Gość: tuszeani
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
28.03.12, 22:34
No to doczekaliśmy się i my, Młody wkroczył w sławetny trudny czas około dwulatka (choć brak mu jeszcze 4 miesięcy). Z większością spraw sobie radzimy, ale jest jeden temat, w którym nie bardzo wiemy w którym kierunku najsensowniej iść. Poradźcie proszę coś z własnego doświadczenia!
Wychodzenie na spacer wygląda teraz tak, że Młody bardzo chce iść, lata do drzwi i woła "siam pa pa" itd, ale jak tylko przystępujemy do ubierania, coś w niego wstępuje. Zaczyna wyć, wierzgać, wyrywać się, uciekać, chować itp. Na wszelkie pytania z serii "to chcesz iść na spacer?" odpowiedź jest: "nie!".
Widzę kilka scenariuszy działania w takiej sytuacji, ale na razie żaden z nich się nie sprawdza.
1. Dogadać się / przemówić do rozumu / odwrócić uwagę itp. Nie działa bo Młody tak się koncentruje na akcji protestacyjnej, że nic do niego nie dociera.
2. Przytulić i przeczekać atak. Nie działa, ja nie jestem w stanie go utrzymać, kiedy się tak wyrywa.
3. Zabezpieczyć okolicę i przeczekać atak bez przytulania, po czym przytulić i wrócić do ubierania. Działa tylko częściowo tzn. atak się po pewnym czasie kończy, Młody się z chęcią przytula ale przy kolejnej próbie ubierania zabawa zaczyna się od nowa.
4. Odpuścić spacer. Nie działa bo Młody chce jednak na ten spacer iść i takie odpuszczenie satysfakcjonuje go tylko na chwilę, po chwili jest wycie na temat "siam pa pa!". Poza tym dla jego dobra jednak powinien wychodzić z domu (i jak się już uda wyjść, jest zadowolony prawie od razu).
5. Zignorować wycie i wierzganie i ubrać na siłę. Działa częściowo tzn. ja mam za mało siły żeby ubrać go na siłę bez jego akceptacji bo wyrywa się straszliwie (skąd w tym wątłym ciałku taka moc???). Nawet jeśli się uda, w efekcie on jest cały spocony, ja jestem cała spocona, on spłakany i obrażony, ja z kacem moralnym bo to jednak przemoc. Nie pasuje mi intuicyjnie to rozwiązanie jakoś.
Generalnie wydaje mi się, że słuszne jest ubranie i wyprowadzenie go w jakiś sposób bo histeria jest z kategorii że sam nie wie czego chce, generalnie jest mu do bani i nie umie sobie sam poradzić więc wybucha z powodu nie związanego z meritum. Ale w praktyce nie wiem jak to przeprowadzić bez przemocy acz skutecznie.
Poradzicie coś? Jak się w tej konkretnej sytuacji najsensowniej zachować?