on1983
13.10.07, 00:54
...choć tak faktycznie to bez konieczności odpowiedzi. Po prostu
chciałem raz zamiast "mój drogi pamiętniku" napisać dwie myśli
wiedząc, że może całkowicie przypadkiem - ale ktoś to przeczyta.
Zawsze byłem optymistą. Niesamowicie trzeźwo myślącym, ale
niepoprawnym optymistą. A teraz nie odchodzi mi myśl: jak to będzie
gdy moja Mama mnie przeżyję. Mam 24 lata i nie jestem śmiertelnie
chory, więc raczej naturalne przyczyny zejścia nie wchodzą w grę w
tym wypadku.
W czerwcu pochowałem ukochanego Tatę, zanosiło się na to od
dłuższego czasu. Niby żadna niespodzianka, a jednak wciąż czuję jego
brak. Duży brak.
Coraz gorzej znoszę kontakty z drugą osobą. A z dnia na dzień
trudniej mi we własnym towarzystwie. Moja pasja jest moją pracą, a z
każdą chwilą odchodzi mi chęć na jej realizację. Życie przemija
nieodwracalnie, a nawet nie mam już siły wyciągnąć ręki by spróbować
je zatrzymać.
Z rzeczy materialnych niczego mi nie brakuje. Do garnka jest co
włożyć. Tylko od minionych ponad dzwudziestu lat nie mam z kim
porozmawiać. Bo chyba, że psychologa wliczymy, ale odliczone co do
minuty spotkania raz na tydzień, dwa, miesiąc to raczej zdawkowa
forma "przyjaźni".
Wiem, że moje problemy są śmieszne w obliczu tych, o których na tym
forum mowa, dlatego nie liczę na żadne odpowiedzi. Ale również mam
nadzieję, że zbytniego potępienia się nie doszukam. "mam nadzieję" -
zabawne... W swej ironii.