Bez odpowiedzi...

13.10.07, 00:54
...choć tak faktycznie to bez konieczności odpowiedzi. Po prostu
chciałem raz zamiast "mój drogi pamiętniku" napisać dwie myśli
wiedząc, że może całkowicie przypadkiem - ale ktoś to przeczyta.

Zawsze byłem optymistą. Niesamowicie trzeźwo myślącym, ale
niepoprawnym optymistą. A teraz nie odchodzi mi myśl: jak to będzie
gdy moja Mama mnie przeżyję. Mam 24 lata i nie jestem śmiertelnie
chory, więc raczej naturalne przyczyny zejścia nie wchodzą w grę w
tym wypadku.
W czerwcu pochowałem ukochanego Tatę, zanosiło się na to od
dłuższego czasu. Niby żadna niespodzianka, a jednak wciąż czuję jego
brak. Duży brak.
Coraz gorzej znoszę kontakty z drugą osobą. A z dnia na dzień
trudniej mi we własnym towarzystwie. Moja pasja jest moją pracą, a z
każdą chwilą odchodzi mi chęć na jej realizację. Życie przemija
nieodwracalnie, a nawet nie mam już siły wyciągnąć ręki by spróbować
je zatrzymać.
Z rzeczy materialnych niczego mi nie brakuje. Do garnka jest co
włożyć. Tylko od minionych ponad dzwudziestu lat nie mam z kim
porozmawiać. Bo chyba, że psychologa wliczymy, ale odliczone co do
minuty spotkania raz na tydzień, dwa, miesiąc to raczej zdawkowa
forma "przyjaźni".

Wiem, że moje problemy są śmieszne w obliczu tych, o których na tym
forum mowa, dlatego nie liczę na żadne odpowiedzi. Ale również mam
nadzieję, że zbytniego potępienia się nie doszukam. "mam nadzieję" -
zabawne... W swej ironii.
    • aneri59 Re: Bez odpowiedzi... 13.10.07, 07:30
      Twoje problemy nie są śmieszne. Dla każdego jego problemy są najważniejsze.
      Bardzo przykre jest gdy nie mamy z kim o nich porozmawiać.
      Każde z nas rozumie twój ból i pustkę jaka jest wokół po odejściu bliskiej osoby.
      To dobrze, że masz nadzieję, nie zamykaj się we własnym towarzystwie.
      Mam synów w twoim wieku, którzy również niedawno pożegnali Ojca,
      jeżeli będziesz chciał porozmawiać to napisz na e-maila.
      Pozdrawiam
      Jadwiga
    • mojamalgorzata Re: Bez odpowiedzi... 13.10.07, 15:12
      Ja przeczytałam.
      Wydaje się, że wrażliwiec z Ciebie.
      Odejście ukochanego Taty na pewno jest dla Ciebie bolesne. A żałoba, którą
      przeżywasz nie jest śmieszna. Jest ważna i trzeba ją przeżyć. Wierzę że są dni,
      kiedy nie masz na nic ochoty - ja też mam takie dni. Wtedy nie chce się z nikim
      spotykać, rozmawiać, muszę zmuszać się do tego, żeby jechać do pracy i nie uciec
      stamtąd... Takie dni są i pewnie długo jeszcze będą. Powoli uczę się je przeżyć
      - i poczekać na lepszy dzień. Bo te lepsze dni też są - zazwyczaj dzięki dobrym,
      życzliwym ludziom. Chyba tylko dzięki nim jakoś daję radę iść do przodu.
      Pisz - tu są ludzie, którzy to przeczytają. A niektórzy nawet odpiszą:)
      "Kochać i tracić,
      pragnąć i żałować,
      padać boleśnie i znów się podnosić.
      Krzyczeć tęsknocie: precz!- i błagać: prowadź!
      Oto jest życie - nic, a jakże dosyć"

