Dodaj do ulubionych

Kartki z historii

11.03.12, 15:20
W dyskusjach dotyczących miejsca Kościoła w współczesnym świecie, z konieczności muszą pojawiać się odniesienia do historii. Problem polega na tym ze najczęściej są to odniesienia związane z wszystkimi błędami jakie Kościół popełnił na przestrzeni 2000 lat. Czytając chociażby teksty zamieszczane w internecie na róznego typu portalach takich jak chociaż Racjonalista.pl mozna odnieśc wrażenie że historia Koscioła to nieustające pasmo krzywd i nieszczęść spowodowanych przez Kościół i jego funkcyjnych przedstawicieli.
Najciekawsze i najbardziej nieprawdziwe są informacje związane z procesem przyjmowania chrześcijaństwa przez kolejne narody i państwa.
Ilez to krzywdy wyrządzono, akiej to przemocy przy tym używano-tak więc myślę że warto poświęcic trochę miejsca opisowi tych wydarzeń. Inaczej mówiąc ile to armii oraz przy użyciu jakich to środków przymusu nawracano kolejne narody.
W jaki to sposób 12 wystraszonych ludzi spowodowało że w chwili obecnej macki Koscioła są wszechobecne i jednocześnie pzez wieki dokonali tylu zbrodni i przestepstw.

Nawet ojciec współczesnej historiografii wyjątkowo niechętnie nastawiony wobec chrześcijaństwa nie potrafił tego procesu jednoznacznie zdefiniować, pisząc tak:

"Nie jest łatwo ustalić rozmaite motywy, związane czy to z rozumem, czy też z namiętnościami, ktore mogły przyczynić się do nawrócenia barbarzyńców" - "Zmierzch cesarstwa rzymskiego, rozdz XXXVII.

Jak to się stało że samotny św. Patryk spowodował że Irlandia przyjęła chrześcijaństwo? dlaczego Gruzini pod wpływem jednej kobiety postanowili przyjąć chrześcijaństwo, jak udało się Wulfili przekonać plemiona germańskie? - przykładów jest dużo - gdzie ta przemoc, armie, ?

Dzisiaj tytułem wstępu cytowany już przeze mnie jakiś czas temu opis przyjęcia chrzescijaństwa przez władcę jednego z królestw angielskich:


Pewnego wieczoru, wiosną 627 roku, niewielki oddział spiesznie przemierza
ulice Yorku. Na jego czele starzec dosiadający królewskiego wierzchowca
przedziera się przez zaniepokojony tłum. Jeździec opuszcza miasto, przez kilka
mil jedzie wzdłuż rzeki Derwent, aż do świątyni Godmunddingaham, gdzie stroją
miny posążki bożków. Mężczyzna zeskakuje z konia i nie patrząc nawet na świętą
przegrodę, rzuca swą włócznię w kierunku świątyni. Kilka minut później cała
budowla jest już tylko płonącym stosem pogrzebowym martwych bogów.

Ów starzec ikonoklasta nie jest biskupem-misjonarzem spragnionym wiary i
męczeństwa; jego oddział nie jest bandą mnichów dewastujących dawne miejsca
kultu. Starzec nazywa się Coifi, jest najwyższym kapłanem ludu Anglów, jak
gdyby jednym z pierwszych urzędników. Ci zaś, ktorzy go otaczają, to śmietanka
arystokracji królestwa Northumbrii, gdzie król Edwin jest wolnym panem
wojowniczego ludu. Spektakularne nawrócenie Coifiego nie dokonało się na
płaszczyźnie osobistej. Nie kierowało nim też posłuszeństwo jakiemuś
autorytarnemu władcy, nabożeństwo do jakiegoś charyzmatycznego i groźnego
świętego, czy też uległość wobec delikatnych nacisków ze strony pobożnej
małżonki. Przed chwilą król, otoczony wszystkimi możnymi swego królestwa,
poprosił go o radę w imieniu całego ludu. W sposób wolny. W tym wielkim
germańskim dworze - halli - kazdy z mężczyzn wypowiedział się za przyłączeniem
się do Boga jedynego albo przeciwko niemu. W kącie sali biskup Paulinus, jeden
z nielicznych chrześcijan w królestwie, z trudem panował nad sobą. I z dala od
wojen, w których bogowie pokonanego są na łasce zwycięzcy, z dala od pól
bitewnych, gdzie podobno barbarzyńscy wodzowie składali rozpaczliwe śluby,
król Edwin, jego szlachta, jego lud, a nawet jego najwyższy kapłan, po
dojrzałej refleksji zdecydowali się nawrócić.

