regli
23.11.10, 15:33
Zwracam się do Was o radę, gdyż jesteście osobami, które najlepiej potrafią zrozumieć drugiego człowieka pogrążonego w żałobie. Ale od początku. Tydzień temu, zginął w wypadku samochodowym tato dziewczynki z klasy mojego syna. Zostawił 9-letnią córeczkę, 3,5-letniego synka i żonę w ósmym miesiącu ciąży. Wszyscy rodzice dzieci z klasy zadeklarowali chęć pomocy. Jednak wszyscy zastanawiamy się, jak taka pomoc miałaby wyglądać, jak zorganizować i co, by nie była odebrana jak narzucanie się czy jałmużnę? Wczoraj A. (tak będę nazywała wdowę) sama zwróciła się do jednej z mam, z prośbą o odwiedzenie Jej. Jest oczywiście zrozpaczona, ale i przerażona wizją samotnego życia z trójką malutkich dzieci. Poprosiła o wyprawkę dla maleństwa, które lada moment się narodzi. I to oczywiście zorganizujemy, zakup ciuszków, wózka, łóżeczka dla większej grupy ludzi nie stanowi problemu. Problem tkwi gdzie indziej. A. nie jest w stanie (co mnie zresztą nie dziwi) zająć się w tej chwili dwójką małych dzieci (nie mówiąc już o trójce). Teoretycznie jest z Nią rodzina. Tylko, że trudno się z nimi porozumieć. Zresztą przecież ich też dotknęła tragedia. Dzisiaj do szkoły po dziecko przyszedł ktoś z rodziny. Nauczycielka próbowała mu przekazać jakieś informacje. Ale chyba się nie udało. Osoba ta gadała od rzeczy i nie było widać, że cokolwiek do niej dotarło. Trudno powiedzieć czy to szok, leki czy może coś gorszego. No i tu zaczęły się nasze obawy. Czy ma się kto zająć w tych ciężkich chwilach dziećmi? Czy ktoś ma siłę pamiętać, że dzieciom trzeba śniadanie, obiad, kolacje naszykować? Proszę, nie zrozumcie mnie źle. Jestem daleka od oceniania kogokolwiek. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, więc nawet nie potrafię sobie wyobrazić, co czuje rodzina. Ale jestem w stanie zrozumieć, że nikt może nie mieć siły na myślenie i pamiętanie o tak przyziemnych sprawach, jak obiad, zakupy czy pranie. Intuicyjnie wyczuwam, że zabieranie okazjonalnie dzieci do siebie nie jest rozwiązaniem. Odrobinę poczytałam Wasze forum i wiem już, że słowa: "weź się w garść" nic nie pomagają, a wręcz przeciwnie. Ale z drugiej strony, dzieci potrzebują opieki, rozpaczliwie potrzebują matki, bo ojca już straciły. Żadna ciocia, żadna babcia nie zastąpi im przecież jedynej najukochańszej osoby, która im pozostała. I myślę sobie, choć może głupio sobie myślę, że A. nie ma wyjścia i musi się wziąć w garść, dla dobra swoich dzieci. Bardzo proszę poradźcie jak pomóc A.