Dodaj do ulubionych

Cemu kobiety nie szanuja mezczyn?

06.09.10, 12:59
Wlasciwie myslalam o tym juz od dawna, ale wczorajszy obrazek z supermarketu natchnal mnie do napisania o tym. Maz pcha wozek do kasy, a zona poucza do, jak ma go pchac, żeby nie uszkodzic zakupow. Czy ten facet był nedorozwinięty? Nie wyglądał. Czy zona sadzila ze jest? Najwyraźniej.
Wytłumaczcie mi prosze na czym to polega i dlaczego kobiety nie szanuja mężczyzn? Ja wiem,z e są tacy, którzy na szacunek nie zasługują. Ale ci pozostali? Dlaczego dom musi być zorganizowany tak jak chce kobieta? Dlaczego on nie może klasc swoich rzeczy tam, gdzie chce? Dlaczego to jej standardy czystości czy wychowywania dzieci maja być obowiązujące?
Czy nie widzimy, ze traktując naszych partnerow jak dzieci którymi trzeba kierowac, same strzelamy sobie w stope?
Obserwuj wątek
    • nick_ze_hej Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 13:14
      Dlatego, droga Tully, że juz jest ich własnością. Został upolowany, zaobrączkowany i ma do wykonania jeszcze dwa zadania. Zapłodnić i dostarczyć kasy. Poza tym należy zminimalizować dolegliwości wynikające z jego obecności w domu i życiu. W myśl ludowego powiedzenia, że chłop w chałupie gorszy niż wrzód na dupie. Jeśli nie da go się pozbyć z domu, należy go maksymalnie podporządkować i zneutralizować. Traktować jak niezdolnego do samodzielnego życia debila i kierować jego ruchami. Acha, należy jeszcze ograniczyć jego aktywność seksualną do minimum niezbędnego w celach prokreacyjnych. Na szczęscie jest to tylko jeden z występujących modeli życia małżeńskiego;))
      • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 13:33
        ie zgadzam sie z twoja teza. sama przez lata traktowalam tak swojego partnera, mimo ze nie byl zaobraczkowany, dzieci ju znie planowalismy, asama zarabiam wystarczajaco na potrzeby swoje i rodziny.
    • demonsbaby nie wiem 06.09.10, 13:22
      nie wiem czy to kwestia domeny kobiet czy po prostu charakteru tully. Może znowu wchodzi jakiś kanon społeczny kształtujący "obraz boginki domowej", mającej wyłączność na wiedzę z zakresu prowadzenia domu i okazywania troski, w tym elementów czysto technicznych. Warte przemyślenia i dla mnie, możliwe, że i mnie szlag trafia na skarpetki (niby po co).
    • rumpa Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 13:28
      Czy ten facet był nedorozwinięty? Nie w
      > yglądał.

      pozory myla :)))

      Czy zona sadzila ze jest? Najwyraźniej.

      może miała powody :)))

      Dla
      > czego dom musi być zorganizowany tak jak chce kobieta? Dlaczego on nie może kla
      > sc swoich rzeczy tam, gdzie chce? Dlaczego to jej standardy czystości czy wycho
      > wywania dzieci maja być obowiązujące?

      wiesz, swego czasu obserwowałam sobie w Iranie małżeństwa na zakupach - wypisz wymaluj :)))
      wielkie roztyte baby poganiające męzów
      pewnie dlatego że dom jest tradycyjnie domeną kobiety odsuniętej od życia zewnętzrnego
      faceci zresztą chetnie się podporządkowują bo to zdejmuje z nich odpowiedzialność za ten fragment rzeczywistości

      facet co prawda nie ma nic do powiedzenia ale też nic do zrobienia, zalega na kanapie, obojgu źle ale żadne nie wie jak wybrnąć z sytuacji - za dużo zmian, za dużo wysiłku i niepewny rezultat
      on obala piwko i z kumplami narzeka na baby, ona uczy go prowadzić wózek - to w ramach odreagowania
      ona przypieprza się do umiejetności, co jest domeną tradycyjnie męską, on do wyglądu i charakteru, co jest polem kobiecym
    • aandzia43 Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 13:35
      Jako osoba praktyczna (a przynajmniej do takiego miana aspirująca ;-)) uważam, że konkretnymi działkami w związku i w domu powinien zarządzać ten, czyje rządy w danej dziedzinie są efektywniejsze. Tak się złożyło, że są dziedziny, w których mój mąż jest... eee.. jak by to powiedzieć... z lekka niedorozwinięty. I chyba się już nie rozwinie, bo stary jest z niego chłop, a możliwości miał po drodze i pole do popisu. Trudno więc, bym oddawała mu w tych momentach ster - to byłoby nierozsądne i szkodliwe dla wszystkich zainteresowanych. Nie ma to nic wspólnego z brakiem szacunku. Dla równowagi dodam, że świadoma jestem swoich ograniczeń i grzecznie tuptam za mężem ścieżką, na której nie czuję się pewnie.
      • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 13:58
        O wlasnie dokladnie o taka postawe mi chodzi. Nie daloby sie tego lepiej opisac.
        • aandzia43 Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 14:17
          eee... nie bardzo kąsam, o co ci chodzi? Chęć ulżenia ciężkiej doli facetów spowodowała, że tracisz rozsądek? Od keidy to podział obowiązków według tego, kto wykonana daną czynność najlepiej jest grzechem? I od kiedy świadome dopuszczanie do nieszczęść czy przynajmniej dezorganizacji, w imię źle pojętej hm.. delikatności jest cnotą? Wiesz, co by się działo, gdybym upierała się, że jestem dobrym kierowcą i mam dobrą orientację w przestrzeni, a mój mąż by mnie nie hamował w zapędach i nie brał tej sprawy w swoje ręce? Bo równouprawnienie, bo trzeba dawać partnerowi szansę itd. Czasem nie wzięcie spraw w swoje ręce to zwykłe tchórzostwo i asekuranctwo, a nie tolerancja i dawanie przestrzeni partnerowi. Szkudne to i nieodpowiedzialne.
          Nie wylewaj dziecka z kąpielą.
          • aandzia43 Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 14:21
            Nie pouczam męża publicznie, jak ma prowadzić wózek ;-) Wiem, że robi to lepiej, niż ja. Dużo rzeczy robi lepiej ode mnie. Znamy się na tyle długo, że i wady i zalety też mamy rozpoznane.
          • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 15:36
            Oooo. mi nie chodzi o podzial obowiazkow. Jestem za tym, zeby kazdy robil to, co robi najlepiej. A moj chlop wszystko robi lepiej ode mnie ;-)
    • monzdr Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 14:09
      Może z tego samego powodu,dla którego mężczyźni nie szanują kobiet?Wiele razy słyszałam padające z ust mężczyzny słowa wyrażąjące lekceważenie,głównie inteligencji i zaradności jego partnerki.Może każde z nich się w ten sposób dowartościowuje?Choć efekt jest odwrotny,bo okazuje się,że ona wybrała sobie nieudacznika,a on - idiotkę i w sumie są siebie warci.W wielu małżeństwach takie zachowanie jest żartobliwe,to są jakieś drobne złośliwości przy świadomości,że małżonek/małżonka tak naprawdę są wartościowymi ludźmi.Niemniej jednak sam fakt,że takie żarty są na porządku dziennym,jest zastanawiający.
      • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 14:19
        Nie przecze, ze jest mnostwo mezczyzn, ktorzy do swoich partnerek odnosza sie bez sacunku, lekcewazaco. Ale nie jest to temat, ktory zostal poruszony.
        Pytalam, dlaczego zdaniem wiekszosci kobiet faceta trzeba na kazdym kroku pouczac co ma robic i jak, i dlaczego planujac organizacje domu czy zycia tak czesto ne liczymy sie z ich zdaniem.
        • aandzia43 Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 14:27
          > Pytalam, dlaczego zdaniem wiekszosci kobiet faceta trzeba na kazdym kroku poucz
          > ac co ma robic i jak, i dlaczego planujac organizacje domu czy zycia tak czesto
          > ne liczymy sie z ich zdaniem.

          Ja też nie wiem, dlaczego zdaniem większości kobiet. Może przyzwyczaiły się do tego, że w temacie "dom i rodzina" faceci nie mają nic ciekawego i rozsądnego do zaproponowania? A może to żądza władzy? Może kalka z poprzednich pokoleń?
          • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 15:40
            Może przyzwyczaiły się do
            > tego, że w temacie "dom i rodzina" faceci nie mają nic ciekawego i rozsądnego d
            > o zaproponowania? A może to żądza władzy? Może kalka z poprzednich pokoleń?

            Te 2 ostatnie powoy wygladaja prawdopodobnie. Zastanawiam sie jednak, dlaczego tak niewiele osob wykazuje sie refleksja na nieszczesciami, do jakich prowadzi zada wladzy, albo bezrefleksyjne powtarzanie bledow poprzednich pokolen.
        • monzdr Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 14:29
          A ja odpowiedziałam,że może to działa na zasadzie wzajemności:on ją poucza i wyśmiewa jej brak umiejętności w innych dziedzinach życia,a ona - jego w sprawach domowych.Może każde z nich czuje w ten sposób przewagę nad tym drugim.
        • joanna35 Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 14:35
          > Pytalam, dlaczego zdaniem wiekszosci kobiet faceta trzeba na kazdym kroku poucz
          > ac co ma robic i jak, i dlaczego planujac organizacje domu czy zycia tak czesto
          > ne liczymy sie z ich zdaniem.

          Zaczęłam pisać odpowiedź i w trakcie pisania doszło do mnie, że jej nie znam. Pojawiło się za to kolejne pytanie - faktycznie dlaczego tak się dzieje skoro tych samych facetów też wychowywały kobiety?
    • doctor.no.1 Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 15:15
      Jakoś tak się przyjęło, że to kobieta jest tą pokrzywdzoną, a facet tym złym. Nie jest popularnie mówić o tym, że kobiety nie szanują mężczyzn. A bardzo to widać choćby na tym forum.
      • paul_ina Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 17:36
        doctor.no.1 napisała:

        > Jakoś tak się przyjęło, że to kobieta jest tą pokrzywdzoną, a facet tym złym.

        Wiele kobiet świadomie przyjmuje postawę ofiary losu, zwłaszcza, gdy są dzieci i trzeba się nimi zająć. Wywołując w ten sposób poczucie winy u partnera, manipulują nim traktując jak debila i pomiatając. To bardzo wygodna postawa, daleko łatwiejsza od partnerskiego podziału obowiązków.
    • burza4 Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 17:50
      Ale dlaczego upatrujesz w tym braku szacunku, a nie podziału ról, opartego na doświadczeniu tej konkretnej pary? To, że gość wyglądał na rozgarniętego nie świadczy jeszcze o tym, że taki był:) sama kiedyś zostałam zaczepiona w sklepie przez dystyngowanego mężczyznę, który z desperacją w oczach pytał "proszę pani to zielone to szczypiorek, koperek, czy natka?!". Nie wyglądał na debila, raczej na gościa na stanowisku, elegancki garniturek, te sprawy, a zadanie go przerosło.

      co do męskiego rozgarnięcia - pamiętam jak kiedyś zalatana rzuciłam do eksa, żeby wyniósł pranie na balkon, bo na wierzchu są farbujące spodnie. Po godzinie okazało się, że miska stoi na balkonie, skoro w pośpiechu nie wyjaśniłam dobitnie, że ma je rozwiesić, to tak rewolucyjny pomysł mu do głowy nie przyszedł.

      A że wiele kobiet ma nadmierną potrzebę kontrolowania każdego drobiazgu, to zupełnie inna sprawa.
      • triss_merigold6 Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 18:23
        Nic nie mów. Kolejnemu facetowi, znaczy aktualnemu, przypominam co jakiś czas, że mokry ręcznik lepiej powiesić niż rzucić zwinięty w kulę na wannę.
      • rumpa Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 19:05
        na podłodze leżała szmata - rzekłam - weź podnieś
        podniósł
        okazało się źe pod spodem jest jeszcze jedna
        nie podniósł

        taaaaa
        bolesne
      • tully.makker Burza 06.09.10, 22:15
        Rzucialm przyklad, ktory mnie natchnal do popelnienia watku. Ale to temat, o ktorym sobie czasami rozmyslam, zwlaszcza ze widuje na kopy podobnych scen, a i mnostwo czytam na forum. Ostatnio ubawila mnie moja matka, ktora opriocz malowania scian zadnych prac budowlanych nie wykonywala, ale czula sie w obowiazku pouczac chlopa, ktory zbudowal ze swoim ojcem caly dom od podstaw, jak ma naprawiac nasz balkon. Ale nie musze szukac tak daleko, bo sama - nieodrodna corka swojej matki - do niedawna jeszcze oczekiwalam od chlopa, ze dostosuje sie do moich zyczen i planow, nie liczac sie z tym, ze moze on ma jakies inne?

        Wydawalo mi sie, ze wiem lepiej i ze w zwiazku z tym mam prawo decydowac, co, kiedy i jak ma byc zrobione w NASZYM domu. Wiem, ze sa faceci - jak moj ojciec - ktory puszcza takie rzeczy mimo uszu, ale wiem tez, ze proby sterowania innym czlowiekiem wywoluja w najlepszym razie bierny opor, aw najgorszym - agresje. Dotarlo do mnie, ze jesli chce, by wszystko bylo po mojemu, to wszystko musze zrobic sama, a jesli nie, ze moze byc tak, ze po mojemu nie bedzie.