Tak w zbeletryzowanej formie mozna przedstawić słynne zgromadzenie w Yorku,
opisane przez Bedę Wielebnego w jego słynnej "Historii kościelnej narodu
angielskiego" ks II, 13.
A jest to tylko jeden spośród dziesiątkow innych opisów podobnych wydarzeń
które miedzy V a VII stuleciem tworzyły ów powolny, masowy i powszechny ruch
prowadzący ogół ludów germanskich mieszkających w dawnych zachodnich
prowincjach Cesarstwa Rzymskiego do nawrócenia się na chrześcijaństwo.
Paradoksalnie, barbarzyńscy królowie pokonując potęgę Rzymu bez żadnego
przymusu nawracają się na religię pokonanych.
Zachowane opisy owych nawróceń pełne są cudowności, zarówno w wypadku królów
plemion anglosaskich jak i najsłynniejszym nawróceniu wodza Frankow Chlodwiga
- ale niezmiennym faktem jest to że przebiegały one w sposób pokojowy.
Obserwuj wątek
    • gat45 Re: Kartki z historii 11.03.12, 18:07
      andrzej585858 napisał:

      [...]


      > :

      >
      > Jak to się stało że samotny św. Patryk spowodował że Irlandia przyjęła chrześci
      > jaństwo? dlaczego Gruzini pod wpływem jednej kobiety postanowili przyjąć chrześ
      > cijaństwo, jak udało się Wulfili przekonać plemiona germańskie? - przykładów je
      > st dużo - gdzie ta przemoc, armie, ?

      [...]


      > Zachowane opisy owych nawróceń pełne są cudowności, zarówno w wypadku królów
      > plemion anglosaskich jak i najsłynniejszym nawróceniu wodza Frankow Chlodwiga
      > - ale niezmiennym faktem jest to że przebiegały one w sposób pokojowy



      Czy możesz z ręką na sercu powiedzieć, że tamte ludy nawracały się na takie chrześcijaństwo jak teraźniejsze ? Albo jak to, którym się stało po umocnieniu stolicy piotrowej ? Czy może na jakieś inne - pokorniejsze, bardziej szczere, mniej opresyjne ?

      Co stało się z kościołem Patryka ?
      • andrzej585858 Re: Kartki z historii 11.03.12, 18:57
        gat45 napisała:


        > Czy możesz z ręką na sercu powiedzieć, że tamte ludy nawracały się na takie chr
        > ześcijaństwo jak teraźniejsze ? Albo jak to, którym się stało po umocnieniu st
        > olicy piotrowej ? Czy może na jakieś inne - pokorniejsze, bardziej szczere, mni
        > ej opresyjne ?

        Pod względem doktrynalnym - tak , na takie same jak dzisiaj. Wyznanie wiary odmawiane dzisiaj w Kosciołach jest takie same jak wtedy, prawdy wiary także - zostały jedynie doprecyzowane.
        A mowisz mniej opresyjne, bardziej pokorne?
        >
        > Co stało się z kościołem Patryka ?

        Prosze bardzo już podaje przykład z czasów św. Patryka - Jeden z kanonów tzw. synodu św. Patryka ktory mial miejsce w Irlandii w r. 456 brzmi następująco:

        kan. 19 - "Chrzescijanka, ktora w szlachetnym małżeństwie przyjęła męża, a potem odeszła od niego i połaczyła się z cudzołóżnikiem, powinna zostac odłączona od komunii". - cyt. za Liber poenintiales - WAM, Krakow 2011 .

        Co się stało z kościołem św. Patryka? - złagodniał stał się bardzo delikatny i miłosierny. Uważasz że teraz Kościół jest opresyjny? -nie masz nawet pojecia jak represyjny był irlandzki Kościół, ale powoli - bede opowiadał powoli o tych wszystkich kwestiach
        • andrzej585858 Re: Kartki z historii 12.03.12, 11:34
          Czytając teksty Jana Klimaka w sposob naturalny zainteresowałem się także dziejami klasztoru na górze Synaj. Czytając o nim nasunęła mi się analogia z innym znanym klasztorem - benedyktynskim klasztorem w Cluny. Oba mają pewną cechę wspólną. Mówiąc o tych klasztorach bardzo często trzeba zaczynac zdanie od - naj.
          Klasztor św. Katarzyny na górze Synaj jest najstarszym istniejącym bez przerwy klasztorem chrześcijańskim. Z kolei klasztor w Cluny była największym klasztorem.
          Mnisi z klasztoru synajskiego prawie od zarania swoich dziejów żyli pod panowaniem wladców muzułmańskich a więc niezbyt przyjaźnie nastawionych do chrzescijaństwa, mnisi z Cluny w kraju uwazanym na jeden z najbardziej chrześcijańskich. Jakże odmienne jednak są losy obu?

          Klasztor na górze Synaj powstał w znanej nam dzisiaj formie w około r. 530, chociaz kaplica ufundowana przez matkę Konstantyna Wielkiego istniała juz w IV wieku. Po zdobyciu tych terenów przez muzułmanskich najeźdźców mnisi uzyskali od samego Mahometa zapwnienieo bezpieczeństwie. Przez ponad 1500 lat pomimo przetaczających sie wojen, nieprzyjaznego otoczenia, napadów - klasztor do dzisiaj pozostal nietknięty i mnisi w ciszy nieprzerwanie sprawują tam liturgię.

          Jakże odmienny los spotkał klasztro w Cluny? Oto ten załozony w 911r. klasztor ktory przez kilkaset lat był centrum, duchowym Europy, który spowodował że Kościół otrzasnął się mroków "ciemnych wieków" i trapiacych go wszystkich mozliwych grzechów został zniszczony - świadomie i celowo dopuszczono się w cywilizowanym podobno kraju do zniszczenia zarówno duchowego jak i materialnego knajwiekszego w Europie klasztoru, arcydzieła budownictwa. Bezcenne manuskrypty z biblioteki zostały spalone.
          Biblioteka na górze Synaj istnieje nieprzerwanie od V w. nikt jej nie zdewastował, ani nie zniszczył pomimo iż dla wyznawcy Allaha "jeden dzien na wojnie przeciwko niewiernym jest lepszy niż 100 lat modlitw" - a jednak nawet oni nie dopuścili sie podobnego barbarzyństwa.

          Mamy rok 1790 rok porozpoczeciu rewolucji rozpoczętej w imię równości, wolności i braterstwa. Jak w praktyce wyglądaja te szczytne ideały? Oto 12 lipca 1790 roku przeglosowano tzw. konstytucję cywilna kleru, ktora pociąga za sobą, m.in. zwyczajne zniesienie zakonów z racji, rzekomej ich bezużyteczności. Tym zakonnikom, ktorzy tego zechcą, umożliwia sie powrót do zycia świeckiego ze stałą pensją, inni natomiast zostaja zgromadzeni w kilku klasztorach zachowanych specjalnie w tym celu bez prawa przyjmowania nowych członków - czyli skazania na wymarcie.
          Zarzadzenie natychmiast zastosowano do mnichow opactwa Cluny. Tylko dwóch z nich zdecyduje się dożyc swoich dni w klasztorze dla niedobitków. Cześć decyduje się na powrót do życia świeckiego i podpisuje konstytucję. Ci, co nie podpiszą zostają bądź uwięzieni, bądź deportowani na wyspę Re - kolonia karna. Szesciu zostanie w 1794 r. zgilotynowanych.

          Tak wyglądała w praktyce realizacja rewolucyjnych haseł równości, braterstwa i tolerancji. Co stało sie natomiast z samym opactwem? 2 listopada 1789 r. wszystkie budynki zostaja zajęte przez panstwo. marcu 1790 postanowiono że wszystkie budynki przejdą pod zarząd miasta. W latach 1792-93 w związku z nasileniem się nastrojow rewolucyjnych miasto utraciło całkowicie wpływ na los tych zajetych dobr. Dzwony zostały przetopione na działa . Kosciół opacki w ktotym msze odprawiono po raz ostatni 25 X 1793 został pozostawiony na łaske losu, splądrowany i ograbiony w dniach 27 i 28 pażdziernika tego roku spalono 6 wywrotek ksiąg i innych dokumentów klasztornych. W ciągu nastepnego 1794 roku wszystko co pozostało zostało bądx rozgrabione bądx sprzedane.
          Kosciół opacki, klejnot architektury romńskiej został w 1798 r. wystawiony na publicznej aukcji w celu zburzenia i rozebrania!!!!
          Pomimo protestów, w tym także mera Cluny władze panstwowe pozostały obojętne na los budynków . W efekcie w 1811 roku pozostała jedynie dzwonnica i połudnowa część wielkiego transeptu oraz kilka kaplic. Kaplice ostatecznie zburzono w 1823 r.

          W ten sposób opactwo Cluny zniknęło z kart dziejów - zarówno duchowo jak i fizycznie.

          Takie było oblicze tej rewolucji , rewolucji ktorej hasłami szczycimy się. A klasztor na gorze Synaj polozony na terenach opanowanych przez muzułmanów istnieje nadal - niezniszczony, naukowcy mogą korzystac z zasobow jej bezcennej biblioteki.
          Jakże różne były losy tych klasztorów.
          • andrzej585858 Re: Kartki z historii 13.03.12, 11:24
            Powracam ponownie do kwestii zasadniczej - dlaczego i w jaki sposób chrześcijaństwo stało się religią uprzywilejowaną w świecie rzymskim. Na początek warto sobie uzmysłowić czym była religia dla Rzymian
            Już Cyceron w 59 r. napisał " Każde państwo ma swoją religię" - Do Falakkusa 28,69. Jeden z największych prawników Ulpian stwierdzil nawet że ius sacrum, prawo religijne jest istotnym składnikiem - ius publicum.
            Dla rzymian gwarancją spójosci państwa, fundamentem trwalości państwa było przeświadczenie że ludzie winni posiadać wspólną religię, która przez swoje nakazy moralne gwarantowała wypełnianie zobowiązań wobec państwa.
            Nie respektowanie tej zasady jest przestępstwem bezbozności, a tym samym aktem wywrotowym, wystawiającym na szwank trwalość więzi społecznych. Tak więc zadaniem państwa było wydzielenie i określenie religii państwowej. Za republiki było to zadanie senatu, w okresie cesarstwa funkcję tę spełniał cesarz , który w swojej oficjalnej tytulaturze zawsze miał tytuł Pontifex Maximus aż do chwili gdy w sposób formalny zanicechał stosowania tego tytułu cesarz Gracjan - IV w.

