mamajanka3
23.06.08, 13:41
Mam odwieczny problem - kompletnie nie dogaduję się z teściową,
szczególnie w kwestii wychowywania mojego trzyletniego synka. Ona
jest przewrażliwiona, a ja chyba "niedowrażliwiona";) Problem
poważny, bo teściowa mieszka u nas i szanse, ze to ulegnie zmianie
są nikłe, przynajmniej przez najbliższych kilka lat. Teściowa pełni
ważną rolę w naszej rodzinie, jesteśmy jej wdzięczni, bo pomaga
(zajmuje się dzieckiem) kiedy tylko o to poprosimy, jest troskliwa,
poświęca dziecku maksimum uwagi. Spędzając z babcią tyle czasy synek
jest też siłą rzeczy przez babcię wychowywany - babcia nie spuszacza
go z oczu, chodzą razem "za rączkę", nieustannie słychać "Jasieńku a
może zjesz to, a może tamto", "ta zjeżdzalnia jest
niebezpieczna", "nie biegaj, bo się przewrócisz"...ma trzy lata a
jest traktowany ja niemowlak. NIe zgadzam się z takim traktowaniem
dziecka, próbuję mu dawać troszkę swobody, chcę, żeby uczył się
samodzielności...ale kiedy naszykuję synkowi posiłek (wszystko
pokrojone w kostkę) żeby SAM zjadł, nagle pojawia się babcia i
zaczyna go karmić. Jeżli zwrócę jej uwagę, atmosfera w domu jest
zrujnowana i napięcie czuć przez kilka dni. Jeżeli teściowa nie
zgadza się z tym w jaki sposób zajmuję się dzieckiem, robi "swoje"
po kryjomu, np. prosi moja szwagierkę, żeby obcinała mojemu dziecku
paznokcie, bo ja to robię wg niej źle. moją prośbę, by to się nie
powtórzyło zignorowała. Tak jest ze wszystkim, mama swoje babcia
swoje, najbardziej cierpi na tym dziecko, które babcię kocha, ale
traktuje jak kumpla, z którym można zrobić wszystko. Czuję, że to
wszysto mnie przerasta...pokój za wszelką cenę?