gaika
15.10.12, 20:39
To kolejny pat (jak w większości kwestii światopoglądowych) i dopóki nie nauczymy się rozmawiać o wierze i religii na takich samych warunkach, jak o każdej innej sprawie, to tak będziemy trwali zawieszeni między dyktatem zabobonu, a równością praw.
Katarzyna Wiśniewska: Mamy kolejną odsłonę sporu o krzyże. W warszawskiej szkole krzyże zawisną w każdej klasie po głosowaniu rodziców - 300 za, 150 przeciw. Czy większość powinna decydować w takiej sprawie?
Adam Bodnar: Sama regulacja prawna obecności krzyża w szkołach jest wadliwa, bo powinna być regulowana ustawą. Z jednej strony mamy niekonstytucyjne prawo, którego nikt nie kwestionuje, bo nikt nie ma na tyle mocy i odwagi politycznej. Zresztą wniosek do Trybunału Konstytucyjnego i tak niewiele by dał, bo Trybunał jest bardzo wstrzemięźliwy w ingerowaniu w sprawy państwo - Kościół. Najnowszy przykład: wliczanie oceny z religii lub etyki do średniej ocen. Trybunał tylko przy jednym głosie odrębnym uznał, że to zgodne z konstytucją, co zresztą zostało później skrytykowane w wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Grzelak przeciwko Polsce.
Głosowanie w szkole jest z góry skazane na porażkę. Konieczny jest duży poziom kultury politycznej, aby większość opowiedziała się za respektowaniem praw mniejszości i uwzględnieniem ich potrzeb. W tak wrażliwej kwestii jak krzyże w szkołach jest to prawie niemożliwe.
Pytanie, w jaki sposób można rozwiązać podobne dylematy.
- Jeśli już przeprowadzamy konsultacje, to duży sprzeciw, jaki miał miejsce w tej szkole, powinien być dla dyrektora szkoły sygnałem, że należy szanować prawa mniejszości albo przyjąć takie rozwiązanie, które będzie respektowało prawa wszystkich. Na przykład przeznaczyć jedną czy dwie klasy na potrzeby katechezy i tam powiesić krzyż, a inne uznać za świeckie, więc pozbawione symboli religijnych. Przepisy mówią, że krzyż "może" zostać umieszczony w klasie szkolnej, a nie, że musi. To daje pewną swobodę decyzji. Ze względu na wadliwą regulację prawną siłą rzeczy w szkołach muszą tworzyć się lepsze lub gorsze praktyki rozwiązywania tych kwestii.
Konstytucja każe władzom zachować "bezstronność" w sprawach przekonań religijnych, choć zapewnia "swobodę ich wyrażania w życiu publicznym". Jak przekłada się to na obecność symboli religijnych (a de facto krzyży) w miejscach publicznych - szkołach, urzędach?
- Uważam, że obecność krzyża w Sejmie, urzędach czy szkołach narusza zasadę neutralności światopoglądowej państwa. Próbowano to pogodzić przez wieszanie różnych symboli religijnych (a nie tylko krzyża) w radach miasta - tak zrobiono np. w Szczecinie, ale to nie działa, na koniec ostał się tylko krzyż.
Polskie Sejm i Senat stawały w obronie krzyża po sprawie Lautsi przeciwko Włochom. Większość polityków niespecjalnie kryje się z tym, że preferuje określony światopogląd czy religię. Gdyby podchodzić ściśle dogmatycznie do kwestii obecności krzyża w Sejmie, to albo należałoby powiesić inne symbole religijne, albo go zdjąć. Warto tutaj jednak przytoczyć opinię prof. Ewy Łętowskiej, że jeśli zdejmowanie krzyża ze ściany miałoby spowodować konflikty i agresję, to niech lepiej już w tym Sejmie wisi jako "symbol triumfu siły nad prawem".
c.d. tu:
wyborcza.pl/1,75478,12668608,Rozmowa_tygodnia__Co_zrobic_z_krzyzem_w_szkole.html