coatlicue
10.12.06, 01:48
Mam 23 lata, ta zła passa zaczęła się jakiś temu. dziwnie pisać zła passa
brzmi jak pech w kartach..
najpierw zachorowała moja mama, ale to było dla mnie jak sen, szybko wyparłam
to aż do jej śmierci 1,5 roku temu, choć tak na prawdę nie wiem czy aż do tej
pory czy nadal się to ciągnie.. potem zmarł mój 20 letni kuzyn, powiesiła się.
Był to dla mnie cios, jestem jedynaczką więc on był dla mnie bratem..ale nie
miałam z kim pogadać, a może i nie chciałam, tak jak zawsze.. kilka lat
później daleko stąd (inny kontynent) zginął mój kolejny kuzyn, ale do tej pory
jest to dla mnie dość nierealne (nigdy nie byłam na grobie, nie zetknęłam się
z tym osobiście)..moja ciocia, matka kuzyna, który się powiesił, zachorowała
na raka.. u mojej mamy też było pogorszenie, znaczne (rak, przerzuty)- ale
nadal to wypierałam..
Ciocia miała operację, było źle. Pojechałam z ojcem ją odwiedzić. Byłam
świadkiem jej śmierci, nie całkowicie, nie wytrzymałam, wyszłam, 10 min potem
było po wszystkim.. wróciliśmy do domu.. po m-cu zmarła mama..
Zawsze byłam 'twarda', nie daje się.. ale są momenty, które z równie udanym
skutkiem jak chorobę mamy, wypieram.. płaczę tylko w samotności, ale i tak
szybko zmuszam się do przestania..
Mama nigdy sie nie pogodziła z chorobą, o śmierci nie mówię..
Źle się z tym czuję, z wieloma rzeczami się źle czuję. Nawet nie wime dlaczego
to piszę i tu piszę..Może szukam drogi, może i powinnam iść do psychologa,
może.... nie wiem, to są dwa słowa, które przewodzą moim życiem ostatnio i to
mnie wkurza. ogólnie dużo we mnie agresji..
i cholernie ciężko mi o tym mówić, ojcu, przyjaciółkom ( w sumie nie mówię,
ograniczam się do lakonicznych stwierdzeń co najwyżej), nawet okrutnie cięzko
mi to pisać tutaj, do kupy obcych ludzi (choć niby łatwiej być powinno)..
I tak na prawdę nie wime czego chcę.. Powiedzieć, że jest mi czasem ciężko, to
chyba wiadomo, ale się nie daję, nie daję się depresji, choć mam świadomość,
że moje życie nie jest takie jakie chciałabym aby było, ale też mam
świadomość, że inni mają często o wiele gorzej niż ja..I strasznie chciałabym
mieć kogoś bliskiego, w pobliżu kogo mogłabym zapłakać bez skrępowania,
opowiedzieć o wszystkim, kogoś kto by mnie objął.(nigdy nie miałam takiego
kogoś) Ale tez wiem ze to nie zalezy od faktu posiadania albo nie tego
ukochanego bo to ja muszę pozwolić zobaczyć łzy,ale okazuje się to trudne,
bardzo trudne..
Mam świadomość, że to wszystko musi być gdzieś tam w środku, bo nie wierzę, że
'spłynęło' po mnie.. Ale też nie wiem, czy, jak, gdzie, czy jest po co
próbować to załatwić.. moje życie jest równie chaotyczne jak ten wpis..