sebalda
01.03.10, 16:07
Niedzielny poranek. Wstaję, maż przy komputerze. Wychodzę z psem, wracam, mąż
w kuchni, robię sobie śniadanie i pytam, czy wyłączył komputer. Odpowiada
twierdząco, na co ja przypominam, że wiele razy prosiłam, żeby przed
wyłączeniem zapytał, czy nie chcę też skorzystać (a czekałam na pilną
wiadomość). Na to on: o co ci chodzi? Znowu się czepiasz! Na to ja: nie
czepiam się, tylko zwracam grzecznie uwagę. No i potem lawina pretensji, ze
strony męża, że ja ciągle..., że ja zawsze..., że się wyżywam, bo od rana mam
zły humor (w niedzielę? wyspana?). Cała tyrada pretensji. Na koniec
powiedział, że myślał, że jeszcze będę jadła śniadanie, a potem pójdę do
kościoła, więc wyłączył. A ja na to: czy nie prościej było tak: Kochanie,
wyłączyłeś komputer? Oj sorry, myślałem, że zaraz idziesz do kościoła. Koniec
rozmowy. A mąż na to oskarżycielskim tonem: NO WŁAŚNIE! Ale że to on zaczął
kłótnię, to już tego nie zauważył. Cała niedziela do du...
Czy Wasi mężowie też są tacy wrażliwi na punkcie każdej, najbardziej niewinnej
uwagi? Czy po takiej wymianie zdań też zawsze obwiniają Was, a sami to tacy
niewinni? Reagować wzruszeniem ramion, czy po raz 1234 tłumaczyć, że jest w
błędzie? Najlepiej w ogóle nie zwracać żadnych uwag? Nawet gdy mi coś bardzo
przeszkadza? Mam w perspektywie do końca moich dni znosić takie zagrania,
takie niby drobiazgi, i to średnio raz na kilka dni,jak sobie z tym radzić?