Dodaj do ulubionych

Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ksiądz

22.04.10, 11:57
Mam syna 14 l. Wychowuję sama.
Dziś rano, po zwyczajowej, codziennej awanturze, dotyczącej pobudki i
szykowania się syna (l.14) do szkoły o godzinie 8.05 (lekcje na 8.00)
zaistniał w moim domu następujący dialog:
Ja: " każdy dzień mojego życia zaczyna się od rana od wku....nia i
poczucia
porażki oraz depresji i doła na dużą część dnia przez ciebie
"
Syn: "to może się niepotrzebnie urodziłem ?"
po chwili syn dodaje : "mój też"
Ja: " no właśnie, jakieś nieporozumienie to wszystko"
..............
Jest to przerażające dlatego, że to nie zwykła kłótnia , sprzeczka w złości.
Tu nic nie było powiedziane w złości. Mam przed sobą czarną otchłań
bezradności, bo ten dialog opierał się samej prawdzie.
Tak faktycznie zaczyna się każdy mój dzień. Nie mogę chodzić do pracy innej,
aniżeli ta, pozwalająca mi na wychodzenie z domu PO niemal siłowym wyrzuceniu
syna z domu do szkoły. W innym przypadku, nie mam wątpliwości, że syn żadnej
szkoły nie skończy z powodu... nie uczęszczania po prostu. Musze zadowolić się
marnie płatnymi ochłapami pracy z "pańskiego stołu", żeby syn w ogóle
uczęszczał do szkoły. Codzienna porażka bierze się stąd, że praktycznie nigdy
nie udaje mi się wyprawić syna na czas. Spóźnienia i nieobecności na 1-szej
lekcji są w 9 na 10 przypadków. Opór "materiału" nie do przewalczenia dla
mnie. Nie spotkałam się również nigdy z żadną taką "eureką", żeby się to
komukolwiek innemu udało, kto to być może inaczej, lepiej robi. Najwyżej
jeszcze gorzej. Owszem znam radę jedyną skuteczną. Wziąć kija i nawalać kilka
razy dziennie. To działa bez pudła i tylko to. Ale to nie dla mnie
rozwiązanie, ja się nie nadaję. Urodzić dziecko,żeby potem grać rolę kata? To
ja mam gdzieś rodzenie dzieci, wychowywanie i całe życie rodzinne jak to
miałoby tak wyglądać i na tym polegać. Nie dla mnie (z tym kijem).

Każda moja mowa, prośba, polecenie, to jak grochem o ścianę. Zawsze już tak
było. NIC , co powiem, nie będzie wykonane. Dziś już straciłam nadzieję, już z
góry wiem, że każde moje słowo, to tylko zbędny wysiłek z mojej strony. Syn
nie sprząta swoich rzeczy, nawet naczyń nie odnosi, nawet brudnych ciuchów do
kosza nie wrzuca. Muszę sama czasem sprzątnąć po nim, żeby mi się robaki w
mieszkaniu nie zalęgły z jego pokoju. Jak mu nie zrobię jeść, to nie zje 3 dni
(sprawdzone).
Oczywiście, skoro nawet wokół siebie nic nie robi, to tym bardziej mnie w
niczym nie pomaga. Zupełnie nie wzrusza go widok, kiedy nieraz pot mi
dosłownie spływa po tyłku z wysiłku, zmęczenia. Stoicko sie przygląda i nie
pomoże nawet jak poproszę. Milion wymówek i "zaraz" i "potem" itp. Ledwo
starcza mi sił i fizycznych i jeszcze bardziej psychicznych na odgrywanie
żandarma (dosłownie jemu nad głową)w kwestii odrabiania codziennych lekcji do
szkoły. To są zawsze te 2-3 godziny wyjęte z mojego życiorysu, kiedy muszę się
wyłącznie tym zajmować, inaczej nie będzie zrobione dokładnie nic, pomimo, ze
synkowi namierzyli ok 150 IQ.

Moje prognozy na przyszłość są czarne. Myślę, ze w końcu wyrzucą go ze szkoły
za lekceważenie obowiązków. Myślę, że nie skończy żadnej szkoły średniej,
pomimo dobrego przykładu w mojej osobie :studia na bdb. Myślę, że na moją
starość nie poda mi szklanki wody.

Znam fenomen myślenia projekcyjnego, samospełniające się proroctwo itp. Jednak
taki ogrom suchych, twardych, niezaprzeczalnych faktów, obserwacji z dnia
codziennego MUSI doprowadzić do takiej, a nie innej prognozy. Statystyki można
naginać i różnie interpretować, ale na Boga - w jakiś granicach tylko. Żebym
się , zatem nie wiem jak pozytywnie nastawiała (co by mi się to spełniło), to
każdego dnia otrzymuję kolejne "dane wsadowe", że spełnić to mi się może
jedynie czarna rozpacz.

Chociaż rzadko chodzę do kościoła, to jednak czuję, że tym razem powinnam o
tym wszystkim porozmawiać z psychologiem, ale księdzem. Czuję, że to ma jakiś
związek z wiarą. Po prostu czuję.
Nie chcę żałować, że mam dziecko. Nie chcę, żeby moje dziecko sądziło, że
niepotrzebnie się urodziło, bo będzie nieszczęśliwe. Ja jako matka -
nieszczęśliwa, syn jako dziecko - nieszczęśliwy. Źle to wszystko jest.
Może psycholog - ksiądz pokaże mi na to wszystko jakieś inne swiatło, inne
spojrzenie, spostrzeżenia, żebym uzyskała jakąś nadzieję na sens tego mojego
"krzyża", lub żebym nie postrzegała mojego osobistego macierzyństwa jako
wyłącznie i zawsze "krzyż" i żebym dostrzegała jakiekolwiek pozytywne strony,
momenty, możliwości, czego obecnie dzień w dzień nie widzę, a jedynie same
negatywy.
Czy zna ktoś takiego psychologa - duszpasterza w Warszawie i może dać namiar?
Obserwuj wątek
    • ki_czort Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 12:52
      Nie znam sie na duszpasterzach - terapeutach, wiec nie pomoge.
      Dlaczego mlody taki jest? Wyje..ne ma na wszystko, ale dlaczego? Byl jakis
      przelom, jakis moment w ktorym zmienilo sie jego nastawienie?
      I co on wlasciwie robi, skoro nic nie robi w domu?
      • malwa200 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 13:03
        u mnie było identycznie!kropka w kropkę. w końcu przestał chodzić do
        szkoły, przeniósł się do wieczorówki do której tez w ogóle nie
        chodzi. nic nie robi, wszystko olewa i kradnie mi pieniądze. czekam
        tylko na jedno:żeby gdzieś wyjechał z dala ode mnie. choć to mój syn-
        zaczynam go zwyczajnie nienawidzieć
    • smut-na Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 13:26
      Basieńko, nawet nie wiesz jak bardzo Cię rozumiem! Ja właśnie resztkami sił
      dowlekam mojego syna do finiszu - za dwa tygodnie matura. Potem zrobi ze swoim
      życiem co będzie chciał. Nie pomogli psycholodzy, zmiana szkoły, rozmowy. Nic.
      Totalna olewka, jak mawia młodzież. Nie pracuję, aby on chodził do szkoły,
      reszta dokładnie jak u Ciebie. Na szczęście już koniec! Jeśli zda maturę, będzie
      to moja satysfakcja i moja nagroda za te wszystkie ciężkie lata. Tym cięższe, bo
      go kocham i serce mi się kraje gdy widzę jak marnuje swoje zdolności,
      zaprzepaszcza możliwości. Ale cóż nie przeżyję przecież jego życia za niego. Jak
      sobie pościele tak się wyśpi. Ja zrobiłam co było w mojej mocy.
      • malwa200 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 14:16
        Wasze dzieci przynajmniej chodzą do szkoły. a mój nawet tego nie.
        nie mam już siły
        • verdana Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 15:03
          Mój syn robil jedno - wstawał. Nawet do szkoły chodził regularnie. I
          w domu czasem pomógł, sympatyczny był - nie powiem. Tylko na tym się
          konczylo. Nie miał ani jednego zeszytu, nie odrabiał żadnych lekcji,
          nie był dobry z żadnego przedmiotu - cóż, do pewnego czasu bardzo
          słaby tez nie byl, tak w okolicach trójeczki. Potem zawalił pierwszy
          semestr pierwszej licealnej - musiałam go przenieść do prywatnego
          liceum zawodowego. To był pewien wstrżas, aczkolwiek nie taki, zeby
          zaczął się uczyć na czwórki. IQ-145.
          Obecnie jest na studiach oktoranckich, na ktore nie było latwo się
          dostać, prowadzi zajecia na wyższej uczelni.
          Mój ojciec oblał maturę. Jest prorektorem.
          Nie wiem, czy to Was pocieszy, ale nie wszystko jeszcze stracone.
          Rozumiem totalna bezradność, ja tez tak miałam. Ale czasem - nie
          zawsze niestety - bywa jak widać happy end.
          • sebalda Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 15:38
            Jeśli dziecko dostaje taki komunikat na dzień dobry od osoby, która przynajmniej
            teoretycznie powinna być mu najbliższa: "każdy dzień mojego życia zaczyna się od
            rana od wku....nia i poczucia
            porażki oraz depresji i doła na dużą część dnia przez ciebie", jak można
            oczekiwać od niego, że będzie posłuszny, chętny, współpracujący. W tym wieku
            jeszcze nie działa myślenie: to moje życie i ja musze się starać teraz
            zapracować na lepszą przyszlość, to dla takich dzieciaków czysta abstrakcja. Ja
            wiem, że samej jest ciężko wychowac dziecko, zwlaszcza chłopca, ale nie
            wyobrażam sobie, jak matka może tak mówić do dziecka. Dajesz mu komunikat, że
            jest dla Ciebie wyłącznie ciężaram i marnuje Ci życie, dla kogo on ma zatem się
            starać? Czy zdajesz sobie sprawę, że te słowa, choćby były prawdą, moga
            strasznie ranić? Gdzieś popełniłaś jakiś błąd, że młody jest taki niechętny,
            teraz zbierasz tego żniwo, ale takimi stwierdzeniami sytuacji z pewnością nie
            naprawisz.
            Ja wiem, że wielu osobom moje rady, typu: okaż mu miłość i wsparcie, wydają się
            czasami kuriozalne w wypadku skrajnie nieposłusznych dzieci, ale ja bym jednak
            walczyła właśnie miłością, może jestem naiwna. Próbowałaś go kiedyś, mimo
            wszystko za coś pochwalić? Nie wierzę, że był taki od zawsze. Mówienie dziecku,
            że jest do niczego, że jest ciężarem, że niczego nie umie i niczego mu się nie
            chce, z pewnością mu nie pomoże. Skoro mi mowią, że jestem leniwy, to pewnie
            faktycznie jestem, więc po co się starać? Czy syn ma jakies zainteresowania?
            Pewnie nie, bo zainteresowania rodzice powinni jednak dziecku początkowo
            wskazać, dać kilka do wyboru, pomóc, potem wspierać w ich realizacji. Samym
            wymaganiem bez próby pomocy wiele się nie wskóra. Dziecko trzeba ożywić,
            wesprzeć, pobudzić, a nie tylko wymagać, karcić, dolować opinią nic niewartego.
            Trochę empatii. Sama jak byłaś traktowana w domu? Może podobnie, dobrze Ci z tym
            było? A może inaczej, zatem powinnaś pamiętać, co lubiłaś, a czego nie? Przemyśl to.
            Zaznaczam, że teoretyzuję, bo sama mam zupełnie inne dzieci, ale to nie
            przychodzi chyba samo. Jedne rodzą się lepsze, drugie gorsze? Czy to jednak my
            mamy decydujący wpływ na to, jakie są? Jestem za tym drugim.
    • drugikoniecswiata Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 15:29
      ks. Krzysztof Wędrychowicz
      www.pcts.pl/arts/Terapeuci-a4-4.html
      ...ale jeśli spodziewasz się, że w trakcie konsultacji terapeutycznej terapeuta
      naświetli ci coś z perspektywy wiary, to jesteś w błędzie. Dobry terapeuta na
      czas sesji zawiesza swoje poglądy na kołku i pomaga ci szukać rozwiązania
      zgodnego z twoimi wartościami.
    • p_wolf Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 15:35
      > Może psycholog - ksiądz pokaże mi na to wszystko jakieś inne swiatło, inne
      > spojrzenie, spostrzeżenia, żebym uzyskała jakąś nadzieję na sens tego mojego
      > "krzyża", lub żebym nie postrzegała mojego osobistego macierzyństwa jako
      > wyłącznie i zawsze "krzyż" i żebym dostrzegała jakiekolwiek pozytywne strony,


      Może zamiast odwoływać się do sił nadprzyrodzonych zrobisz rachunek sumienia i zastanowisz się skąd się wzięło zachowanie syna? Dlaczego syn nie ma ojca? Jakie dzieciństwo mu zapewniłaś?

      Zabawa w wypychanie siłą do szkoły jest arcy-kretyńska, to jak zabawa z alkoholikiem w chowanie gorzały po szafkach. Może niech latorośl poczuje odrobinę odpowiedzialności za swoje życie, myślałaś o ośrodku szkolno-wychowawczym z internatem, choćby na rok?

      I przestań postrzegać wyrzucenie ze szkoły za najgorsze co może się stać, są ludzie którzy nie takie problemy mieli w tym wieku. Zaocznie liceum czy studia można zrobić zawsze potem, dużo ważniejsze jest by syn zrozumiał, że uczy się dla siebie.
      Stojąc nad nim codziennie, kontrolując każdą prace domową zdejmujesz z niego całkowicie odpowiedzialność za skutki tego co on robi. Pomyśl nad tym, co zrobić, aby syn zaczął odczuwać związek tego co robi ze swoim życiem, i nie mam tu na myśli bicia kijem za każde spóźnienie.


      > Jak mu nie zrobię jeść, to nie zje 3 dni
      > (sprawdzone).


      Jasne, jak nie zrobisz mężusiowi/synkowi kanapeczek to umrze z głodu bidula. Stara śpiewka, podręcznikowa.
      Moim skromnym zdaniem Ty też masz poważny problem psychiczny ze sobą.

      • sebalda Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 15:50
        "Opór "materiału" nie do przewalczenia dla
        mnie. Nie spotkałam się również nigdy z żadną taką "eureką", żeby się to
        komukolwiek innemu udało, kto to być może inaczej, lepiej robi. Najwyżej jeszcze
        gorzej. Owszem znam radę jedyną skuteczną. Wziąć kija i nawalać kilka razy
        dziennie. To działa bez pudła i tylko to"

        Piszesz tak chaotycznie, że nie wiem, czy dobrze rozumiem. Twierdzisz, że tylko
        biciem można dziecko zmusić do chodzenia do szkoły i uczenia się? Nie ma, Twoim
        zdaniem, innych sposobów? Jesteś zatem w wielkim błędzie. Są dzieci, które
        chodzą do szkoły chętnie i z entuzjazmem, tylko trzeba im pokazać pozytywne
        strony nauki, spotkań z kolegami, rozwijania zainteresowań, w wychowanie trzeba
        włożyć odrobinę wysiłku, a nie tylko nakazów i zakazów, krytyki na każdym kroku,
        negatywnych komentarzy i przekazów. Co to za poglądy rodem ze średniowiecza, że
        do dziecka trzeba tylko z kijem? To jest chore i baaaardzo smutne.

        • verdana Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 15:55
          O ile zrozumiałam, przykład z kijem był negatywny.
          I nie zgodzę się - wiem, czym jest bezradność rodzica, wobec
          dziecka , które nie ma ochoty się uczyć. Kazdy ma masę dobrych rad,
          psychologowie przescigają się w pomysłach, szkoda jednak, ze na
          niektóre dzieci to nie działa. I nie rodzice sa temu winni (to
          znaczy czasami oczywiscie są, ale zdecydowanie nie zawsze). Nie masz
          pojecia, ile wysiłku można włożyć w dziecko, które nie chce się
          uczyć - naprawde nie działaja zachęty, groxby, a zainteresowania
          takie dziecko może sobie mieć, nawet bardzo szerokie - tyle, ze
          kompletnie ze szkołą niezwiązane.
          Jedno, czego rzecxywiście nie wolno robić, to mowienie dziecku, ze
          jest klęską naszego życia.
          • sebalda Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 16:10
            Verdano, może masz rację, każdy myśli, mając na uwadze przykłady ze swojego
            życia. Ja mam chyba nienormalne dzieci chodzące do nienormalnej szkoły, bo
            chodzą tam nie tylko chętnie, ale młodsze dziecko (14 lat)wręcz z entuzjazmem.
            Fakt, szkoła jest przyjazna dzieciom, fakt, ma wyjątkowo fajnych kolegów, ale
            ten entuzjazm chyba jednak wynika tez częściowo z naszego nastawienia, z
            pozytywnych komunikatów, z faktu ciągłego chwalenia za osiągnięcia. Na to składa
            się wiele czynników. Ale my, rodzice, jednak mamy ogromny wklad w kształtowaniu
            postaw dzieci. Jestem wielką zwolenniczką pozytywnych komunikatów. Dziecku
            należy mówić: jak się będziesz dobrze uczył, to dostaniesz sie do dobrego
            gimnazjum, a nie: jak się nie będziesz uczył, to się nie dostaniesz do dobrego
            gimnazjum. To dokladnie to samo, ale inaczej wyrażone daje większą mobilizację,
            tak uważam. Tak robię z dziecmi i to dziala. Od najmłodszych lat biorę je na
            pochwaly i one to łykają:)
            • smut-na Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 16:38
              Selbedo, z całym szacunkiem dla Twoich metod, gdyby to było tak proste, to nie
              byłoby problemów z dziećmi... Gdybym ja się opierała tylko na praktyce
              wychowawczej z moim starszym synem, też bym pewnie pisała, że to wina metod ,
              podejścia, relacji itd. Mam dwoje dzieci i całkiem skrajne doświadczenia. Wybacz
              ale wypowiadasz się z pozycji osoby nie mającej żadnej praktyki z tego typu
              postawą dziecka, więc nie feruj wyroków. Możliwe, że przy kolejnych
              wychowywanych dzieciach, swoje skądinąd słuszne metody mogłabyś sobie jedynie w
              buty włożyć i bić głową w mur z bezsilności.
              • sebalda Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 16:53
                Bardzo niewykluczone, że masz rację. Nie znam tego problemu z autopsji, ale
                nadal twierdzę, że nie ma dzieci zlych od urodzenia. Czym sobie tłumaczycie zle
                postawy i zachowania wlasnych dzieci? Ich przyrodzoną naturą? Sa skłonności
                uwarunkowane genetycznie, np. alkoholizm, ale nawet one nie determinują
                przyszlego uzależnienia w 100%. Nie ma genu bycia zlym dzieckiem i zlym
                czlowiekiem. Czasami nasze rodzicielskie porażki wynikają z uwarunkowań
                środowiskowych, czyli tzw. złego towarzystwa, w jakie wpada dziecko, ale i na to
                pośrednio mamy wpływ, śmiem twierdzić, że dziecko z dobrymi wzorcami w domu nie
                bedzie szło ślepo za "złym towarzystwem". Nie jestem psychologiem, mówię o
                własnych spostrzeżeniach, wyłącznie. Może zatem się mylę.
                • smut-na Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 17:01
                  śmiem twierdzić, że dziecko z dobrymi wzorcami w domu nie
                  > bedzie szło ślepo za "złym towarzystwem". Nie jestem psychologiem, mówię o
                  > własnych spostrzeżeniach, wyłącznie. Może zatem się mylę.


                  A jednak przecież bywa często inaczej. Bo złe kusi innością, nowością,
                  nieznanym. I w drugą stronę też się zdarza. Z patologii wychodzą wartościowi
                  ludzie. Bo chcą czegoś lepszego niż zaznali w rodzinnym domu. Nie piją, dążą do
                  zdobycia wiedzy, zawodu, aby wyrwać się ze swojego środowiska.
              • miacasa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 17:21
                Możliwe, że przy kolejnych
                > wychowywanych dzieciach, swoje skądinąd słuszne metody mogłabyś sobie jedynie w
                > buty włożyć i bić głową w mur z bezsilności.

                są dzieci, na które NIC z typowych metod wychowawczych NIE DZIAŁA, mam jedno
                dziecko z Zespołem Aspergera a drugie "normalne", gdybym nie miała tego drugiego
                też żyłabym w przekonaniu, że macierzyństwo to udręka, bezcelowa orka, że życie
                z dzieckiem to zapadanie się w czarną dziurę itp

                Autorko wątku, Twój syn może mieć nie zdiagnozowane zaburzenia, spróbuj go
                zdiagnozować przez zespół specjalistów (psychiatra, psycholog dziecięcy i
                pedagog). Kiedy dowiesz się z czym masz do czynienia to będzie Ci łatwiej się z
                tym zmierzyć a na swoje dziecko spojrzysz zupełnie inaczej. Moje dziecko też
                jest wyjątkowo inteligentne ale w życiu społecznym to KATASTROFA, którą
                usiłujemy ogarnąć przy pomocy zajęć terapeutycznych. My diagnozowaliśmy córkę w
                Scolarze, wygoogluj sobie informacje na temat różnych warszawskich poradni
                diagnozujących dzieci.
            • verdana Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 19:19
              Ja mam dwoje dzieci, z ktorych jedno było entuzjastą szkoły, a
              drugie chodzi bez oporów. I najstarszeo, którego zmusić do nauki nie
              można było - mimo, ze czytał całe dnie i wiedze "nieszkoną" miał
              dużą. Dopiero, gdy zaczął się uczyć rzecz, które go zainteresowały,
              ze slabego ucznia zamienił się w przeciętnego, z przeciętnego - w
              dobrego studenta (a studia wybrał w wieku 11 lat), a wreszcie zdał
              egzamin konkursowy na studia doktoranckie. Ani mojej winy w
              nieumiejętności zmuszenia go do nauki nie było (trochę pewnie tak,
              ale nie za dużo), ani zasługi, ze nagle zaczął się uczyć.
              Dziecko, ktore się nie uczy nie reaguje na komunikaty dotyczace
              odległej przyszłosci, zresztą mało dzieci naprawde zastanawia się,
              ze to co dzis robi, wpłynie na jego losy za pięć lat. To samo
              dotyczy dorosłych, dojrzałych ludzi, którzy mimo zachęt np,. nie
              odkladają na emeryturę...
              A pochwały - trzeba by jeszcze to samo wytłumaczyć nauczycielom w
              szkole, a to własnie nauczyciele zniechęcili mego syna do wysiłku.
          • asia_i_p Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 17:14
            A nie lepiej w takim przypadku odpuścić?
            Zawali rok jeden czy drugi, ale w końcu znajdzie jakąś swoją drogę.
            Niekoniecznie u każdego musi być szkoła-studia-praca, może być
            szkoła-praca-studia i często wtedy są to studia bardziej
            przemyślane, lepiej dobrane do zainteresowań.
            Inna rzecz, że jak tu odpuścić czternastolatkowi przy obowiązku
            szkolnym . . . Zaczynam myśleć, że prawo nakazujące naukę do końca
            gimnazjum lub do osiemnastki i zakazujące pracy poniżej szesnastu
            lat ma też swoje złe strony. Część dzieciaków nabiera przekonania,
            że szkoła to wyłącznie fanaberia dorosłych i w zasadzie robią łaskę,
            że tam chodzą. Odkąd nauka stała się obowiązkiem, jakoś przestała
            być przywilejem.
    • twojabogini Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 17:23
      Jak wychowywać dziecko i nie oszaleć? - Kevin Leman

      Kup sobie ta książeczkę. I przeczytaj.
      Twój wysiłek jest na nic. Dpóki bedziesz wokól niego skakac, nic nie
      zmienisz.

      Zrób synowi testy na narkotyki z moczu.Często takie nie chcenie
      wynika z uzywek. Jak cos wykryjesz - zażadaj kategorycznie aby
      zgłosił się na terapię. Uprzedz go, ze jesli odmówi zgłosisz sprawę
      w szkole i na policji. jełsi odmówi - nie wykócaj się tylko to zrób.

      Po drugie - co się stanie jak syn zawali jedną klasę? co się stanie
      jak jego pokój nie będzie sprzatniety? Bie pozmywał, nie uprał, nie
      zrobił koło siebie? Zanies wszystkie rzeczy do jego pokoju. Nic nie
      mówiąc.
      Przestan gledzic, gadac, budzic go, mówic mu co ma robic - jak 14
      latek doskonale o tym wie.
      Wstań jutro i po prostu wyjdz do pracy, nawet nie wchodząc do jego
      pokoju, wróc, wynies do jego pokoju wszystko co w międzyczasie
      pobrudzi, przygotuj posiłek dla siebie i idz posiedziec w kawiarni,
      zeby powstrzymac sie od gledzenie, pytanie gdzie był itp. wróc umyj
      się idx spac. Powiedz mu ładnie co najwyzej dobranoc.
      Żadnego kieszonkowego, zadnych nowych ubrań, w lodóce jedzenie,
      przybory do mycie w łazience.
      A ty zajmij się sobą bo jestes na granicy depresji i zamiast się tym
      zając to wczepiasz się w syna, gadasz, gadasz, i nic nie
      egzekwujesz, on ma dosc tak samo jak ty.
      • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 21:40
        Dzięki serdeczne za wszystkie opinie. Niektóre dodały mi otuchy, jak np ta o
        wykładowcy, który wcześniej miał niewąskie problemy.
        Ktoś wspominał o internacie. Tak, moja mama (a babcia syna) już od co najmniej 2
        lat radzi mi to bezwzględnie, twierdząc, ze inaczej się wykończę. Innej rady ona
        nie ma, gdyż nie zna tego typu postaw i co z takim fantem robić. Ja byłam jako
        dziecko raz, ze posłuszna, a dwa, to kochałam mamę bardzo i starałam się jej
        pomóc, wręcz podlizać. Chwaliła mnie b. często i miała za co. Np. posprzątałam
        całe mieszkanie po szkole, żeby miała miłą niespodziankę jak przyjdzie z pracy.
        Ona tez robiła mi niespodzianki. Było (i nadal jest) dokładnie tak, jak powinno
        być. Wiadomo, czasem jakaś sprzeczka, okres buntu też był niezbyt łagodny, ale
        przejściowy. U mojego syna jest tak, że ma on diametralnie inne usposobienie ,
        aniżeli ja kiedykolwiek miałam lub mam. Ma takie usposobienie, którego NIGDY i u
        NIKOGO nie zaobserwował. To w kwestii ew. złych przykładów, których zwyczajnie
        brak. Nadto, usposobienie to jest wyraziste od (nie będę przesadzać, że od
        zawsze) kiedy ukończył 2 lata. To był czas, kiedy zaczęłam z płaczem biegać po
        psychologach w tej sprawie. Problemem było moje podejrzenie o poważną chorobę
        psychiczną, wykluczającą interakcje ze mną. Myślałam o autyźmie. Ale nic takiego
        nie stwierdzono. Potem było podejrzenie głuchoty i również badania. Również nic
        nie wykazały. Rzecz w tym, że syn nie wykonał NIGDY ŻADNEGO mojego polecenia.
        100% ignorancji, nigdy nawet głowy w moją stronę nie odwrócił i robił dalej
        dokładnie to, co akurat sam chciał. Jakby chciał mi powiedzieć" pocałuj mnie w
        "d...", to nawet powyższe byłoby zbytnią dla niego fatygą. Nic takiego nie
        mówił, tylko NIE REAGOWAŁ na mnie i już. Ani nakazy, ani zakazy. Potem nastała
        szkoła podstawowa i wiadomo, mieli z nim kłopoty i też miał w "d..." ich
        (nauczycieli) nakazy i zakazy. Więc posłali do psychologa, psychiatry. Psycholog
        właśnie wtedy pomierzył mu te wybitne IQ, i stwierdził lata wyprzedzenia
        intelektualnego wobec rówieśników i lata opóźnienia rozwoju emocjonalnego. Nic
        ta wiedza nie przyniosła. Potem inny psycholog (właściwie zespół) prowadził
        obserwacje w interakcjach ze mną (lustro weneckie itp). Nie stwierdzono z mojej
        strony poważniejszych błędów wychowawczych i relacje ok. Wobec tego, żadnej rady
        na ulepszenie nie dostałam, bo wszystko robiłam +/- prawidłowo. Było skierowanie
        do psychiatry z podejrzeniem ADHD. Lecz to był konował i debil , a nie lekarz.
        Przeczytał dokumentacje, na dzieciaka nawet nie spojrzał i wystawił oficjalną
        diagnozę ADHD z przykrością zauważając jednocześnie, że aktualnie nie ma w
        mieście żadnych terapii ADHD. Więc sobie mogłam tę diagnozę w buty wsadzić i
        tyle. Zresztą ja przed wizytą u psychiatry przeczytałam chyba wszystkie dostępne
        na rynku pozycje nt ADHD i byłam świetnie zorientowana, co do skomplikowanych i
        pracochłonnych ŚCISŁYCH PROCEDUR diagnozowania ADHD, z których ani jedna nie
        została przez psychiatrę dochowana. Lecz ,jaka to różnica, skoro i tak nie było
        terapii. Szkoda tylko, że trafiłam na takiego konowała, bo może inny, co nie
        skończył studiów na 3= faktycznie znalazłby jakieś faktyczne powody, a co za tym
        idzie, jakieś rady. A tak zostałam znów bez niczego. Odtąd do psychiatrów
        zaufania nie mam wcale.Zarówno psycholog (jeden, drugi), jak i zwykły szkolny
        pedagog zadali sobie znacznie więcej trudu, aby dzieciakowi pomóc, tylko, że jak
        sami przyznali nie byli dla przypadku mojego syna wystarczająco kompetentni i
        nie umieli poradzić.
        Ja mam takie podejrzenie (tylko podejrzenie), że zasadniczą rolę mogą tu
        odgrywać geny. Ktoś pytał, czemu syn się wychowuje bez ojca. Otóż musiałam się z
        nim rozstać z uwagi na jego socjopatyczną osobowość. Jak na rasowego socjopatę
        przystało, ojciec jego interesuje się wyłącznie zaspokajaniem swoich osobistych,
        doraźnych potrzeb, chętnie (ew obojętnie) krzywdząc innych ludzi w celu
        zaspokojenia tychże swoich nawet błahych potrzeb.Pojecie SUMIENIA, ani empatii
        jest mu zupełnie nieznane, tak samo jak SKRUPUŁY wobec kogokolwiek. Dlatego
        oczywistym jest, że ojciec ten ma swoje dziecko "w głębokim poważaniu" , to, czy
        w ogóle żyje, czy choruje, czy ma co jeść, jak wygląda. Tylko płacenie alimentów
        jest dla niego mocno niepożądane, więc kombinuje jak zrobić, żeby nie płacić -
        to tyle, co go wiąże z dzieckiem. Więc oni się nie znają.
        Trudno mi jednak nie dostrzegać pewnych analogii, jak np. całkowita obojętność
        syna wobec mojego niekiedy bardzo widocznego zmęczenia i brak woli do
        jakiejkolwiek mi pomocy, aby matce troszkę ulżyć. Za to jest wola do
        realizowania swoich hobby (które bawią) w tym samym czasie. Również brak pamięci
        o moich urodzinach, imieninach, święcie, równocześnie z natarczywym (i długo
        zawczasu) upominaniem się o korzyści i prezenty z okazji własnych urodzin i
        świąt. Niejednokrotnie jego bliscy koledzy otwarcie krytykowali go (przy mnie)
        za takie całkowicie zimne i obojętne wobec mnie postępowanie i tylko żądania.
        Widać - było to wręcz rażące i widać również, że bynajmniej nie jest to normalny
        sposób myślenia, postępowania nastolatków, skoro najbliżsi koledzy go wprost
        krytykowali.
        Co do towarzystwa w jakim się syn obraca, to nie mam żadnych zastrzeżeń.
        Dzieciaki z normalnych, dobrych domów. Zastrzeżenia mam do mojego syna, nie do
        jego towarzystwa (tym razem jest odwrotnie niż zazwyczaj bywa)

        Syn narkotyków nie bierze. Jego nie chcenie nie jest niczym nowym. Tylko nasza
        sytuacja się zmieniła. Przedtem miałam pracę, która wykonywałam głównie w domu
        przy komputerze. Mogłam więcej czasu poświęcić na pilnowanie syna jak żandarm.
        Mój czas (i nerwy) = były czerwone paski w szkole. Teraz pracuję na zewnątrz.
        Późno przychodzę. A synowi nigdy nie wystarczało i nadal nie wystarcza, ze mu
        POWIEM np przez telefon, ze ma np lekcje odrobić. Musze osobiście i fizycznie
        nad nim stać i jeszcze pasem grozić, żeby wykonał. A, że od jakiegoś czasu
        więcej mnie w domu nie ma, niż jestem, to .. hulaj dusza. Matki nie ma w domu
        (dużo), to natychmiast jest równia pochyła w dół i zagrożenie nie zdaniem do
        następnej klasy i to już na początku gimnazjum.
        Spróbuję zastosować kilka rad od twojaboginiKupie i przeczytam książkę.
        Co do nie budzenia, to jedno odpada zupełnie. Jestem prawnie odpowiedzialna za
        syna, a jest obowiązek szkolny. Jak nie będzie chodził , to szkoła zgłosi do
        Sądu Rodzinnego i go zabiorą do Domu Dziecka. A nie będzie chodził. Byłam czas
        temu w szpitalu 10 dni. W tym czasie zamieszkała ciotka opiekować się synem. Syn
        pełne 10 dni nie poszedł do szkoły. Nie miała mocy sprawczej, bo go wysłać bodaj
        na 3 cią lekcje. Wcale nie chodził. Poradziłabym jej wziąć pasa do ręki i
        natłuc, to by 100% pomogło. Ale nie wiedziałam o tym, bo mnie nie chciała
        denerwować w szpitalu po operacji i nie powiedziała. Dowiedziałam się po
        powrocie. Oraz, że praktycznie nic nie jadł przez te 10 dni, tylko sobie czasem
        z barłogu wylazł kupić chipsy w sklepiku obok.
        Zastanawiam się, jak on pójdzie do pracy (załóżmy, ze nie będzie chciał się
        uczyć). Przecież z takim podejściem do obowiązków wywalą go natychmiast z każdej
        pracy.
        Obecnie szkoła z internatem, to byłoby najlepsze dla niego, jak i dla mnie. Lecz
        głównie dla niego. Ścisła dyscyplina itp.
        Lecz to temat już dawno przebadany. W Polsce nie ma internatów dla dzieci jak
        on, takich, które wymagają b. mocnego przypilnowania, dyscypliny, ale poza tym
        nie są szczególnie spaczone. W Polsce są jedynie 2 rodzaje internatów. 1- dla
        orłów ze średnią min 4,5 i w żadnym wypadku nie sprawiających kłopotów
        wychowawczych, bo inaczej wylatują i kropka. Szkoły do tego elitarne, dla
        zdolnych, grzecznych i pracowitych, nie - to wypad. 2- dla sprawiających
        trudności wychowawcze. Tylko, że tam się chłopak może całkiem zmarnować, tam idą
        młodociani wyrokowcy z lżejszymi wyrokami, ale jednak. Więc dwie skrajności.
        Syn nie pali, nie pije, nie przeklina nawet, nie bierze,
        • verdana Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 21:54
          Zlituj się.
          Przejęłaś obowiazki syna, tyo Ty jestes odpowiedzilna za jego
          szkołe, do ktorej zresztą skutecznie go zniechęciłaś pilnujac go jak
          żandarm. Chciałas czerwonych pasków? To masz skutki. Takie
          pilniowanie, ciężka atmosfera w domu, grozenie pasem - to prawie
          pewność, ze dziecko uwolnione od strachu i nacisku matki zbuntuje
          się natychmiast. W dodatku nie widzisz swojej winy w tym co się
          dzieje, a rzuca sie ona w oczy. Widzisz w synu nie swojego syna, a
          swojego męża- psychopatę. najpierw go straszyłas i nadzorowałaś,
          teraz mowisz mu, ze zmarnował Ci życie.
          Przestaje się dziwić jego zachowaniu, to forma samoobrony - po co
          się starac dla kogos, kto Cię nie docenia, dla ktorego waznijszy
          jest dziecko-uczeń niż dziecko-syn. Mysle, ze on moze nie reagować
          na Twoje polecenia m.in. dlatego, ze go straszyłaś. I chyba biłas -
          jesli tak, to teraz zbiwerasz tego owoce. Bić już nie mozesz, bo syn
          jest silniejszy, a na nic innego już nie zareaguje - zdążylaś
          stracic autorytet.
          Psycholog jest koniecznie potrzebny i to zaraz. Ale psycholog
          rodzinny, psycholog dla Was obojga, a przede wszystkim dla Ciebie.
          Nie syn bowiem jest tu jedynym winowajcą i relacja miedzy Wami nie
          uklada sie źle jedynie z jego winy.
          A internaty są - przy niektorych szkołach zakonnych.
        • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 11:26
          aspergera sprawdzałas?

          i jesli jest socjopata to powinno w testach wyjść

          skoro od drugiego roku życia...
          ja wiem że oficjalna wersja jest taka że wszystkie dzieci sa ok...
          ale jednak, jak przeczytałam artykuł o 8 latce która utopiła swoje
          dwuletnie rodzeństwo... jeszcze gdyby dajmy na to zastrzeliła, z
          daleka, z zaskoczenia ale ona utopiła, działanie bardzo
          bezposrednie, olanie strachu i płaczu...

          bardzo Ci współczuję
          bezsilność jest straszna
          • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 12:24
            choć z drugiej strony...
            te czerwone paski
            po kiego diabła musiały byc czerwone skoro nie chcial sie uczyć?
            tróje by nie wystarczyły a potem niech robi co go interesuje?
            hmmmm
            chyba jednak przesoliłas i to mocno
            • triss_merigold6 A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 12:52
              A ja tej udręczonej kobiecie współczuję i życzę jej, żeby znalazła
              pomoc dla siebie.
              Problem w tym, że niektórych nie interesuje nic w miare
              konstruktywnego, a edukacja do 18 jest obowiązkowa. Małolata po
              podstawówce nie przyjmą do żadnej pracy więc kobieta ma pewnie
              czarna wizję utrzymywania go przez wiele lat o ile nie doprowadzi go
              przynajmniej do końca gimnazjum. 14-letni bachor, z całym
              szacunkiem, nie jest w stanie przewidywać długofalnowych skutków
              swoich czynów, to zbyt abstrakcyjne.
              Kobieta jest sama, absolutnie sama, jedyna odpowiedzialna za życie,
              zdrowie, utrzymanie i edukację dziecka, nie dziwię się, że czuje się
              kompletnie bezradna.
              Przykłady super bystrych dzieci, które się nie uczyły, a odniosły
              sukces są nie na miejscu, bo tu z opisu prób diagnozowania dziecka
              wynika, że ono ma dysfunkcje emocjonalne. Od zawsze. Bywają bachory
              socjopaci, a potem socjopatyczni dorośli. No qrde bywają i starania
              można o kant d... potłuc.
              • nat.wroclaw Re: A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 13:11
                Mam identyczne odczucia, tylko tak sie we mnie kłębią, że nie wiedziałam jak je
                opisać.