      • hania_2006 Re: Bez odpowiedzi... 13.10.07, 19:23
        Bardzo ładny wiersz. Ja też przeczytałam. zdaje się, że przeżywasz
        swoją żałobę tak jak większość z nas tutaj. Nie rozumiem tylko
        dlaczego, mając niewiele ponad 20 lat od ponad 20-tu nie masz z kim
        pogadać? Jak to możliwe? Wiem, że czasami z rodzicami się nie daje
        ale są rówieśnicy, koledzy i koleżanki. Musiałeś się z nimi stykać w
        szkole czy w pracy. Nie rozmawiasz z nimi? Pozdrawiam serdecznie.
        Hanka
        • on1983 Re: Bez odpowiedzi... 14.10.07, 00:13
          Małgosiu, Haniu,
          Czy wrażliwy jestem? Możliwe, że tak. Jestem fotografem, tak jak i
          mój Tatuś. Nie mam z kim porozmawiać, gdyż od wielu lat zajmowałem
          się swą pasją w dużej mierze w czterech ścianach.
          Wyznaję zasadę, że każdy dźwiga swój własny krzyż, a gdy połączymy
          to z powiedzieniem Pani Dulskiej - wszystko staje się jasne. Mam
          jednego przyjaciela, ale i on jest nie mniej ode mnie zabiegany. W
          końcu choroba XXI wieku to chroniczny brak czasu. Nie chcę go
          obarczać swoimi problemami - zresztą jak już wspomniałem: każdy ma
          własne. Poza tym do wizerunku "człowieka sukcesu" zarówna łzy jak i
          problemy natury osobistej nie pasują. Niech tak też zostanie.
          Bardziej martwi mnie coraz realniejsza wizja końca. Choć może
          "martwi" to złe słowo. Zadzwiwiająco naturalne to rozwiązanie się
          wydaje.
          • hania_2006 Re: Bez odpowiedzi... 14.10.07, 12:43
            Niestety, nadal nie rozumiem. Przyjaciele są między innymi po to,
            aby obarczać ich swoimi problemami i aby oni mogli obarczać nimi
            nas. Inaczej to by nie miało sensu, tak jak piszesz to nie jest
            żadna przyjażń tylko powierzchowna znajomość. To jest zupełnie co
            innego. Poza tym "człowiek sukcesu" to nie jest synonim psychopaty,
            ma uczucia i powinien w trudnych chwilach je okazywać, że zacytuję
            znowu "Uczucia są jak świece pomagają żyć, jeśli się spalają ...
            Wszelkie próby tłumienia i zagłuszania emocji prowadzą do
            wyniszczenia i spustoszenia w psychice."
            Co do wizji końca polecam Ci bardzo mądry artykuł, znalazłam go w
            internecie więc pewnie Tobie się też uda "MYŚLI O ŚMIERCI Myśli te
            dedykuję pamięci Ks. Bogusława Szylkina Ks. Zdzisław Chlewiński".
            I nie jest to artykuł pisany tylko dla ludzi wierzących. Ja należę
            do poszukujących a przeczytanie tego tekstu dało mi do myślenia.
            To tyle, idę na grób mojego męża, minęło już 10 miesięcy a ja nadal
            nie mogę się pogodzić z jego śmiercią. Za to swoją śmierć odbieram
            teraz jako coś naturalnego, nie boję się jej bo skoro mój mąż przez
            to przeszedł to ja też pójdę tam spokojnie. Mam nadzieję że to
            wszystko ma jakiś sens i każdy dzień bycia tutaj przybliża mnie do
            spotkania.
            Pozdrawiam Cię serdecznie. Hanka
          • mojamalgorzata Re: Bez odpowiedzi... 14.10.07, 20:36
            Mam pytanie. Możesz nie odpowiadać:)

            Czy Ty CHCESZ mieć z kim porozmawiać?
            i
            Czy CHCESZ żyć i cieszyć się życiem?
            • on1983 Re: Bez odpowiedzi... 14.10.07, 21:29
              > Mam pytanie. Możesz nie odpowiadać:)

              Możliwość przemilczenia zawsze jest. Wybieram odpowiedź.

              > Czy Ty CHCESZ mieć z kim porozmawiać?

              Nie chcę mieć osoby na jedną rozmowę. Biorąc pod uwagę
              komercjalizacje / popularyzacje zwrotów "chcesz porozmawiać",
              "porozmawiajmy", "potrzeba wygadania" coraz częściej chwytamy
              pierwszą napotkaną osobę i zwierzamy się jej do granic możliwości. A
              to z kolei oznacza, im więcej problemów, tym więcej osób do rozmów.
              W ten sposów: nie, nie chcę rozmawiać o swoich problemach.
              Natomiast pamiętam, że kiedyś marzyłem o drugiej osobie, z którą
              mógłbym być, rozmawiać i przede wszystkim mieć nadzieję, że "jutro"
              ona będzie przy mnie. W ten sposób chyba chciałbym porozmawiać. Ale
              jak napisałem: "chyba". Nie rozmawiałem od lat, a wszystkie problemy
              zawsze pozostawały we mnie. Jak sobie przypomnę to nie wiem czy
              kiedykolwiek rozmawiałem szczerze o sobie samym.
              Pogrzeb Taty musiał być zorganizowany dosyć sprawnie. Jak zwykle
              goniły mnie różne zlecenia, terminy. I tak też w dzień po pochówku
              znalazłem się za kierownicą, w drodze na cykl wykładów, które
              prowadziłem. Nie istniała możliwość zastępstwa. Po powrocie
              oczywiście powróciłem do normalnego toku tygodnia. Troszkę w
              zwolnionym tempie, ale pracowałem bez dnia przerwy. 7 dni w
              tygodniu, po kilkanaście godzin na dobę. Tak naprawdę to nie robię
              nic innego tylko pracuję. Z zasady przed 3-6 dni w tygodniu nie mam
              kontaktu z inną osobą niż Mamą. Spotykamy się na posiłki, które i
              tak wolałbym zjeść w samotności, co czasami czynię. Powodem jest mój
              stan zdrowia - który powiedzmy sobie szczerze, mógłby być lepszy.

              > Czy CHCESZ żyć i cieszyć się życiem?

              Nie czuję już chęci do życia. Cieszyć się życiem? Nie wiem tak
              naprawdę. Lata temu (cofając się o ok 10 lat wstecz) pojawiały się
              raz na tygodnie myśli samobójcze. Od ostatnich 2-3 lat są coraz
              częściej. Przez minione 2 tygodnie nie odstępują mnie na krok. Do
              tego stopnia, że nie wypatruję jutra. Owszem, dzięki mej pracy
              czasami cieszę się ze zdjęć. Jestem perfekcjonistą w tym co robię, a
              satysfakcja jest jedynym motorem do dalszych działań. To cały czas
              funkcjonuje. Tylko nie dostrzegam już sensu w podejmowanych
              działaniach.

              Jestem zmęczony już troszkę dniem. Mam za sobą ponad 12h pracy, więc
              proszę o przymrużenie oka za ew. brak poprawnej składni oraz możliwe
              błędy w powyższym tekście.
    • meggy19855 Re: Bez odpowiedzi... 14.10.07, 15:40
      Odpowiedz jest i bedzie jesli tylko wyciagniesz ku niej rękę. Nie
      odwracaj się na drugą osobę, choć to niebywale cięzkie.
      Zwłaszcza,gdy los odbiera nam to, co w życiu najpiękniejsze.
      Najbardziej boli utrata ukochanej osoby. Ja także utraciłam wiele mi
      bliskich. babcię dziadka. A mieszkaliśmy,żlyslimy razem. Byli mi
      najbliżsi i zawsze zastępowali mi ojca. teraz mieszkam z mama i dla
      niej żyję także.By ją wspierać i być jej światłem. Ty także bądz
      swiatlem dla swojej mamy.Zrob to dla siebie i dla niej. Pasja jest
      takze twoja praca>-pozazdrsocic. Malo kto teraz ma okazję spełanic
      zyciowe marzenia także w pracy.
      3maj sie ciepło i pamiętaj,że Twoje życie leży w Twoich rękach. Badz
      silny-musisz. Dla siebie,. także dla mamy. Dla was obojga.Pozdrawiam
      cieplo.
    • jo04 Re: Bez odpowiedzi... 19.10.07, 13:38
      hej
      wlasciwie nie wiem co napisac bo moglabym podpisac sie pod twoim
      tekstem. Oczywisice z drobnymi zmianami osob itp.
      NIe umiem napisac nic wiecej. Wszystko tlamsi sie w srodku.
      Ale bede czekac gg 4945372.
    • urszula97 Re: Bez odpowiedzi... 28.10.07, 21:44
      Nie wiem czym się kierujesz.napewno jeteś pracocholikiem nie obraź
      się,ale tak.Musisz bewzględnie wyjść do ludzi,sami nie
      przyjdą,próbować kontaktów,chcieć i jeszcze raz chcieć.Poszukaj inna
      formę rozrywki,inne zajęcia spróbuj.Niestety ale takie jest
      życie,utratę bliskiej osoby ,żal po niej nosi sie w sercu całe życie
      ale żyć trzeba nadal.To fakt,każdy ma swój krzyż mniejszy czy
      wiekszy i musi go nosić ale to nie jest koniec świata.Jest nas dużo
      takich osób na tym swiecie.Zatrzymaj sie na chwilę i
      zwolnij,rozejrzyj sie,może to śmieszne ale ja się ciesze jak
      zakwitną pierwsze krokusy,truskawki jak palą sie świeczki na
      choince.Skup się na czymś innym.Trzymaj się .Pozdrawiam.
Pełna wersja