            Kolejni cesarze nad wyraz skwapliwie korzystali z przysługującego im prawa, w odniesieniu do chrześcijaństwa kolejni cesarze począwszy od Nerona az do Dioklecjana zakazywali sprawowania kultu. Dopiero w 313 r. Konstantyn nadał chrześcijaństwu status prawny, co oznaczało jedynie tolerowanie!, a dopiero w 324 r. uczynił zeń religię quasi państwową. W ten sposób pogaństwo uzyskało niższy status prawny - religio licita - czyli religia dozwolona. Okres panowania synow Konstatntyna status prawny kultów pogańskich ulegał stopniowemu pogorszeniu. Pomimo to w r. 371 cesarz Walentynian I deklaruje:'
            "Prawa, które wydałem na początku mojego panowania, swiadczą o tym, że każdemu dałem wolność sprawowania takiego kultu, jaki pragnął sprawować"

            Jednakże w r. 380 Gracjan, Walentynian II i Teodozjusz I wydając konstytucje znaną jako edykt z Tesaloniki uczynili z katolicyzmu jedyną religie panstwową, zas poganstwo sprowadzili do kategorii kultu tolerowanego , ale poddanego drastycznym ograniczeniom. W efekcie Teodozjusz I w 392 r. ostatecznie przesunął poganstwo z kategorii - religio licita do kategorii superstitiones co oznaczało całkowity zakaz ich sprawowania.

            Teraz przechodzimy do kwintesencji tych zmian - otóż wbrew opiniom jakie w chwili obecnej są tak szeroko rozpowszechniane a które nie sa zgodne ani z faktami historycznymi ani też mentalnoscia i praktyka prawną tamtych czasów - duchowieństwo chrześcijańskie podobnie jaki wczesniej pogańskie, nie mialo żadnego formalnego wpływu na te decyzje, mogło - co najwyżej - pełnic role konsultacyjną.
            O ile, jeszcze KOnstantyn i jego synowie przynajmniej w kwestiach religijnych konsultowali sie z biskupami, to Teodozjusz I oglosił swoj edykt na rok przed Soborem Konstatynpolitanskim I na ktorym okreslona została ortodoksja. W zbiorze praw tzw. Kodeksie Teodozjanskim nie znajdujemy w ogóle żadnej aluzji do decyzji podejmwanych przez synody, jedyna jaka znajduje się to edykt negujacy oficjalny charakter synodu z r. 386.

            Za przykład arbitralnego traktowania kwestii religijnych niech posłuży postawa Walentyniana II ktory zanegował uchwały soboru z 381 r. przesuwając prawowiernych chrzescijan ponownie do kategorii religio licita.

            Religia państwowa pozostawała zdecydowanie sprawą samego władcy; a jego spdakobiercy, także i władcy barbarzyńscy przyswajając normy prawa rzymskiego - nigdy o tym nie zapomnieli.
            W mentalności rzymskiej to nie prawo dostosowuje się do rzeczywistości, prawo jest jej fundamentem. Sprzeciw wobec prawa jest więc zanegowaniem boskiego porzadku jaki jest w nim zawarty. Niewypełnienie rozkazu cesarza, także takiego ktory nakazuje która religia jestreligia panstwową jest zdefiniowana jako "świetokradztwo" , dotyczy to także wszlekich innych przewinień. Stosowny fragment edyktu z Tesalonik mowi tak:

            "Ci, ktorzy znieważają świętość prawa boskiego, czy to dlatego, że gardzą nimprzez jego nieznajomość, czy tez dlatego, że lamią je przez zaniedbywanie go, popelniają świętokradztwo"
            Prawo religijne, ktorego zadaniem była klasyfikacja trzech możliwych statusów - kult oficjalny, legalny i zakazany - musiało byc w sposob absolutny przestrzegany, gdyż w przeciwnym razie zagrozone byłoby samo pojecie państwa prawa.