                Fajnie to zebralas do kupy Triss.
              • p_wolf Re: A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 13:18
                Problem w tym, że z postów autorki oraz z tego co jest między wierszami wyłania
                się obraz nie tylko dysfunkcyjnego dziecka, ale też przede wszystkim
                dysfunkcyjnej matki.

                • nat.wroclaw Re: A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 13:28
                  p_wolf napisał:

                  > Problem w tym, że z postów autorki (..)

                  No i? Dobrze Ci jak postrugasz sierżanta na forum? Jebać, jebac i sie nie bać?

                  Mnie kobity zal i bede trzymac kciuki, zeby stanęla na nogi (sama ze sobą przede
                  wszystkim). Zostala sama z problemem. Od 12 lat państwo ma ją w pompie,
                  specjalisci rozkładają ręce. W UK dla takich dzieciaków SĄ obozy, szkoły,
                  ośrodki. Nazywa się to social rehabilitation through adventure. W Polsce? Tak,
                  jak napisała sama Baśka - jakaś oferta jest, ale dla wyrokowców.

                  Choć sprawdziłabym te szkoły przyzakonne, jak radziła Verdana.
                  • triss_merigold6 Re: A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 13:32
                    Szkoły przyzakonne, może są (kiedyś były) licea wojskowe z
                    internatem (ale tam trzeba było się dobrze uczyć). No i gimnazjum
                    najpierw by musiał dzieciak skończyć.
                  • verdana Re: A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 13:34
                    Mnie było zal, bardzo.
                    Do momentu, gdy zorientowałam się, ze uwaza bicie za metodę
                    wychowawczą i że przez pare lat stała nad dzieckiem, aby miało
                    czerwony pasek.
                    Nie jestem przekonana do tego, czy dziecko jest socjopatą. Raczej
                    obawiam się,z e autorka widzi w dziecku ojca, najpierw wychowywała
                    go siłą, a teraz wprost odrzuca go i w oczy mowi, ze lepiej jej by
                    było bez niego.
                    Dziecko jest już zaburzone, na pewno - ale nie szukałabym tu
                    wrodzonych przyczyn, a przynajmniej nie tylko. To juz nawet nie sa
                    banalne błędy wychowawcze, ktore popełnia kazdy, tylko jakiś
                    koszmar.
                    • nat.wroclaw Re: A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 13:59
                      Nikt nie twierdzi, ze mama cacy. Zwłaszcza ten pas i te czerwone, nomen omen,
                      paski na swiadectwie. Przegiecia są. I mozna by je w punktach wypisac. Nie dla:

                      - bicia
                      - robienia ZA syna (sprzatanie, pranie, zmywanie, posiłki)
                      - dla podporządkowania zycia matki wyjściom do szkoły
                      - skupiania na przejściu do nastepnej klasy
                      - stania z batem nad chłopakiem zeby robił lekcje
                      - gderania, czepiania sie, przejmowania odpowiedzialnosci za zycie syna przez mame
                      - nieograniczonego kieszonkowego, nieograniczonego dostepu do komputera i TV.
                      (nie wiem czy tak jest, ale Baśka pisała, ze szedł sobie kupować chipsy, czyli
                      pieniadze miał).

                      Tak dla psychicznego staniecia na nogi OSOBIŚCIE przez mamę - także ona do
                      terapeuty, sensownego i z pomyslunkiem zyciowym, bez czary mary i tiu tiu tiu
                      "ja ci teraz ustawie z laleczek twoja rodzine, a ty na nich nakrzycz"

                      Nie mam pojecia jak prawnie wyglada odpuszczenie zmuszania chodzenia do szkoly?
                      Moze jaki prawnik rodzinny by poradzil? czy w Polsce dla dzieci, ktore po prostu
                      nie lubia szkoly i juz (nikogo nie okradly, nie kopnely pieska, nie pokazaly
                      jezyka) sa wylacznie wyroki i osrodki szkolno-wychowawcze? Sa jeszcze
                      Mlodziezowe Osrodki Socjoterapii .. tylko ze tam trzeba CHCIEC pojsc na
                      spotkania, zajecia. Cos mi mowi watroba, ze synek moze niekoniecznie.

                      Imho:

                      1) Sensowna konsultacja mamy z psychologiem i prawnikiem, moze szczeraz rozmowa
                      w szkole jeszcze raz?

                      2) Przemyslenie nowych zasad do wprowadzenia w domu

                      3) Spokojna, normalna rozmowa z synem. A przy braku checi do dialogu -
                      przynajmniej zakomunikowanie mu _w tonie informacyjnym_, nie zrzędliwo-zjebowym
                      o postanowieniach mamy.

                      4) SPOKOJNE egzekwowanie nowych zasad.

                      PS. Nie mam pojecia jak z ta szkolą.. ale stac z batem i budzic na siłe NIE
                      WOLNO. Nie bedze klasyfikowany pewnie. Trudno. Moze cos drgnie?

                      Ps.2 Poszukac nowej pracy zgdnej z kwalifikacjami i aspiracjami.

                      Ps.3 Mielismy w szkole chłopaka, który sie nie mył. Towarzysko był spalony, a
                      mielismy wlasnie po 13-14 lat. Niech sie nie myje. Grupa rowiesnicza w prostych
                      żolnierskich sowach w stylu: "Capisz cwelu" da mu do zrozumienia, że warto
                      czasem zrobic la bado.


                  • p_wolf Re: A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 13:45
                    > Zostala sama z problemem. Od 12 lat państwo ma ją w pompie,
                    > specjalisci rozkładają ręce.


                    Za wychowanie dziecka odpowiedzialni są rodzice, a nie państwo.
                    Mnie kobity nie żal kompletnie, bo papra życie nie tylko sobie, ale też dziecku, które nie jest niczemu winne.
                    Zwalanie winy na dziecko, na geny czy na ufoludki za to, że rodzic poniósł klęskę wychowawczą jest wstrętne.
                    Do tego autorka ciągle opowiada o tym, że wszystko byłoby wspaniale gdyby miała siły więcej kija i dyscypliny stosować.
                    Kogo tu wypada bardziej żałować?
                    • nat.wroclaw Re: A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 14:06
                      > Za wychowanie dziecka odpowiedzialni są rodzice, a nie państwo.

                      W przeciwienstwie do wielu innych krajów, Polska nie ma pomysłu jak wesprzec
                      rodzicow, których 2-letnie dziecko nie nawiazuje z nimi kontaktu i tak mu
                      zostaje, mimo braku zdiagnozowanej choroby.

                      >> Zwalanie winy na dziecko, na geny czy na ufoludki

                      Cytat z wpisu autorki: ............. ??

                      > Do tego autorka ciągle opowiada o tym, że wszystko byłoby wspaniale
                      gdyby miała siły więcej kija i dyscypliny stosować.

                      Cytat z wpisu autorki: ............. ??

                      p_wolf, idź siku, przemyj twarz i przeczytaj jeszcze raz ten wątek, bo ci
                      ewidentnie siadło czytanie ze zrozumieniem.
                      • p_wolf Re: A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 14:26
                        > Cytat z wpisu autorki: ............. ??

                        Ja mam takie podejrzenie (tylko podejrzenie), że zasadniczą rolę mogą tu
                        odgrywać geny.


                        Mogłam więcej czasu poświęcić na pilnowanie syna jak żandarm.
                        Mój czas (i nerwy) = były czerwone paski w szkole.



                        @nat.wroclaw - dlaczego atakujesz mnie ad personam? Te uwagi o robieniu siku;
                        sprawia Ci radochę pisanie czegoś takiego?
                        Paradoksalnie z większością tego co napisałaś w tym temacie się zgadzam, z
                        wyłączeniem ściągania z matki odpowiedzialności za sytuację, co moim zdaniem robisz.
                        • nat.wroclaw Re: A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 14:44
                          1.

                          Podany cytat o genach nie upoważnia nawet przy sporej skłonności demagogii do
                          interpretacji, ze:

                          "wstretny rodzic poniósł porazkę wychowawczą i teraz zwala winę na dziecko, na
                          geny czy na ufoludki"

                          2.
                          [i]Mogłam więcej czasu poświęcić na pilnowanie syna jak żandarm.

                          Dżizas, czytaj to zdanie w _kontekście_. Autorka napisała post na 3 ekrany, post
                          kobiety, która jest u kresu i przerasta ja bezradność odczuwana nie od miesiaca,
                          ale 12 lat, tak? Szczerze sie przy tym konfrontuje z wlasnymi emocjami, nie
                          wybiela sie tu na forum, ale pisze jak jest.

                          Przyklady o biciu sa przykladem negatywny, Dajacym do zrozumienia, ze probowala
                          bezskutecznie wszystkiego (pewnie prosba, grozba, cudem) i tylko pas jej pozostał.

                          Sama czasem w odniesienie do mojej corki - nieusłuchanej - mowie "no jeszcze
                          chyba tylko wtłuc jej mogę" co nie oznacza, ze uwazam bicie za antidotum na
                          problemy z dziecmi. Po prostu bywa i tak, ze NIE MA sie pomysłu co dalej.

                          >>> @nat.wroclaw - dlaczego atakujesz mnie ad personam?

                          Bo durnowato się nakrecasz i jedziesz po autorce wątku jak po łysej kobyle,
                          zamiast odnieść się merytorycznie do jej sytuacji - dowalasz jej złosliwie po rzyci.
                          • p_wolf Re: A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 15:36
                            > Podany cytat o genach nie upoważnia nawet przy sporej skłonności demagogii do
                            > interpretacji, ze:
                            >
                            > "wstretny rodzic poniósł porazkę wychowawczą i teraz zwala winę na dziecko, na
                            > geny czy na ufoludki"


                            Skłonność do demagogii upoważnia do jakiejkolwiek interpretacji?
                            Powyższy cytat jest wisienką na torcie, autorka wątku potrafi napisać esej na 3 ekrany, bierze pod uwagę wszystko, ale literalnie nigdzie nie widzi swojej winy, nawet jednego nieśmiałego przypuszczenia, że sama zrobiła cokolwiek źle.
                            Uważam, że człowiek z minimalną dozą trzeźwego spojrzenia powinien choćby brać pod uwagę związek przyczynowo-skutkowy swoich metod wychowawczych z zachowaniem dziecka.

                            > Przyklady o biciu sa przykladem negatywny,
                            Chyba nie do końca, poza tym całościowy kontekst wypowiedzi brzmi: byłam żandarmem - było świetnie, nie mam siły być żandarmem - zrobiło się źle. To jest chore podejście do problemu, wręcz jedno z jego źródeł.


                            > Bo durnowato się nakrecasz i jedziesz po autorce wątku jak po łysej kobyle,
                            > zamiast odnieść się merytorycznie


                            Kto w tym temacie jako pierwszy zaproponował konkretne rozwiązania (ośrodek z internatem)? O poziom merytoryczny moich wpisów się nie martw, jest wystarczający.
                            Krytykuje autorkę tematu dokładnie tak, jak moim zdaniem na to zasługuje. To ona jest źródłem problemu i tak długo jak sobie tego nie uświadomi nie będzie w stanie pomóc ani sobie, ani synowi.
                            • nat.wroclaw Re: A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 15:50
                              >>Autorka wątku potrafi napisać esej na 3 ekrany, bierze pod uwagę wszystko, ale
                              literalnie nigdzie nie widzi swojej winy, nawet jednego nieśmiałego
                              przypuszczenia, że sama zrobiła cokolwiek źle.

                              Tego nie wiemy, wiemy, ze tego nie napisała, ale nie wiemy _co myśli_. Także
                              taki sąd jest nadużyciem.

                              >>Uważam, że człowiek z minimalną dozą trzeźwego spojrzenia powinien choćby brać
                              pod uwagę związek przyczynowo-skutkowy swoich metod wychowawczych z zachowaniem
                              dziecka.

                              Pełna zgoda.

                              >>Chyba nie do końca, poza tym całościowy kontekst wypowiedzi brzmi: byłam
                              żandarmem - było świetnie, nie mam siły być żandarmem - zrobiło się źle.

                              Gdy mały miał 2 lata i juz wtedy traktował mame jak powietrze, a ona szukała
                              pomocy wszedzie, gdzie mogła to raczej nie byla zandarmem.

                              Zgadzam się jednak, i juz o tym pisałam wyżej, że metodom przemocowym - basta.
                • triss_merigold6 Re: A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 13:30
                  Może odpuścić ale to ONA, a nie syn poniesie konsekwencje. Istnieje
                  obowiązek szkolny. Bachor nie będzie uczęszczał - sąd rodzinny i
                  ośrodek szkolno-wychowawczy dla małoletnich zagrożonych
                  demoralizacją lub zdemoralizowanych, prawdopodobieństwo wyjścia n
                  prostą wówczas nikłe (moja kuzynka w branży pracuje i ma wieloletnie
                  obserwacje co do szans).
                  Do pracy małolat nie pójdzie - za młody i ten obowiązek szkolny.
                  Nie upierałabym się przy dysfunkcyjności matki, bo znam skrajnie
                  różne od siebie rodzeństwa, dorosłych już ludzi, wychowywanych przez
                  bardzo w porządku rodziców. Znałam autentycznego socjopatę,
                  kompletnie obojętnego na cudze emocje (własne potrafił pięknie
                  zagrać), jego rodzony brat - harcerz społecznik z powołania.
              • tully.makker tris, mylisz sie 23.04.10, 13:58
                Obowiazkowa edukacja konczy sie na poziomie gimnazjum,a 16-latek
                moze juz podjac prace zawodowa.
                jesli dziecko jest emocjonalnie dysfuncjonalne, albo w jakis sposob
                uposledzone, to trzeba przeprowadzic diagnostyke, a nastepnie
                rozwazac rozwiazania dostosowane do konkretnego problemu.
                • nat.wroclaw Re: tris, mylisz sie 23.04.10, 14:11
                  tully.makker napisała:

                  >>> jesli dziecko jest emocjonalnie dysfuncjonalne, albo w jakis sposob
                  > uposledzone, to trzeba przeprowadzic diagnostyke, a nastepnie
                  > rozwazac rozwiazania dostosowane do konkretnego problemu.


                  Basienka4:

                  Nadto, usposobienie to jest wyraziste od (nie będę przesadzać, że od
                  zawsze) kiedy ukończył 2 lata. To był czas, kiedy zaczęłam z płaczem biegać po
                  psychologach w tej sprawie. Problemem było moje podejrzenie o poważną chorobę
                  psychiczną, wykluczającą interakcje ze mną. Myślałam o autyźmie. Ale nic takiego
                  nie stwierdzono. Potem było podejrzenie głuchoty i również badania. Również nic
                  nie wykazały. Rzecz w tym, że syn nie wykonał NIGDY ŻADNEGO mojego polecenia.
                  100% ignorancji, nigdy nawet głowy w moją stronę nie odwrócił i robił dalej
                  dokładnie to, co akurat sam chciał. Jakby chciał mi powiedzieć" pocałuj mnie w
                  "d...", to nawet powyższe byłoby zbytnią dla niego fatygą. Nic takiego nie
                  mówił, tylko NIE REAGOWAŁ na mnie i już. Ani nakazy, ani zakazy. Potem nastała
                  szkoła podstawowa i wiadomo, mieli z nim kłopoty i też miał w "d..." ich
                  (nauczycieli) nakazy i zakazy. Więc posłali do psychologa, psychiatry. Psycholog
                  właśnie wtedy pomierzył mu te wybitne IQ, i stwierdził lata wyprzedzenia
                  intelektualnego wobec rówieśników i lata opóźnienia rozwoju emocjonalnego. Nic
                  ta wiedza nie przyniosła. Potem inny psycholog (właściwie zespół) prowadził
                  obserwacje w interakcjach ze mną (lustro weneckie itp). Nie stwierdzono z mojej
                  strony poważniejszych błędów wychowawczych i relacje ok. Wobec tego, żadnej rady
                  na ulepszenie nie dostałam, bo wszystko robiłam +/- prawidłowo.
                  • tully.makker Re: tris, mylisz sie 23.04.10, 15:25
                    Ale diagnozy nie ma, prawda? Jedna nieudana wizyta, i co? I nic?
                    ADHD leczy sie farmakologicznie, a oprzynajmniej zmniejsza objawy,
                    pozwalajac na normalne funkcjonowanie. Oczywiscie jest dosc jasne,
                    ze dzieciak nie ma ADHD, predzej ZA.
                    Ale do licha ciezkiego, trzeba sie tym zajac. A nie chodzic do
                    ksiadza, bo ksiadz cudow nie uczyni.
                    • nat.wroclaw Re: tris, mylisz sie 23.04.10, 15:41
                      Tyle, że to się działo, jak rozumiem z chronologii wydarzeń pare lat temu. A od
                      ściany specjalistów autorka odbila sie juz 12 lat wstecz.

                      I troche ja rozumiem, bo mialam podobne doswiadczenia z corka. Do konca normalne
                      jej zachowania nie były, bieganina o specjalistach i w sumie kazdy bezradnie
                      rozkladal rece, bo dziecku nic nie jest. Taki typ. I ciagle słysze: spokojnie,
                      wyorsnie z tego.

                      Moze matka tez tak slyszala, zwlaszcza, ze nic konkretnego w sensie klinicznym
                      nikt sie tam nie doszukal. I tak przepychajac go z klasy do klasy ciagle byc
                      moze miala nadzieje, ze chlopak wyrosnie, zmadrzeje, a jemu sie to utrwalalo.

                      ZA diagnozuje sie stosunkowo konkretnie. Byc moze to, co prezentuje ten chlopak
                      to zbior objawow z pogranicza Całościowych Zaburzeń Rozwoju - podobne do ZA, ale
                      jednek nie ZA. Byc moze.. nie wiem.

                      Tylko ile mozna biegać po psychologach i psychiatrach, którzy mówią: "dziecko
                      jest zdrowe"??

                      Ksiadz, czy nie ksiadz, psycholog-terapeuta, wrozka, czy tajski masazysta - to
                      ma byc pomoc dla MAMY, nie dla syna.
                      Życzę jej bardzo, zeby znalazła sensowne wsparcie i pokierowanie co dalej.
                      • tully.makker Re: tris, mylisz sie 25.04.10, 19:26
                        A od
                        > ściany specjalistów autorka odbila sie juz 12 lat wstecz.
                        >
                        > I troche ja rozumiem, bo mialam podobne doswiadczenia z corka. Do konca normaln
                        > e
                        > jej zachowania nie były, bieganina o specjalistach i w sumie kazdy bezradnie
                        > rozkladal rece, bo dziecku nic nie jest. Taki typ. I ciagle słysze: spokojnie,
                        > wyorsnie z tego.

                        Podobnie bylo z cgorobami mojego starszaka - ale ja sie nie poddawalam, az
                        znalazlam takeigo lekarza, ktory go nie faszerowal 2 razy w miesiacu antybiotykami.
                  • sebalda Re: jestem ciekawa 23.04.10, 15:53
                    Dopiero teraz przeczytałam tę całą historię, od konca 2 roku dziecka. I
                    rzeczywiście rzucilo to nieco inne światło na calą sprawę. Nie wiem, na ile
                    takie socjologiczne obciążenia moga być dziedziczne, ale myślę, że w
                    odpowiednich warunkach, przy odpowiednim postępowaniu i leczeniu, większość tego
                    typu problemów można opanować.
                    Spróbuj może dostać się do Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie na
                    Sobieskiego. Tam pracują naprawdę dobrzy specjaliści, zadzwoń, dowiedz się, jak
                    można się zapisać na wizytę. Młody chyba rzeczywiście jest zaburzony, ale może
                    nie jest za późno na dzialanie:
                    www.ipin.edu.pl/wordpress/o-nas/.
                    Napisałaś: "tylko NIE REAGOWAŁ na mnie i już. Ani nakazy, ani zakazy". Ciągle
                    piszesz o tych nakazach i zakazach. Czy jak syn był taki malutki, jak zaczęły
                    się z nim problemy, próbowałaś do niego dotrzeć inaczej niz przez te nakazy i
                    zakazy? Czy go przytulałaś, zapewnialaś o miłości, próbowałaś dotrzeć do jego
                    pozytywnych emocji? Czy możesz z całym przekonaniem powiedzieć, że nie patrzyłaś
                    na niego przez pryzmat jego ojca i dlatego szybko się poddałaś w trudnej próbie
                    dotarcia do jego uczuć, a nie tylko nauczyć go obowiązków? Juz nie oceniam,
                    jedynie pytam.

                    Gdybyś chciala skorzystać z rady wizyty na Sobieskiego, ale mialabyś problemy z
                    dostaniem się tam, napisz do mnie na priva.
                    • triss_merigold6 Re: jestem ciekawa 23.04.10, 16:00
                      Niektórych obciążeń nie da się skorygować. Może dzieciak ma FAS?
                      • rosapulchra-0 Re: jestem ciekawa 25.04.10, 08:11
                        co to jest ZA? i FAS?
                        • nat.wroclaw Re: jestem ciekawa 25.04.10, 12:11

                          www.google.com
            • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 11:40
              Śpieszę wyjaśnić sprawę czerwonych pasków. Mnie na tym zupełnie nie zależało
              (choć oczywiście jest miło). Tu zupełnie o co innego chodziło. Mianowicie o to,
              żeby syn W OGÓLE jakkolwiek przygotowywał się do szkoły, odrabiał zadane lekcje
              i choć przeczytał jakiś temat przed klasówką. Wydaje mi się, że to "program
              minimum" obowiązujący jednak każdego ucznia. W końcu szkoła, to nie plac zabaw,
              tam są obowiązki do wypełnienia, zresztą, sprawiedliwie te same dla wszystkich
              dzieci w Polsce. Z pewnością mój syn nie podlegał tu żadnej dyskryminacji z
              powodu moich działań. Nigdy nie pomagałam w lekcjach. Chodziło po prosu o to,
              aby syn USIEDZIAŁ PRZY BIURKU zajmując się zadanymi lekcjami, tak długo, jak
              długo nie będzie wszystko odhaczone, co było zadane (wszystkim zresztą). Syn,
              bowiem odchodził od biurka (żeby zająć się czymś innym) dosłownie co 5 minut. Wg
              moich obserwacji, nie z niechęci do nauki (bo mu to łatwo przychodziło i miał
              sukcesy), lecz z ulegania pokusom zajmowania się o wiele ciekawszymi (wg niego)
              sprawami.
              Wiele osób zapomina, jak widzę, ze syn ma te swoje 150 IQ. Słuchajcie, to jest
              naprawdę bardzo dużo! W praktyce przekłada się to w ten sposób, że syn przeczyta
              temat 1 raz i jeśli to zrobi, to potem wszystko pamięta, wszystko wie i dostaje
              5. Podczas kiedy większość przeciętnie uzdolnionych dzieci musi poświęcić na ten
              sam efekt 2-3 razy więcej czasu i pracy. Stąd się wzięły te czerwone paski, że W
              OGÓLE siedział cokolwiek przy lekcjach.
              Zatem od początku były jedynie 2 skrajne możliwości (i nic pomiędzy): albo nie
              pilnuję syna, żeby odrobił lekcje i wówczas on nie robi NIC ABSOLUTNIE i nie
              zdaje już od pierwszych klas, albo pilnuję syna żeby dorabiał i wówczas zdaje
              normalnie, a, ze ma 150 IQ, to jako POCHODNA, efekt uboczny - zdaje z czerwonym
              paskiem.

              I właśnie przedtem była ta ostatnia wersja, a obecnie ta pierwsza, gdyż ja z
              uwagi na pracę już nie pilnuję syna i efekty są natychmiast widoczne w postaci
              wielu zagrożeń i nie wiadomo, czy zda.
              • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 11:50
                wiesz to ja nie rozumiem
                ja mamIQ 132 czyli znacznie mniejsze i przez cale lata nie
                odrabiałam prac domowych, bo nie miałam takiej potrzeby. Moja matka
                gdy próbowała mnie pilnowac, została od razu w pierwszej klasie
                zgnojona przez ciotkę, która kazał jej sie natychmiast odpalantować.
                W rezultacie lekcji ustnych nie odrabiałam w ogóle, bo wystarczało
                mi to co na lekcji, a pisemne robiłam na przerwach.
                Z twojego opisu wnioskuję że bez tych prac domowych , na samych
                lekcjach, niezdawanie w ogóle mu nie groziło !!!
                Co ty na to?
        • morekac Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 22:36
          Jak nie będzie chodził , to szkoła zgłosi do
          > Sądu Rodzinnego i go zabiorą do Domu Dziecka. A nie będzie chodził
          To go zabiorą. Przynajmniej nie będziesz musiała stać nad nim z
          pasem.
          • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 14:03
            Byłam kilka razy w Domu Dziecka w odwiedzinach. Wg mnie, to straszne miejsce. Na
            własne oczy widziałam FALĘ. Wszechobecną. Starsi biją młodszych, młodsi jeszcze
            młodszych. To na porządku dziennym, praktycznie non stop. Wychowawcy NIE REAGUJĄ
            na to. Wiele dzieci zachowuje się jak zwierzęta. Myślę, że wiele tez ma poważne
            problemy psychiczne, co widać. Przypuszczam, ze TAM jest TYLE problemów i
            dysfunkcji, taki ogrom, że wychowawcy sobie z tym zupełnie nie radzą. Np nie
            reagują na falę, która się dzieje na ich oczach. Patrzą tylko na tyle, żeby się
            dzieciaki nie pozabijały. Moim zdaniem to jest dla dzieci piekło na ziemi. To
            widziałam. Dzieci brudne, niemal obdarte, ubrane w najtańsze plastiki, które i
            tak sobie nawzajem kradną, meble więcej niż skromne.A to wszystko za 2450 zł
            miesięcznie. Tyle kosztuje pobyt dziecka w DD. Płaci budżet państwa (jeśli
            rodziców nie ma), lub płacą rodzice, którym odebrano dziecko sądownie i
            umieszczono w DD (np za nie wypełnianie obowiązku szkolnego).
            Nawet nie skomentuję powyższego.
            • tully.makker Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 19:28
              Byłam kilka razy w Domu Dziecka w odwiedzinach. Wg mnie, to straszne miejsce.

              Nastepnym razem zabierz syna ze soba.
        • mgla_jedwabna Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 24.04.10, 00:56
          "W Polsce są jedynie 2 rodzaje internatów. 1- dla
          > orłów ze średnią min 4,5 i w żadnym wypadku nie sprawiających kłopotów
          > wychowawczych, bo inaczej wylatują i kropka. Szkoły do tego elitarne, dla
          > zdolnych, grzecznych i pracowitych, nie - to wypad. "

          To akurat jest g.. prawda. Tego rodzaju internaty istnieją przy katolickich, prywatnych szkołach. A to oznacza, że najpierw robimy sobie PR, jak to u nas tylko orły i niewiniątka się uczą, bo inaczej wylatują, a potem, jak juz rodzice dziecko zapiszą, to może jechać na średniej 2,1 bo płaci. Jesi chodzi o zachowanie, to wychowawcy w takim miejscu będą zatruwać życie ogólnie grzecznym osobnikom o głupoty, żeby pokazać, kto tu rządzi, ale na te naprawdę problematyczne nie znajdą sposobu. groźba wyrzucenia nie działa oczywiście z powodów finansowych.

          Osobiście chodziłam do prywatnej katolickiej szkoły w Warszawie, gdzie juz przy egzaminach wstępnych było ćwierkanie o wysokim poziomie i tłumie chętnych, a potem miałam w klasie wiele osób, które egzaminy wstępne napisały np. na 2+ i 3. Jestem z wyżu demograficznego, w tym samym roku, żeby się dostac do któregoś z państwowych renomowanych liceów w Wwie, trzeba było mieć przynajmniej dwie piątki z egzaminu wstępnego.

          Tylko, że nie radzę wysyłać dziecka z problemami do takiej szkoły. Tam z trudem wytrzymałby dorosły o nerwach jak postronki, co dopiero nastolatek z problemami. Twój syn prawdopodobnie po miesiącu uciekłby z tej szkoły i naprawde marnie skończył.

          Naprawdę dobrze radzę - poszukaj dobrego psychiatry/psychologa. Nie kościelnego i nie szkolnego. Syn powinien mieć możliwość porozmawiania z terapeutą bez ciebie oraz absolutną gwarancję dyskrecji (to oczywiście standard w praktyce psychoterapeutycznej, ale on naprawde powinien wiedzieć, że nic z tego co powie, nie wycieknie do ciebie).

          A i widzę jeszcze jedno: żal do syna, że jest podobny do ojca. Zupełnie tak, jakby to była jego wina. On sobie ojca nie wybierał, to ty mu go wybrałaś.
        • rosapulchra-0 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 08:13
          W Warszawie, na ul. Starej 4 (Stare Miasto) jest Ognisko Wychowawcze im. Dziadka
          Lisieckiego. Proponuję się tam udać. Jest tam też internat. Z własnego
          doświadczenia wiem, że warto.
    • monica188 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 19:32
      Gdyby ktoś budził mnie takimi słowami też miała bym dość wszystkiego. Może
      trzeba dać synowi czas aby sam zrozumiał jakie popełnia błędy-na siłę nic nie
      zdziałasz. Miłością więcej zyskasz niż nienawiścią.. Spróbuj zacząć dzień
      słowami: "Cześć kochanie. Znów zaspałeś do szkoły.Nie ładnie! Wstawaj zobacz
      jaki piękny dziś dzień w sam raz żeby dostać dziś piątkę" W takiej sytuacji aż
      głupio będzie mu nie wstać. Jak nie wstanie to trudno.. Może następny dzień się uda.

      Zastanawiałaś się dlaczego syn nie chce chodzić do szkoły? Może ma jakiś problem
      i zwyczajnie nie może sobie z nim poradzić, nie ma z kim o tym porozmawiać..

      3 dni nie zje? A próbowałaś tydzień? Dwa? Jak to się mówi z głodu się jeszcze
      nikt nie zesrał. to już duży chłopak-musi nauczyć się samodzielności. Większą
      krzywdę zrobisz mu robiąc jedzenie niż nie robiąc..

      Ciuchów bym nie prała-tylko te które są w koszu. Jak nie będzie miał się w co
      ubrać wsadzi te ciuchy do kosza. Małymi krokami ale się nauczy..
      • sebalda Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 20:11
        Autorka wątku to skrajna pesymistka: praca to "ochłapy z pańskiego stołu(?)
        oczywiście z winy syna, ktorego jej się nigdy nie udaje wyslać do szkoły o
        czasie, macierzyństwo to krzyż, przyszłość czarna, wszystko na nie. Jak mając
        tak nastawioną matkę ten dzieciak może mieć chęci do czegokolwiek.
        A co do odpowiedzialności, zamiłowania do porządku i obowiązkowości u 14-latka,
        to akurat uważam, że wszystko jest w normie:) Mój też z trudem zauważa, że
        chodzi w tej samej bluzie już drugi tydzień, nie jest w stanie utrzymać porządku
        w pokoju dłużej niż dwa dni, a je, jak są wspólne posiłki (wtedy naprawdę
        potrafi zjeść), ale jak ma sam sobie zrobić, to nagle nie jest głodny. A zrobić
        sobie umie, jak jest przyciśnięty, albo jak ma dobry dzień, to nawet umie
        ugotować obiad, ale to takie miłe, jak mama zrobi kanapki. A jak nie zrobi, to
        zje suchą bułkę, tak najwygodniej:)
        Monica188 daje dobre rady, malymi kroczkami zmuszać chłopca do tego, żeby trochę
        się ruszył i zaczął coś robić wokół siebie.
        • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 22:59
          sebalda napisała:

          > Autorka wątku to skrajna pesymistka: praca to "ochłapy z pańskiego stołu(?)
          > oczywiście z winy syna, ktorego jej się nigdy nie udaje wyslać do szkoły o
          > czasie, macierzyństwo to krzyż, przyszłość czarna, wszystko na nie. Jak mając
          > tak nastawioną matkę ten dzieciak może mieć chęci do czegokolwiek.

          Owszem ochłapy. Bo jestem świadoma tego, ze mam naprawdę niezłe wykształcenie,
          do tego różne kursy, certyfikaty itd. A muszę pracować za gówniane pieniądze w
          kompletnie nie mojej branży, na podrzędnym stanowisku, tylko dlatego, ze TA
          PRACA zaczyna się o 10.00 rano ! Żadne inne kryterium !
          I jeszcze to, że pracować muszę tam, gdzie mnie zatrudnią (od 10.00!!!) nie na
          jakieś zlecenie, tylko normalnie, etatowo, bo musze miec pełne ubezpieczenie dla
          siebie i dla dziecka przecież i bez żadnych przerw, bo jestem JEDYNYM żywicielem
          rodziny i gówniane pieniądze jakie są , takie są, ale muszą być ZAWSZE i
          ubezpieczenie musi być zawsze, bez przerw, tu nie ma manewru na żadne
          eksperymenty. A fakty są takie , że 90 % firm zaczyna prace od 8.00 (ew
          wcześniej) wiesz? I te 90 % firm mnie zwyczajnie nie przyjmie, wiesz?
          A ojciec dziecka alimentów nie płaci,bo nie chce i dostaję grosze z funduszu. A
          jak przyjdę do domu, to tez nie mogę nic dorobić (np tłumaczeniami, bo języków
          też znam kilka i co z tego), bo muszę jak żandarm nad dzieciakiem stać te
          godziny, bo mi dzieciak inaczej żadnej szkoły nie skończy, bo taki oporny. A
          posprzątać, wyprać i wyprasować, to potem tez mi nikt nie pomoże, a już na pewno
          nie syn.
          Jakbym była po zawodówce nic nie mówiącej, to bym nie miała żalu do nikogo, że
          mam marną pracę, ale za to od 10.00. Ale tak nie jest, więc niby do kogo mam
          mieć żal, że nie mogę wyjść z domu o takiej porze jak inni do pracy? Co, lub kto
          jest tego powodem ? Ja?

          Jak możesz pisać, ze MNIE się nie udaje wysłać syna do szkoły na czas? Przecież
          pisałam, że codziennie rano jest karczemna awantura. Ale ona nie jest od razu.
          Najpierw budzę normalnie 1 godzinę przed wyjściem Potem ok 4 razy budzę również
          normalnie, co 5 minut. Potem już krzyczę. Potem krzyczę o pośpiech, kiedy syn
          jest w łazience i się "myje". Tam sobie siedzi z 1/2 godz, często wychodząc
          śmierdzący, przepocony i z brudnymi zębami. Wówczas jest karczemna awantura z
          mojej strony. Potem pospieszam o ubranie się i już jest ok 8.00 wiadomo, ze znów
          nie zdąży i wówczas dostaję deprechę i doła. Tak jest każdego dnia. Jak myślisz,
          czy zatem powinnam chodzić przez ta poranna godzinę za nim i walić go kijem w
          odstępach, co 3 minuty, czy jak?
          Jestem wręcz pewna, że wówczas spóźnień nie byłoby wcale. Ale ja moją deprechę i
          tak bym miała, tylko z innego powodu, mianowicie z powodu odgrywania roli kata,
          do czego utalentowana nie jestem z natury.

          Co zaś do chęci się tyczy, to dzieciak ma je w nadmiarze, np. do udzielania się
          towarzysko i różnych takich. Byle nie miało związku ze szkołą i nauką w ogóle.
          • sebalda Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 10:22
            Basieńko4, napisałaś w pierwszym poście dokladnie tak: "Codzienna porażka bierze
            się stąd, że praktycznie nigdy nie udaje mi się wyprawić syna na czas". Ja to
            jedynie powtórzyłam, więc nie złość się, że tak napisałam.
            Mieszkasz w Warszawie, trudno mi uwierzyć, że jest tu tylko jeden pracodawca,
            który idzie na rękę i pozwala pracować od 10. Są firmy, ktore mają ruchomy czas
            pracy, jeśli masz takie świetne wykształcenie i kwalifikacje, to powinno się
            udać. Ja uważam, że obwiniasz syna o wszystkie swoje nieszczęścia. Jak on może
            się z tym czuć? Pomyślałaś o tym?
            O której syn chodzi spać? Siedzi przed kompem do drugiej w nocy? Nie dziwię się,
            że potem nie jest w stanie wstać na 8. Odciąć od komputera w nocy i zaganiać
            spać wcześniej, może to pomoże. Zmienić stosunek do syna, przestać go o wszystko
            obwiniać, dać mu jakieś pozytywne przekazy. Zachwycić się jego wysokim IQ,
            rozmawiać, a nie ciągle karcić i narzekać, sama nie wiem.
          • anusia29 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 10:33
            Jakby mnie ktoś tak traktował, to chyba tez bym nie miała ochoty na
            nic. A już na pewno na wspólpracę. Piszesz, że BYŁABYŚ katem????
            Nieeeeee, ty nim juz jesteś. I masz tego efekty.
            • sebalda Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 11:10
              anusia29 napisała:

              > Jakby mnie ktoś tak traktował, to chyba tez bym nie miała ochoty na
              > nic. A już na pewno na wspólpracę. Piszesz, że BYŁABYŚ katem????
              > Nieeeeee, ty nim juz jesteś. I masz tego efekty.

              Mam podobne skojarzenie. Wieczne obarczanie młodego człowieka winą bardzo
              niszczy mu psychikę, jest rodzajem agresji emocjonalnej, nie tylko kijem
              wyrządza się krzywdę. Komunikat, jaki dostaje ten chłopak jest tak negatywny, że
              nie wydaje mi się, żeby skończenie szkoły w czymkolwiek mu pomogło. Odbudowanie
              wiary w siebie jest znacznie trudniejsze. Basieńka4 skupia się tylko na tym,
              żeby syn skończył szkołę, a równolegle wyrządza mu krzywdę zaniedbaniem
              wszystkich innych sfer jego życia. Jest wyłącznie nadzorcą, a to nie tędy droga.
              Gdzieś coś nie wyszlo w życiu i trzeba znaleźć sobie winowajcę. Biedne dziecko.
              • rosapulchra-0 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 08:30
                a ja bym dziecka tak nie żałowała, sama byłam bardzo trudną nastolatką, niby nic
                złego nie robiłam, ale poranne wstawanie do szkoły było w moim domu bardzo
                podobne - moja mać mnie budziła co najmniej godzinę, też były awantury, a moje
                spóźnienia do szkoły były na porządku dziennym, też nic w domu nie robiłam,
                byłam zupełnie obojętna na wszystko, bita byłam regularnie, ale i to nie
                pomagało, maturę zdałam eksternistycznie, przeszłam siedem szkół średnich, w
                żadnej mnie nie chcieli, bo nie potrafiłam współpracować, nawet ze studiów mnie
                wyrzucili z wilczym biletem, bo naubliżałam dziekanowi, dzisiaj sama mam dzieci
                i się trzęsę o ich przyszłość, rozumiem problem autorki wątku i jedyne, co mogę
                doradzić to przejście się do Ogniska na Starej 4, tam jest internat,
                wyspecjalizowana kadra psychologów i pedagogów, wiem, bo sama tam spędziłam rok
                swojego życia, potem moich uczniów z problemami tam posyłałam.
                • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 11:20
                  zdajesz sobie sprawę oczywiście, że twoj dom rodzinny to kompletna
                  patologia?
                  mam nadzieję że o przyszłość swoich dzieci "trzęsiesz" się w inny
                  sposób niż twoi psychiczni rodzice?
                  • rosapulchra-0 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 12:04
                    patologia? chyba przesadziłaś i to bardzo. i co masz do rodziców autorki posta?!
                    • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 12:16
                      bita byłam regularnie,

                      dla mnie to jest patologia i zezwierzęcenie, i nie tylko dla mnie,
                      jest to kryminał jesli chodzi o ścisłość

                      nic nie mam do rodziców autorki postu
                      uwaga była o twoich
                      • rosapulchra-0 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 12:27
                        tak, to była patologia, ale moje życie nie jest tematem tego postu, stąd moje
                        niezrozumienie.
                        • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 12:31
                          dlatego Ci nie żal dzieciaka
                          bo dla Ciebie też nikt nie miał serca

                          ślady zostały
                          sama świadomość patologii nie wystarczy
                          zrób coś z tym bo Twój post jest koszmarnym pomieszaniem z
                          poplataniem, wynika z niego że wcale to nie była patologia , w
                          zasadzie wszystko ok i z niektórymi tak trzeba, wychodzi im to na
                          dobre, a ty w ogóle byłas taka okropna że nawet bicie nie pomagało
                          • rosapulchra-0 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 12:42
                            byłam koszmarnym dzieciakiem, mam tego świadomość, metody wychowawcze mojej
                            matki i mojego ojczyma to przeszłość, której w swoim domu nie stosuję i nie mam
                            zamiaru stosować.
                            nie szkoda mi dziecka autorki posta, bo czytając jej wypowiedzi widzę siebie w
                            latach mojej młodości, byłam zupełnie niedostosowana do funkcjonowania w
                            społeczeństwie i w życiu.
                            • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 13:12
                              i naprawdę twoje bycie koszmarnym dzieckiem nie mialo nic wspólnego z
                              ta para debili którzy cie wychowywali? z ich metodami wychowawczymi?
                              odniesli sukces :(((
                              to naprawdę tragedia
                              • rosapulchra-0 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 14:45
                                czy ja nazywam twoich rodziców debilami?
                                • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 15:01
                                  sorry
                                  nie mniej jednak jeśli znasz jakieś inne odpowiednie okreslenie na
                                  ludzi znęcających się nad małym dzieckiem, to chetnie usłyszę
                                  co więcej udało im sie Ciebie przekonać że to Ty była i jesteś winna

                                  a moi rodzice, cóż - byli debilami i długo musiałam sie leczyć z
                                  tego co ze mną zrobili.
                                  Pewnie dlatego potrafię współczuć dzieciom i nie unikam nazywania
                                  rzeczy po imieniu, bo to rodzice, władza, prezydent nauczyciel czy
                                  jakakolwiek inna hołota która swój autorytet buduje na sile ,
                                  przemocy i upokorzeniu.
                                  a co do odsyłania dzieci z problemami do placówek - cóz, największym
                                  problemem większości dzieci są zbakierowani umysłowo rodzice wiec
                                  oddzielenie ich od nich jest świetnym pomysłem.
                                  • rosapulchra-0 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 15:07
                                    jak już weszłaś na mój osobisty obszar,to powiem, że od rodziców odseparowałam
                                    się dość szybko, bo w wieku 17 lat, zwyczajnie uciekłam z domu, po pół roku
                                    niebytności wróciłam na chwilę, żeby zaraz potem zamieszkać z babcią, dziś
                                    jestem niezależna od nich, wsio.
                                    • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 15:17
                                      wcale nie jesteś niezależna
                                      dalej uważasz że tak naprawdę oni mieli rację :(((
                                      • rosapulchra-0 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 15:57
                                        cokolwiek teraz napiszę i tak zinterpretujesz to po swojemu, więc chyba
                                        dyskusja nie ma sensu, ja wiem jedno - byłam koszmarnym dzieciakiem, mam tego
                                        świadomość i modlę się, żeby moje dziewczyny takie nie były. EOT.
                            • asia_i_p Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 13:25
                              Byłaś niedostosowana, bo cię krzywdzono.
                              Dlaczego przyjmujesz odpowiedzialność za nie swoje błędy?
                    • tully.makker Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 14:30
                      Patologia, Rosapulchra to byla twoja rodzina.
          • tully.makker Czytam i szczeka mi opada 23.04.10, 14:12
            Mam podobne problemy poranne ze swoim starszym synem - on po prostu
            nie mzoe sie rano obudzic i wstac. Jest typem sowy i taki byl od
            wczesnego dziecinstwa. I co, mam sie z tego powodu pochlastac, albo
            rzucic prace? Ktora nawiasem mowiac zaczynam o 9.00 i spokojnie
            jestesm w stanie do niej zdazyc, odstawiajac jeszcze mlodszego do
            przedskola po drodze.

            Pokaz mi, ktory 14 latek zajmie sie robieniem lekcji, bo mama kazala
            przez telefon? Ja takiego nie znam. Piszesz, ze syn nigdy nie
            wykonal twojego poelcenia - wybacz, ale pozwole soebie stwierdzic,
            ze to zupelnie niemozliwe. Juz by nie zyl. Mam wrazenie, ze lubisz
            robic z siebie cierpietnice - nie mozesz uzyskac pomocy syna - to
            nie rob sama. Proste. Jestes zmeczona - odpocznij. Twoje zycie kreci
            sie wokol syna - to naprawde nie jest zdrowe, ani nie pomoze go
            wychowac.
            • triss_merigold6 To nie jest zabawne 23.04.10, 15:42
              To nie jest zabawne.
              Brat mojej przyjaciółki - znam go od 10. roku życia - omal nie
              został niedopuszczony do matury, ponieważ nie chodził na pierwsze
              lekcje. Nie wstawał po prostu, był łaskaw pojawiać się w szkole po
              10. Rodzice pracowali od 8 więc budzili go rano, a on robił co
              chciał. Maturę zdał, dostał sie na dzienne SGH - nie zaliczył nawet
              pierwszego semestru, ponieważ NIE WSTAWAŁ i NIE CHODZIŁ. Zdrowy jak
              koń. Ok, nie studiuje to do pracy - praca znakomita, zgodna z
              zainteresowaniami i nieźle płatna w dodatku nie na rano. I tak sie
              spóźniał, był dobrze zapowiadającym się programistą więc go trzymali
              do czasu. Kolejna praca - nie przedłużona umowa za notoryczne
              spóźnienia. Kolejna. Następną sam rzucił.
              W wieku 30 lat chłopię wpadło na pomysł, że zamieszka z powrotem z
              rodzicami, a swoje mieszkanie wynajmie, żeby mieć za co żyć.
              Przytomnie rodzice się nie zgodzili. I tak bystry, tylko po maturze
              facet, z czystego lenistwa wegetuje sobie na fuchach i dorywczej
              sprzedaży na allegro. Zero stabilizacji.
              Rodzice normalni, pracujący, siostra kompletnie inna, zero alkoholu,
              przemocy, dysfunkcji. Po prostu leserski leń.
              • tully.makker Re: To nie jest zabawne 23.04.10, 19:50
                Tris, ja nie wykluczam, ze moj syn tez wyrosnie na leserskiego lenia. Zywie
                nadzieje, ze jednak nie, bo mam przyklad jego ojca, ktory mial podobne problemy
                ze wstawaniem i wynikajace z nichh problemy w szkole, a jednak daje soebie rade
                w zyciu, jak pisalam, lepiej niz niezle.
                Tym niemniej, jesli tak sie stanie, to co, mam sie pochlastac? Zrezygnowac z
                pracy? Utrzymywac go do konca zycia? Nic z tych rzeczy. Daje mu wedke, ale nie
                mam wplywu na to, czy z niej skorzysta. macuierzynstwo jest dla mnie wazne, daje
                moim dzieciom z siebie wszystko, ale moje zycie nie kreci sie wylacznie wokol
                dzieci.
              • mgla_jedwabna Re: To nie jest zabawne 26.04.10, 00:36
                Jak widać po porach moich postów, ja też do skowronków nie należę. Studia jakoś udało mi się skończyć, z wynikiem bardzo dobrym , a kierunek niełatwy, aczkolwiek notorycznie się spóźniałam (ale tak po 15-20min, wiec obecności miałam zaliczone) i głowa mi się kiwała na porannych zajęciach. W tej chwili pracuję popołudniami oraz w domu roiąc tłumaczenia na umowy o dzieło. Zarabiam więcej niż dostawałabym na etacie, zajmuję się też ambitniejszą tematyką. Więc jednak mozna odnieść sukces.

                Kiedy chodziłam do szkoły moja niechęć do wstawania była zamaskowaną niechecią wobec chodzenia do szkoły w ogóle. Zamaskowaną, ponieważ u mnie w domu NIE DO POMYŚLENIA było, że miałabym nie pójść do szkoły. No to nie myślałam, tylko rano moja głowa ważyła 200kg a przescieradło działało jak magnes na opiłki żelaza. Powodów, żeby nie znosić szkoły miałam mnóstwo: zaczynając od nudy (zdolnym dzieciom naprawdę nudzi się w szkole), poprzez prześladowanie przez rówieśników w podstawówce (m.in. z powodów pozaszkolnych, sytuacji rodzinnej - mała miejscowość, wiec wszyscy wiedzieli), na głupocie nauczycieli (liceum) kończąc.

                Studia za to były fascynujące, poziom ambitny, więc chodziłam chętnie, aczkolwiek złe nawyki jeszcze się objawiały i rano naprawdę cieżko było wstac, a wieczorem - pójsć spać. Zaganianie do łóżka na siłę, które ktoś tu sugerował, nic nie daje, bo zagoniona sowa i tak nie zaśnie. Nie da sie zasnać na komendę.
            • basienka.4 Re: Czytam i szczeka mi opada 25.04.10, 14:15
              tully.makker napisała:

              Piszesz, ze syn nigdy nie
              > wykonal twojego poelcenia - wybacz, ale pozwole soebie stwierdzic,
              > ze to zupelnie niemozliwe. Juz by nie zyl.

              A jednak. I dlatego przez długie lata chodził po ulicy na smyczy przyczepionej
              do szelek, nie tylko wtedy, kiedy uczył się chodzić. Inaczej faktycznie już by
              nie żył.

              • tully.makker Re: Czytam i szczeka mi opada 25.04.10, 14:32
                Moj starszy syn tez chadzal na takich szelkach, a raz na dworcu zeby kupic bilet
                musialam go przypiac za raczke do walizki. Tak sie zachowuja dzieci.
          • mgla_jedwabna Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 00:23
            Przyjrzyj się swoim "muszę" z całego posta. Żadne z nich nie jest prawdziwe.

            Wszystkie "muszę" to nie przymus tylko konsekwencje własnego wyboru. Więc nie "muszę" tylko "zdecydowałam, że"

            Proszę - znalazłam wszystkie zdania z "muszę" i zamieniłam na "postanowiłam". Przeczytaj jeszcze raz i obejrzyj swoją sytuację z tego punktu widzenia.

            "A postanowiłam pracować za gówniane pieniądze w kompletnie nie mojej branży, na podrzędnym stanowisku, tylko dlatego, ze TA
            PRACA zaczyna się o 10.00 rano ! Żadne inne kryterium !"

            "pracować postanowiłam tam, gdzie mnie zatrudnią (od 10.00!!!) nie na
            jakieś zlecenie, tylko normalnie, etatowo, bo postanowiłam miec pełne ubezpieczenie dla siebie i dla dziecka przecież i bez żadnych przerw"

            "gówniane pieniądze jakie są , takie są, ale postanowiłam, że będą ZAWSZE i ubezpieczenie (postanowiłam, że) będzie zawsze, bez przerw, tu nie ma manewru na żadne eksperymenty"

            "postanowiłam jak żandarm nad dzieciakiem stać te godziny"

            "A posprzątać, wyprać i wyprasować" też "muszę", tak? Kazał ci ktoś pod karą śmierci?

            Masz odpowiedź na pytanie:

            "niby do kogo mam mieć żal, że nie mogę wyjść z domu o takiej porze jak inni do pracy? Co, lub kto jest tego powodem ? Ja?"
            • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 03:08
              jestem pod wrażeniem, jak dla mnie Twoje posty o odpowiedzialności w
              tej rodzinie są strzałem w dziesiątkę
    • czarne_wino Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 21:02
      jakim jezykiem mowisz do syna - takim ci odpowiada. mam syna, 20
      lat, mozna powiedziec,ze wychowywalam go sama, bo mialam wiekszy
      wplyw na jego wychowanie, mimo,ze mam meza, bo maz go psul bardziej
      niz byl autorytetem.
      wczoraj mnie zadziwil,bo byl zbulwersowany slownictwem 6-7
      latkow.czyli,moje zwracanie uwagi na jezyk, moj sposob rozmawiania z
      synem nie poszedl na marne.mimo,ze syn bierze przyklad z ojca. a
      ojciec czesto jest wulgarny.

      moja rada dla ciebie - wiecej spokoju,kultury. ja duzo z synem nie
      rozmawiam (on nie lubi),ale jesli juz nam sie trafi chwila "we
      dwoje" to staram sie rozmawiac o waznych rzeczach, nie pierdolach.
      • verdana Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 21:10
        To ja się nie dziwię, ze on "nie lubi". Rozmawianie o tylko waznych
        rzeczach nie o pierdolach to dobra droga do tego, aby przestać
        rozmawiać w ogóle.
        Zdecydowanie wolałabym wulgarne słownictwo niż niechęć do rozmów...
        • czarne_wino Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 19:29
          zawsze jestes taka madra? to moje dziecko i moja sprawa ,jak je
          chowam, tobie wara.

          verdana napisała:

          > To ja się nie dziwię, ze on "nie lubi". Rozmawianie o tylko
          waznych
          > rzeczach nie o pierdolach to dobra droga do tego, aby przestać
          > rozmawiać w ogóle.
          > Zdecydowanie wolałabym wulgarne słownictwo niż niechęć do
          rozmów...
          • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 19:44
            gwoli ścisłości, dziecko nie jest "twoje", bo czasy niewolnictwa mamy
            już za sobą
            co najwyżej masz na myśli dziecko które urodziłaś i za które jesteś
            odpowiedzialna
      • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 19:49
        no widzisz a mój 11 letni syn też nie trawi przekleństw i odsuwa się
        od kolegów z barwnym językiem mimo że ja osobiście klnę jak szewc :)))

        tyle że on uwielbia ze mną gadać, nie mogę się opędzić a kulturalnego
        ojca omija szerokim łukiem
    • tully.makker Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 21:19
      Ale ten ksiadz, to jest potrzebny tobie, czy synowi? BO niezaleznie od
      zachowania syna, zty tez zachowujesz sie skandalicznie. O ile jeszcze mozna
      uzasadnic mowienie takich podlych slow najblizszej osobie w gniewie, gdy nie
      panujemy nad soba, o tyle mowienie tego na zimno jest zwyczajnie chore.

      I zeby nie bylo, ze nie wiem, o czym mowa. Moj prawie 18-letni suyn ma
      notoryczne p[roblemy z wstawaniem rano do szkoly. Dizs tez spoznil sie, i to
      pwoaznie, bo szkole zaczyna o 8.15, a o tej porze wlasnie zwlekal sie z lozka.
      Po kilku moich monitach i przypomnieniach.

      Ja wiem, ze jego ojciec mial identyczne problemy w wieku szkolnym i obnizone
      oceny ze sprawowania, ale skonczyl trudne studia, zrobil MBA i jest koszacym
      ciezka kase bizmesmenem, czlowiekiem, ktoremu niewatpliwie powiodlo sie w zyciu
      pod wzgledem intelektualnym i zawodowym.

      Proces wychowywania dziecka - niestety, zwlaszcza chlopca, to ciezka orka. Ale
      na kazdym kroku, wychowujac, trzeba tez dziecko kochac i wspierac.

      Wiec porozmawiaj z tym ksiedzem, moze on otworzy ci oczy.
      • bracialwieserce Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 21:44
        Bardzo to przykre warto może byłoby chodzić na terapię rodzinna/może powinna się
        pani skonsultować sama z dr? Czytała mądra Książkę pani Woydyłło My rodzice
        dorosłych dzieci -może pomoże? Autorka ma też stronę w necie może pani do niej
        napisze? Może ona coś doradzi!?
      • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 22:14
        tully.makker"Ale ten ksiadz, to jest potrzebny tobie, czy synowi? BO
        niezaleznie od
        zachowania syna, zty tez zachowujesz sie skandalicznie. O ile jeszcze mozna
        uzasadnic mowienie takich podlych slow najblizszej osobie w gniewie, gdy nie
        panujemy nad soba, o tyle mowienie tego na zimno jest zwyczajnie chore. "

        Tak i to właśnie skłoniło mnie do napisania postu. Całkowicie się z tobą
        zgadzam. Jest chore i ja to wiem. W tym rzecz, ze jestem juz taka chora na
        duszy, ze takie coś potrafiłam powiedzieć - nie w kłótni i co najgorsze właśnie
        TO pomyśleć. I właśnie dlatego widzę, że stanowczo wymagam pomocy, bo jest
        bardzo źle. Ksiądz - psycholog ma być oczywiście dla mnie.
        Dziękuję, że ponownie kierujesz mnie jednak do tego księdza, lecz ja właśnie w
        tym celu sama napisałam w nadziei na jakiś konkretny namiar w Warszawie. lecz
        nie chodzi o księdza takiego zwykłego od spowiedzi, lecz o księdza, który ma
        wykształcenie również psychologiczne i w ogóle praktyczne doświadczenie w pracy
        dot problemów rodzinnych. Wielu księży ma dodatkowe fakultety prócz teologii i
        zajmują się praktycznie różnymi sprawami, nie tylko kazaniami w kościele. O
        takiego, mądrego mi chodzi. Może akurat ktoś słyszał.
        • drugikoniecswiata Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 23:05
          podałam wyżej konkretny namiar, ksiadz z uprawnieniami psychoterapeuty. moja
          znajoma chodzi do niego na terapię i jest bardzo zadowolona. ale to jest
          terapia, nie porady duszpasterskie.
          • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 23:43
            Dzięki, ale to jest odpłatne. Nie mam na to kasy 100 zł/ 50 min. Zwyczajnie nie
            mam i już. Myślałam o nieodpłatnej pomocy.
            • drugikoniecswiata Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 23:22
              Radzę w takim razie udać się do duszpasterstwa dominikańskiego na Freta i
              zapytać któregoś z ojców - może wskażą odpowiedni adres, wiem, że są
              dominikanie, którzy pracują jako certyfikowani terapeuci, nie wiem, czy za darmo
              - ale może gdzieś cię skierują. Drugi adres to jezuici, Rakowiecka.

              Wystrzegałabym się przypadkowych księży i psychologów w kościelnych poradniach
              rodzinnych [psycholog to nie to samo co psychoterapeuta].
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 24.04.10, 22:02
          Proszę spróbować sprawdzić adres Fundacji Dominikanów 100Pociech (chyba taka
          nazwa) w Warszawie. Tam księża czy też zakonnicy zajmują się psychoterapią.
          Agnieszka Iwaszkiewicz
          • nat.wroclaw Panie Agnieszko, ale NIC ad rem?? NIC o problemie? 25.04.10, 00:51
            mam nadzieję, że jeszcze wróci Pani do tego wątku z dłuższym komentarzem -
            merytorycznie o problemie.

            Nałozyły się w nim co najmniej 3 obszary: psychologiczny, prawny i
            psychiatryczny. W co najmniej dwóch jest Pani ekspertem (o ile dobrze pamiętam..
            jest Pani prawnikiem, tak?).

            Jesli tylko czas Pani pozwoli, bardzo prosze o skomentowanie opisanej przez
            autorkę sytuacji. Jestem pewna, ze nie tylko ja z uwagą poznam Pani zdanie na
            ten temat.

            Pozdrawiam.
          • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 16:36
            Widzę, ze wiele osób skupiło się na tym porannym wstawaniu. Owszem to jest dla
            mnie najbardziej uciążliwe. Wolałabym 4 godziny fizycznie przepracować, aniżeli
            taką poranną awanturę mieć. To mnie wykańcza emocjonalnie. Ale to nie wyczerpuje
            niestety całości. Bo, oto jest weekend, jak każdy i oto powtarzam synowi właśnie
            8-my raz, żeby posprzątał swój pokój. Zaczęłam 4 godziny temu. Zaraz muszę iść z
            pasem do jego pokoju. Może nie użyję (prawdopodobnie), ale muszę mieć. Z góry
            chce mi się rzygać na tę czynność.
            Czy mam odpuścić, niech ma bałagan? Już próbowałam. Skutek taki, że do pokoju
            syna nie dało się drzwi otworzyć. Cała powierzchnia była zawalona różnymi
            rzeczami na podłodze, ze nie dały się uchylić 15 cm. Nie wiem jak on tam
            wchodził. Chyba na siłę, jak ja wreszcie. I co ? Stada mrówek biegających po
            pokoju i zajadających resztki pożywienia z różnych talerzy oczywiście nie
            odniesionych do kuchni.
            Czyli, co ? Mam czekać na karaluchy?
            Ktoś napisał w stylu: cierpiętnica skrzywdzona najpierw przez faceta, potem syna
            itp...
            To błędne założenie. Ja nie jestem typem od krzywdzenia przez faceta. Wcale nie
            pisałam, ze jego ojciec mnie skrzywdził. Ot, psychol był i tyle. Kiedy tylko się
            w tym zorientowałam, to pogoniłam na 3 wiatry i po kłopocie. W tym rzecz
            właśnie. W tym leży kwintesencja mojego subiektywnego, osobistego
            DOŁA, że w obliczu wszystkich tych kłopotów, pomimo wielokrotnych,
            nieskutecznych prób ZROBIENIA CZEGOŚ, to ja nic więcej nie mogę zrobić (tak mi
            się obecnie wydaje w każdym razie)jak
            tylko trwać w tym krzyżu. Dlatego właśnie pomyślałam o księdzu. Zdaje się, że
            księża są kompetentni do wyjaśnienia człowiekowi sensu jego krzyża. Do tego
            wiara jest potrzebna.
            Bo przecież, tu nie o mojego faceta chodzi, lecz o moje dziecko. TAKIEGO faceta
            posłałabym wielkim kopniakiem na sam księżyc już lata temu i ani bym się raz nie
            obejrzała i żadnego księdza o rade nie pytała. Proste, szybkie i skuteczne
            rozwiązanie. Facet, to człek OBCY i albo
            pasujemy do siebie i obydwoje jesteśmy co najmniej zadowoleni z przebywania
            razem, albo nie pasujemy i wtedy się rozstajemy i po kłopocie.
            Z rodzonym dzieckiem to jest diametralnie i absolutnie inna sytuacja. Rozwód z
            dzieckiem? To nie egzystuje. Jasne, można się ew dzieciaka na różne sposoby
            jakoś pozbyć ze swojego życia, ale nie wtedy, kiedy się tego dzieciaka kocha i
            chce dla niego jak najlepiej i jest się jemu życzliwym, a nie obojętnym. Ja nie
            jestem obojętna na losy mojego syna i jego nieszczęście, byłoby również moim
            nieszczęściem, tak to odczuwam, nic nie poradzę, bo to nie jest obcy człowiek.
            Ktoś napisał, ze nawet, jeśli syn odziedziczył pewne negatywne cechy po ojcu, to
            przecież sam ojca sobie nie wybierał. To prawda. Wybrałam ja. Wybrałam źle. Tylko,
            że w momencie wyboru zwyczajnie o tym nie wiedziałam, bo byłam perfidnie,
            planowo, i bardzo zmyślnie oszukiwana. Ja wybrałam INNEGO ojca dla
            mojego dziecka, aniżeli się następnie okazało. Nie ma zatem winy syna, ale też i
            moja jest mocno ograniczona z powodu braku świadomości o stanie rzeczy w
            momencie podejmowania decyzji. W prawie nazywa się to : "działaniem pod wpływem
            błędu" i skutkuje w razie zaskarżenia sądowym unieważnieniem różnych umów ,
            kontraktów , dokumentów. Ale to w prawie cywilnym. W prawie rodzinnym nie ma
            czegoś takiego, ani w praktycznym życiu rodzinnym. Tu się nic nie da unieważnić
            i jakoś trzeba sobie radzić z tym, co jest. Lepiej lub gorzej. Ja gorzej.
            Ktoś pytał o pozytywne rzeczy dot syna, że nie wymieniam. Taaak. Z 10 lat temu
            byłaby to cała strona A4, przed kilku laty może połowa takiej strony, a dziś?
            Coś spróbuję:
            1. Ogromna łatwość w nawiązywaniu kontaktów.
            2. Twórczy umysł, wyobraźnia
            3. Talent manualny (umiejętności typu złota rączka)
            4. Nie pamiętliwy
            5. Ciekawość świata (nadal jeszcze jest, choć już mniejsza, aniżeli kiedyś)
            6. Nie przeklina, nie ćpa, nie pije, nie pali, nie bije nikogo, nie kradnie, nie
            obmawia, potrafi się wstawić za kimś wbrew otoczeniu - choć w mniejszym stopniu
            niż kiedyś.
            7. Stara się używać własnego rozumu do budowania własnych opinii. Ta
            "autonomiczność" ma swoje dobre, jak i złe strony, bo nie słucha dobrych rad od
            nikogo, ale złych też nie.

            Proszę, nawet 7 udało mi się uskładać, nie 5.
            • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 17:05
              Nie napisałaś jaki był to obóz z którego go nie wywalili i dlaczego
              zmuszałas go do nauki, skoro z taka inteligencją na pewno by zdał.
              Jak pisałam ja mam 134 i w tym wieku nikt mnie nad książkami nie
              widział.Tyż mialam świadectwa z paskiem.
              Po drugie, wiesz ja jestem bałaganiara, tragiczna, u mnie jest tak
              jak u twojego syna. Starali sie mnie porządku nauczyć, nikomu nie
              wyszło. Mnie samą bałagan męczy ale ale nie jestem w stanie sama z
              siebie zrobić porządku. Raz na jakiś czas mi się przelewa i wtedy
              posprzatam, no i mam dzieci, ale gdybym dzieci nie miała, nie
              ruszyłabym palcem w bucie. Uwielbiam czytać i łatwo nawiązuję
              kontakty :))) ale sprzatać nie będę i już - nudzi mnie to, nie
              istnieje w moim wszechświecie, tak jak inne osoby automatycznie
              podniosą syfa i wyrzucą do smietnika, tak ja przejdę a jak mi będzie
              przeszkadzał to przekopię w drugi kąt. Automatycznie, nie poświęcę
              temu w momencie dziania się ani sekundy uwagi.
              moja babcia jest taka sama, przemęczyla się całe życie znosząc
              upokorzenia, ja osobiście uważam że żaden porządek nie jest wart
              takiego traktowania drugiego człowieka i co właściwie sobie ci
              porządniccy myslą i dlaczego uważają się za lepszych.
              Geniusz matemaatyczny co ostatnio rozwiązął jakąs tam zagadkę, tyż
              żyje w syfie. Był taki spec od filmów, słynny z bajzlu. Nie nauczysz
              go porządku. Zastanów się czy warto iść z tym pasem.
              Wydaje mi się że bardzo dobrze wiesz co i jak powinno być zrobione.
              Tymczasem to wcale nie musi być tak, jak ty uważasz. W dodatku syn,
              oprócz tego że ewidentnie "inny" doskonale wie że jest od ciebie
              inteligentniejszy. Nie wygrasz z nim, bo próbujesz nauczyć stonogę
              latać. W dodatku występujesz z pozycji , sorry, pantofelka.

              a propos wstawania - wylałaś mu kiedyś na głowę kubek zimnej wody?
              Co zrobił? Dalej spał? W tym bajorze?
              zamęczysz się
              ja na Twoim miejscu zrobiłabym jeszcze parę testów
              psychologicznych,znalazła SOBIE dobrego psychoterapeutę, poszła do
              pracy i olała jego wstawanie. Zapowiadając źe jeśli oleje naukę,
              wyląduje w internacie. I dotrzymała słowa.
              Poleciałabym oczywiście po kompie, forsie i spotkaniach z kumplami,
              ale on musi wiedzieć że go do tego internatu wyslesz.
              I jeszcze jedno - może on się po prostu nudzi w tej szkole. Nauka w
              trybie indywidualnym z podkładką od psychiatry o młodym geniuszu?
              Czy chodzi o to żeby do szkoły chodził, czy żeby ją skończył?
              Wiesz , ja na studiach byłam w stanie przyswoić materiał z książki
              300 stronicowej, napakowanej faktami, w ciągu niecałych dwu dni, bez
              zarywania nocy i mieszcząc jeszcze randkę. Zdawałam na piatkę.Uwierz
              mi że na wykłady nie chodziłam, bo po co?
              • rosapulchra-0 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 17:19
                a propos wstawania - wylałaś mu kiedyś na głowę kubek zimnej wody?
                Co zrobił? Dalej spał? W tym bajorze?


                kiedyś mój mąż tak zrobił, nie wstałam, spałam w bajorze.
                • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 17:33
                  ale Ty jesteś nieprzemakalna :)))
                  • rosapulchra-0 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 17:48
                    ano jestem ;)
            • p_wolf Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 17:53
              > Czy mam odpuścić, niech ma bałagan? Już próbowałam. Skutek taki, że do pokoju
              > syna nie dało się drzwi otworzyć. Cała powierzchnia była zawalona różnymi
              > rzeczami na podłodze, ze nie dały się uchylić 15 cm. Nie wiem jak on tam
              > wchodził. Chyba na siłę, jak ja wreszcie. I co ? Stada mrówek biegających po
              > pokoju i zajadających resztki pożywienia z różnych talerzy oczywiście nie
              > odniesionych do kuchni.
              > Czyli, co ? Mam czekać na karaluchy?



              Dokładnie TAK! Co z tego, że nie możesz drzwi otworzyć? A po grzyba wogóle tam wchodzisz?
              Każdy zdrowy psychicznie człowiek któremu matka z pasem kazałaby sprzątać nienawidziłby tego i uchylałby się kiedy tylko może.

              Masa osób już to napisało, ja powtórzę: niszczysz życie swoje i syna. Odpuść, nim jest jeszcze szansa że wyrośnie z niego ktoś normalny. Ustal proste zasady (np. "nie byłeś w szkole = nie ma internetu") i przestań mu truć.
              Nie chce się uczyć? Świetnie, zawali klasę. Poczuje skutki takiego działania (kiblowanie dla inteligentnego dzieciaka jest upokarzające). Nie chce jeść? Super, zrozumie na czym polega cierpienie głodu. Nie chce się myć? Jeszcze lepiej, koledzy i koleżanki szybko i bez skrupułów mu uświadomią dlaczego powinien to robić.
              Chcesz zniszczyć synowi życie? Dalej rób to co robisz.


              > pomimo wielokrotnych,
              > nieskutecznych prób ZROBIENIA CZEGOŚ, to ja nic więcej nie mogę zrobić (tak mi
              > się obecnie wydaje w każdym razie)jak
              > tylko trwać w tym krzyżu.


              ... i jeszcze opowieści o niemowlęciu odpychającym matkę rączkami.
              Lecz się na głowę kobieto, i ratuj syna umieszczając go GDZIEKOLWIEK byle z dala od Ciebie :/
              • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 18:22
                p_wolf napisał:


                > ... i jeszcze opowieści o niemowlęciu odpychającym matkę rączkami.
                > Lecz się na głowę kobieto, i ratuj syna umieszczając go GDZIEKOLWIEK byle z dal
                > a od Ciebie :/


                Z zainteresowaniem czytałam twój post. Aż do powyższego momentu. I tu się
                wszystko, co piszesz na raz zrobiło niewiarygodne dla mnie, gdyż dostrzegam tu
                muśnięcie fanatyzmu.
                Jak mam rozumieć te słowa ? Czy tak, że nie dajesz temu wiary ?
                A, jeśli tak, to na jakiej podstawie, tak bardzo i absolutnie nie dajesz temu
                wiary, taka tu przebija pewność, ze to jakieś wyssane z palca brednie, że aż mi
                się każesz leczyć na rozum? NA JAKIEJ PODSTAWIE ?
                Bo TY osobiście sądzisz, że coś takiego jest niemożliwe ?
                Bo TY nie miałeś/aś z czymś takim nigdy styczności, nigdy o czymś takim nie
                słyszałeś/aś ? Czy to z kolei jest dowodem na NIEISTNIENIE danego zjawiska?
                Trochę skromności by się przydało. Jest mnóstwo rzeczy na tym świecie, z którymi
                nie miałeś/aś styczności i o których nie słyszałeś/aś, a pomimo to istnieją. Oj,
                więcej niż mnóstwo.
                • p_wolf Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 18:54
                  > A, jeśli tak, to na jakiej podstawie, tak bardzo i absolutnie nie dajesz temu
                  > wiary, taka tu przebija pewność, ze to jakieś wyssane z palca brednie, że aż mi
                  > się każesz leczyć na rozum? NA JAKIEJ PODSTAWIE ?