        W tytule postu uzylam slowa szacunek, bo gdyby mnie ktos pouczal, jak mam popychac wozek, to bym sie poczula traktowana jak idiotka i co za tym, ifdzie, bez szacunku, ale tak naprawde chodzi o liczenie sie z drugim czlowiekiem, jego potrzebami i prawem do odmowy.
        • rennie77 Re: Burza 06.09.10, 22:32
          czasem widze takie kobiety w sklepach, kawiarniach, w kinie, ale nigdy nie wiem jaki jest kontekst takiego zachowania, wiec staram sie nie oceniac tego. wiem, ze sama pod koniec mojego ostatniego zwiazku zachowywalam sie nienajlepiej, ale czasem czulam sie jakbym byla z ograniczonym umyslowo i emocjonalnie dzieckiem. minelo kilka lat i eks sie nie zmienil, nie wydoroslal ani na jote, wiec dzisiaj wiem, ze mialam powod, aby sie tak zachowywac. jestem teraz z kims i nie musze byc jak instrukcja obslugi, encyklopedia i poradnik dotyczacy wszystkiego. moge pewne rzeczy pozostawic na glowie swojego faceta i wiem, ze bedzie ok. nie musi byc po mojemu, grunt, zeby bylo dobrze. oczywiscie mam tu na mysli rzeczy istotne, wazne.
          poza tym mysle, ze w ogole we wzajemnych relacjach miedzy kobietami a mezczyznami malo jest szacunku, empatii, itd. to smutne ale niestety prawdziwe. wychowuje sie nas do walki, ujadanki a nie do wspolpracy.
        • burza4 Re: Burza 07.09.10, 12:53
          tully.makker napisała:
          > Wydawalo mi sie, ze wiem lepiej i ze w zwiazku z tym mam prawo decydowac, co, k
          > iedy i jak ma byc zrobione w NASZYM domu.

          No tak, ale mi się nie wydaje. Ja wiem lepiej:))), co z niechęcią mąż przyznaje. Niejednokrotnie przekonałam się o tym, że ilekroć w pełni zdałam się na niego w kwestiach okołodomowych, to plułam sobie potem w brodę. Nie dlatego, że jest imbecylem, tylko dlatego, że nasze priorytety się w wielu sprawach nie pokrywają. Dlatego często nie odpuszczam, kiedy instynktownie czuję, że coś mi w jego rozwiązaniu nie pasi.

          > W tytule postu uzylam slowa szacunek, bo gdyby mnie ktos pouczal, jak mam popyc
          > hac wozek, to bym sie poczula traktowana jak idiotka

          Ja też, ale oni mają inną percepcję. Mój eks na ten przykład byl tak traktowany latami przez własnych rodziców i detalicznie przepytywany czy zamknął drzwi, ruszył klamką dla sprawdzenia, czy nie zostawił otwartego okna, czy zakręcił gaz, jakim autobusem jechał, ile czekał na przystanku, i czy w związku z tym do domu ma zamiar jechać tą samą trasą, czy może jednak lepiej tramwajem. Mi pulsowala żyłka, on nie widział w tym nic zdrożnego.
          • tully.makker Re: Burza 07.09.10, 13:33
            No przeciez, ze wiesz lepiej czego chesz, co jest dla ciebie dobre i jak to osiagnac. To taka troche tautologia.
            Pytanie, czy jesli wasze priorytety sie nie pokrywaja, to czy powinno byc tak, ze on powinien zaakceptowac twoje.
            • triss_merigold6 Re: Burza 07.09.10, 21:25
              W kwestiach domowo-organizacyjnych zasadniczo TAK. Mojemu mnóstwo rzeczy dla mnie istotnych, po prostu zwisa. Mógłby lekkim twistem mieszkać w pokoju z gołą żarówką pod sufitem więc nie pytam jak żyrandol by mu pasował tylko pokazuję, że są takie i takie, które wyglądałyby IMO odpowiednio. W fazie wybierania marudził na kryształowy, kupiłam, przywieźli. Zawiesił i uznał, że jest cudny.
            • burza4 Re: Burza 08.09.10, 12:36
              tully.makker napisała:

              > Pytanie, czy jesli wasze priorytety sie nie pokrywaja, to czy powinno byc tak,
              > ze on powinien zaakceptowac twoje.

              No pewnie, ze zaakceptować moje. Ja nie miewam fanaberii, tylko zwracam uwagę na inne aspekty, IMO warte rozważenia. Wczorajszy przykład - widzę, że małżonek upycha w kominku resztkę drewna, ja gwałtownie protestuję - bo idziemy spać, nie ma sensu ogrzewać teraz, a ta resztka przydałaby mi się na kolejne dni. Małżonek jest zdania, że "nie będzie trzymał takiej resztki, po co to ma się poniewierać, jak nadal będzie zimno to można podjechać i kupić na stacji, albo w Obi". Tylko że małżonek wyjeżdża skoro świt a ja nie mam ani czasu ani najmniejszej ochoty pętać się po stacjach benzynowych w poszukiwaniu drewna.
              • tully.makker Re: Burza 08.09.10, 13:21
                Efektem tego jest, ze zyjesz z pantoflarzem, albo w stanie ciaglej frustracji z powodu jego niepasowania do twoich standardow, albo w obu stanach naraz.
                • burza4 Re: Burza 08.09.10, 13:57
                  tully.makker napisała:

                  > Efektem tego jest, ze zyjesz z pantoflarzem, albo w stanie ciaglej frustracji z
                  > powodu jego niepasowania do twoich standardow, albo w obu stanach naraz.

                  Pudło, mąż jest o lata świetlne odległy od pantoflarza, a z jego niedopasowaniem jakoś sobie radzę - o dziwo, bez antydepresantów.
                  • tully.makker Re: Burza 08.09.10, 14:09
                    o dziwo, bez antydepresantów

                    To wlasnie jest typowe - proba ponizania innych z powodu choroby. Nic z tego. Jestem dumna, ze mimo ze pierwszy epizod depresji mialam juz jako nastolatka, zdolalam pokierowac swoim zyciem tak, by bylo szczesliwe i spelnione. Ciesze sie, ze leki na depresje sa dostepne szerzej niz kiedys, bo wiem, jak zle by sie to moglo skonczyc dla mnie, gdyby nie byly - depresja jest jedna z najbardziej smiertelnych chorob.
                    • aandzia43 Re: Burza 08.09.10, 16:02
                      Wiesz Tully, są takie okresy, gdy każdy dzień zaczynam od hymnu pochwalnego dla współczesnej farmakologii ;-) Nasi faceci sobie, a nastroje sobie. Chociaż... czasem się zazębia jedno z drugim.
                      • tully.makker Re: Burza 08.09.10, 16:13
                        Nasi faceci sobie, a nastroje sobie.

                        Moj najgorszy nawrot depresji wybuch po porodzie, gdy chlop nosil mnie na rekach, a jak byl poza domem to przysylal wiachy przez poslanca.
                        • aandzia43 Re: Burza 08.09.10, 16:21
                          > Moj najgorszy nawrot depresji wybuch po porodzie, gdy chlop nosil mnie na rekach, a jak byl
                          > poza domem to przysylal wiachy przez poslanca.

                          No, czysta chemia organizmu, babskie hormony rozregulowały ci głowę, znam ten ból.
                    • burza4 Re: Burza 09.09.10, 16:16
                      Hmm, a czemu odbierasz to personalnie, tam nie było nic o tobie? "uderz w stół"?

                      Skoro już ciągniesz temat, to sorry, nie przekonuje mnie "prawdziwe szczęście" i poczucie "spełnienia" jeśli jest regulowane farmakologią. Nie wierzę też w depresję biorącą się znikąd.
                      Twoja wizja szczęścia i przepis na życie - twoja sprawa, dla mnie po prostu to mało wiarygodne.
                      I na tym zakończmy dyskusję.
                      • aandzia43 Re: Burza 09.09.10, 16:58
                        > Skoro już ciągniesz temat, to sorry, nie przekonuje mnie "prawdziwe szczęście"
                        > i poczucie "spełnienia" jeśli jest regulowane farmakologią. Nie wierzę też w de
                        > presję biorącą się znikąd.

                        Abstrahując zupełnie od związku Tully - nie słyszałaś o depresjach endogennych? Nie biorą się one co prawda "znikąd", wynikają z nieprawidłowej chemii mózgu. Powracają czasem ze sporą regularnością, czasem w wyniku osłabienia po chorobie somatycznej, a czasem rzeczywiście indukują je stresy i nierozwiązane problemy zyciowe. Nie nam sądzić, jakie podłoże ma choroba Tully. To sprawa lekarza.
                      • tully.makker Re: Burza 10.09.10, 10:11
                        Skoro już ciągniesz temat, to sorry, nie przekonuje mnie "prawdziwe szczęście"
                        > i poczucie "spełnienia" jeśli jest regulowane farmakologią. Nie wierzę też w de
                        > presję biorącą się znikąd.


                        To, w co TY wierzysz badz nie nie ma specjalnego znaczenia. Możesz sobie wierzyc w krasnoludki i to nie sprawi, ze one zaczna istniec. Na szczescie istnieje wieleobiektywnych badan naukowych potwierdzających zmiany anatomiczne i funkcjonalne w organizmach osob chorych na depresje, i ugruntowane procedury medyczne leczenia tej choroby, dzieki którym ja i tysiące chorych może prowadzic normalne zycie. Gdybys miala choc cien pojecia o depresji , wiedziałbyś, ze leki nie wywołują uczucia szczęścia i spełnienia, to jest zalezne od tego, jak zyjesz.
      • tojatojatoja Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 24.09.10, 16:12
        burza4 napisała:

        > co do męskiego rozgarnięcia - pamiętam jak kiedyś zalatana rzuciłam do eksa, że
        > by wyniósł pranie na balkon, bo na wierzchu są farbujące spodnie. Po godzinie o
        > kazało się, że miska stoi na balkonie, skoro w pośpiechu nie wyjaśniłam dobitni
        > e, że ma je rozwiesić, to tak rewolucyjny pomysł mu do głowy nie przyszedł.

        Ja bym się zastanowiła jedynie, czy brak działań męża w sprawie prania, to efekt jego niedomyślności czy jedynie lenistwa.

        Mam wrażenie, że faceci nie lubią się przemęczać i dlatego czasem udają głupszych niż są w rzeczywistości. ;-)

        Mój facet przyznał się, w przypływie szczerości, że chodzi raczej o lenistwo.
    • kati1973 Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 18:02

      a czemy mezczyzni nie szanuja kobiet
      to pytanie retoryczne
      • mehil.dam Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 21:12
        Przychodzi taki do domu, siada przed telewizorem/komputerem, osładza powietrze zapachem skarpet i co go poprosisz - "Nie chce mi się". Po sobie z podobnych powodów też nie sprząta, tylko w kuchni syf zostawi, bo w nocy głodny był. Żeby na zakupy, bo pusta lodówka prosić trzeba tydzień. Żona tylko o coś poprosi to od razu, że gdera itd itp.
        • bluenote1 Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 21:33
          Gdy prośbę o pomoc we WSPÓLNYM domu nazywa: terrorem prac domowych, a obronę dziecka, które blednie i drży (dosłownie) ze strachu przed wrzaskami tatusia z najbłahszego powodu: kultem dziecka, to jakoś trudno mi przychodzi szanowanie takiego.
          Miłość jest teoretycznie bezinteresowna, na szacunek należy jednak zapracować. Jak szanować wyżywającego się ciągle na rodzinie frustrata, który wyłącznie żąda, ale nic nie daje? Praca, dom, dzieci - wszystko na głowie kobiety, ale on wielki dobrodziej, bo płaci rachunki i ogarnia kredyt.
          Mężczyźni mają to, na co sobie pracowicie zarabiają, niestety.
          Oczywiście nie wszyscy, ale wtedy z reguły kobieta umie to docenić. Choć i te niedoceniające też się zdarzają, nie powiem. Ale dzieje się tak naprawdę rzadko.
          • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 22:24
            Tu warto zadac pytanie - dlaczego nie szanujesz sama siebie?
    • wespuczi Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 21:55
      a skad wniosek ze ona go nie szanuje?

      moj maz zawsze mnie poucza jesli chodzi o takie rzeczy, bo ja akurat rozbijam jajka potracam staruszki wozkiem etc,
      poki co wydawalo mi sie ze mnie szanuje, no ale moze sie myle..
      czas zapanowac nad kompleskami kolego.
      • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 22:06
        > czas zapanowac nad kompleskami kolego.

        Ja jestem kolezanka, i to nie twoja.
        • mandziola Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 22:43
          Hmmm.. Czy pouczam? Tak w Twoim rozumieniu. Czy nie szauję? Nie. Szanuję i to bardzo.
          Zarabia więcej niz ja, swietnie radzi sobie z dziecmi i ma mnóstwo innych zalet. Ale.. Historyjka z zeszłego tygodnia:
          Ja: Kochanie napisałam Ci kartkę co kupic. (na kartce min. jak byk - Napój gazowany Firmy Zbyszko "Trzy czerwone pomarańcze", kolor czerwony).
          Kochanie przyjeżdża z zakupów: "Wiesz co, wszędzie szukałem tych trzech limonek, ale nigdzie nie było wszędzie tylko trzy pomarańcze, no to kupiłem trzy cytryny".
          Ja: Osłupienie "Ale przeciez miałęs zapisane na kartce żeby kupic "Trzy czerwone pomarańcze"
          Kochanie: "Czy Ty myślisz, że ja jestem az taki głupi? Chodx zobacz co napisałas" - Kochanie wyjmuje ze spodni kartkę i zerka.
          Ja: No? Pokaz?
          Kochanie "O ku..." -dramatycznym gestem drze karteczke w drobne kawałki i ze smiechem biegnie do kosza na smieci.

          Koniec Fanfary, Osiołek Porfirion przewraca się w grobie.
          • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 07.09.10, 10:09
            A tobie nie zdarzylo sie nigdy nie doczutac, zapomniec, pomylic sie? Mi sie to zdarza calkiem czesto.
            • mandziola Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 07.09.10, 21:10
              Owszem ZDARZYŁO (caps zamierzony). U mojego męża jeśli chodzi o sprawy domowe to się nie zdarza. To jest ciągłość:) Jeszcze się nie zdarzyło, że np. pojechał na zakupy i kupił wszystko co miał na kartce, lub to co miał dokładnie napisane:))
              Taki po prostu jest - jak tam wyżej czy niżej, ktos napisał - nasze priorytety w niektórych kwestiach się nie pokrywają:)
              • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 08.09.10, 11:14
                Jeszcze się nie zdarzyło, że np. pojechał
                > na zakupy i kupił wszystko co miał na kartce, lub to co miał dokładnie napisane

                A wiesz, ze ja mojemu chlopu nie daje kartek? Sam wie, co chce jesc i zna gusty reszty rodziny.
                • sebalda Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 08.09.10, 11:25
                  Tully, masz wspaniałego chłopa, wszyscy to już zarejestrowali, ale tutaj chodzi o to, że noboby's perfect i czasami trzeba coś chłopu/babie przypomnieć. Mój też robi zakupy lepiej niż ja, gotuje o niebo lepiej, ale ubrań nie jest w stanie wrzucić do kosza na brudną bieliznę (albo rzadko jest w stanie), a jak juz ruszy go sumienie i umyje w holu podłogę mopem, to chyba go jakaś niemoc ogarnia i nie umie mopa wycisnąć, tylko takim na maksa mokrym przeciera i potem trzeba minimum godzine czekać, zanim ta podłoga wyschnie.
                  Wszyscy mamy jakieś większe lub mniejsze ułomności i tylko od naszego wewnętrzego poczucia swojej wartości i zdrowego dystansu do własnej osoby zależy, czy uwagi bliskich nas obrażają, czy pomagają nam wszystkim w codziennym funkcjonowaniu. Czy chciałabyś się po latach dowiedzieć, że coś robiłaś źle lub głupio, ale mąż nie chciał Ci tego mówić, bo bał się, że sie obrazisz? A w środku krew go zalewała?
                • mandziola Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 10.09.10, 21:48
                  Tia? A ugotuje jeszcze coś z tego co przywiezie?? Bo u nas gotuje ja i ja ustalam jadłospis na cały tydzień - tak mi po prostu łatwiej.
                  A tak po za tym - mój nie wie co chciałby zjeść:) Ale jak jest w lodówce, to chętnie zje...
                  Gusty reszty rodziny zna wyrywkowo.. ale wolałabym żeby nie karmił mi dzieci ino serkami Danio.
                  Tobie się trafił taki egzemplarz - mnie inny. Nic nie poradzę, że w sprawach domowych ma totalna indolencje.
                  Jak czegos chce - to duzymi literami muszę.
                  • rennie77 Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 10.09.10, 22:09
                    tully o ile rozumiem, ze fajniej jest, kiedy ktos nas chwali i, ze normalna osoba w takiej sytuacji, moze czy powinna myslec wedlug schematu: 'ona jest dla mnie mila, wiec ja tez bede dla niej mily', to niestety nie dziala to wobec kazdego. poza tym, moze to nie zadzialac w zwiazku, w ktorym kazdy objaw sympatii czy zyczliwosci jest przyjmowany wrogo i z niedowierzaniem, bo sprawy zaszly juz za daleko.
                    to o porozrzucanych rzeczach w domu i tym, ze wazniejsze jest dla ciebie: dobra atmosfera i bliskosc, to juz w ogole nie czaje. w czystym domu jest jakos chlodniej?
                    • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 24.09.10, 21:32
                      to o porozrzucanych rzeczach w domu i tym, ze wazniejsze jest dla ciebie: dobra
                      > atmosfera i bliskosc, to juz w ogole nie czaje. w czystym domu jest jakos chlo
                      > dniej?

                      No czasami bywa. A mi chodzilo po prostu o to, jesli mam do wyboru robienie awamtury o sprzatanie lub przytulenie sie do chlopa na kanapie w balaganie, wybieram to drugie. Bo nawet jak posprzata, to co z tego, jeli bedziemy sie tym cieszyc siedzac w osobnych pokojach.
        • wespuczi Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 06.09.10, 23:32
          noz chyba sobie szczele w leb...
          • kochamkotyijuz Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 07.09.10, 04:04
            Zastawiam sie czy zdarzylo mi sie potraktowac mojego meza bez szacunku?hmmm..
            Wedlug mnie nie, ale byc moze wedlug niego tak.
            Sa pewne rzeczy ktore tylko maz wykonuje i ja sie nie wtracam-meskie roboty,i sa rzeczy ktorych unikam i w ogole z nim nie robie zeby nie dawac mu powodu do krytykowania badz wnerwiajacego komentowania mnie np.przy mezu nie prowadze samochodu i nie kupuje(nie mierze)ciuchow.
            W swoim malzenstwie udalo mi sie wynegocjowach pare fajnych rzeczy nie krytyka czy krzykiem czy zalecanym na forum krotkim komunikatem, ale MARUDZENIEM wlasnie.U mnie taka forma gledzenia swietnie sie sprawdzila.Na dzien dzisiejszy maz zasciela lozko jesli wstal drugi,opuszcza klape w toalecie,wyrzuca brudne ciuchy do kosza(zwlaszcza wiecznie walajace sie po katach obwazanki grrrrr),domyka lodowowke,odklada na miejsce i sprzata po sobie(z tym jeszcze ma problem wiadomo-trudne zadanie,ale doskonali sie),rozwiesza recznik po kapieli ; )))
            W tygodniu nie sprzatamy(drobne rzeczy)za to w weekend sobota jest dniem na porzadki,rachunki i zakupy.W tym dniu maz jest moim asystentem i swietnie sie w tej roli odnajduje -to jesli chodzi o sprzatanie ,ale na zakupach maz jest swietnym partnerem-ma fajne pomysly i propozycje zakupow. Jest aktywny a nie lazi za mna z koszykiem jak cien z mina meczennika.
            Mamy z mezem pewna zasade.Nie klocimy sie publicznie i okazujemy sobie szacunek.Nawet jak nas nerwy ponosza dopiero w domu jest wybuch i omawianie badz wykrzykiwanie nieporozumienia.
            Za to znam kilka malzenstw gdzie kobieta totalnie zdominowala faceta.Ja osobiscie nie maialabym satysfakcji bycia z facetem pantoflarzem.Gnebiony,ponizany,krytykowany grzecznie wykonuje polecenia a jak mu sie przelewa to warkne cos do siebie pod nosem ,ale wprost powiedziec odwagi nie ma.
            Np moja przyjaciolka w stosunku do meza.Tomusiu tyle razy ci mowilam.....Tomusiu ja cie bardzo prosze.....Tomusiu na zakupki juz......Tomusiu to Tomusiu tamto a Tomus biega z jezorem.Patrzec na to nie mozna - ona naprawde traktuje swojego meza jak niedorozwinietego przyglupa a on madry inteligenty facet jest.
            Przypomnialo mi sie jeszcze z serialu "alternatywy 4" przyklad spiewaczki i jej meza akmpaniatora.Swietnie ukazali zdominowanie i brak szcunku zony wzgledem meza.
            Ja sie tylko zastanawiam jak czuje sie taki gosciu.Czy on sobie w ogole sprawy nie zdaje z tego jak jest traktowany, poniwierany czy w srodku walczy ze soba, cierpi???hmmm
            • sebalda Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 07.09.10, 09:13
              kochamkotyijuz napisała:
              > Ja sie tylko zastanawiam jak czuje sie taki gosciu.Czy on sobie w ogole spr
              > awy nie zdaje z tego jak jest traktowany, poniwierany czy w srodku walczy ze so
              > ba, cierpi???hmmm
              A ja się zastanawiam, jak się czuje wyzywana, poniżana, obrażana żona, jak się czuje, gdy mąż wrzeszczy bez powodu na dzieci, a jej obronę tychże kwituje jeszcze gorszym krzykiem? Hmmm...
              Najgorsze i najgłupsze jest generalizowanie. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni wykorzystują czasami swoja przewagę, próbują z większym lub mniejszym skutkiem zdominować drugą stronę, mają potrzebę wladzy, wyżywają się na słabszych i bezbronnych. Czego jest więcej: nieszanujących swoich partnerów kobiet czy agresywnych mężczyzn? Tego nie wie nikt, ale ja częściej spotykam się z poniewieranymi i nieszanowanymi kobietami, zbieg okoliczności? Większa wylewność i szczerość kobiet? Statystykom tez nie uwierzymy, bo powiemy, że mężczyźni będą się wstydzili przyznać do bycia zdominowanymi. Może zatem lepiej przestać uogólniać i pisać: bo kobiety to to, a mężczyźni to tamto. Może lepiej powiedzieć: niektóre kobiety, niektórzy mężczyźni, hmmm?
              • tully.makker Sebaldo 07.09.10, 10:07
                Przypadek jednostkowy, wiec nie mozna go uogolniac - ale przytocze

                Moj chlop, w czasie nasze go kryzysu wrzeszczacy, obrazajacy mnie, czepiajacy sie o wszystko, wykorzystujacy kazda chwile slabosci - fast forward do chwili obecnej - troskliwy, spelniajacy moje prosby, cwierkajacy o rybkach, kochaniach, itp Oczywiscie szereg czynnikow sklada sie na te zmiane - ale jeden jest wazny w kontekscie tego watku - przestalam go krytykowac, pouczac, dyrygowac nim. I nagle odnalazla sie w nim inicjatywa, by robic rozne rzeczy z wlasnej woli. Moze nie tak, jak ja bym zrobila, i nie w takiej kolejnosci...

                Przyklad w weekendu - wacamy z rodzinnych rowerow, odpalam gaz pod zupa, chlop - to ja dokoncze malowac balkon ( wlasna inicjatywa, wczesniej proszony o to od 2 lat olewal temat) . Kiedys bym go opieprzyla, ze bierze sie do tego ewlasnie gdy ma byc obiad - teraz mowie - ok, zostawie ci zupe w garze. Przychodzi, gdy my jestesmy w polowie zupy, nalewa sobie na talerz. balkon pomalowany, spokoj na natepne kilka lat, to chyba warte spoznienia na posilek.
            • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 07.09.10, 10:12
              Na dzien dzisiejszy maz z
              > asciela lozko jesli wstal drugi,opuszcza klape w toalecie,wyrzuca brudne ciuchy
              > do kosza(zwlaszcza wiecznie walajace sie po katach obwazanki grrrrr),domyka lo
              > dowowke,odklada na miejsce i sprzata po sobie(z tym jeszcze ma problem wiadomo-
              > trudne zadanie,ale doskonali sie),rozwiesza recznik po kapieli ; )))

              Ale czy twoj maz robi to z wewnetrznej potrzeby, czy tez dlatego, zeby uniknac gledzenia? Bo to, by bylo tak jak on chce, czy by dostosowac sie do twoich wymagan?
              • kochamkotyijuz Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 07.09.10, 10:38
                Tully
                Ale przeciez to nie sa zadne wygorowane wymagania -opuszczenie klapy czy nierozrzucanie skarpet czy rozwieszenie recznika.Nawet jesli robi to zeby uniknac gledzenia to naprawde az tak zle???Zobacz ile jest postow ze maz nie chce pomagac w domu a co gorsza nie szanuje cudzej pracy.Moj maz rowniez nie kwapil sie do pomocy i musialam znalezc na niego jakis sposob.U mnie rozkazy,komunikaty czy prosby nie dzialaly ale zadzialalo gledzenie.
                Mysle ,ze maz obecnie wykonuje te czynnosci automatycznie nie robiac ani lachy ani przyslugi.
                • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 07.09.10, 10:59
                  U mnie rozkazy,komunikaty czy pr
                  > osby nie dzialaly ale zadzialalo gledzenie.

                  Widzisz, ja wasnie atakuje takie zalozenie, ze w domu ma byc tak, jak chce kobieta, a mezczyzna ma sie temu podporzadkowac. Wybor metod to juz sparwa drugorzedna, choc ja np nie wyobrazam sobie, zeby mi ktos wydawal nakazy w moim wlasnym domu - wiec stram sie od jakeigos czsu rowniez tego nie robic wobec mojego partnera.
                  • kochamkotyijuz Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 07.09.10, 11:40
                    Rozumiem o co ci chodzi. Powiem ci tylko, ze z poczatku mojemu mezowi tez sie pare rzeczy we mnie nie podobalo i niektore przyzwyczajenia tez musialam zmienic.I mowie tu o naprawde drobnych sprawach jak np zamykanie pasty do zebow czy wylaczanie satelity a nie tylko telewizora.To nazywamy docieraniem sie.
                    Ja w tej chwili raczej meza nie krytykuje a juz tymbardziej nic mu w naszym domu nie narzucam ale przyznaje ,ze nie zawsze tak bylo.
    • lusitania2 Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 07.09.10, 09:34
      bo do tanga trzeba dwojga.
      A jak kobiecie brak szacunku do siebie samej, wiąże się z chamowatym ćwokiem czy innym misiem z deficytem uwagi/ wielkim panem i władcą / itpitd - nieważne jaki (czego się czepiasz głupia, przecież nie pije i nie bije), to potem mamy nakręcającą się spiralę wzajemnej agresji i braku szacunku.
    • doctor.no.1 Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 07.09.10, 09:35
      No to mamy piękną listę, dlaczego mężczyźni nie zasługują na szacunek :) :)

      Przekonałyście mnie, nie warto szanować barana, który posprzątać po sobie nie potrafi...
      • lusitania2 Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 07.09.10, 10:13
        doctor.no.1 napisała:

        >
        > Przekonałyście mnie, nie warto szanować barana, który posprzątać po sobie nie p
        > otrafi...

        nieeeeee
        Nie należy w ogóle wiązać się z takim baranem, który po sobie posprzątać nie potrafi.
    • aandzia43 Łopatologicznie 07.09.10, 15:17
      Tully wytłumaczę ci to, co pisały już dziewczyny wcześniej, ale może nie tak dobitnie.
      Pytasz: "Dlaczego moje priorytety w kwestiach okołodomowych są ważniejsze od jego i czy musi być tak, jak ja chcę, żeby było?"
      Są one ważniejsze i powinno być po mojemu, bo życie według jego przyzwyczajeń i skłonności byłoby chaotyczne, uciążliwe, a czasem nawet niebezpieczne dla zdrowia. Zgniłe, sto lat niezmieniane ręczniki porozrzucane w łazience, sto lat nieprane narzuty i firanki, kibel - bomba bakteriologiczna, śmierdzący kosz na śmiecie, zalepione klamki i futryny. Przedmioty leżące i stojące tam, gdzie ciśnięto wiele dni (tygodni) temu. Brak potrzeby robienia remontów, nie mówiąc już o czymś tak z kosmosu, jak generalne sprzątanie raz na, powiedzmy, rok. To jest standard, do jakiego siłą bezwładu dąży mój facet. Nie mój wymysł i domysł, tylko rzeczywistość - przepraktykowane na dłuższym odcinku czasu. Zauważ, że w ogóle nie poruszam tu kwestii estetyki, na którą my, kobiety jesteśmy dużo wrażliwsze od facetów. Chodzi mi tylko i wyłącznie o bałagan i brud, które są jest dezorganizujące i szkodliwe. Tak oczywiście może sobie żyć mężczyzna (czy kobieta, znam i brudaski) singiel. Ale rodzina z dziećmi i zwierzętami na niewielkim, zazwyczaj, metrażu, MUSI dbać o minimum porządku i czystości. Musi, inaczej się udusi we własnym smrodzie i powybija sobie zęby o zalegające wszędzie przedmioty. Zabiegi mające na celu regularne odszczurzanie chaty są zazwyczaj standardem kobiecym. A cel jest zbożny, przyznasz chyba? I dlatego w domu i w zagrodzie mają obowiązywać moje zalecenia. Dixi!!!
      To jest to, o czym już wcześniej pisałam: poczucie odpowiedzialności, które nakazuje trzymać się twardo swoich racji, jeśli się wie (bo doświadczenie pokazało), że miękka gra wobec rodziny skończy się źle dla wszystkich.

      Mój chłop już dawno przekonał się, że są sprawy, w których rozsądnie jest podporządkować się moim sugestiom, bo służy mu to w ostatecznym rozrachunku. Tak naprawdę, brud i bałagan, które generuje, przeszkadzają mu (biedaczek nawet sprząta, ale robi to za rzadko, zabiera się od dupy strony) i ład i porządek zrobione moim mózgiem i wspólnymi siłami (z przewagą moich) wita z ulgą. Nie, nie powiem, że jest to wielka radość, ale ulga i zadowolenie na pewno;-) W różnych mażłeństwach jest oczywiście różnie. Ja napisałam o sobie, a ja i mój mąż jesteśmy chyba dość sztampowi, jeśli mowa o płci mózgu i wynikających z niej skłonności. Ja szanuję mojego chłopa, ale nie we wszystkim mój Niedźwiedź, sorry, ma rację, i niektóre jego pomysły na nasze wspólne życie okazały się hmmm... głupawe. Moje zresztą też.
      • tully.makker Re: Łopatologicznie 07.09.10, 20:30
        Ok przyjelam do wiadomosci.

        TY poslubilas idiote.

        Ale co z reszta kobiet na swiecie? Bo ja widze, ze jak swojego nie traktuje jak idioty, to - niespodzianka - doskonale potrafi wszysko zorganizowac i nawet sprzata z wlasnej woli.
        • aandzia43 Re: Łopatologicznie 07.09.10, 21:11
          Niestety, nie zrozumiałaś.
          Jesteś neofitką. Odkryłaś coś i wydaje ci się, że jeśli tobie objawiło się to dopiero teraz, to inni na pewno walnięcie porcją wiedzy w głowę mają jeszcze przed sobą. I ty oczywiście musisz nieść kaganek (kaganiec?) oświaty. Przykład z zupą i malowaniem balkonu mi to objawił;-P Wiesz, mój facet nigdy nie dostawał bury za to, że obrabiał swoją działkę w swoim rytmie. U nas to normalka chyba od zawsze. W obie strony. Przejmowanie inicjatywy natomiast i narzucanie (bardziej sposobem niż wrzaskiem) swoich standardów tam, gdzie ma się lepsze rozeznanie, NIE JEST traktowaniem partnera, jak idioty.

          P.S. Mój mąż poślubił idiotkę. Biedaczek musi pilnować, żebym się nie zgubiła w supermarkecie. Od czasu do czasu, z ogromną cierpliwością i poczuciem humoru, naprowadza mnie delikatnie na właściwą uliczkę;-)
          • tully.makker Re: Łopatologicznie 08.09.10, 11:18
            Jesteś neofitką. Odkryłaś coś i wydaje ci się, że jeśli tobie objawiło się to d
            > opiero teraz, to inni na pewno walnięcie porcją wiedzy w głowę mają jeszcze prz
            > ed sobą. I ty oczywiście musisz nieść kaganek (kaganiec?) oświaty.

            Myslisz ze swiezosc odkrycia deprecjonowalaby jego wartosc poznawcza? Ale rozczaruje cie - pisze tylko to, o czym niektore prawicowe feministki amerykanskie trabia juz od lat, jesli wiec mam jakis powod do dumy to tylko tyle, ze zapoznalam sie z pogladami ktore sa mi ideologicznie obce i zadalam sobie trud znalezienie w nich czegos dla siebie.

            Przejmowanie inicjatywy natomiast i narzucanie (bardzie
            > j sposobem niż wrzaskiem) swoich standardów tam, gdzie ma się lepsze rozeznanie
            > , NIE JEST traktowaniem partnera, jak idioty.

            NARZUCANIE BARDZIEJ SPOSOBEM NIZ WRZASKIEM - widzisz co sama piszesz? Czy mozna szanowac czlowieka, ktorym sie manipuluje?
            • aandzia43 Re: Łopatologicznie 08.09.10, 15:52
              > Myslisz ze swiezosc odkrycia deprecjonowalaby jego wartosc poznawcza?

              Nie, ale często powoduje coś w rodzaju przejściowej paranoi: przejawy zjawiska widzi się wszędzie. Nawet tam, gdzie go w ogóle nie ma.

              Ale rozcz
              > aruje cie - pisze tylko to, o czym niektore prawicowe feministki amerykanskie t
              > rabia juz od lat, jesli wiec mam jakis powod do dumy to tylko tyle, ze zapoznal
              > am sie z pogladami ktore sa mi ideologicznie obce i zadalam sobie trud znalezie
              > nie w nich czegos dla siebie.

              I dobrze. Z klimatów pt. "feministki weryfikują swoje poglądy" polecam książkę Elizabeth Badinter "Fałszywa ścieżka".

              >
              > NARZUCANIE BARDZIEJ SPOSOBEM NIZ WRZASKIEM - widzisz co sama piszesz? Czy mozna
              > szanowac czlowieka, ktorym sie manipuluje?

              Ajajajaj;-) Daj spokój, dziewczyno, zapędzasz się. Chciałabym być dla własnego dobra tak "manipulowana".
              Zresztą jestem. Wiesz, mój mąż ma potrzebę (potrzebę, nie nawyk wyniesiony z domu) zjeść codziennie coś na gorąco. Ja takiej głębokiej potrzeby nie mam, w związku z czym pozostawiona sama sobie nie gotuję regularnie. W tandemie z nim, delikatnie "stymulowana", biorę udział w przygotowaniach ciepłych posiłków. Gotuję lepiej i sprawniej, on jest lepszy w szybkich zakupach i pracach "podkuchennego", dzielimy się pracą i mamy codziennie smaczne, ciepłe papu. Myślę, że wychodzi mi to raczej na zdrowie, nie kosztuje zbyt wiele wysiłku, bo motorem tych działań i częściowym wykonawcą jest on. Nie ryczy z kanapy: "Dawaj obiad, kobieto!!!", tylko jakoś tak to robi, że ten obiad sam się robi. Tak jak ja, jakoś tak to robię, że jest w gawrze względny porządek, a chłop nie jest szczególnie zestresowany i spracowany. To tylko drobny przykład, właśnie mi przyszedł do głowy, wcześniej jakoś nie zauważałam tych subtelnych knowań na gruncie rodziny;-)
        • triss_merigold6 Re: Łopatologicznie 07.09.10, 21:16
          Ok, to ja też. O ile mojemu doskwiera syf w papierach/gazetach/książkach i nie rzuca ubrań gdzie popadnie (na razie przynajmniej), o tyle brudne lustro już mu nie wadzi, brudne okna tez nie. Po wydaniu stosownego polecenia - umyje. Chłop sam twierdzi, że domowo dobrze funkcjonuje w systemie nakazowo-rozdzielczym: umyj, zanieś, przynieś, kup etc. Wtedy rozumie i pamięta. Nie wnikam czy tak ma czy tak mu wygodniej, grunt, że jest prościej, amoją potrzebę władzy i kontroli otoczenia to zaspkaja.
          Estetykę docenia, ale kiedy mieszkał sam to satysfakcjonowała go niemal pusta kawalerka - mógłby spać na materacu, trzymać rzeczy w kartonach i mieć sztućce z niezbędnika harcerskiego. Ja się w technikę wykonania czynności remontowo-naprawczych nie wtrącam, nie pouczam, nie stoję nad głową (wybieram kolor, rozmiar etc.).
          • tully.makker tris nie obraz sie 08.09.10, 11:33
            Ale przeciez to twoja potrzeba kontroli sprawila ze twoj ostatni maz porzucil cie dla komputera. Przyznasz, ze trudno odczuwac potrzebe erotycznej, intymnej wiezi z ims kto jest odwzorowaniem naszej dominujacej matki? W koncu tabu kazirodztwa nie bez przyczyny jest tak moc mo zakodowane w ludzkiej naturze.
            • triss_merigold6 Re: tris nie obraz sie 08.09.10, 14:02
              Nie do końca tak jest jak piszesz.;)
              Mam - i tak ograniczoną w porównaniu z wieloma kobietami - potrzebę kontroli zawartości lodówki oraz jakiego takiego porządku w domu. Ograniczoną, bo nigdy nie miałam perfekcjonistycznych zapędów. Po prostu ze względu na dziecko pewne rzeczy w domu być powinny, np. mleko, pieczywo, nurofen, owoce, zupa, sok etc. i ja o tym pamiętam lepiej. Kompletnie nie ingeruje natomiast w kwestie na których mój facet zna się lepiej ode mnie. Przykład z osoatnich dni: chłop uznał, że trzeba obejrzeć i poprawić okna przed zimą i wobec tego umówi znajomego, który się tym zajmuje. Ja - dobrze. Umówił na sobotę, godzina wstępnie taka a taka. Ja - dobrze, spoko. Nie wnikam kto, co, za ile, dlaczego ten i że może lepszy byłby poniedziałek tylko przyjmuję do wiadomości.
              • tully.makker Re: tris nie obraz sie 08.09.10, 14:10
                Ale nikt nie mowi, ze masz nei napelniac lodowki. Chodzi mi o sytuacje, kiedy TY masz jakas potrzebe i oczekujesz, ze ktos ja zaspokoi, bo tak.
                • rennie77 Re: tris nie obraz sie 08.09.10, 14:32
                  tully tu zalezy chyba czy ta twoja potrzeba jest podyktowana twoim 'widzimisie' czy tez, jak slusznie zauwazyly dziewczyny, jest to cos istotnego dla rodziny, zwiazku, partnera, pozycia malzenskiego, itd. bo sa sprawy i 'sprawy'.
                  sposob prowadzenia wozka jest duperela, ale czasem nie umiemy sie wypowiedziec w sprawach waznych, a dopiekamy komus w takich drobiazgach wlasnie. to tylko takie przypuszczenie, bo przeciez nie znam tamtej, opisywanej przez ciebie sytuacji.
                  nie jest latwo byc razem dwojgu doroslych ludzi, a kiedy dochodza do tego jeszcze dzieci, to juz w ogole jest mistrzostwo swiata. sa ludzie, ktorzy rozumieja, ze bycie razem to takze rezygnacja z roznych swoich przyzwyczajen, w imie bycia razem. sa tacy, ktorzy mysla, ze ktos sie zupelnie do nich dostosuje i uwazaja, ze takie postepowanie jest ok.
                  w przypadku facetow, tu niestety duza wina mozna obarczyc matki. no bo jak facet, ktory nigdy sobie nie pral, nie gotowal, nie sprzatal i nie mial w domu zadnych obowiazkow, ma nagle byc inny we wlasnym domu? winny jest tez sam obraz zwiazku propagowany w naszej kulturze. tata jest od zabawy, mama jest od opieki. mama w kuchni, tata na kanapie.
                  mam w domu jedno dziecko, nie chce miec kolejnego. chce miec w domu partnera, kogos kto potrafi sprostac pewnym obowiazkom. takie jest zycie po prostu i wcale to nie znaczy, ze mnie to nie uwiera, ze wiele rzeczy 'musze'. na tym takze polega doroslosc. dzisiaj przeceniamy wolnosc. czym jest wolnosc bez bliskosci, wspolnoty i wspoldzialania? nie potrzebuje kogos kto bedzie zyl ze mna pod jednym dachem, ale osobno.
                  jesli komus zalezy, to sie postara. jesli jest uwazny, to zauwazy. jesli jest rozumny, to pewne rzeczy zrozumie. jesli bedzie chcial sie mnie nauczyc, to sie nauczy. i jesli bedzie tego chcial, to ja odwdziecze mu sie tym samym. na tym polega zwiazek.
                  nie mam potrzeby ciagniecia 5 etatow na raz i zycia w zgorzknieniu widzac, ze moj partner olewa mnie i moje potrzeby.
                  na szczescie to wszystko jest juz poza mna i na jeszcze wieksze szczescie znalazlam kogos komu zalezy, kto sie stara, kto chce zrozumiec, nauczyc sie mnie, itd. musze dodawac, ze rewanzuje mu sie tym samym?
                  • tully.makker rennie 08.09.10, 14:50
                    IMHO, oczywscie na poczatku zwiazku jest tak, ze oboje sie soba zachwycamy, i oboje bardzo sie starmy, wiec w sumie jest sie czym zachwycac. Potem okazuje sie ze nie zawsze jest sie czym zachwycac, a im bardziej krytykujemy i reformujemy partnera, tym gorzej on sie zachowuje. I tymmniej jest miedzy ludzmi tej wiezi, ktora sprawia, ze chce ci sie cos frobic dla drugiej osoby.
                    Oczywiscie to dziala w obie strony.
                    Obojgu czasmai jest wygodniej, gdy on gra idiote, a ona nim kieruje. IMHO to zabija erotyczn\a wiaez miedzy partnerami.
                    Nie wierze w facetow, ktorzy ie umieja - przyklad - moj tesc, cale zycie obslugiwany przez zone. Zona wyjechala na 3 miesiace i nagle okazalo sie, ze ponad 60-letni facet umie gotowac,prac, sprzatac, tylko sie z tym wczesniej nie ujawnial.
                    • rennie77 Re: rennie 08.09.10, 15:45
                      tully ten facet musi byc genialny, bo wiesz, ja w sumie robie to moze i dorywczo, ale jednak od paru ladnych lat i czasem mi sie wydaje, ze nie umiem. moje dziecko na przyklad wczoraj zaprotestowalo i zjadlo tylko ziemniaki z mizeria. miesa nie ruszylo, bo jestem wegetarianka i kiepsko sobie radze z jego przygotowaniem. dlaczego? bo nigdy tego nie robilam. kiedys pieklam chleby, ciasta, muffinki, potrafilam z niczego cos wyczarowac, ale mialam kilka lat przerwy i dzisiaj bez ksiazki kucharskiej ani rusz. ten 60latek jest definitywnie lepsza gospodynia domowa niz ja, ale zawsze twierdzilam, ze jestem stworzona do szczytniejszych celow niz pranie i gotowanie.

                      co do krytykowania partnera, to oczywiscie masz racje. przyznaje bez bicia, w zachowaniu mojego eks od razu powinny byly mnie uderzyc pewne rzeczy, ale nie uderzyly. dzisiaj uznaje, ze dopiero, kiedy ktos przejdzie swoisty crash test, moze zostac wpuszczony do naszego zycia.
                      moj obecny partner nie ma wad swojego poprzednika, a te, ktore ma sa marginalne i da sie z nimi zyc. oczywiscie nikt nie jest mi w stanie dac gwarancji na to, ze sie nie zmieni, itd, ale na to ja sama tez nie moge mu dac gwarancji, wiec tu jestesmy kwita.
                    • aandzia43 Re: rennie 08.09.10, 16:19
                      > Nie wierze w facetow, ktorzy ie umieja - przyklad - moj tesc, cale zycie obslug
                      > iwany przez zone. Zona wyjechala na 3 miesiace i nagle okazalo sie, ze ponad 60
                      > -letni facet umie gotowac,prac, sprzatac, tylko sie z tym wczesniej nie ujawnia

                      A dopuszczałaś do niedawna w ogóle do świadomości, że LUDZIE mogą czegoś nie umieć Czy jeśli ktoś czegoś nie robił to wyłącznie z powodu lenistwa i złej woli, bo jak "człowiek chce, to zawsze potrafi". Ale to tylko tak na marginesie.
                      A powracając do facetów: twój teść cudnie zmanipulował swoją żonę. Sprytnie wmówił babie, że mu rączki odjęło, a ona podatna była na taką wersję bardzo ;-P Są i tacy spryciarze rozpuszczeni przez partnerki. Większość jednak ma swoje talenty i ograniczenia.
                      • tully.makker Re: rennie 08.09.10, 16:28
                        teść cudnie zmanipulował swoją żonę. Sprytnie wmó
                        > wił babie, że mu rączki odjęło, a ona podatna była na taką wersję bardzo ;-P

                        No przyznam, ze mi tez taka wersja odpowiada i jak do nich przyjezdzamy to z przyjemnoscia korzystam z podawanego pod nos zarcia ;-))
                        • aandzia43 Re: rennie 08.09.10, 16:34
                          > No przyznam, ze mi tez taka wersja odpowiada i jak do nich przyjezdzamy to z pr
                          > zyjemnoscia korzystam z podawanego pod nos zarcia ;-))

                          Oj znam takie i w młodszym pokoleniu. Kiedyś jeszcze próbowałam pomagać w robocie, odciągać od garów i w ogóle ulżyć doli niewieściej. Teraz siedzę cicho, pozwalam się obsługiwać i bezczelnie wpierniczam dobrości, co mi je podstawia pod nos. Ona musi się urobić po pachy, musi i już! A ja nauczyłam się od facetów tego połączenia pragmatyzmu ze zdrowym egoizmem. Konsumuję, potem chwalę, chwalę i jeszcze raz chwalę. I wilk syty i owca wyr...ana.
        • rennie77 Re: Łopatologicznie 07.09.10, 22:36
          tully to ty akurat poslubilas ideal ;). nie bede sie wdawala w dyskusje co potrafil moj eks, bo musialabym tu powazna epistole wysmarowac.
          • tully.makker Re: Łopatologicznie 08.09.10, 11:25
            tully to ty akurat poslubilas ideal ;).

            Primo, nie poslubilam ;-P
            Secundo - moj chlop jest tak daleki od idealu jak to tylko mozliwe. Jest najwiekszym chlewiarzem, jakiego widzialam, a uwierz mi, widzialam wiele. Ma ADHD, humory i fochy. Nie bede pisac o jego ostatnim wyczynie, bo zaraz kazalybyscie mi pogonic go na 4 wiatry.

            Z wlasnych doswiadczen - dopoki okazywalam mu zaufanie, ze zalatwi wszysto tak, by bylo dobrze, rzeczywiscie to robil. Kiedy mialam nawrtot depresji i zaczalam miec wzmorzona potrzebe kontroli, zaczal fikac. Odkad kontroluje depresje i co za tym idzie, nie mam nadpotrzeby kontrolowania jego, nastapila znowu znaczaca poprawa.
    • urquhart Pantoflarze proszą o pomoc! 08.09.10, 08:08
      Bo najczęściej po jakimś czasie kiedy są dzieci mężczyzna staje się z ukochanego człowieka jedynie dostarczycielem dóbr który drażni opieszałością który nie chce się "dostosować" do potrzeb i oczekiwań kobiety

      wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Coraz-wiecej-mezczyzn-jest-ofiarami-przemocy-domowej,wid,12630596,wiadomosc_prasa.html?ticaid=1ad8f_____________________________________
      Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
    • zalotnica_niebieska Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 08.09.10, 09:21
      Bo na szacunek trzeba sobie zasłuzyć?
      I szacunek nie jest związany z płcia, pozycja ect. Nie wystarczy byc samym mężczyzna, rodzicem, nauczycielem, księdzem by zasługiwac na szacunek...
      • sebalda Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 08.09.10, 10:44
        Aandzia już doskonale i dokładnie opisała, dlaczego czasami trzeba mężczyźnie na coś zwrócić uwagę; nie dlatego, że mamy podwyższone standardy, że wygórowane wymagania, że się czepiamy, bo lubimy, ale ze względów zdrowotnych i bezpieczeństwa w domu. I co śmieszne, znam bardzo wiele małżeństw, w których standardy sprzątania zawyżają panowie, panie się na to godzą i zasuwają w domu od rana do wieczora, coby pan po powrocie z pracy nie wytknął im niedoróbek, coby zasłużyc na pochwałę lub uniknąć awantury o nieumyte okna, zatem nie tylko panie się czepiają. Dzieje się tak głównie, gdy kobieta jest na urlopie macierzyńskim lub, o zgrozo, wychowawczym. Cały dzień siedzi pasożyt w domu i jeszcze jakieś plamy na podłodze?!? To się nazywa szacunek dla żony i matki maleńkiego absorbującego dziecka, nieprawdaż?
        Jest jeszcze jeden aspekt uwag na temat zachowań domowych. Ja mogę mężowi oczywiście nie zwracać uwagi, że rzeczy do prania (które tylko ja robię, bo to nie problem) lepiej jest wkładać do jednego z koszy na brudną bieliznę (w domu są dwie łazienki i dwa kosze, łatwo trafić) niz zostawiać gdzie popadnie w domu i kazać mi się domyślać, co jest do prania, a co jeszcze nie. W końcu mogę prać wszystko co znajdę w domu w kółko (ale to mąż sarka na za duże zużycie wody i energii) i się nie przejmować, ale sama też jestem oszczędna i działa mi na nerwy to ciągłe zastanawianie się, czy to co leży na krześle jest do prania, czy nie. Ale, żeby pana nie denerwować dalej się z tym męczę. Jest jedno ale.... Zniecierpliwienie i niezadowolenie z tego stanu rzeczy się we mnie kumuluje, narasta, coraz gorzej o nim myślę, bo wrzucenie podkoszulka do kosza nie jest trudne w końcu i męczące. Zatem moja opinii o mężu wciąż się pogarsza, frustracja narasta i w końcu w najmniej odpowiednim momencie wybuchnie, prędzej czy później i to ze zdwojoną siłą, bo narosła. Czy nie lepiej jednak powtarzać do znudzenia pewne prośby czy wytyczne, niż tłamsić w sobie niezadowolenie?
        Jest jeszcze rozwiązanie: nie prać wcale jego rzeczy, tylko te z kosza. ALe czy to jest rozwiązanie?
        Kumulowana złość jest gorsza niż wyrażane na bieżąco uwagi, tak myślę.
        • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 08.09.10, 11:30
          > Jest jeszcze rozwiązanie: nie prać wcale jego rzeczy, tylko te z kosza. ALe czy
          > to jest rozwiązanie?

          To najlepsze rozwiazanie jakie moze byc. Czlowiek uczy sie jak postepowac, a jak nie mierzac sie z konsekwencjami takiego postepowania, majac swiadomosc wyboru.
      • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 08.09.10, 11:26
        > I szacunek nie jest związany z płcia, pozycja ect. Nie wystarczy byc samym męż
        > czyzna, rodzicem, nauczycielem, księdzem by zasługiwac na szacunek...

        Ale moze wystarczy byc czlowiekiem?
        • sebalda Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 08.09.10, 11:58
          > Ale moze wystarczy byc czlowiekiem?

          Może zdefiniuj, co dla Ciebie oznacza być człowiekiem? Wtedy możemy podyskutować.
          A w odpowiedzi na sugestie, żeby nie prać wspólnie rzeczy.
          W naszym domu się nie przelewa, pranie w pralce jest znacznie bardziej ekonomiczne niż ręczne. Może też dojść do sytuacji, że mąż się nie zreflektuje, że nie ma już ani jednej czystej rzeczy i będzie zmuszony do kupowania rzeczy nowych, historia zna takie przypadki. A konto wspólne niestety.
          Jako Poznaniankę z pochodzenia strasznie mnie to stresuje. Niemniej często zostawiam te porozrzucane po kątach rzeczy, skupiam się na koszu. I za każdym razem myślę, jaka to ciamajda z tego mojego, że nie potrafi wrzucić koszuli do kosza. Bardzo to podnosi jego ocenę w moich oczach, bardzo. To już chyba lepsze byłoby wdrukowanie przez powtarzanie w jego świadomość komunikatu: brudne - do kosza. Ale to brak szacunku do męża, broń Boże zwrócić mu uwagę;)
          • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 08.09.10, 13:18
            Może zdefiniuj, co dla Ciebie oznacza być człowiekiem?

            Dziwie sie, ze ty, osoba ponoc wierzaca, zadajesz takie pytanie. Normalnie, czlowiek to przedstawiciel gatunku homo sapins, o ile wiem, nie krzyzujemy sie z zadnym inym gatunkiem na ziemi?
            • sebalda Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 08.09.10, 15:27
              > Dziwie sie, ze ty, osoba ponoc wierzaca, zadajesz takie pytanie. Normalnie, czl
              > owiek to przedstawiciel gatunku homo sapins, o ile wiem, nie krzyzujemy sie z z
              > adnym inym gatunkiem na ziemi?

              Znaczy szacunek należy się za samo bycie człowiekiem? Znaczy człowiekiem jako gatunkiem? Znaczy bydlaka, ktory gwałci dzieci i katuje żonę też trzeba szanować, bo jest człowiekiem? Myślałam, że masz na myśli jakieś wyższe wartości. Że bycie człowiekiem nazywasz byciem dobrym, wyrozumiałym, mądrym, współczującym człowiekiem. O, i wtedy takiego człowieka można szanować. Ale to właśnie mamy na myśli (inne osoby też tutaj to podnosiły), mówiąc, że na szacunek trzeba sobie zapracować, bo być naprawdę dobrym człowiekiem jest bardzo trudno.
              • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 08.09.10, 15:45
                Znaczy bydlaka, ktory gwałci dzieci i katuje żonę też trzeba szanowa
                > ć, bo jest człowiekiem?

                A wielu takich znasz? To margines, ale odpowiem - tak, nawet w takim czlowieku trzeba szanowac jego czlowieczenstwo, jego prawa jako jednostki ludzkiej i nie znizac sie do jego poziomu.

                Najwieksze zbbrodnie ludobojstwa wynikaly wlasnie z tego, ze w penych grupach przestawalo sie widziec ludzi.
    • burza4 Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 08.09.10, 13:26
      A tak na marginesie - jak można oddawać ster domowych rządów komuś, kto stojąc przed otwartą lodówką notorycznie pyta gdzie jest masło, bo sam nie potrafi znaleźć?:)
      • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 08.09.10, 14:06
        Ale przeciez ja nie mowie o oddawaniu steru rzadow, for Gods sake. Mowie o liczeniu sie ze zdaniem faceta.
        • sebalda Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 08.09.10, 15:30
          tully.makker napisała:

          > Ale przeciez ja nie mowie o oddawaniu steru rzadow, for Gods sake. Mowie o licz
          > eniu sie ze zdaniem faceta.
          Jeśli facet liczy się z moim zdaniem, jak najbardziej się liczę z jego. Proste tak, że już prostsze nie może być. Sęk w tym, że on nie dość, że się nie liczy, to jeszcze urządza awantury, że kobieta śmie to zdanie posiadać. I tu zaczynają się schody.
          • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 08.09.10, 15:52
            Jeśli facet liczy się z moim zdaniem, jak najbardziej się liczę z jego. Proste
            > tak, że już prostsze nie może być.

            Wcale nie proste, bo kreuje bledne kolo wzajemnych oczekiwan i pretensji. Nikt nie ustapi, i obie strony oczekuja, ze to druga strona pierwsza zacznie sie liczyc z ta druga.

            Jak wiele osob na tym forum, jestem zafascynowala twoim malzenstwem, ktore z jednej strony z twoich opisow jest tak zle, jak tylko moze byc, a ty szczerze nienawidzisz meza, i chyba z wzajemnoscia.
            A z 2 strony, wszelkie porady, ktore moglyby prowadzic co zmiany stanu rzeczy z gory deprecjonujesz jako niestkuteczne, z uporem oczekujac, ze ty bedziesz sie zachowywac tak samo jak zawsze, a zachowanie meza sie zmieni.
            Od razu ci powiem, ze to nie nastapi.
            A jest niejden przyklad, ktory pokazuje, ze tak naprawde ty masz tak samo za uszami jak twoj maz.
            • sebalda Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 09.09.10, 09:54
              > Jak wiele osob na tym forum, jestem zafascynowala twoim malzenstwem

              Doprawdy? Nie sądziłam, że jestem tak popularna i że moje małżeństwo mogło kogokolwiek zainteresować. Coś takiego.
              Ale skoro tak się interesujesz, skoro masz ugruntowaną opinię, zechciej mi może powiedzieć, konkretnie, co mam "za uszami". Nie to, że uważam się za świętą, ale jak ktoś z boku, obiektywnie mi powie wyraźnie i bez ogródek, co tak naprawdę robię źle, to obiecuję to przemyśleć. Tylko nie mów, że mam nie prosić męża o wrzucanie brudów do kosza, bo juz dawno przestałam to robić. Uwagi ograniczam do absolutnego minimum, nie jestem masochistką.
              • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 09.09.10, 10:19
                Pamietasz taki watek o tym, jak ty mezowi cos trulas, a on na ciebie zawarczal? I podzielone opinie forumowiczek? To taki tylko przyklad.

                Ja bym proponowala taki test na jakies 2 tygodnie - badz dla meza mila. nawet kiedy sie zachowuje zle, badz stanowca, ale wciaz mila. Powiedz mu pare komplementow i nagrodz go za kazdy przejaw deobrego zachcowania werbalnie + ewntulanie poglaskania, przytulenie, pocalunek. Przypomnij sobie jego zalety - w koncu kiedys jakies widzialas?

                Kiedys powiedzialam mojemu chlopu, ze trudno go kochac, teraz widze, ze gdy jestem dla neigo zyczliwie nastawiona to wcale nie jest trudne, wrecz przeciwnie, chwilami az mi sie na rzyg zbiera od tej slodyczy, rybek, kotkow, kochaniow i innych rzeczy.
                • sebalda Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 09.09.10, 11:05
                  >A jest niejden przyklad, ktory pokazuje, ze tak naprawde ty masz tak samo za uszami jak twoj maz.

                  Eeee tam. Napisałaś "niejeden przykład" i miałam nadzieję, że mi teraz wypunktujesz, wykażesz, wytkniesz trylion rzeczy, a Ty tylko jeden przykład? No słabiutko coś. A na dodatek ten przykład też taki sobie, bo "trucie" to Twoja interpretacja, ja pisałam o tym, że mężowi zrobiłam tylko małą uwagę, na co on zareagował natychmiast agresją i krzykiem. Oczywiście życie byłoby piękne, gdybyśmy nigdy nie zwracaly uwagi naszym chłopom o nic, ale to życie byłoby piękne wyłącznie dla nich. My byśmy dusiły w sobie niezadowolenie, niechęć, złość, narastające zniecierpliwienie, ale w domu nadal byłybyśmy uśmiechnięte i pełne pochwał i miśków. Myślę, że część z takich kobiet wychodziłaby nocami i mordowala staruszki, by dać upust tej gromadzonej frustracji z niemożności udzielenia chłopowi najmniejszej uwagi:)
                  Nie ma bata, niewyrażone niezadowolenie zawsze prędzej czy później musi znaleźć ujście i to jest gorsze często od tej jednej uwagi. I powiem więcej. Ci nasi agresywni i wyżywający się na żonach i dzieciach mężowie, w dzieciństwie byli chowani przez nieznoszących sprzeciwu ojców i matki, nigdy nie mogli wyrażać swoich negatywnych uczuć i dopiero w życiu dorosłym mogli zacząć to robić. Nie na szefie, od którego zależą, nie na przyjacielu, bo ten może się odwrócić, tylko na żonie, która i tak zawsze wybaczy i na bezbronnych dzieciach. Ot co.
                  Tully, może jednak jeszcze sobie przypomnisz, co ja takiego mam za uszami, że dorównuje swojemu mężowi, polecam się:)
                  • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 09.09.10, 12:56
                    Droga Sebaldo,

                    Wybacz mi, ale niestety nie mam czasu gmerac w wyszukiwarce, by udowodniac cos, co lezy w twoim interesie, a nie w moim. Ja zadaje sobie tud sama, by sie zastanowic, jaki byl moj udzial w konflikcie czy powstaniu problemu, i jak moge postepowac na przyslosc, by uniknac takich sytuacji. Co oczywiscie nie zdejmuje odpowiedzialnosci z mojego chlopa, a jedynie jest uznaniem prostej prawdy, ze TYLKO NA SWOJE POSTEPOWANIE mam jakikolwiek wplyw, wiec na tym skupiam swoja uwage.

                    Staram sie przestac skupiac sie na drobiazgach, bo dla mnie np wazniejsza jest jakosc naszego zwiazku i nasze wzajemne uczucia, niz brudne ciuchy lezace gdziekolwiek. Na pewno bede bardziej szczesliwa z kochajacym partnerm, niz majac wypucowany dom, w ktorym jest zimno i klotliwie. Jesli twoje frustracje zwiazane z drobiazgami sprawiaja, ze musisz czepiac sie meza, bo inaczej wyjdziesz na ulice mordowac staruszki, to naprawde potrzebujesz jakies anger management therapy. Tak naprawde to, co opisujesz, jasno dowodzi, ze obydwoje macie udzial w waszych malzenskich problemach. To nie jest tak, ze facet ma tak gruba skore, ze mozna mu mowic cokolwiek, a on bedzie to lykal jak indyk.

                    Tak mi sie wydaje, ze ty myslisz, ze albo bedziesz ofiara, albo warczacym potworem, podczas gdy moim zdaniem jest tu trzecia droga, pozwalajaca asertywnie bronic swoich praw, a jednoczesnie odnosic sie z szacunkiem do partnera.
                    • sebalda Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 09.09.10, 14:29
                      Droga Tully,
                      wątek jest o szanowaniu mężczyzny, ale skupił się na pouczaniu go, gdy nie robi tego, czego od niego oczekuje kobieta i do tego tu się odniosłam, zatem najważniejszym problemem w moim małżeństwie nie jest (jak to sobie umyśliłaś) moje gderanie za drobiazgi życia codziennego (są co najwyżej kroplą w morzu problemów). Chcialam Ci przypomnieć, że wątek jest nie o moim małżeństwie i odnosiłam się do stosunków damsko-męskich w ogólności, w odniesieniu do postawionej przez Ciebie tezy, li tylko. Po prostu trzymam się tematu.
                      A jeśli jednak tak Cię moje małżeństwo nurtuje, to powiem, że właśnie moje naprawdę wieloletnie myślenie, że może jednak ja ponoszę winę za nasze nieudane pozycie, że może faktycznie to ja prowokuję, że to ja jestem też tą złą, doprowadziło mnie właśnie do tego punktu, w którym jestem, czyli do czarnej du.. Takie myślenie sprawiło, że nie stawiałam wyraźnych granic, łykałam jak indyk, tłumaczyłam sobie jakoś jego bardzo złe zachowania, byłam tolerancyjna i wybaczająca, chwaliłam i głaskałam, gdy pan miał dni dobroci dla zwierząt. Ale te dni trwały chwilę, by potem znów doprowadzić do ataku, do zaspokojenia nałogu wyładowywania agresji. Ty masz doświadczenie, że po dobroci wszystko z chłopem osiągniesz. Zatem Ci powiem: NIE Z KAŻDYM. Próbowałam dłużej niż sobie możesz wyobrazić. NIE DZIAŁAŁO.
                      Nie możesz uogólniac swoich teorii i rozciągać ich na wszystkich. To proste.
                      • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 09.09.10, 14:37
                        Takie m
                        > yślenie sprawiło, że nie stawiałam wyraźnych granic, łykałam jak indyk, tłumacz
                        > yłam sobie jakoś jego bardzo złe zachowania, byłam tolerancyjna i wybaczająca,
                        > chwaliłam i głaskałam, gdy pan miał dni dobroci dla zwierząt.

                        A ja tego wcale nie zalecam. Ale przyczepianie sie do faceta, bo polozyl brudne rzeczy nie tam, gdzie ty chcesz, nie doprowadzi cie do poprawnych stosunkow z mezem. Podstawa jest zaakceptowanie go takim, jakim jest przy jednoczesnym jasnym okresleniu twoich granic.

                        Nadal nie moge pojac, dlaczego nie mozesz porostawic brudnych ciuchow meza nie upranych. Za pewniem cie, ze byloby to duzo bardziej skuteczne, niz gderanie. Ale ty swoje.

                        The definition of insanity is doing the same thing over and over again and expecting different results. - Albert Einstein
                        • sebalda Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 09.09.10, 15:02
                          Tully, darling, proszę Cię, skup się. Już pisałam, że przestałam na to zwracać uwagę. To był tylko przyklad bezmyślnych i głupich zachowań męskich utrudniających życie kobiecie. Nie gderałam, zwróciłam raz uwagę, nie poskutkowało, przestałam prać rzeczy porozrzucane, po dłuuuugim czasie jeszcze RAZ spróbowalam przypomnieć, zadzialało na trochę i tyle. Czasami sam się ocknie i wrzuci, czasami nie i szuka w popłochu czystej koszuli. Jedne pisały o karteczkach z zakupami, inne o ręcznikach, ja o brudnej bieliźnie, ale to nie jest podstawą naszych trudnych stosunkow, jest tylko jednym z najmniej istotnych aspektów, ktore tym bardziej nie ułatwiają mi traktowania go z szacunkiem i atencją. Powtórzę JEDNYM Z NAJMNIEJ ISTOTNYCH ASPEKTÓW.
                          Mam wrażenie, że się nie rozumiemy, znaczy Ty i ja. Masz swoją tezę i za wszelką cenę chcesz jej dowieść, a ja usiłuję Ci udowodnić, że nie da się wszystkich wsadzić do jednego worka. Są faceci i faceci. Gdyby mój traktował mnie i dzieci lepiej, był normalny, nieagresywny, trochę wyrozumiały, trochę cierpliwy (zwracam uwagę na słówko: trochę, żeby nie było, że wymagam bógwiczego), te rozrzucone ciuchy z pewnością mniej by drażniły.
                          • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 09.09.10, 15:23
                            Gdyby szafa miala sznurek, to bylaby winda, mwilo siew czasach mojego dziecinstwa.
                            twoj maz jest, jaki jest i okdladanie wszelkich zmian do czasu, az on sie zmieni jest odkladaniem ich na swiety nigdy.
                            Wdaje sie z toba w dyskusje, bo jako osobe racjonalna razi mnie nieracjonalne postepowanie: nie zamierzasz sie rozwodzic, a jednocesnie odmawiasz zrobienia czegokolwiek, by uczynic swoje malzenstwo znosniejszym. Najwyrazniej najbardziej odpowiada ci rola meczennicy - przy czym tak naprawde masz taki sam lek przed intymnoscia i bliskoscia jak twoj maz, jak nie wiekszy. jak z toba koresponduje, to uwierz mi, czasami zaczynam go rozumiec.

                            Mi to tam wisi, to nie moje zycie. Podzielilam sie tym, co pomoglo nam na poczatku miec dobry zwiazek, a potem wyjsc z kryzysu. A moj chlop robil rzeczy, przy ktorych twoj maz to cienki bolek, uwierz mi. Chcesz, to skorzystaj, nie chcesz, skarz sie dalej, to twoj wybor, nie moj.
                            • sebalda Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 09.09.10, 15:48
                              >a jednocesnie odmawiasz zrobienia cz
                              > egokolwiek, by uczynic swoje malzenstwo znosniejszym.

                              Twój upór w nieprzyjmowaniu do wiadomości pewnych przekazów jest doprawdy nieznośny. Co pozwala Ci pisać, że nie robiłam czegokolwiek dla naprawy mojego małżeństwa? Czy Ty czytasz w ogóle calość moich wypowiedzi, czy tylko zdania, ktore pasują do Twojej tezy? Przecież napisałam, że chwaliłam, głaskałam, doceniałam, kajałam się, brałam na siebie, przez tyle lat, ile nie wiem, czy Ty żyjesz na tym świecie. I co? I kurna, gó.... U mnie TO SIĘ NIE SPRAWDZIŁO! Od ponad roku przejrzałam na oczy, że to co jest w moim malżeństwie dotyczy wielu związków z przemocowcami, mężczyznami stosującymi agresję słowną i wszystkie moje WYSIŁKI BY UCZNINIC MOJE MAŁŻENSTWO ZNOSNIEJSZYM mogę o kant dupy potłuc. Kapiszi? Ileż można się starać naprawiać nienaprawialne? Przecież ja nigdzie nie napisałam, że chcę zmienić męża. Ja DOSKONALE wiem, że go nie zmienię. A sama też się zmieniłam i to diametralnie. Z roli naprawiającej ofiary przeszłam do roli obojętnej, próbującej żyć niezależnym życiem kobiety, która wie, na czym stoi i walczy o swoje. Ale Ty oczywiście wiesz lepiej, jak wygląda moje małżeństwo, moje życie, mój świat.
                              Przyjmij do wiadomości, że mój mąż może nie być podobny do Twojego i Twoje sposoby na Twojego męża moga być nieskuteczne w przypadku moim i mojego męża. Aż tak arogancka, by to zrozumieć, nie możesz być.
                              Aaa, zdanie "przy czym tak naprawde masz taki sam lek przed intymnoscia i bliskoscia jak twoj maz, jak nie wiekszy" rozwaliło mnie doszczętnie. Co Ty możesz na ten temat wiedzieć? Gdybym miała lęk przed bliskością, była zamknięta w sobie, czy pisalabym o tych wszystkich intymnych szczegółach mojego życia na forum? Wyobraź sobie, że nie tylko na forum, z przyjaciółmi też je omawiam, więc nie tylko anonimowo. Domorosła psycholożka się znalazła. Obśmiałam się jak norka:))))
                              • sebalda Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 09.09.10, 16:01
                                Powinno być: "Aż tak arogancka, by tego nie zrozumieć, nie możesz być". Zapętliłam się:)
                              • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 09.09.10, 16:04
                                ntymnosc i bliskosc to nie opisywanie swpich spraw na foru, czy skarzenie sie kolezankom na meza. Przyklady, ktorych uzywasz swiadcza o tym, ze moje domniemanie moze byc sluszne.

                                Przecież napisałam, że chwaliłam, głaskałam, doceniałam,
                                > kajałam się, brałam na siebie, przez tyle lat, ile nie wiem, czy Ty żyjesz na
                                > tym świecie. I co? I kurna, gó.... U mnie TO SIĘ NIE SPRAWDZIŁO!

                                Ale ja wcale tego nie zalecam. A przynajmniej nie tylko to - zalecam tez stawianie granic i szanowanie swojej osoby. A jak sama pise, twoja metoda polegala na tym, ze popadlas w ekstremum i stalas sie wycieraczka - a nikt wszak nie szanuje wycieraczki.
                                cala rzecz w tym, ze to sie odbywa nie z pozycji slabosci, poporzqadkowania, tylko z pozycji sily. Wtedy nie musisz sobie kompensowac nadmierna potrzeba kontroli.

                                Ale juz nie odpisuj, ja sie poddaje.
                                • joanna35 Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 09.09.10, 16:35
                                  > Ale juz nie odpisuj, ja sie poddaje.

                                  Ja odpowiem. Równie ważna jak treść przekazu jest jego forma. Jeszcze nie słyszałam, żeby na prawdy objawione otworzył się ktoś kto został potraktowany jak półgłowek, komu wypunktowane zostały jego "winy" i pokazany nasz "jedynie słuszny" pogląd na sprawę.
                                  • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 10.09.10, 10:23
                                    Jeszcze nie słysz
                                    > ałam, żeby na prawdy objawione otworzył się ktoś kto został potraktowany jak
                                    > półgłowek, komu wypunktowane zostały jego "winy" i pokazany nasz "jedynie słus
                                    > zny" pogląd na sprawę.

                                    kazdy kieruje wlasnym zyciem i otwiera sie na, na co chce i na co mu jest wygodnie. Znam pare osob ktore czerpia szczescia z bycia nieszczesliwymi, i wiem, ze nikomu nie mozna pomoc, jesli sam sobie nie chce pomoc.
                                • sebalda Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 09.09.10, 16:53
                                  Nie napisałam, że intymność i bliskość to opisywanie i skarżenie się na forum. Jednakże człowiek, ktory boi się bliskości jest zamknięty w sobie, jego rys charakterologiczny jest inny.
                                  Ale to kolejne Twoje niezrozumienie i ufność w swoje interpretacje.
                                  Nie masz danych, żeby mi zarzucać obawy przed bliskością, powiem więcej, trafiłaś kulą w płot, ale Twoja opinia na ten temat jest mi tak dogłębnie obojętna, że nie będę Cię przekonywać. Rozśmieszyła mnie jedynie Twoja domorosla psychologia, tyle:P
                                  • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 10.09.10, 10:21


                                    www.gwp.pl/270,lek-przed-bliskoscia-jak-pokonac-dystans-w-zwiazku.html
                                    • sebalda Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 10.09.10, 11:43
                                      ????????????????????????????
                                      Co poetka miała na myśli wklejając ten link?
                                      Tak z ciekawości już pytam, na jakiej podstawie wykoncypowałaś sobie mój lęk przed bliskością? Projekcja? Rzut choroby? Może jednak poprzyj to jakoś, bo inaczej się jedynie ośmieszasz.
                        • rennie77 Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 10.09.10, 22:21
                          tully.makker napisała:

                          > A ja tego wcale nie zalecam. Ale przyczepianie sie do faceta, bo polozyl brudne
                          > rzeczy nie tam, gdzie ty chcesz, nie doprowadzi cie do poprawnych stosunkow z
                          > mezem. Podstawa jest zaakceptowanie go takim, jakim jest przy jednoczesnym jasn
                          > ym okresleniu twoich granic.

                          oczywiscie maz sebaldy moglby tez, za przeproszeniem, nasrac na srodku duzego pokoju, bo przeciez wymaganie od niego, zeby takie rzeczy zalatwial w miejscu do tego przeznaczonym, byloby grubym nietaktem. ona moglaby wtedy to ewentualnie pozostawic i jasno postawic swoje granice- nie bedzie po nim sprzatala.

                          a tak na serio, tully, o ile wiele twoich wypowiedzi ma naprawde sens i jest konstruktywne, to naprawde raz, ze probujesz jej najzwyczajniej w swiecie dopiec; dwa, nie rozumiesz, ze to co sprawdzilo sie w twoim zwiazku nie musi zadzialac w kazdym innym.

                          czytajac sebalde mam czasem wrazenie, ze czytam o swoim eksie. nie pomagalo nic, az znalazlam lek na cale zlo- rozstanie. czasem po prostu nie ma bolca, nie da sie czegos uratowac, bo ktos ma ze soba problemy i projektuje je na partnera.
                          zwiazek to nie praca w kamieniolomach, ale tez nie miodowy miesiac. sama kiedys napisalas, ze czlowiek na poczatku bardziej sie stara, pozniej mniej... sa ludzie, z ktorych wadami da sie zyc, sa ludzie, z ktorych ulomnosciami juz sie nie da.
                          mysle, ze mozna chodzic i sprzatac po kims te brudne ciuchy, jesli wiadomo, ze tej osobie zalezy, bo jest w stanie zrobic cos dla ciebie w zamian. ty zbierasz brudne ciuchy, on wita cie zmeczona po pracy romantycznym obiadem.
                          problemem jest kiedy ta wymiana energii jest nierowna, tak, ze prowadzi do deficytow po jednej ze stron.
                          • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 24.09.10, 21:28
                            czytajac sebalde mam czasem wrazenie, ze czytam o swoim eksie. nie pomagalo nic
                            > , az znalazlam lek na cale zlo- rozstanie. czasem po prostu nie ma bolca, nie d
                            > a sie czegos uratowac, bo ktos ma ze soba problemy i projektuje je na partnera.
                            > zwiazek to nie praca w kamieniolomach,

                            Alez zgadzam sie. Sama rozwiodlam sie z facetem, ktory mial luzne podejscie do kwesti wiernosci i odpowiedzialnosci, uwazac, ze umoralnianie go nie jest moja misja.

                            natomiast jesli chodzi o sebalde, to przyjmuje ona postawe - nie rozwiode sie, bo to wbrew mojemu swiatopogladowi, ale jednoczesnie nie skorzystam z porad, ktore pomoglyby nam obojgu, i naszym dzieciom w tym zwiazku lepiej funkcjonowac. I o ile szanuje jej decyzje o spieprzeniu sobie zycia, to szkoda mi tych dzieciakow, ktore w takim domu zyja.
                            • sebalda Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 25.09.10, 12:16
                              > natomiast jesli chodzi o sebalde, to przyjmuje ona postawe - nie rozwiode sie,
                              > bo to wbrew mojemu swiatopogladowi, ale jednoczesnie nie skorzystam z porad, kt
                              > ore pomoglyby nam obojgu, i naszym dzieciom w tym zwiazku lepiej funkcjonowac.
                              > I o ile szanuje jej decyzje o spieprzeniu sobie zycia, to szkoda mi tych dziec
                              > iakow, ktore w takim domu zyja.

                              A jakie są te Twoje rady Tully? Odpuścić facetowi, nie czepiać się, być miłą i ciepłą. Otóż zgadzam się z Tobą w 100%, ale to nie działa na wszystkich facetów, ot co. Nie wyobrażasz sobie, przez ile lat taka byłam. I co? Ano gó.... Jeśli w zamiast za to dostajesz co jakiś czas potężną porcję agresji, po pewnym czasie wyczerpują Ci się zapasy ciepła i wyrozumiałości. Próbujesz być stanowcza i wymagająca. I to też nie działa, jeszcze bardziej podnieca złość. A po następnych latach po prostu jesteście na siebie uczuleni i wszelkie dobre rady cioci Tully można sobie wsadzić gdzieś, bo ogrom wzajemnej niechęci przesłania wszystko.
                              Tully, ja od czasu do czasu stosuję Twoje rady, próbuję nam jeszcze dać szansę, ale mój mąż wytrzymuje w spokoju góra 3 tygodnie, jest uzależniony od porcji agresji, jak narkoman, i wtedy choćbym była aniołem, jakiś kij znajdzie, czasem nawet moje uniesienie brwi wystarczy, najbardziej niewinna uwaga, cokolwiek. Czy Tobie naprawdę tak trudno zrozumieć, że są na świecie faceci, na ktorych nie działają Twoje sposoby? Aż taką ignorantką nie możesz być, by nie rozumieć, że ludzie są różni i sposoby postępowania i współżycia z nimi mogą być różne.
                              • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 25.09.10, 19:52
                                Nie jestem w stanie tego zrozumiec, poniewac 3 lata temu pisalam to samo o swoim partnerze. A jak widzisz dzisiaj pisze co innego.

                                Moje rady to nie cos, co zastosujesz raz czy 2 razy przy okazji - to dlugofalowy pragram zmiany siebie. Raz na zawsze. Nie dla meza - dla siebie i lepszej jakosci swojego zycia. efekty przynosi po co najmniej kilku tygodniach stosowania konsekwentnego.

                                I nie polega na byciu podnozkiem, tylko na stawianiu granic, ale i poszanowaniu granic innych - wszystko z zyczliwoscia, ale i stanowczoscia, gdy zachodzi taka potrzeba.
                                • aandzia43 Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 27.09.10, 00:18
                                  tully.makker napisała:

                                  > Nie jestem w stanie tego zrozumiec, poniewac 3 lata temu pisalam to samo o swoi
                                  > m partnerze. A jak widzisz dzisiaj pisze co innego.

                                  Czy przypadkiem twój mąż był OK przez wiele lat małżeństwa, a dopiero potem, podczas kryzysu, zaczął się wściekać? Tak mi się coś przypomina. Mąż Sebaldy zaś pokazywał rogi od początku. Potrzebował co prawda chwilę, by osiągnąć pełną prędkość, ale ten tor jazdy był jego właściwym torem. Fakt, Sebalda pomogła mu się rozwinąć w pełni, ale bez jej "współpracy" chyba też nie byłby dużo lepszy. Nakładasz matrycę swojego układu z mężem na inne przypadki i usiłujesz zrobić z niej jedynie słuszny wzorzec.
                                  • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 27.09.10, 10:51
                                    Generalnie sadze, ze ludzie traktuja nas tak, jak im na to pozwolimy. Nie sadze, zeby maz sebaldy byl tu jakims wyjatkiem, chociaz na pewno ma wyjatkowe predyspozycje. Z jej opisow wylania sie obraz osoby, ktora dala sobie wejsc na glowe, jednoczesnie od czasu do czasu sie wscieka i jej sie ulewa. IMHO to najlepsza recepta na kleske.

                                    Ale sebalde widuje tu na forum z jej historiami juz od lat i od tychze lat nic sie nie zmienilo, wiec nie sadze, by sie zmienilo. Uklad za bardzo odpowiada im obojgu.
        • aandzia43 Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 08.09.10, 16:00
          tully.makker napisała:

          > Ale przeciez ja nie mowie o oddawaniu steru rzadow, for Gods sake. Mowie o licz
          > eniu sie ze zdaniem faceta.

          Liczenie się ze zdaniem faceta nie oznacza, że automatycznie pozwalamy (a przynajmniej na dłuższą metę, bo na próbę czasem należy) na wprowadzenie w życie rodzinne jego przyzwyczajeń, standardów i ustaleń.
          • tully.makker Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 08.09.10, 16:11
            Pozwalac to mozna 5 latkowi, albo psu - bo nawet kotu juz nie ;-)

            Ja nie mowie, ze masz zapomnec o swoich potrzebach i tylko spelniac jego, Akle przyjete rozwiazanie powinno odpowiadac ( rzeczywiscie) obojgu. A nie ze jedna strona zgadza sie, by uniknac gledzenia.
            • aandzia43 Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 08.09.10, 16:26
              > Ja nie mowie, ze masz zapomnec o swoich potrzebach i tylko spelniac jego, Akle
              > przyjete rozwiazanie powinno odpowiadac ( rzeczywiscie) obojgu. A nie ze jedna
              > strona zgadza sie, by uniknac gledzenia.

              No więc ci właśnie piszę, ze rozwiązanie, a szczególnie jego efekt, ostatecznie odpowiadają obojgu. Może jednej stronie bardziej, drugiej mniej, ale ogólnie bez bólu i strat moralnych i fizycznych po stronie początkowo mniej aktywnej;-)
    • pendzacy_krolik Re: Cemu kobiety nie szanuja mezczyn? 08.09.10, 19:43
      czesto to wzorzec wyniesiony z domu.poza tym facet sam powinien wyznaczyc granice.
      a tak naprawde to jest wylacznie sprawa dwojga ludzi. skad wiadomo,jak on ja traktuje,kiedy ludzie nie widza?
    • eastern-strix bo w Polsce zona zastepuje matke 10.09.10, 15:14
      Taki freudowsko-chory uklad, w ktroym zona karmi i opiera jak mamusia i stawia siebie w pozycji wszystkowiedzacego rodzica. a seks jak czekolada - jak zasluzysz to mamusia da ci batonika ;)

      masakra, naprawde, nie pisze tego z lekkim sercem, ale duzo takich par obserwuje. zwlaszcza mlodych i wydaje mi sie, ze w ten sposob walcza w zwiazku o wladze i pozycje.

      jasne4, ze warto wymieniac sie doswiadczeniami, ale nie w obrazliwy i ponizajacy sposob.
      • sebalda Re: bo w Polsce zona zastepuje matke 10.09.10, 16:22
        eastern-strix napisała:

        > Taki freudowsko-chory uklad, w ktroym zona karmi i opiera jak mamusia i stawia
        > siebie w pozycji wszystkowiedzacego rodzica. a seks jak czekolada - jak zasluzy
        > sz to mamusia da ci batonika ;)

        Zastanówmy się, kto taki uklad promuje i kto na nim korzysta. Jako kobieta uważam taki układ za beznadziejny, nie tylko chory, ale bardzo obciążający głównie dla kobiety właśnie. Gdyby to ode mnie zależało, nigdy bym nie chciala takiego ukladu, nigdy. Ale w moim odczuciu to wlaśnie mężczyzna, opierając się ze wszystkich sił przed włączeniem się w funkcjonowanie wspólnego domu, nastawiony na to, że odwieczną rolą kobiety jest opieka nad ogniskiem domowym, nastawiony na obsługę, wprowadza taki model. Kobieta w pierwszej fazie związku chce jak najlepiej, chce się wykazać, kocha faceta i chce mu jak najczęściej sprawiać przyjemność dobrym obiadem i czysty mieszkaniem, ale nie zdaje sobie sprawy z tego, że facetowi taki model idealnie odpowiada. A potem budzi się z ręką w nocniku, gdy dwa etaty, pracowy i domowy, zaczynają ja męczyć i probuje poprosić faceta o wzajemność. Co to, to nie. Wtedy zmęczona i sfrustrowana faktycznie zaczyna reglamentować seks, co jest dość ohydne, ale jakoś zrozumiale, bo trudno czuć pociąg do faceta rozwalonego przez cały wieczór przed telewizorem bądź grającego na komputerze i odwróconego do niej plecami. I tak to się toczy.
        Oczywiście tak nie jest we wszystkich związkach, ale niestety wciąż matki obsługują swoich synków, a ci dalej w życiu oczekują tego samego od swoich kobiet. Tylko partnerstwo i wzajemność ratują przed chorym ukladem opisanym wyżej. Tylko marzące się kobietom partnerstwo często jest postrzegane przez mężczyznę jako jej wygórowane żądania i znów robią się schody.
        • ledzeppelin3 Re: bo w Polsce zona zastepuje matke 10.09.10, 20:39
          Stawiam na klasyczny syndrom miodowego miesiąca u Tully. Minie, wraz z miodowomiesięcznym zapaleniem pęcherza od bzykania:P
        • ledzeppelin3 Re: bo w Polsce zona zastepuje matke 10.09.10, 20:45
          > Tylko partnerstwo i wzajemność ratują przed chorym ukladem opisanym wyżej. Tyl
          > ko marzące się kobietom partnerstwo często jest postrzegane przez mężczyznę jak
          > o jej wygórowane żądania i znów robią się schody.


          O toto. Sporo kobiet po latach usługiwania budzi się z ręką w nocniku, stąd brak szacunku dla mężczyzny i agresja "z odbicia". Agresja i złość kobiet nie wzięły się znikad. Nikt ich nie nauczył, że w związku są na równych prawach. Kiedy się zorientują, czesto jest za późno i zostaje pomiatanie facetem i zakaz seksu. Ale to się nie wzięło znikąd, choc dziewczeta, szczególnie te zaraz po ślubie, sa skłonne wierzyć, że "TOZŁAKOBIETABYŁA"
        • santo_inc Re: bo w Polsce zona zastepuje matke 11.09.10, 10:42
          > zajemność. Co to, to nie. Wtedy zmęczona i sfrustrowana faktycznie zaczyna regl
          > amentować seks, co jest dość ohydne, ale jakoś zrozumiale, bo trudno czuć pocią
          > g do faceta rozwalonego przez cały wieczór przed telewizorem bądź grającego na
          > komputerze i odwróconego do niej plecami. I tak to się toczy.

          Ale wcześniej pociąg do tego samego faceta, tak samo leżącego przed telewizorem czy siedzącego przed komputerem był odczuwany? Przecież ten facet leży/siedzi od samego początku.

          > Tylko partnerstwo i wzajemność ratują przed chorym ukladem opisanym wyżej.

          Nieprawda. Tu nie chodzi o partnerstwo czy wzajemność, tylko znajomość potrzeb partnera i ich zaspokajanie. Nie zawsze musi to oznaczać partnerstwo, równy podział obowiązków, czy cokolwiek.
      • demonsbaby nie wiem czy chciałabym dzielić się swoją wizją 11.09.10, 10:37
        eastern-strix napisała:

        > Taki freudowsko-chory uklad, w ktroym zona karmi i opiera jak mamusia i stawia
        > siebie w pozycji wszystkowiedzacego rodzica. a seks jak czekolada - jak zasluzy
        > sz to mamusia da ci batonika ;)
        >
        > masakra, naprawde, nie pisze tego z lekkim sercem, ale duzo takich par obserwuj
        > e. zwlaszcza mlodych i wydaje mi sie, ze w ten sposob walcza w zwiazku o wladze
        > i pozycje.
        tytułem młodych pokoleń i ich związków. Mnie osobiście przeraża to co ja obserwuję, czytam, widzę, słyszę. Być może nie jest to normą, ale przestało być patologią. Zakładam zatem, że 10 lat i wizja związków młodych ludzi będzie skrajnie różna od tej, którą prezentujesz, jako normę w chorych zależnościach. Chore zależności przybierają inną postać i jak sądzę jest to kolej rzeczy, wynikająca z postępów technologicznych, dostępności mass mediów, kreowania wizerunków opartych nie na priorytetach zdawałoby się kształtujących więzi społeczne, ale raczej postępie, który neguje obraz (dla mnie) normalnej rodziny.
        Normą jest współżycie dzieci, tak to nazwijmy, a przynajmniej nie jest "piętnowane" przez społeczeństwo, co też słusznie wiąże się ze szkolną seks-edukacją młodzieży, skoro nie można zapobiec trzeba pomóc. Seks stał się kolejną dyscypliną sportową, nie więzią obojga, czasem służącą do uzyskiwania korzyści majątkowych nieletnich dziewczyn. Emocje w pomieszaniu z hormonami, czy nazwijmy je uczuciem i kształtowaniem więzi w oparciu o seks przestaje mieć znaczenie, bo seks nie jest niczym wyjątkowym, a wiązać się może jedynie z kształtowaniem umiejętności i ewentualnym dopasowaniem. Tylko ewentualnym, jako, że punkt pierwszy uczucie jest oznaką słabości. Zatem kobieta, której obraz maiłby sięgać "kury domowej" jest piętnowany. Kobieta ma być niezależna, samodzielna, silna i odporna na strzały, chwytająca się wszystkich wyzwań, stawiająca dobro własne nad dobrem dzieci, których wcale mieć nie musi... i oby nie doszło do tego, że dzieci są przeszkodą. W takiej wizji kształtowane są młode pokolenia. Starcie dwóch światów między młodymi? Hmmm jakiej współpracy należałoby oczekiwać między partnerami w tym ujęciu, skoro oboje są niezależni i dobro wspólne jest nieistotne? Spróbuj chociażby wziąć udział w jakiś młodzieżowych czatach czy z ciekawości zajrzyj na seks- randki. Świat wartości mi osobiście runął. Poza wszelką wątpliwością, że nie znam pojęć z zakresu terminologii seksualnej, którą operują ludzie młodsi ode mnie o 10 czy 15 lat, to ja nie rozumiem czym jest związek oparty na więzi dwojga ludzi, kiedy za zgodą jednej bądź drugiej strony partner "rozwija się seksualnie" z przygodnie nagabywanym rozmówcą, tudzież zapraszani są mężczyźni, kobiety do trójkąta tyt. urozmaiceń, bądź zaspokajania potrzeb partnera biseksualnego. Nie wiem, może tak ma być ... więc pytam jak ma wyglądać życie rodzinne następnych pokoleń? Zauważ, że już pęd niekoniecznie kariery zawodowej (co dla mnie osobiście jest sztucznie wytworzonym terminem), ale życia, a nawet wiązania końca z końcem ogranicza "normalność" trybu rodzinnego, dziennego. Nie ma czasu na wspólny obiad, zmęczenie przerasta, etc.. dzieci, gdzieś tam coś tam. Oczywiście trud wychowania pozostaje na rodzicach, wpajanie wartości życiowych również, tyle, że i to może się okazać nieskuteczne do przystosowania do życia, kiedy kanony społeczne będą się opierać na innym punkcie odniesienia.

        Aaaa taka refleksja mnie "najszła"
        • eastern-strix ale superkobieta nie kocha kobiet! 11.09.10, 12:46
          Germaine Greer juz w latach 70'tych zauwazyla, ze tzw 'kobieta sukcesu' (kariera, dzieci, zadbany wyglad, samochod, jezyki, przyjaciele, super utrzymany dom i seks 3 godziny/doba itp) to nie jest ikona kobiet ale mezczyzn!

          Jesli sie przypatrzysz, to okaze sie,ze owa kobieta sukcesu tak naprawde w domu jest uslugujaca zona, a w pracy zachowuje sie jak facet. Jedynie rpzejecie meskiego wzorca robienia kariery pozwala jej zaistniec, bo w biznesie tak naprawde nie ma miejsca dla kobiety, jedynie dla superkobiety gotowej zaakceptowac juz istniejace reguly gry.

          To taka uwspolczesniona wersja tego, o czym pisala autorka watku - wszystkowiedzacej matki, zony i kochanki, ktora dodatkowo sama sie utrzymuje, wiec facet juz wlasciwie nic nie musi :)

          Ale mysle, ze w Polsce wciaz jest tak, ze niestety wiele kobiet sfrustrowanych malzenstwem wychowuje wiecznych chlopcow, ktorzy potem oczekuja full-service takze od swoich zon. Zony (sfrustrowane) przelewaja cala milosc na dzieci i kolko sie zamyka.

          Dodatkowo wzmagaja to stereotypy - mezczyznie latwo jest powiedziec, ze on nie zmywa, nie gotuje, nie pierze itp bo to niemeskie. Ale w ten sposob wylacza sie ze sfery domowej i zona staje sie wszystkowiedzaca. Z czasem zona bedzie traktowac meza jak bachora, bo on nie umie, nie chce, nie zna sie itp.

          I kolko sie zamyka :/
          • tully.makker Re: ale superkobieta nie kocha kobiet! 24.09.10, 21:24
            bo w biznesie tak naprawde
            > nie ma miejsca dla kobiety, jedynie dla superkobiety gotowej zaakceptowac juz
            > istniejace reguly gry.

            Dlatego dzisiejsze feministki nie walcza o to, by moc byc meskie - walcza o to, zeby dostosowas swiat , w tym swiat pracy zawodowej, do potrzeb kobiet.

            A ja moge cie zapewnic, ze kobieta o meskich cechach - niektorych - tez bywa dyskryminowana w pracy, bo nie podpada pod stereotyp.
        • tully.makker jestem matka 18latka 24.09.10, 21:21
          > tytułem młodych pokoleń i ich związków. Mnie osobiście przeraża to co ja obserw
          > uję, czytam, widzę, słyszę. Być może nie jest to normą, ale przestało być patol
          > ogią. Zakładam zatem, że 10 lat i wizja związków młodych ludzi będzie skrajnie
          > różna od tej,

          I macocha 16latki. Dzieciaki zwierzaja mi sie z roznych spraw, w tym sercowych. Nie widze szczerze mowiac specjalnej roznicy miedzy moim i ich pokoleniem - podobne problemy, dylematy, ba, podobne historie do tych, ktore mi sie przydarzaly.
          A i w moim liceum byla dziewczyna, ktora przy jakiejs okazji poznala grupe kolesi - z jednym przestala sie nieomal publicznie na imprezie, a potem zakochala sie w drugim i byla bardzo zdziwiona, ze nie jest zainteresowany.

          Ot, zycie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka