owysokamegi
24.04.09, 14:52
Jakiś czas temu poruszyła mnie śmierć małego chłopczyka (3,5 roku),
który przez 3 dni był okrutnie bity przez konkubenta matki. Gorsza
od śmierci była jednak jego samotność i bezradność. Mimo, że był
b.obolały (nie chodził, majaczył, miał rozwolnienie) kazali mu spać
na podłodze, żeby nie zaplamił łóżka) matka ani sąsiedzi nie
udzielili mu pomocy. Ten brak empatii zabolał mnie najbardziej. Sama
mam synka w podobnym wieku. Wcześniej w ogóle nie myślałam o sensie
naszego życia i o śmierci. Od kiedy usłyszałam tą informację
zaczęłam zadawać pytanie – Jaki sens ma cierpienie niewinnych
dzieci? Do tej pory nie znalazłam dobrej odpowiedzi. Niestety nie
wierzę w sens naszego cierpienia tu na ziemi. Uważam, że życie ma
wielki sens właśnie dlatego, że jest jedyne i drugie nie będzie nam
dane. Dlatego jest mi trudno pogodzić się z takimi sytuacjami. W
mojej ocenie nasz mózg prowadzi wszystkie procesy myślowe, jest
naszym dyskiem pamięci, analizuje bodźce zewnętrzne, kształtuje
naszą osobowość i postawy. Dlatego też śmierć mózgu jest śmiercią
nie tylko ciała, ale i świadomości =duszy. Natomiast wiara jest
jedynie lekiem uśmierzającym ból, który chroni nasz umysł w obliczu
tragicznych zdarzeń.