                  Dlatego, że maleńkie dziecko odpychające każdą czułość matki, czy patrzące na nią z nienawiścią w oczach (to akurat nie w twoim przypadku) jest podręcznikowym przykładem projekcji mózgu matki.
                  To jest istniejące zjawisko, spotykane, opisane. W przeciwieństwie do dwulatków nienawidzących matek.

                  W momencie gdy sama tworzysz określoną sytuację, a następnie piszesz o konieczności pogodzenia się z niesieniem krzyża, to owszem, uważam że masz ciężkie problemy psychiczne. Oszukana przez ojca, ukrzyżowana przez syna, zmuszona do pracy za grosze, mająca wyłącznie dobre intencje - kurcze, santo subito dosłownie :/

                  Myślę, że Ty nie chcesz żadnych rad, żadnych pomysłów ani konkretów, Ty chcesz usłyszeć jakiego to wyrodnego masz synka, i jaka biedna jesteś w tej toksycznej sytuacji.
                  A prawda jest taka, że odpowiedzialność za stworzenie toksycznej rodziny ponoszą dorośli, a nie dzieci.
                  • nat.wroclaw p_wolf sadzisz takie farmazony, że żałość bierze 25.04.10, 19:17
                    Po pierwsze z tuptającą z podniecenia nóżką dowalasz autorce wątku z pozycji
                    kogo? Boga? Co Ty wiesz o tym, czego ona chce, co mysli i co czuje?

                    >>Dlatego, że maleńkie dziecko odpychające każdą czułość matki jest
                    podręcznikowym przykładem projekcji mózgu matki.

                    Ta wypowiedz jednak Cie pogrąża zupełnie. Tyle wiesz o dzieciach i o mozliwych
                    problemach z nimi, co mój niedorozwinięty kot o Pascalu.

                    Bezmyslnej i prymitywnej agresji udawało się uniknąć na tym forum do czasu
                    pojawienia sie twoich kołtuńskich i nienawistnych wpisów.
                    • p_wolf Re: p_wolf sadzisz takie farmazony, że żałość bie 25.04.10, 22:41
                      > Bezmyslnej i prymitywnej agresji udawało się uniknąć na tym forum do czasu
                      > pojawienia sie twoich kołtuńskich i nienawistnych wpisów.


                      Kołtuńskich..? ;p Wiesz co to określenie znaczy?



                      > Ta wypowiedz jednak Cie pogrąża zupełnie.

                      Zdanie zakończone kropką nie stanowi jeszcze argumentu. Dlaczego mnie pogrąża? W
                      jaki sposób?
                      Przypadki gdy matka odbiera zachowanie dziecka (nawet noworodka) jako agresywne
                      względem siebie są dość szeroko opisane w literaturze fachowej. I nie, nie jest
                      to problem z dzieckiem, tylko z głową matki.

                      Nie, nie czuje współczucia ani przesadnej empatii w stosunku do autorki wątku,
                      bo jestem w stanie sobie wyobrazić życie jej dziecka. Patologiczny dom w którym
                      są codzienne awantury to zawsze wina dorosłych, nigdy dzieci. Nie wierze we
                      współwinne gwałcone dzieci które prowokowały, nie wierze we współwinne katowane
                      dzieci które były nieposłuszne, nie wierze też w dzieci skażone genetycznie z
                      którymi jedyną formą komunikacji jest straszenie pasem. I nic nie poradzę na
                      swój sceptycyzm.
                      Ja wierze, że autorka jest teraz bezradna, w depresji, zdołowana. Wiem, że
                      wychowanie dziecka z adhd czy aspergerem jest czymś tak potwornie ciężkim, czego
                      większość z nas nie jest w stanie nawet sobie wyobrazić. Nie mniej można nawet
                      takiemu dziecko stworzyć szczęśliwy dom, i to bez czarów i angielskich systemów
                      pomocy. Można, co było tysiące razy do wykazania.
                      To co mnie najbardziej razi w autorce to banalnie łatwa dystrybucja
                      odpowiedzialności. Winny jest ojciec dziecka, bo oszukał, winny jest syn, bo nie
                      słucha, winne jest państwo, bo nie pomogło, istnieje tylko jedna niewinna - ja
                      sama, przecież chciałam dobrze.
                      Kobieta która zrobi dziecko z byle kim, zapewnia mu dom pełen awantur oraz
                      psychoz, i ma jeszcze czelność pierd*lić o jakiejś "szklance wody na starość"
                      jest doprawdy... sama sobie odpowiedz kim.




                      > Nie wiemy, jakie byly zrodla odpychania matki - czy owa ciekawosc > swiata,
                      > potrzeba autonomii, czy jakies zaburzenia.


                      Nie wiemy nawet, czy odpychanie było realne czy urojone. Pewną poszlaką jest to,
                      w jaki sposób autorka opisuje rzeczywistość (od 8 rano świetna praca, ale od 10
                      gówniana przy zamieszkaniu w Warszawie, syn umrze z głodu jak mu nie zrobi jeść,
                      et cetera).



                      > Gdy czytam jej bardzo szczere opisy tego, co robila, co robi
                      > (doprowadzona na
                      > skraj bezradności)

                      Błąd. "Doprowadzona" może być tylko przez osoby trzecie. Ona "doprowadziła się".

                      • basienka.4 Re: p_wolf sadzisz takie farmazony, że żałość bie 26.04.10, 00:22
                        p_wolf napisał:
                        ............ co napisał p_wolf ? napisał ZAWSZE to, NIGDY tamto itp. język
                        konfliktu. Język srali mądrali, co to tak, czy siak wie lepiej.
                        Wie lepiej ode mnie, co ja myślę. Taki mądrala! Fakty z mojego życia też zna
                        lepiej.
                        Oczywiście wszelka dyskusja z takim mądralą jest zbędna, ponieważ mądrali można
                        wyłącznie posłuchać, co ma mądrego do powiedzenia. Ulica jednokierunkowa.
                        No, to już posłuchałam. Dalsze rzygowiny i pomyje proszę sobie p_wolfie wylewać
                        na kogoś innego z własnego pobliża. Opinia ugruntowana ? No, to z Bogiem,
                        zapraszam teraz do innych wątków.
                        Tutaj twoja "pomoc" już niepotrzebna, wszyscy są już zapewne pod wrażeniem
                        twojej nieskończonej mądrości życiowej, arcy bogatego doświadczenia jak i wiedzy
                        merytorycznej. Powiedziałeś , co wiedziałeś i wystarczy, idź głosić swoje SŁOWO
                        gdzie indziej.
                        • mgla_jedwabna Re: p_wolf sadzisz takie farmazony, że żałość bie 26.04.10, 00:58
                          Basieńka4, agresja z ciebie wyłazi, a agresja nigdy nie ma racji. W pewnych sprawach tak już jest, że nigdy i zawsze. Np. ofiara przemocy nigdy nie jest winna przemocy. Przemocy psychicznej też to dotyczy.
                      • mgla_jedwabna Re: p_wolf sadzisz takie farmazony, że żałość bie 26.04.10, 00:56
                        P_Wolf, naświetliłaś mi chyba niechcący ważną kwestię:


                        "To co mnie najbardziej razi w autorce to banalnie łatwa dystrybucja
                        odpowiedzialności. Winny jest ojciec dziecka, bo oszukał, winny jest syn, bo nie słucha, winne jest państwo, bo nie pomogło, istnieje tylko jedna niewinna - ja sama, przecież chciałam dobrze."

                        Syn prezentuje dokładnie taką samą postawę. Nie musi myśleć o niczym:
                        - nie musi sam siebie gonic do lekcji, bo zrobi to mama
                        - nie musi sam się budzić, bo zrobi to mama
                        - nie musi sam sie "gonić" do mycia, bo zrobi to mama
                        - nie musi sprzątać, bo zrobi to mama
                        - nie musi patrzeć, czy pora juz zmienic bluzę, bo zrobi to mama
                        - nie musi myśleć, co się stanie, jak nie pójdzie do szkoły, bo mama myśli za niego i to za dużo

                        W tej rodzinie występuje chorobliwy rozjazd poczucia odpowiedzialności. Mama odpowiedzialna za wstawanie syna do szkoły, a syn odpowiedzialny za to, że mama ma kiepską pracę.

                        Ktos musi przerwać to błędne koło, i niestety musi to zrobić Basieńka4 jako jedyna dorosła w tym układzie. Ale Basieńka4 wolała trzymać dziecko na smyczy niż nauczyć, że się nie biega koło ruchliwej ulicy. Teraz woli robić dzieciakowi jeść niż pozwolić, żeby się przegłodził i wyciągnął wnioski.

                        Basieńka4, skoro jednak widzisz jakieś cechy pozytywne u syna, to przeczytaj je sobie 10 razy na głos, potem powiedz synowi za co go cenisz, a potem powiedz, że martwią cie rozmaite objawy u tak zdolnego skądinąd młodego człowieka i może potrzebuje on pomocy? I spróbuj wysłać go do psychologa. Tylko niech to nie będzie rozmowa z zarzutami o te objawy, a potraktowanie sprawy możliwie obiektywnie: powiedz, że gdyby np. syn znajomych zachowywał się podobnie, też byś im to poradziła. Powiedz synowi, że go kochasz i się o niego martwisz. Trochę tak, jakby miał 4 lata, a nie 14. Po ciągłych zakazach, nakazach i awanturach będzie pod wrażeniem, gwarantuję.

                        Być może nie będzie ci chciał okazac wzruszenia i ukryje je pod maską "pyskowania", zamknięcia się w swoim pokoju itd. N?ie dawaj za wygraną.
                  • tully.makker Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 19:34
                    Dlatego, że maleńkie dziecko odpychające każdą czułość matki, czy patrzące na n
                    > ią z nienawiścią w oczach (to akurat nie w twoim przypadku) jest podręcznikowym
                    > przykładem projekcji mózgu matki.

                    Nie masz racji. Sa dzieci, ktore od niemowlectwa nie lubia przytulania i
                    czulosci i sie z nich wykrecaja. Jedne prrzez caly czas - to niejednokrotnie
                    pierwszy trop naprowadzajacy na slad roznorakich zaburzen. Inne, jak np moje
                    mlodsze dziecko, lubia sie przytulac, ale wtedy, kiedy ONE maja nastroj. Moj
                    4-latek gdzy chce przytulic gdy nie jest w nastroju krzyczy Dusze sie! A
                    jednak kiedy jest spiacy, zmeczony to staje sie niezwyklym pieszczochem.

                    Nie wiemy, jakie byly zrodla odpychania matki - czy owa ciekawosc swiata,
                    potrzeba autonomii, czy jakies zaburzenia. Czy odpychanie wystepowalo ciagle,
                    czy bywaly chwile zgody na fizyczny kontakt.
                  • rosapulchra-0 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 20:06
                    chyba coś przegapiłam, gdzie było napisane w wątku autorki, że miała złego ojca?
                    aa! no chyba, że chodzi ci o ojca dziecka, to kumam.. choć w/w opinia jest o
                    kant dpy potłuc.
            • tully.makker Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 19:22
              oto jest weekend, jak każdy i oto powtarzam synowi właśni
              > e
              > 8-my raz, żeby posprzątał swój pokój. Zaczęłam 4 godziny temu. Zaraz muszę iść
              > z
              > pasem do jego pokoju. Może nie użyję (prawdopodobnie), ale muszę mieć.

              mam nastoletniego syna i nastoletnia pasierbice. Wiekszosc rzeczy trzeba
              sdzieciakow powtarzac wlasnie owe 15 razy, a i wtedy nie ma gwarancji, ze
              zrobia, jesli sie nie powtorzy 16. Z dziewczynka troche lepiej, bo matka ja
              ostro tresuje, ale tez daleko do idealu.

              To oczwiscie jest irytujace. I oczwiscie wydane polecenia trzeba wyegzekwowac -
              konsekwencja to rzxecz zasadnicza. Ale to nie powod, zeby dostawac
              szalu.Straszyc pasem? oszalalas? Wiesz, ze twoj syn wkrotce bedzie duzo wiekszy
              od ciebie i zwyczajnie ci odda?
    • joszka30 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 22:52
      w zobacz w fundacji "100 pociech", powinni ci chociaz w rejestracji
      udzielic jakis info, swego czasu była tam terapia prowadzona przez
      psychoterapeutów-księży

      www.stopociech.pl
      • sebalda Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 11:14
        Triss kiedyś napisała bardzo mądrą i prawdziwą rzecz, pozwolę sobie to
        zacytować, to zachowalam to jako złota myśl:
        "To takie charakterystyczne dla ludzi, którzy absolutnie nic w życiu
        nie osiągnęli, nie są spełnieni, nie są usatysfakcjonowani i
        odczuwają nieustającą frustrację z powodu zerowego wpływu na
        otoczenie. W momencie gdy pojawia się dziecko, zyskują namiastkę
        władzy i odbija im palma".

        Tutaj mamy klasyczny przykład takiego stanu. Przepraszam za brutalność.
        Myślalam, że to domena sfrustrowanych facetów, ale widzę, ze nie tylko:(
        • p_wolf Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 11:57
          > Ja mam takie podejrzenie (tylko podejrzenie), że zasadniczą rolę mogą tu
          > odgrywać geny.


          Ja mam takie podejrzenie, że prędzej zaczniesz zrzucać winę na cokolwiek, geny, szatana, telekinetyczny wpływ męża czy krasnoludki niż zauważysz faktyczne źródło problemów.
          A tym źródłem jesteś Ty.
          Samotna, skrzywdzona przez faceta matka plus syn jedynak, który staje się centrum jej wszechświata - nawet nie wiesz, jak banalny jest to motyw.
          Twoje opowieści o tym, że masz świetne wykształcenie i masę certyfikatów, ale zarabiasz grosze bo musisz pracować od 10 sugerują, że zaczynasz tracić kontakt z rzeczywistością.

          Oboje z synem potrzebujecie pomocy psychologicznej ale na chwile obecną potrzebujecie przede wszystkim się rozstać, choćby na krótki czas. Zdarza Ci się choćby 5 minut w ciągu dnia, gdy nie myślisz obsesyjnie o synu? Czy wstał, czy się nie spóźni, czy odrabia lekcje, czy się myje w łazience, czy zjadł. Masz psychozę, niszczysz życie swoje i syna.
          Poczytaj spokojnie co wyżej napisały inne userki i ratuj swoją rodzinę. Zaczynając od pracy nad sobą.
          • zosia543 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 12:05
            Wydaje mi sie ze za duzo krzyczysz gadasz i wymygasz.Mam trzy corki w tym dwie dorastajece wychowuje je sama od 6 lat i wiem jedno ze krzykiem nakazami nic nie zdzialam.Oczywiscie nie mowie ze nie krzycze i nie truje oczywiscie ale wszystko ma swoje granice,i przedewszyskim okazywanie milosci dzieciom przytulanie rozmowy mysle ze sa jak najbardziej wskazane.Zawsze mowie do corek ze to jeszcze moj czas na czulosci bo lada dzien bede mialy chlopcow,sympatie i matka juz pojdzie w odstawke.Uwazam ze powinnas wyluzowac dac sobie spokoj z kontrola isc do pracy normalnej myslec o sobie,a syna kontrolowac i doradzac pomagac wspierac ale madrze.Jestes obsesyjna matka i kazdy normalny czlowiek nie tylko nastolatek reagowalby ignorancja ja napewno tez nie reagowalabym na takie zachowanie jak ty stosujesz.
            • blusia-1 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 16:22
              Basienka przyznala sie do slabosci , a przemadrzale baby nawyzywaly ja od katow .
              Czy nie rozumiecie ,ze ona katem wcale nie chce byc ?ze to bezradnosc z niej kata robi?
              Czy jestescie do cholery psychologami , zeby tak z gory diagnozowac i oceniac ?
              Ona doskonale wie , ze takie zachowanie jest chore i po prostu prosi o pomoc. Jezeli nie macie podobnych doswiadczen , to lepiej sie nie odzywajcie .

              Basienko , mysle , ze moze rzeczywiscie powinnas zajac sie bardziej soba , Lacznie ze znalezieniem innej pracy , tak aby nawet isc do niej na wczesniejsza godzine . Niech chlopiec nauczy sie byc za siebie odpowiedzialnym , a chocby mialo to oznaczac zawalenie roku.
              Zrob ten eksperyment. I oczywiscie zycze Ci znalezienia dobrego specjalisty . Ja niestety nie jestem z Warszawy . Trzymaj sie.
              • ratyzbona Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 16:54
                Rodzic którzy tak zachowuje się wobec dziecka i przyznaje się do bezradności nie
                powinien czuć się rozgrzeszony. Posty basieńki wskazują że choć wie że nie
                powinna zachowywać się tak jak się zachowuje to zamiast popracować nad sobą chce
                zmienić syna. Dla mnie ktoś kto pisze że jego dziecko od momentu kiedy skończyło
                2 lata ma koszmarny charakter potrzebuje pomocy zdecydowanie bardziej niż sam
                młody człowiek. Z opisanej tutaj historii wynika że na chłopaka matka krzyczy
                właściwie cały dzień i właściwie od zawsze i właściwie o wszystko - kiedyś z
                większym teraz z mniejszym skutkiem ( nic dziwnego gdyby ktoś na mnie krzyczał
                od podstawówki do przez siedem lat bym się też uodporniła). Nie wykluczam że syn
                autorki postu jest leniwy i mu się nie chce ale ma 14 lat i zasługuje na trochę
                lepsze życie niż ciągły krzyk i awantury - i nie chodzi o to żeby skończył
                dobrze szkołę ale o to że nikt nie zasługuje na takie życie. Serio moim zdaniem
                prawdziwej pomocy potrzebuje matka.
                • blusia-1 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 17:37
                  ..hmm..dopiero przeczytalam post Basienki z 22ego -21.40 . moze to zmienia caly obraz sytuacji . dziecko jest trudne od malutkiego...
                  i nie wiemy zreszta jak wychowywala je przedtem . pisze , ze psycholodzy nie mieli zastrzezen w tej kwestii .
                  nie zmienia jednak to faktu , ze niektore opinie sa zbyt malo delikatne . nie tedy droga .
                  • tully.makker Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 19:24
                    pisze , ze psycholodzy nie mi
                    > eli zastrzezen w tej kwestii .

                    Ciekawe czy przy nich przeklinala na 5-latka...
                • miacasa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 18:12
                  Dla mnie ktoś kto pisze że jego dziecko od momentu kiedy skończył
                  > o
                  > 2 lata ma koszmarny charakter potrzebuje pomocy zdecydowanie bardziej niż sam
                  > młody człowiek.

                  ależ są różne rodzaje zaburzeń rozwoju, dziecko zaburzone najczęściej zachowuje
                  się w sposób dziwaczny, nie akceptowany, trudny

                  Mam dziecko z rysem autystycznym (Zespół Aspergera) i niestety na tle
                  neurotypowych dzieci wypada koszmarnie, przez otoczenie jest odbierane jako
                  wredne, złośliwe, uparte, krnąbrne, dziwaczne i nieposłuszne. Syn Autorki był
                  diagnozowany w kierunku autyzmu ale kilkanaście lat temu niewielu specjalistów
                  miało doświadczenie w diagnozowaniu tego typu zaburzeń. Moim zdaniem powinna
                  wrócić do tematu.
                  • efi-efi Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 20:09
                    A jak było do drugiego roku życia?

                    Czy syn był wycałowany na wszystkie strony, cieszyła Cię jego osóbka, mówiłaś mu
                    10 razy dziennie, że go kochasz nad życie, jest najpiękniejszy, najwspanialszy itp?
                    • stoprocent Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 22:58
                      Przede wszystkim wyrazy współczucia - musisz się czuć naprawdę
                      tragicznie, całkowita bezsilność i to poczucie, że jestes za
                      wszystko odpowiedzialna...
                      Kiedyś - niestety nie pamiętam, w jakiej telewizji - była seria
                      programów w stylu "Superniani", ale traktowała o nastolatkach.
                      Generalne zasady były mniej więcej takie:
                      1. Rodzic/rodzice ustalają dla dziecka jakieś obowiązki typu
                      chodzenie do szkoły,wracanie o wyznaczonej porze itd.
                      2. Za nieprzestrzeganie powyższych ustalany jest katalog
                      konsekwencji. Chociaż de facto najczęściej nie są to naturalne
                      konsekwencje,lecz jednak kary. Mają one jednak charakter odbierania
                      przywilejów np.kieszonkowego, komputera, prawa do chodzenia na
                      imprezy - w zależności od tego, na czym takiemu młodemu człowiekowi
                      najbardziej zależy.
                      3. Powyższe jest KONSEKWENTNIE wdrażane w zycie.
                      4. Obowiązuje zakaz ględzenia, trucia, biadolenia, wrzasków itp.
                      itd.
                      5. Rodzice w przyjemny sposób spędzają czasz dziekiem - tak jak ono
                      lubi.
                      Spróbowałabym wdrożyć w tej sytuacji.
                      Nasuwa mi się też jeden wniosek. Otóż piszesz, że musisz się nim
                      zajmowac i go przymuszać, bo inaczej sąd i dom dziecka itd. Może
                      warto to uświadomić synowi? Może perspektywa opuszczenia domu i
                      utraty przywilejów trochę na niego zadziała. Wymaga to oczywiście
                      żelaznych nerwów, ale sądzę, że może pomóc.
                      Chodzi mi mianowicie o taką sytuację:
                      Mówisz (nie krzyczysz, nie ględzisz) coś w ten deseń:
                      "Synu, codziennie staję na uszach, żebys poszedł do szkoły, bo
                      obowiązek szkolny itd i jak nie będziesz chodził, to wywoła takie i
                      takie konsekwencje, a mnie zależy, żeby tak nie było, więc się
                      staram. Ale nie mam już siły, nie dam rady dalej itd. i wiem, że ty
                      też się możesz starać. Więc od dzisiaj budzę cię rano o tej i o tej,
                      daje 15 minut na wstanie, budzę ponownie i twoja sprawa co dalej
                      zrobisz.To może byćdla ciebie trudne,więc jak ci sie uda to (tu
                      propozycja nagrody - najlepiej nie kasa, a fajne spędzenie czasu
                      wspólnie, nawet, gdyby to znaczyło, że macie razem skoczyc na
                      bungee)"
                      Najbardziej parawdopodobne, że nie zrobi nic i nie będzie chodził do
                      szkoły. I wówczas te konsekwencje się zaczną i on to zobaczy, co w
                      świecie, gdzie przed wszelkimi konsekwencjami jego działań chroniła
                      go matka, może być niezłym szokiem...
                      Może wizja nagrody go zmotywuje - sądzę, że może dobrze byoby
                      najpierw dac małą nagrodę za mały sukces np. bez twojego dozoru
                      poszedł do szkoły na 3.lekcję, ale poszedł - za to mała nagroda i
                      komunikat, jaką ci to sprawiło ulgę.
                      Kurde, jasne, że ryzykowne; jasne, że może stracić rok, ale do
                      cholery - w tym stanie, jaki jest,może stracić całe życie.
                      We wdrożeniu planu psychoterapia dla Ciebie na pewno pomocna będzie.
                      I duzo siły życzę.

                    • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 13:45
                      Tak. Robiłam to, kiedy mi się udawało. W "przelocie". Syn nie chciał być
                      przytulany, ani całowany. Będąc jeszcze niemowlęciem odpychał mnie (moje
                      przytulanie) jak mógł, tj będąc na moich rękach odpychał się rączkami. Potem,
                      jako bardziej mobilny po prostu wyrywał się i uciekał. Niespecjalnie się wówczas
                      tym przejmowałam, chociaż wydawało mi się to b. dziwne w szczególności wobec
                      powszechnych opinii, jakie to dla dziecka ważne na całe życie, aby było
                      przytulane, okazywanie miłości itp. Dla mojego syna nie było to ważne
                      (najwyraźniej), a wręcz tego nie chciał. Był ciekaw świata, matczyne przytulanki
                      bardzo wyraźnie odbierał jako mocno upierdliwe i przeszkadzające mu w jakiś
                      ciekawych zajęciach lub obserwacjach. Ogólnie można by rzec, że w pierwszych 2
                      latach życia, odpędzał mnie jak upierdliwą muchę.

                      Później było wiele takich sytuacji, które wskazywały na jego CAŁKOWITĄ i
                      ABSOLUTNĄ PEWNOŚĆ mojej miłości. Ta jego pewność była tak bezkresna, że niekiedy
                      się zastanawiałam, czy nie jest większa od mojej własnej i skąd się bierze aż taka.

                      W ogóle, to co synowi rankiem powiedziałam (pierwszy post) to jest APOGEUM.
                      Faktem jest, że to wszystko, moje myśli, odczucia, to był PROCES postępujący.
                      Najpierw, kiedy syn miał kilka lat ( nie pamiętam, może 4-5)nauczyłam się kląć.
                      Jeszcze nie do syna, ani nie przy synu, ale z powodu syna. Nerwy, bezsilność.
                      Potem, jak miał 6 l i więcej klęłam już przy synu, ale nie na niego. Rzucałam
                      "mięsem", żeby się jakoś wyładować, to tak jako alternatywa do spędzenia "miłych
                      dni" w psychiatryku z załamaniem nerwowym. Rzucanie mięsem wydało mi się
                      mniejszym złem. Następnie wraz z kolejnymi latami zaczęłam kląć już bezpośrednio
                      do syna. Im mocy w moich akumulatorach ubywało, tym agresja słowna była
                      wyraźniejsza.
                      Podałam tu przykład niecenzuralnego słownictwa, gdyż moim zdaniem dobrze
                      odzwierciedla proces zwieńczony tym porannym apogeum.
                      Chodzi o to, że jak żyję nigdy wcześniej nie przeklinałam i strasznie mnie
                      raziło wulgarne słownictwo. Zawsze, daleko uciekałam od ludzi używających
                      "mięsa". Nigdy nie miałam i nadal nie mam żadnego kontaktu z ludźmi rzucającymi
                      mięsem. Obecnie to ja sama często rzucam mięsem, już w różnych sytuacjach, tak
                      jakby zasoby mojej życiowej cierpliwości się wyczerpały i już.

                      Owszem, kiedyś jeden raz było mi dane podładować akumulatorki. Zazwyczaj syna
                      wyrzucali z wakacyjnych wyjazdów, bo się nie dostosowywał do grupy (zajęć) i
                      mieli kłopot. Z czasem przestałam go posyłać, tym bardziej, że kategorycznie
                      odmawiał, to wiedziałam, ze znów go będę odbierać przed czasem, więc tylko
                      kłopot i pieniądze pójdą w błoto. Ale jeden raz (jedyny) nie wyrzucili go. Był
                      na jaki obozie całe 3 tygodnie. Najpierw resetowałam przez 3 dni, nie mogąc
                      uwierzyć. Po 3 dniach zaczęłam działać. Różne rzeczy. Myślałam, że powyrywam
                      drzewa z korzeniami. Jak tytan ! Siły niespożyte. Zrobiłam robotę zaległą od
                      wielu lat, pracowałam po 12-13 godzin dziennie cała szczęśliwa w pełnym poczuciu
                      PRODUKTYWNEGO zmęczenia. Ale to było tylko jeden raz.
                      • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 13:56
                        a co był za obóz?
                        jaki jest Twoj pomysł na to że wtedy było inaczej?

                        rozmawiałaś z nim o tym?

                      • tully.makker robisz te straszne rzeczy od 10 lat 25.04.10, 19:43
                        Najpierw, kiedy syn miał kilka lat ( nie pamiętam, może 4-5)nauczyłam się kląć.
                        Jeszcze nie do syna, ani nie przy synu, ale z powodu syna. Nerwy, bezsilność.
                        Potem, jak miał 6 l i więcej klęłam już przy synu, ale nie na niego. Rzucałam
                        "mięsem", żeby się jakoś wyładować, to tak jako alternatywa do spędzenia "miłych
                        dni" w psychiatryku z załamaniem nerwowym. Rzucanie mięsem wydało mi się
                        mniejszym złem. Następnie wraz z kolejnymi latami zaczęłam kląć już bezpośrednio
                        do syna. Im mocy w moich akumulatorach ubywało, tym agresja słowna była
                        wyraźniejsza.

                        Dlaczego nie szukasz pomocy dla siebie? Nie zdajesz siobie sprawy,ze masz taki
                        obowiazek, bo twoje zachowania nie sa normalne i krzywdza najblizsza ci osobe?

                        Ja wiem, ze dzieci bywaja roznie - sporo przeszlam, i wychowawczo, i zdrowotnie
                        ze starszym synem, ktorego wychowuje sama. Mlodszy ma najpewniej ADHD - za maly
                        jeszcze na diagnoze i przyprawia nas wszystkich czasami o palpitacje serca. I
                        pewnie bedzie jeszce czesciej.

                        I z tej perspektywy widze, ze ty masz kobieto obsesje. Zyjesz tylko o tym, co
                        twoj syn robi albo nie robi. nawet przy zwyklym dziecku mozna by sie wykonczyc,
                        a coz dopiero przy takim sprawiajacym wiecej problemow...
                        • nat.wroclaw Re: robisz te straszne rzeczy od 10 lat 25.04.10, 20:18
                          Kurcze.. no ja też mam nadzieję, że autorka jakos pozbiera te nasze pomysły i
                          domysły do kupy i je sensownie przesortuje w głowie.

                          Gdy czytam jej bardzo szczere opisy tego, co robila, co robi (doprowadzona na
                          skraj bezradności) to włos jeży mi się na głowie, z drugiej strony pisze na tyle
                          przytomnie, że mam nadzieję, że dostrzeże (albo już dostrzega) ciag
                          przyczynowo-skutkowy swoich działań wobec syna (i siebie samej (!)) oraz jego
                          obecnych postaw i zachowań.
                      • miacasa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 22:14
                        Syn nie chciał być
                        > przytulany, ani całowany. Będąc jeszcze niemowlęciem odpychał mnie (moje
                        > przytulanie) jak mógł, tj będąc na moich rękach odpychał się rączkami. Potem,
                        > jako bardziej mobilny po prostu wyrywał się i uciekał.

                        wiesz, że jest to bardzo charakterystyczne zachowanie dla dzieci z zaburzeniami
                        integracji sensorycznej ale też dla autystyków?
                        poczytaj o Zespole Aspergera, zobaczysz tam swoje dziecko i udręczoną siebie -
                        matkę dziecka zaburzonego, nie wrednego socjopaty ale kogoś kto inaczej odbiera
                        świat
              • mgla_jedwabna Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 01:01
                Blusia, ona przyznała się do słabości w kwestii przemocy fizycznej. W pozostałych psrawach winni sa wszyscy inni: były mąż, syn, niekompetentny psychiatra itd.
    • mgla_jedwabna Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 24.04.10, 00:36
      Zachowanie twojego syna może świadczyć o depresji. Niechęć do wstawania do szkoły moze być nieuświadomioną niechęcią do szkoły w ogóle, do przebywania wśród ludzi, do wysiłku związanego z życiem codziennym. Do tego dodajmy brak higieny, chęci do nauki również po południu/ wieczorem, ogólne "zamknięcie" na świat. Bardzo niepokojący jest brak chęci do jedzenia. To nie jest zdrowy objaw. Nawet bardzo małe dziecko będzie szukało samo jedzenia po pewnym czasie, jeśli rodzicie mu nie dadzą.

      syn najwyraźniej potrzebuje psychologa. Tylko nie księdza. Nie można być jednocześnie księdzem i terapeutą. To się wzajemnie wyklucza.

      Przeczytaj więcej na ten temat tutaj: forum.gazeta.pl/forum/w,529,96585289,96607134,Re_co_robic_.html

      Tamten wątek dotyczy co prawda przemocy domowej, ale argumenty przeciwko "kościelnej psychologii" pozostają te same.

      Poza tym rzuca się w oczy w tym układzie brak dorosłego faceta. Ksiądz miałby wtypełnić ten brak, tak? Dlaczego to akurat ma być ksiądz?

      A tak po ludzku: czy twój syn ma w życiu jakieś powody do radości? Czy ma jakieś zainteresowania, pasje itd? Czy nie ma powodu, żeby czuć się gorszym od rówieśników? Chodzi mi o powody, które będą ważne dla niego, nawet jeśli dla ciebie to głupoty. Czy problemy z nauką nie wzięły się z wcześniejszych zaniedbań, takich, za które nie on jest odpowiedzialny? Czy syn nie jest w szkole prześladowany przez rówieśników lub któregoś z nauczycieli?

      Odpuść sobie poranne awantury. Też tak miałam, przez całe lata budził mnie jazgot mamy. Efekt był odwrotny do zamierzonego, ogarniał mnie strach przed całym nadchodzącym dniem i niewiara, ze poradzę sobie z czymkolwiek, skoro już na starcie coś zawaliłam.

      Poza tym obarczasz swoje dziecko odpowiedzialnością za swój stan psychiczny. Czy ty czasem nie traktujesz go jak dorosłego partnera? Od kiedy to on ma w swoim zachowaniu brać pod uwagę to, jaki wpływ będzie ono miało na twoje samopoczucie? Przecież ty nawet uważasz syna za winnego faktu, że masz taką a nie inną pracę!

      Widzę dziwne pomieszanie traktowania jak dorosłego (kwestie emocjonalne) z traktowaniem jak małe dziecko. 14 latka nie wyprawia się do szkoły, sam wychodzi.

      "Każda moja mowa, prośba, polecenie, to jak grochem o ścianę. Zawsze już tak
      > było. NIC , co powiem, nie będzie wykonane. Dziś już straciłam nadzieję, już z
      > góry wiem, że każde moje słowo, to tylko zbędny wysiłek z mojej strony. "

      Uogólniaj tak dlaej,. to prosta droga do zamknięcia komunikacji w ogóle.

      "Myślę, że na moją
      > starość nie poda mi szklanki wody."

      Dziecko ma swoje życie, które niekoniecznie musi polegać na obsługiwaniu rodziców. Poza tym wytłumacz mi jak brak osiągnieć naukowych miałby się przełożyć na brak opieki na starość?

      Poza tym ciekwawa jestem, jak wyglądała kwestia pomocy syna w czynnościach domowych kiedy był młodszy. Z twojego posta wyłania się podejście "jak JA nie zrobię, to nic nie będzie załatwione". teraz nagle się spodziewasz, że syn weźmie na siebie odpowiedzialność. Dlaczego miałby to robić, skoro najprawdopodobniej dotąd żył w przekonaniu, wpojonym przez ciebie, że to ty jesteś za wszystko odpowiedzialna i bez ciebie wszystko się zawali.


      Twój post jest bardzo długi i nie ma w nim ANI JEDNEJ pozytywnej rzeczy o synu. Nawet informacja o IQ służy pokazaniu, że nie ma żadnego usprawiedliwienia dla jego nieuctwa. Nawet IQ 150 świadczy na jego niekorzyść. Jest za to dużo negatywnych uogólnień.

      Podejrzewam, że podobną postawę wykazujesz wobec syna. On wie, że uważasz go za kogoś takiego, jakiego tutaj odmalowałaś. Zrób sobie taki mały test: znajdź 5 pozytywnych rzeczy w swoim synu. I nie zaprawiaj ich gorzkim kontekstem "to tylko dowodzi, że jest gorzej, niz jakby tych pozytywnych cech nie było" (tak jak w przypadku wysokości IQ).

      Wiesz co? Jakby mnie ktoś, zwłaszcza własna matka, w wieku lat 14 uważał za taką beznadziejną osobę, a do tego obwiniał o swój stan psychiczny i sytuację zawodową, to też dostałabym depresji, a po skończeniu 18 lat uciekła jak najdalej.
      • marianka_marianka Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 24.04.10, 10:15
        mgla_jedwabna napisała:
        > Zachowanie twojego syna może świadczyć o depresji. Niechęć do wstawania do szkoły moze być nieuświadomioną niechęcią do szkoły w ogóle, do przebywania wśród ludzi, do wysiłku związanego z życiem codziennym.


        Mylisz się albo niedokładnie czytasz.
        Autorka wyraźnie podkreśla, że:

        całkowita obojętność syna wobec mojego niekiedy bardzo widocznego zmęczenia i brak woli do jakiejkolwiek mi pomocy, aby matce troszkę ulżyć. Za to jest wola do realizowania swoich hobby (które bawią) w tym samym czasie.


        To wszystko co pisze Autorka o synu budzi moje przerażenie. Co to jest za dziecko?
        Potrafi myśleć i walczyć o swoje - ok - niech walczy, a Ty wprowadź wreszcie nowy plan w życie. Taki, w którym nie będziesz nad nim stać 24 h/dobę.
        Pogódź się z tym, że zawali rok. To długo, więc powinien w tym czasie zauważyć na czym polega przestrzeganie zasad.
        Za niewykonanie poleceń - koniec z internetem, hobby, kolegami.
        Skontaktuj się z ludźmi, którzy mają podobny problem, na pewno tacy istnieją i pomogą Ci sensownie opracować plan działania.
        Uprzedziłabym syna, że w momencie kiedy Ty odpuścisz, to zajmie się nim Państwo, czyli jakś odpowiednia placówka opiekuńcza.
        • mgla_jedwabna Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 01:11
          Napisałam "może".

          Ucieczka w sen, niedbanie o higienę osobistą/ higienę otoczenia, niezaspokajanie podstawowych potrzeb życiowych (niejedzenie) mogą być objawami depresji. Całkowita obojętnosć na inne osoby też może swiadczyć o problemach - jak ma się problemy ze sobą, to wysiada empatia, czyli zauważanie problemów innych osób.

          Wikipedia to może nie jest fachowe źródło, ale i ja nie jestem fachowcem.

          pl.wikipedia.org/wiki/Zaburzenia_depresyjne
          Dla mnie zgadza się zwłaszcza:

          "objawy motywacyjne: problemy z mobilizacją do wszelkiego działania, które może przyjąć wręcz formę spowolnienia psychoruchowego; trudności z podejmowaniem decyzji;"

          Nie zdziwiłabym się, gdyby się okazało, że w pierwszej kolejności szwankuje zdolnosć do podejmowania decyzji o czynnościach nieprzyjemnych, np. pomocy mamie. Stoi potem taki jak ta kukła i nc go nie rusza, a otoczenie wkurza się na "egoistę".
    • postolek Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 24.04.10, 17:13
      W Warszawie na Bednarskiej jest ośrodek psychologiczny prowadzony
      przez księży.
    • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 09:41
      Czy go kijem, czy go pałą, to ZAWSZE będą złą matką. Celowo użyłam słowa:
      zawsze. Wydaje się, że w tym przypadku akurat pasuje.

      Moja koleżanka jest po prawie i pracuje w sekretariacie Sądu Rodzinnego. Niezła
      kopalnia wiedzy. Czyta opinie kuratorów, czyta akta spraw rodzinnych itd, itp.
      Czyli : samo życie praktyczne.
      Powiedziała, że podstawowymi dokumentami w sprawach wokół władzy rodzicielskiej
      (ograniczenie, pozbawienie, umieszczenie dziecka w placówce itd, itp) są :

      1. Opinia kuratora, a w niej :
      a} czy w domu jest czysto !
      b) Czy dziecko jest czyste i czysto ubrane!
      c) Czy dziecko jest prawidłowo odżywiane !
      d) Standard zamieszkania (wygody, umeblowanie, sprzęt)
      e) Czy rodzic nie spożywa
      f) Czy dziecko ma zainteresowania, hobby i czy rodzice umożliwiają dziecku
      realizację tych hobby.

      g) Czy rodzina korzysta z pomocy społecznej (jeśli) i co ona o tej rodzinie wie.

      2. Opinia szkoły (również via kurator) , a w niej:
      a) Czy i jak dziecko uczęszcza (wagary, nieobecności na poszczególnych
      lekcjach, spóźnienia itp)

      b) Jakie robi postępy w nauce w stosunku do swoich możliwości (stopnie,
      zaświadczenia o ew dysleksji itp)

      c) Jakie jest zachowanie dziecka w ogóle oraz wobec rówieśników, nauczycieli
      (konflikty, niegrzeczne zachowanie, palenie, kradzieże itp)
      3. Opinia pediatry, a w niej:
      a) Stan zdrowia dziecka, zachorowania, leczenie, opieka specjalistyczna, czy
      rodzice o to dbają.
      b) Szczepienia dziecka, czy ma wszystkie na dany wiek.
      c) ew opinia medyczna lekarzy specjalistów, jeśli dziecko leczone u takowych.
      d) Opinia poradni psychologiczno-pedagogicznej, jeśli dziecko pod opieką
      takowej, a w niej m.in wyniki testu IQ i inne.


      Do tego mogą dojść jeszcze dodatkowe dokumenty, zaświadczenia, świadkowie, od
      sprawy do sprawy inaczej. Powyżej, jak zaznaczyłam są wypisane podstawowe,
      standardowe informacje, jakie Sąd chce mieć na swoim stole.

      Teraz rozważmy to niby nadużywane przez mnie słowo MUSZĘ w kontekście punktów,
      które zaznaczyłam ukośną czcionką.
      Jest mi oczywiście wiadomo, że każdy z nas MUSI tylko umrzeć, nic ponadto. Więc
      i ja nic nie muszę. W szczególności nic nie muszę, jeśli nie zależy mi na tym,
      czy mój syn wyląduje w Domu Dziecka skierowany tam przez Sąd, czy nie.
      Natomiast, JEŚLI zależy mi, aby tam nie wylądował, to MUSZĘ. A mnie zależy, bo
      jak pisałam, na własne oczy widziałam, jakie to straszne miejsce.

      Jest to bardzo skomplikowane. Z jednej strony porady typu: nie sprzątaj, nie
      pierz, olej co i czy je, zabierz kieszonkowe z przeznaczeniem na hobby, idź do
      roboty na którą bądź, najwyżej nie będzie chodził do szkoły i zawali, może coś
      go to nauczy są kuszące i być może nie pozbawione logiki. Z drugiej strony,
      realizacja tegoż w oczach Sądu (a nie gości mojego wątku) oznacza całkowitą
      niewydolność wychowawczo-opiekuńczą z koniecznością umieszczenia dziecka w
      placówce z uwagi na RAŻĄCE ZANIEDBANIE. To nie są żarty !
      W klasie mojego syna umieszczono dziewczynkę w DD za mniejsze "przewiny"
      rodziców. Cała klasa (rodziców + wychowawca) oburzona i co z tego, teraz
      odkręcenie tego to 1,5 - 2 lata życia dziecka. Nie daj Boże jak kurator napisze,
      że w domu bałagan, dzieciak w brudnych ciuchach, to często już wystarcza, żeby
      było przechlapane.

      Ja mam nadzieję na rozwiązanie typu - wilk syty i owca cała, a nie typu :
      wylewanie dziecka z kąpielą.










      • marianka_marianka Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 09:54
        Nie daj Boże jak kurator napisze
        że w domu bałagan, dzieciak w brudnych ciuchach, to często już wystarcza, żeby było przechlapane.


        Na miłość Boską! Przecież nie zabiorą Ci 14-latka, bo ma brudno w pokoju!!!

        Rozumiem, że 2-latek nie może chodzić brudny, zaniedbany i zagłodzony bo rodzice mają obowiązek zadbać o wszystkie podstawowe potrzeby dziecka, ale 14 - latek???
        • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 10:17
          To mało wiesz o sprawach rodzinnych z punktu widzenia prawa.
      • tully.makker Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 10:15
        Gdyby bylo prawda to, co piszesz, to moje dzieci od dawna bylyby w
        domu dziecka. Podobnnie jak znana mi dziewczyna, ktora z powodu
        problemow z nauczycielem nie chodzila przez rok do szkoly - nie byla
        klasyfikowana, powtorzyla klase, skonczyla studia. Podobnie jak moj
        ex maz, ktory notorycznie nie chodzil na pierwsze lekcje.

        Wmowilas sobie bzdury i do udreki wychowywania dziecka z
        zaburzeniami dokladasz swoja obsesje.
        • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 10:28
          A czy szkoła twoich dzieci zgłaszała problemy do Sądu Rodzinnego drogą
          oficjalną, tak, ze w ogóle mogło zaistnieć jakiekolwiek rozstrzygniecie tej
          kwestii? Czy miałaś w domu wizytę Kuratora Sadowego, który widział i "olał" ten
          bałagan?
          Czy bodaj pedagog szkolny wystosował ci pisemne ostrzeżenie (w spr spóźnień i
          nieobecności na 1 ej lekcji) o dalszych krokach - zgłoszenie sprawy do Sądu
          Rodzinnego? Czy dostałaś takie pismo od pedagoga już raz w podstawówce, a
          następnie drugi raz w gimnazjum ?
          Czy naprawdę wiesz o czym mówisz, czy ci się tylko wydaje. Czy znasz procedury?
          • miacasa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 10:34
            zrób dziecku diagnozę, w Warszawie masz tyle możliwości, po co się wkręcać w
            klimaty sądowe, to jest Ci zupełnie zbędne i tak masz dość zmartwień, nie
            nakręcaj się w tym kierunku
          • marianka_marianka Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 10:45
            Jedna kwestia: czy Ty jesteś na tzw "garnuszku Państwa"? Dostajesz zasiłki, zapomogi, korzystasz z pomocy społecznej i tym podobne?
            Jeżeli tak, to na pewno regularnie kontrolują sytuację w Twoim domu i bacznie zwracają uwagę na wszelkie "odchylenia".

            Moja siostra notorycznie spóźniała się na pierwsze lekcje i w podstawówce i w liceum. Nieobecności miała tyle, że przechodziła z klasy do klasy na granicy zaliczenia. Skończyła studia na PG i ma dobrą pracę, nauczyła się punktualności.
            Nigdy nikt ze szkoły nie groził Kuratorem czy Sądem.
          • tully.makker Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 11:44
            A czy szkoła twoich dzieci zgłaszała problemy do Sądu Rodzinnego
            drogą
            > oficjalną,

            Szkola mojego syna i mojej pasierbicy - bo i z nia byly pewne
            problemy, miala temat gleboko w dupie. I nadal ma.
            • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 13:25
              A ja już sprawę prawie miałam w podstawówce. Nie jestem na garnuszku państwa,
              żadnych pomocy, żadnych też kontroli. Moje głodowe zarobki sa zbyt wysokie na
              jakiekolwiek pomoce, ale to problem b. wielu Polaków, więc się nie będę
              rozczulać, bo bywają tacy (najwyraźniej), którzy mają jeszcze bardziej
              "przesrane" pod tym względem.
              Szkoła podst. zgłosiła, po wcześniejszych ostrzeżeniach do Sądu. Nie miała w
              d.... Był u mnie kurator wysłany z Sądu w sprawie. W@ywiad środowiskowy poszedł
              do protokołu do Sądu. Opinia kuratora była dla mnie "mucha nie siada". Właśnie
              wielokrotnie (!) podkreślał kurator w protokole jak to u mnie czysto, a jakie
              wszystko zadbane, a dzieciak jaki zadbany i czysty i kulturalny (ą,ę , dziękuję,
              przepraszam) i komunikatywny i jakie ma ciekawe różne hobby i jak ja mu w tym
              pomagam, udostępniam, a ile ma różnych dokumentacji, badań, opinii
              psychologicznych , ile to się nabiegałam po różnych psychologach, widać że za
              tym chodzę, nie zaniedbuję, staram się etc, etc., nawet jaki dobry obiad właśnie
              jest gotowany na kuchni . Stąd (oraz od mojej koleżanki)wiem, co dla nich ważne.
              Ta opinia uratowała nam tyłki. Sprawa się nie odbyła, czy to było umorzenie, czy
              inaczej się nazywało, nie pamiętam. Dość, że kuratorowi obiecałam (do
              protokołu), że dołożę wszelkich możliwych starań, aby problem spóźnień i
              nieobecności zniknął. Sprawy nie było. Ale akta jakieś tam są, bo jakieś
              czynności były dokonywane.
              A teraz z drugiej , zupełnie nie związanej szkoły ta sama historia. Ok, na razie
              ustne upomnienie wychowawcy, że zgłosi oficjalnie (!) do pedagoga, a ten..... itd.
              I ja mam się nie denerwować? Dziękuję bardzo za takie wszystkie rozrywki !

              Jedna moja prywatna znajoma też mnie nie pocieszyła, o nie ! Już kilka lat temu.
              Jest psychologiem czynnym zawodowo i pracuje nomen omen w jakieś poradni
              rodzinnej, tylko, że w innym mieście. Zajmuje się właśnie problemami dzieci,
              młodzieży. Odkąd ma 3 cie dziecko, to zwatpiła. Cała wiedza teoretyczna i
              doświadczenia kliniczne poszły się kąpać. Jej najmłosza córunia nie podlega pod
              całą tę wiedzę i kropka. Kobieta ma problem, bo chce ludzim pomóc, a dziś ma
              świadomość, że nie zawsze można i nie zawsze jest rada i nie wie czasem, co ma
              mówić ludziom, kiedy podejrzewa taki przypadek. To ona powiedziała mi o tej sile
              genów i jednak przewadze nad wszystkim innym. Druzgocące informacje.Przekonuje
              się o tym dopiero ten, kto sam doświadczy, nawet psycholog, bez różnicy. Mam
              nadzieję, że to ja robię więcej błędów (jakoś modyfikowalne), aniżeli
              determinują geny, bo się załamię. Prawdą jest, ze miałam dużo do czynienia z
              psychologami itp. Mieli ochotę pomóc, nie potrafili. Każdy tak szasta, idź do
              psychologa, a ja się już tyle nachodziłam, bez skutku. Jest niewielu
              specjalistów z odpowiednią wiedzą, a jeszcze mniej z tych nieodpłatnych.
              • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 14:00

                wiesz co, ja nie rozumiem, mamy w klasie dzieciaka co rozbił już
                głowy , przebił cyrklem rękę, były sprawy w sądzie itd, matka
                totalna patologia i uwaga, nikt tej K..urwie nie jest w stanie
                dziecika odebrać od lat. Mieszkam na pradze, patologię widze
                codziennie taką że mozg staje i ... mimo spraw w sądzie , nic się
                nie dzieje.
                Toteż średnio wierzę w te twoje opowieści. Zaczynam się przychylać
                do zdania o oderwaniu od rzeczywistości.
                A co do bezsilnej koleżanki - weźcie drogie panie i przemyślcie,
                czym do cholery jest wychowanie...bo chyba obie uznałyście że
                wytresowaniem dzieciaka do jakiejś "normy". Moim zdaniem -
                wyciągnięciem jak najwięcej z tego co jest dane. Co czasem oznacza
                że trzeba zrozumieć że ten konkretny dzieciak "normalny" nie będzie,
                ale może być bardzo wartościowym członkiem społeczeństwa.
                Nie odpowiedziałaś na żadne moje pytanie - ani te o obóz, z którego
                potwór nie zwiał ani po jasną cholerę zmuszałaś go do nauki i
                robienia lekcji, skoro fakty są takie że on tego nie potrzebował?
                `a to bardzo obficie lejesz narzekaniami i zachwytem nad swoim
                poświęceniem
                Jakos straciłam sympatię
                i coraz bardziej żal mi dzieciaka

                • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 15:15
                  A ja nie mieszkam na Pradze. Patologii nie widuję praktycznie wcale. W szkole
                  też nie widują. Nie wiem, co się dzieje na Pradze i kto komu dłonie przebija i
                  jakim elementom nic nie może zrobić tamtejszy Wydział Sądu Rodzinnego.
                  • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 16:49
                    jak zwykle merytoryczna odpowiedź...i jakie pełne zrozumienie przekazu

                    NIE UFAM CI!

                    dla mnie pachniesz syndromem Munchausssena w wydaniu emocjonalnym
                    i niezły z Ciebie narcyz
                    • sebalda Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 17:00
                      > dla mnie pachniesz syndromem Munchausssena w wydaniu emocjonalnym
                      > i niezły z Ciebie narcyz

                      Mi tez od kilku dni chodzi po głowie ten zastępczy Munchhausen, ale nie
                      spotkałam się z tym, żeby chodziło o problemy psychiczne, raczej matka symuluje
                      choroby somatyczne u dziecka. Niemniej problem jest, i to nie tylko u dziecka,
                      ale i matki. Stawiam na to, że u dziecka dzięki matce. To przykre.
                    • rosapulchra-0 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 18:04
                      oho, zaczyna się ocenianie osoby, a nie jej postępowania, bardzo profesjonalne
                      podejście, gratuję..
                  • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 19:58
                    Jest bardzo wiele uwag, również krytycznych, które sobie bardzo cenię, jak
                    najbardziej przemyśliwuję i rozważam. Wiem, ze jestem świetnym doradcą w
                    sprawach innych ludzi, słyszę to niemal non stop i naprawdę nie mogę się opędzić
                    (brak czasu)od ciągłych pytań i próśb o pomoc. Nie tak w netcie, jak w realnym
                    życiu. Na cudze sprawy patrzę chłodno, z dystansu i trzeźwo, a że jestem
                    analitykiem (nie tylko z wykształcenia), to widzę sporo. Co innego z własnymi
                    sprawami. Tu sa emocje, które często spaczją obraz, lub nawet go zupełnie
                    przesłaniają.
                    Jestem tego świadoma. Bardzo chętnie słucham cudzych opinii i nie boję się
                    krytyki i żeby mi kto coś prosto w twarz rzucił.
                    To, jakie ja wnioski z postów wysnuwam, to wiem ja sama. Natomiast to, ze piszę
                    o kolejnych sprawach jest odbierane niewłaściwie, jako biadolenie i użalanie
                    się. Biadoleniem i użalaniem jest mój pierwszy post. Kolejne, to są odpowiedzi
                    na czyjeś pytania. Ktoś pyta, ja odpowiadam. Gdyby nie zapytał, to
                    prawdopodobnie nie mówiłabym wcale o tym czy tamtym. A więc potraktowanie moich
                    odpowiedzi na pytania użytkowników jako użalanie się nad sobą uważam za nie fair
                    po prostu.
                    Ktoś mi imputuje, jaka ja się skrzywdzona czuję przez chłopa. A czniać tego
                    drania ! Zapomniałam, że żyje, a mi tu ktoś wmawia jakie ja mam poczucie krzywdy
                    od niego. Trzeba było nie pytać o faceta, to bym nie odpowiadała. Ktoś inny (?)
                    mi imputuje, jakie mam poczucie krzywdy od państwa. Gdzie ja to pisałam?

                    Tak, więc dzielę uważnie te uwagi na godne pochylenia się nad nimi i
                    przemyślenia, lub nie godne, żebym sobie gitarę zawracała.
                    Przede wszystkim, to ja nie kłamię, nie zmyślam, ni fantazjuję, nie ubarwiam
                    (przynajmniej świadomie. Nie mam czasu na zabawy na forach internetowych. Nic w
                    tym złego, lecz ja nie mam na to czasu. Pragnę znaleźć jakieś konstruktywne
                    rozwiązanie, ideę, kierunek dla rozwiązania problemu. Jakiekolwiek zaciemnianie
                    mija się z celem i jedynie kosztuje mój czas, którego nie mam. Nie twierdzę, ze
                    pokazuję całą d..., ale wszystko, co powiedziałam jest prawdą.
                    Jest kilka osób, które z jakiś powodów mi nie wierzą, prawdopodobnie przez
                    pryzmat jakiś własnych doświadczeń, które są takie , a nie inne i już. Nie mam
                    zamiaru przekonywać tych osób do niczego, gdyż prawdopodobnie i tak nic by to
                    nie przyniosło. Raz, że każdy ocenia innych według siebie, dwa, że mają taką, a
                    nie inna wiedzę, doświadczenia, zupełnie z innej bajki i nie zrozumieją, ani
                    uwierzą. Ja też kiedyś taka byłam - butna i przepełniona pychą, która kazała mi
                    sądzić, że pozjadałam wszystkie rozumy tego świata i wiem na tyle dużo, aby bez
                    pudła ocenić prawidłowo każdą sytuację. A gówno wiedziałam. Dziś się tego
                    wstydzę i chętnie wymazałabym niejedną sytuację, kiedy oceniałam kogoś
                    przedwcześnie, z nie wystarczającą ilością informacji, bardziej na podstawie
                    moich poglądów, przesądów, aniżeli obiektywnych faktów, których zwyczajnie nie
                    znałam. Ale do sądów byłam pierwsza.

                    Oczywiście, osoby, które mi nie wierzą piszą posty o zerowej dla mnie wartości.
                    Nie dlatego, że się obrażam, lecz dlatego, że ludzie ci mają BŁĘDNY WSAD
                    informacyjny, tj wkładają "do pieca" własne projekcje, a jeśli moje, to tak
                    bardzo przetworzone, ze nie moje. Dlatego z tego mogą wyniknąć wyłącznie błędne
                    wnioski. Błędne dla mnie i mojej sytuacji. Dlatego mają dla mnie wartość zerową.
                    Ale wszystkie inne uwagi czytam z dużym zainteresowaniem. Proszę jednak o
                    wyrozumiałość, że nie zmienię swojego utartego trybu myślenia w 5 minut. Dla
                    mnie to już znaczy bardzo dużo, ze się nad wieloma postami naprawdę zastanawiam.
                    Wiele mądrych słów tu przeczytałam.
                    • p_wolf Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 20:40
                      Wiem, ze jestem świetnym doradcą w
                      > sprawach innych ludzi, słyszę to niemal non stop i naprawdę nie mogę się opędzi
                      > ć
                      > (brak czasu)od ciągłych pytań i próśb o pomoc. Nie tak w netcie, jak w realnym
                      > życiu. Na cudze sprawy patrzę chłodno, z dystansu i trzeźwo, a że jestem
                      > analitykiem (nie tylko z wykształcenia), to widzę sporo. (...)

                      > Tak, więc dzielę uważnie te uwagi na godne pochylenia się nad nimi i
                      > przemyślenia, lub nie godne, żebym sobie gitarę zawracała.


                      Ktoś dziś wilka narcyzmu z lasu wywołał. Brrr.



                      > Pragnę znaleźć jakieś konstruktywne
                      > rozwiązanie, ideę, kierunek dla rozwiązania problemu.


                      Guzik prawda. Wszyscy niemal piszą Ci co robisz źle, a Ty bronisz swoich metod i postępowania niczym Kiliński pragi.
                      Idź, weź pas i przypilnuj by syn zjadł kolacje. Do ostatniego okruszka, bo jak nie zje, to pewnikiem sąd umieści go w domu dziecka.

                      :/
                    • nat.wroclaw Basienka 26.04.10, 22:11
                      Trzymaj się, dasz radę, wierzę, że Wam sie uda poskladać życie sensownie do
                      kupy. Trzymam kciuki za Ciebie i syna!
              • radola1 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 14:11

                > A teraz z drugiej , zupełnie nie związanej szkoły ta sama
                historia. Ok, na razi
                > e
                > ustne upomnienie wychowawcy, że zgłosi oficjalnie (!) do pedagoga,
                a ten..... i
                > td.
                > I ja mam się nie denerwować? Dziękuję bardzo za takie wszystkie
                rozrywki !

                Pedagog w szkole jest po to aby pomagać dziecku, co nie znaczy że ma
                być straszakiem na rodziców. Moze włąsnie powinnaś wyprzedzić
                działania "pseudowychowawcy"/bo straszyć to każdy głupi umie i nie
                trzeba do tego kończyć studiów/ i sama skontaktować się z nim? Niech
                widzi że się starasz. Zablokujesz w ten sposób działania róznych pań
                nauczycielek a może i uzyskasz pomoc. Widzę że po latach kontaktów z
                pedagogami i psychologami masz BARDZO ograniczone zaufanie do nich,
                ale sama czujesz, że taki DOBRY psychoterapeuta jest potrzebny, sama
                sobie nie radzisz.
                Wyznaczyłaś sobie drogę z której nie chcesz zejść. Bo tak na prawdę
                to nie wierzysz że się coś da zrobić. Szukasz tylko kogoś,
                kto "doładuje twoje baterie" aby móc dalej tak samo funkcjonować.
                • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 14:30
                  ale to logiczne
                  pani z pasem pilnuje syna aby wyrabiał "normę" znaczy siedział nad
                  książkami mimo że tego nie potrzebuje czy sprzątał i tak samo
                  reaguje na swoja władzę, czyli kuratora czy tam co innego - trzęsąc
                  się ze strachu i włażąc im w d... kosztem własnego syna

                  jak mój syn miał kłopoty w pierwszej klasie , to trzech psychologów
                  mi powiedziało że problemem jest za głupia dla niego nauczycielka,
                  że on jest od niej inteligentniejszy , ona ma skłonności do tyranii
                  i on się nigdy nie podporządkuje. Była to prawda, zmieniłam szkołę,
                  dostał genialne nauczycielki i problemy zniknęły, jak w pierwszej
                  klasie byłam wzywana do szkoły co drugi dzień, tak w drugiej - uwaga
                  - ani razu. A dziecko rozkwitło.
                  Pamietam moment jak miałam 10 lat i uświadomiłam sobie że mam głupią
                  matkę, nie w złości tylko na zimno. Od tej chwili miała przerabane.
                  I zdania nie zmieniłam mimo że upłynęło już prawie 30 lat.

                  Jak się ma inteligentne dziecko, to trzeba być od niego mądrzejszym.

                  Wyznaczyłaś sobie drogę z której nie chcesz zejść

                  no i tyle, powodzenia
                  jak to było - bylismy na skraju przepaści, ale uczynilismy wielki
                  krok w przód
      • mgla_jedwabna Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 14:27
        Basieńka, tak na oko to twoje życie składa się z zakazów, nakazów (również wobec siebie samej) rozmaitych "zawsze", "muszę" itd.

        "Czy go kijem, czy go pałą, to ZAWSZE będą złą matką."

        Dla ciebie istnieją chyba tylko dwie skrajności: tańczyć nad synem jak teraz albo zupełnie go olać. W tej sytuacji rzeczywiście, czy kijem go czy pałką, naprawdę nie będzie dobrze. Już samo pojęcie "zła matka" jest z tych nierealistycznie skrajnych. Nierealistycznie bo nie ma czegoś takiego jak (po prostu, w 100%) dobra matka, no a złe są chyba tylko te, które katują i głodzą swoje dzieci. Mówiąc o głodzeniu myślę o dzieciach kilkunastomiesięcznych, a nie takich, które potrafią sobie zrobić kanapkę, ale wolą chipsy.

        Wiele osób w tym wątku napisało ci o małych kroczkach, o klarownm systemie kar i nagród, a ty ciągle miotasz się między wizją "strażnik obozowy" a "totalna olewka". Przeczytaj jeszcze raz, co radzą matki nastolatków w tym wątku. Pojawiło się sporo konkretnych, praktycznych wskazówek, ale ty wolisz jęczeć nad wizją kuratpra i sądu rodzinnego.

        Fajnie, naprawdę fajnie, że jednak umiesz zauważyć pozytywne cechy u swojego syna. To może być podstawa, na której zbudujesz coś dalej. Powtarzaj sobie, że "mój syn jest super pod tym i tym względem", z czasem zaczniesz zauważać więcej pozytywnych rzeczy. Tobie samej też bedzie wtedy lżej.

        Kryteria opinii kuratora są ewidentnie zrobione pod małe dzieci - tak powiedzmy, do 8 roku życia. Ostatecznie jeśli siedmiolatek chodzi w brudnych gaciach, to sprawę zawalili rodzice. Jeśli robi tak 14 latek, to on sam, pod warunkiem, że w domu jest proszek do prania i ciepła woda. Tak więc kryterium czystosci "oblałabyś", gdybyś broniła synowi dostępu do wyżej wymienionych artykułów. Naprawdę nikt nie wymaga od matki nastolatka, zeby zbierała po nim brudy po całym domu. Poza tym nastolatki z reguły mają syf we własnym pokoju i to wszyscy wiedzą.

        Proponuję, powtarzając wiele rad z tego wątku, żebyś zawarła dwa kontrakty. Jeden ze sobą samą, drugi z synem. Pierwszy będzie zawierał listę rzeczy, za które jesteś odpowiedzialna i za które nie jesteś odpowiedzialna. Możesz sobie spisać na kartce. Np: "To ja decyduję o moim miejscu pracy" i "Nie muszę prasować codziennie".

        Drugi kontrakt z synem - proponuję, żebyś porozmawiała z nim jak z dorosłym (Ha! O mało nie napisałam "musisz porozmawiać z nim.."! Ale w porę włączył mi się dzwoneczek. Nie musisz, ale jednak proponuję, żebyś to zrobiła). Wspólnie ustalcie, kto jest za co odpowiedzialny. Np. możecie ustalić, że budzisz go rano przez 20 minut, jeśli nie wstanie, to jego problem. Możecie też ustalić, że owszem, ty robisz pranie, ale pierzesz tylko to, co znjadziesz w koszu. Wrzucać musi sam. Że odnosi naczynia do kuchni. Że w jego pokoju daje się otworzyć drzwi i jest przynajmniej ścieżka do okna/biurka.

        Ustalcie też system nagród i kar. Jesli rano zastaniesz naczynia z poprzedniego dnia w pokoju, sytuacja powtórzy się kilka razy - szlaban na internet albo kieszonkowe. Zresztą we dwoje na pewno coś wymyślicie. Będzie wam łatwiej przestrzegać tego kontraktu, jeśli uzgodnicie go razem.

        Myślę, że syna tak samo meczą te awantury jak ciebie, więc pewnie przyjmie z ulgą propozycję jasnych zasad oraz obietnice, że "odczepisz" się od niego, jeśli będzie ich przestrzegał.

        W kwestii wstawania rano na zajęcia: może dzieciak zacznie właśnie wstawać, jeśli będzie wiedział, że jak sam nie wstanie to nie wstanie w ogóle. Niech poczuje, jak to jest być zagrożonym, ja to jest dostawać same jedynki, jak to jest być opieprzanym przy klasie przez nauczycieli, jak to jest mieć kilka zagrożeń, jak to jest powtarzać klasę. Jużkilka osób napisało, że lepiej powtarzać klasę, niż być uzależnionym od mamy w najprostszych kwestiach.

        Uprzedzam: będziesz klęła, obgryzała paznokcie, miotała się po domu i płakala wniebogłoy widząc, jak dzieciak nie wstaje, hoduje mrówki, trzeci tydzień chodzi z tłustymi włosami. Bądź twarda i powtarzaj sobie, że to dla jego (i twojego też) dobra.
        • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 19:21
          mrówkom można łatwo zapobiec - jemy w kuchni, do pokoju można zabrać
          szklankę z wodą
          • mgla_jedwabna Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 22:11
            To nie jest takie proste, jeśli ktoś ma nawyk jedzenia/picia przy kompie. Wtedy wyegzekwowanie jedzenia przy stole może być energochłonne albo wrecz niemożliwe. Łatwiej chyba wynegocjować odnoszenie naczyń po zjedzeniu albo po całym dniu. Do nocy nic się nie powinno jeszcze zalegnąć ;)
    • alinawk Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 12:42
      Przeczytałam cały wątek. Mam jedną radę: spakować synusia i zawieźć
      go razem z bagażami znienacka do ojca. Powiedzieć że sobie
      kompletnie z nim nie radzisz, jest w trudnym wieku i w związku z
      tym potrzebuje męskiej ręki. Zostawić go. Płacić 300zł alimentów.
      Zająć się sobą. Z synkiem widywać się raz w tygodniu miło spędzając
      czas np. w kinie czy na wycieczkach. Nie pytać o szkołę żeby się
      nie stresować.
      Inaczej się psychicznie wykończysz.
      • mgla_jedwabna Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 14:33
        A dzieciak na resztę życia będzie miał traumę, jak to matka go z domu wywaliła, wywiozła do obcego faceta, w dodatku socjopaty, i z dnia na dzień wykreśliła go ze swojego życia. A mówiła, że kocha. Chyba więc go okłamywała.

        Z tak potraktowanych dzieci to dopiero wyrastają psychopaci.
    • ikame Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 12:54
      kiedyś czytałam o ośrodku dla młodzieży pod warszawą, o tu
      tnij.org/gncn
      • sebalda Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 15:05
        Szkoła podst. zgłosiła, po wcześniejszych ostrzeżeniach do Sądu. Nie miała w
        d.... Był u mnie kurator wysłany z Sądu w sprawie. W@ywiad środowiskowy poszedł
        do protokołu do Sądu. Opinia kuratora była dla mnie "mucha nie siada"

        Sąd nie wkracza na skargę ze szkoły, że dziecko spóźnia się na lekscje.
        Wychowawca, pedagog szkolny, ale nie sąd. Musiało sie dziać coś znacznie
        gorszego, o czym nie chcesz pisać. Wcześniej pisałaś, że do pewnego momentu
        młody miał czerwone paski, że jak go pilnowałaś, to było dobrze, skąd zatem ten
        sąd?
        W moim odczuciu boisz się bardziej konsekwencji prawnych w stosunku do Ciebie
        niz troszczysz o dobro syna.
        Czy zdarzało Ci się w przeszłości (bo teraz jesteście na wojennej ścieżce)
        chwalić syna? Doceniać jego inteligencję i rzeczy pozytywne, o których piszesz?
        Czy tylko nakazy i zakazy? Od najmłodszych lat, a jak coś nie tak, to i pasek
        się zdarzył? Czy się mylę?
        O której młody chodzi spać? Ma swój pokój. Czy ma w nim komputer i telewizor?
        Jeśli tak zabrać, a gonić spać o 21. Mój syn, rówieśnik Twojego, sam po 20 już
        idzie się myć i szykuje się do snu, bo wie, że jak pójdzie spać późno, to na
        drugi dzień będzie mu bardzo ciężko wstać. Ale on pod tym wzgledem jest
        wyjątkowo rozsądny, za to bałaganiarz z niego, że hej. Nigdy nie widzę, żeby
        odrabiał lekcje, ale nie mogę miec o to pretensji, bo ma dobre stopnie, IQ mu
        nie mierzyliśmy, ale chyba jest zdolny, skoro bez wysiłku ma takie stopnie.
        Kiedyś powiedzialam dzieciom, że w autobiografii Marquez napisał, że jako
        dziecko wpadł na pomysł, że będzie uważał na lekcjach i dzięki temu będzie miał
        mniej roboty w domu. Bardzo to do nich przemówiło i widzę, że same to stosują z
        powodzeniem. Czy Ty rozmawiasz z synem? Właśnie tak, na przykładach, o
        drobiazgach, o swoich sprawach? Ja swoim często opowiadam historyjki z pracy,
        one wtedy też chętniej opowiadają o szkole. Wzajemność, to dobrze działa.
        Spróbuj podejść do syna mimo wszystko trochę pozytywniej, doceń jego dobre
        strony i powiedz mu o tym. Przedstaw wizję, jak wiele może osiągnąć przy
        minimalnym wysiłku i ustal na razie ten minimalny wysiłek. Potem małymi
        kroczkami. I nie wymagaj, że sam z siebie będzie Ci pomagał, tak zdarza się
        naprawdę w niewielu domach. Dziecku, tak jak i mężowi;) należy wszystko
        wyznaczać, a nie oczekiwać, że samo się domyśli. To abstrakcja:)
        • marianka_marianka Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 16:45
          sebalda napisała:
          Sąd nie wkracza na skargę ze szkoły, że dziecko spóźnia się na lekcje.Wychowawca, pedagog szkolny, ale nie sąd. Musiało sie dziać coś znacznie gorszego, o czym nie chcesz pisać.


          O tym samym pomyślałam.

          Z listów Autorki wynika, że otacza się samymi pedagogami, psychologami, kuratorami i Sądami. Tylko słowa powyższych do niej przemawiają.

          Obojętnie ile osób napisze jej z własnego doświadczenia o perypetiach nastolatków, ona dalej swoje jak zdarta płyta - muszę to i tamto bo mi zabiorą dziecko...

          To już teraz mu szukaj żony, która też nad nim będzie stała z pasem, bo on nie będzie znał innej motywacji.
          • radola1 czego ty właściwie oczekujesz? 26.04.10, 20:15
            Masz swoją wizję wychowywania dziecka stwarzaną przez ciebie samą.
            Masz jakiś nieprawdziwy pogląd na temat róznych instytucji
            wychowawczych. Wszystko co ci proponują forumowicze odrzucasz i
            bronisz jak lew swoich racji czyt. swojego postępowania. Otaczasz
            się tylko takimi ludźmi którzy popierają twoje metody i utrzymują w
            przekonaniu ze robisz dobrze. Jeżeli tak jest, to dlaczego tak się
            czujesz? Już pisałam, że oczekujesz pewnie jakiegoś eliksiru, "soku
            z gumijagód" dającego siłę aby móc dalej tak żyć.
            W wychowaniu jest działanie i jest reakcja na to działanie. Jeżeli
            reakcja jest taka jak w zamierzeniu, daje to osobie wychowującej
            siłę i zadowolenie z działania. Ty nie masz już tej siły. Po prostu
            się "zużyłaś" bo nic nie doładowywałao twoich akumulatorów. Nic już
            nie osiągniesz. przed synem jeszcze ze 2 lata gimnazjum. Pomyslałaś,
            że możesz psychicznie nie doczekać tego momentu? Ze doprowadzisz sie
            do takiego stanu, ze będzie ci obojętne wszystko? Wiem co mówię, bo
            sama też byłam bliska tego.
            Dostałaś tyle różnych rad, ale nie zauważyłam żebyś odpuściła
            chociaż na milimetr. Pomocy nie wystarczy szukać, trzeba ją umieć
            przyjąć.
            • nat.wroclaw radola, odśwież sobie stronę zanim coś napiszesz 26.04.10, 22:09
              i doczytaj komentarz "zbiorczy" autorki wątku, zanim jej zarzucisz rzeczy, ktorych nie robi, o czym świadczy wpis z linku ponizej:


              Tekst linka
              • radola1 Re: radola, odśwież sobie stronę zanim coś napisz 26.04.10, 23:14
                Tak rzeczywście umknął mi ten komentarz, jednak dotyczy ongłownie
                mojego stwierdzenia ze "nie ustepuje nawet na milimetr". Ugruntowane
                przez 12 lat "metody" nie mogą się zmienić w ciągu 2-3 dni. A co ja
                takiego nieprawdziwego zarzucam basience4? Że otacza sie ludźmi
                którzy ja popierają? Wyjaśniam że nie chodzi mi o forum tylko o
                najbliższe otoczenie. /Najlepszym przykładem jest koleżanka z sadu
                rodzinnego/, a poz tym /trochę przejaskrawiam/:
                1. Psychologowie=niekompetentni, głupcy
                2. Ośrodki wychowawcze - wszystkie dla wyrokowców
                3. Szkoła- tylko czeka aby jej się noga podwinęla ijuż do sądu.
                4. Szkolny pedagog- Najwyższy inkwizytor
                5. Wszyscy razem tworzą rodzaj mafii wszystkowiedzącej
                wszystkosłyszącej
                Takie odniosłam wrazenie czytając posty basienki4

                Mój post miał takie nieśmiałe przeslanie aby uważała na siebie bo
                nikt nie jest niezniszczalny. Wiem to z własnego doświadczenia, bo
                też kiedys wydawało mi się że wszystkiemu dam radę i moja droga jest
                jedyną słuszną. Zdrowie lubi płatać figle.
                • nat.wroclaw Re: radola, odśwież sobie stronę zanim coś napisz 27.04.10, 07:12
                  >>a poz tym /trochę przejaskrawiam/:

                  Otóż to. Nie tylko Ty w tym wątku i nie tylko trochę. Naprawdę odróznienie
                  oszołoma i trolla od kogoś, kto doszedłszy do ściany z zyciowego yy .. niech
                  będzie "dna" pisze bardzo szczerze, nie wymaga nadludzkiego wysiłku umysłowego.

                  Och jak łatwo i przyjemnie pojeździc po garbie komuś, kto tego garba nie ukrywa,
                  co?

                  Zadna z ferujacych tu oceny i wyroki a nawet diagnozujących choroby psychiczne osób chyba realnie nie wierzy, że po ponad 12 latach tego rodzaju trudności basieńka w 2 dni odpisze wesoło: "Och faktycznie, nie wiedziałam, macie racje hyc, hyc, zmieniam się". I tylko dlatego, że tak nie pisze przytakując wszystkim skwapliwie - dorabia jej się w prawie 200 postach coraz gorszą gębę.

                  Z godziny na godzinę coraz bardziej sie kobiety same nakręcacie. A gdy pod
                  wieczór autorka zbiera te łajania i jakoś stara się wyprostować wasze zarzuty .. no niestety, jej komentarz wam umyka.

                  Kaman!

                  > Mój post miał takie nieśmiałe przeslanie aby uważała na siebie bo
                  > nikt nie jest niezniszczalny. Wiem to z własnego doświadczenia, bo
                  > też kiedys wydawało mi się że wszystkiemu dam radę i moja droga jest
                  > jedyną słuszną. Zdrowie lubi płatać figle.

                  A nie moglas tak napisać od razu? Po co krzywdzące generalizowania z wchodzeniem z butami typu: "ty chcesz", 'ty nie chcesz", "ty myslisz", "otaczasz sie tylko ..".

                  Przeciez nie wiemy tego.

                  • rumpa Re: radola, odśwież sobie stronę zanim coś napisz 27.04.10, 07:53
                    po pierwsze dostalismy nową porcję informacji - jaka ja wspaniała
                    po drugie, ja na przykład nie dostałam odpowiedzi na moje proste
                    pytania o dziecko zamiast tego kolejny panegiryk na własną cześć

                    po trzecie doskonale już widać, że dla pani celem jest bycie dobrą
                    matką czyli zrealizowanie co tam ma w głowie -mgła jedwabna jak
                    zwykle niezawodna
                    a nie samo dziecko
                    po czwarte moja matka też była przez psychologów uważana za dobra
                    matkę - wychwycić że jest narcyzem skupionym na sobie a ja jestem
                    jej sposobem na dwiedzenie że jest ok mógłby tylko dobry
                    psychoterapeuta a nie pani po studiach psychologicznych zaliczonych
                    na 3 w czasei 45 minutowego spotkania, kiedy nawet psychopatyczna
                    ćpunka jest w stanie zagrać kochającą matkę.
                    ale pani nie widzi potrzeby pójscia do psychoterapeuty ktory
                    pracowałby nad jej zachowaniem i zawartością mózgu, tylko do takiego
                    z którym mogłaby poonanizować się swym cierpieniem - patrz ksiądz
                    po piąte ja swojego świra leczę już prawie 20 lat i już wtedy oferta
                    była spora, zwłaszcza w Warszawie. Nie uwierzę, że pani nie mogła
                    nikogo znależć 10 lat temu, bo wtedy już na przykłd działała
                    fundacja początek a w niej pracowały genialne babki, do których
                    trafiłam sama ze sobą i moim dzieckiem. Bezpłatna czy też
                    symbolicznie odpłatna. Były kursy dla rodziców. Nie mniej pani
                    latała z - uwaga - dzieckiem, a nie z sobą. Osobiście nigdy nie
                    miałam żadnych wątpliwości że powinnam zacząć od siebie, bo
                    niezależnie jakie jest dziecko, problemy mogę wygenerowac tylko ja
                    idiotycznie na to dziecko reagując. Dzięki temu moje dziecko z ADHD
                    i lekkim AS radzi sobie całkiem nieźle i coraz lepiej a ja razem z
                    nim. Tyle że moim hasłem przewodnim nie było "TO MOJE DZIECKO" tylko
                    Jestem JEGO matką .
                    trudności wynikają z osobowości Basieńki, a ta jest , mówiąc
                    delikatnie, dla mnie mało zachęcająca, z tego jak pisze i o czym
                    pisze. I terapia jest potrzebna przede wszystkim naszej wspanialej
                    analityczce a nie dziecku.
                    • ewa9717 Re: radola, odśwież sobie stronę zanim coś napisz 27.04.10, 09:16
                      A ja myślę że Basieńka jest po prostu już przy scianie. Fajnie się
                      radzi: ja też nie lubiłam wstawać rano, kuzyn męża wagarował, a ktoś
                      tam też uwagi zbierał, a teraz to i studia skończył, ho, ho! Tylko
                      że jej syn to zupełnie inna liga. Basieńko, nie potarfię pomóc, mam
                      nadzieję, że oboje z synem znajdziecie pomoc w jednym ze źródeł
                      wskazanych w tym wątku albo wreszcie trafisz na kogoś, kto z racji
                      wykonywanego stanowiska nie potraktuje Cię sztampowym testem, a
                      potem "działaniami" polegającymi na odsyłaniu problemu z biurka na
                      biurko.
                    • basienka.4 Re: radola, odśwież sobie stronę zanim coś napisz 27.04.10, 10:21
                      do rumpy:

                      Warsztaty wychowywania dzieci przeszłam w całości. Nic nie skutkowało. Dosłownie
                      nic. Syn każdorazowo reagował inaczej, niż zapisano, powiedziano, spodziewano
                      się - że dzieci reagują na coś tam. Może i reagują. Mój syn - nie.
                      O fundacji, którą wymieniasz słyszę pierwszy raz w życiu.
                      Bardzo chętnie (BARDZO, BARDZO !) poddam się kompleksowej psychoterapii u
                      dobrych specjalistów. Jak tylko będą chcieli ! Ja sama, lub z synem, lub nawet z
                      kotem, jeśli uznają za stosowne. To świetny pomysł, nawet, jeśli nie nowy.
                      Miałabym wobec tego taką prośbę do ciebie:
                      1. Prześlij mi kilka tysięcy zł na taką terapię (sama niestety nie posiadam),
                      jestem w stanie rozliczać się z tobą i przedstawiać r-ki od psychoterapeuty,
                      żebyś wiedziała, ze nie sprzeniewierzam pieniążków na inny cel. Prześlę ci mój
                      nr konta ok?
                      2. Alternatywnie, napisz mi IMIENNIE, który psychoterapeuta rodzinny w Warszawie
                      jest skłonny przeprowadzić taką długotrwałą terapię NIEODPŁATNIE w chwili
                      obecnej (nie x lat temu). Tylko, nie
                      wykręcaj się tekstami typu : sobie poszukaj, na pewno coś znajdziesz itp. Jak
                      przywalasz takie zarzuty, to poproszę o konkretny namiar! I nie chodzi tu o
                      jakąś pojedynczą wizytę, lub nawet kilka u jakiegoś psychologa, tylko jak sama
                      sugerujesz, o regularną, prawdziwą psychoterapię u odpowiednio wyszkolonego
                      psychoterapeuty, specjalisty, znającego się również na problemach wychowawczych.
                      Sprawdzę, zapytam, poinformuję na forum.

                      Co do odpłatności: znasz piramidę potrzeb ? Jak mam nie kupić jedzenia, lub mają
                      mi wyłączyć prąd za niezapłacony rachunek (co się już zdarzało), to potrzeby
                      natury duchowej umiejscawiają się (a właściwie stale tam są)na zgoła innym
                      poziomie. I to nie tylko u mnie.
                      • wielbicielnaruto wydaje mi się, że to pytanie najlepiej skierować 27.04.10, 10:32
                        do Pani Agnieszki, moderatora forum. Skoro mogłać poczekać na pomoc
                        x lat, to pomoc terapeutyczna z NFZ jest bezpłatna, choć można na
                        nią trochę poczekać.
                      • rumpa Re: radola, odśwież sobie stronę zanim coś napisz 27.04.10, 11:26
                        nieodpłatna indywidualna na czerniakowskiej, termin na czwartek
                        22 5841227
                        na Dolnej 228412613 - nieodpłatna grupowa

                        www.psychoterapia.org/poradnia/
                        zestaw ośrodków z nieodpłatną terapią, również dla rodzin z dziećmi

                        terapia odpłatna u dobrej specjalistki kosztuje 400zł miesięcznie
                        dla przyjaciólki znalazłam dwie terapeutki na Pradze Południe,
                        nieodpłatne, w tym jedną z bardzo dobrymi referencjami, to było co
                        prawda dwa lata temu ale zawsze - przez opiekę społeczną chyba albo
                        niebieską linię.
                        Fundacja Początek około 10 lat temu jej plakaty wisiały dosłownie
                        wszędzie, bo była związana z akcją Rodzić po Ludzku. I tak tam
                        trafiłam.
                        W dalszym ciagu nie wiem:
                        co takiego było na tym wyjatkowym obozie
                        dlaczego był zmuszany do nauki skoro tego nie potrzebował
                        czy była rozwazana opcja nauki indywidualnej
            • mgla_jedwabna Re: czego ty właściwie oczekujesz? 26.04.10, 22:15
              Ten wątek wisi tu raptem 2 dni. Dajmy czas jego autorce na przetrawienie wszystkiego, co tu wyczytała. Tak od razu nie zmieni mentalności i nie zacznie nam przytakiwać, ale może dzieki naszym uwagom coś powoli zacznie się poprawiać.

              Basieńka, spróbuj wcielić w życie, co ci ludzie radzą, i napisz za jakiś miesiąc jak poszło.
          • mgla_jedwabna Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 22:31
            Jest pewna subtelna różnica między przejmowaniem się opnią psychologów itd. mając na celu dobro dziecka, a przejmowaniem się opiniami specjalistów, aby samej ne mieć kłopotów. Basieńki chyba nie interesuje, żeby dziecko nie miało kłopotów, tylko, żeby ona nie miała kłopotów z dzieckiem/ z powodu dziecka. Jak zespół psychologów poobserwował ją i dziecko przez lustro weneckie, to stwierdzili, że ona jest ok. W tym momencie Basieńka4 odetchnęła z ulgą i więcej syna do psychologów nie zabierała.

            Cała ta zdarta płyta stąd się bierze - Basieńka 4 boi się o siebie, o to, że wyjdzie na "złą matkę". A teraz hipoteza: Basieńka4 nie potrafi być może oddzielić tego od strachu o syna, który to strach też na pewno gdzieś tam jest, ale wymaga zupełnie innych metod postępowania. Jest to tak pomieszane, jak pomieszany jest rozkład odpowiedzialności, dostosowanie wymagań do wieku itd.

            Kto ma ochote, niech dyskutuje z tą hipotezą, ja się zabieram do pracy. Na dzisiaj dobranoc.
    • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 27.04.10, 09:39
      Chciałabym powiedzieć, ze poza jednym przypadkiem, kiedy to szkoła wysłała
      młodego na badania (za moją zgodą). to ja sama zabiegałam o takie badania. Nie
      wiem po jakiego groma miałabym chodzić na spotkania (np z tym lustrem), a było
      ich wiele, żeby tam odgrywać jakieś teatrzyki, żeby oni mnie ocenili jako taką
      czy inną matkę. Ja chciałam praktyczne porady, a zespół psychologów stwierdził,
      że mam wszelką wolę do współpracy. I prawidłowo stwierdził. To oni sami uznali
      się po tym wszystkim za niewystarczająco kompetentnych dla tego przypadku. A był
      to zespół kilku osób : pedagog, psycholog dziecięcy, psycholog dla dorosłych.To
      nie jest mój zarzut (niekompetencji) i nie mam pretensji, przeciwnie byłam pod
      wrażeniem uczciwego postawienia sprawy. Rzadko się zdarza, żeby jakiś
      specjalista tak sam o sobie powiedział, kiedy nie wie co dalej. Więc uznali, że
      może psychiatra pomoże. I tu trafiłam na konowała. Trudno nie mieć pretensji do
      lekarza, który przysłowiowego "termometru w tyłek nie wsadzi, a wypisuje
      diagnozę o zapaleniu płuc. To przenośnia. Czy ktoś z was chciałby być leczony
      przez takiego "specjalistę"? Czy ktoś z was nie nazywałby takiego cymbała -
      konowałem? No, nie wiem, ja mam stosunek nieco zdystansowany do autorytetów w
      ogóle. Autorytet, autorytetem, a ja czytać też umiem i zaczerpnąć wiedzy nt
      metod diagnozowania choroby, o którą jest podejrzenie też umiem. I w czym
      mądrzejszy jest taki konował ode mnie, żebym pozwoliła z mojego dzieciaka lekką
      ręką robić królika doświadczalnego, może jeszcze jakieś psychotropy do łykania?
      Do mnie przemawiają argumenty, a nie autorytety (że ktoś jest dr psychiatrii).
      Ja chciałam i nadal chcę dzieciakowi pomóc (i automatycznie sobie), ale nie
      rzucę dzieciaka jakimś idiotom "na pożarcie", bo z kolei jestem też taka, że za
      dzieciaka oczy wydrapię. I chyba nic w tym dziwnego, tak mi się wydaje.
      Miałam kilku facetów po drodze, ale nie pasował im mój syn (problematyczny)i
      ilość uwagi, jaką jemu poświęcam. Może i to jest nieprawidłowe, sama się
      zastanawiam, pewna nie jestem, ale taka już moja natura, że nigdy nie miałam
      cienia wątpliwości KOGO pożegnać przy tego rodzaju "konfliktach interesów". Tj
      facet-wypad, syn zostaje i nawet nie chcę słyszeć słowa gderania na mojego syna,
      żeby nie wiem jak słuszne było. Jak mi się który chciał narazić, to wystarczyło
      nagadać na mojego syna i już mógł zacząć "pakować walizki". Nie raz się
      zastanawiałam, czy ja dobrze robię. Nawet potrafiłam dojść do LOGICZNEGO
      wniosku, że może niekoniecznie. Logika, logiką, ale moje "wnętrze" wymiatało i
      całym swoim jestestwem mówiło: facet- żegnam.
      Ja sama czuję, ze mój stosunek do syna jest jakiś niezdrowy. Jestem zbyt
      poświętliwa i za bardzo się przejmuję. Dlatego uważam, że nie nadaję się na
      matkę i nigdy nią nie powinnam zostać. Za mało we mnie dystansu i zdrowego
      egoizmu. Obawiam się, czy to się zmieni. Jest to dla mnie tak szalenie trudne,
      takie nie do przebrnięcia, ze obawiam sie, czy uda mi się nabrać nieco dystansu,
      ale nieco, a nie po całości. Bo właśnie taka moja natura ze wszystkim: wóz, albo
      przewóz.
      Może brak mi asertywności? Może by się przydało. Są treningi. Jednak bardzo,
      bardzo, bardzo zniechęca mnie do tego znajomość z pewnymi ludźmi (niektórzy z
      rodziny) pracującymi zazwyczaj w wielkich korporacjach na stanowiskach. Oni mają
      takich treningów bez liku, na okrągło. Z biegiem lat dużo się nauczyli i ja to
      widzę. I coraz mniej ich lubię, a mówiąc wprost wcale nie lubię i to coraz
      bardziej zdecydowanie. Już nawet spotykać się z nimi nie chcę, ani najchętniej
      nie mieć nic do czynienia. Dla mnie to są roboty - cyborgi. A cała ta
      asertywność, to nic innego, jak eleganckie ubranie dla określeń EGOIZM i
      ZNIECZULICA. To są ludzie, którzy bliźniego w chorobie do szpitala nie zawiozą,
      bo wolą iść w tym czasie do kina dla własnego relaksu i własnej higieny
      psychicznej. To przykład abstrakcyjny (chociaż nie wiem). To sa ludzie, którzy
      przedłożą swój najbłahszy interes przed poważny problem bliźniego, który wymaga
      lub prosi o pomoc. I myślą, że jak ich nauczono ODMAWIAĆ w sposób kulturalny,
      spokojny i z odpowiedni wytrenowaną intonacją głosu, to już są kryci. Uważają
      się za asertywnych, a nie paskudnych egoistów. AKURAT ! Ja tego nie kupuję, ani
      na milimetr. Znam tych ludzi, jacy byli wcześniej i że można było na nich
      polegać w jakieś potrzebie i ze mieli wiele ludzkich odruchów i znam ich teraz
      po latach korporacyjnych treningów i szczerze ich nie lubię, na granicy z: nie
      znoszę. Wiwat treningi asertywności.
      • nat.wroclaw Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 27.04.10, 10:06
        Może zdążę odpisać zanim Cię tu obsiądą forumowe świętości bez skazy i
        zdiagnozują syndrom tego i owego.

        Baśka,

        >>Więc uznali, że może psychiatra pomoże. I tu trafiłam na konowała.

        Może warto spróbować jeszcze raz - poszukac dobrze rekomendacji (tu zaufałabym
        poleceniu Sebaldy, ona z racji zawodu ma kontakty, wiedze i rozeznanie).

        > Ja sama czuję, ze mój stosunek do syna jest jakiś niezdrowy. Jestem zbyt
        > poświętliwa i za bardzo się przejmuję. Dlatego uważam, że nie nadaję się na
        > matkę i nigdy nią nie powinnam zostać. Za mało we mnie dystansu i zdrowego
        > egoizmu.

        Oj, za mocne wnioski, za mocne. Nie jest idealnie (sama to wiesz), ale gdzie
        jest idealnie? Pewnie kazdy rodzic co jakis czas dochodzi do punktu w ktorym
        wali glowa w sciane i mowi: "No nie nadaje się, nie dźwigam".

        Emocje, emocjami, tak bywa, ze cos bardzo trudnego czasem tak "granicznie"
        przezywamy, jednak - REALNIE - masz rozum, dwie ręce, dwie nogi, głowę, serce i
        niemało chęci, żeby to poukladać. Spokojnie, powoli, DA SIĘ. Nawet jesli 14 lat
        była rownia pochyla w dol, to kolejne 60 lat moze byc do gory i coraz lepiej.
        Naprawde może.

        >Obawiam się, czy to się zmieni. Jest to dla mnie tak szalenie trudne,
        > takie nie do przebrnięcia, ze obawiam sie, czy uda mi się nabrać nieco
        dystansu ale nieco, a nie po całości. Bo właśnie taka moja natura ze wszystkim:
        wóz, albo przewóz.

        No to masz juz punkt zaczepienia, czyli tzw. "wgląd" w siebie. Najpierw
        świadomość że problem istnieje, potem zrozumienie dlaczego sie pojawił i
        dlaczego trwa, potem wejście w bliski kontakt ze sobą i powoli, małe kroki ku
        zmianie tego, co jest nieokej.

        Wiem, że masz średnie doświadczenia w kontakcie z psychologami. Ale to, o czym
        piszę wyżej warto by wesprzeć w kontakcie z sensownym terapeutą. Warto takiego
        poszukać (a tacy są, zapewniam!). Własnie po to, zeby nie dać się zamotać samej
        sobie we wlasne uprzedzenia, lęki, skłonnosci, utrwalone schematy dzialania,
        które choc obiektywnie nielogiczne, stają się silniejsze od logiki.

        Myslę, że nie asertywnośc czy jej brak jest tu najistotniejszy.

        Trzymaj się!

      • mgla_jedwabna Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 27.04.10, 14:11
        Zacznę od końca, czyli od pytania, jak sfinansować terapię.

        Twierdzisz, że jesteś dobrą specjalistką w swoim zawodzie i wyłącznie niedyspozycyjność między 8 a 10 rano uniemożliwia ci zmianę pracy na lepszą, m.in. lepiej płatną. To może jednak zmień pracę na lepiej płatną (wystarczy 400 zł więcej na miesiąc) i rozpocznij terapię po pierwszej wypłacie. Do tego czasu syna ze szkoły nie wyrzucą, a potem masz podkładkę - jest problem, ale pracujemy nad nim.

        Z poradami specjalistów było tak: zespół stwierdził, że matka jest ok, a dziecko przerasta ich możliwości. I co dalej zrobiłaś? Poszukałas lepszego specjalisty? Nie, zadowoliłaś się diagnozą, że sama jesteś ok.
        Psychiatra konował? Zdarza się. Trzeba było iść do następnego, a ty uznałaś, że swój obowiązek spełniłaś, skoro zabrałaś dziecko do psychiatry, a że konował, to nie twoja wina. Causa finita.

        Z tymi facetami po drodze:
        "Jak mi się który chciał narazić, to wystarczyło nagadać na mojego syna i już mógł zacząć "pakować walizki"(...)Logika, logiką, ale moje "wnętrze" wymiatało i
        całym swoim jestestwem mówiło: facet- żegnam."

        To się nazywa uleganie emocjom wbrew rozsądkowi. To, że ktoś ma uwagi dot. zachowania dziecka/ metod matki, to nie znaczy, że należy go natychmiast wyrzucać ze swojego życia. Żadna matka nie jest idealna, każda nieraz usłyszy jakąś uwagę. Jeśli będzie to mądra matka, to być może przyzna rację, zamiast spuszczać komentującego po brzytwie. Strzeliłaś sobie w stopę podwojnie, bo nie dość, że pozbawiłaś się możliwości skorygowania swoich metod wychowawczych, to jeszcze zostałaś bez jakiejkolwiek pomocy w wychowaniu oraz tzw. męskiego wzorca dla syna.

        Teraz dygresja o asertywności:

        To, że znasz kilku antypatycznych ludzi, którzy przy okazji są asertywni, to jeszcze nie oznacza, że asertywność jest be. To są niezależne od siebie cechy. Równie dobrze ci ludzie mogliby być antypatyczni i agresywni albo antypatyczni i pasywni, wycofani i niechętni do wszystkiego, prawda?

        A asertywność sama w sobie bynajmniej nie jest sztuką uszczęśliwiania otoczenia i siebie przy okazji. Jest sztuką wychodzenia na swoje, ale tak, żeby nie robić krzywdy innym. Czyli np. właśnie sztuką odmawiania w sposob uprzejmy, a nie mieszający proszącego z błotem. Nie ma to nic wspólnego z systemem wartości danego człowieka. Wydaje mi się, że nie znosisz swoich korporacyjnych znajomych za to, że są cynikami i egoistami, a nie za asertywność. Uwierz mi, można być asertywnym egoistą i nieasertywnym egoistą albo asertywnym cynikiem i nieasertywnym cynikiem, tak jak można być asertywnym idiotą i nieasertywnym idiotą. Oba gatunki występują w przyrodzie.

        (koniec dygresji o asertywności)

        Zresztą tobie Basieńka4, akurat nie asertywności brakuje, tylko moim skromnym zdaniem masz problem z rozkładem (=rozmieszczeniem, nie gniciem ;) ) odpowiedzialności, z konsekwencją, z kierowaniem się rozsądkiem, a nie emocjami.

        OK, nie twierdzę, że kierowanie się emocjami jest zawsze złe. Ale powinno być rezultatem świadomego wyboru, tzn. sam(a) decyduję, kiedy kalkulować na zimno, a kiedy ulegać porywom serca. A jeśli dochodzi do sytuacji, że działasz wg emocji, choć jest to ewidentnie na szkodę twoją i otoczenia (syna, niedoszłego partnera, osób, które mogłyby skorzystać z owoców twojej pracy - sama piszesz, że teraz się marnujesz), to coś jest nie w porządku i lepiej byłoby to naprawić.
        • sebalda Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 27.04.10, 14:42
          Basieńko4, odpowiadasz tylko na zarzuty, bronisz się zaciekle, trudno Ci przyjąć
          krytykę, łatwo ferujesz wyroki, bardzo się nakręcasz. Rozumiem, bo to wszystko
          nie jest przyjemne. Rozumiem, że doszłaś do ściany, ale może to nie jest tylko
          wina syna, ale i Twoja. To że w badaniach psychologów i po wizycie kuratora
          (zapowiedzianej czy nie?) wyszłaś, "że mucha nie siada" naprawdę nie oznacza, że
          masz odpowiednie podejście do syna. Na pokaz, w trosce o władną d... nie tak
          trudno zagrać dobrą, wręcz wzorową matkę.
          Piszesz, że syn łatwo nawiązuje kontakty, że nie jest źle traktowanych przez
          rówieśników (zatem można nawet przyjąć, że jest lubiany), ma ciekawe hobby. Czy
          nie daje Ci to do myślenia, że tylko w kontaktach z Tobą jest taki zły,
          niechętny, stanowi dla Ciebie "krzyż"?
          Ponowię swoje pytania i poproszę o odpowiedź, nie tylko w formie obrony przed
          zarzutami, ale dla umożliwienia zrozumienia niektórych Twoich zachowań w
          stosunku do młodego:
          Czy zdarzało Ci się w przeszłości (bo teraz jesteście na wojennej
          ścieżce)chwalić syna? Doceniać jego inteligencję i rzeczy pozytywne, o których
          piszesz?
          Czy tylko nakazy i zakazy? Od najmłodszych lat, a jak coś nie tak, to i pasek
          się zdarzył? Czy się mylę?
          O której młody chodzi spać? Ma swój pokój. Czy ma w nim komputer i telewizor?
          Jeśli tak, zabrać, a gonić spać o 21.
          I jeszcze odpowiedz szczerze: dlaczego, jak syn był w szkole podstawowej,
          pojawił się u Was kurator z sądu. Jakie były skargi ze strony szkoły? Syn nie
          pije, nie przeklina, nie jest agresywny. Trudno uwierzyć, że same spóźnienia
          były przyczyną takich działań ze strony szkoły i sądu.
          Czy biłaś syna?
          • fangora Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 27.04.10, 15:36
            Tak czytam i czytam i myślę, że Autorka rozpaczliwie woła o pomoc. Nagle zdała
            sobie sprawę, że życie przecieka jej przez palce, że sie zapętliła, "zafixowała"
            na synu, a o sobie całkowicie zapomniała. Jest samotna, w sile wieku i nie
            uwierzę, że nie chciałaby jeszcze kogos poznać, mieć poczucie bezpieczeństwa i
            oparcie w mężczyźnie. Sama uważa się za osobę na poziomie, wykształconą,
            wszechstronną.
            Mam wrażenie, ze jest uzależniona od swojego syna i nawet gdyby ich relacje były
            lepsze (choćby bez problemu porannego wstawania)to i tak znalazłaby coś, co nie
            dałoby jej spokoju w jego zachowaniu. Toksyczny związek.
            Ciekawa jestem opinii syna, co by powiedział na pytanie: jaka jest moja mama?
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 27.04.10, 17:05
      Zajrzałam jeszcze raz do tego wątku, prześledziłam go, przeczytałam niektóre
      wypowiedzi autorki wątku i reakcje na nie. Nie wdając się w szczegółową analizę
      poszczególnych stanowisk, bo wątek wzbudził ogromną dyskusję, mam następującą
      propozycję dla mamy czternastolatka.
      Warto uznać, że niezależnie od socjopatycznych tendencji, ewentualnego ADHD czy
      depresji, zachowań charakterystycznych dla nastolatka, to co robi Pani syn jest
      jakimś sposobem komunikowania się z Panią i z całym światem dorosłych. Z sobie
      znanych lub całkiem nieświadomych powodów Pani syn ponad miarę nie chce się
      podporządkować normom ustalonym przez ten świat. Obowiązek szkolny, porządek
      w pokoju, Pani polecenia. Syn stosuje też taki bierno - agresywny opór i na
      złość zmarnuje swoje 150 IQ, aby nikomu, nawet sobie, nie dać satysfakcji. Im
      szybciej się dowie po co to robi , tym lepiej dla niego.
      Dlatego proponuję odkodować ten komunikat. Ze względu na Waszą przeszłość i
      wspólne doświadczenia, warto pójść razem na konsultację do psychologa. Ważne
      jest to, że razem. Trudnymi dziećmi zajmuje się w Warszawie p. Basia Karyłowska
      - Arska, proszę spróbować też znaleźć namiary na p. Marka Czernuszczyka. Może
      ktoś z Fundacji Synapsis coś o nim będzie wiedział. Lub na SWPS, bo on chyba
      przyjmuje w ich Centrum Psychoterapii. Albo znaleźć kogoś z terapeutów z
      ośrodka w Zagórzu. I pójść razem, bo razem macie kłopot. Dodatkowo terapeuta
      sprawdzi czy z synem nie dzieje się coś poważniejszego, na co trzeba zareagować.
      To razem oznaczać będzie też, że nie tylko syna trzeba naprawiać, ale całą Waszą
      relację i Pani jest na to gotowa. To też będzie dla syna ważny komunikat, że nie
      jest wyłącznie dewiantem. Obawiam się, że w tym
      wypadku pomoc dla Pani samej będzie niewystarczająca. Trzeba nauczyć się
      porozumiewać. Niezależnie od tego dopiero może Pani sama korzystać z pomocy.
      Agnieszka Iwaszkiewicz
    • bubster Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 27.04.10, 18:04
      Chociaż rzadko chodzę do kościoła, to jednak czuję, że tym razem
      powinnam o
      tym wszystkim porozmawiać z psychologiem, ale księdzem. Czuję, że to ma
      jakiś
      związek z wiarą. Po prostu czuję.


      nie rozumiem
      niby dlaczego?
      • fangora Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 27.04.10, 19:25
        "Jak trwoga to do Boga"
        • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 28.04.10, 10:30
          Wszystkie informacje nt psychologów, psychoterapeutów pozbieram, posprawdzam,
          poustalam i będę coś działać. Dziękuję. Zobaczymy co wyniknie.
          Teraz odpowiem na kilka postów wg pamięci.

          Jak trwoga , to do Boga: Zgadza się.
          Wizyta kuratora/bicie: Czy biję ? Teraz już nie. Bo mi głupio. Jakoś wstyd i
          czuję się zażenowana. To zażenowanie jest jeszcze większe od wściekłości w danym
          momencie. Po prostu - nie wypada. Nie o obawę tu chodzi, że mi odda, lecz jest
          mi głupio bić takiego starego byka, bo jest to uwłaczające godności i poniżające
          dla niego. Wcześniej nie miałam takich odczuć, lecz inne. Wcześniej, jak mi
          nerwy puściły i nie widziałam już żadnego innego wyjścia, to wbrew opiniom
          psychologów o nieskuteczności bicia, musiałam uznać, że się mylą. Było bardzo
          skuteczne. I tylko to było skuteczne. Problem był w tym, że jak już pisałam, ja
          się do tego nie nadaję. Więc tak : osiągałam zamierzone efekty i skuteczność
          była wysoka, natomiast poprzez zastosowaną metodę, która do tych zamierzonych
          efektów doprowadzała, ja czułam się STRASZNIE. Nie wykluczam, że gorzej niż syn,
          a nawet przypuszczam. Bo on jakoś szybko dochodził do siebie, szybko po nim
          spływało. Np on już w godzinę po, ćwierkał radośnie w innym temacie, a ja miałam
          czarną rozpacz przed oczami przez pół dnia lub dłużej.
          W nadziei na znalezienie INNEJ, zastępczej metody, która byłaby równie
          skuteczna, ale nie barbarzyńska udałam się wówczas do tego zespołu psychologów
          (lustro weneckie). Chociaż oni nic nie poradzili, to jednak ja w dużej mierze
          odpuściłam, bo stwierdziłam : niech się dzieje wola nieba, ale ja nie mam siły
          psychicznej, ani moralnej, żeby tego dzieciaka tak tłuc, nawet, jeśli skutkuje,
          to ja się nie nadaję na tę rolę i mam gdzieś taki interes. Bo przecież
          każdorazowo było mi tego dzieciaka po prostu żal. I to jak ! Dzieciaka żal,
          siebie żal (bezsilność), ogólnie: interes do dupy. Więc przestałam. A teraz, to
          jest mi łatwiej (żeby nie tłuc), bo do tego doszło jeszcze to bardzo silne
          odczucie zażenowania (w przypadku ochoty).

          Kurator był, jak napisałam wyłącznie w sprawie spóźnień i nieobecności na
          pierwszych lekcjach, które były (i są) codzienną normą od lat. To jest
          niedostosowanie społeczne z zagrożeniem niewydolności wychowawczej polegającej
          na NIE przygotowaniu młodego człowieka do późniejszej, samodzielnej egzystencji
          w społeczeństwie, czyli podstawowa rola rodziców. Myślę, że jak Sąd dostaje
          oficjalne zgłoszenie jakiegoś problemu, to chyba musi jakoś zareagować. Więc
          przysłali kuratora, żeby sprawdził sytuację. Ten sprawdził, napisał dobrą opinię
          i sprawy nie było. Być może Sąd uznał to wszystko za nie aż takie groźne, nie
          wiem, tylko przypuszczam. Ale sprawdzić musiał, bo poszło drogą oficjalną.

          Obóz z którego syna nie wyrzucili: to był obóz przetrwania, coś w tym stylu. Nie
          kazali się myć. Nie przydzielali punktów karnych (brak nagrody) za nie
          posprzątany pokój. Pokoju nie było, tylko las. Zbiórek, apeli o określonej
          godzinie (na które się można spóźnić, przez co cały pokój dostaje naganę i jest
          wściekły na sprawcę)nie było. Więc syn przetrwał, a inni z nim. Jednak
          powiedział, ze było nawet znośnie, nawet ok, ale, żebym więcej go nie posyłała
          na takie coś, bo nie pojedzie jednak więcej. Obecnie, jedyny obóz , na który syn
          ma ochotę się wybrać i by pojechał bez protestów jest bardzo ściśle
          wyselekcjonowany przez syna via internet. Ten i żaden inny. Lub wcale. Więc
          wcale. Jest to obóz survivalowy z konkretnymi, wypunktowanymi zajęciami,
          atrakcjami. Koszt: 3500 zł za 14 dni. Nieosiągalne, nawet nie ma o czym mówić.
          Syn wie, że nierealne (i jak bardzo), nie naciska.
          • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 28.04.10, 11:20
            Kurator był, jak napisałam wyłącznie w sprawie spóźnień i
            nieobecności na
            > pierwszych lekcjach, które były (i są) codzienną normą od lat. To
            jest
            > niedostosowanie społeczne z zagrożeniem niewydolności wychowawczej
            polegającej
            > na NIE przygotowaniu młodego człowieka do późniejszej,
            samodzielnej egzystencji
            > w społeczeństwie, czyli podstawowa rola rodziców.


            ja rozumiem że nauczycielki w szkole twojego syna to debilki. o
            paniach z kuratorium mam zdanie jakie mam, ale przepraszam , na
            takie dictum to bym się im roześmiała w twarz. na tym pięknym
            świecie istnieje masa zajęć nie wymagających punktualności. Za to
            dużej inteligencji - czyli dokładnie na odwrót niż w przypadku
            wszelkiej masci urzędników i innych wykonawców dupogodzin, w tym
            nauczycieli. przecież to jakaś komedia.
            Czemu ty się tak ich boisz?
            Aby na pewno nie bylo to jednak w związku z biciem?
            tego komentować nie będę, bo już pisałam co myslę o człowieku
            gotowym kogoś zbic żeby mial porządek.

            Masz jakiś problem z władzą i zasadami. Nie wiem jaki, ale masz.
            • fangora Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 28.04.10, 12:41
              Teraz moge napisać, ze znam właściwie identyczny przypadek, tyle że "dziecko" ma
              już koło 30 lat.
              Rodzice rozwiedzeni, matka, powiedzmy wykładowca, znana w miescie, szanowana,
              ojciec, inzynier, niestety często popadający w depresje - dlatego też został
              porzucony. Dziecko: dziewczynka o nieprzeciętnej inteligencji, nieprzeciętnych
              umiejętnosciach (genialny rysunek!), najlepsza uczennica w szkole, przez kolegów
              z klasy zawsze uważana za "dziwną" (jak to u dzieci).
              Od najmłodszych lat dziewczynka nie wykazuje śladu empatii w stosunku do ludzi,
              wspólny język tylko ze zwierzetami, przyjaciół odnajduje wśród prostych,
              serdecznych ludzi ze wsi, na której mają domek letniskowy. Matka to osoba
              egzaltowana, która podobnie jak Autorka wątku nie odpuszcza, chce mieć idealne
              dziecko. A dziecko...nie potrafi się rano dobudzić, spędza godziny w toalecie,
              najczęściej czytając, nie ma w ogóle poczucia czasu, wszędzie sie spóźnia i
              kompletnie nie reaguje na pretensje innych. Co na to szkoła? Nic, bo po 1) jej
              matke wszyscy znają, a po 2), jest genialna, najlepsza z każdego przedmiotu,
              wygrywa olimpiady, konkursy. Wszystko robi bez najmniejszego wysiłku. Ale jest
              inna. Nie dba o swoje otoczenie (tylko o psa), nie przykłada się do wyglądu,
              higieny, porządku. Jest ładna dziewczyną, jedną z tych które nie potzrebują ani
              grama makijażu, żeby się podobać. Ale kiedy inne dziewczyny już się zakochują,
              stroją, ona ma to gdzieś. Nie pije, nie pali, nie przeklina, gra na gitarze i
              chodzi na dziesiątki przeróżnych kółek zainteresowań. Podejścia do czasu,
              higieny, porządku nigdy nie zmienia. Pod koniec liceum coś się załamuje. Matka
              zaczyna pracować jeszcze więcej, udziela korepetyci, bo córka zaczyna swoją
              przygode z psychoterapią. Do dziś nie wiem, na ile to była jej kolejna
              fascynacja, na ile faktyczna potrzeba, ale staje się uzależniona od psychlogów,
              terapeutów i psychiatrów. Wkrótce także od leków psychotropowych. Matka, tak jak
              i autorka , nadal tylko krzyczy i mówi: jesteś taka sama jak twój ojciec. To
              chyba nie pomaga. Tygodniami nie wychdozi z łóżka, a jak wychodzi, to znika na
              tygodnie mieszkając u przygodnie poznanych na internecie ludzi. Jakimś cudem
              zdaje maturę (nie jest juz genialna,a raczej nie chce byc). Nie pdoejmuje
              studiów, pracy, żyje na utrzymaniu wiecznie wrzeszczącej, ale nie potrafiącej
              jej zmienic matki. Leki pwoodują znaczący przyrost wagi, a co za tym idzie
              bulimię. Pojawiają się w jej życiu faceci, przywozi ich ze wsi. Wybiera
              młodszych, słabszych intelektualnie, nad którymi może górować, potem ich
              porzucać, zdradzać. Zaczyna pić, w wieku około 30 lat sięga po twarde narkotyki.
              Coraz rzadziej odpisuje na smsy...A matka nadal krzyczy, a do znajomych udaje,
              że wszytsko jest ok...
              Oby z Twoim synem było inaczej.
          • tully.makker Wlos sie jezy na glowie 28.04.10, 13:19
            to wbrew opiniom
            > psychologów o nieskuteczności bicia, musiałam uznać, że się mylą.
            Było bardzo
            > skuteczne. I tylko to było skuteczne. Problem był w tym, że jak
            już pisałam, ja
            > się do tego nie nadaję. Więc tak : osiągałam zamierzone efekty i
            skuteczność
            > była wysoka, natomiast poprzez zastosowaną metodę, która do tych
            zamierzonych
            > efektów doprowadzała, ja czułam się STRASZNIE. Nie wykluczam, że
            gorzej niż syn
            > ,
            > a nawet przypuszczam. Bo on jakoś szybko dochodził do siebie,
            szybko po nim
            > spływało. Np on już w godzinę po, ćwierkał radośnie w innym temacie

            Cyli lalas, aktowals swoje dziecko, i nawet uznalas, ze to skuteczna
            metoda, bo bijac go, bylas w stanie wymusic na synu, by robil to, co
            ty mu kazesz...

            Straszne, po prostu straszne.

            Jesli dziecko ma jakies zaburzenia, znecanie sie nad nim nie pomoze,
            a jesli jest "tylko" trudnym dzieckiem, to osiaggnelas niewiele -
            tylko to, ze pokazalas mu, ze przemoc jest skuteczna.

            Czytam to, co piszesz ze wzrastajacym przerazeniem.
          • mgla_jedwabna Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 28.04.10, 13:23
            Gdyby bicie było skuteczne, nie byłoby tego wątku. Jak sama widzisz, daleko tym biciem nie zajechałaś. Owszem, osiągałaś chwilowy efekt i dlatego pisesz o "skuteczności". Ale czy potrafisz wymienić choć jedną rzecz, której trwale nauczyłaś syna przy pomocy bicia?

            "jest mi głupio bić takiego starego byka, bo jest to uwłaczające godności i poniżające dla niego"

            Rozumiem, że bicie małego dziecka jest dla niego nobilitujące i wzmacnia jego poczucie godności?

            Cały czas twoje myślenie kręci się wokół własnego tyłka. Kiedyś było co łatwiej bić dla doraźnych efektów, to biłaś. Teraz łatwiej ci nie bić, to nie bijesz. Idziesz na łatwiznę, ulegasz emocjom jak trzylatek i jeszcze zgrywasz cudowną mamusię, co to po psychologach biega i tak się zamęcza, żeby syna na ludzi wyprowadzić. A fuj.
            • sebalda Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 28.04.10, 13:45
              Dziękuję za odpowiedzi na część moich pytań. Przypomnę tylko jeszcze o dwóch:
              czy zdarza Ci się pochwalić syna i czy on ma w pokoju komputer i telewizor. I
              jeszcze, jakie ma hobby? Próbowałaś go kiedyś namówić na wzięcie udziału w
              jakiejś olimpiadzie? Zachęcałaś go do rywalizacji, mobilizowałaś do tego, żeby
              się wykazywał w dziedzinach, ktore go szczególnie interesują. Sa w Warszawie
              szkoły (moje dzieci do takiej chodzą, wiem co mówię), w których promuje się
              uczniów zdolnych w danej dziedzinie, zachęca do rozwoju w tej dziedzinie, za to
              odpuszcza inne przedmioty, kladzie sie nacisk na zaintersowania dzieciaków, a
              nie na najlepsza średnią. Dzięki temu szkoła ma najlepsze wyniki, jeśli chodzi o
              liczbę olimpijczyków, a co za tym idzie, jest wysoko w rankingach.
              Dopingujesz młodego w jego zainteresowaniach? Czy skupiając się wyłącznie na
              egzekwowaniu wypełniania norm społeczno-szkolnych, tracisz z nim całkowicie
              dobry kontakt? Zacznij go mobilizować pozytywnie, a nie negatywnie. Daj mu
              pozytywne przekazy, zachęć do rozwijania się, a nie tylko do obowiązków.
              Dzieciak zadowolony zawsze jest chętniejszy, z czasem zrozumie, że choć pewne
              normy go nudzą, są niezbędne. Ale on ma to zrozumieć, a nie mieć wbite siłą do
              głowy.
              Syn jest w drugiej klasie gimnazjum? Jest raczej z tych rachitycznych, czy jest
              wyrośnięty? Mój ma 192 cm wzrostu i jeszcze rośnie. Pewnie dosięgnie 2 metrów,
              aż się boję:)
          • marianka_marianka Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 28.04.10, 15:05
            wbrew opiniom
            psychologów o nieskuteczności bicia, musiałam uznać, że się mylą. Było bardzo skuteczne. I tylko to było skuteczne. Więc tak : osiągałam zamierzone efekty i skuteczność była wysoka, natomiast poprzez zastosowaną metodę, która do tych zamierzonych
            efektów doprowadzała, ja czułam się STRASZNIE. Nie wykluczam, że gorzej niż syn, a nawet przypuszczam. Bo on jakoś szybko dochodził do siebie, szybko po nim spływało. Np on już w godzinę po, ćwierkał radośnie w innym temacie, a ja miałam czarną rozpacz przed oczami przez pół dnia lub dłużej.


            Ćwierkał sobie radośnie po biciu - wiesz dlaczego? Bo się przyzwyczaił do regularnego okładania, dostosował się i tak sobie właśnie radził z tym co mu robiłaś.
            A ty biedna źle się z tym czułaś...
            Gorzej niż Twój maltretowany syn...

            Dla mnie jesteś PSYCHOPATKĄ.
            • sebalda Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 28.04.10, 16:11
              Ćwierkał radośnie, czyli jednak kontakt z nim był, nie jest nieczułym,
              zamkniętym w sobie, odpychającym dzieckiem, jak go wcześniej tutaj przedstawiano.
              Mechanizmy obronne dziecka bitego?

              "ja czułam się STRASZNIE. Nie wykluczam, że gorzej niż syn"
              Mąż i ojciec chorobliwie agresywny też po fakcie bicia żony i dzieci ma wyrzuty
              sumienia, przeprasza, obiecuje poprawę, do czasu następnego ataku.
              Mały odpychał mamusię rączkami, musiał dostać za takie niegrzeczne zachowanie.
              • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 28.04.10, 18:03
                Biorąc pod uwagę ostatnie posty, widzę, ze wszyscy zupełnie nie rozumiecie, nie
                przyjmujecie do wiadomości, ze to ja sama, z własnej, nieprzymuszonej woli
                zgłosiłam się swojego czasu w spr. bicia o pomoc do psychologów. Nikt mnie nawet
                nie namawiał, nikt mi nawet nie radził.

                Oczywiście, co i jak bym nie zrobiła, nawet, jeśli nawet prawidłowo, to zawsze
                zostaną mi przypisane co najmniej złe intencje, jak widzę.
                Co z tego, ze podróżujący do Krakowa, trafił do tego Krakowa, kiedy trafił tam
                na pewno (!) dzikim przypadkiem, bo zasadniczo ten debil chciał na pewno (!) do
                Gdańska. Więc niby znalazł się w Krakowie, lecz nieważne i tak debil i tak debil.

                To nie ma sensu.
                • mgla_jedwabna Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 28.04.10, 22:19
                  Dlatego, że do psychologów chodziłaś we własnym interesie, nie w interesie syna. Jak powiedzieli, że nie jestes złą matką, to przestałaś.
                • morekac Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 00:48
                  ze to ja sama, z własnej, nieprzymuszonej woli
                  > zgłosiłam się swojego czasu w spr. bicia o pomoc do psychologów.
                  Nikt mnie nawe
                  > t
                  > nie namawiał, nikt mi nawet nie radził.
                  Poszłaś,stwierdziłaś, że z tych psychologów to głupki są i na tym
                  skończyła się twoja aktywność? Co zrobiłaś - poza samorozgrzeszeniem
                  się?
                  • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 08:22
                    morekac napisała:

                    > Poszłaś,stwierdziłaś, że z tych psychologów to głupki są i na tym
                    > skończyła się twoja aktywność? Co zrobiłaś - poza samorozgrzeszeniem
                    > się?

                    Wylądowałam u kolejnego psychologa dziecięcego na x spotkań. Ten usiłował
                    załatwić mi termin do poradni ADHD u dr Wolańczyka (podobno świetny
                    psychiatra)na Marszałkowskiej, żeby chociaż rzetelnie zdiagnozować, czy chodzi o
                    ADHD lub ew co innego. Psycholog, pomimo swojego wstawiennictwa uzyskał
                    informację (na moich uszach), ze zapisów i nowych przyjęć nie ma, bo następny
                    wolny termin musiałby być za 2 lata, więc nie zapisują wcale. Polecana przez
                    poradnię alternatywa: brak.
                    Potem już nic.

                    morekac napisała:

                    > Poszłaś,stwierdziłaś, że z tych psychologów to głupki są i na tym
                    > skończyła się twoja aktywność? Co zrobiłaś - poza samorozgrzeszeniem
                    > się?

                    Nie, to wy uznajecie ich za głupków. Cały ten zespół kierunkowo wykształconych
                    ludzi, oraz innych psychologów u których byłam, bo przecież tamci nie byli
                    jedyni. To oni sami uznali swój brak kompetencji, bo to byli profesjonaliści w
                    SWOIM zakresie. Onkolog nie leczy złamanej nogi. Po stwierdzeniu, ze raka brak,
                    odsyła do innego specjalisty, np podejrzewa, że potrzebny będzie chirurg.
                    To wy uznajecie się za mądrzejszych od tych wszystkich psychologów, którzy ze
                    mną w realu na w sumie kilkudziesięciu sesjach przegadali, którzy w realu z
                    synem przegadali, przeobserwowali, z nauczycielami i wszystkimi świętymi wywiady
                    porobili i pomimo swojego wykształcenia, swojego doświadczenia nie stwierdzili
                    takich rewelacji, jakie stwierdzacie wy na odległość. I wcale was nie
                    zastanawia, dlaczego wszyscy specjaliści po mojej drodze zupełnie nie zauważyli
                    tego, ażebym była narcystyczną psychopatką itp, tudzież w ogóle , ażeby
                    istniejące problemy wywodziły się w znaczącej mierze z mojego postępowania.
                    Wiadomo, że nikt (ani ja sama) nie będzie pochwalał bicia. Tylko, że kwestia
                    przyczyny, skutków, konsekwencji, reakcji, interakcji jest o wiele bardziej
                    złożona, skomplikowana, aniżeli wielu psychologom-amatorom się wydaje.
                    Pewnie! Już wiem, co powiecie. Psychologowie nie zauważyli tej mojej wredoty,
                    patologi skrajnej, bo się kryłam, udawałam, kłamałam i odstawiałam teatrzyki. I
                    wyście to w mig rozpoznali, to moje zakłamanie, a oni głupki zupełnie nie
                    rozpoznali i dali sobie wcisnąć ciemnotę. Ale wy jesteście mądrzejsi,
                    sprytniejsi i macie większą wiedzę od nich. Natomiast to ja jestem narcyzem!-
                    żeby było jasne.
                    No, to wypada sobie przypiąć medal i się samemu poklepać po ramieniu. I tak
                    człowiek się czuje od razu dobrze, czuje się lepszy.
                    Ale tego z kolei ja zupełnie nie kupuję. Nie do końca zrozumieliście drugie dno
                    mojego ostatniego postu o realnym i wirtualnym świecie.
                    Otóż uważam, że wielu z was, tutaj swoje oburzenie wykładając, cudzy problem
                    wykorzystując do wyrzygania się na osobę, która go odkryła, aby samemu poczuć
                    się tym lepszym, to są właśnie ci sami ludzie, którzy w realu (a nie klawiaturą)
                    odsyłają mojego syna z kolonii, uznając (w realu) , że w dupie mają niesfornego
                    bachora, jego dobro i nie dobro i niech matka się z nim męczy , skoro urodziła,
                    a gdyby nawet miała zlać mu tyłek, to jej problem, wystarczy głowę odwrócić w
                    drugą stronę. I poczekać, aż ktoś w netcie opisze swoje problemy wychowawcze,
                    będzie dobra okazja do zagrania rycerza na odległość i przypięcia sobie samemu
                    medalu.



                    • p_wolf Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 10:07
                      > Otóż uważam, że wielu z was, tutaj swoje oburzenie wykładając, cudzy problem
                      > wykorzystując do wyrzygania się na osobę, która go odkryła, aby samemu poczuć
                      > się tym lepszym, to są właśnie ci sami ludzie, którzy w realu (a nie klawiaturą
                      > )
                      > odsyłają mojego syna z kolonii, uznając (w realu) , że w dupie mają niesfornego
                      > bachora, jego dobro i nie dobro i niech matka się z nim męczy , skoro urodziła,
                      > a gdyby nawet miała zlać mu tyłek, to jej problem, wystarczy głowę odwrócić w
                      > drugą stronę.

                      Kapitalne zdanie ;))) pod względem gramatycznym, merytorycznym, po prostu każdym.

                      Twoja teorie są słuszne i zazębiają się w jedną spójną całość. Tak naprawdę to asertywność jest odpowiedzialna za całe zło, to ona sprawia że obcy ludzie z niewiadomych przyczyn nikczemnieją i nie chcą brać odpowiedzialności za twoje dziecko, mają w dupie i odwracają głowę.
                      A następnie ci wstrętni asertywni siadają do klawiatur i w internecie wylewają pomyje na biedną basieńkę, aby poczuć się lepiej.

                      Rozgryzłaś wszystkich tutejszych zawistników za jednym zamachem. Jakim cudem jedna osoba może być aż tak przenikliwa?
                    • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 10:27
                      wiesz trochę trudno Ci wierzyc
                      twierdzisz że szkoła nasłała sąd czy tam co tylko i wyłaćznie o
                      spóźnienia - wiesz, żyję w tym kraju , i doskonale wiem że zmusic
                      kogokolwiek do zainteresowania się losem dziecka jest prawie
                      niemożliwe. Nie odbieraja praw rodzicielskich ani dzieci pijaczce i
                      narkomace której maluchy lat 4 i 2 chodzą w kapciach i żebrza o
                      jedzenie w zimie, bo u mamuni trwa impreza,. Ja to widze, to moja
                      ulica, interweniuję a ty mi wjeżdzasz z takim historiami. Noo po
                      prostu nie wierzę.Daj mi namary na ten sąd i kuratorium, to tam będę
                      szukać pomocy, bo mam kolejną kretynke na widelcu i nic jej nie mogę
                      zrobić.
                      Druga sprawa - podobno nie możesz chodzić na terapię bo w ogole to
                      bardzo chętnie itd, bo nie masz kasy. W ciągu 15 minut znalazłam
                      bezpłatne oferty.I to jeszcze na ten sam tydzien indywidualną!!!
                      Wniosek - znowu nie wiesz o czym mówisz.
                      Kolejne - psycholodzy nie wiedzą co zrobić żeby syn był normalny. No
                      więc może trzeba po prostu sprawdzić które wymagania normalności sa
                      ok a które nie, w przypadku tego konkretnego dziecka. Bić żeby
                      posprzatał? Poje...ało cię, przepraszam? Zawsze myslałam że
                      dzieciaka uczy się sprzątać, żeby sam koło siebie chodził a ty miała
                      mniej roboty. tutaj nie masz mniej roboty, wręcz przeciwnie. Owszem
                      zmusisz go żeby pod twoje dyktando posprzatal, tylko co z tego? Jest
                      bardzo mozliwe że on po prostu nie potrzebuje i ma gdzieś porządek,
                      a znęcanie się nad nim tylko to utrwali.
                      Znacznie łatwiejsze byłoby trzymanie żarcia w kuchni i olanie tego
                      co się tam dzieje w jego pokoju. Ja miałam tak samo, acha, chyba
                      jednak mam tego aspergera, wczoraj sobie test zrobiłam, dzięki
                      koleżance, co podesłała linka.
                      Nie chce chodzic do szkoly. Jaka jest możliwość że mając IQ 150 po
                      prostu nudzi się jak mops? Może nauczanie indywidualne? Skoro jest
                      cofniety w rozwoju emocjonalnym, oficjalna diagnoza, jaki jest sens
                      zmuszania go rzeczy, do których uzyskuje się - uwaga - dojrzałość
                      szkolną? On jej nie ma, czy nikt tam nie odróznia intelektu od
                      emocji? Otóż sens jest miej więcej taki sam jak zmuszanie
                      czterolatka do pracy zawodowej i grożenie mu biciem że nie potrafi
                      spędzić 8 godzin w robocie w pełnym skupieniu. Pozostaje wymyslic
                      sposób, aby wilk był systy i owca cała, czyli taki sposób nauki
                      który by go wciągnął. Jak widać po obozie, jednak są miejsca gdzie
                      się potrafi odnaleźć.Ok, jako tako odnaleźć.
                      Bić żeby zrobił lekcje?
                      Po cholerę, z takim IQ nie ma możliwość żeby nie zdał, bo jemu
                      przyswojenie materiału zajmuje ułamek czasu potrzebnemu
                      przyzwoitemu, normalnemu dziecku.
                      No nie każdy rodzic z przecuietnym IQ jest w stanie to pojąć, ok.

                      Problem polaga na tym że ty go chcesz obrobic pasem i siekierą żeby
                      zaczął się zachowywać normalnie.
                      a może on nigdy normalnie się zachowywać nie będzie?
                      tak po prostu, zawsze będzie dziwadłem i tyle.Wybitnie inteligentnym
                      dziwadłem, brudnym, śpiącym do popołudnia, żrącym byle g...ale może
                      spełnionym może uda się mu , wam znaleźć coś co będzie sensem jego
                      życia.
                      Jak mój syn, tylko u niego nie w takim stopniu. Dopóki nauczycielka
                      w Polsce straała sie go unormalnić, było piekło. Bo ona niema czasu
                      , bo ma dzieci w klasie bo to bo tamto. Myśl przewodnia była jednak
                      inna - masz byc taki jak ja uważam że powinieneś.Typowe dla grajdoła
                      gdzie rządzą aptekarz z księdzem. Na szczęście wyjechalismy do
                      Holandii - i mimo że w klasie było tyle samo dzieci, w dodatku na
                      róznych poziomach kompetencji językowej, tam nauczycielka znalazła
                      czas żeby iść za moim synem, obserwować go i używać tego co on lubi
                      żeby mu pomóc się rozwijać, w jego tempie i na jego sposób.
                      Efekty były powalające, moje dziecko samo z siebie chciało
                      wystepować w przedstawieniu, gdy u pani w Polsce dostało histerii że
                      nie.Akurat u Twojego mogłoby to wymagac więcej pracy, na przykład
                      indywidualne nauczanie.
                      Mam wrażenie że chcesz zmusić beznogiego do maratonu, a protezy mu
                      nie kupisz bo - nie istnieją.
                      Zawsze uważałam że mam być rzecznikiem potrzeb mojego dziecka, a nie
                      egzekutorem wymagań społeczeństwa. Rodzina pukała się w głowę, teść
                      wieszczył klęskę i żądał bicia. Tyle że teraz mam dziecko które mi
                      ufa, no z wyjatkiem słodyczy, wie ze nie wolno nic zostawiać w moim
                      zasięgu :))) które bardzo powoli nadrabia zaległosci emocjonalne,
                      ale nadrabia. A teść cóż, z synem i córką jest w stanie tylko
                      wymienić komunikaty.
                      podpisane - dziwadło
                    • kiira_korpi Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 11:16
                      Basieńko, ja Ci wierzę. Pomyślałam, że muszę to napisać, żebyś nie
                      miała takiego poczucia, że musisz walczyć ze wszystkimi
                      internetowymi mądralami, którzy Ci próbują zrobić pranie mózgu i
                      wykorzystują każde zdanie przeciwko Tobie. Cokolwiek byś tutaj nie
                      napisała, co poniektórzy i tak zinterpretują to na Twoją niekorzyść.
                      Więc nie ma to sensu. Nie chcę żebyś się niepotrzebnie szarpała, bo
                      dość masz zmartwień i stresów, a w tej walce z
                      internetowymi 'betonami' i tak nie masz żadnych szans.
                      Szukaj pomocy w realnym świecie, bo tutaj co poniektórzy chcą tylko
                      wyrzygać na Ciebie swoje frustracje, by poczuć się lepszymi.

                      Ja Ci wierzę, bo od początku miałam wrażenie, że już kiedyś czytałam
                      podobną historię, więc poszperałam w pamięci i w archiwum i
                      znalazłam Twój wątek pisany rok temu na emamie.
                      Tam też Ci nie chcieli wierzyć, dopiero osoby, które spotkały się z
                      podobnym problemem u znajomych dzieci, były skłonne dać wiarę i nie
                      podejrzewać Cię o konfabulacje, psychopatię, złą wolę i ogólnie o
                      całe zło tego świata;).
                      Cóż, z dużym prawdopodobieństwem masz syna socjopatę. Z tym da się
                      żyć (nawet całkiem wygodnie), ale niestety nie jest to dobry
                      człowiek. I nie bez kozery właśnie ja to piszę, bo coś niecoś wiem z
                      autopsji.

                      Co zrobić w takiej sytuacji? Nie ukrywam, że problem i mnie
                      przerasta. Jeżeli odpuścisz, chłopak puszczony samopas ma jeszcze
                      większe szanse, aby się zmarnować, jeżeli dalej będziesz tyle
                      energii ładować w próby utrzymania go w ryzach, Ty się wykończysz.
                      Bo widać, że zaczyna Ci już brakować sił.
                      Ja jednak zadbałabym na Twoim miejscu bardziej o siebie, o swoje
                      życie zarówno zawodowe i osobiste, ponadto prawdopodobnie
                      prowadziłabym syna bardziej twardą ręką, konsekwentnie domagając się
                      wykonywania określonych czynności. Nie pomaga w domu, nie
                      przygotowuje posiłków? - nie będzie jadł. Człowiek może żyć bez
                      jedzenia z miesiąc co najmniej, więc taki gówniarz nie będzie mną
                      manipulował. Nie sprząta? Będzie żył w syfie. Za to odebrać mu
                      wszystkie przyjemności, komputer, wyjścia z kolegami, letnie
                      wyjazdy, no i na miłość boską nie tworzyć mu latem na podwórku
                      tropikalnej wyspy z basenem, po to, by mógł się pobawić z kolegami,
                      a Ty jak zwykle musisz po nim posprzątać.
                      I przede wszystkim bądź konsekwentna.

                      Wiesz co, może Ty to wszystko już przerabiałaś, może faktycznie nie
                      skutkuje, ale spróbuj prowadzić twarde, konsekwentne wychowanie z
                      określonymi sankcjami za nieprzestrzeganie reguł. Bo mam wrażenie,
                      że byłaś za miękka i za często mu odpuszczałaś i robiłaś coś na
                      niego. No i wreszcie, niech on tak nie będzie pewny Twojej miłości,
                      bo jej pokłady nie są niewyczerpane i naprawdę mogą w końcu się
                      wyczerpać.
                      Żałuję, że nie mogę Ci pomóc, ale ten problem mnie przerasta.
                      Przerasta tak naprawdę prawie wszystkich ludzi (łącznie z tymi
                      internetowymi mądralami), tyle, że nie potrafią się do tego
                      przyznać, zamiast tego wolą uparcie doszukiwać się winy w Tobie,
                      wybielając na siłę dzieciaka.
                      • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 11:38
                        daj linka, plis

                        Nie pomaga w domu, nie
                        > przygotowuje posiłków? - nie będzie jadł. Człowiek może żyć bez
                        > jedzenia z miesiąc co najmniej, więc taki gówniarz nie będzie mną
                        > manipulował. Nie sprząta? Będzie żył w syfie. Za to odebrać mu
                        > wszystkie przyjemności, komputer, wyjścia z kolegami, letnie
                        > wyjazdy, no i na miłość boską nie tworzyć mu latem na podwórku
                        > tropikalnej wyspy z basenem, po to, by mógł się pobawić z
                        kolegami,
                        > a Ty jak zwykle musisz po nim posprzątać.
                        > I przede wszystkim bądź konsekwentna.

                        nikt nic innego nie radził

                        Żałuję, że nie mogę Ci pomóc, ale ten problem mnie przerasta.
                        > Przerasta tak naprawdę prawie wszystkich ludzi (łącznie z tymi
                        > internetowymi mądralami), tyle, że nie potrafią się do tego
                        > przyznać, zamiast tego wolą uparcie doszukiwać się winy w Tobie,
                        > wybielając na siłę dzieciaka.

                        jakie na siłe i jakie wybielając?
                        babka twwierdzi ze nie ma darmowej psychoterapii - jest zajęło mi
                        całe 15 minut wyszukanie ofert
                        babka twierdzi że za spóźnienia grozi sąd i kurator - no weź mnie
                        nie rozśmieszaj, ok?
                        co to znaczy za dobra i za miękka?
                        to oznacza - fatalna matka
                        nie ma czegoś takiego jak za dobra i za miekka, jest za słaba za
                        podatna wpływom, za mało asertywna, nie wiedząca czego chce,
                        ulegająca emocjom
                        nastepnie winę za konsekwencje zachowań zwalajaca na dzieciaka bo
                        niby ona taka dobra

                        basen w ogródku ? a potem sama musi sprzątać?

                        hehe, przytomna kobieta
                        i wierdzisz że taka osoba nie potrzebuje psychologa?

                        ostatnio wywaliłam śmieci do łózka synowi, bo ich nie wyniósł
                        niby je pozbierał i odniósł mi, ale widocznie trauma zbierania była
                        na tyle duża że już wynosi bez gadania

                        nie chce jeść?
                        mój młodszy wył mi dwie godziny że jest głodny - z książką
                        przeczekałam, a potem się okaząło źe jest w stanie zrobić sobie
                        kanapkę bez problemów - oczywiście pochwaliłam a on poczuł się dumny

                        psychopatię, złą wolę i ogólnie o
                        > całe zło tego świata;).

                        raczej o porabanie umysłowe, bo trzeba coś mieć nie tak żeby uważać
                        że tłuczenie dziecka pasem to jest właściwy sposób na porządek i
                        robienie lekcji
                        a jeśli jest jedyny - to cóż, po prostu nie ma sposobu.
                      • p_wolf Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 11:43
                        > Cóż, z dużym prawdopodobieństwem masz syna socjopatę. (...)
                        > ale niestety nie jest to dobry
                        > człowiek.

                        Tak, to zły, 14-letni człowiek, socjopata z wilczymi oczami. A zło jego zaiste, ukryte jest głęboko, w genach, w złym kodzie DNA który odziedziczył po złowrogim ojcu.
                        A może opętał go Szatan? Z tym księdzem było coś na rzeczy, może syn potrzebuje dobrego egzorcysty?

                        Przepraszam za niemerytoryczne wpisy, ale nad niektórymi wypowiedziami unoszą się coraz gęstsze opary absurdu.
                    • morekac Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 11:51
                      Rozumiem, że od 12 lat usiłujesz zdiagnozować ADHD u syna? Zwykle
                      trwa to jednak nieco krócej ;-).
                      Być może on ma jakieś zaburzenie, być może ty nie postępujesz
                      właściwie, a być może musisz zaakceptować to, że syn jest po prostu
                      inny niż ty sobie życzysz. I że nigdy nie spełni twoich oczekiwań -
                      bo nie jest w stanie.

                      >Syn
                      nie sprząta swoich rzeczy, nawet naczyń nie odnosi, nawet brudnych
                      ciuchów do
                      kosza nie wrzuca. Muszę sama czasem sprzątnąć po nim, żeby mi się
                      robaki w
                      mieszkaniu nie zalęgły z jego pokoju. Jak mu nie zrobię jeść, to nie
                      zje 3 dni
                      (sprawdzone).
                      Znaczna część nastolatków ma takie objawy ;-)
                      A ja sprawdziłam, że każdemu kończą się kiedyś czyste majtki i
                      skarpetki ;-).
                      Jedzenie trzymaj w kuchni, 14-latka nie trzeba już karmić, to nie
                      dzidziuś, ma dwie rączki, to się obsłuży. Czyste kubki też się
                      kiedyś kończą...
                      Jak się robale zalęgną, to wtedy będziesz się martwić.

                      >Zupełnie nie wzrusza go widok, kiedy nieraz pot mi
                      dosłownie spływa po tyłku z wysiłku, zmęczenia
                      Robisz to po to, żeby się wzruszył? Większośc ludzi zachowuje
                      stoicki spokój, kiedy inni się męczą.

                      >Ledwo
                      starcza mi sił i fizycznych i jeszcze bardziej psychicznych na
                      odgrywanie
                      żandarma (dosłownie jemu nad głową)w kwestii odrabiania codziennych
                      lekcji do
                      szkoły. To są zawsze te 2-3 godziny wyjęte z mojego życiorysu, kiedy
                      muszę się
                      wyłącznie tym zajmować
                      Myślę, że nie skończy żadnej szkoły średniej

                      jego zycie i jego lekcje. Ani lekcji nie odrobisz za niego, ani do
                      szkoły nie pójdziesz, ani życia nie przeżyjesz. odpuść, będziesz
                      zdrowsza. Bez studiów i szkoły średniej też ludzie żyją, zarabiają
                      pieniądze (czasem całkiem przyzwoite) i są szczęśliwi. To nie jest
                      warunek konieczny do dobrego życia.

                      pomimo dobrego przykładu w mojej osobie :studia na bdb
                      Czy te studia na bdb sprawiły, że jesteś szczęśliwsza/masz lepszą
                      pracę (satysfakcjonującą, dobrze płatną)/masz udane życie rodzinne?
                      • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 12:02
                        Jak się robale zalęgną, to wtedy będziesz się martwić.

                        ja chowałam żarcie , bo matka ubzdurała sobie ile powinnam jeść
                        :)))) no i czasem zapominałam wywalić
                        mrówki się nie zaległy ale w pewnym momencie wylazło trochę białych
                        gąsienniczek :))))
                        wystarczyło usunąc pożywkę i już


                        upełnie nie wzrusza go widok, kiedy nieraz pot mi
                        > dosłownie spływa po tyłku z wysiłku, zmęczenia
                        > Robisz to po to, żeby się wzruszył? Większośc ludzi zachowuje
                        > stoicki spokój, kiedy inni się męczą.

                        mnie też nie rusza,nigdy nie ruszało, moje dzieci też nie rusza,
                        mojego męża tylko irytowało...
                        tak szukam kogoś kto by sie przejmował...
                        eee, nie znam

                        pomimo dobrego przykładu w mojej osobie :studia na bdb
                        > Czy te studia na bdb sprawiły, że jesteś szczęśliwsza/masz lepszą
                        > pracę (satysfakcjonującą, dobrze płatną)/masz udane życie
                        rodzinne?

                        no, jak znam psychologie dziecka to aż sie pali brać przykład z
                        osoby lejącej go pasem

                        tak, trzeba przyznać, że basieńka jest wyjątkowo na bakier z
                        rzeczywistością
                    • mgla_jedwabna Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 12:53
                      "No, to wypada sobie przypiąć medal i się samemu poklepać po ramieniu. I tak człowiek się czuje od razu dobrze, czuje się lepszy."

                      Projekcja widoczna gołym okiem. Przypisujesz innym własne intencje.

                      Nikt normalny nie poczuje się lepiej przez to, że gdzieś tam jakiś nastolatek ma dysfunkcyjną matkę. Nikt z piszących w tym wątku nie robi tego po to, żeby sobie zrobić dobrze (namy przyjemniejsze sposoby ;).

                      "Ale tego z kolei ja zupełnie nie kupuję. Nie do końca zrozumieliście drugie dno
                      > mojego ostatniego postu o realnym i wirtualnym świecie.
                      > Otóż uważam, że wielu z was, tutaj swoje oburzenie wykładając, cudzy problem
                      > wykorzystując do wyrzygania się na osobę, która go odkryła, aby samemu poczuć
                      > się tym lepszym, to są właśnie ci sami ludzie, którzy w realu (a nie klawiaturą
                      > )
                      > odsyłają mojego syna z kolonii, uznając (w realu) , że w dupie mają niesfornego
                      > bachora, jego dobro i nie dobro i niech matka się z nim męczy , skoro urodziła,
                      > a gdyby nawet miała zlać mu tyłek, to jej problem, wystarczy głowę odwrócić w
                      > drugą stronę. I poczekać, aż ktoś w netcie opisze swoje problemy wychowawcze,
                      > będzie dobra okazja do zagrania rycerza na odległość i przypięcia sobie samemu
                      > medalu."

                      O, teraz zgrywamy na taką, co to produkuje głębokie wypowiedzi o drugim dnie, tak? A czemuż to nie napiszesz wprost, o co ci chodzi?

                      Świat jest większy, niż ci się wydaje. Wiem, że brzmi to protekcjonalnie, ale twój post właśnie tej odpowiedzi wymaga. Przyjmij, proszę, do wiadomości, że to niekoniecznie ci sami ludzie odsyłają twojego dzieciaka z kolonii i jednocześnie piszą w tym wątku. Tak, jak z pewnością nie są to ci sami ludzie, którzy piszą, że absolutnie nie wolno bić dzieci i ci, którzy patrzą ze zrozumieniem, jak matka leje dziecko z braku lepszego pomysłu.

                      Zresztą - ty znowu widzisz świat w barwach czarno-białych. Tak, jak własny obraz masz dostępny w 2 wersjach "matka-dręczycielka" i "matka olewająca", tak obraz pozostałych osób mających styczność twoim synem jest u ciebie zbiorowy i tez tylko w 2 wersjach: "wirtualni rycerze" i "wstrętna znieczulica". Dodam, że ta znieczulica, która cię tak boli, to znieczulica na twoje problemy. Znieczulica na problemy syna nie rusza cię nic a nic. Tak naprawdę masz żal do tych ludzi (czyli również do nas, w tym wątku), że nie chcą cie zrozumieć i przyznać racji. Jak ktoś krytykuje, to pewnie ma egoistyczną motywację jak w opisie. W realu masz pretensję do rodziny, wychowawców na koloniach, że nie chcą ulżyć tobie, umęczonej mamusi, biorąc dzieciaka na wakacje itp.

                      Podejrzewam, że słowa psychologów (jeśli znalazł się między nimi jakiś profesjonalista) też spływały po tobie jak woda po gęsi. Przecież na wszystko masz gotową odpowiedź. Traktujesz rzeczywistość wybiórczo, tak aby pasowała do obrazka "poświęcająca się matka - wyrodny syn - wdupiemające otoczenie".

                      Dotąd powstrzymywałam się przed nazywaniem cię narcyzem, ale tym postem sama mnie przekonałaś, że nim jesteś. Poza tym obraziłaś mnie pisząc:

                      "wielu z was, tutaj swoje oburzenie wykładając, cudzy problem wykorzystując do wyrzygania się na osobę, która go odkryła, aby samemu poczuć się tym lepszym, to są właśnie ci sami ludzie, którzy w realu (...)w dupie mają niesfornego bachora (...)wystarczy głowę odwrócić w drugą stronę (...)w netcie będzie dobra okazja do zagrania rycerza na odległość"

                      Pisząc dotychczasowe posty chciałam ci pomóc, nawet, jeśli mówiłam rzeczy dla ciebie nieprzyjemne. Ale teraz widzę, że ty nie chcesz, żeby ci pomóc, ty szukasz podkładki pod własne widzimisię, a osoby chętne do pomocy obrażasz, jeśli nie pomagają ci po twojej myśli. Chyba pora wymiksować się z tego układu. Tylko szkoda mi twojego dzieciaka, bo on się tak łatwo nie wymiksuje. Pozdrów go ode mnie i powiedz, że te kilka lat szybko minie, a jak wyniesie się od mamy, zacznie nowe wspaniałe życie. Czego mu życzę jak najprędzej.

                      Bez odbioru. Pisanie dalej w tym wątku byłoby poniżej mojej godności. Zapewne po tym wszystkim zadasz mi jeszcze jakieś pytanie, które mam zamiar pozostawić bez odpowiedzi, i będzie ci się wydawało, że masz ostatnie słowo. Nieprawda. Cokolwiek zrobisz, ostatnie słowo ma twój syn.

                      • p_wolf Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 13:15
                        A ja krzyknę: sprawdzam. Poszło zapytanie do SP nr 301 w Warszawie o przypadki
                        powiadamiania sądu o spóźnieniach uczniów z linkiem do tego tematu. Ciekawe co
                        odpiszą.
                      • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 14:06
                        mgla_jedwabna

                        Szkoda, że do takich wniosków doszłaś. Wbrew twojemu odbiorowi, stale uważałam
                        twoje posty, jako jedne z najcenniejszych, nad którymi warto się pochylić i
                        przynajmniej przemyśleć.
                        Wiele wypaczyłaś, bo nie znasz szczegółowo sytuacji, więc ci wybaczam. Ale masz
                        również cenne spojrzenia z innego punktu widzenia bystrej osoby. Mylisz się
                        zakładając (widocznie), że ja odrzucam twoje uwagi i spostrzeżenia jakimś
                        automatem.

                        Pomyślałam, że warto, abyś się o tym dowiedziała, nawet, jeśli ostatnio brak ci
                        było cierpliwości i pojechałaś ostro po bandzie.
                        Może powinnam była ci to wcześniej napisać.
    • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 28.04.10, 18:47

      Tylko się zastanawiam, jak to jest. Na forum spotkałam ludzi jakby z innej gliny
      lepionych, jakby z zupełnie innego świata. I tak się zastanawiam, gdzie się
      wiąże , spotyka teoria, cierpliwość klawiatury, niekiedy nawet trzeźwe
      spojrzenia za sprawy z bardzo, bardzo daleka, a realnym życiem z krwi i kości ?
      Czy jest takie miejsce styku?

      Dlaczego ja w moim prawdziwym z krwi i kości życiu nigdy nie miałam w moim
      bliższym, czy dalszym otoczeniu takich szlachetnych rycerzy walczących o dobro
      mojego dziecka?
      Dlaczego dalsza rodzina prosiła mnie o wizyty.....bez syna? Dlaczego bliższa,
      sama wyposażona w dzieci, nigdy nie zabrała mojego syna bodaj na tydzień na
      wakacje (pomimo moich próśb), abym mogła choć trochę odpocząć, uznając mojego
      syna za stanowczo zbyt uciążliwego? Dlaczego wyrzucali go z kolonii i obozów z
      powrotem na łono matki, twierdząc, że podrzuciłam kukułcze jajo? Dlaczego
      opiekunki, które zatrudniałam (chcąc spróbować modelu: lepsza praca, więcej
      godzin + opiekunka w domu)uciekały z płaczem od takiego "bachora"? Dlaczego ich,
      obcych osób łzy były prawdziwe i dlaczego mnie żałowały, same nie podejmując się
      opieki? Dlaczego ciotka powiedziała : nigdy więcej, po tygodniowej opiece
      podczas mojego pobytu w szpitalu.
      Dlaczego w realnym świecie nikt z dorosłych nie chciał mieć do czynienia z moim
      synem i z ogromną ulga przyjmował, że to ja jestem matką i na szczęście mój
      problem? Dlaczego nikt nigdy się nie dziwił i nie oburzał, że mu czasem skórę
      przetrzepałam, twierdząc, ze sami by rozszarpali chyba?
      A tu na forum spotykam na raz tylu dzielnych wojowników o dobro mojego syna.
      Dlaczego nie spotkałam was nigdy w realu?

      • p_wolf Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 28.04.10, 20:54
        > Dlaczego nie spotkałam was nigdy w realu?

        A dlaczego mi nie przyszło nigdy spotkać matki bijącej/stojącej z pasem nad
        nastolatkiem, żeby zjadł, bo jak nie zje to na pewno umrze z głodu albo zabierze
        go kurator do domu dziecka?

        Dlaczego w moim realu sprzątanie pokoju pasem wymuszają rodzice nie wspaniali,
        nie dobrzy, nawet nie średni, tylko dziwnym zbiegiem okoliczności wyłącznie
        patologiczni?


        Może basieńko zrobisz coś dobrego dla forumowiczów, i zdradzisz która to szkoła
        z miejsca pisze do sądu w sprawie spóźniających się uczniów? Wielu userów (w tym
        ja) mieszka w betonu stolicy, może warto ich ostrzec przed pedagogami-psychopatami?


        >> Ja sama czuję, ze mój stosunek do syna jest jakiś niezdrowy. >> >> Jestem zbyt
        >> poświętliwa i za bardzo się przejmuję. Dlatego uważam, że nie
        >> nadaję >> się na
        >> matkę i nigdy nią nie powinnam zostać. Za mało we mnie dystansu i
        >> zdrowego
        >> egoizmu.


        Mam świetne usprawiedliwienie dla Ciebie. Tak, oczywiście, nie masz zdrowego
        egoizmu bo tak bardzo kochasz syna, poświęcasz mu tak wiele. Inne matki są złe,
        bo nie kochają tak mocno jak Ty, ale twoja nieskończona miłość wyklucza zdrowy
        egoizm, dlatego masz problemy, stąd ten krzyż.

        Się rzygać chce od twojego narcyzmu :/
      • mgla_jedwabna Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 28.04.10, 22:23
        Bo nikt nie ma ochoty sprzątać po tobie i naprawiać twoich błędów. Tutaj na forum też nikt się nie okazał "szlachetnym rycerzem" gotowym coś robić zamiast ciebie. Wszyscy ci za to mówią "weź się za siebie".

        Opiekunki często powtarzają, że te dzieci nie byłyby straszne, gdyby miały normalnych rodziców. Tylko, że opiekunka nie powie stukniętej matce, żeby sama poszła się leczyć, co najwyżej ucieknie od całego towarzystwa jak najdalej. To samo dotyczy wychowawców na koloniach i rodziny. Nikt nie będzie wychowywał dziecka za ciebie.
      • miacasa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 28.04.10, 23:58
        > Dlaczego nie spotkałam was nigdy w realu?

        aim.dmkproject.net/spdzun/index.php
        • sebalda Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 10:44
          Ja się jednak zupełnie pogubilam w tych opowieściach o psychologach.

          basienka4: "Nadto, usposobienie to jest wyraziste od (nie będę przesadzać, że od
          zawsze) kiedy ukończył 2 lata. To był czas, kiedy zaczęłam z płaczem biegać po
          psychologach w tej sprawie. Problemem było moje podejrzenie o poważną chorobę
          psychiczną, wykluczającą interakcje ze mną. Myślałam o autyźmie. Ale nic takiego
          nie stwierdzono. Potem było podejrzenie głuchoty i również badania. Również nic
          nie wykazały. Rzecz w tym, że syn nie wykonał NIGDY ŻADNEGO mojego polecenia.
          100% ignorancji, nigdy nawet głowy w moją stronę nie odwrócił i robił dalej
          dokładnie to, co akurat sam chciał. Jakby chciał mi powiedzieć" pocałuj mnie w
          "d...", to nawet powyższe byłoby zbytnią dla niego fatygą. Nic takiego nie
          mówił, tylko NIE REAGOWAŁ na mnie i już. Ani nakazy, ani zakazy. Potem nastała
          szkoła podstawowa i wiadomo, mieli z nim kłopoty i też miał w "d..." ich
          (nauczycieli) nakazy i zakazy. Więc posłali do psychologa, psychiatry. Psycholog
          właśnie wtedy pomierzył mu te wybitne IQ, i stwierdził lata wyprzedzenia
          intelektualnego wobec rówieśników i lata opóźnienia rozwoju emocjonalnego. Nic
          ta wiedza nie przyniosła. Potem inny psycholog (właściwie zespół) prowadził
          obserwacje w interakcjach ze mną (lustro weneckie itp)

          Najpierw piszesz, że zaczęłaś biegać po psychologach jak mały skonczył 2 lata i
          nie sluchal Twoich poleceń (znam bardzo wiele takich 2-latków, ale to inna
          sprawa). Potem juz do psychologów syn był kierowany w szkole podstawowej przez
          psychologa szkolnego. Potem powiedzialaś, ze ze swojej inicjatywy poszłaś do
          psychologa, bo chciałaś uniknąć bicia dziecka, znaleźć inne mniej
          "barbarzyńskie" metody. Niezbicie świadczy to zatem o tym, że poszlaś do
          psychologów jak syn miał 2 lata, nie słuchal się i zaczęłaś go bić.
          Nieposłuszeństwo-bicie-psycholog, tak? Ale z Twojej inicjatywy psycholog juz od
          drugiego-trzeciego roku zycia syna, tak? Potem zespoły psychologów i lustro
          weneckie, ale później, nie z Twojej inicjatywy, tylko psychologa szkolnego, tak?
          Biłaś dwulatka?
          Po raz 3 albo 4 pytam: czy kiedykolwiek chwaliłaś syna?
          A z praktycznych pytań i porad: czy syn ma komputer w pokoju. Kolega mojego syna
          gra na komputerze do 2 w nocy, codziennie, jak przychodzi do nas tez nic innego
          nie umie robić, od razu ląduje przed komputerem, myślę, że jest uzależniony. Jak
          taki dzieciak może wstać bez problemu rano do szkoły? Na szczęście ma 2 minuty
          piechotą do szkoły, ale jestem przekonana na 100%, że gdyby mieszkał nieco
          dalej, na bank by się spóźnial każdego dnia.
          Z obozów wyrzuca się dzieci raczej za picie alkoholu, agresję, awantury, za
          spóźnianie na apel może wyrzucić jeden organizator, ale wielu?
          • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 12:48
            Sebalda

            Czy chwaliłam? Bardzo dużo, nie wiem, czy nie za dużo. Próbowałam na pochwały
            wziąć, ale nic nie dawało. Wcześniej, to jakby w ogóle reakcji nie było na to.
            Czy skrytykowałam, czy pochwaliłam, jakby wszystko spływało, a robił i tak
            swoje, bez zmian. Teraz jest z tym nieco lepiej, bo widzę jakieś zadowolenie u
            niego, kiedy go pochwalę. Nie ma wiele do chwalenia, więc chwalę już za każdą
            NORMALNĄ duperele, czyli za takie rzeczy, które dla innych matek (znam ich
            wiele) są oczywistością każdego dnia codziennego, nie wymagającą zwrócenia na to
            uwagi.

            2- latka nie biłam. Kiedy zauważyłam, że jestem blisko, wtedy zaczęłam z płaczem
            biegać po psychologach.
            Potem było jak piszesz. Następnie po psychologu tym ze szkoły była diagnoza
            psychiatry konowała, potem kolejny psycholog z mojej inicjatywy i nieudana próba
            dostania się do dobrego psychiatry (dr Wolańczyk). Tyle.

            Ma w pokoju komp i tv. TV rzadko ogląda, raczej to nie problem. Komputer -
            owszem. Zdecydowanie za dużo. Jednak nie jest to zwykłe uzależnienie od kompa.
            Syn ma takie mało rozpowszechnione hobby.
            Do jego realizacji potrzebuje stale różnych konsultacji wzajemnych zresztą,
            ludzi, którzy maja podobnego fioła. Najczęściej za granicą lub co najmniej w
            innych miastach. Robią różne specyficzne projekty nie informatyczne, doradzają
            sobie wzajemnie jak zrobić to, czy tamto. Komputer jest tylko medium
            komunikacyjnym do tego. Ma to dodatkowy plus, że syn poprzez to zna bez wysiłku
            angielski na poziomie matury zaawansowanej. Z praktyki. Z czasem zawiązał
            przyjacielskie kontakty z wieloma z tych ludzi, miałam już zagranicze wizyty u
            syna. Z czasem zaczyna mieć kłopot z kolegami z reala, przestało mu zależeć na
            nich, liczą się tylko ci, którzy mają identyczne zainteresowania, nie szkodzi
            jeśli np z Argentyny. To jest cały jego świat i pozbawienie go możliwości
            komunikacji z TYMI ludźmi o TYCH sprawach, co odbywa się via internet, jest
            czymś, na co bym się nie odważyła. Bałabym się, ze sobie coś zrobi. Serio. Tylko
            technicznie tak rozwiązałam, ze od 22.00 komp nie działa i już. Czasem, w
            zależności od organizacji danego dnia pozwalam do 22.30. Codziennie jest o to
            osobna mini awanturka, ale jestem tu nieugięta. Ale, żeby wyłączyć jego komp, to
            muszę być w domu, zdalnie nie idzie. A, żeby całkiem mu zabrać, to jak napisałam
            nie miałabym odwagi.

            Syn ma poczucie humoru. Specyficzne (zdaje się), ale ma. Często inni się nie
            śmieją wielce, ale ja nie raz dostawałam niemal konwulsji ze śmiechu. Mnie
            rozśmiesza bardzo, chociaż często niechcący. (wnioski, teksty, uwagi o czymś)
            Również syn się bardzo śmieje z moich żartów. Niewątpliwie, w kwestii poczucia
            humoru, to się nadzwyczaj dobrze rozumiemy.

            Obozy. 1 raz była agresja wobec kolegi. Pobicie, szpital. Ogólna niechęć
            kolegów, bo obrywali kary od wychowawców grupowo za syna przewiny. Jeden
            szczególnie wyrażał dezaprobatę, jakieś złośliwości, więc oberwał. Syn nie miał
            (i nie ma) skłonności do bicia, myślę, że był mocno przyciśnięty do muru, skoro
            tak zrobił, a ułomkiem nigdy nie był - fizycznie. Nie było mnie przy tym, ale
            myślę, że musiał mieć powód, jak go znam.
            Inne obozy: ignorowanie pobudki, spóźnianie, bałaganienie i syf - również innym,
            zabawa jedzeniem obrzydzająca innych codziennie, nie mycie się, opór wobec
            uczestnictwa w wielu zajęciach grupowych (nie pójdzie na tę wycieczkę wraz z
            innymi i kropka, róbta, co chceta!) Uporczywe udawanie (odgrywanie roli), że
            jest zwierzęciem, co dalece wykraczało poza akceptowany przez rówieśników (i nie
            tylko) okres i miejsce zabawy. Ogólnie było mu tam źle i innym z nim też źle,
            choć nie wiem w jakiej kolejności.

            • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 13:15
              ja wiem - dla mnie to fajny facet,ma zainteresowania, zna język, nie
              zginie
              i prędzej on dostanie dobra pracę niż debil z piatkami a bez pasji

              nota bene największe kariery porobili moi kumple co jechali ledwo na
              trójach w liceum, teraz robią doktoraty
              za często sie to zdarza źeby to był przypadek
              prymusi przepadają niestety w normalnym życiu i w dodatku czesto nie
              mają osobowości, a całą ich motywacją jest żeby się podobac i
              imponować.
              najlepszy przyjaciel mojego męża, nad którym jego rodzice się
              użalali, znaczy rodzice mojego męża, że tacy zdolni rodzice a syn
              tylko same trójczyny, zarabia teraz - nawet nie wiem ile, ale 10 lat
              temu za jedną premie kupił sobie dom.
              A ich piatkowy syn - owszem zarabia dużo, ale jest wiecznie
              zestresowany i nieszczęsliwy no i domu sobie kupić nie może nawet za
              10 premii :)))
              a że ma wstręt do zajęć grupowych - ja też, zwiedzać najbardziej
              lubię sama, a wysłanie mnie na jakikolwiek obóz było z góry skazane
              na porażkę
              jak dla mnie - zespół aspergera a nie adhd

              ponawiam propozycję, przemebluj z psychoterapeutą wizje tego co
              trzeba i należy robić w życiu
              on ma swoje zycie - swoich kumpli, zainteresowania, wiedzę
              a ze szkołą zawsze mozna się jakoś dogadać, ewentualnie zmienić
              szkołę na taką z którą się dogada

              nie widzę tu żadnego strasznego problemu, dla mnie znacznie większym
              problemem byłaby nudna prymuska bez zainteresowań tzn z jednym źeby
              mieć piatki i żeby wszyscy mówili jaka z niej wspaniała dziewczynka

              jedyny problem jest taki że kurczowo sie trzymasz tego co byc
              powinno zamiast zająć się tym co jest
              ja bym się zes...rała z radości gdyby mój syn mial takie
              zainteresowania , wiedzę i zaangażowanie - no dobra , ma na razie 11
              lat, dam mu trochę czasu :)))
              walczyłabym z całym światem żeby mógł się rozwijac w swoim stylu

              poczytaj o matce Edisona, wszyscy uznali że jej syn to idiota, więc
              zabrała go i uczyła w domu - ale ona wierzyła w swoje dziecko i nie
              przerabiała go na tepego sredniaka

              Kiedy zauważyłam, że jestem blisko, wtedy zaczęłam z płacze
              > m
              > biegać po psychologach.
              > Potem było jak piszesz. Następnie po psychologu tym ze szkoły była
              diagnoza
              > psychiatry konowała, potem kolejny psycholog z mojej inicjatywy i
              nieudana prób
              > a
              > dostania się do dobrego psychiatry (dr Wolańczyk). Tyle.

              za wcześnie i za łatwo się poddałaś, przykro mi ale taka jest
              prawda.
              • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 13:25
                pl.wikipedia.org/wiki/Thomas_Alva_Edison
                Lubił zdobywać wiedzę na własną rękę, a w szkole nauczyciel starał
                się wpoić mu na siłę wiadomości, których mimo obawy przed chłostą
                nie potrafił zapamiętać.

                Edison recalled later, "My mother was the making of me. She was so
                true, so sure of me; and I felt I had something to live for, someone
                I must not disappoint." to z angielskiej wersji.

                niestety Twój syn tego o Tobie nie powie...
              • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 13:45
                rumpa

                Kurcze, twojego posta, to chyba sobie wydrukuję i będę czytać codziennie przed snem.

                A z tym aspergerem, to trzeba mi będzie sprawdzić.
                Zresztą wszystkie konkretne namiary wykorzystam, już raz dziękowałam za to, a tu
                się niektórzy pieklą, że nie przyjmuję do wiadomości. Przyjmuję. Cierpliwości.
                Mam jeszcze pare innych obowiązków i zajęć na głowie.
                • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 13:48
                  rumpa
                  Jeszcze raz dziękuję !
                  • sebalda Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 14:06
                    Nadzwyczajnie inteligentny skrajny indywidualista. On zwyczajnie jest ponad to.
                    Jaki on ma stosunek do nauczycieli, czy aby nie są dla niego za głupi? Jak się o
                    nich wyraża? Myślę, że on w szkole musi się okrutnie nudzić. Zamiast skupiać się
                    na jego dyscyplinie, powinnaś mu pomóc znaleźć odpowiednią szkołę, on powinien
                    miec indywidualny tok nauczania, wtedy ręczę, że miał by wspaniałe osiągnięcia.
                    A co z olimpiadami? Do olimpijczyków nauczyciele mają inny stosunek.
                    Przynajmniej w normalnej szkole. Musisz wspierać uzdolnienia mlodego i w tę
                    stronę go kierować, a nie męczyć o odrabianie lekcji. Czy Ty zdajesz sobie
                    sprawę z tego, jak jego to musi potwornie nudzić? Zafiksowałaś się na tym
                    obowiązku szkolnym i kuratorze i poza tym świata nie widzisz. Masz może w domu
                    młodego geniusza, a martwisz się o spóźnienia?
              • morekac Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 14:03
                Opisywane zachowania aż tak strasznie nie odbiegają od zachowań
                znanych mi nastolatków w zakresie:
                -(nie)sprzątania po sobie, w pokoju i gdziekolwiek
                - (nie)wrzucania brudnych ubrań do kosza, rozrzucaniu wszystkiego
                gdzie popadnie
                - hodowli pleśni i innych obcych form zycia w przynajmniej 10
                kubeczkach na parapecie i biurku
                - bezrefleksyjnemu leżeniu na kanapie, gdy tymczasem inni w pocie
                czoła jeżdzą na mopie
                - niechęci do spożywania innego jedzenia niż to podsunięte pod
                paszczę itp.
                Oczywiście kwestia natężenia - ale takie zachowania się zdarzają u
                najnormalniejszych dzieciaków.
                • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 14:28
                  morekac

                  Pierwszy raz w tym wątku się uśmiałam. Serio ? Serio, serio?
                  Bo ja kurcze nie widzę takich zachowań, ani wśród dzieci z rodziny, ani też
                  wśród kolegów syna. Autentycznie - nie.
                  • morekac Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 15:42
                    Serio serio. Przecież nikt nie przyzna się sam z siebie, że ma
                    flejowate dziecię (bo jakże to o matce świadczy ;-)), a przed
                    przyjsciem zapowiedzianych gości zawsze można nieco ogarnąć i
                    eksmitować OBCYCH z pokoju nastolatka.
                    Wiesz kiedy moje dzieci zaczęły sprzątać swoje pokoje? Jak ja
                    przestałam. Co jednak nie przeszkadza im w okresowym
                    kolekcjonowaniu brudnych kubeczków i upychaniu brudnych ubrań w
                    tajemnych schowkach - do wyższego stopnia wtajemniczenia, jakim jest
                    porządek w szafie jeszcze nie doszły.
                    A nie są to jedyne znane mi przypadki podobnych zachowań ;-).
                    Jedna z kuzynek - jako nastolatka, rozrzucała swoje rzeczy tam gdzie
                    je zdjęła/przebierała sie . Po tygodniu wakacji (nad rzeką, dużo
                    bylo okazji do przebierania się )została bez bluzy, butów,spodni,
                    majtek i skarpetek (oraz kilku innych rzeczy) - wszystko leżało
                    gdzieś , a że teren byl duży, to się naszukała. Wyrosła na bardzo
                    dobrze zorganizowaną kobietę ;-).
    • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 14:22
      rumpa

      A wiesz, że kazałam synowi zanieść jeden z jego projektów do szkoły, żeby
      ocenili ? Bo po prostu WYMIATA ! Nie chciał, ale kazałam, uparłam się, bo jak
      dla mnie nadzwyczajne, niejeden super-profi by się nie powstydził.
      To wiesz co powiedzieli? Że NIE ocenią (nawet plusa nie wstawią), bo nie leży TO
      w zakresie wymaganego programu.

      Aleś mi dała do myślenia!
      • verdana Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 14:40
        Cóż, mam wrazenie, ze Ty byś bardzo chciała miecf dziecko z
        zaburzeniem. Bo to byłoby jakieś usprawiedliwwienie. Tymczasem być
        może Twój syn jest już w tej chwili zaburzony, bowiemm byl w
        dzieciństwie maltretowany. Inaczej Twojego opisu wychowywania przy
        pomocy lania - i to nie sporadycznych klapsów, ale lania jako
        metody - nazwać nie można. Teraz masz efekty. Nie masz autorytetu u
        syna i bardzo slusznie, bo Twój autorytet opierał się jedynie na
        sile fizycznej. Zlałaś - i syn wykonywał polecenia, nie dlatego, ze
        Cię sluchał, ale dlatego, ze się bał, albo chcial przerwać lanie.
        Teraz nie masz już siły, a i nie sadzę, aby syn mógł uwazać Cię za
        kogoś, z kim trzeba się liczyć, bo zna tylko jeden sposób
        przekonywania - biciem. Nie wykonuje tez Twoich poleceń, bo po co?
        Trudno, aby uznać, ze warto wykonywac polecenia kata.
        A że odsyłali go z obozów bo bil? Oczywiście, przecież sama go bicia
        nauczylaś.
        Wiesz, nie wim, czy nie najlepiej byloby, aby jednak ktoś tego
        chlopaka zabral z domu rodzinnego.
        • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 16:02
          verdana napisała:
          > Cóż, mam wrazenie, ze Ty byś bardzo chciała miecf dziecko z
          > zaburzeniem. Bo to byłoby jakieś usprawiedliwwienie. Tymczasem być
          > może Twój syn jest już w tej chwili zaburzony, bowiemm byl w
          > dzieciństwie maltretowany. Inaczej Twojego opisu wychowywania przy
          > pomocy lania - i to nie sporadycznych klapsów, ale lania jako
          > metody - nazwać nie można. Teraz masz efekty. Nie masz autorytetu u
          > syna i bardzo slusznie, bo Twój autorytet opierał się jedynie na
          > sile fizycznej. Zlałaś - i syn wykonywał polecenia, nie dlatego, ze
          > Cię sluchał, ale dlatego, ze się bał, albo chcial przerwać lanie.
          > Teraz nie masz już siły, a i nie sadzę, aby syn mógł uwazać Cię za
          > kogoś, z kim trzeba się liczyć, bo zna tylko jeden sposób
          > przekonywania - biciem. Nie wykonuje tez Twoich poleceń, bo po co?


          A czy ty wiesz, co to jest maltretowanie?
          Na serio myślisz, że coś takiego, co najwyraźniej masz na myśli, uszłoby uwadze
          w dzisiejszych czasach? W szkole nikt by nie zauważył ? Nawet na WF-ie, żadnych
          siniaków, zadrapań ? Nawet na pływalni, gdzie dzieciaki w samych majtkach
          pływają? Ani w klubie sportowym, gdzie dzieciaki po treningu się kąpią i na
          golasa biegają?
          I jeszcze w tych wszystkich badaniach psychologicznych by to nie wyszło? Co ty
          myślisz, że tyle psychologów by z badań nie rozpoznało zespołu dziecka
          maltretowanego? Nawet ci, co i tak wiedzieli, że mu czasem skórę przetrzepałam i
          poproszę o inne rady?
          Proszę ciebie ! Ta akurat rozmowa jest nie na moim poziomie.

          Natomiast, chętnie usłyszę twoją teorię dot. autorytetu.
          Więc ja nie mam u syna autorytetu i dlatego on mnie nie słucha, nie wykonuje. A
          autorytetu nie mam, bo wcześniej dostawał w skórę. Tak ?

          Ależ to jest takie proste jak na dłoni. OK.
          Teraz powiedz mi dlaczego, wobec tego, syn nie wykonywał i nie słuchał :
          nauczycieli w szkole, wychowawców kolonijnych, opiekunek, mojej ciotki, ani
          nikogo innego z rodziny, ogólnie nikogo dorosłego, kto sprawował nad nim opiekę?
          Myślisz, że go tłukli i dlatego nie byli dla niego autorytetami i dlatego ich
          nie słuchał? Taka , bowiem analogia się niechybnie nasuwa. A, jeśli go nie
          tłukli, to dlaczego ich nie słuchał?
      • sebalda Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 16:15
        Jeśli to prawda, co piszesz na temat szkoły, to ja bym poważnie rozważyła zmianę
        takiej szkoły. Od jakiegoś czasu promuje się dzieci zdolne i nieprzeciętne, tego
        już chyba do licha uczą w tych szkołach pedagogicznych. W szkole mojego syna
        mają inne podejście, im oryginalniejsza praca, tym lepiej. Jeszcze tylko te
        kretyńskie testy z kluczem zostały, ale mam nadzieję, że za jakiś czas od tego
        odejdą.
        I potwierdzam opinie o typowym niechlujnym nastolatku. Mój jedynie dba o włosy,
        znaczy myje regularnie, bo też ma je piękne, długie, gęste, cudo normalnie:))))
        Basienko4, odpuść młodemu. Nie pozwól mu zabierać jedzenia do pokoju, raz w
        tygodniu zrób czystki z brudnymi rzeczami, ja już przestałam walczyć z
        wiatrakami i sama zbieram te brudy, nie chcę się denerwować, szkoda życia.
        Dziewiętnastoletnia pannica też hoduje piękne grzyby w swoim koszu na śmieci, a
        powtarzam tysiąc razy, że odpadki organiczne wyrzucamy do kosza w kuchni.
        Kiedy przestałaś bić młodego?
        • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 17:01
          Może mam zbytnie skłonności do perfekcjonizmu. Tj te mam na pewno, lecz może one
          mnie jakoś gonią, może mi to przesłania obraz w sprawie syna. Terapia by mi się
          przydała, to swoją drogą. Żebym się nauczyła odpuszczać o czym piszesz.
          Takich informacji potrzebuję.

          Od kiedy nie biję? Od wtedy, co poszłam z tym do psychologów. Dawno już. Nie,
          żeby oni coś w tym zdziałali i mnie przekonywali. Nie musieli. Ja z taką decyzją
          do nich poszłam, tylko chciałam poradę JAK mam w takim razie robić inaczej?
          Niestety tej nie uzyskałam zbytnio. Podobno mój sposób komunikacji werbalnej i
          niewerbalnej był prawidłowy. Jakieś interakcje badali, też, z mojej strony ok.
          Tzn żadnych rażących błędów, które można by skorygować w nadziei na odczuwalny
          efekt. Wszystkie takie podstawowe zasady, to ja od dawna znałam i nauczyłam się
          stosować, tyle, że to nie było skuteczne. Oni widzieli to, że nieskuteczne.

          Myślę, że teraz jestem w jakimś kolejnym takim punkcie, gdzie zabrnęłam za
          daleko, tym razem ze słowem. I też chcę zmienić, tak jak wówczas z biciem. Skoro
          wówczas mogłam, to i teraz mogę. Sama wiem, że tak nie powinno być, mimo
          wszystko (mimo problemów). Mam nadzieję, ze uda mi się znaleźć rozwiązanie,
          metodę. W każdym razie ja już postanowiłam, że tak więcej nie będzie. Teraz,
          jak i wtedy potrzebuję znowu : no to jak? Jak, żeby to się wszystko jakoś kupy
          trzymało, ale żeby młody źle nie skończył?
          Te moje oczekiwania trzeba będzie zrewidować i się z niektórymi rzeczami pogodzić.
          • morekac Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 17:19
            > Tzn żadnych rażących błędów, które można by skorygować w nadziei
            na odczuwalny
            > efekt.
            podejrzewam, że u większości rodziców nie dałoby się wyłapać
            rażących błędów. Tak samo jak nie da wyłapać się jedynie słusznych
            działań prowadzących do olśniewających efektów wychowawczych. Byłoby
            to zdecydowanie zbyt proste :-).

            > Podobno mój sposób komunikacji werbalnej i
            > niewerbalnej był prawidłowy. Jakieś interakcje badali, też, z
            mojej strony ok.
            A skąd to wiedzieli? Zamieszkali z wami? ;-)
            • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 18:15
              Mają metody jakieś swoje. Lustra weneckie, nagrywają kamerą w pomieszczeniu.
              Już tak dokładnie nie pamiętam. Wiem, że jakieś były jakby tematy zadane, jakby
              odgrywanie ról, ale zapodane tylko na start, potem to zaczęło żyć własnym
              życiem. Ja miałam zapodane, to wiem, czy dziecko też, nie pamiętam. Jakieś różne
              zadania "zadawali", o czymś konkretnym rozmawiać, coś załatwić między sobą,
              potem oglądali, co z tego wynika, ale w osobnym pomieszczeniu, lub po prostu
              nagrywali, potem analizowali. Prócz tego ja miałam osobne spotkania - rozmowy,
              dziecko osobne. Dużo tego było. Nie powiem, żeby się nie przykładali.
              Ja nie miałam żadnego interesu, żeby się jakoś inaczej zachowywać, bo przecież
              właśnie chciałam, żeby mi powiedzieli gdzie błędy i jak powinnam.

              Dot: rażące błędy. No, nie wiem. Mam taką znajomą, która je robi. Np szantażuje
              dzieci, ze się nie spotkają z ojcem jak nie zrobią tak i tak. A dzieci chcą się
              spotkać, bo tęsknią. Potrafi swój szantaż jak najbardziej zrealizować i nie
              dopuścić do spotkania. Kara dla dzieci, jak i ojca, który jest akurat z tych
              dbających. Nieraz jej mówiłam, że nie można tak, bo, co ma piernik do wiatraka,
              to jest poniżej pasa. Teraz złagodziła. Więc np. takie rzeczy by wychwycili
              sądzę, czy inne cięższego gatunku.
              • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 21:29
                www.youtube.com/watch?v=_-clFZFdLQk
                kocham ta piosenkę
                jak za bardzo się podniecam tym co dobre dla mojego dziecka to słucham

                i sie wstydzę
              • morekac Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 22:19
                Mimo wszystko - to są aranżowane sytuacje i wszyscy badani o tym wiedzą.
                Bardziej się starają. Chociażby takiego szantażu jak opisałaś można nie
                wychwycić- jeśli nikt o nim nie powie.
                Poza tym - sama przyznałaś się do lania, wrzeszczenia czy stania z pasem nad
                młodym - żeby zachowywał się zgodnie z twoimi życzeniami. A teraz ma 14 lat i
                możesz mu na pukiel naskoczyć, a nie coś kazać.
            • verdana Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 19:38
              Yyyy - lanie nie jest rażącym błędem?
          • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 17:22
            przeczytaj jeszcze raz opis zainteresowan swego syna i tego jak je
            realizuje i powiedz sobie sama - dlaczego ma źle skończyc i może
            przede wszystkime - co to znaczy źle skończyć.

            Co do bałaganu, moje koleżanki na studiach, jedna wyhodowała grzybki
            na wacikach od demakijażu, druga, dwa kerunki zaliczone z
            wyróżnieniem plus doktorat, nie miala zwyczaju zbyt często myć głowy
            a w pokoju miała dwie wydeptane ścieżki od drzwi do łózka i od łózka
            do biurka.
            Chmielewska wspomina jak z przyjaciółką już dzieciate itd, ale
            zostawione same sobie na wakacje, jedna zahodował pajączki na
            kwiatkach a druga zużyła wszystkie naczynia...
            Jesli Ci jeszcze mało, przejdź się na ASP , zajrzyj do pracowni na
            malarstwie :)))

            Zmień szkołę, to na poczatek, weź te jego dzieła pod pachę i szukaj
            placówki w której dyrektor zacznie przebierać nogami z zachwytu.
            Załatw sobie psychoterapię, żebyś nie przegięła w drugą stronę z
            nadmiaru entuzjazmu.
            Poszukaj fundacji wspomagających dzieci wybitnie zdolne, byc może
            stypendium i to że ty za tym łazisz da synowi bodziec i uczucie
            uznania.
            Życzę powodzenia.
            • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 18:17
              Rumpa. Znów dzięki.
    • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 29.04.10, 18:23
      Teraz z mojej strony przerwa, muszę popracować.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka