Demoralizacja

11.12.18, 12:48
Prof. Staniszkis podsumowuje rok premiera Morawieckiego:

"Premier dawno powinien rzucić ten rząd w diabły. Są zasady, że pewnych rzeczy się nie toleruje. On te zasady stracił. Nie rozumie, że ci co wybierają służalczość są bardziej zniszczeni od tych wyrzuconych na bruk" - mówi nam socjolog, prof. Jadwiga Staniszkis. Jej zdaniem Mateusz Morawiecki w sposób spektakularny, demonstracyjny wręcz pokazuje, że jest niesamodzielny. Zależy od prezesa Kaczyńskiego, który sam przechodzi najpoważniejszy wewnętrzny kryzys.

Mam poczucie, że Mateusz Morawiecki zgodził się być narzędziem w rękach Jarosława Kaczyńskiego, który z kolei jest druzgotany swoimi kolejnymi nieszczęściami. Ostatnio chociażby śmiercią Jolanty Szczypińskiej, z którą się przyjaźnił.

Premier Morawiecki w sposób spektakularny, demonstracyjny wręcz pokazuje, że jest niesamodzielny. Postępuje w nim demoralizacja. Tak się dzieje z ludźmi, którzy nie reagują na niszczenie trójpodziału władzy i rządów prawa, opanowywanie spółek skarbu państwa przez niekompetentne osoby z partyjnego klucza. Taka jego postawa ma wpływ na innych. Uderza nie tylko w moją osobistą godność i wolność, o którą walczyłam. Zmienia też społeczeństwo, które milczy ze strachu.

Obserwowałam ludzi, którzy świadomie, jako dorośli, żyli w komunizmie. Ci, co nigdy się nie buntowali, wyszli z tego systemu z większymi wewnętrznymi zniszczeniami od tych nawet, co siedzieli w więzieniach. Dokładnie to samo nastąpi po rządach PiS. Współczuję Jarosławowi Kaczyńskiemu, który znalazł się w tragicznej sytuacji. Trudno go teraz atakować, ale można oskarżać. Jest na tyle inteligentnym prawnikiem, że rozumie, co się dzieje z instytucjami państwa. Nie rozumie natomiast, jakie zmiany zachodzą w ludziach. Nie może, bo brakuje mu empatii.

Jestem przerażona destrukcją, która w nim zachodzi. I tę swoją destrukcję, być może podświadomie, przenosi na swoich bliższych i dalszych współpracowników. Ten rozkład postępuje. W tych warunkach sędziowie są najbardziej awangardową grupą. Dostrzegają nomenklaturę niekompetentnych polityków upychanych w różnych instytucjach. Wiedzą, że sądy bez prawa oznaczają powrót do najgorszych czasów komunizmu.

Kornela Morawieckiego, ojca obecnego premiera, znam z czasów Solidarności. To był zawsze silny człowiek, który nie umiał się podporządkować. Małego Mateusza przyprowadzał na nasze spotkania we Wrocławiu. Dziś myślę, że może chłopak miał problemy ze zbuntowaniem się przeciwko hippisującemu ojcu i ta nieumiejętność powiedzenia "nie" teraz w nim pokutuje.

Owszem, pamiętam jeszcze czasy, gdy Mateusz miał błysk w oku, ale tu, w rządzie i w partii, złamano mu kręgosłup. Nie ma umiejętności wyczucia, kiedy stanąć okoniem. Brakuje mu wizji rozwoju Polski oraz, kluczowych dla kraju, rolnictwa oraz przemysłu spożywczego. Czuje się w nim zniewolenie i smutek. Bo to wolność daje radość. I właśnie wolności w nim nie ma.

Morawiecki jest zdeprawowany przez PiS, boi się dymisji. Dawno powinien rzucić ten rząd w diabły. Są zasady, że pewnych rzeczy się nie toleruje. On te zasady stracił. Nie rozumie, że ci co wybierają służalczość są bardziej zniszczeni od tych wyrzuconych na bruk.

Mam poczucie narastającej demoralizacji i zagrożenia znacznie głębszego niż represje, które sama przeszłam. Siedziałam w więzieniu w 1968 r., ale zawsze czułam, że dobrze robię sprzeciwiając się władzy i nie kryjąc poglądów. Dzięki temu miałam poczucie wewnętrznej wolności niezależnie od sytuacji. Dziś ludzie formalnie są wolni, a w rzeczywistości związani. We współczesnym świecie takie społeczeństwa duszą same siebie, zabijają zdolność własnego rozwoju. Taka sytuacja jest konsekwencją rozpaczy Jarosława Kaczyńskiego. Jeszcze panuje nad PiS, ma siłę. Ale cześć tych działań rozchodzi się od głowy bezwładnie, bezmyślnie powielana przez ogon, czyli służalczych partyjnych aparatczyków. Tragizm polega na tym, że PiS jest jedyną rodziną prezesa. Odbudowując partię chciał odbudować siebie. Najprawdopodobniej już wie, że to się nie udało."
    • sorel.lina Re: Demoralizacja 11.12.18, 12:53
      "Fakt" dotarł do kulisów zamkniętej części wystąpienia prezesa PiS w Jachrance. Jarosław Kaczyński głównie straszył i łajał posłów – pisze gazeta.

      Według ustaleń dziennika lider PiS miał powiedzieć, że "każdy, kto będzie działał przeciwko partii, straci miejsce na listach wyborczych". Kaczyński dawał do rozumienia, że mowa o przyszłorocznych wyborach parlamentarnych i tych do europarlamentu, które odbędą się za pół roku.

      Prezes miał też wytknąć swoim posłom nieprzygotowanie w kontaktach z mediami oraz "knajacki język i treści" w mediach społecznościowych. Według "Faktu" Kaczyński zapowiedział "koniec tej samowoli". Od teraz władze PiS mają obserwować i odnotowywać aktywność każdego posła.

      – Dzienniczki ucznia nam założą – skomentował sprawę niewymieniony z nazwiska polityk partii rządzącej.

      Część posłów PiS narzekała na medialną politykę partii i brak komunikacji. Niezadowoleni politycy mieli argumentować, że o wielu sprawach dowiadują się z mediów, a nie od władz PiS. Podobno narzekano też na rzeczniczkę Beatę Mazurek
Pełna wersja