            "Wiemy, że nasze państwo jest podtrzymywane znacznie mocniej przez religie niz przez urzedy publiczne, prace fizyczne albo znój" - pisali w 361 r. Konstancjusz II i Julian późniejszy Apostata

            W tym roku ukaże sie tłumaczenie na język polski Kodeksu Teodozjusza w ktorym zawarte sa te wszystkie wzmiankowane przeze mnie prawa,warto zapoznac się z tymi tekstami - poznać
            epokę i jej realia przed pochopnym oskarżaniem Kościoła o wszystkie możliwe występki
            Celem chrześcijanstwa nie było zdobycie władzy świeckiej. Uzyskanie statusu religii panstwowej w sumie wyrzadziło więcej szkody niż pożytku.
            Wtedy też istnieli ludzie ktorych ambicja i żadza władzy powodowała żę właśnie Kościół stał się idealnym miejscem na robienie kariery.
            Każda epoka ma swoich krzykaczy i demagogów.
            • andrzej585858 Re: Kartki z historii 14.03.12, 13:57
              Zgodnie z powszechnie przyjętą opinią, pierwszy, oficjalnie schrystianizowanym państwem było królestwo Armenii. Chociaż nie ma na to bezspornych dowodów, miejscowa tradycja utrzymuje, że wyznawcy nowej religii pojawili się tu już w czasach apostolskich. Nie ulega jednak wątpliwości, że dzieki dogodnemu połozeniu Armenii na przecięciu głównych szlaków handlowych chrzescijanstwo dotarło tu bardzo wcześnie, a jego wyznawcy stanowili w pierwszych trzech stuleciachcoraz liczniejszą część miejscowej ludności, skoro ogłoszenie chrzescijanstwa religią panstwową nastąpiło już w początkach IV wieku. Trwaja nieustanne spory związane z konkretną datą - ale przyjmuje się okres pomiedzy r. 288 a 314. Nie miejsce na przedstawianie argumentów za poszczegolnymi datami. Faktem bezspornym jest że nastąpiło to przed edyktem Konstantyna tak więc to Armenia zasługuje na tytuł pierwszego państwa chrzescijańskiego.

              Przyjęcie chrzescijanstwa poprzedził okres prześladowan podjętych przez ówczesnego władcę Tyrydatesa III, ktorych opis znalazł swoje odbicie w licznych przekazach historycznych - głownie u Agathangelosa / odsyłam do książki prof. Starowieyskiego - Słownik wczesnochrześcijańskiego piśmiennictwa Wschodu/. Prześladowania zakonczyły się nawróceniem Tyrydatesa, do czego bezpośrednim impulsem miało być cudowne uzdrowienie go przez ewangelizatora Armenii św. Grzegorza Oświeciciela - jest to tak niezwykła i ciekawa postac że warto jej poświęcić odrebny artykuł, ale to w innym czasie.
              Od tego momentu obaj, zarówno władca jak i mnich podjęli akcję krzewienia nowej religii.

              Szukając motywów nagłej przemiany armeńskiego władcy, możemy wskazać, obok osobistego faktu nawrócenia, także na dwa inne czynniki które na pewno miały bardzo znaczenie - jeżeli chodzi o polityczne istnienie panstwa. Przede wszystkim usytuowanie Armenii pomiedzy dwa wrogimi mocarstwami czyli pomiędzy Persja a Rzymem nie gwarantowało stabilnosci politycznej. Wprawdzie niedawno zawarty pokoj w Nisibis gwarantowal wzgledna niezależność Armenii, ale został zawarty jedynie na 40 lat.
              Paradoksalnie właśnie zerwanie z dotychczasowym systemem wierzeń, jakim zarówno w Armenii jaki w Persji był mazdeizm, gwarantował konsolidację wewnętrzna państwa i jednoczesnie uniezależnienie sie od sąsiada.
              Drugim czynnikiem była sytuacja wewnętrzna i narastająca wśród arystokracji tendencja do decentralizacji państwa. W tej sytuacji chrześcijaństwo miało więc stać się czynnikiem integrującym kraj. Zamiarem Tyrydatesa była nadanie chrześcijaństwo statusu religii państwowej, tylko że nie w tej formie w jakiej była rozumiana w Rzymie lecz zgodnie z tradycja wyznaniową perską, czyli z zakazem wyznawania innych kultów.
              Od tej pory kulty pogańskie były zwalczane w sposob zdecydowany i zorganizowany. Państwo przede wszystkim konfiskowało ziemie i kosztowności należące do tej pory do świątyn pogańskich przekazując je jednocześnie nowo tworzonym strukturom koscielnym.
              Od strony formalnej prces chrystianizacji Armenii przebiegł bardzo szybko i sprawnie. Od stronyduchowej ten proces nie był az tak szybki.Jednakże niezmordowana dzialalność Grzegorza spowodowała że proces ten przebiegał szybko. Mozna powiedziec że w chwili śmierci Grzegorza ok. 325 r. Armenia była już krajem chrzescijanskim, chociaż kultu pogańskie jeszcze dlugo były żywotne o czym świadczy chociażby świadectwo biznatyjskiego historyka Faustusa z 390 r. opisujący pogrzeb wielmoży niejakiego Muszeha ktory odbył się z zachowaniem pogańskiego rytuału.
              Do stabilizacji kraju najbardziej przyczyniło się stworzenie alfabetu ormiańskiego dzięki czemu mogła powstać rodzima literatura. Tego wiekopomnego dzieła dokonał tylko jeden człowiek - Mesrop, dzieki niemu juz w 404 r. dokonano tłumaczenia całej Biblii na ormiański.

