Dodaj do ulubionych

Kobiety w "Lalce"

28.12.08, 14:56
Proponuję porównać postaci kobiece, bo jest ich cała fascynująca galeria.
Zaczynam: nie udała się Prusowi Stawska, mdła i irytująca. Świetne są
Małgorzata Minclowa, taka współczesna kobieta interesu, która kupiła sobie
przystojnego męża ;) I Wąsowska, cyniczna i wrażliwa - bardzo ciekawie
przedstawiona.
Obserwuj wątek
    • czarna9610 Re: Kobiety w "Lalce" 28.12.08, 15:25
      Również baronowa Krzeszowska typ kobiety zakochanej w zmarłej córce, która nie
      potrafi poradzić sobie z mężem i swoje problemy wyładowuje na Stawskiej
      • jadwiga1350 Re: Kobiety w "Lalce" 28.12.08, 17:12
        Muszę bronić pani Stawskiej. Wcale nie jest jakąś mdłą, irytującą
        gęsią. Po ucieczce męża, zostawszy sama z córką i matką, radzi sobie
        całkiem dobrze. Nie przejmuje sie plotkami krażącymi o niej i
        Wokulskim. Nie wstydzi się swoich uczuć, miłości. Mówi przecież
        matce, że tylko dlatego nie jest kochanką Wokulskiego bo on tego od
        niej nie zażądał.Rzecki miał dobrego nosa uważając że z panią
        Stawską Stach byłby szczęśliwy.
        Najbardziej irytują mnie Izabela Łęcka i Ewelina, żona barona
        Dalskiego.Puste, płaskie, rozkapryszone dziewuszyska. Podziwiam
        Marię, żonę Węgiełka, za to że zdołała się podnieść z samego dna.
        Natomiast Małgorzaty Wokulskiej mi szkoda.Dramat starej kobiety z
        desperacją walczącej o uczucie młodego męża, czy choćby pozory tego
        uczucia.
        • panna.bennet Re: Kobiety w "Lalce" 28.12.08, 17:47
          Oczywiście, autorskie założenie było takie, by pani Stawska była dzielną
          kobietą, która radzi sobie w tak nieciekawych okolicznościach życiowych. Jest
          szlachetna, dobra, wiadomo, nie odmawiam jej tego.
          Pani Stawska jest jednak ograniczona, w sensie horyzontów życiowych i oczekiwań.
          Zauważcie, że tak naprawdę nie rozmawia o niczym z Wokulskim, poza sprawami typu
          gdzie jest Henryczek i co z lalką. Jak niby się w nim zakochała? Po prostu
          odczuwa wdzięczność wobec przystojnego, bogatego faceta, który jej
          bezinteresownie pomaga. A to często, nawet samym zainteresowanym, myli się z
          miłością.
          Rzecki to dobry człowiek, ale nieprzypadkowo żadna z jego intuicji się nie
          sprawdza ;)Wokulski, który ma w końcu swoją "ciemną stronę", powikłaną psychikę
          oraz i Stawska? To byłaby gorsza para niż Stanisław z Izabelą.
          • czarna9610 Re: Kobiety w "Lalce" 28.12.08, 18:08
            Wokulski szybko by się Stawską znudził męczyła by go.
          • matylda1001 Re: Kobiety w "Lalce" 03.02.09, 19:57
            >poza sprawami typu gdzie jest Henryczek <

            Ludwiczek...

            Ja też nie przepadam za panią Stawską, jest mdła, jak sułtański
            krem. Owszem, jakos radziła sobie po wyjeździe męża, ale przecież
            sama tego domu nie utrzymywała. Śp. Misiewicz był naczelnikiem
            powiatu, czyli urzędnikiem wysokiej rangi i dobrze opłacanym. Pani
            Misiewiczowa musiała mieć całkiem ładną emeryture i napewno nie
            ukrywała jej przed córką. Poza tym pani Stawska wcale nie kochała
            Wokulskiego. Owszem, była mu wdzięczna za pomoc, za zainteresowanie,
            trochę jej imponował. Gdyby poprosił ją o rękę, to by za niego
            wyszła, i nawet starałaby sie być najlepszą żoną. Już tam Rzecki by
            jej wytłumaczył, że wygrała los na loterii, ale czy byłaby
            szczęśliwa? chyba nie. Dla niej dobrym mężem był Mraczewski. Kochał
            ją szczerze, podobała mu się jako kobieta i napewno wykrzesał z niej
            trochę życia.
            • soova Re: Kobiety w "Lalce" 03.02.09, 22:12
              matylda1001 napisała:

              > Poza tym pani Stawska wcale nie kochała
              > Wokulskiego. Owszem, była mu wdzięczna za pomoc, za zainteresowanie,
              > trochę jej imponował. Gdyby poprosił ją o rękę, to by za niego
              > wyszła, i nawet starałaby sie być najlepszą żoną. Już tam Rzecki by
              > jej wytłumaczył, że wygrała los na loterii, ale czy byłaby
              > szczęśliwa? chyba nie. Dla niej dobrym mężem był Mraczewski. Kochał
              > ją szczerze, podobała mu się jako kobieta i napewno wykrzesał z niej
              > trochę życia.

              Jednak myślę, że go kochała. Stopniowo interesowała się nim coraz bardziej, w miarę, jak często go widywała. W końcu, gdy doszło do procesu z oskarżenia baronowej, który groził Stawskiej poważną kompormitacją:

              "Wokulski nie tylko nie wyparł się znajomości z nią, co przecież mógł zrobić, ale jeszcze uniewinnił ją w sądzie i ofiarował jej korzystne miejsce w sklepie.

              Wówczas pani Stawska wyznała przed samą sobą, że ten człowiek obchodzi ją i że jest jej równie drogim jak Helunia i matka."
              • matylda1001 Re: Kobiety w "Lalce" 04.02.09, 12:51
                > "Wokulski nie tylko nie wyparł się znajomości z nią, co przecież
                mógł zrobić, ale jeszcze uniewinnił ją w sądzie i ofiarował jej
                korzystne miejsce w sklepie.<

                No i jak tu nie "kochać" TAKIEGO człowieka... chociażby z
                wdzięczności, chociażby przez szacunek, chociazby z poczucia
                obowiązku. Byc równie drogim jak matka czy córka, to jeszcze nie
                znaczy byc kochanym jako mężczyzna. Wszyscy wokół pani Heleny mówili
                o tej miłości. Cieszył się Rzecki, bo nie wierzył, że ktoś mógłby
                nie kochać jego Stacha. Cieszyła się pani Misiewiczowa, bo gdyby
                Helenka wyszła za Wokulskiego, to mogłaby spokojnie umierać,
                wiedząc, że los córki i wnuczki jest zabezpieczony. Tylko sama pani
                Stawska jakos szybko otrząsnęła się z tej miłości i padła w objęcia
                Mraczewskiego, który chyba jako jedyny nie wierzyl w tę wmówioną
                miłość.
                • jadwiga1350 Re: Kobiety w "Lalce" 13.02.09, 19:43
                  > No i jak tu nie "kochać" TAKIEGO człowieka... chociażby z
                  > wdzięczności, chociażby przez szacunek, chociazby z poczucia
                  > obowiązku. Byc równie drogim jak matka czy córka, to jeszcze nie
                  > znaczy byc kochanym jako mężczyzna

                  Pani Stawska naprawdę kochała Wokulskiego. Nie była to wprawdzie
                  miłość od pierwszego wejrzenia, która spada na człowieka jak grom z
                  jasnego nieba, ale głębokie i silne uczucie. Watpię by kierowała się
                  tylko wdzięcznością.

                  "- Heleno... dziecko moje... Ty przecież nie jesteś...

                  - Jego kochanką?... Tak, nie jestem, bo on tego jeszcze nie zażądał.
                  Co mnie obchodzi pani Denowa czy Radzińska albo mąż, który mnie
                  opuścił... Już nie wiem, co się ze mną dzieje... To jedno czuję, że
                  ten człowiek zabrał mi duszę."


                  "- Zrobię tak, jak zechce pan Wokulski. Każe mi otworzyć sklep
                  otworzę; każe zostać u Milerowej, zostanę .

                  - Ależ, Helenko!... - zreflektowała ją matka. - Pomyśl, na co się
                  narażasz mówiąc w podobny sposób?... Całe szczęście, że nas nie
                  słyszy nikt obcy.

                  Pani Stawska umilkła ku wielkiemu zmartwieniu pani Misiewiczowej,
                  którą przerażała stanowczość córki dotychczas tak łagodnej i uległej"

                  Kobieta która z wdzięczności zostałaby kochanka mężczyzny??? To
                  zupełnie do pani Stawskiej nie pasuje!!

                  Tylko sama pani
                  > Stawska jakos szybko otrząsnęła się z tej miłości i padła w
                  objęcia
                  > Mraczewskiego, który chyba jako jedyny nie wierzyl w tę wmówioną
                  > miłość.

                  A co miała kobieta robić? Położyć się na torach jak obiekt jej uczuć
                  i czekać aż ją pociąg przejedzie? Na to Stawska była za rozsądna, za
                  mało romantyczna a za dużo pozytywistyczna.
                  Wokulski zaręczył się z Izabelą więc jasno dał Helenie do
                  zrozumienia że jej jako kobiety nie chce. Potem gdzieś zniknął. Więc
                  na co kobieta miała czekać? Wątpię żeby tak szybko pokochała
                  Mraczewskiego. Raczej traktowała małżeństwo z nim jako spokojną
                  przystań po burzach życiowych. Może też chciała mieć opiekuna dla
                  siebie a ojca dla córki.

                  Mraczewski nie wierzył w miłość Heleny do Wokulskiego bo on
                  właściwie to w nic nie wierzył. Wiara w socjalizm też mu jakoś
                  szybciutko przeszła. Wątpię żeby naprawdę kochał Helę, po prostu
                  widział w tym małżeństwie korzyść dla siebie.





        • soova Re: Kobiety w "Lalce" 28.12.08, 19:52
          jadwiga1350 napisała:

          Dramat starej kobiety z
          > desperacją walczącej o uczucie młodego męża, czy choćby pozory tego
          > uczucia.

          Z tą "starą kobietą" to bym uważała ;). W XIX wieku starość zaczynała się znacznie wcześniej, niż dziś, tak, że praktycznie już po 40-tce było się obowiązkowo starym. Takie były też i wymogi mody: u mężczyzn konieczny był pełny (a najlepiej od razu siwy!) zarost (ile krytyki zbiera Dalski i to i od autora i od bohaterów, bo swoją autentyczną siwiznę dla odmłodzienia sobie przyczernia!). O kobietach szkoda mówić: jeżeli już wydała na świat dzieci, czyli spełniła swoje ziemskie powołanie, właściwie mogła już tylko żyć oczekiwaniem na wnuki. Tak więc zarówno pani Stawska, jak i pani Minclowa w latach akcji powieści wcale nie musiały być "starymi kobietami". Stawska ma sześcio- czy ośmioletnią córeczkę - a wiadomo, że w tamtych czasach kobiety nie odkładały decyzji o macierzyństwie z powodu kształcenia się i kariery zawodowej. Minclową poznajemy jako młodziutką Małgosię Pfeiffer w kilka lat po 1848 roku, po powrocie Rzeckiego z więzienia w Zamościu. Skoro dopiero wtedy wyszła za Jana Mincla, ile mogła mieć lat w chwili ślubu? Nie przypuszczam,że więcej niż 20. Żoną Wokulskiego została zaś powiedzmy jakieś 15 lat później, po powrocie tego ostatniego z katorgi po Powstaniu Styczniowym. W dalszym ciągu nie wynika z tego, że w chwili drugiego ślubu była jakoś specjalnie stara. W ogóle uważam, że wielki Prus coś niecoś z wiekiem bohaterów nieźle pokręcił. Taki na przykład Rzecki, w końcowych fazach powieści przedstawiony jako stojący nad grobem, a faktycznie, przy założeniu, że na Wiosnę Ludów poszedł jako 18-latek, w roku 1878 mający raptem lat... policzcie sobie sami.
          O prawdziwym wieku prezesowej Zasławskiej nie wspomnę, bynajmniej nie dlatego, że nie wypada wypominać go kobietom. Wręcz przeciwnie. :)
          • panna.bennet Re: Kobiety w "Lalce" 28.12.08, 20:21
            Zgadzam się z przedmówczynią, stosujemy dzisiejsze kategorie młodości i
            starości, choć przecież Minclowa i Wokulski byli w podobnym wieku, może nawet -
            Wokulski był lat kilka starszy. A Minclową Ignacy nazywa "babą", podczas gdy
            Stasiulek jest w kwiecie wieku ;)
            Aha, 25 lat Izabeli to już "ten wiek" - staropanieństwo, zdaniem pań z towarzystwa.
            Co do wieku Ignacego, to wielki historycznoliteracki problem, którego nie śmiem
            zgłębiać ;)
            • cahir4 Re: Kobiety w "Lalce" 28.12.08, 21:40
              Ale kto się wtedy z rówieśnicami żenił? Panna miała być młoda, a kawaler
              ustabilizowany życiowo, zdolny do utrzymania rodziny na odpowiednim poziomie.
              Myślę, że jakieś 8-10 lat różnicy, to była norma.
              • panna.bennet Re: Kobiety w "Lalce" 28.12.08, 22:53
                no właśnie o to mi chodzi, że nikt ;) dlatego młoda Minclowa jest "stara", a to
                małżeństwo takie "dziwne" dla otoczenia.
            • jadwiga1350 Re: Kobiety w "Lalce" 28.12.08, 22:02
              Czy pani Stawska rzeczywiście była ograniczona? Jej słowa skierowane
              do matki o tym że Wokulski zabrał jej serce, że zostałaby jego
              kochanką gdyby tylko zażądał, temu przeczą.Jawi się tutaj jako
              kobieta świadoma swych uczuć, swej kobiecości, pozbawiona
              hipokryzji, fałszywego wstydu. Stawska musiała być też kobietą
              wykształconą skoro żyła z dawania lekcji. Jej rozmowy z Rzeckim i
              Wokulskim nie są moze zbyt ciekawe, ale to przecież takie typowe
              salonowe rozmówki, kiedy rozmówcy są z sobą na pan i pani. A rozmowy
              Wokulskiego z Izabelą też nie porażają głębią-Rossi, Molinari i
              boskie posłannictwo arystokracji.Myślę, że Wolkulski głębiej
              poznawszy Helenę Stawską zacząłby ją bardziej cenić. Na pewno by go
              nie zanudziła. Nie była to bowiem lalka salonowa, ale kobieta z krwi
              i kości, która umiałaby kochać.

              Rzecki nie sprawia na mnie wrażenia kogoś stojącego nad grobem.
              Przeciwnie, ma wiele sił i energii. Pierwszy rano w sklepie, ostatni
              opuszcza stanowisko pracy. A i upije się.

              25 lat to rzeczywiście niemało w XIXw. Ale Izabeli jakoś nikt nie
              nazywa starą panną i ona o sobie też nie myśli w tych
              kategoriach.Wybrzydza co do kandydatów do małżeństwa. A przecież
              gdyby obawiała się wizji staropanieństwa migiem wyszłaby czy to za
              barona, czy to za marszałka, czy w końcu za Wokulskiego.

              Z wiekiem Małgorzaty Minclowej jest pewien problem. Ona sama
              twierdziła, że jest równolatką Wokulskiego. Według innych była babą
              grubo starszą od męża.Myślę, że jednak musiała być starsza od
              Stanisława, bo inaczej to małżeństwo nie byłoby dla niego takim
              upokorzeniem, sprzedaniem się, niewolą. A może i sama Małgosia nie
              byłaby tak chorobliwie zazdrosna mając męża równolatka.

              Dzisiaj patrzymy na to wszystko innymi oczyma. Ale faktem jest, że
              kobiety wcześniej dojrzewają i wcześniej się starzeją niż męzczyźni.
              Gdy spoglądam na parę pięcdziesięciolatków, to prawie zawsze kobieta
              wygląda starzej niż mężczyzna.

              • panna.bennet Re: Kobiety w "Lalce" 28.12.08, 22:45
                > Czy pani Stawska rzeczywiście była ograniczona? Jej słowa skierowane
                > do matki o tym że Wokulski zabrał jej serce, że zostałaby jego
                > kochanką gdyby tylko zażądał, temu przeczą.Jawi się tutaj jako
                > kobieta świadoma swych uczuć, swej kobiecości, pozbawiona
                > hipokryzji, fałszywego wstydu. Stawska musiała być też kobietą
                > wykształconą skoro żyła z dawania lekcji. Jej rozmowy z Rzeckim i
                > Wokulskim nie są moze zbyt ciekawe, ale to przecież takie typowe
                > salonowe rozmówki, kiedy rozmówcy są z sobą na pan i pani. A rozmowy
                > Wokulskiego z Izabelą też nie porażają głębią-Rossi, Molinari i
                > boskie posłannictwo arystokracji.Myślę, że Wolkulski głębiej
                > poznawszy Helenę Stawską zacząłby ją bardziej cenić. Na pewno by go
                > nie zanudziła. Nie była to bowiem lalka salonowa, ale kobieta z krwi
                > i kości, która umiałaby kochać.

                Osobą wykształconą? To zbyt daleko idąca interpretacja - uczy francuskiego i
                brzdąkania na pianinie niezbyt bystre córeczki sąsiadów. Takie umiejętności to
                był standard dla panny ze średniego mieszczaństwa, byłoby czymś szokującym,
                gdyby tego nie potrafiła.

                Kobieta z krwi i kości? tak można powiedzieć np. o Wąsowskiej, która niby też
                toczy z Wolulskim li tylko salonowe dyskusje, ale na o ileż wyższym poziomie. W
                tych rozmowach Stawska nie błyszczy ani polotem, ani inteligencją. Świadoma
                swych uczuć, pozbawiona wstydu etc. to jest Wąsowska.
                Chyba, że jej ocenę jako kobiety z krwi i kościograniczymy do tego, że jest
                "pysznie zbudowana", co zauważa Rzecki. Wtedy - zgoda :)

                25 lat to rzeczywiście niemało w XIXw. Ale Izabeli jakoś nikt nie
                > nazywa starą panną i ona o sobie też nie myśli w tych
                > kategoriach.Wybrzydza co do kandydatów do małżeństwa. A przecież
                > gdyby obawiała się wizji staropanieństwa migiem wyszłaby czy to za
                > barona, czy to za marszałka, czy w końcu za Wokulskiego.

                Ależ zarówno ciocia Karolowa, jak i starsze panie z towarzystwa wypominają
                Izabeli jej wiek - literalnie! proszę, bez obrazy, odświeżyć sobie lekturę :)

                Z wiekiem Małgorzaty Minclowej jest pewien problem. Ona sama
                > twierdziła, że jest równolatką Wokulskiego. Według innych była babą
                > grubo starszą od męża.Myślę, że jednak musiała być starsza od
                > Stanisława, bo inaczej to małżeństwo nie byłoby dla niego takim
                > upokorzeniem, sprzedaniem się, niewolą. A może i sama Małgosia nie
                > byłaby tak chorobliwie zazdrosna mając męża równolatka.
                >
                Te informacje są podane w tekście - była "bliskolatką", istnieje
                prawdopodobieństwo, że była młodsza. Być może, ponieważ szybko się roztyła,
                wygladała na starszą. Faktem jest, że Ignacy w Pamiętniku zmienia wersje (należy
                por. fragmenty o tym, jak nastoletnia góra dwudziestoletnia Małgosia przychodzi
                bez widocznej potrzeby do sklepu i kokietuje Wokulskiego - chyba nie
                czternastolatka, hm? - z tymi pisanymi po śmierci Jana Mincla, kiedy nagle się
                staje "starą babą", ale to ma związek z niechecią Rzeckiego wobec niej).

                To, że wiek kobiet i mężczyzn był inaczej oceniany - oczywista oczywistość :) no
                i właśnie dlatego nawet młodsza od Wokulskiego Minclowa moze być ""stara" ;)
                • jadwiga1350 Re: Kobiety w "Lalce" 29.12.08, 09:42
                  Standard? Może. Ale taka panna Izabela pochodząca z arystokracji też
                  nie wiele więcej umie oprócz znajomości obcych jezyków i etykiety.
                  Takie czasy.
                  Czy Wąsowska jest taka inteligentna i błyszczy polotem? No nie wiem.
                  Na mnie te jej podchody, żeby Wokulski sprawdzał jak siodło leży na
                  koniu, sprawiaja wrażenie prymitywnej kobiety desperacko spragnionej
                  mężczyzny. Bardziej jest to kobieta zepsuta i cyniczna niż
                  inteligentna i wrażliwa. Choć oczywiście szanuję ją za to że nie
                  udaje lepszej niż jest.Taka Izabela nie dorasta jej do pięt.

                  W powieści jest enigmatycznie wspominany"ten wiek". Ale określenie
                  stara panna nigdzie nie pada. Izabela też się tego jakoś nie
                  obawia.A kiedyś panna w obawie przed staropanieństwem wyszłaby za 90-
                  letniego zgrzybiałego starca!

                  Może i Małgorzata była młodsza od drugiego męża. Ale dlaczego w
                  takim razie to małżeństwo było postrzegane przez niego samego i
                  przez innych jako sprzedanie się. I nie bardzo rozumiem te kwękania
                  Wokulskiego, że ożenił sie żeby nie umrzeć z głodu. Jakieś to takie
                  naciągane. Przecież mógł pracować w skepie Minclów bez ożenku z
                  właścicielką. A i Rzecki zawsze by mu pomógł.

                  Młoda Małgosia kokietowała Wokulskiego? To chyba była niejaka Kasia.
                  Wydawało się mi, że Wokulski poznał Małgorzatę juz jako panią
                  Minclową.
                  • panna.bennet Re: Kobiety w "Lalce" 29.12.08, 10:17
                    Młoda Małgosia kokietowała Wokulskiego? To chyba była niejaka Kasia.
                    > Wydawało się mi, że Wokulski poznał Małgorzatę juz jako panią
                    > Minclową.

                    Kasia, Kasia :) zjednoczyły mi się w jedną osobę ;)
                    • matylda1001 Re: Kobiety w "Lalce" 03.02.09, 20:13
                      Oczywiście do sklepu przychodziła Kasia Hopferówna. Wokulski był
                      młodszy od Małgorzaty ładnych kilka lat (jakoś mi wychodzi, że z
                      osiem). Wtedy, gdy Małgorzata Minclowa usiłowała swatać Stacha z
                      Kasią, on miał 28 lat, a ona było grubo po trzydziestce.
                  • licencja_pilota Re: Kobiety w "Lalce" 29.12.08, 10:47
                    Zgodzę się, że Wasowska to wymarzona kobieta dla Wokulskiego - Stawska jest tak
                    mdła, że budzi moją irytację, tak jak panny.bennet. Żadnej krwi, żadnych kosci u
                    niej nie widzę :)
                    • monikate Re: Kobiety w "Lalce" 29.12.08, 18:38
                      Tak jest, ale one musiały być dobre i ładnie wyglądać. Takie czasy,
                      takie wymagania. Wychodzi to z pana Prusa, oj, wychodzi. Kiedy
                      rozpieszczona Belcia stroi fochy, lub Wąsowska żyje, jak chce, zaraz
                      wybucha gadanina.
                      • monikate Jeszcze o wieku 29.12.08, 18:45
                        Pozwolę sobie przypomnieć zdanie Margaret M. z "Przeminęło z
                        wiatrem", że "Ellen O'Hara miała 32 lata była uważana za kobietę w
                        średnim wieku".
                        Faktycznie-ślub, dzieci i wypadało się praktycznie z obiegu. Nawet
                        jeśli chodzi o podziw z gatunku estetycznych.
                        • soova Re: Jeszcze o wieku 29.12.08, 18:54
                          Prezesowa Zasławska w 1878 roku stoi nad grobem i jako taka już niemalże widzi zmarłych, tymczasem przy najmniej korzystnym układzie okoliczności ma lat 73, co w naszych czasach jest wiekiem starszym, ale nie sędziwym.

                          ----
                          Hajo Hajo Ipsenajo!
                          • jadwiga1350 Re: Jeszcze o wieku 31.12.08, 15:15
                            Nie wiem czy Wąsowską należy się tak bezkrytycznie zachwycać. Znamy
                            ja przecież własćiwie tylko z salonowych rozmów, kiedy chcąc wywrzeć
                            na Wokulskim wrażenie przybiera jakieś pozy. Snobuje się na kobietę
                            fatalną, na łamaczkę meskich serc. Ale jaka jest naprawdę? Co się
                            kryje za tą błyszczącą powłoką?
                            Jej pierwsza rozmowa z Wokulskim, podczas konnej przejażdzki bardzo
                            mi przypomina jego pierwszą rozmowę z Marią. Podobny cynizm i brak
                            wyższych uczuć.Jedyna róznica to to, że Kazimiera ma pieniądze, jest
                            damą z najwyższego towarzystwa. A Maria nie mając majątku musi
                            pracować jako prostytutka.

                            Później Wokulski zaczyna ją intrygować, zaciekawać. Dostrzega jego
                            zalety, jego nieprzeciętność. Jest niewątpliwie kobietą inteligentną
                            w przeciwieństwie do Izabeli.
                            Ale czy umiałaby mu dać szczęście? Przecież tak lekko podchodziła do
                            przygody Izabeli ze Starskim. Wokulski patrzył na kobiety przez
                            pryzmat romantycznych lektur.Chciałby kobietę-anioła, którą można
                            wielbić i podziwiać. Wąsowska nie pasowałaby do takiej roli. Lepszą
                            romantyczną nimfą byłaby Stawska ,mimo swego "ograniczenia".
                            • cahir4 Kobieta dla Stacha 02.01.09, 12:36
                              jadwiga1350 napisała:

                              Chciałby kobietę-anioła, którą można
                              > wielbić i podziwiać.

                              No ale nie chce, ani Stawskiej, ani wcześniej słodkiej Kasi Hopfer.
                              Sam mówi, że kobietą w jego typie prędzej byłaby Wąsowska i ja mu
                              wierzę. Choć prawdopodobnie masz rację, że bardziej szczęśliwy byłby
                              ze Stawską. Ona umiałaby żyć bardziej pod niego. Wąsowska nie była
                              ani zła, ani głupia (też ją lubię), ale miała swój własny styl
                              życia, nie umiałaby się podporządkować. Stawską jestem sobie w
                              stanie wyobrazić, nawet jak zostaje z miłości pomocnicą u Geista.
                              Wąsowskiej poza salonem - nie.
                              • jadwiga1350 Re: Kobieta dla Stacha 04.03.09, 17:27
                                cahir4 napisała:

                                > jadwiga1350 napisała:
                                >
                                > Chciałby kobietę-anioła, którą można
                                > > wielbić i podziwiać.
                                >
                                > No ale nie chce, ani Stawskiej, ani wcześniej słodkiej Kasi
                                Hopfer.
                                > Sam mówi, że kobietą w jego typie prędzej byłaby Wąsowska i ja mu
                                > wierzę.

                                Myślę, że Stach jednak chciał takiej kobiety jak Stawska czy Kasia
                                Hopfer, tylko że sobie z tego nie zdawał sprawy.
                                Kiedy prześledzimy historię miłości Wokulskiego do Izy, to widać że
                                on najbardziej kochał ją w momentach kiedy Iza przybierała pozę
                                nieśmiałej, wrażliwej, skromnej, bezradnej dziewicy. Kiedy się
                                rumieni, spuszcza oczy, drży, wtedy najbardziej fascynuje swego
                                absztyfikanta. Wokulski jest wniebowzięty z zachwytu, gdy narzeczona
                                wkładając medalion za gorset płonie dziewiczym rumieńcem
                                zawstydzenia. Gdy Iza z rozpaczą w wielkich oczach pyta:"dlaczego
                                pan nas tak prześladuje??" Wokulski wręcz pada przed nią plackiem,
                                określając siebie mianem wiernego psa panny Łęckiej.
                                Izabela w marzeniach Wokulskiego przypomina Helenę Stawską, a nie
                                Kazimierę Wąsowską. To kobieta-anioł, słodka, delikatna mimoza, nie
                                lwica.
                                Tak naprawdę to Wokulski chciałby w Łęckiej znaleźć taką Stawską czy
                                Hopferównę.
                        • mistrzuuuu Re: Jeszcze o wieku 03.02.09, 13:25
                          Mysle ze jednak troche inaczej - Miclowa miala wyjsc za Jana Mincla jeszcze
                          przed wyjazdem Rzeckiego na Wegry czyli musiala miec z 20 lat w roku 1848.
                          Stachu jak wiadomo ma 46 lat w 1878 czyli urodzil sie w 1832. Sama Miclowa mowi
                          ze on jest prawie w jej wieku, czyli musial byc jednak mlodszy, moze o 5 moze o
                          wiecej lat. A jak mawial "Powolniak" z "Co ludzie powiedza?" - mezczyzni
                          pozostaja atrakcyjni dluzej ;)

                          Przepraszam za brak Polskich liter.
                          • matylda1001 Re: Jeszcze o wieku 03.02.09, 20:25
                            > Miclowa miala wyjsc za Jana Mincla jeszcze przed wyjazdem
                            Rzeckiego na Wegry<

                            Czy miała wyjść za Mincla? Może raczej za... Rzeckiego, skoro wyjazd
                            na wojnę był skutkiem (między innymi) zniechęcenia się do Małgosi?
                            Dlaczego Małgosia czekała do powrotu Rzeckiego z powiedzieniem "tak"
                            Janowi?
              • wilma.flintstone Re: Kobiety w "Lalce" 07.02.09, 11:12
                jadwiga1350 napisała:

                >
                > 25 lat to rzeczywiście niemało w XIXw. Ale Izabeli jakoś nikt nie
                > nazywa starą panną


                Bezposrednio - nie, ale powiadamiajac ja o powrocie Starskiego,
                kiedy Izabela krzywi sie na plan "przywiazania i zobowiazania"
                kuzynka, ciotka mowi wprost, ze panna w jej wieku juz dawno powinna
                wyjsc za maz.
            • matylda1001 Re: Kobiety w "Lalce" 03.02.09, 20:02
              >Co do wieku Ignacego, to wielki historycznoliteracki problem,
              którego nie śmiem zgłębiać ;)<

              Rzecki ma 50-52 lata.
              • panna.bennet Re: Kobiety w "Lalce" 06.02.09, 21:35
                No, niby ma, ale żeby te jego starcze wypowiedzi nt młodszego o pięć li jedynie
                lat Wokulskiego miały uzasadnienie, powinien mieć choćby plus 10.
    • oj-halino A drugi plan? 04.02.09, 07:49
      Pani Meliton. Przedsiębiorcza kobieta! Przykre doświadczenia
      życiowe spożytkowała prowadząc działalność w dziedzinach:
      Pośrednictwo wszelkie oraz usługi detektywistyczne :-)
      Nieoceniona dla Wokulskiego :-)
      • soova Re: A drugi plan? 04.02.09, 11:48
        oj-halino napisała:

        > Nieoceniona dla Wokulskiego :-)

        Gdybym się dowiedziała, że człowiek, który mnie kocha, praktycznie każe mnie śledzić, nie byłabym zachwycona, nawet biorąc pod uwagę jego szlachetne pobudki i okoliczności, w jakich działał. :) To oczywiście nie zarzut pod adresem pani Meliton. Jej postać to kolejny przykład na to, jak trudna była w tamtych czasach sytuacja kobiety bez źródła utrzymania w postaci zarabiającego męża.

        Z postaci kobiecych drugiego planu przypomina mi się jeszcze pani Milerowa, u której została zatrudniona Stawska jako "oczy i uszy" Wokulskiego. Nic dziwnego, że mając tego świadomość, a nie mogąc się jej ze sklepu pozbyć, Milerowa jedynie dokucza Stawskiej aluzjami do jej domniemanego związku z Wokulskim. :) W ogóle Prus we wszystkich charakterystykach postaci kobiecych był dosć złośliwy, nawet Stawską, chodzącego anioła, ukształtował jakoś tak przewrotnie, że niby jest to postać pozytywna, ale dobra, par excellence, do wyrzygania. :)
      • bikej5 Re: A drugi plan? 12.02.09, 20:42
        oj-halino napisała:

        > Pani Meliton. Przedsiębiorcza kobieta! Przykre doświadczenia
        > życiowe spożytkowała prowadząc działalność w dziedzinach:
        > Pośrednictwo wszelkie oraz usługi detektywistyczne :-)
        > Nieoceniona dla Wokulskiego :-)
        >
        Ciekawa postać.Spostrzegawcza,cięta ,no i konkretna.Ona jedna,traktuje
        Wokulskiego bez specjalnych ceremonii.(sprawa weksli)
        Z drugiego planu lubię jeszcze Krzeszowską-Dulska przy niej to anioł;)
    • matylda1001 Re: Kobiety w "Lalce" 04.02.09, 13:20
      Zdaje się, że nic jeszcze nie było o pani baronowej
      Krzeszowskiej. "To nieszczęśliwa kobieta, niedawno straciła córkę" -
      mówi o niej pani Stawska. Ciekawa jestem jaką kobietą była pani
      Krzeszowska zanim spotkała ją ta tragedia. Pochodziła z zamożnej
      rodziny mieszczańskiej, i stanowiła dobry "materiał" na żonę dla
      podupadłego arystokraty. Jej rodzina wydała ją za barona myśląc, że
      posagiem wkupi się do arystokracji, a to małżeństwo ja
      unieszczęśliwiło. Nigdy nie została zaakceptowana przez sferę męża.
      Gdy urodziła córkę przelała na nia całą swoją miłość i nadzieję. Jej
      córka juz nie byłaby "nikim" jak matka, byłaby baronówną z posagiem.
      Gdy zmarła, baronowej zawalił sie cały świat. Świat zwyczajnej
      matki, ale i świat ambitnej, ale lekceważonej kobiety.
    • soova Re: Kobiety w "Lalce" 07.02.09, 16:24
      Analizując wszystkie kobiece postaci w "Lalce" dochodzę do wniosku, że Prus potraktował je dość ostro :) (to nie zarzut antyfeminizmu, mężczyźni przedstawieni są w powieści również nie przez różowe okulary :))i w zasadzie poza dwiema z nich wszystkie pozostałe przedstawił zdecydowanie w krzywym zwierciadle :). Ale do rzeczy:

      1) Izabela - tytułowa lalka, zimna egoistka - trafną charakterystykę przedstawiła Minerwa w stosownym wątku :),
      2) Stawska - dobra i szlachetna, ale tak "aż za": trochę strach myśleć, czy w razie małżeństwa z Wokulskim nie zagłaskałaby go na śmierć... :)
      3) Krzeszowska - zdziwaczała po śmierci dziecka histerczyka, skąpiradło i jędza,
      4) Wąsowska - niby postać pozytywna, ale w gruncie rzeczy znudzona kokietka, która umila sobie pobyt na wsi podrywaniem Wokulskiego, żeby zrobić na złość Izabeli,
      5) Ewelina Janocka - szkoda mówić, Izabela to przy niej symbol szlachetności i wielkiego ducha
      6) Fela Janocka - infantylna dzierlatka na progu przed wstąpieniem w świat salonów i zasileniem grona, do którego już należą Izabela i Ewelina,
      7) pani Meliton - hipokrytka dla zarobku ukrywająca swój cynizm,
      8) ciotka Karolowa - pozujaca na szlachetną damę materialistka: rozbiórka zabytkowych murów zamku celem postawienia spichlerza :), poza tym właściwie o mały włos, a wydałaby siostrznicę za Starskiego, gdyby na horyzoncie nie zjawił się z Paryża Wokulski poprzedzony famą o niesamowitych pieniadzach, jakie tam zarobił - trzeba było błyskawicznie zmienić front i wysłać Izabelę do Zasławka,
      9) Małgorzata Minclowa - przedstawiona jako stara pudernica, która sprawiła sobie młodego mężulka, podczas gdy faktycznie, jak tu już ustalono ;), było inaczej,
      10) pani Misiewiczowa - dziwaczejąca staruszka niewrażliwa na ochronę prywatności :D :D :D.

      Natomiast co do tych dwóch kobiet ukazanych w dobrym świetle, o których pisałam na początku, miałam tu na myśli prezesową i Mariannę. Co do pierwszej nie ma wątpliwości, szlachetna starsza pani o wielkim sercu, intelektualistka i filantropka. Co do drugiej: podziwiam głęboko drogę, jaką przebyła, żeby dźwignąć się z zupełnego dna i wyjść na prostą. Prawda, że bez pomocy Wokulskiego nigdy by tego nie było, ale też mogłoby być i tak, że poznawszy trudy pracy zarobkowej Marianna po prostu wróciłaby na ulicę, tak się czasami zdarza. Twarda dziewczyna z charaketerem. Żywię głęboką nadzieję, że gdyby autor zdecydował się kontynuować "Lalkę", zdecydowałby także, żeby małżeństwu Węgiełków udało się jednak przejść z sukcesem tę trudną próbę konfrontacji z poprzednim życiem Marianny.
      • matylda1001 Re: Kobiety w "Lalce" 07.02.09, 20:36
        >Izabela - tytułowa lalka,<

        Izabela nie jest "tytułową lalką", chociaz wszystko wydaje sie na to
        wskazywać. Tytuł powieści, jak twierdził sam Prus, pochodzi od lalki
        Heluni Stawskiej.
        "Pomysł tego wątku, ważnego -jak pisał Prus w liście do
        redaktora "Gazety Warszawskiej" w 1897r. - dla skrystalizowania
        się, sklejenia całej powieści, pochodził z informacji w "Gazecie
        Polskiej" z 9 lutego 1887. Gazeta ta podała informację z Brna, że
        dnia 26 stycznia 1887r. przed tamtejszym sądem stawała młoda wdowa,
        oskarżona przez sąsiadkę o kradzież lalki. Na proces przybyła z
        córeczką, Klarcią, której podobną lalkę podarowała kiedyś jako
        prezent pod choinkę. Wdowa zeznała, że lalke kupiła w pewnym sklepie
        galanteryjnym, którego wlaściciel obecny był na sali jako świadek..
        Powódka twierdziła natomiast, że jest to zaginiona lalka jej córki.
        Kupiec zeznał, że takich lalek nie sprowadza w całości, lecz składa
        z elementów i znaczy znakiem "L.D.". (...) Sędzia pokroił lalkę (ku
        rozpaczy dziewczynki) i udowodnił niewinność wdowy. Klarcia łkając
        zawinęła w chustkę szczątki lalki, a właściciel sklepu, pan D. wziął
        dziecinę za rękę i rzekl: >Pójdz, mój aniołku, w zamian za swoją
        lalkę możesz sobie u mnie wybrać najpiękniejszą<"
        Cytat pochodzi z książki "Inna zabawa >Lalką<" H. Markiewicz.

        >Ewelina Janocka - szkoda mówić, Izabela to przy niej symbol
        szlachetności i wielkiego ducha<

        Czy była miedzy nimi az taka różnica? Przecież w gruncie rzeczy
        zrobiły to samo. Obie zgodziły się wyjśc za mąż dla pieniędzy, obe
        jako narzeczone pozwalały sobie na romansik z bałamutem, nawet z tym
        samym, więc i na te same frazesy dały się nabrać, czyli były
        jednakowo głupie. Ewelina zdradzała męża, Izabela nie zdążyla, bo
        kandydat się opamiętał, ale zrobiłaby to samo. Powiedziałabym nawet,
        że Izabela była gorsza od Eweliny, bo działała "na zimno", a Ewelina
        chyba jakoś tam kochała tego wstrętnego Kazia.

        >pani Meliton - hipokrytka dla zarobku ukrywająca swój cynizm<

        Cyniczna była, ale nie ukrywała tego. Powiedziala Wokulskiemu jak
        nalezy zdobywac kobietę, obnażyła kilka cech swojej płci.

        >pani Misiewiczowa - dziwaczejąca staruszka<

        Staruszka? a ileż lat mogła miec matka 30-letniej Heleny... 50, 55?
        W dzisiejszych czasach kobiety w tym wieku jeżdzą na nartach,
        zaczynają karierę zawodową, chodzą do kosmetyczki ze swoimi córkami.
        Myślę, że tamte kobiety, chociaz świat postrzegał je jako staruszki,
        wcale się takimi nie czuły. Miały energię, zdrowie i chęć do życia.
        Strasznie żle musiały się czuć będąc skazanymi na starość. Stąd
        często ich zachowanie wydawało się dziwactwem.


        • wilma.flintstone Re: Kobiety w "Lalce" 07.02.09, 22:30
          matylda1001 napisała:


          > Izabela nie jest "tytułową lalką", chociaz wszystko wydaje sie na
          to
          > wskazywać. Tytuł powieści, jak twierdził sam Prus, pochodzi od
          lalki
          > Heluni Stawskiej.


          Jest sprawa bezdyskusyjna, ze tytul ksiazki moze byc interpretowany
          w dwojaki sposob, nawet jesli Prus mowil ze chodzi o lalke Heluni.
          Lalke, ktora jest w powiesci watkiem bynajmniej nie centralnym.
          Tymczasem w glebszych warstwach znaczenia tytulu powiesci kryje sie
          postac pieknej i zimnej lalki salonowej - Izabeli Leckiej.
          • matylda1001 Re: Kobiety w "Lalce" 09.02.09, 14:54
            >Jest sprawa bezdyskusyjna, ze tytul ksiazki moze byc
            interpretowany w dwojaki sposob, nawet jesli Prus mowil ze chodzi o
            lalke Heluni.<

            Oczywiście, że tytuł może być różnie interpretowany. Tym bardziej,
            że wizerunek panny Izabeli może dużo sugerować. Ja tylko napisałam,
            że panna Izabela nie jest tytułową lalką. Skaro sam autor
            wypowiedział się na ten temat, to było dla niego ważne, żeby nie
            mylić tych spraw.
        • soova Re: Kobiety w "Lalce" 07.02.09, 22:40
          matylda1001 napisała:

          > >Izabela - tytułowa lalka,<
          >
          > Izabela nie jest "tytułową lalką", chociaz wszystko wydaje sie na to
          > wskazywać. Tytuł powieści, jak twierdził sam Prus, pochodzi od lalki
          > Heluni Stawskiej.

          Matyldo, pokolenia polonistów przekazują pokoleniom uczniów, że tytuł "Lalka" można rozumieć dosłownie, ale nie trzeba. Powtarzam to, co i mnie w szkole mówiono. Zresztą tak na logikę: po jakiego grzyba Prus tytułowałby 3-tomową powieść tak dosłownie, od jednego jej niewiele znaczącego i humorystycznego w gruncie rzeczy epizodu? :D

          > >Ewelina Janocka - szkoda mówić, Izabela to przy niej symbol
          > szlachetności i wielkiego ducha<
          >
          > Czy była miedzy nimi az taka różnica? Przecież w gruncie rzeczy
          > zrobiły to samo. Obie zgodziły się wyjśc za mąż dla pieniędzy, obe
          > jako narzeczone pozwalały sobie na romansik z bałamutem, nawet z tym
          > samym, więc i na te same frazesy dały się nabrać, czyli były
          > jednakowo głupie. Ewelina zdradzała męża, Izabela nie zdążyla, bo
          > kandydat się opamiętał, ale zrobiłaby to samo. Powiedziałabym nawet,
          > że Izabela była gorsza od Eweliny, bo działała "na zimno", a Ewelina
          > chyba jakoś tam kochała tego wstrętnego Kazia.

          Izabela podjęła decyzję o wyjściu za Wokulskiego z powodów finansowych - tego nikt nie kwestionuje. Z jego walorów duchowych zaczęła, jak się zdaje, zdawać sobie sprawę ;), gdy juz było za późno, to jest na peronie w Skierniewicach. Natomiast wydaje się, że Ewelina nie miała takiego dylematu. Z zapisu na jej rzecz babka prezesowa zrezygnowała właśnie z powodu jej wyboru matrymonialnego. Ewelina jest po trosze karykaturą Izabeli: odbiła jej konkurenta, odbiła jej kochanka, ostatecznie zdradzała męża, który jednak nieoczekiwanie nie dał sobie bezwolnie dorabiac rogów. :(

          > >pani Meliton - hipokrytka dla zarobku ukrywająca swój cynizm<

          > Cyniczna była, ale nie ukrywała tego. Powiedziala Wokulskiemu jak nalezy zdobywac kobietę, obnażyła kilka cech swojej płci.

          Jak to nie ukrywała? Może nie ukrywała przed Wokulskim, ale ogólnie:
          "W początkach nowej kariery była posępna i nawet cyniczna.
          - Ksiądz - mówiła osobom zaufanym - ma dochody ze ślubów, ja z zaręczyn. Hrabia... bierze pieniądze za ułatwianie stosunków koniom, ja za ułatwianie znajomości ludziom.
          Z czasem jednak stała się powściągliwszą w mowie, a niekiedy nawet moralizującą, spostrzegłszy, że wygłaszanie zdań i opinii przyjętych przez ogół wpływa na wzrost dochodów."

          > >pani Misiewiczowa - dziwaczejąca staruszka<
          >
          > Staruszka? a ileż lat mogła miec matka 30-letniej Heleny... 50, 55?
          > W dzisiejszych czasach kobiety w tym wieku jeżdzą na nartach,
          > zaczynają karierę zawodową, chodzą do kosmetyczki ze swoimi córkami.
          > Myślę, że tamte kobiety, chociaz świat postrzegał je jako staruszki,
          > wcale się takimi nie czuły. Miały energię, zdrowie i chęć do życia.
          > Strasznie żle musiały się czuć będąc skazanymi na starość. Stąd
          > często ich zachowanie wydawało się dziwactwem.
          >
          Pani Misiewiczowa wydaje się raczej pogodzona z faktem, że w XIX wieku mając lat 55 jest już staruszką, której jedynym zadaniem jest dostarczanie rozrywki wnuczce. To, że w naszych czasach śmigałaby na nartach, czy biegała na wykłady na Uniwersytecie Trzeciego Wieku :D, nie ma znaczenia - autor nie pozostawił jej większego wyboru. Musi być dziwaczejącą staruszką, której Rzecki zwraca uwagę, niczym Zygmunt Chajzer na jedyny właściwy proszek do spierania plam :), na niestosowność przyglądania się oknom sąsiadów, samej mając rozświetlone i niezasłonięte własne. :D
          • matylda1001 Re: Kobiety w "Lalce" 09.02.09, 15:50
            >Zresztą tak na logikę: po jakiego grzyba Prus tytułowałby 3-tomową
            powieść tak dosłownie, od jednego jej niewiele znaczącego i
            humorystycznego w gruncie rzeczy epizodu? :D<

            2-tomową powieść (dla porządku). Nie wiem, dlaczego to zrobił, ale
            to zrobił. Nie jest to epizod i wątek niewiele znaczący, bo sam Prus
            nazwał go ważnym i wprowadził go dla "skrystalizowania się,
            sklejenia całej powieści". Skoro tak postrzegał ten wątek, to nic
            dziwnego, że z niego zaczerpnął tytuł.
            Ewelina... Trochę tu nie rozumiem postawy prezesowej. Z jednej
            strony ukarała Ewelinę za to, że ta wyszła za barona nie kochając
            go, tylko dla pieniędzy. Z drugiej strony, wiedząc, że Izabela może
            wyjść za Wokulskiego jedynie na identycznych warunkach, nie tylko
            nie ma jej tego za złe, ale wręcz pcha ją w ramiona Stacha. Wydaje
            się, że Pani Zasławska przymknęłaby oko na wiele spraw, żeby tylko
            dogodzić Wokulskiemu. Czasami wydaje mi się, że w ten sposób chciała
            wziąć odwet na bliżnich, którzy kiedyś nie pozwolili jej być
            szczęśliwą u boku jego stryja. Zastanawiam się na czym właściwie był
            oparty bałwochwalczy wręcz stosunek Zasławskiej do Wokulskiego.
            Przecież ona właściwie go nie znała. Poznali się na wielkanocnym
            śniadaniu u hrabiny. Już w czasie tego pierwszego spotkania darzy go
            uwielbeniem. Do tego stopnia, że zauważają to obecni i zastanawiają
            się, czy czasami Wokulski nie jest jej nieslubnym synem. Stryj-
            stryjem, ale ona powinna oceniac Wokulskiego przez pryzmat swoich
            doświadczeń z nim, a nie wspomnień ukochanego. Potem nic nie
            wskazuje na to, żeby się widywali aż do pobytu na wsi. Wychwala go
            pod niebiosy, opowiada o wielkich przymiotach jego charakteru.
            Naprawdę, nie wiem na jakiej podstawie.
            Pani Meliton... No, muszę przyznać, że masz rację. Napewno nie
            zawsze i nie wobec wszystkich była szczera.
            Pani Misiewiczowa... Szkoda mi jej. Zgadzam się, że musiała żyć tak,
            jak Prus i ówczesna rzeczywistość chcieli, ale w tej kobiecie było
            tyle energii, tyle życia, że tej starości wcale nie widać.
            • minerwamcg Re: Kobiety w "Lalce" 09.02.09, 17:05
              Wiesz, co do stosunku prezesowej Zasławskiej do Wokulskiego, to
              owszem, stary sentyment starym sentymentem - ale dlaczego a limine
              odrzucasz możliwość, że go po prostu polubiła? Nie był to facet
              pozbawiony zalet, można było od pierwszego wejrzenia poczuć dla
              niego sympatię - tym bardziej, że i on starszej damie okazywał nie
              tylko zimną rewerencję ale i jakąś bliskość.
              Prezesowa zapewne słyszała o Wokulskim dużo, bo tzw. towarzystwo
              plotkowało o nim aż powietrze gwizdało. Zapewne nieraz zadawała
              sobie pytanie, w jakim stopniu ten człowiek jest podobny do swego
              stryja, i czy finansowe powodzenie nie zrobiło z niego nadętego
              parweniusza. Mogła się tego obawiać, i kiedy przekonała się, że nie,
              odetchnęła z ulgą, co też przyczyniło się do tego, że go od razu
              polubiła.
              Mnie się zdarzyło słyszeć wiele o pewnym artyście. Uważałam jednak,
              że nie warto zawierać z nim bliższej znajomości, bo pewnie jak
              wielu "znanych" okaże się człowiekiem mało wartościowym i tylko się
              rozczaruję. Tymczasem kiedy go w końcu poznałam, okazało się, że nic
              z tych rzeczy - polubiłam go natychmiast i dziś jest jednym z moich
              najlepszych przyjaciół. Więc to może było tak samo?...
              • matylda1001 Re: Kobiety w "Lalce" 09.02.09, 20:01
                Napewno mogła go polubić, ale jak sama zauważyłaś (w kontekście
                przyjaciela) najpierw nalezy człowieka poznac, trochę z nim
                poprzebywać, porozmawiac, poobserwować, żeby móc ocenic i docenić.
                Prezesowa miała malutko takich okazji. Aż tak dobrze znała się na
                ludziach? możliwe. Nie wiem, czy Wokulski potrafił komuś okazywać
                bliskość. Nawet "zakochany" w nim Rzecki nie raz czekał na objawy
                tej bliskości i sie nie doczekał. Prezesowej Wokulski bliskości też
                nie okazywał. Nie odwiedził jej w czasie śmiertelnej choroby (myślę,
                że staruszka na niego czekała, może się nawet rozczarowała do
                niego), nawet nie pofatygował się na jej pogrzeb. Do stryja też
                wielkiego sentymentu nie miał, rzadko sie z nim widywał, nie zadbał
                o nagrobek, niewiele o nim wiedział. Właściwie wszystkie informacje
                o stryju posiadał z czasu "okołopogrzebowego", bo napewno on
                organizował pogrzeb i z testamentu. Podtrzymuję swoją myśl,
                największym atutem Wokulskiego w oczach prezesowej, było to, że
                kiedys kochała jego stryja.
                • minerwamcg Re: Kobiety w "Lalce" 09.02.09, 21:32
                  Mnie nie chodzi o całokształt ich stosunków, tylko o pierwszą
                  rozmowę, na podstawie której prezesowa wyrobiła sobie o nim opinię.
                  Wokulski mógł wtedy zrobić całkiem niezłe wrażenie, w każdym razie
                  na mnie by zrobił. Więc jesli faktycznie pani Zasławska obawiała
                  się, że okaże się jakimś burakiem, to mogła się w tym momencie mile
                  rozczarować, co też podniosło jego akcje.
                  • matylda1001 Re: Kobiety w "Lalce" 09.02.09, 22:47
                    >mogła się w tym momencie mile rozczarować, co też podniosło jego
                    akcje.<

                    Nie tylko podniosło jego akcje, ale dało kredyt. Dobrze... w takim
                    razie spróbujmy sie zastanowić czym Wokulski mógł zafascynować
                    prezesową w czasie tego pierwszego spotkania. Prezesowa zapytała z
                    których Wokulskich pochodzi. No i dostała odpowiedz: "Z tych nikomu
                    nieznanych, a najmniej chyba pani". Czy to jest odpowiedz człowieka
                    dobrze wychowanego, pozbawionego kompleksów w związku z
                    pochodzeniem? Wcześniej Wokulski napewno nie przejmował sie tak
                    swoim niskim (wobec arystokracji) pochodzeniem, ale do hrabiny
                    Karolowej przyszedł łowić arystokratkę i napewno w tej sytuacji
                    wolałby być księciem. Potem prezesowa wycofała się we własne
                    wspomnienia, zwierzając się ze swoich sekretów. Cóż na to Wokulski?
                    ano okazało się, że na temat stryja też wie niewiele... jakieś
                    zdawkowe informacje, jakieś wspomnienia ostatniej woli, nawet o
                    nagrobek nie zadbał. No i na tym chyba stanęło. Jeśli na podstawie
                    tej rozmowy prezesowa miałaby wyrobić sobie zdanie o Wokulskim, to
                    chyba nie byłby to portret nadzwyczajnego człowieka. Myślę, że było
                    inaczej. Prezesowa od pierwszego zdania zaczęła mówić mu per "ty".
                    To bardzo miłe, jednak w tamtych czasach baaardzo rzadko stosowane
                    wobec ludzi zupełnie obcych. Można zaryzykować stwierdzenie, że nie
                    było stosowane nigdy. Tego nie da sie nawet wytłumaczyć wiekiem
                    prezesowej, bo z o wiele bardziej bliskimi ludzmi nie wchodziła w
                    taka poufałość. Nie da się też stwierdzić, że wiekowa arystokratka
                    nie umiała się zachowac w salonie. Więc dlaczego? ano dlatego, że na
                    długo przed pierwszym spotkaniem włączyła Stacha do grona ludzi
                    bliskich. Zaznaczam, nie znając go osobiście.
                    • jadwiga1350 Re: Kobiety w "Lalce" 11.02.09, 23:35
                      matylda1001 napisała:

                      > >mogła się w tym momencie mile rozczarować, co też podniosło jego
                      > akcje.<
                      >
                      > Nie tylko podniosło jego akcje, ale dało kredyt. Dobrze... w takim
                      > razie spróbujmy sie zastanowić czym Wokulski mógł zafascynować
                      > prezesową w czasie tego pierwszego spotkania. Prezesowa zapytała z
                      > których Wokulskich pochodzi. No i dostała odpowiedz: "Z tych
                      nikomu
                      > nieznanych, a najmniej chyba pani". Czy to jest odpowiedz
                      człowieka
                      > dobrze wychowanego, pozbawionego kompleksów w związku z
                      > pochodzeniem? Wcześniej Wokulski napewno nie przejmował sie tak
                      > swoim niskim (wobec arystokracji) pochodzeniem, ale do hrabiny
                      > Karolowej przyszedł łowić arystokratkę i napewno w tej sytuacji
                      > wolałby być księciem. Potem prezesowa wycofała się we własne
                      > wspomnienia, zwierzając się ze swoich sekretów. Cóż na to
                      Wokulski?
                      > ano okazało się, że na temat stryja też wie niewiele... jakieś
                      > zdawkowe informacje, jakieś wspomnienia ostatniej woli, nawet o
                      > nagrobek nie zadbał. No i na tym chyba stanęło. Jeśli na podstawie
                      > tej rozmowy prezesowa miałaby wyrobić sobie zdanie o Wokulskim, to
                      > chyba nie byłby to portret nadzwyczajnego człowieka.


                      Wydaje się mi że prezesową ujeła właśnie ta szorstkość,
                      powściągliwość, mkliwość Wokulskiego. Przebywając na salonach, wśród
                      arystokracji, nasłuchała się dość słodkich słówek od niby-przyjaciół.
                      Różni krewni, typu Starskiego, na pewno nie szczędzili jej
                      pochlebstw, licząc na spadek. Może staruszka była już szczerze
                      znudzona tymi duserami, fałszywymi uśmiechami, tym słodzeniem,
                      babciu, babciu.
                      A tu pojawił się człowiek twardy, szorstki, pozornie nie wychowany.
                      Niczego przed nią nie udawał. Nie starał się pozyskać jej
                      życzliwości. I Zasławska umiała to docenić.
                      Gdyby na miejscu Wokulskiego był wtedy ktoś w rodzaju Starskiego, to
                      na pewno wymyśliłby kilka łzawych opowieści o ukochanym stryju, żeby
                      wkupić się w łaski staruszki.
            • soova Re: Kobiety w "Lalce" 09.02.09, 19:50
              matylda1001 napisała:

              > 2-tomową powieść (dla porządku).

              Skomasowała mi się "Lalka" z "Anną Kareniną" :)


              > Ewelina... Trochę tu nie rozumiem postawy prezesowej. Z jednej
              > strony ukarała Ewelinę za to, że ta wyszła za barona nie kochając
              > go, tylko dla pieniędzy. Z drugiej strony, wiedząc, że Izabela może
              > wyjść za Wokulskiego jedynie na identycznych warunkach, nie tylko
              > nie ma jej tego za złe, ale wręcz pcha ją w ramiona Stacha. Wydaje
              > się, że Pani Zasławska przymknęłaby oko na wiele spraw, żeby tylko
              > dogodzić Wokulskiemu.

              >Zastanawiam się na czym właściwie był
              > oparty bałwochwalczy wręcz stosunek Zasławskiej do Wokulskiego.
              > Przecież ona właściwie go nie znała.

              Prezesowa obdarzyła Wokulskiego matczynym uczuciem, patrzy na niego przez pryzmat swojej miłości do jego stryja, trochę jakby Wokulski był jej i jego dzieckiem... Z drugiej strony jako osoba wiekowa i doświadczona znała już życie i umiała trafnie, jak sie okazało, oceniać ludzi. Stąd też od razu zorientowała się, że "kredyt" uczucia dla Wokulskiego trafia jednak do właściwej osoby, był on przecież tak inny (na korzyść) od wszystkich przedstawicieli arystokracji, których znała. Wcale nie była jej do tego potrzebna jakaś długa znajomość i stałe utrzymywanie kontaktów. Potwierdziło się to zresztą w dwóch przypadkach - pozytywnym i negatywnym. Pozytywny to Julian Ochocki - jego też właściwie prezesowa nie znała, nie jest jasne, czy należał do jej rodziny, ale zaprosiła go do siebie na wakacje (kto wie, czy nie dlatego, że wiedziała skądś o jego wspólnych z Wokulskim zainteresowaniach, więc chciała swemu faworytowi :) zapewnić towarzystwo), ale gdy poznała go bliżej, postanowiła, że będzie wykonawcą jej testamentu. Uznała, że on jeden jest będzie wystarczająco asertywny w razie jakichś akcji rodziny na rzecz obalenia testamentu, czego się niestety mogła spodziewać, choćby znając swego ciotecznego wnuka :(... Natomiast ten drugi, negatywny przypadek, to hrabina Karolowa. Deklaruje się jako wielka przyjaciółka prezesowej, być może w ramach jakiegoś konwenansu, z tym że Zasławska nie tylko uczucia tego nie odwzajemnia, ale niejednokrotnie w ostrych słowach wygłasza swoje niepochlebne zdanie o pazerności i wyniosłości hrabiny.

              Natomiast co do stosunku prezesowej do Eweliny i Izabeli: wydaje mi się, że na Ewelinie położyła już krzyżyk. Spostrzegła, że dziewczyna jest już kompletnie zmanierowaną lalką, która cynicznie planuje wyjść za barona, żeby po rychłym owdowieniu korzystać z życia (ze Starskim w roli kochanka - z czego, jak się zdaje, Zasławska też zdaje sobie sprawę, że już na wsi jest to fakt dokonany). Zdaje się, że Ewelina nie była zmuszona materialnie do takiego kroku, otoczenie jednak dziwi się jej decyzji, nie pada ani jedno słowo, że była to dla niej finansowa konieczność, stąd moje przekonanie, że Ewelina gra na zimno. W przeciwieństwie do Izabeli, bo tu wszyscy zdają sobie sprawę z kłopotów finansowych Łęckiego. Hrabina Karolowa przecież namawia Izabelę do małżeństwa z baronem lub marszałkiem. Prezesowa też nie widzi w Izabeli nikogo nadzwyczajnego, ale jest świadoma, że nie sięgnęła ona jeszcze poziomu Eweliny, a skoro kocha ją Wokulski, Zasławska niczego bardziej nie pragnie, niż skojarzyć ten związek, żeby jej ulubieniec znalazł wreszcie swoje szczęście. Przestrzega przecież Izabelę, żeby spojrzała na niego inaczej, jak na człowieka wartościowego, a nie przez pryzmat jego zajęcia, jako że ma do czynienia z człowiekiem nietuzinkowym. Szkoda, że Łęcka ze słów prezesowej jednak nie robiła sobie nic.
              • cahir4 Re: Kobiety w "Lalce" 10.02.09, 11:42
                soova napisała:

                >Szkoda, że Łęcka
                > ze słów prezesowej jednak nie robiła sobie nic.
                >
                Ależ robiła sobie, robiła. Może nie tak, jakbyście chciały, tzn. nie
                padła przed nim plackiem z zachwytu (zresztą rzadko pada się
                plackiem przed kimś, kto przed nami leży plackiem) i nie zakochała
                się na zabój, ale zaczęła poważnie rozważać wyjście za niego za mąż.
                Można powiedzieć, że prawie podjęła decyzję, skoro zasugerowała mu
                sprzedaż sklepu.

                • soova Re: Kobiety w "Lalce" 10.02.09, 12:49
                  cahir4 napisała:

                  > soova napisała:
                  >
                  > >Szkoda, że Łęcka
                  > > ze słów prezesowej jednak nie robiła sobie nic.
                  > >
                  > Ależ robiła sobie, robiła. Może nie tak, jakbyście chciały, tzn. nie
                  > padła przed nim plackiem z zachwytu (zresztą rzadko pada się
                  > plackiem przed kimś, kto przed nami leży plackiem) i nie zakochała
                  > się na zabój, ale zaczęła poważnie rozważać wyjście za niego za mąż.
                  > Można powiedzieć, że prawie podjęła decyzję, skoro zasugerowała mu
                  > sprzedaż sklepu.

                  Pisząc "słowa prezesowej" miałam na myśli nie namowy do zamążpójścia za Wokulskiego, ale zachętę, aby potraktować go jako człowieka o nietuzinkowym charakterze i nie grać z nim w salonowe gierki, jak Izabela zwykła zapewne czynić.
                  • cahir4 Re: Kobiety w "Lalce" 10.02.09, 13:39
                    soova napisała:

                    > Pisząc "słowa prezesowej" miałam na myśli nie namowy do
                    zamążpójścia za Wokuls
                    > kiego, ale zachętę, aby potraktować go jako człowieka o
                    nietuzinkowym charakter
                    > ze i nie grać z nim w salonowe gierki, jak Izabela zwykła zapewne
                    czynić.
                    >
                    A było tam o salonowych gierkach? Nie mam przed sobą tekstu, ale z
                    tego co pamiętam, to Prezesowa dała Izie przede wszystkim wykład o
                    znikomej wartości urodzenia. O Wokulskim tam było chyba, że się
                    lekceważyć nie pozwoli i że oni wszyscy (znaczy lekceważący go
                    arystokraci) jeszcze do niego przyjdą, czy coś w tym guście.

                    Na Izabeli zrobiła wrażenie (niewielkie) część na temat niskiej
                    wartości urodzenia i (znacznie większe) cudzy podziw i uznanie dla
                    niego. I w równym stopniu, co Prezesowa, przyczyniła się do tego
                    Wąsowska, a nawet Felcia trochę. Ale się Stachu zaraz stroczkował i
                    po ptokach...
              • jadwiga1350 Re: Kobiety w "Lalce" 11.02.09, 20:55
                soova napisała:

                > matylda1001 napisała:
                >
                >
                > > Ewelina... Trochę tu nie rozumiem postawy prezesowej. Z jednej
                > > strony ukarała Ewelinę za to, że ta wyszła za barona nie
                kochając
                > > go, tylko dla pieniędzy. Z drugiej strony, wiedząc, że Izabela
                może
                > > wyjść za Wokulskiego jedynie na identycznych warunkach, nie
                tylko
                > > nie ma jej tego za złe, ale wręcz pcha ją w ramiona Stacha.
                Wydaje
                > > się, że Pani Zasławska przymknęłaby oko na wiele spraw, żeby
                tylko
                > > dogodzić Wokulskiemu.

                Właśnie tu wychodzi na jak niekonsekwencja i małostkowość
                prezesowej. Jeśli potępiamy małżeństwo dla pieniędzy, to potępiamy.


                > Natomiast co do stosunku prezesowej do Eweliny i Izabeli: wydaje
                mi się, że na
                > Ewelinie położyła już krzyżyk. Spostrzegła, że dziewczyna jest już
                kompletnie z
                > manierowaną lalką, która cynicznie planuje wyjść za barona, żeby
                po rychłym owd
                > owieniu korzystać z życia (ze Starskim w roli kochanka - z czego,
                jak się zdaje
                > , Zasławska też zdaje sobie sprawę, że już na wsi jest to fakt
                dokonany). Zdaje
                > się, że Ewelina nie była zmuszona materialnie do takiego kroku,
                otoczenie jedn
                > ak dziwi się jej decyzji, nie pada ani jedno słowo, że była to dla
                niej finanso
                > wa konieczność, stąd moje przekonanie, że Ewelina gra na zimno. W
                przeciwieństw
                > ie do Izabeli, bo tu wszyscy zdają sobie sprawę z kłopotów
                finansowych Łęckiego


                Nie wydaje się mi żeby Ewelina kierowała się cynizmem i
                wyrachowaniem wychodząc za Dalskiego. Owego lata s
                • jadwiga1350 Re: Kobiety w "Lalce" 11.02.09, 21:53
                  Owego lata spędzonego w Zasławiu, Wokulski często widzi w jej oczach
                  rozpacz, strach. Słyszy też jej rozmowę ze Starskim kiedy to Ewelina
                  mówi,wolałaby w grobie leżeć. Także owa rozmowa z Wokulskim o swoim
                  planowanym małżeństwie. Tak nie zachowuje się osoba działająca na
                  zimno i z wyrachowaniem. Czy na pewno chodziło jej tylko o
                  pieniądze? Przecież baron opowiada Wokulskiemu, że chcąc wystawić
                  narzeczoną na próbę zaproponował intercyzę, że z czyjejkolwiek
                  strony nastąpi zerwanie zaręczyn, on wypłaci niedoszłej żonie duże
                  odszkodowanie. A Ewelina się na to nie zgodziła. Nie była więc taka
                  wyrachowana. Ten pomysł małżeństwa ze starym i schorowanym Dalskim
                  ma może jakieś głębsze dno.
                  Jak na razie przychodzą mi na myśl czy rozwiązania:

                  1. Ewelina zgodziła się na małżeństwo tknięta litością. Coś jak
                  Krzysia Drohojowska z litości chciała poślubić Michala
                  Wołodyjowskiego. A potem nie wiedziała jak się z tego wyplątać.

                  2.Skłonił ją do tego Starski snując opowieści o znanych postaciach,
                  które przeszły do historii dzięki odpowiednim małżeństwom. Naiwnej,
                  bezmyślnej Ewelinie mogło się wydawać, że dzięki małżeństwu z
                  Dalskim, zostanie drugą Marią Leszczyńską, czy kimś w tym rodzaju.

                  3. Ewelina już przed ślubem romansowała ze Starskim. Mogła
                  podejrzewać u siebie ciążę i w małżeństwie z baronem upatrywać
                  jedyną drogę ucieczki przed kompromitacją. Przyjęła więc jego
                  oświadczyny. A potem nie bardzo wiedziała jak się z tego wyplątać.

                  > > się, że Ewelina nie była zmuszona materialnie do takiego kroku,
                  > otoczenie jedn
                  > > ak dziwi się jej decyzji, nie pada ani jedno słowo, że była to
                  dla
                  > niej finanso
                  > > wa konieczność, stąd moje przekonanie, że Ewelina gra na zimno.
                  W
                  > przeciwieństw
                  > > ie do Izabeli, bo tu wszyscy zdają sobie sprawę z kłopotów
                  > finansowych Łęckiego

                  Ale też Izabela nie jest w jakiejś tragicznej sytuacji. Nie ma przed
                  sobą alternatywy: ślub z Wokulskim albo ostateczna nędza. Łęccy
                  zubożali, bo zubożali, ale mogą żyć z procentów od kapitału jaki
                  przyniosła sprzedaż kamienicy. Później Izabela otrzymuje też spadek
                  po zmarłej ciotce.I mimo że z małżeństwa z bogatym kupcem, czy
                  marszałkiem nic nie wyszło, stać ją na wyjazd za granicę. Nie było
                  więc z nią tak tragicznie. Trudno więc twierdzić, że Izabela musiała
                  wyjść za mąż dla pieniędzy. A dla Eweliny to była tylko zachcianka
                  zmanierowanej pannicy.


                  • cahir4 Re: Kobiety w "Lalce" 12.02.09, 00:03
                    jadwiga1350 napisała:

                    >
                    > 3. Ewelina już przed ślubem romansowała ze Starskim. Mogła
                    > podejrzewać u siebie ciążę i w małżeństwie z baronem upatrywać
                    > jedyną drogę ucieczki przed kompromitacją. Przyjęła więc jego
                    > oświadczyny. A potem nie bardzo wiedziała jak się z tego wyplątać.

                    Litości! Trzymajmy się tekstu! Ona ze Starskim, Fela z Ochockim (podrzutek z
                    tego związku wychowa się później w rodzinie Skłodowskich), a Wokulski jest
                    naturalnym synem Prezesowej i kamerdynera powierzonym przez kapitana Wokulskiego
                    na wychowanie bratu - w imię ratowania przed kompromitacją byłej miłości.

                    Natomiast co do Eweliny, jest jednak sporo materiału w powieści, nie musimy
                    puszczać wodzów fantazji. Dwa pierwsze punkty jak najbardziej, właściwie obydwa
                    naraz. Przede wszystkim jednak Starski. Ewelina wychodzi za mąż nie dla
                    pieniędzy, ale dla Starskiego. Dzisiaj byśmy to nazwali toksyczną miłością. Nie
                    jest ani spokojna, ani szczęśliwa, ani przekonana, że postępuje słusznie. Co i
                    rusz słania się, blednie, prawie że mdleje, ale ukochany nie pozwala, by się
                    wycofała. Może nie była zbyt rozumna, ale Prezesowa w swojej opinii o niej nie
                    dotarła chyba do sedna problemu.

                    >
                    > Ale też Izabela nie jest w jakiejś tragicznej sytuacji. Nie ma przed
                    > sobą alternatywy: ślub z Wokulskim albo ostateczna nędza. Łęccy
                    > zubożali, bo zubożali, ale mogą żyć z procentów od kapitału jaki
                    > przyniosła sprzedaż kamienicy.

                    Póki co spadku nie ma i Iza nie jest pewna czy i jaki będzie. Kapitał ze
                    sprzedaży kamienicy został podarowany przez Wokulskiego i panna Izabela o tym
                    wie. A on wie, że ona wie. Procent (imponujący) od tego kapitału wypłaca także
                    Wokulski. W innej sytuacji dochody roczne Łęckich wynosiłyby w najlepszym
                    wypadku ok. 3 tys. (Krzeszowska za swoje mieszkanie płaciła 700 rubli czynszu).
                    Ale gdyby nawet zdecydowali się na życie, które dla nich byłoby życiem bardzo
                    skromnym, czyli wycofali kapitał od Wokulskiego, to i tak nie zmieniłoby to
                    faktu, że nadal byłyby to pieniądze OD NIEGO. Izabela nie ma możliwości, żeby to
                    odkręcić.

                    Może i w najlepszej wierze, ale Wokulski wytworzył pewien rodzaj zależności
                    finansowej, nieokreślonych zobowiązań. Czy oczekiwał czegoś w zamian? Nie. Czy
                    oczekiwał czegoś? Tak. To nie jest zdrowa sytuacja. Minclowa też nie żądała od
                    niego małżeństwa, kiedy z miłości ofiarowała jałmużnę. A jednak Wokulski czuł
                    się zobowiązany w zamian ją "uszczęśliwić" (jak Ewelina barona, tylko że on był
                    konsekwentny i uczciwy).

                    Izabela jest pod ścianą, a właściwie znajdzie się tam, jeśli spróbuje
                    uniezależnić się finansowo od Wokulskiego. A jeszcze wmawiają jej, że ma być
                    odpowiedzialna za chorego ojca, ubogą kuzynkę, a nawet służbę.
                    • jadwiga1350 Re: Kobiety w "Lalce" 12.02.09, 13:48
                      > Litości! Trzymajmy się tekstu! Ona ze Starskim, Fela z Ochockim
                      (podrzutek z
                      > tego związku wychowa się później w rodzinie Skłodowskich), a
                      Wokulski jest
                      > naturalnym synem Prezesowej i kamerdynera powierzonym przez
                      kapitana Wokulskieg
                      > o
                      > na wychowanie bratu - w imię ratowania przed kompromitacją byłej
                      miłości.
                      >
                      > Natomiast co do Eweliny, jest jednak sporo materiału w powieści,
                      nie musimy
                      > puszczać wodzów fantazji

                      Ale dlaczego według Ciebie to zupełny nonsens? W czasie pobytu w
                      Zasławku Wokulski zauważa że między Starskim i panną Janocką coś
                      jest. I właściwie wszyscy to widzą oprócz barona, który po prostu
                      nie chce tego widzieć. Ewelina sama przyznaje że ma słaby charakter
                      i nie umie odmawiać. Więc być może uległa Starskiemu raz czy dwa w
                      ogrodowej altanie. Co jak co, ale bałamucić kobiety to on umiał. A
                      Ewelina była pod jego silnym wpływem. Może zresztą naprawdę go
                      kochała.

                      . Kapitał ze
                      > sprzedaży kamienicy został podarowany przez Wokulskiego i panna
                      Izabela o tym
                      > wie. A on wie, że ona wie. Procent (imponujący) od tego kapitału
                      wypłaca także
                      > Wokulski.

                      Nie wiadomo czy wie.Izabela i jej ojciec niezbyt orientowali się w
                      sprawach finansowych. Pan Tomasz przecież uważał, że kamienica jest
                      dużo więcej warta niż suma za jaką kupił ją Wokulski. A Izabela
                      nawet jeśli wiedziała, to niezbyt brała to do serca. Według niej ,
                      dla takiego kupca i dorobkiewicza jak Wokulski to wielki zaszczyt i
                      łaska utrzymywać takich arystokratów jak państwo Łęccy.

                      > Może i w najlepszej wierze, ale Wokulski wytworzył pewien rodzaj
                      zależności
                      > finansowej, nieokreślonych zobowiązań.

                      Ale w związku Wokulski-Łęcka, to Iza jest stroną dominującą, to ona
                      rozdaje karty. Wokulski dostosowuje sie do Izabeli a nie ona do
                      niego. Łęcka choć niby zależna od Wokulskiego, żyje tak jak
                      chce.Lekceważy Wokulskiego, na jego oczach flirtuje z innymi
                      mężczyznami,zmusza do upokarzających kontaktów z Molinarim.
                      To jest takie dziwne zobowiązanie w którym to wierzyciel leży
                      plackiem przed dłużnikiem i pokornie skamle o łaskę.


                      > Izabela jest pod ścianą, a właściwie znajdzie się tam, jeśli
                      spróbuje
                      > uniezależnić się finansowo od Wokulskiego. A jeszcze wmawiają jej,
                      że ma być
                      > odpowiedzialna za chorego ojca, ubogą kuzynkę, a nawet służbę.

                      Wcale nie stoi pod ścianą. Przecież z małżeństwa z Wokulskim nic nie
                      wyszło, marszałek też zrejterował, ojciec umarł, a Iza pofruneła
                      sobie spokojnie za granicę.Najmniejszej krzywdy nie doznała. A los
                      służby czy ubogiej kuzynki mało ją obchodził.



                      • matylda1001 Re: Kobiety w "Lalce" 12.02.09, 19:14
                        jadwiga1350 napisała:

                        >Nie wiadomo czy wie.Izabela i jej ojciec niezbyt orientowali się w
                        sprawach finansowych. Pan Tomasz przecież uważał, że kamienica jest
                        dużo więcej warta niż suma za jaką kupił ją Wokulski. A Izabela
                        nawet jeśli wiedziała, to niezbyt brała to do serca. Według niej ,
                        dla takiego kupca i dorobkiewicza jak Wokulski to wielki zaszczyt i
                        łaska utrzymywać takich arystokratów jak państwo Łęccy.<

                        Wręcz przeciwnie. Izabela miała ogromny żal do Wolulskiego za to, że
                        jak wydawało jej się (zresztą słusznie), Wokulski przepłacając,
                        podarował im te pieniądze. Powiedziala mu nawet w Zasławku, że
                        podejrzewała go o czyn wielce chrześcijański, którego jednak nie
                        mogłaby nikomu wybaczyć. Panna Łęcka jałmużnę mogła rozdawać, ale
                        nie przyjmować. Uspokoiła się dopiero wtedy, gdy baronowa kupiła
                        kamienicę za 100 tys. rubli i Wolulski nie tylko odzyskał swoje
                        pieniądze, ale jeszcze zarobił 10 tysięcy. Zrozumiala wtedy, że on
                        nie tyle podarował im te 30 tysięcy, co uratował przed baronową , bo
                        on mógł czekac na lepszą koniunkturę, a oni zmuszeni licytacją nie.

                        >Wcale nie stoi pod ścianą. Przecież z małżeństwa z Wokulskim nic
                        nie wyszło, marszałek też zrejterował, ojciec umarł, a Iza pofruneła
                        sobie spokojnie za granicę.Najmniejszej krzywdy nie doznała. A los
                        służby czy ubogiej kuzynki mało ją obchodził.<

                        Miała przecież te swoje 30 tysięcy, które zwrócił jej Wokulski. Poza
                        tym likwidując warszawskie mieszkanie zapewne spieniężyła
                        wyposażenie i napewno miała dodatkowo sporą sumkę. Wszak były tam
                        rzeczy bardzo kosztowne. Wystarczyło nie tylko na bilet do Paryża,
                        ale i na posag, jaki zakonnice zwyczajowo składały w klasztorze. Los
                        służby i panny Florentyny to osobna sprawa. Ze służbą nikt nie
                        zawiera umowy o pracę dożywotnio, więc musieli sobie poszukac innej
                        pracy. Za los panny Florentyny też nie musiała czuć się
                        odpowiedzialna. Przecież Flora to osoba dorosła i sama mogła zadbac
                        o swoje życie. Wcale nie musała Izabeli "siedzic na plecach". Myślę,
                        że Florę przygarnęła hrabina Karolowa. Może też Flora spuściła z
                        tonu i wyszła za mąż za jakiegoś administratora, czy dzierżawcę.




                        • cahir4 Re: Kobiety w "Lalce" 13.02.09, 09:31
                          matylda1001 napisała:

                          Za los panny Florentyny też nie musiała czuć się
                          > odpowiedzialna. Przecież Flora to osoba dorosła i sama mogła
                          zadbac
                          > o swoje życie.

                          Nie pisałam, że powinna, ani nawet, że się czuła odpowiedzialna,
                          ale, że WMAWIANO jej, że powinna się czuć. Takiego argumentu użyła
                          hrabina zaraz na początku, starając się nakłonić ją do małżeństwa z
                          Dalskim lub marszałkiem. Jakby to miało być nie drogą do
                          zabezpieczenia JEJ przyszłości, ale sposobem na utrzymanie domu(?),
                          zabezpieczeniem przyszłości wszystkich osób z nim związanych, ze
                          służbą włącznie.

                          Nawiasem mówiąc, dziwaczna koncepcja.
                          • matylda1001 Re: Kobiety w "Lalce" 13.02.09, 13:53
                            >Nie pisałam, że powinna, ani nawet, że się czuła odpowiedzialna,
                            ale, że WMAWIANO jej, że powinna się czuć<

                            Wiem. Jakieś dziwne to wszystko. Niby rozkapryszona pannica, niby
                            wychowana na "księżniczkę", niby cały świat kręcił się wokół niej, a
                            miała być ostoją sporej grupki ludzi.



                            • jadwiga1350 Re: Kobiety w "Lalce" 22.07.18, 21:33
                              Odpowiadasz na:

                              matylda1001 napisała:

                              > >Nie pisałam, że powinna, ani nawet, że się czuła odpowiedzialna,
                              > ale, że WMAWIANO jej, że powinna się czuć<
                              >
                              > Wiem. Jakieś dziwne to wszystko. Niby rozkapryszona pannica, niby
                              > wychowana na "księżniczkę", niby cały świat kręcił się wokół niej, a
                              > miała być ostoją sporej grupki ludzi.


                              Z tą odpowiedzialnością to pic na wodę, fotomontaż. Z Izy żadna ostoja. I nikt jej niczego nie wmawiał.
                              W ten sposób ciotka chce nadać pozory czegoś wielkiego, wzniosłego prozaicznemu małżeństwu dla pieniędzy.
                              Małżeństwo z rozsądku potrzebne jest samej Izie, przed którą całe życie. Nie Florze, która równie dobrze może być rezydentką u innych krewnych. Nie Łęckiemu, który resztę dni może dożyć w domu siostry. Nie służbie, która szybko znajdzie innych chlebodawców.
                      • cahir4 Re: Kobiety w "Lalce" 13.02.09, 09:48
                        jadwiga1350 napisała:

                        > Ale dlaczego według Ciebie to zupełny nonsens? W czasie pobytu w
                        > Zasławku Wokulski zauważa że między Starskim i panną Janocką coś
                        > jest. I właściwie wszyscy to widzą oprócz barona, który po prostu
                        > nie chce tego widzieć. Ewelina sama przyznaje że ma słaby
                        charakter
                        > i nie umie odmawiać. Więc być może uległa Starskiemu raz czy dwa w
                        > ogrodowej altanie. Co jak co, ale bałamucić kobiety to on umiał. A
                        > Ewelina była pod jego silnym wpływem. Może zresztą naprawdę go
                        > kochała.

                        Wiesz, mnie interesuje dyskusja o "Lalce". To, o czym piszesz,
                        mieści się raczej w czymś, co ma takie ładne określenie funfiction.
                        Mogłabym dyskutować, czy to nonsens, czy nie nonsens, gdyby mnie
                        takie około "Lalkowe" funfiction zajmowały, ale dla mnie to nie jest
                        ciekawe.

                        >
                        > Nie wiadomo czy wie.Izabela i jej ojciec niezbyt orientowali się w
                        > sprawach finansowych. Pan Tomasz przecież uważał, że kamienica
                        jest
                        > dużo więcej warta niż suma za jaką kupił ją Wokulski. A Izabela
                        > nawet jeśli wiedziała, to niezbyt brała to do serca. Według niej ,
                        > dla takiego kupca i dorobkiewicza jak Wokulski to wielki zaszczyt
                        i
                        > łaska utrzymywać takich arystokratów jak państwo Łęccy.
                        >

                        No w tym miejscu odpadam. Jedyne, co mogę, to zasugerować ponowną
                        lekturę stosownego fragmentu powieści.
                        • jadwiga1350 Re: Kobiety w "Lalce" 13.02.09, 11:26
                          > > Nie wiadomo czy wie.Izabela i jej ojciec niezbyt orientowali się
                          w
                          > > sprawach finansowych. Pan Tomasz przecież uważał, że kamienica
                          > jest
                          > > dużo więcej warta niż suma za jaką kupił ją Wokulski. A Izabela
                          > > nawet jeśli wiedziała, to niezbyt brała to do serca. Według
                          niej ,
                          > > dla takiego kupca i dorobkiewicza jak Wokulski to wielki
                          zaszczyt
                          > i
                          > > łaska utrzymywać takich arystokratów jak państwo Łęccy.
                          > >
                          >
                          > No w tym miejscu odpadam. Jedyne, co mogę, to zasugerować ponowną
                          > lekturę stosownego fragmentu powieści.


                          "Marzyła, że Wokulski sprzedał swój sklep, a kupił dobra ziemskie,
                          lecz pozostał naczelnikiem spółki handlowej przynoszącej ogromne
                          zyski. Cała arystokracja przyjmowała go u siebie, ona zaś, panna
                          Izabela, zrobiła go swoim powiernikiem. On podźwignął ich majątek i
                          podniósł go do dawnej świetności; on spełniał wszystkie jej
                          zlecenia; on narażał się, ile razy była tego potrzeba. On wreszcie
                          wyszukał jej męża, odpowiedniego znakomitości domu Łęckich.
                          Wszystko to robił, ponieważ kochał ją miłością idealną, więcej niż
                          własne życie. I czuł się zupełnie szczęśliwym, jeżeli uśmiechnęła
                          się do niego, życzliwiej spojrzała albo po jakiejś wyjątkowej
                          zasłudze serdecznie uścisnęła go za rękę. Gdy zaś Pan Bóg dał jej
                          dzieci, on wyszukiwał im bony i nauczycieli, powiększał ich majątek,
                          a nareszcie, gdy ona zmarła (w tym miejscu łzy zakręciły się w
                          pięknych oczach panny Izabeli), on zastrzelił się na jej grobie...
                          Nie, przez delikatność, którą ona w nim rozwinęła, zastrzelił się o
                          kilka grobów dalej.
                          Wejście ojca przerwało ciąg jej fantazji.”


                          "Ile ma pan nadzieję wziąć za ten dom?
                          - Sto, do stu dziesięciu tysięcy rubli... Cokolwiek jednakże
                          dostanę, tobie oddam, panie Stanisławie.
                          Wokulski pochylił głowę na znak zgody i pomyślał, że jednak pan
                          Tomasz za swoją kamienicę nie dostanie więcej nad dziewięćdziesiąt
                          tysięcy rubli. Tyle bowiem miał w tej chwili do dyspozycji, a nie
                          mógł zaciągać długów bez narażania swego kredytu.
                          - Tobie oddam, panie Stanisławie - mówił pan Łęcki. - I właśnie
                          chciałem zapytać się, czy przyjmiesz?...
                          - Ależ rozumie się...
                          - I jaki mi dasz procent?
                          - Gwarantuję dwudziesty, a jeżeli interesa pójdą lepiej, to i
                          wyższy - odparł Wokulski dodając w duchu, że więcej nad piętnaście
                          procent nie mógłby dać komu innemu.
                          "Filut!... - pomyślał pan Tomasz. - Sam ma ze sto procentów, a mnie
                          daje dwadzieścia..."


                          "Pisze, że nasz dom kupił nie Szlangbaum, ale Wokulski i że za
                          pomocą podstawionych licytantów dał za niego o dwadzieścia tysięcy
                          rubli więcej, aniżeli wart.
                          Mówiąc to zdławionym głosem, patrzyła z trwogą na ojca; obawiała się
                          jakiegoś wybuchu. Ale pan Tomasz uniósł się tylko na kanapie i
                          strzeliwszy palcami zawołał:
                          - Czekaj!... czekaj ... wiesz, że to może być prawda...
                          - Jak to! - zerwała się z krzesła panna Izabela. - Więc on śmiałby
                          nam darować dwadzieścia tysięcy, a ojciec mówi o tym tak
                          spokojnie?...
                          - Mówię spokojnie, bo gdybym zaczekał ze sprzedażą, wziąłbym nie
                          dziewięćdziesiąt, ale sto dwadzieścia tysięcy...
                          - Ależ czekać nie mogliśmy, skoro kamienicę puszczono na licytację...
                          - Toteż że nie mogliśmy czekać, straciliśmy, a Wokulski zyska, gdyż
                          może czekać. Panna Izabela po tej uwadze nieco uspokoiła się."


                          "- O nie! - odparła żywo. - Przeciwnie, posądzałam pana o czyn
                          wysoce chrześcijański, którego jednak nie mogłabym nikomu
                          przebaczyć. Przez chwilę myślałam, że nasz dom kupił pan... za
                          drogo...
                          - Dziś chyba uspokoiła się pani.
                          - Tak. Już wiem, że baronowa Krzeszowska chce za niego dać
                          dziewięćdziesiąt tysięcy.
                          - Doprawdy? Jeszcze nie rozmawiała ze mną, choć przewidywałem, że to
                          nastąpi.
                          - Bardzo cieszę się, że się tak stało, że pan nic nie straci,
                          gdyż... dopiero teraz mogę panu podziękować z całego serca - mówiła
                          panna Izabela podając mu rękę. - Rozumiem doniosłość pańskiej
                          usługi. Mój ojciec miał być skrzywdzony, po prostu obdarty przez
                          baronowę, a pan uratował go od ruiny, może od śmierci... "





                          • jadwiga1350 Re: Kobiety w "Lalce" 13.02.09, 11:39
                            - Moja droga, skądże znowu przychodzi ci do głowy ten... Wokulski?...
                            - Nie mnie on przychodzi do głowy - odparła panna Florentyna skubiąc
                            taśmę swego stanika - tylko przypominam sobie, coś mi mówiła jeszcze
                            w kwietniu... że ten człowiek od roku ścigał cię spojrzeniami, że
                            osacza cię ze wszystkich stron...
                            Panna Izabela roześmiała się.
                            - Ach, pamiętam!... Rzeczywiście, tak mi się wówczas zdawało... Dziś
                            jednak, kiedym go poznała trochę lepiej, widzę, że nie należy do tej
                            kategorii ludzi, których można się lękać. Uwielbia mię po cichu, to
                            prawda! ależ tak samo będzie mnie uwielbiał nawet wówczas, gdybym
                            wyszła za... za mąż... Wielbicielom tego, co Wokulski, gatunku
                            wystarcza spojrzenie, uścisk ręki...
                            - Czy jesteś tego pewna?
                            - Najzupełniej. Zresztą przekonałam się, że to, co wydawało mi się
                            sidłami z jego strony, jest tylko interesem. Ojciec pożycza mu
                            trzydzieści tysięcy rubli i kto wie, czy wszystkie jego zabiegi nie
                            do tego były skierowane...
                            - A jeżeli jest inaczej? - zapytała panna Florentyna, ciągle bawiąc
                            się obszyciem swego stanika. - Moja droga, dajże spokój! - oburzyła
                            się panna Izabela. - Co ci na tym zależy, ażeby psuć mi humor?
                            - Tyś to powiedziała, że c i ludzie umieją cierpliwie czekać,
                            usidlać, nawet wszystko ryzykować i łamać...
                            - Ale nie Wokulski.
                            - Przypomnij sobie barona.
                            - Baron obraził go publicznie.
                            - A ciebie przeprosił.
                            - Ach, Floro, proszę cię, nie dręcz mnie!... - wybuchnęła panna
                            Izabela. - Gwałtem chcesz zrobić demona z kupczyka, może dlatego,
                            że... tyle straciliśmy na kamienicy... że ojciec jest chory i że...
                            Starski wrócił....
                            Panna Florentyna zrobiła gest, jakby chcąc jeszcze coś powiedzieć,
                            ale pohamowała się."

                            Ten fragment tekstu najlepiej pokazuje jak to Izabela czuła się
                            osaczona przez Wokulskiego, postawiona pod ścianą, etc.
                            • jadwiga1350 Re: Kobiety w "Lalce" 13.02.09, 11:51
                              Panna Izabela niezbyt znała się na sprawach finansowo-ekonomicznych.
                              Gdy Tomasz Łęcki mówi,że stracił na sprzedaży kamienicy, córka
                              święcie mu wierzy.Potem dowiaduje sie od Krzeszowskiej,że Wokulski
                              przepłacił, kupując kamienicę przez Szlangbauma. I niby taka
                              obrażona, taka dotknięta. Ale przecież nie pojechała do Wokulskiego
                              i nie rzuciła mu tych podarowanych 20 tysięcy w twarz. Obrażona, bo
                              obrażona , ale z pieniążków chętnie korzysta. Nie gardzi prezentem
                              jaki zrobił jej "kupczyk". No i zbytnio zobowiązana nie czuje się
                              się tym podarunkiem, skoro zaraz na oczach swego "plenipotenta"
                              zaczyna flirtować z panem Starskim.Bo wszystko to jej się po prostu
                              należało!!
                              • cahir4 Re: Kobiety w "Lalce" 13.02.09, 23:32
                                1. Co do ściany - przed sprzedażą kamienicy Łęccy są zadłużeni (na ponad 6 tys.
                                rubli). Kwoty tego zadłużenia Izabela na pewno nie zna, ale wie o tym , że mają
                                długi nawet u własnej służby, a bieżące wydatki opłacane są z pieniędzy, jakie
                                przegrywa do Łęckiego Wokulski.

                                2. Już wtedy czuje się tak tym upokorzona, że spodziewa się, iż opatrzność
                                pomści ją uśmiercając Wokulskiego w czasie pojedynku z Krzeszowskim. (Nie
                                świadczy to o niej za dobrze, ale z innych powodów, niż te, o których tu rozmawiamy.

                                3. Po sprzedaży kamienicy Iza doświadczy "bycia pod ścianą" jeszcze bardziej
                                bezpośrednio, kiedy będzie musiała odeprzeć we własnym przedpokoju atak dłużników.

                                Jeszcze nie wiedząc, że Wokulski kupił kamienicę, a tym bardziej, że za nią
                                przepłacił, zaczyna się niepokoić myślą "Więc my naprawdę nie możemy obejść się
                                bez tego człowieka?".

                                4. Fakt, że Wokulski przepłacił, nie wzrusza Łęckiego, w przeciwieństwie do jego
                                córki: "Więc on śmiałby nam darować dwadzieścia tysięcy, a ojciec mówi o tym tak
                                spokojnie?"
                                Ojciec wygłasza swoją tezę, po której to, jak zacytowałaś, panna Izabela "nieco
                                się uspokoiła". Okazało się jednak, że "nieco" to niezbyt wiele, bo zaraz po
                                wyjściu od ojca:

                                "W sercu jej kipiała burza uczuć. Panna Izabela potakując zdaniom ojca rozumiała
                                jednak, że to nieprawda, co on mówi, że Wokulski nie zrobił na kamienicy
                                interesu, ale stracił i tylko dlatego, ażeby ich wydźwignąć z najfatalniejszej
                                pozycji. Lecz przyznając to czuła nienawiść.
                                - Podły! podły!... - szeptała. - Jak on śmiał..."

                                A z drugiej strony niecierpliwie go wypatruje, bo w przedpokoju już awanturują
                                się wierzyciele, którym wczoraj dała słowo, że będą spłaceni. Czy można
                                powiedzieć, że CHĘTNIE korzysta z tych pieniędzy? A jakie ma wyjście? Chętnie,
                                to ona zwróciłaby Wokulskiemu te pieniądze z naddatkiem jeszcze. Tak, żeby to on
                                odczuł łaskawość wspaniałej panny Łęckiej.

                                5. To co lubię w Izie, to to, że staje ze swoimi lękami twarzą w twarz. Z
                                miejsca zmierzyła się z dwuznaczną sytuacją i zapytała Wokulskiego wprost o
                                kupno kamienicy, jednocześnie dając mu do zrozumienia, czym jego postępowanie
                                jest w jej odczuciu:
                                " - Dlaczego pan tak nas... prześladuje?"

                                6. Od plenipotenta oczekuje się, że będzie działał na rzecz majątku pracodawcy,
                                a nie upokarzał pracodawcę darowiznami z własnego majątku i o takim Wokulskim -
                                plenipotencie marzy Izabela. Więc nie rozumiem, jaka miała być rola tego cytatu.

                                7. Dlaczego miała się czuć zobowiązana i traktować go inaczej niż plenipotenta i
                                bezinteresownego wielbiciela, skoro sam określił się wobec niej jako "wierny
                                sługa", a nawet "wierny pies"? Izabela przyjmuje tę deklarację (jak najbardziej
                                fałszywą zresztą) za dobrą monetę. I dwuznaczną sytuację wyjaśnia do końca -
                                pokazując Wokulskiemu jego miejsce. Nie tylko flirtuje na jego oczach ze
                                Starskim, ale traktuje go jak osobę, z którą towarzysko nie potrzeba się liczyć.

                                Strategia brutalna, ale na swój sposób uczciwa. I skuteczna. Wokulski przestał
                                robić finansowe "uprzejmości" Łęckiemu, spakował manatki i wyjechał do Paryża.

                                (I z miejsca się zrobił się dla niej bardziej interesujący, ale to już inny temat.)
                                • jadwiga1350 Re: Kobiety w "Lalce" 14.02.09, 14:06
                                  Łęccy są zadłużeni. Panna Izabela to wie i odczuwa upokorzenie z
                                  powodu sprzedaży sreber, licytacji kamienicy, czy zaciągania długów
                                  u służby.Ale to wszystko jest dla niej mało ważne w porównaniu z tak
                                  istotnymi kwestiami, jak ubrać się na kwestę wielkotygodniową, jak
                                  dokuczyć Krzeszowskim, gdzie pojechać na lato, jak dogodzić panu
                                  Rossiemu, jak poznać pana Molinariego. To są prawdziwe problemy
                                  panny Łeckiej a nie długi, wierzyciele, czy licytacja.Kobieta która
                                  czuje się upokorzona darowiznami mężczyzny nie myśli o kupowaniu
                                  nowych strojów, o zagranicznych wycieczkach. Panna Izabela niby
                                  czuła się tak osaczona pod wzgledem finansowym przez Wokulskiego,
                                  ale co zrobiła żeby wyrwać się z tej matni? Odmówiła sobie kupna
                                  nowej sukni? Zrezygnowała z nowego wachlarza? Raczej nie.Trwoni
                                  resztki majątku na błahostki. Czuje się upokorzona że Wokulski
                                  przepłacił kupując kamienicę. Ale nie przeszkadza jej że płaci
                                  dwudziesty procent od kapitału, choć to też właściwie darowizna.
                                  Albo inne wydatki Wokulskiego, choćby ten wieniec ze szmaragdami dla
                                  Rossiego, to przecież też właściwie darowizna dla panny Izabeli.

                                  > 6. Od plenipotenta oczekuje się, że będzie działał na rzecz
                                  majątku pracodawcy,
                                  > a nie upokarzał pracodawcę darowiznami z własnego majątku i o
                                  takim Wokulskim -
                                  > plenipotencie marzy Izabela. Więc nie rozumiem, jaka miała być
                                  rola tego cytatu
                                  > .

                                  Wokulski ma być plenipotentem pomnażającym majątek państwa Łęckich,
                                  a nie robiącym im prezenty.Ale w takim stanie w jakim znajduje się
                                  majątek Łęckiego,pomnażanie go nie oznacza nic innego jak dokładanie
                                  do niego przez "plenipotenta". I panna Izabela powinna o tym
                                  wiedzieć.


                                  > A z drugiej strony niecierpliwie go wypatruje, bo w przedpokoju
                                  już awanturują
                                  > się wierzyciele, którym wczoraj dała słowo, że będą spłaceni

                                  Więc jednak tak bardzo upokorzona jego łaską się nie czuła.


                                  > 7. Dlaczego miała się czuć zobowiązana i traktować go inaczej niż
                                  plenipotenta
                                  > i
                                  > bezinteresownego wielbiciela, skoro sam określił się wobec niej
                                  jako "wierny
                                  > sługa", a nawet "wierny pies"? Izabela przyjmuje tę deklarację
                                  (jak najbardziej
                                  > fałszywą zresztą) za dobrą monetę. I dwuznaczną sytuację wyjaśnia
                                  do końca -
                                  > pokazując Wokulskiemu jego miejsce. Nie tylko flirtuje na jego
                                  oczach ze
                                  > Starskim, ale traktuje go jak osobę, z którą towarzysko nie
                                  potrzeba się liczyć
                                  > .

                                  No więc to najlepiej świadczy,że wcale nie czuła się ani osaczona
                                  ani zobowiazana przez Wokulskiego. To wszystko się jej po prostu
                                  należało.A te wszystkie upokorzenia, wzniosłe słowa, melodramatyczne
                                  pozy to tylko zwykłe fochy przerafinowanej arystokratki. Myślę że
                                  tak naprawdę to Iza była "za a nawet przeciw" temu żeby Wokulski
                                  utrzymywał ją i jej papę.Gdyby naprawdę czuła się upokorzona tym, że
                                  Wokulski kupił kamienicę za drogo to:

                                  1. Zrobiłaby mu poteżną awanturę, zabroniła pokazywać się jej na
                                  oczy,zerwała z nim wszelkie kontakty
                                  albo
                                  2. Czym prędzej wyszłaby za niego, bo wolałby żeby Wokulski
                                  utrzymywał ją jako mąż, niż robił darowizny jako całkiem obcy
                                  człowiek, ten niby plenipotent.Tak jak Wokulski wolał być mężem niż
                                  utrzymankiem pani Minclowej.

                                  Ale niczego tego nie robi. Bo tak naprawdę ta cała sytuacja z
                                  Wokulskim jest dla niej korzystna.

                                  • madame-bovary Re: Kobiety w "Lalce" 17.02.09, 12:59
                                    Idealnie wyraziłaś to co myślę na temat charakteru i "rozterek moralnych" panny Łęckiej. Zresztą, nie jest ona szczególnie skomplikowaną postacią: próżna, przerafinowana LALKA, umiarkowanie bystra i nieprzesadnie wrażliwa, często po prostu ślepa, z pewnym rysem okrucieństwa w sobie (zachowanie wobec Stanisława) i śmiesznymi egzaltowanymi "jazdami" (jako urozmaicenie dla zwyczajnego stanu czyli emocjonalnego chłodu).
                                    A scena w której snuje marzenia na temat roli Wokulskiego w swoim życiu (do śmierci zakochany, wierny jak pies plenipotent rodziny, "dyskretnie i taktownie" odbierający sobie życie strzałem w stosownym oddaleniu od jej grobu) dobitnie ukazuje jakiej próby jest charakter tej pani.
          • jadwiga1350 Re: Kobiety w "Lalce" 11.02.09, 17:01
            > > >Ewelina Janocka - szkoda mówić, Izabela to przy niej symbol
            > > szlachetności i wielkiego ducha<
            > >
            > > Czy była miedzy nimi az taka różnica? Przecież w gruncie rzeczy
            > > zrobiły to samo. Obie zgodziły się wyjśc za mąż dla pieniędzy,
            obe
            > > jako narzeczone pozwalały sobie na romansik z bałamutem, nawet z
            tym
            > > samym, więc i na te same frazesy dały się nabrać, czyli były
            > > jednakowo głupie. Ewelina zdradzała męża, Izabela nie zdążyla,
            bo
            > > kandydat się opamiętał, ale zrobiłaby to samo. Powiedziałabym
            nawet,
            > > że Izabela była gorsza od Eweliny, bo działała "na zimno", a
            Ewelina
            > > chyba jakoś tam kochała tego wstrętnego Kazia.


            Mnie Ewelina nie wydaje się kimś gorszym czy głupszym niż Izabela.
            Ma tylko mniej szczęścia od Łęckiej. Izabelą wszyscy się przejmują,
            widzą w niej dobre dziecko, materiał na dzielną kobietę, życzą jak
            najlepszego zamążpójścia. Natomiast na Ewelinie wszyscy już położyli
            krzyżyk: głupia, zepsute dziecko, itp. Otoczenie dziwi się, że
            wychodzi za Dalskiego, ale nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby z nią
            porozmawiać i ustrzec przed życiowym błędem. Prezesowa, taka
            szlachetna, mądra kobieta, powinna wziąść Ewelinę na rozmowę w
            cztery oczy i wytłumaczyć dziewczynie co i jak. Przecież tak
            otwarcie i szczerze rozmawiała z Izabelą. Ale na sprawy Eweliny nie
            reaguje, tylko już po wszystkim każe ją wydziedziczeniem. To trochę
            niezbyt szlachetne ze strony pani prezesowej.

            Według mnie to raczej Ewelina była materialem na dzielną kobietę niż
            Łęcka. Pusta, bo pusta, ale nie było w niej przynajmniej cynizmu i
            wyrachowania.

            • cahir4 Re: Kobiety w "Lalce" 11.02.09, 20:56
              jadwiga1350 napisała:

              > Otoczenie dziwi się, że
              > wychodzi za Dalskiego, ale nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby z nią >
              porozmawiać i ustrzec przed życiowym błędem.

              Na pewno? Cytat:
              "Może źle robię, a przynajmniej niektóre osoby dają mi do zrozumienia, że źle
              robię wychodząc za barona."

              Te słowa Ewelina kieruje do Wokulskiego dodając pytanie: "Czy i pan tak sądzi?"
              Wokulski nie jest na tyle impertynentem, by powiedzieć jej wprost, co o tym
              sądzi, ale jego odpowiedź, choć oględna i tak nie pozostawia wątpliwości.

              Natomiast na temat samej Eweliny się na razie nie wypowiadam.
              • jadwiga1350 Re: Kobiety w "Lalce" 12.02.09, 17:57
                > "Może źle robię, a przynajmniej niektóre osoby dają mi do
                zrozumienia, że źle
                > robię wychodząc za barona."
                >
                > Te słowa Ewelina kieruje do Wokulskiego dodając pytanie: "Czy i
                pan tak sądzi?"
                > Wokulski nie jest na tyle impertynentem, by powiedzieć jej wprost,
                co o tym
                > sądzi, ale jego odpowiedź, choć oględna i tak nie pozostawia
                wątpliwości.
                >


                Co innego dawać do zrozumienia, a co innego szczera, serdeczna
                rozmowa.
                " Tak, to jest dziwna dziewczyna - mówiła prezesowa - i powiem ci,
                że zaczynam tracić dla niej serce. Do jej małżeństwa nie mieszam
                się, skoro niejedna panna jej zazdrości, a wszyscy mówią, że robi
                świetną partię. Ale to, co miała dostać po mojej śmierci; przejdzie
                na innych. Kto ma krocie barona, nie potrzebuje moich dwudziestu
                tysięcy."

                A może takie wmieszanie się ocaliłoby Ewelinę od poważnego błędu
                życiowego.
          • jadwiga1350 Re: Kobiety w "Lalce" 12.02.09, 14:10
            > > >pani Misiewiczowa - dziwaczejąca staruszka<
            > >
            > > Staruszka? a ileż lat mogła miec matka 30-letniej Heleny... 50,
            55?
            > > W dzisiejszych czasach kobiety w tym wieku jeżdzą na nartach,
            > > zaczynają karierę zawodową, chodzą do kosmetyczki ze swoimi
            córkami.
            > > Myślę, że tamte kobiety, chociaz świat postrzegał je jako
            staruszki,
            > > wcale się takimi nie czuły. Miały energię, zdrowie i chęć do
            życia.
            > > Strasznie żle musiały się czuć będąc skazanymi na starość. Stąd
            > > często ich zachowanie wydawało się dziwactwem.
            > >
            > Pani Misiewiczowa wydaje się raczej pogodzona z faktem, że w XIX
            wieku mając la
            > t 55 jest już staruszką, której jedynym zadaniem jest dostarczanie
            rozrywki wnu
            > czce. To, że w naszych czasach śmigałaby na nartach, czy biegała
            na wykłady na
            > Uniwersytecie Trzeciego Wieku :D, nie ma znaczenia - autor nie
            pozostawił jej w
            > iększego wyboru. Musi być dziwaczejącą staruszką, której Rzecki
            zwraca uwagę, n
            > iczym Zygmunt Chajzer na jedyny właściwy proszek do spierania
            plam :), na niest
            > osowność przyglądania się oknom sąsiadów, samej mając rozświetlone
            i niezasłoni
            > ęte własne. :D
            >


            Dziwaczejąca staruszka, a co w niej było takiego dziwacznego?
            Mnie się wcale ona nie wydaje kimś głupszym od takiej prezesowej
            Zasławskiej.Nawet poglądy na arystokrację obie panie mają podobne.
            Tylko prezesowa ma majątek, mieszka na wsi, zajmuje się filantropią,
            jest powszechnie szanowana. Natomiast pani Misiewiczowa
            nie ma majątku i życie jej płynie w czterech ścianach kamienicy. A
            to siedzenie w oknie i obserwowanie sąsiadów to przeciez jej jedyna
            rozrywka.Telenowel wtedy nie było, różnych reality show tak samo,
            więc kobieta miała na żywo reality show siedząc w tym swoim oknie.
            Teraz też ludzie uwielbiają podglądać innych i nie szanują cudzej
            prywatności, tylko robią to w inny sposób. Misiewiczowa była ciekawa
            świata, ludzi, nie była wcale jakąś dziwaczką. W rozmowie z Rzeckim
            przyznała, że wraz z córką czują się samotne bo wiele osób
            odwróciło się od nich po ucieczce Ludwika.
    • madame-bovary Re: Kobiety w "Lalce" 07.02.09, 23:58
      Olga Tokarczuk w swoim długim i bardzo ciekawym eseju dotyczącym "Lalki" (pt. "Lalka i perła") postawiła odważną tezę - jej zdaniem powieść Prusa to książka "bez kobiet". Wszystkie bohaterki to wg. niej tylko "typy", przerysowane i pozbawionę głębi, w przeciwieństwie do złożonych i pełnokrwistych postaci męskich. Coś w tym jest - może nie byłabym aż tak radykalna w tej kwestii, ale w jakiś spoósb podobnie to odczuwam.
      A wspomnianą księżkę Tokarczuk gorąco polecam!.. Jest nie tylko owocem fascynacji pisarki dla dzieła Prusa, swoistym hołdem, ale i ciekawą, poetycką a przy tym konkretną analizą psychologiczno-filozoficzną. W zasadzie trudno określić do końca czym jest ta pozycja :) Czytał ktoś z Was "Lalkę i perłę"?..
      • madame-bovary Re: Kobiety w "Lalce" 10.02.09, 12:59
        Dzięki wielkie za odpowiedź na moje pytanie zadane w poprzednim poście.
        • matylda1001 Re: Kobiety w "Lalce" 10.02.09, 15:55
          :) Nie czytałam "Lalki i perły", więc nie czułam sie uprawniona do
          zabrania głosu, ale postaram sie przeczytać. Zachęciłaś mnie.
    • bikej5 Re: Kobiety w "Lalce" 08.03.09, 14:33
      Biedaczki,nawet "Dnia Kobiet" nie świętowały!:))

      • jadwiga1350 Re: Kobiety w "Lalce" 08.03.09, 15:07
        Oprócz Izulki.Ona codziennie miała Dzień Kobiet.
        • bikej5 Re: Kobiety w "Lalce" 08.03.09, 19:23
          jadwiga1350 napisała:

          > Oprócz Izulki.Ona codziennie miała Dzień Kobiet.

          E tam!Na Manify nie chodziła;)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka