drogadinikad
22.10.12, 02:46
w skrocie - malzenstwo od kilkunastu lat, dwoch synow, mlodszy wlasnie skonczyl dwa latka.
Od dluzszego czasu bywalo miedzy nami roznie, ale od czasu drugiej ciazy weszlismy chyba na rownie pochyla. Maz ma do mnie wielkie pretensje ze namowilam go na drugie dziecko, wciaz mi to wyrzuca. boje sie odezwac bo najniewinniejszy temat moze stac sie pretekstem do kasliwych uwag o tym jak przy dwojce dzieci nie da sie juz nic zrobic z zyciem, jak sie udupilismy, itp itd.
Bliskosc z naszego 'zwiazku' zniknela zupelnie, od czasu ciazy nie spalismy ze soba, nie przytulamy sie, nie calujemy.
czuje sie swobodniej kiedy nie ma go obok, bo nigdy nie wiem co sprowokuje klotnie.
we wrzesniu przelalo sie cos we mnie i zapowiedzialam ze chce separacji, od tego czasu maz troche sie uspokoil, przestal bombardowac mnie wyrzutami i uszczypliwosciami, ale nadal nie ma miedzy nami blickosci ani ciepla.
wiem ze ja tez nie jestem wobec meza serdeczna, nie przytulam sie do niego, nie mowie mu milych rzeczy, wrecz przeciwnie, w obie strony plyna raczej slowa krytyki, oboje mowimy raczej o zlych rzeczach a nie o dobrych. moze dlatego ze tyvh dobrycvh juz nie ma?
lacza nas dwaj wspaniali chlopcy, synowie, ktorych on kocha bardzo i jest dla nich dobrym ojcem. jesli cos mnie jeszcze przy nim trzyma to wlasnie oni. Za kazdym razem kiedy wyobrazam sobie, ze mieliby nie miec ojca na codzien, robi mi sie zimno w sercu. naprawde nie wyobrazam sobie jak moglabym im to zrobic.
z drugiej strony jaki wzor rodziny im daje? takiej, w ktorej mama i tata praktycznie ze soba nie rozmawiaja, nie przytulaja sie, nie caluja... mam wrazenie ze oni widza to na swoj sposob, ostatnio wymienialam ze starszym wyrazy milosci, i mowilismy o tym jak kocham jego, jak jego mlodszego brata... kiedys dodawal na zasadzie analogii, ze kocham tez tate, teraz tego nie powiedzial.
boje sie czy bede miala psychiczna sile zeby wspierac chlopcow jesli sie rozwiode.
boje sie ze ojciec bedzie ich nastawial przeciwko mnie, mowil ze to moja wina, ze rozwilam rodzine, ze go im zabralam.
boje sie... sama nie wiem czego jeszcze, ale wiem ze sie boje.
nie wiem wlasciwie po co zakladam ten watek, chyba zeby sie wypisac i zobaczyc swoje watpliwosci na pismie...