • Gość: kohol Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.crowley.pl 06.11.03, 17:28
      UP!
      • aniel Re: Tragiczne pomylki w kuchni 07.11.03, 10:37
        niedawno robilam po raz pierwszy kluski na parze,
        podczas parowania kluski najpierw rosly a póżniej opadaly, myslalam,ze jak z
        pieczonym ciastem- opadaja bo za krotko parowane- i wciaz wydluzalam czas (do
        8 min) okazalo sie,ze powinnam je parowac 4 min, a opadaja bo za dlugo :)

        rodzince i tak smakowaly chociaz bardziej przypominaly knedliki
    • Gość: Kasia Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.crowley.pl 07.11.03, 10:52
      Miałam chyba 8 lat, robiłam domowe porządki, wycierałam kurze, odkurzyłam
      telewizor, przetarłam ramy obrazów, regały teżbyły brudne...słowem naczyściłam
      się dużo, szmatka była pewnie czarna i bardzo było mi jej szkoda, że się tak
      wyświniła, wrzuciłam ją do czajnika, niech się biedaczka dopierze w czystej
      wodzie, przecież każda dziewczynka wie, że brudne ścierki trzeba wygotować, do
      dziś pamiętam kolor i zapach herbaty, szklanka brunatnej,śmierdzącej cieczy i
      mina taty, który po obiadku zaparzył sobie herbatkę.
      • mikro_ekonomia Re: Tragiczne pomylki w kuchni 01.06.04, 16:14
        Pomylilem Olej z Octem
        i przypalime ryz
        Macias
    • Gość: ancymonka Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 195.116.95.* 07.11.03, 12:47
      1. od czasu do czasu robię ciasto, które składa się z trzech osobno upieczonych
      placków, przełożonych masą budyniową. W przepisie jest, by dodać kwasku
      cytrynowego, ale nigdy nie dodawałam, bo zapominałam kupić. Aż przed świętami,
      chyba ze 2 lata temu, kwasek zagościł w kuchni i to w formie dużej torebki,
      takiej, jak budyń. Wylepiłam blachę ciastem - te 3 razy - a to ciężka i żmudna
      robota, bo ciasta jest jak na lekarstwo, po wylepieniu widać przez nie blachę,
      bo warstewka ma być cieniutka, tak, by po upieczeniu miała około 1 cm grubości.
      Roboty przy tym dość dużo. No więc elegancko wylepiłam, upiekłam, zrobiłam masę
      no i przyszedł czas na ten nieszczęsny kwasek. Wsypałam całą paczkę - po
      trochę, ale to trochę to wydawało mi się wciąż za mało. Oczywiście masy nie
      spróbowałam, bo nie mam takiego zwyczaju :). Po kilku godzinach dochodzenia
      ciasta w lodówce wyjęłam je dla spróbowania... kwas!! Wpadłam na pomysł zdjęcia
      warst ciasta i potężnym obsypaniu masy budyniowej cukrem pudrem... Nic z tego
      nie wyszło, bo ciasto było nasączone i przez to miękkie... Świąteczne ciasto
      skończyło swój żywot w śmietniku.
      2. koleżanka dała mi przepis na sernik. Masa serowa wyszła przepyszna -
      puszysta, z bakaliami, cudo. Dodawało się do niej żółtka, zas białka można było
      ubić, dodać wiórki kokosowe i pod koniec pieczenia umieścić to na cieście i
      zapiec. Ciasto piekło się pięknie, wysokie, rumiane, pachnące... No to teraz
      piana. Żeby się dobrze ubiła, dodałam na początku soli, ale tak konkretnie, z
      pół łyżeczki... Kiedy już ciasto wraz z pianą się upiekło, ułamałam kawałek
      pianki, jaki został na blaszce przy wylewaniu. Co to takie słone? O co
      chodzi?... Zdrapałam pianę łyżeczką, posypałam grubo cukrem pudrem, ale sama
      nie spróbowałam ani kawałeczka, bo znienawidziłam to ciasto przez tę sól...
      3. wzięło mnie na kluski po śląsku, których nigdy nie robiłam. Do tego miał być
      sos pieczarkowy, choć nie wiem, czy to można nazwać sosem - smażone pieczarki
      zabielone śmietaną z mąką. Uformowałam śliczne kluseczki, nastawiłam wodę, w
      tym czasie pieczarki już się smażyły. Dolałam do nich śmietany... samej. Myślę
      sobie: co to za ser i czemu tak śmierdzi. Aaaaa... mąka! No do dawaj - mąka
      wprost z torebki na patelnię! Powstał twardy glut, który od razu wylądował w
      śmietniku. Skąd ja teraz wezmę sos? Trzeba lecieć do sklepu. A że akurat woda
      na kluseczki zaczynała wrzeć, wrzuciłam je, pomyślałam, że z 5 minut to na
      pewno będą się gotować, to przecież ja w tym czasie trzy razy zdążę obrócić do
      sklepu. No i obróciłam - raz. W domu zastałam zupę ziemniaczano-mączną, której
      nie dało się wylać, tak było to gęste... Na szczęście zostało kilka klusek
      surowych, bo nie wszystkie mi się zmieściły, ugotowałam je już w miarę dobrze,
      do tego zrobiłam sos z torebki... I tym poczęstowałam narzeczonego, którego
      zaprosiłam na obiad :).
    • magda_s4 Podnoszę wątek do góry :-) 18.11.03, 22:29

    • _kasia_ Re: Tragiczne pomylki w kuchni 20.11.03, 08:20
      Wspominałam niedawno o tym wątku w szerszym gronie.
      Mówiłam, zarykując się przy tym radośnie, że ludzie moczą makaron przed
      gotowaniem i wałkują ciasto na naleśniki.
      Wszystkie obecne panie ubawiły się, oprócz jednej, która przy naleśnikach
      zrobiła niepewną minę, czyli popadła w konsternację.
      Po godzinie oznajmiła głośno, szczęśliwa z odkrycia
      - już wiem, ciasto na naleśniki jest takie bardziej rzadkie i jest lejące :)
      Dodam tylko, że pani koło 40 -stki, matka dzieciom :))
      • Gość: Jarek Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 217.153.88.* 15.01.04, 14:30
        > Mówiłam, zarykując się przy tym radośnie, że ludzie moczą makaron przed
        > gotowaniem i wałkują ciasto na naleśniki.
        > Wszystkie obecne panie ubawiły się, oprócz jednej, która przy naleśnikach
        > zrobiła niepewną minę, czyli popadła w konsternację.
        > Po godzinie oznajmiła głośno, szczęśliwa z odkrycia
        > - już wiem, ciasto na naleśniki jest takie bardziej rzadkie i jest lejące :)


        O przepraszam bardzo, w Turcji ciasto na tradycyjne naleśniki sie wałkuje, w
        dodatku w bardzo ciekawy sposób (za pomoca cienkiego okrągłego kija na który
        ciasto się nawija i odwija).

        J.
    • Gość: Mniam Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.range81-152.btcentralplus.com 20.11.03, 17:10
      Na wakacjach - kuchenka elektryczna nie dzialala a wielka mielismy ochote na cos
      slodkiego. Postanowilismy ugotowac budyn w czajniku bezprzewodowym...
      • Gość: only Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.kabel.telenet.be 21.11.03, 07:59
        Kiedys postanowilam przygotowac dla znajomego szybki obiad: stek, ziemniaki, i
        do tego salata. Wszystko przygotowane, ja swoja porcje juz zjadlam, a znajomy
        dolozyl sobie jeszcze troche salaty, o czyms tam rozmawiamy, a tu nagle
        patrzymy na jego talerz: z salaty wymaszerowaly dwie zielone glistki....

        Znajomy uwielbia krewetki. Mial w zamrazalniku i od czasu do czasu rozmrazal i
        sobie pojadywal. Ktoregos dnia tez postanowil sobie troche rozmrozic, a ze byla
        zima i grzaly kaloryfery, postawil talerz z zamrozonymi krewetkami na
        kaloryferze. Po trzech dniach w domu zaczelo czuc rozkladajaca sie ryba, ale
        sklonna bylam przypuszczac ze to z ryby z obiadu. Z dnia na dzien smrod robil
        sie wiekszy i wiekszy, ale zrodla nie mozna bylo odgadnac. Po jakims tygodniu
        odkrylam ta miseczke z krewetkami za zaslona na super rozkreconym kaloryferze.

        Do znajomej przyjechali goscie z pieskiem, a bylo to jakis czas temu, kiedy
        sucha karma typu Pedigree nie byla taka popularna. Goscie nakarmili pieska, a
        miseczke oraz opakowanie karmy odstawili gdzies w koncie na szafce. Wrocily
        corki znajomej, i sadzac ze to ciaseczka ktore przywiezli goscie dla nich,
        wyjadly wszystko.

        Sasiad robil sobie jajecznice a wsrod jajek ktore wbil na patelnie bylo jajko z
        jeszcze niewyklutym, ale za to dorodnym juz kurczaczkiem.

        Nie kulinarny, ale skojarzylo mi sie z tym krolikiem, polewanym wrzatkiem...
        mieszkalam na wsi i mielismy gesi, ktore normalnie dostarczaly pierza, ale to
        dopiero w dalszym procesie, kiedy z gesi byl robiony obiad. Jest cos takiego ze
        gesi czasem gubia piora, wiec niektorzy podskubuja gesi, czyli zbieraja z gesi
        te piorka ktore jeszcze sie na gesi trzymaja, ale tak naprawde nie rosna juz na
        nej, i mozna je podebrac. Mojej siostrze wpadlo cos do glowy razu pewnego, zeby
        tez podskubac jedna z gesi (siostra w sumie byla juz dorosla w tym czasie).Ale
        w sumie widocznie nie wiedziala na czym to podskubywanie polega. NO i oskubala
        ges na zywca praktycznie ze wszystkich pior....:((( Ges niestety musiala isc na
        obiad, bo z bolu nie byla w stanie juz chodzic....

        Zreszta co do siostry, to cale jej gotowanie to jedna wielka tragedia, jest
        zupelnym antytalentem kucharskim, a co gorsza ciagle probuje gotowac....:)

        • Gość: hihihihI Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 213.227.102.* 24.11.03, 07:22
          to ciekawy ZNAJOMY który u ciebie w domu stawia talerz na kaloryferze !
          a moze to jednak nie był znajomy tylko PRZYPADKOWY PRZECHODZIEŃ?
        • Gość: znajoma Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.tsm.tarnobrzeg.pl 29.10.06, 22:48
          Koleżanka mamy z pracy nieraz ukradkiem podjadała im to co sobie przyniosły do
          zjedzenia.Pewnego razu zjadła karmę dla żółwia z komentarzem -"jakieś
          niedoprawione te ciasteczka"
      • Gość: Puchatek Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.jezuici.pl 11.02.04, 12:40
        Ooooooooodjazd!!! ;)

        1. Na jakiejś wyprawie, w małej chatce w puszczy, gotowaliśmy zupę. Gość,
        który wyprawę organizował, kazał każdemu wziąć torebkę zupy w proszku,
        tylko... nie powiedział, jakiej. Więc każdy miał inną.
        Co robić - władowaliśmy to wszystko do gara, wyszła "zupa mieszana". A że
        miało być tylko jedno danie - postanowiliśmy ją zagęścić. Kiełbaska? Czemu
        nie. Parówki? Do gara. Schabik pieczony ktoś miał? Chlup. Serek topiony?
        Jasssne.
        A jeden kumpel, stary kawalarz, patrzył na to wszystko, patrzył, pomyślał i...
        wrzucił do gara pudełko kredek. Świecowych, chińskich. Na nasz wrzask bez
        słowa pokazał pudełko, na którym stało napisane "non toxic".
        Próby wyłowienia nic nie dały - kredki się rozpuściły, zostały tylko papierki.
        Zjedliśmy to, dobre było. I nikt się nie struł...

