kamusia2026
29.11.08, 19:12
piszę ponieważ chcę się podzielić z moim bólem, którego musiałam
doświadczyć na włsnej skórze. Wyjechalam z polski w kwietniu, w
poszukiwaniu lepszego zycia dla siebie i je znalazlam.Lecz po pewnym
czasie a mianowicie w czerwcu kiedy przyjechalam na upragniony
urlop, tata byl juz w szpitalu. Nic groznego mowili lekarze,
zoltaczka. Wiec pojechalam na biwak ze znajomymi, bawilismy sie
dobrze i telefon zadzwonil, tatus chcial zapytac jak tam na biwaku,
pelen werwy do zycia opowiadal o swoich marzeniach o Krainie Jezior
czyli Mazurach gdzie zawsze chcial zabrac swoja rodzine na
wedkowanie. Wrocilam z biwaku, szczesliwa ze odpoczelam, pojechalam
do taty bo przenosili go do drugiego szpitala, cos z nerkami nie tak
ale prosze sie nie martwic wszystko jest dobrze, mowila pani doktor.
Tata usmiechniety mowil do mnie- << Ruda nigdy wiecej nie wypije
nawet jednego piwa za te meczarnie>> jakie meczarnie pomyslalam
przeciez to tylko zoltaczka. Pojechalam do domu. Na drugi dzien mamy
tel zadzwonil, z wiadomoscia ze karetka do niej jedzie, nie ona
dzwonila lecz znajomy z jej tel, BOŻE dlaczego, mysli lecialy jedna
po drugiej, w telefonie uslyszalam, <<przyjezdzaj szybko z mama jest
zle --tata zmarl>> NIEEEE DLACZEGO!!! CO Z MAMA??? CO Z MAMA????
niewiem dlaczego wiadomosc o smierci taty byla jakas normalna ale co
z mama? Pojechalam szybko do niej, rzeczywiscie tata zmarl, ale
dlaczego?? Przeciez to tylko zoltaczka?? Ból w sercu nosze ogromny,
nie wierzę, że go nie ma.........Kocham Cię