Bunt spacerowy

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.03.12, 22:34
No to doczekaliśmy się i my, Młody wkroczył w sławetny trudny czas około dwulatka (choć brak mu jeszcze 4 miesięcy). Z większością spraw sobie radzimy, ale jest jeden temat, w którym nie bardzo wiemy w którym kierunku najsensowniej iść. Poradźcie proszę coś z własnego doświadczenia!

Wychodzenie na spacer wygląda teraz tak, że Młody bardzo chce iść, lata do drzwi i woła "siam pa pa" itd, ale jak tylko przystępujemy do ubierania, coś w niego wstępuje. Zaczyna wyć, wierzgać, wyrywać się, uciekać, chować itp. Na wszelkie pytania z serii "to chcesz iść na spacer?" odpowiedź jest: "nie!".

Widzę kilka scenariuszy działania w takiej sytuacji, ale na razie żaden z nich się nie sprawdza.

1. Dogadać się / przemówić do rozumu / odwrócić uwagę itp. Nie działa bo Młody tak się koncentruje na akcji protestacyjnej, że nic do niego nie dociera.

2. Przytulić i przeczekać atak. Nie działa, ja nie jestem w stanie go utrzymać, kiedy się tak wyrywa.

3. Zabezpieczyć okolicę i przeczekać atak bez przytulania, po czym przytulić i wrócić do ubierania. Działa tylko częściowo tzn. atak się po pewnym czasie kończy, Młody się z chęcią przytula ale przy kolejnej próbie ubierania zabawa zaczyna się od nowa.

4. Odpuścić spacer. Nie działa bo Młody chce jednak na ten spacer iść i takie odpuszczenie satysfakcjonuje go tylko na chwilę, po chwili jest wycie na temat "siam pa pa!". Poza tym dla jego dobra jednak powinien wychodzić z domu (i jak się już uda wyjść, jest zadowolony prawie od razu).

5. Zignorować wycie i wierzganie i ubrać na siłę. Działa częściowo tzn. ja mam za mało siły żeby ubrać go na siłę bez jego akceptacji bo wyrywa się straszliwie (skąd w tym wątłym ciałku taka moc???). Nawet jeśli się uda, w efekcie on jest cały spocony, ja jestem cała spocona, on spłakany i obrażony, ja z kacem moralnym bo to jednak przemoc. Nie pasuje mi intuicyjnie to rozwiązanie jakoś.

Generalnie wydaje mi się, że słuszne jest ubranie i wyprowadzenie go w jakiś sposób bo histeria jest z kategorii że sam nie wie czego chce, generalnie jest mu do bani i nie umie sobie sam poradzić więc wybucha z powodu nie związanego z meritum. Ale w praktyce nie wiem jak to przeprowadzić bez przemocy acz skutecznie.

Poradzicie coś? Jak się w tej konkretnej sytuacji najsensowniej zachować?
    • krztyna Re: Bunt spacerowy 28.03.12, 22:38
      Niech wyjdzie boso, bez sweterka. Rzeczy zabrać do rekamówki. Zmarznie - sam poprosi o ubranie.
      :)
      -----------
      Platek, Skorpek i Hans Helmut
      • Gość: tuszeani Re: Bunt spacerowy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.03.12, 22:43
        On jeszcze nie jest na poziomie że jak mu zimno to prosi żeby go ubrać (albo jak ciepło to żeby rozebrać). Myślałam o tym, ale jeszcze nie teraz niestety.
        • jola_ep Re: Bunt spacerowy 28.03.12, 22:49
          > On jeszcze nie jest na poziomie że jak mu zimno to prosi żeby go ubrać (albo ja
          > k ciepło to żeby rozebrać). Myślałam o tym, ale jeszcze nie teraz niestety.

          A może jest? Mój młody jak miał jakieś 1,5 roku i latał w domu niemal goły (mieliśmy dość chłodno), to kazałam mu się obmacać i przekonać jaki jest zimny (m.in. nóżki). Zrozumiał i z ubieraniem nie miałam większego problemu (poza tym, że on zawsze wolał o jedną warstwę mniej od tego, co uznałam za słuszne).
    • mskaiq Re: Bunt spacerowy 28.03.12, 22:59
      Te przeciwstawne zmiany zachowania biorą sie z separacji. Raz chce,
      nie boi się, już jest duży a za chwilę pojawia się regresja i znów jest
      maleńkim dzieckiem które się boi.
      Staraj sie wtedy dawać mu poczucie bezpieczeństwa. To potrwa trochę,
      ale to nie jest bunt, to wejście w nową fazę rozwoju, bardzo trudną.
      Trzeba uzbroić się wtedy cierpliwość. Trzeba zaakceptować kiedy odpycha,
      jest samodzielny i za chwile placzący, histeryczny.
      Serdeczne pozdrowienia.



      • verdana Re: Bunt spacerowy 28.03.12, 23:07
        Ja po prostu uznawałam kazde "nie", za "nie" na serio i ostateczne. "Nie będę się ubierał" to nie. Nie idziemy. Na płacz dziecka mówiłam "Przecież nie chciałeś, to nie".
        Po dwóch razach bunt ddwulatka zakończył sie. Obustronnie. Bo bunt ma dwie strony - dziecka, które mówi "nie" i rodzica , który nie respektuje "nie", i powoduje, ze dziecko używa go bez konsekwencji, a więc zdecydowanie zbyt często.
        • joa66 Re: Bunt spacerowy 29.03.12, 10:25
          Ja po prostu uznawałam kazde "nie", za "nie" na serio i ostateczne

          Tak ? :) ;)

          A jak dziecko odmawiało powrotu z placu zabaw?

          • verdana Re: Bunt spacerowy 29.03.12, 16:54
            Nie pytałam, czy wracamy, nie dawałam dziecku zadnego wyboru i tyle.
            • joa66 Re: Bunt spacerowy 29.03.12, 18:11
              verdana ;) naprawde wierzysz, że dziecko trzeba zapytać, żeby powiedziało nie?

              Poza tym nie mam wrażenia, ze autorka PYTAŁA dziecko o to czy wyjśc na spacer...
        • mama_trojga Re: Bunt spacerowy 29.03.12, 23:14
          Jeśli bunt zakończył się po 2 razach to masz niezwykle mało buntujące się dzieci. Mnie to aż śmieszy. Każde z moich to mistrze buntu, zawsze trwało to kilka miesięcy. Wszystko pięknie jeśli nie musisz nigdzie iść. Co zrobić kiedy idziesz na umówioną wizytę do przychodni a dziecko wije się wściekle. Mnie się kilka razy zdarzyło, że nie mogłam pojechać - nie byłam w stanie zapiąc syna w fotelik i przepadało szczepienie czy tam coś. Albo po starszych do przedszkola idziesz i co? Aha nie chcesz to nie idziemy, oni sobie tam zostaną a mamusia będzie teraz respektować twój bunt...
          Podobnie w sytuacji odwrotnej - chyba z 50 razy zdarzyła mi się sytuacja, że któreś kładło się na chodniku, na deszczu i nie chciało wrócić. I co?
          Moim zdaniem to wszystko zależy od sytuacji, jeśli można i chodzi tylko o zwykły spacer, to buntujące się w taki właśnie sposób dziecko wynosiłam na dywan i czekałam aż przejdzie. Jeśli musiałam wyjść, ubierałam na siłę, czy też brałam pod pachę i niosłam do domu jeśli nie chcieli wrócić.
          Znam osobiście masę buntowników i też dzieci, które nigdy się nie zbuntowały albo kapitulowały po 3 razach. Każde dziecko jest inne!!!
          • mama_trojga Re: Bunt spacerowy 29.03.12, 23:29
            To oczywiście odpowiedź kierowana do Verdany.
            Ja ogólnie cenię sobie twoje wypowiedzi, ale sama wielokrotnie powtarzałaś, że masz dzieci o łagodnym charakterze, więc może na posty tego rodzaju nie odpowiadaj:))
    • joshima Re: Bunt spacerowy 28.03.12, 23:39
      Ja bym zrezygnowała ze spaceru, albo odwlekała wyjście do momentu kiedy młody się nie uspokoi i nie da normalnie bez szarpaniny ubrać.
      • tabakierka2 Re: Bunt spacerowy 29.03.12, 07:27
        Nasz półtora roczniak ma podobne fazy;)
        U nas działa zaangażowanie w ubieranie - np. 'gdzie jest kurteczka T.?' T pokazuje kurteczkę, a kurteczka mamy? pokazuje. 'teraz mama założy kurteczkę' (zakładam), a teraz T założy kurteczkę. T. nie chce. Więc pytam czy idziemy na spacer (my w zasadzie w wózku go wozimy, sam czasami chodzi, ale po 5 minutach muszę go nieść, więc wolę wózek) - T. odpowiada, że idziemy. Znów pytam 'a gdzie kurteczka T?' pokazuje. 'No to zakładamy' Po kilku takich próbach udaje się go ubrać. Czasami pytam "a jak zimno jest na dworze?' T odpowiada 'brrrr...' Ja na to, że musimy założyć kurtkę. Może śmiesznie to wygląda, ale u nas skutkuje. Z butami jest podobnie - pytam gdzie założyć buty, on pokazuje na nózkę, później nie chce, więc prowadzę dalej dialog. Zwykle w 5 minutach się zamykamy.
    • Gość: aniko Re: Bunt spacerowy IP: 193.109.212.* 29.03.12, 10:35
      To chyba nie jest żaden bunt tylko niechęć do ubierania się i umiejętność jej zamanifestowania. Moje dzieci nigdy tego nie miały ale ja najpierw ubieram siebie a potem szybciutko dziecko: buty, kurtka, czapka już właściwie w otwrtych drzwiach, nigdy wiązana. jak czasem obserwuję ubieranie dzieci przez dorosłych u nas w domu to nie dziwię się, że maluchy wściekją się i mają uraz. Wszystko zaczyna się od założenia ciepłej czapy i zawiązania jej pod szyją, potem kurtka, unieruchomienie szalikiem, rękawiczki i ...czekanie na ubierających się rodziców. Koszmar. Niechodzące dziecko tylko wrzeszczy do upadłego, a chodzące zachowuje tak jak twoje. Cały bunt dwulatka to wymysł dorosłych na określenie zachowań dzieci, które wreszcie dorosły do manifestowania potrzeb i sprzeciwu. Mam 2 dzieci i uwierzcie mi lub nie ale nie przechodziły buntów 2 latka, 5 latka czy co tam jeszcze. Twoje "pomysły" na radzenie sobie świadczą o nie rozunienu tych zależności. Jak można wierzgające, sprzeciwiające się dziecko na siłę ubierać na spacer, który chyba ma być przyjemnością. Teraz jest cieplej, więc wyjdźcie bez ubierania, a po drodze załóż mu to co potrzeba.
      • Gość: tuszeani Re: Bunt spacerowy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.12, 12:50
        No cóż, trochę mi się zrobiło przykro że mnie tak oceniłaś.

        Tak się składa, że ubieram siebie najpierw, zrezygnowałam ze wszystkich praktycznych wielowarstwowych strojów i gotuję się w jednowarstwowej kurtce, jeśli źle ocenię temperaturę. Właśnie po to żeby było szybciej i żeby uniknąć niepotrzebnych stresów. Do założenia po ubraniu dziecka zostają mi tylko buty które zakładam już po wystawieniu Młodego na korytarz - tu j.w. - zrezygnowałam z wszelkich wiązanych i noszę ohydne kłapciowane mokasyny. Tym bardziej wkurzają mnie korowody z ubieraniem Młodego, bo ja jestem już wtedy w pełnym rynsztunku i ociekam potem.

        Chętnie dowiem się, co Cię zbulwersowało w moich pomysłach na poradzenie sobie z sytuacją, oprócz ubierania na siłę, o którym napisałam jasno, że wg mnie nie tędy droga.

        Generalnie sytuację u nas komplikuje to, że Młody od kilku miesięcy ma non stop katar. Nie przegrzewam go na pewno, w porównaniu do innych dzieci które widzimy na spacerach, jest dużo lżej ubrany. Lekarz KAZAŁ obowiązkowo chodzić na spacery (więc rezygnuję z nich tylko w ostateczności), ubierać w sam raz i nie dopuścić do wychłodzenia (więc pomysł z pozwoleniem na nieubranie to nie na teraz). Zdaję sobie oczywiście sprawę że gorsze samopoczucie pogarsza jego humor i jest częściowo powodem zwiększonego oporu.

        Gratuluję Ci bezproblemowych dzieci, mój jest prawie ideałem, ale ma bardzo, naprawdę bardzo silny charakter (po nas obojgu) i nie jest dzieckiem, które po usłyszeniu 2 razy że ma coś zrobić, robi to (zupełnie tak jak my). Dzieci są po prostu różne, w większości spraw można odpuścić ale np. czy powinnam odpuścić jak Młody walczy o to żeby nie wziąć lekarstwa mimo że wiem, że mu smakuje, bo jak już zdecyduje się łyknąć, chce jeszcze?

        Nota bene, dziś rano latał po chałupie na golasa chyba z godzinę i ostatecznie do założenia czegokolwiek przekonały go brudne nogi ;) Nie zimno bynajmniej, on z tych morsów raczej ;)
      • Gość: tuszeani Jeszcze czapka wiązana IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.12, 13:23
        Tak, u nas czapki są wiązane. Te niewiązane niezależnie od temperatury są natychmiast ściągane z głowy. Mam pozwolić chodzić dziecku w zimie czy nawet wczesną wiosną z gołą głową? W lecie pozwalam, nawet w pełnym słońcu, choć wiem że też nie powinnam.

        Czapka jest akurat tematem w którym się poddałam całkowicie i nie umiem znaleźć rozwiązania satysfakcjonującego wszystkich. Światełkiem w tunelu jest JEDNA czapka niewiązana, co do której wmówiliśmy Młodemu że wygląda jak korona króla i tę ostatecznie czasami nosi dłużej niż przez 5 sekund ;)
        • joa66 Re: Jeszcze czapka wiązana 29.03.12, 13:34
          krzyczy "siam pa pa!".

          Ale to jest chyba stwierdzenie "idę sam, pa pa" ?

          I być może jego "bunt" jest reakcją na ignorowanie jego decyzji? Oczywiście nie namawiam, żeby sam wychodził! Ale może oczekuje reakcji "na temat"?
          • tabakierka2 Re: Jeszcze czapka wiązana 29.03.12, 14:02
            joa66 napisała:


            > I być może jego "bunt" jest reakcją na ignorowanie jego decyzji? Oczywiście nie
            > namawiam, żeby sam wychodził! Ale może oczekuje reakcji "na temat"?

            to może zaproponować, adekwatnie, żeby 'siam' spróbował sie ubrać i tylko lekko mu pomagać?
    • el_elefante Re: Bunt spacerowy 29.03.12, 12:46
      Jak to czytam, to widzę, że próbujesz stosować różne podejścia, i jak nie działa, to piszesz: bo syn...cośtam. Tak jakbyś między wierszami pisała, że to jego wina że metoda nie działa. Tymczasem to są zwykłe, ludzkie reakcje, za które trudno winić. Gdy jesteś na coś wściekła, tak że się poryczysz i ręce ci latają ze zdenerwowania - czy masz wtedy ochotę słuchać kogoś, kto ci podaje gadkę umoralniającą, wytyka co robisz źle, tłumaczy w nieskończoność albo rżnie głupa w stylu: o, zobacz, jaki fajny film w tv leci? Gdy roznosi cię tak, że nie wiesz co ze sobą zrobić - wyobraź sobie, że ktoś cię wtedy na siłę będzie próbował przytulić i ugłaskać, pomimo że wcale nie masz na to ochoty. Za to złościsz się jeszcze bardziej i nabierasz ochoty, żeby palnąć tego kogoś w łeb. Już o ubieraniu na siłę to powiem tylko, że można to uznać za dopuszczalne, gdy spóźnienie się gdzieś wiąże się z niemiłymi lub uciążliwymi konsekwencjami, np. wyczekana trzy miechy wizyta u specjalisty.

      Mój syn miewa takie jazdy, choć nie codziennie, ale na tyle, że wiem jak to wygląda. Za każdym razem jest moment krytyczny, po przekroczeniu którego jest już po ptokach. Trudno go zauważyć, a pojawia się w wyniku jakiejś mojej reakcji, nieodpowiedniej do tego co akurat dziecko sobie wyobraziło czy postanowiło. Czasem udawało mi się ugryźć w język, gdy przeczuwałem że się sytuacja rozwija niepokojąco, a czasem się zagapiłem. To może być cokolwiek, pić mu się zachciało, albo coś sobie przypomniał, albo myślał o czym innym a tu nagle mu spacer wrzucają bez uprzedzenia, bez dania czasu na wymyślenie co tam będziemy robić ect. A maluchy bardzo lubią wiedzieć, co je czeka. Nigdy do końca nie wiadomo, ale warto się przyjrzeć szczegółowo jak ta cała procedura wyjściowa wygląda u was.
      Faktem jest, że jak już się przegapi, to emocje syna wyglądają jak sinusoida, na szczęście gasnąca. Wygaśnięcie jednak wymaga trochę czasu, nie da się zatrzymać ot tak, i z tym warto się pogodzić. Tak jak z tym, że pomęczysz się jeszcze jakiś czas, a i potem może się jeszcze zdarzać podobna sytuacja.
      • Gość: tuszeani Re: Bunt spacerowy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.12, 13:14
        Dzięki za ten wpis, daje mi do myślenia.

        Generalnie nie wydaje mi się żebym winiła syna za te reakcje, rozumiem to że taki etap z jego życiu i musimy to przetrzymać ;) Ale może podświadomie jakoś jestem na niego zła, jeśli mi się tak napisało (nie było to moją intencją).

        Co do tego punktu krytycznego, muszę poobserwować, pewnie u nas też jest taki. Spacery na pewno nie są wrzutą, prawie zawsze to on jako pierwszy biega do drzwi i krzyczy "siam pa pa!". Myślałam, że chodzi o to że się za bardzo guzdram z wychodzeniem i on jest wtedy wściekły że nie było natychmiast, ale sprawdziłam, że natychmiastowa reakcja na jego "siam pa pa" też niewiele zmienia. Raczej nie chodzi też o to że reaguję za szybko, prawie zawsze rozmawiamy o tym jak pójdziemy do koników, na huśtawki, karmić wiewiórki itp.

        Ciekawe byłoby dla mnie dowiedzieć się, co robisz i jak reagujesz kiedy zdarzy Ci się ten punkt krytyczny przegapić.

        Ubieranie na siłę zdarzyło mi się może ze 2 razy, właśnie w sytuacjach kiedy po prostu MUSIELIŚMY już wychodzić. Na szczęście jestem na urlopie wychowawczym, więc mogę sobie w tej kwestii pozwolić na większy luz. Jak już pisałam, to rozwiązanie uważam za absolutną ostateczność, tylko na sytuacje nadzwyczajne kiedy nie można sobie pozwolić na spóźnienie (właśnie taka np. wyczekana wizyta u specjalisty). Inna sprawa, że bardzo kiepski jest tzw. odbiór społeczny tekstów w stylu "spóźniliśmy się 2 godziny bo była różnica zdań w kwestii ubierania...".
        • Gość: tuszeani Re: Bunt spacerowy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.12, 13:17
          I jeszcze: jestem w stanie zrozumieć siłę emocji, sama pamiętam swoją własną furię z powodu że najpierw mi założyli nie ten co trzeba rękaw od kurtki (nie, nie dało się tego naprawić, potem to już mogli się wypchać tą kurtką, skoro nie wiedzieli od razu czego chcę!). Musiałam mieć wtedy ze dwa lata, jeśli to pamiętam, znaczy że furia musiała być bardzo silna i bardzo na serio ;)
        • el_elefante Re: Bunt spacerowy 29.03.12, 14:28
          Siam pa pa - oznacza, jak ja to rozumiem, że chce sam wyjść z domu, a niekoniecznie, że chce iść z kimś na spacer. Ale każde małe ma swój dialekt :). "Siam nie pójdziesz, ale jeśli chcesz, to ja chętnie pójdę z tobą". A może niech wyjdzie sobie siam, nie wiem gdzie mieszkacie, czy się da tak, na klatkę schodową alboco, pod czujnym okiem oczywiście.
          A co robię? Nic szczególnego, po prostu staram się zachować spokój, jak coś mówi, to słucham uważnie i reaguję na to, choćby mhm... albo cokolwiek. Jak po prostu ryczy, to czekam cierpliwie aż mu przejdzie, nie obrażam się i nie złoszczę, nie nakręcam tej sinusoidy. Jak już się da, to próbuje pomału negocjować, dowiedzieć się o co chodzi (teraz ma 4,5, więc łatwiej się dogadać niż z dwulatkiem). Jak mówi, że nie wybrał jeszcze auta, to potwierdzam że zrozumiałem, aha, jeszcze auto nie wybrane, wciągnij spodnie do końca i idziemy wybierać.
          Próbuję się pilnować, żeby mówić stwierdzając stan, a nie czy on coś zrobił albo nie zrobił, bo mam wrażenie, że to lepiej działa. A więc nie: nie włożyłeś spodni, ale: spodnie jeszcze nie włożone. W druga stronę to samo: O, spodnie założone, doskonale! Niby to samo, ale odbiór inny. Zobacz, na ile sposobów można powiedzieć: załóż spodnie, teraz spodnie, trzeba założyć spodnie, chodź założymy spodnie, pomogę ci założyć spodnie - itd. Każde inne i każde dobre, w zależności od sytuacji i nastroju.
          Czasami młody wpada w stan pomiędzy dwoma uczuciami: chęcią zrobienia czegoś np z ciekawości, potrzeby spróbowania, a niemożnością - lęk, nieśmiałość, niepewność, niewiedza. Następuje impas, z którego bardzo trudno go wytrącić, a w dodatku im bardziej chcesz, tym gorzej się robi. Jedyne co czasami działa, to "pomogę ci". Potrzymam, złapię, podeprę, podam, ty zrobisz to, a ja to.
          Może podziałać dzielenie problemu na mniejsze. Ubieramy się, to dość abstrakcyjne. Ale zdejmij piżamkowe spodnie, założymy dworowe jako pierwsza czynność, jest już o wiele jaśniejsze.
          Nie wiem co jeszcze, to tylko ogólne sugestie, każdy malec jest inny i co innego nań działa. Tak samo jak każdy rodzic jest inny i w dodatku popełnia błędy :)
          • Gość: tuszeani Siam pa pa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.12, 16:19
            Na razie na szybko tylko wyjaśnię, że Siam ma dwojakie znaczenie, w zależności od kontekstu:
            - ja sam!
            - po prostu: "ja".
            Czasami mogę się mylić, ale na ogół jednak chodzi o wspólny spacer, no bo jak np. zrozumieć: "siam pa pa! mamom! tatoj!"

            Przepraszam, że nie wyjaśniłam od razu, bo Was to wprowadziło w błąd.
            • joa66 Re: Siam pa pa 29.03.12, 18:42
              Wyobrażam sobie chyba jak się czujesz:) Mój syn aż do wieku 1 rok 10 miesięcy był dzieckiem idealnym. Tym większy był szok kiedy się "zbuntował". Wtedy nie potrafiłam tego nazwać, ale teraz wiem, że spodziewałam się, że dziecko "wystarczająco dobrej matki" będzie się zachowywało w miarę "przyzwoicie". Do tego wierzyłam, że każde zachowanie da się logicznie zrozumieć i wytłumaczyć i uparcie szukałam odpowiedzi na pytanie dlaczego i jak to rozwiązać . W tych poszukwaniach szukałam czasami obwiniałam siebie za całe zło tego świata.

              I chociaż nie mam gotowych recept skutecznych po 7 dniach stosowania jak w supernianiach, jedno wiem na pewno - tak nie można myśleć. Oczywiście nie namawiam do tego, żeby bezrefleksyjnie trwac w samozadowoleniu, ale o tym jakie jest nasze dziecko nie świadczą tylko jego ataki złości. Jeżeli dziecko ogólnie fajnie funkcjonuje w rodzinie i na podwórku, tylka czasami strzela fochy, ja bym się nie przejmowała fochami. Z tym, ze "nie przejmowała" znaczy dokładnie to co znaczy i nie jest równoważne z "nic bym nie robiła". I chyba nie ma wiecznie skutecznych metod i tak naprawdę trzeba reagowac "tu i teraz" , a więc każdy z proponowanych sposobów może być użyty w zależności od sytuacji.

              W zasadzie mam jedną radę i jedno pocieszenie. Rada: znajdź parę godzin w tygodniu TYLKO dla siebie. Pocieszenie: z takich buntowników potrafią wyrosnąć bardzo fajni młodzi ludzie.
              • joa66 Re: Siam pa pa 29.03.12, 18:59
                I jeszcze jedno. Moim zdaniem wiele frustracji małego dziecka , a co za tym idzie i złości, jest spowodowane przez brak satysfakcjonujących je kompetencji komunikacyjnych . Dziecko trudno pojąć rozumem to co czuje, a co dopiero przekazać to innym.
    • aniko16 Re: Bunt spacerowy 29.03.12, 15:47
      Moim zamiarem nie była ocena twojego zachowania. No może poza końcówką postu, w której skrytykowałam skatalogowanie ewentualnych zachowań. Bo wyjście jest jedno - doprowadzenie do spokojnej normalnej relacji. A jednak nie myliłam się z tą czapką:)) Wiesz wiązanie czapki po to aby nie można było zdjąć jej z głowy chyba każdego doprowadziłoby do furii. To najzwyklejsza przemoc. Gdybyś zakładała czapkę tylko wtedy gdy trzeba (zimno), niezbyt ciepłą (na to kaptur przy mrozie) i przede wszystkim niewiązaną nie miałabyś takich jazd. Mówisz. że wystawiasz dziecko na korytarz, a więc nie bezpośrednio na dwór, możesz więc spokojnie nacięgnąć czapkę czy zapiąć kurtkę już w korytarzu. Ale skoro nastawiasz się na wojnę pisząc i wierząc w bunt dwu latka to (niestety) będziesz ją miała.
      • milosza_mama Re: Bunt spacerowy 29.03.12, 20:11
        Zachowanie Twojego synka jest najzupełniej normalne, choć dla nas rodziców trudne, niestety zauważam to samo przy drugim dziecku. Etap na NIE został rozpoczęty. Co robić? reagować różnie, raz zagadywać (u starszego działało i nadal działa:)) albo poczekać kilka minut i znowu spróbować,i w ten deseń. Czego nie robię? to nie daję sie wodzić 2 h, jeśli mam gdzieś być i dziecko tak sie zachowuje, to bym niestety w ostateczności ubrała na siłę. Jeszcze mi się nie zdarzyła taka sytuacja, ale np. na siłę zapinałam 2 dni temu w foteliku, źle sie z tym czułam, ale drugie dziecko czekało, a ja 10 minut przekonywałam malucha że musi jechać w foteliku, po czym poddałam się i na siłę zapięłam:( ale musiałam.
        Trzymaj sie za rok będzie lepiej:):)
      • Gość: tuszeani Re: Bunt spacerowy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.12, 23:27
        Ok, miałam ochotę podyskutować jeszcze o tej czapce, ale ugryzłam się w język i powtórzę tylko: dzieci są różne, to że Twoje reagowały tak, nie znaczy że mój zareaguje w taki sam sposób.

        Ja też nie lubię nazwy "bunt dwulatka" i nie użyłam jej w swoim tekście. Wolę raczej mówić o fazie wybujałych emocji, która na ogół pojawia się w okolicy dwóch lat.

        To nie jest zresztą tak że jestem tym jakoś szczególnie zaskoczona czy też załamana. Przeciwnie, całkowicie się tego spodziewałam i nawet na ile umiałam, przygotowałam się. Mimo wszystko wychodzi w praniu, że z pewnymi sytuacjami nie potrafię sobie jeszcze sensownie poradzić i dlatego proszę o rady osoby które przez to już przechodziły :)
    • olka_only Re: Bunt spacerowy 29.03.12, 21:20
      Ja bytm konsekwentnie ignorowała, a potem spokojnie ubierała i wychodziła. Po pewnym czasie powinien zobaczyć, że nic tym nie wskóra i odpuścić...
    • Gość: e-milka Re: Bunt spacerowy IP: *.play-internet.pl 29.03.12, 23:24
      U mnie w podobnych sytuacjach wykorzystywałam to, że dziecko mam bardzo przekorne. Mówiłam: nie, dzisiaj chyba nie pójdziemy na spacer, oj jak nam się nie chce iść...itd. To był znak dla Małego, że na spacer trzeba iść koniecznie:)
      Jeśli stawiał opór zawsze działało: dobra - to ty zostajesz, ja - wychodzę, nie będę długo, zaraz wracam więc się nie martw...Na szczęście zawsze decydował, że jednak chce iść :) - czasami z płaczem ale pozwalał się ubrać.
      Musisz znaleźć swoje sposoby, do dwulatka potrzeba wiele, wiele kreatywności:)
      • Gość: tuszeani Re: Bunt spacerowy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.12, 23:30
        U nas metoda przekory nie działa. Jak nie chce na spacerze iść tam gdzie ja chcę, na tekst "to pa pa, mama idzie w tę stronę" Młody odpowiada "pa pa" i kontynuuje realizację swojego planu ;)

        Wiem że metody i sposoby muszą być nasze własne, nie oczekuję gotowych recept, a raczej inspiracji do ich wypracowania.
        • mama_trojga Re: Bunt spacerowy 30.03.12, 09:16
          Jeśli mogę dać ci jedną radę (mam troje dzieci i wszyscy bardzo się buntowali w tym okresie), to staraj się przetrwać ten okres pamiętając cały czas o szacunku dla dziecka. Czasem trzeba coś zrobić wbrew woli dziecka, ale można to zrobić na wiele sposobów. Ja starałam się jak mogłam nie denerwować się, tylko mówiłam: wiem, że nie chcesz się ubierać, ale nie mamy wyjścia, musimy iść. Z drugiej strony czasem trzeba odpuścić i nie obwiniać potem dziecka. Syn na przykład ma niezaliczony bilans dwulatka tak się wściekał, nie chciał rozebrać i szalał w gabinecie. Po kilku próbach odpuściliśmy. A syn w wieku lat 3 był już wzorowym pacjentem.
          Powodzenia!
    • esr-esr Re: Bunt spacerowy 30.03.12, 13:58
      ja stosowałam kombinację punktów 3 i 4.
    • asia_i_p Re: Bunt spacerowy 30.03.12, 16:18
      Z tego, co proponujesz, największy sens ma jednak piąte - mnie też "nie pasowało" i się męczyłam, i niestety po czasie odkryłam, że zabranie dziecka z miejsca, gdzie akcja się zaczęła, przerywa akcję, a zostanie w tym miejscu przedłuża ją.
      To piąte musi być robione w miarę łagodnie i z humorem, bo jak się wściekniesz, to opór się wzmaga - ale jak w miarę sprawnie ubierzesz i wyniesiesz, to zainteresuje się spacerem i szał przejdzie.
Pełna wersja