        2. Miałem chyba ze 12 lat, rodzice wyszli, coś miałem sobie odsmażyć na obiad.
        Zapalił mi się olej na patelni - nawet nie tak znowu strasznie. A ja,
        oczywiście, łap za patelnię i buch ją pod strumień zimnej wody. BUUUUCH! Jak
        mama wróciła, to się zdziwiła, jak sobie opaliłem rzęsy i brwi ;)

        3. Brzmi jak dowcip, ale autetyk - mój kumpel (miał wtedy 15 lat) jak został
        na parę dni sam (rodzice wyjechali), to któregoś dnia w szkole mówi mi: Stary,
        nie rozumiem. Chciałem sobie zrobić jajka na miękko. Ale zawsze mi wychodzą na
        twardo.
        Ja: A jak długo gotujesz?
        On: Kurcze, ostatnim razem to już gotowałem prawei 40 minut, a i tak były
        twarde!

        4. Była u mnie dziewczyna. Robiłem kawę. Taką prawdziwą, z ekspresiku
        typu "zanzibar" - stalowy pojemniczek, koszyczek na kawę, sitko, górny
        pojemniczek w którym zbiera się gotowa kawa.
        Siedzimy w kochni, romawiamy, romantycznie jest... Ekspresik zaczyna
        bulgotać... I nagle SRRRRRRUUUUUU! I cała kuchnia w czarne kropki. Moja
        ukochana też (a miała jasną kieckę!). Sufit. Kuchenka. Podłoga. Pies
        (zdziwiony). A my oboje - jak piegowaci.
        Co się okazało? Oczywiście zapomniałem założyć tego górnego sitka przed
        zakręceniem ekspresu...
        Ale obciach! Na szczęście dziewczyna miała poczucie humoru - od prawie 5 lat
        jest moją żoną. A numer z kawą powtórzyłem jeszcze dwukrotnie - raz w tydzień
        po ślubie, a drugi raz... tydzień po przeprowadzce, w zupełnie nowej kuchni.
    • paskudek1 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 21.11.03, 10:11
      wątek jest przecudowny, uśmiałam się kilkakrotnie do łez.
      A teraz cos z mojej rodzinki, nie wyłączając mnie:)
      1. dawno, dawno temu, mieszkająca z nami "cioteczna babcia" gotowała nam obiadki. Może wykwintna kuchnia to nie była ale całkiem smaczne. iedys ugotowała kopytka na.... mleku w proszku, taki z paczek :) było w zwykłej torebce w kuchennej szawce. Długo się awanturowała że sie jej nie chcą zrobić.
      2. moja kochana mamusia smażąc wegorza uciekała przed rybką, gdyż jak wiadomo - smażony węgorz lubi skakac na patelni
      3. osobiście, juz jako nastolatka w szkole średniej otrzymałam od mamy następujęce instrukcje przez telefon "córcia na kuchni stoi garnek z ugotowanymi grzybami. Odcedź je". Oczywiście, wzorem niejednego z ego forum co zrobiłam??? Odcedziłam cały, piękny wywar z grzybków, przygotowany na zupkę do zlewu. A miała być grzybowa. Dostałam delikatny ochrzan od rodzicielki ale ubaw był niezły :)
      4. nie tak dawno cioteczna siostra, dorosła, mężata i dzieciata robiła pod nieobecność całej rodziny ogóreczki konserwowe. Byłyby super gdyby dodała octu do zalewy:)
      5. osobiście ugotowałam doskonały krupnik, duży gar bo okres był jakiś świąteczny i rodzina z wizytą. Wszystko było super, zupka świetna bo krupnik umiem gotować tylo..... po ostatnim spróbowaniu zapomniałam wyłączyć leciutko tlący sie płomień pod garnkiem. Zjeść się to dało ale prawie sie popłakałam bo spaleniznę jednak było czuć
      Więcej nie pamiętam a skzoda, pewnie by sie conieco znalazło :)
      • brunosch babcie też się mylą 21.11.03, 10:38
        Moja babcia na wieść, że przyjeżdżają ulubieni goście, rzuciła się robić
        szarlotkę. Tzw szybkie ciasto, bo przetarte jabłka zawsze są w piwnicy, no więc
        myk!
        Przyjechali, babcia wnosi szarlotkę (trochę od dołu sie przypaliła, ale można
        było oskrobać) i częstuje gości. Wszystkim gały wyszły, bo ciasto było
        NIEJADALNE tylko Karol (świetnie wychowany i kulturalny) wziął drugi kawałek na
        dokładkę, żeby przykrości nie robić.
        Wzięliśmy babcię na spytki no i się okazało, że: zamiast cukru pudru wzięła sól
        (kilka łyżek), słoiki z jabłkami też się jej pozajączkowały i wzięła
        najkwaśniejsze, tzw "anginowe" - sam kwas, zero cukru; a ciasto i tak się
        przypaliło. Było więc gorzkie, kwaśne i słone...
        Do tej pory, jak reklamują jakieś "ciasto babuni" to skręca mnie na myśl o
        tamtej truciźnie.
        • Gość: kj i ja IP: *.net 21.11.03, 17:24
          1.Miałam w ciąży straszne nudności i nic nie jadłam.Ojciec i mąż postanowili mi
          zrobić klopsiki,wrzucili zlepione,solone mielone na wode i trochę pogotowali.Na
          sam widok tego "pojechałam do Rygi".

          2. Zgniłe jajko wbiłam do niedoszłych rybnych kotletów po uprzednim dokładnym
          usunięciu ości,odcięciu skóry,zmieleniu i prawie się poryczałam.

          3.W to,że można ugotować rosół z kury z bebechami bym nie uwierzyła,gdybym nie
          widziała.Rosołek był dla małych dzieci,po stwierdzeniu,że jakoś gorzki,gotująca
          powiedziała,że chyba Vegeta była przeterminowana,a po odkryciu przyczyny,że
          pierwszy raz gotowała rosół z kury kupionej na targu.

    • Gość: ZAIRA Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.nat.telco.pl 22.11.03, 20:20
      a moja córka,gdy miała 10 lat gotowała zupę owocowa na kurczaku
    • Gość: grubababa Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.lsanca1.dsl-verizon.net 22.11.03, 22:45
      Tym razem o naprawde tragicznym wydarzeniu w kuchni. Otoz moja babcia upiekla w
      piekarniku ciasto razem ze swoim......kotem, ktory tam wlazl przed zamknieciem
      drzwiczek.
      • Gość: Tess Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.telia.com 23.11.03, 01:50
        o strasznosci,,,,
        szkoda kota-biedaka....brrrrrrrrrrrrrr,,,,,,,,,,,
    • Gość: Kuchcik Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.proxy.aol.com 25.11.03, 09:21
      Nie.
      • agnie_szka9 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 25.11.03, 13:31
        ja też mam coś do dodania. wprawdzie nie działo sie to w kuchni, ale również
        dotyczyło jedzenia. Kilkanaście lat temu, moja mama razem ze swoja siostrą i
        jej mężem poszły do restauracji na obiadek. Mój wujek zamówił sobie ulubione
        flaki. Gdy kelner przyniósł zamówiony specjał, wujek spróbował i postanowił po
        swojemu doprawić, gdyż bardzo lubił ostre potrawy. no i doprawił....olejem!
        Mama z ciocią zwijały się ze śmiechu, a on zjadł i powiedział, że były bardzo
        pyszne :-))) nie przyznał się, że były wstrętne i mdłe jak "flaki z olejem"...
        ach Ci mężczyźni

        pzdr.
        A
        • noida Re: Tragiczne pomylki w kuchni 25.11.03, 17:52
          No to i ja się dopiszę. Ojciec znajomej wraz z kolegą pojechali na saksy do
          Szwecji. Pewnego dnia poszli do sklepu i nabyli śledzie (oczywiście po
          szwedzku za bardzo nie umieli). Wrócili do domu, szykują się do zjedzenia tych
          śledzi, otworzyli puszkę... a tu smród buchnął taki, że się wytrzymać nie da.
          Obaj wymiotowali przez okno. Mieszkanie nie nadawało się do użytku przez dwa
          tygodnie, w tym czasie mieszkali kątem u kogoś, bo nie mogli do siebie wrócić.
          Okazało się, że owe śledzie to był wielki szwedzki smakołyk- zgniłe śledzie.
          Szwedzi, żeby uniknąć wybuchu potwornego smrodu otwierają puszkę pod wodą, ale
          ich oczywiście nikt nie poifnormował, a napisu na puszce też przeczytać nie
          umieli.
          • Gość: AMR Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.eranet.pl 02.01.09, 23:40
            Śledzie są kiszone. Śmierdzą jakby coś zdechło w tej puszcze :)
            Ojciec całkiem niedawno kupił "na spróbowanie" dwie puszki:
            Pierwszą otwierał w ogrodzie ale resztki wyrzucił do kosza śmieci -
            Matka wietrzyła 2 dni.
            Druga została otwarta w ogrodzie a resztki wywalone do studzieki
            kanalizacyjnej na ulicy - w domu nie było smrodu, przed domem
            owszem :)
    • zyrafa Re: Tragiczne pomylki w kuchni 27.11.03, 12:42
      swietny watek:)
      ja otwieralam kiedys puszke koncentratu pomidorowego. nie zauwazylam jednak, ze
      puszka jest nieco "nadmuchana"... i kiedy tylko wbilam w nia otwieracz cala ale
      to cala zawartosc wyladowala na mnie i suficie. oboje bylismy w czerwone
      kropki - kiedy podeszlam do lustra, okazalo sie, ze czyste mam jedynie
      najblizsze okolice oczu - jako ze zdazylam je w pore mocno zacisnac.
      poza tym majac lat 13 upieklam z okazji dnia matki idealnie plaskie ciasto - do
      dzis utrzymuje, ze o proszku do pieczenia nikt w przepisie nie wspomnial.
      usilowalam tez napoic starsza siostre herbata z rtecia - woda "dochodzila"
      dzieki grzalce, a ja symylowalam chorobe... kiedy rtec byla juz w kubku,
      zapytalam siostre ze zloscia, czy to oznacza, ze musze ta wode gotowac jeszcze
      raz. a ona na to, choc w przeciwienstwie do mnie byla dorosla i madra, ze wcale
      nie. no i cale szczescie, ze rtec - skubana nie chciala dac sie zlapac
      lyzeczka, bo w tym czasie babcia wrocila do domu.
      no i jeszcze taki drobiazg - spedzalam wakacje u babci i na odwiedziny rodzicow
      upieklam dwa piekne ciasta. zostawilam je do ostygniecia w pustym, jak
      sadzilam, pokoju - no i z jednego cala gore pozarl kot, a w drugie siostra
      cioteczna wpadla noga. do dzis nie moge jej tego wybaczyc.
      pozdrawiam,
      z.
      • trewa Re: Tragiczne pomylki w kuchni 29.11.03, 21:34
        Sama rtęć podana do żołądka nie jest trująca ,szczególnie w tak malej
        ilości .To opary rtęci czyli ta rozlana i wysychająca jest szkodliwa .
        Kiedyś moi znajomi mieli taki wypadek że nie zauważyli jak 1-roczne dziecko
        wzieło termometr i co ...chyc do buziaka i odgryzło końcówkę z rtęcią . Biedni
        co przezyli ale w szptalu dziecięcym dowiedzieli się ze nie ma
        zagrożenia .Oczywiście dzisiaj chłopak ma 20 lat i całkiem ma się dobrze .
        A z wypadków kulinarnych to 5 kotletów zjedzonych przez psa bo zadzwonił
        telefon kiedy je tlukłam (na podłodze leżała deska )
        .Caly stosik upieczonych filetów z ryby to mój maz chcial je wystudzić przy
        oknie i przyszły 2 kotki .Jak wszedł do kuchni wlaśnie myły pyszczek po posiłku.
        • Gość: nulka Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.wlan.pl 07.02.04, 17:47
          Nasz pies wykorzystując fakt, że dzwonił telefon, zjadł kurczaka przygotowanego
          na obiad, poprawił deficytowymi wówczas piernikami "Katarzynki w czekoladzie"
          razem z celofanem i banderolą, po czym - w poczuciu winy -wlazł pod ławę,
          myśląc, że go nie widać (dog arlekin!) i po chwili utworzył tam piękny rzucik
          • Gość: hektor Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.05, 21:46
            Nie mogłam się powstrzymać- kilka lat temu koleżanka w trakcie zakrapianej
            imprezy postanowiła, jako dobra matka, ugotować rosół dla swojej nazajutrz
            wracającej córeczki. Ugotowała, towarzystwo też pojadło. I tylko mój mąż
            zapytał czemu ten rosół jakiś taki chudy. Wszyscy do garnka a tam ani widu
            jakiegokolwiek mięska.
            Ten sam mężulek upieczonego kurczaka postawił na stole w kuchni przy otwartym
            oknie. Mieliśmy zjeść go na kolację.Mąż poszedł po talerz i wrzasnął- nasz
            kotek razem z zaproszonym na wyżerkę tygryskiem właśnie wyciągały kości
            pokurczęciowe za okno.
    • soukupdanuta Re: Tragiczne pomylki w kuchni 28.11.03, 10:20
      nie ma nic gorszego jak sie do balonu z fermetowanym winem zamiast cukru
      wsypalam sul
      • an_ni Re: Tragiczne pomylki w kuchni 28.11.03, 11:35
        widac robisz bledy nie tylko kulinarne ale i jakie ortograficzne !!!
        sól, blagam!!!!
    • limes1 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 29.11.03, 14:32
      Opowiem dowcip, ale on jest na nieco dramatycznych faktach:
      Na oddziale zakaźnym wylądował facet z masywnym zatruciem. Lekarz pyta, co on
      jadł. Na to gość: No, wczoraj i przedwczoraj bigosik, ale wie pan doktor, taki
      smaczniutki, domowy... A trzy i cztery dni temu gołąbki, pięć dni temu pulpety
      w sosie pomidorowym...
      Coś tu nie gra - myśli lekarz. Podczas odwiedzin żony chorego lekarz
      postanawia zasięgnąć języka. - Niech no pani powie, co ostatnio pani mąż jadł?
      - Ach panie doktorze - mówi żona. - Ten mój mąż to byle czego nie zje,
      wszystko musi być świeżutkie... Więc 2 tygodnie temu kupiłam 3 kilogramy
      schabu. Śliczny kawałek jędrny i bez kości i tłuszczu. Przez 2 dni jedliśmy
      schabowe, bo nasmażyłam cały półmisek. Ale ile można jeść schabowe, nawet
      świeżutkie? No to skręciłam te schabowe w maszynce, doprawiłam i zrobiłam
      mielone. Paluszki lizać, mówię panu doktorowi... Trzy dni jedlismy te pyszne
      mielone. Ale że dieta musi być urozmaicona, z tych mielonych upiekłam klops na
      goraco, z jajkiem w środku. I tak dwa dni mąz jadł na sniadanie i kolację i
      jeszcze na kanapki do pracy sobie brał. A wszytsko było świeże, tylko 2 dni
      miało. Ale stale tego samego nie można jeść, pan doktor rozumie, to zmieliłam
      jeszcze to mięsko, dodałam ryżu i zawinęłam gołąbki. W pomidorowym lekkim
      sosiku - pyszne. Mąż dwa dni jadł takie świeże i nachwalić się nie mógł.A po
      trzech dniach do resztek tych gołąbków dodałam kapusty i od trzech dni mąż
      jadł ten smaczny domowy bigosik. Ale wszystko świeżutkie, najwyżej 2-3 dni
      stało...
      Pacjent wyżył.
      • Gość: izzi Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 213.17.152.* 02.12.03, 01:35
        Moja córka w początkach małżeństwa soliła "prosto z puszki" i oczywiście nie dało się tego jeść.Raz był to solidny kawał mięsa i żal było wyrzucić-dali psu.Biedne bydlę[wielkie] wyło w nocy na całą okolicę.!Zięć przeklinając los zwlókł się w nocy z pościeli i dał psu wiadro wody...
        • Gość: Biksa Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 195.75.180.* 05.12.03, 16:16
          Mam 2 koty - bardzo grzeczne, ale wiadomo - jak pachnie surowe mięsko, to nic
          nie poradzisz...

          Moje kochane kotki nie dość, że ściągnęły mięsko na kotleciki z blatu, to
          jeszcze zawlokły je do miski - no przecież z podłogi jeść nie będą ;-)

          Mimo, że kociaki były szczepione i odrobaczywione - mięsko wyrzuciłam :-) (to w
          nawiązaniu do wcześniejszego post'a :-)
        • Gość: nulka Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.wlan.pl 07.02.04, 17:54
          Pies znajomego był tak łakomy, że zeżarł parę solonych śledzi. Tak mu się
          chciało, biedakowi, pić, że żłopał wodę na okrągło. Potem już nie mógł jej
          zmieścić, więc warczał nad miską, ale po chwili dalej pił
          • Gość: justa Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.05.05, 23:04
            Super doskonała zabawa ,lepsza niż Jaś Fasola!!
            Nasz pies ,duży wilczur postanowił uzupełnić dietę(rzecz dzieje się w latach 80-
            tych)pobiegł na wieś -przed Wielkanocą i przyniósł wielką wędzoną
            polędwicę,komu ukradł nie wiadomo.Jadł ją 3 dni i nikomu nie pozwolił się
            zbliżyć!
            • Gość: AMR Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.eranet.pl 02.01.09, 23:46
              Moja Kota upolowała pęto kaszanki - sama nie zjadła tylko zostawiła
              w kuchni :)
    • dharmata Zabicie męża 10.12.03, 13:32
      Według Policji w Olsztynie.
      Oskarżona tłumaczyła się w taki sposób.

      Własnie krojiłam chleb na kanapki dla synka, nie zauważyłam że mąż wszedł do
      kuchni, i nadział się na nóż.

      W wyniku kilku ran kutych w klatkę piersiowa nastąpił zgon poszkodowanego
    • Gość: Bietka Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 5.5D* / *.ed.shawcable.net 11.12.03, 08:22
      A ja dawno temu zamiast cukru pudru do masy sypalam make ziemniaczana.Kiedys
      tez ,ale to straszne jak robilam frytki to zapalil sie olej w garnku -kuchnia
      byla cala ciemna.Co jeszcze?Za duzo sole to zawsze ratuje potrawe cukrem a
      potem mase pijemy.
      • Gość: Lilka Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 62.233.181.* 11.12.03, 23:16
        Ja każdego roku na swoje imieniny piekę tort ze swieżymi truskawkami i
        galaretką.Ponieważ było potrzebne mi miejsce w lodówce, żeby coś pilnie
        schłodzić, wyjęłam tort i postawiłam go na balkonie. Ale żeby się nie nakurzyło
        na niego, rozstawiłam nad nim leżak. Nie zauważyłam, jak wszedł na balkon mój
        syn i usiadł na leżaku. Z pokoju usłyszałam tylko krzyk na balkonie. Jak tam
        pobiegłam zobaczyć co się stało, to zobaczyłam syna leżącego na posadzce na
        złożonym leżaku. Wtedy i ja zaczęłam krzyczeć, bo miałam świadomość co jest pod
        leżakiem. Okazało się, że niedokładnie rozłożyłam ten nieszczęsny leżak i nawet
        przez myśl mi nie przeszło, że może na nim ktoś usiąść.
        Całe szczęśćie że nie była jeszcze zdjęta metalowa obręcz tortownicy, bo to
        przecież ciasto z galaretką, to goście i tak je zjedli wybierając łyżką z
        tortownicy.
        • Gość: nieprzytomna Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.ny5030.east.verizon.net 12.01.04, 16:01
          Ja zyje juz dlugo i zawsze bylam wlasnie nieprzytomna wiec pomylek kuchennych
          mam wiele, oto niektore : odcedziłam zamiast ziemniakow zupe ogorkowa,
          kolezance przez telefon zwierzalam sie, ze wlasnie pale ciasto(zamiast pieke),
          nie dodalam zoltek lub bialek do ciasta, dodalam zamiast papryki cynamonu do
          miesa a poniewaz obecnie mieszkam zagranica, gdzie cukier ma taka sama
          konsystencje jak sol posolilam sobie kilka razy herbate, czy kawe. Na to
          znalazlam rozwiazanie - teraz wogole nie slodze. Ale oprocz tego jestem fajna
          zona i matka i dzieci i wnuki bada mialy co wspominac.
          • onionka Re: Tragiczne pomylki w kuchni 13.01.04, 17:55
            Wspanialy watek.
            Kiedys przyrzadzilam wsapaniale panierowane kotlety i odlozylam dla
            przemacerowania. Kiedy ponownie weszlam do kuchni moja suni smakowicie sie
            oblizywala chociaz z reguly nie kradnie. Widocznie byly wyjatkowo dobre.
            • Gość: Lilu Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.miechow.com / 195.136.93.* 13.01.04, 19:25
              Moja córa kręciła mikserem masę do przełożenia ciacha. Mówię jej: córciu
              zepnij włosy, jak robisz przy jedzeniu, bo potem niezbyt dobrze takie włoski
              smakują w środku placka będąc. Ona na to się zaparła młodzieńczym swym uporem
              i dalej kręci. W pewnym momencie musiała zerknąć z bliska, czy masa już dobrze
              utarta, nie wyłączywszy miksera pochyliła głowę nad wirującą maszyną. W tym
              momencie słyszymy wrzask! Patrzymy, a córa ma zawinięte swoje włosy na
              końcówki miksera, mikser przy samej głowie, i ryk-ratunku! Nie wiedzieliśmy
              jak te kołtuny pomieszane z masą rozplątać, żeby jeszcze mogły pełnić rolę
              włosów.
              Chociaż uszczerbek w liczbie włosów był znaczny, a pewnie i ból przy tym to
              wszyscy zrywaliśmy boki.
              • Gość: ąla Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.04, 18:20
                Kiedyś przez kilka dni zapewniałam rodzinę,że zrobię kapustę z grochem,kóra
                wychodzi mi wyjątkowo dobrze.Zrobiłam w końcu,ale mąż próbując jej
                spytał,dlaczego zrobiłam taką pulpę.Okazało się,że zapomniałam dodać kapusty..
      • grey-pippin Re: Tragiczne pomylki w kuchni 29.09.04, 12:47
        tzn. solisz a pozniej do tego jeszcze cukier ?
        Przypomina mi to herbatke z lyzeczka cukru i soli, zrobiona dla taty jak mialam
        5 lat, on sie na to nie nabral ;)
      • ewa1125 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 06.06.09, 18:59
        Do przesolonej potrawy wrzuca sie ziemniaka, ktory podczas
        gotowania "wyciagnie" nadmiar soli:)
    • mkopyt Re: Tragiczne pomylki w kuchni 14.01.04, 20:36
      Pomimo że nie jestem płci żeńskiej, to całkiem fajosko jest jak przez pomyłkę
      zostawi się gotujące jajka. Jak woda wyparuje to strzelają po suficie jak
      złoto!!!
    • Gość: Misiek Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 213.17.180.* 15.01.04, 10:18
      Jest to prawda niewątpliwa.
      Zastanawiam się jak mogłem robiąc schabowe,
      zamiast po sół (czasem do potraw dodaję sół gruboziarnistą)
      sięgnąć po cukier.
      Jakoś to przeszło, ponieważ mięso przyprawiam umiarkowanie
      a do panierki już dodałem normalnie sól.
      • Gość: nuki Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.plo.warszawa.supermedia.pl 15.01.04, 13:33
        Znajomy opowiadał mi kiedyś, że pewna niewiasta rozmiłowana w nim bez pamięci,
        a wierząca w gusła i zabobony, dokarmiała go przysmakami z dodatkiem części
        swojego ciała - skórek, włosów, paznokci, co jakoby miało go ku niej skłonić.
        W sumie, to nie wiadomo, jak było naprawdę, bo może babka była po prostu
        strasznym niechlujem.
    • halinka.jola Re: Tragiczne pomylki w kuchni 15.01.04, 20:24
      pracowałam we Włoszech-sprzątałam i gotowałam dla moich pracodawców.Kazali mi
      przygotować - małże chyba? -trzeba było wyjąć spomiędzy dwóch ciasno
      przylegających muszelek środek. Cóż,kiedy te piekielne muszle baaardzo się
      mocno trzymały razem. Próbowałam nożem młotkiem i kluczem do konserw, w końcu
      cała spocona usiadłam i zaczęłam myśleć. Przypomniałam sobie, że trzeba to
      najpierw podgrzać i muszle same się otwierają. Na swe usprawiedliwienie dodam,
      że włoskiego języka nie rozumiałam i dogadywaliśmy się na migi.
    • Gość: amatorka Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.04, 20:45
      Dostałam w prezencie slubnym szybkowar - mile cacko!Robilam rosol - wrzucila do
      tego ustrojstwa kurczaka, jarzynki.Cos mnie wyrwalo z kuchni, zajelam sie czyms
      innym.Po jakims czasie przypomniala sobie,zeby rosolek wstawic na gaz.Zamknelam
      garniec i juz.Siedze sobie spokojnie i czeka,aż moje cudo zadzial - czuje smrod
      palonego kurczaka.Gdy smrod był już dość intensywny przypomniało mi się,że nie
      wlałam do garnka wody.Z tym samym szybkowarem miałam jeszcze trochę przygód w
      kuchni - gotowała fasolke po bretońsku i za słabo nałożyłam zaworek na
      pokrywce - kiedy usłyszałam dziwne dzwięki zbliżającej sie lokomotywy było juz
      za późno - wpadłam do kuchni w chwili gdy zaworek odleciał a zawartość garnka
      niczym gejzer eksplodowała na suficie. Fasolka nie ważna, ale jaki
      widok...Sprzet kuchenny w ogóle stanowi dla mnie zagrożenie- ostatnio kupiłam
      mikser - postanowiła zrobić pastę z jajka z majonezem - składniki wrzyciła,
      wszystko się zmiksowało na gładko tylko to białko z jajka jakoś tak dziwnie
      nie...W czsie konsumpcji białko okazało się osłonkami na ostrza!!!Nie były
      smaczne, no i jak widzicie sie nie miksują.
    • Gość: Greg Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.01.04, 22:05
      Moja mama usmażyła kiedyś jajka na miodzie. Było to na wsi, u mojej babci.
      Słoik z miodem stał obok słoika z masłem, kolor obu substancji był bardzo
      zbliżony, a w kuchni ciemnawo. Jajka się usmażyły, zjadłem je, tylko miały
      trochę dziwny smak. Do tej pory jest to przebój rodzinny - jako wspomnienie, bo
      w coś takiego nikt nie wierzy i nawet nie probuje zrobić.
      • Gość: siwa Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: 217.20.201.* 16.01.04, 01:05
        moja ciotka, bedac jeszcze w szkole gastronomicznej, na praktykach miala za
        zadanie ugotowanie zupy rabarbarowej. wlala do garnka wode i jako pierwszy
        skladnik zupy wlozyla... kosci :-)

        babcia ugotowala w jednym garnku zupe, w drugim krochmal. oba garnki zostaly
        na piecu, babcia gdzies wyszla. w tym czasie z pracy wrocil wujek. pozagladal
        do garnkow i nalal sobie do talerza ten krochmal, a ze smakowal niewyraznie,
        to doprawil sola i pieprzem i zjadl na obiad :-)
        • Gość: giezik Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.wgt.com.pl 16.01.04, 11:12
          1. Małżonka moja w wieku lat nastu miała sobie odgrzać na obiad ryż. Ponieważ
          wielokrotnie widziała, jak jej mama zawija garnek z ryżem w koc i kładzie pod
          pierzynę, zrobiła to samo z ryżem wyjętym z lodówki.
          Nie chciał się odgrzać.
          2. Bedac w liceum na wyjezdzie w gorach i majac dosyc puszek (to czasy, gdy
          krolowaly wylacznie puszki), rzucilem haslo, ze zrobimy z jezyn i makaronu.
          Makaronu mielismy dostatek, jezyn było mnóstwo dookoła.
          Gdy juz uzbieralismy wszystko, i doszlismy na miejsce noclegu był wieczór.
          Wszystcy zasiedli przy gitarach, ja wziąlem sie za gotowanie. Zalałem maliny
          wodą, ustawiłem wielki gar (taki specjalny) na ognisku i zaczęlo się gotować.
          Co jakiś przychodziłem sprawdzić, czy sie zagotowało. W pewnym momencie po
          odchyleniu pokrywy na wierzchu widzę białą masę. Podświetlałem sobie tylko
          latarką i widze, że jest to spora warstwa małych białych robaczków z tychże
          jeżyn.
          Poszedlem do przyjaciela do ogniska, prosząc go dyskretnie na stronę i pokazuje
          co się dzieje. Ponieważ obaj mieliśmy już ogromnego "smaka" na jedzenie czegoś
          innego niż konserwy, a dodatkowo nie chielismy zawiesc oczekiwan reszty
          podjelismy blyskawiczna decyzje o przefiltrowaniu malin i robaków. Posłużyła do
          tego ściereczka płocienna. Nie było to najwygodniejsze. troche sie rozlało, ale
          faktem, że dokonaliśmy tego procesu nie zwracając uwagi reszty na siebie.
          Mimo wszystko troche i to niemało "masy mięsnej" pozostało. Dodaliśmy makaronu
          i podaliśmy wszystkim. Również my jedliśmy.
          Naturalnie, zeby nie odebrać sobie satysfakcji. W trakcie gdy wszyscy
          pałaszowali spojrzeliśmy z kolega na siebie z pytaniem "mowimy?", odpoweidż
          była jedna "no jasne!".
          Nikt nie zrezygnował z posiłku.
          3. Na podobnym wyjeździe z podobna grupa osob, moj przyjaciel dla urozmaicenia
          smaku gotowanej zupy (takiej ogolnej warzywnej) wrzucil nie zauwazony kilka
          serkow topionych. Wyszla pysznie kremowa. Wtedy jeszcze nei wiedzielismy ze ten
          zabieg jest w kuchni naturalny.
          4.A propos serkow topionych, z tym samym czlowiekim bedac niegdys na splywie
          kajakowym, zalepialismy dziure w kajaku wlasnie serkiem. Innego materialu nie
          mielismy

        • grey-pippin Re: Tragiczne pomylki w kuchni 29.09.04, 12:57
          > babcia ugotowala w jednym garnku zupe, w drugim krochmal. oba garnki zostaly
          > na piecu, babcia gdzies wyszla. w tym czasie z pracy wrocil wujek. pozagladal
          > do garnkow i nalal sobie do talerza ten krochmal, a ze smakowal niewyraznie,
          > to doprawil sola i pieprzem i zjadl na obiad :-)

          Albo to swiadczy o tym ze takiemu facetowi nie warto nic innego oprocz
          krochmalu gotowac bo i tak roznicy nie zauwazy, albo ze u niektorych kucharek
          wszystkie potrawy smakuja jak krochmal ;)
    • Gość: bywalec... Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.microchip.ltd.pl 01.02.04, 16:16
      Czy pamietacie podpiwek? Był to specyfik do przyrzadzania słodowego napoju
      (troche takie ciemne piwo) w warunkach domowych. Proste w przygotowaniu, lecz
      był jeden warunek: gotowy plyn należało odstawic do leżakowania w oranżadowych
      bytelkach (butelka zamykana kombinacją druciki- i ceramiczny korek, coś jak
      Grolsh)- koniecznie. Z braku takich użyliśmy zwykłych zakrecanych. Kanonada
      fermentującej zawartości owych butelek trwała całe popołudnie.
      • Gość: bigosia Re: Tragiczne pomylki w kuchni IP: *.revers.nsm.pl 02.02.04, 16:47
        Moja Mama gotowac nie lubi, ale wpadek na koncie jakos zbyt wiele nie ma. Ma
        wlasciwie jedną, za to fatalną. Gdzies w polowie lat 80 zrobila pyszniutki
        bigosik, w srodku rozne mieska i kiełbaski, mniam mniam. Mama probuje, czegos
        jednak bigosikowi nie dostaje. Mama siega wiec do szuflady z przyprawami,
        wyciaga na chybił trafił puszkę po herbacie, do ktorej jakis czas temu wsypała
        uniwersalna przyprawe do wszystkiego (innych nie było). Otwiera puszke i bez
        zastanowienia lu! pół puszki do gara. Zamieszała lekko i nagle zerka do garnka.
        Jak zerknęła, to zesztywniała. Przyprawa pozostała na powierzchni bigosu
        zwijała sie malowniczo - roiło sie w tym od malutkich białych wijacych sie
        robaczków. Dylemat: wylac? ale to obiad na dwa dni a z forsą krucho. Podac?
        Skonczyło sie na tym, ze mama zamiszała energicznie i pogotowała jeszcze z
        godzine (robaki szlag trafił dokumentnie), Tata z bratem zjedli ze smakiem, ale
        my z mamą nie byłysmy w stanie sie zmusic :-)
        • fasolka_31 Re: Tragiczne pomylki w kuchni 02.02.04, 16:57
          Daaawno temu, gdy oboje z moim małzonkiem mielismy po nascie lat i on okrutnie
          chciał zrobic na mnie wrazenie swymi kulinarnymi zdolnosciami, zdarzyło sie co
          nastepuje: małzonek postanowił upiec oryginalne ciasto, na fali zainteresowania
          judaizmem skorzystał z "Kuchni zydowskiej", a tam przepis na ciasto drozdzowe,
          ktore po upieczeniu nalezy pokroic w plastry i dosuszyc na sucharki. Skupiony
          na maksa, wszystko pod kontrolą, ciasto rosnie, upiekło sie, pokroiło,
          dosuszyło, rewelacja. Dumny małzonek układa sucharki na połmisku i na wszelki
          wypadek sprawdzam czy o czyms nie zapomnial. No i... faktycznie, w polowie
          przepisu stoi jak woł: POSOLIC. Wieczorem zaproszona, uroczyscie siadam,
          probuje, a tu cos chrzęści w zębach. Mąż najspokojniej w świecie hojnie obsypał
          plastry ciasta jedyną dostepną w domu gruboziarnista solą kamienną...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka