tam na górze...

09.01.08, 10:25
czy myslicie, że nasi Bliscy patrzą na nas z góry i mają nas w
swojej opiece? że wiedzą, co u nas, jak dalej żyjemy? że są "obecni"
dalej w naszym zyciu?...
    • edzia764 Re: tam na górze... 10.01.08, 21:15
      Po stracie Rodziców często zadaję sobie takie pytania...pewne fakty
      każą mi wierzyć, iż Oni czuwają nade mną, przychodzą z pomocą...
      bądź dobrej myśli....
    • luccio1 Re: tam na górze... 12.01.08, 17:17
      To jest właśnie zwornik katolickiej nauki o "Obcowaniu Świętych":
      wzajemna pomoc poprzez modlitwę, czyli po prostu myśli i życzenia w
      obu kierunkach; ci, którzy są już "tam", mają nad nami przewagę o
      tyle, że wiedzą, co się z nami dzieje, czego potrzebujemy - my
      patrząc w przeciwną stronę mamy najwyżej mocną nadzieję.
    • green-szamanka Re: tam na górze... 12.01.08, 19:06
      Myslę, że nasi Bliscy po odejściu mają swoje własne sprawy do
      załatwienia. Na początku ich dusze sa zagubione i potrzebują naszej
      pomocy. Dlatego modlimy się za nich, palimy świece...Nie oczekujmy
      od nich pomocy i nie zatrzymujmy ich przy sobie! Pozwólmy im odejść
      w spokoju! Najbardziej ich cieszy, gdy widzą, że dajemy sobie radę i
      że jestesmy szczęliwi....
      • evaz_1 Re: tam na górze... 14.01.08, 08:31
        ale jak mamy byc szczesliwi, skoro ich nie ma. nie potrafie. wiem,
        ze mama by nie chciala zebysmy plakali, ale tak bardzo nam jej brak.
        wczesniej nie bylam zbyt wierzaca, dopiero po jej smierci zaczelam,
        bo chce wierzyc ze ona dalej "zyje" i czuwa nad nami. to mi pomaga,
        ale nie wiem, czy to ma sens, bo moze po smierci naprawde nic juz
        nie ma.
    • m-i-l-v-a Re: tam na górze... 12.01.08, 19:35
      A ja myślę, ze nie widzą ziemskiego życia i nas w nim ( a może to jest tylko
      moje pobożne życzenie). Myślę, ze maja tam na górze święty spokój, że raz na
      zawsze uwolnili się od ziemskich spraw i cierpień. Co prawda nie widzą wówczas
      naszego szczęścia, ale też nie muszą przeżywać naszych potknięć i tragedii.
      Święty niezmącony niczym spokój. Mam nadzieję, ze ucieszą sie na nasz widok
      dopiero wtedy, gdy znajdziemy się tam gzie oni.
Pełna wersja