              Chrystianizacja Armenii dokonała się więc bez jakichkolwiek zewnętrznych nacisków, presji obcych władców i związanemu z tym koniunkturalizmowi władców. Jedynym motywem, oprócz osobistego nawrócenia władcy, była budząca się swiadomosc narodowa i poszukiwanie czynnika spajającego naród. Warto o tym pamiętać.
              • andrzej585858 Re: Kartki z historii - Chrześcijanin wobec Żyda 16.03.12, 09:02
                Jak bumerang powraca kwestia antysemityzmu Koscioła. Czy jest cecha charakterystyczna dla chrześcijaństwa i istniejąca od samego początku a więc niejako immanentna czy też jest ona najczęściej wynikiem błędnego odczytywania zarówno zadania misyjnego Kościoła jak i zwykłych ludzkich przywar nie mających nic wspólnego z nauczaniem Kościoła.

                Jak to było w pierwszych wiekach? Pierwsze wspolnoty chrzescijańskie zrodzily się co prawda z judaizmu, ale ewolucja Kościoła prowadziła do oddalania się obydwu religii. Powstał więc problem natury podstawowej - jak Kościół ma postępowac wobec Żydów. Podejmować działania zmierzające do ich konwersji, zabronić jej czy też obwarowac restrykcyjnymi przepisami..
                Jak do powyższego problemu podchodzili więc Ojcowie Koscioła w swoich rozwazaniach.? Najwięcej uwagi temu zagadnieniu poświęcił miiejsca w swoich pismach św. Augustyn. Jego rozwazania są wielce oryginalne i mocno oddzialały na innych teologów.Otóż twierdził, że istnienie Żydów jest wręcz dobrodziejstwem i winno być chronione. Powodem tej szczegolnej ochrony jest fakt iż ich obecność jest ciągle aktualnym świadectwem zapowiedzi mesjańskiej zawartej w ST.

                "I dlatego nie wytracił icj, to jest nie zniszczył w nich tego, że są Żydami, chociaż byli pokonani i uciskani przez Rzymian;nie zniszczył, by nie zapomnieli prawa Bożego i nie stracili zdolności do dawania świadectwa, o którym mowimy.... mieć ich za świadków, potwierdzających prorocze przepowiednie o Chrystusie" - O panstwie Bożym XVIII, 46

                Augustyn pojmuje owo trwanie Żydów, obok zaprogramowanego zniknięcia pogan, jak uchwytny wyraz woli Bożej. W swoim dziele -"Contra Faustum" - stwierdza wręcz że ich istnienie powinno byc otoczone ochroną, uważając to za słuszna karę jakaspotyka ich za bogobójstwo. W związku z powyższym uważa problem konwersji za pewnego rodzaju osobista sprawę miedzy Bogiem a jego dawnym narodem wybranym. Owszem, podejmowanie prob nawracania skierowane do poszczegolnych osob jest jak najbardziej wskazane, ale działania wobec wspolnoty. Chrzescijanin w tym przypadku może tylko podziwiać rozwoj boskiej ekonomii zbawienia, ale nie może interweniowac w przebieg tego procesu.
                Powyższa myśl Augustyna została przyswojona zachodniemu chrzescijanstwu poprzez dzieła Prospera z Akwitanii ktory twierdził iz trwalość judaizmu jest częścią "tajemnic dzieła Bożego" i chrzescijanin nie powinien ani starać się ich pojąć, ani sprzeciwiac się im.
                Innym przedstawicielem chrzescijanstwa zachodniego jest Sydoniusz Apolinary - biskup Clermont, poeta - jeden z ostatnich przedstawicieli tej prawdziwej rzymskiej arystokracji w Vw. - zachował się jego bardzo ciekawy list adresowany do nieznanego skądinąd biskupa Eleuteriusza, pisze w nim tak:

                "List ten poleca ci Żyda, nie żeby podobał mi się tu błąd, przez którego giną zaslepieni, lecz ponieważ nikogo z nicvh nie możemy całkiem potepiać, poki żyje. Pozostaje on bowiem wciąż w nadziei rogrzeszenia, poki mu dana jest możliwość nawrócenia.... i ty także, choć walczysz z niewiernością, możesz stawać w obronie tego utrudzonego człowieka" List VI,11 - istnieje tłumaczenie na j. polski jego listów i wierszy.

                Sydoniusz przypomina, że potepienie Żydów i w szerszym zakresie - niechrześcijan, nie powinno być doczese; sprawa ta nalezy do trybunału Bożego, a nie do ludzkiego. Dodaje do tych rozwazań także element jurydyczny - uważa bowiem za zrozumiałe samo przez się, iz chrzescijanie, a tym bardziej biskupi powinni tym bardziej szanować prawa żydowskie - gdyż właśnie w ten sposób może stac się to argumentem w dziele misyjnym.
                Powyższe stanowisko odnalazło swoje odbicie w póxniejszych zbiorach praw jak i w praktyce - chociazby w w państwie Ostrogotów -gdzie próbowano znaleźc consensus w równoprawnym istnieniu róznych wyznań i tradycji.

                Podobną argumentację stosował także jeden z najwybitniejszych zachodnich Ojców Cezary z Arles. Cezary uważa,że istnienie jjudazimu jest niezbedne, a nawet opatrznościowe, podkresla jedynie sam fakt bez wyciagania jednak dość pejoratywnych wniosków takich jakie wyciągnął Augustyn. Według Cezarego trwanie judaizmu nie jest żadna karą, ale jest związane z Bożym plane ewangelizacji narodów. Chociazby z tego powodu że zachowując święte księgi sa gwarantami dokładności ich tekstów używanych przez Kościół oraz mimowolnymi swiadkami orędzia ewangelicznego.
                Od strony praktycznej Cezary deklaruje gotowość ochrzczenia tych Żydów, ktorzy tego pragną, ale stanowczo przeciwstawia się użyciu siły. Zacytuję tutaj fragment kazania Cezarego:

                "Kiedy ty, ktory jesteś chrzescijaninem, okradasz Żyda, przeszkadzasz mu zostać chrześcijaninem. A przeciez odpowiesz na to: ja mu nie zaszkodziłem z nienawiści, ale uderzyłem go raczej z milości, oto dlaczego okradłem owego Żyda, ażebym przez te twardą i zdrową dyscyplinę uczynił zeń chrześcijanina. Wysłucham i uwierzę, jesli to, coś ukradł Żydowi, oddasz mu, gdy zostanie chrzescijaninem" -
                /Kazania Cezarego także są przetłumaczone i wydane w wydawnictwie WAM oraz przez benedyktynow/

                Róznica wyznaniowa nie powinna jego zdaniem służyć jako pretekst do szykanowania, którego skutek może być całkowicie odwrotny od zamierzonego. Nawrócenie Żydów to przede wszystkim kwestia łaski i nie może być wymuszona.

                Na razie tyle przykładów tytułem wstępu. Oczywiście sytuacja nie była aż tak różowa, do omawiania poglądów nastepnych przedstawicieli Kościoła powrócę w następnych tekstach.
                • andrzej585858 Re: Kartki z historii-Chrześcijanin wobec Żyda-2 17.03.12, 12:45
                  Pozostając nadal na terenach zajętych przez Franków warto zwrócić uwagę na postać Grzegorza z Tours znanego głownie z monumentalnego dzieła "Historia Franków" oraz z utworów hagiograficznych opiewających życie różnych świętych, w tym zwłaszcza jego poprzednika na biskupstwie Marcina.
                  Właśnie w tych utworach Grzegorza daje świadectwo postawy wyraźnie antyżydowskiej. Posługując się nieraz informacjami z drugiej reki przedstawia Żydów niemal wyłącznie jako wrogów chrześcijaństwa. Opisy te miały, rzecz jasna, służyc podkresleniu pozytywnych cech bohaterów tych opowieści, niemniej ich wymowa jest jednoznaczna.
                  Pomimo wszystko, nie jest on zwolennikiem używania przemocy wobec osób, jeśli miałaby ona zmniejszyc szansę na konwersje. M. in. pietnuje nieuzasadnione zabojstwo Żydów dokonywane przez chrześcijan, chociaż jednocześnie pochwala Awita z Clermont ktory polecił wykonanie wyroku na Żydzie winnym poniżenia swego byłego współwyznawcy ktory przeszedł na chrześcijaństwo. _"Historia FRanków VII,23 oraz V, 11 -/powyższe dzieło także zostało przetlumaczone i wydane przez benedyktynów - niestety praktycznie jest niedostepne/.
                  Postawa Grzegorza nie odbiegała on standardów epoki, niektórzy historycy używają nawet okreslanie że był to "konwencjonalny" antyjudaizm - tym niemniej nie jest ona typowa dla Ojców KOscioła - co można spostrzec porównując chociazby poglady wspomnianego wczesniej Cezarego z Arles.

                  Pora przejść do omówienia poglądów najwybitniejszego z papieży wczesnego średniowiecza - Grzegorza który w pelni zasłużyl na nadana mu przez potomnych przydomek Wielki.
                  Św. Grzegorz Wielki będący papieżem w latach 590-604 często w swoich dziełach podejmował problematykę relacji chrzescijan z Żydami. W jego pismach nigdzie nie znajdziemy słów obraźliwych ani poniżających w stosunku do Żydów; nigdy nie stwierdził że sa bardziej od Rzymian odpowiedzialni za śmierć Chrystusa - istnieje wiele fragmentów na ten temat zwłaszcza w jego wielkim dziele objasnien do ks. Hioba oraz w homiliach.
                  Uważał wręcz że Żydzi mogą być użyteczni dla chrześcijan. Zagadnieniu temu poświęcł jeden z swoich "Dialogów" - także wydany w j. polskim więc nie bede omawial teraz dokladnie treści. - myśla przewodnia powyższego tekstu jest stwierdzenie że obecność Żydów jest w pewien sposob nieustająca lekcja pokory dla chrzęscijan i nawet jeżeli można starac sie o nawrócenie konkretnych osob - to jednak nie uda sie to w odniesieniu do calego narodu, gdyż sa oni zywym świadectwem obietnic mesjanskich.

                  Podsumowując myśli Grzegorza Wielkiego trzeba zwrócić przede wszystkim na jurydyczna wymowe jego tekstów. Jako nieodrodny Rzymianin żywil wielki szacunek dla prawa. Z tego też powodu uważał judaizm za wyznanie w pelni legalne, mieszczące się w kategorii religio natomiast błędną czyli superstitio była wyłącznie z punktu widzenia teologii. W związku z powyższym kazdy biskup powinien szanowac prawo i dzialać wyłącznie w sferze mu wlaściwej, czyli duchowej. Wypełniając zas obowiązki duszpasterskie winien kierować sie łagodnością. Ten konkretnie zwrot odmieniany na różne sposoby - można znaleźć zwłaszcza w korespondencji papieskiej -

                  Żydzi byli obywatelami rzymskimi i z tego tytułu korzystali z naleznych im praw, chociaz mieli teź prawokorzystac z właściwego im prawa narodowego. Zatem prawo nie mogło byc w żadnym przypadku usprawiedliwieniem dla dokonywania jakichkolwiek konwersji pod przymusem. Także i w każdych innych sprawach jeżeli chrześcijaninowi przyszło sądzić bądx prowadzić śledztwo w sprawie, w którą zamieszani są Żydzi, winien okazaćdoskonałą bezstronność:

                  "Zabraniamy zaś wspomnianych Żydów obciążać lub nękać wbrew rozumnemu porządkowi. Podobnie jak wolno im żyć według praw rzymskich, tak niechaj w imię sprawiedliwości bez przeszkód kierują swoim życiem, jak umieją" - Listy II, 46 -/także w tym przypadku istnieje tłumaczenie Listów w czterech tomach wydane przez IW "Pax"/.

                  Grzegorz Wielki nigdy nie wahał sie interweniować, stawiając na szali swoj autorytet, w sytuacjach gdy Żydzi skarżyli się na wymuszenia lub jakiekolwiek błędy proceduralne w trakcie sądów ze strony chrześcijan.

                  Jako ciekawaostkę podam że w epoce tej decydujące znaczenie przy ogłoszeniu świętości danego zmarłego miało jednomyślne wyrażenie vox populi wyrazane najcześciej w trakcie pogrzebu. Wlaściwie to była jedyna procedura kanonizacyjna plus do tego cuda które mialy miejsce przy grobie zmarłego. Ciekawe jest to że w niektorych świadectwach z epoki podkreślane jest uczestnictwo miejscowych społeczności zydowskich w tym swoistym procesie kanonizacyjnym, po raz pierwszy takie informacje znajdujemy przy opisie pogrzebu św. Hilarego w r. 449 a także w późniejszych pogrzebach św. Cezarego z Ales w 543 oraz św. Galla z Clermont w 554.
                  Świadczy to jednoznacznie o dobrym i pokojowym współistnieniu gminy zydowskiej oraz chrześcijańskiej.
                  Do zagadnienia współistnienie i problemow z tym związanych powrócę w następnym wpisie.
                  • andrzej585858 Re: Kartki z historii-Chrześcijanin wobec Żyda-2 20.03.12, 13:35
                    Ponownie powracam do postaci Św. Grzegorza Wielkiego gdyż jego spuścizna w wymiarze zarówno duchowym jak i organizacyjnym jest wręcz olbrzymia i bardzo mocno oddzialala na następców.
                    Trzeba przyznac że myślenie Grzegorza było bardzo pragmatyczne. Znany jest ztego, że zaproponował zachęty finansowe, które traktował wręcz systemowo.
                    Jako przykład moech [osłuży sytyacja opisana w LIście 50 skierowana do Piotra zarządcy majątku papieskiego na Sycylii ktoremu w 592 r. polecił, aby obnizył opłaty dzierżawne dla tych Żydów, mieszkających na ziemiach kościelnych, ktorzy zgodziliby sie przejść na chrześcijanstwo. Kilka lat później ponownie polecił następnemu zarządcy aby także i tym którzy już dokonali konwersji ponownie obniżyć opłaty 0 jedną trzecią.
                    Oczywiście papiez nie miał złudzeń co do intencji owych konwertytów "ekonomicznych", ale miał nadzieję że ich dzieci, wychowane juz w chrześcijaństwie staną sie jednak dobrymi chrześcijanami. Na niepokoje zarządcy związane z obawą o straty finansowe odpowiedział :

                    "A nie czynimy tego nieużytecznie, jeśli przez ulgę w zobowiązanich płatniczych sprowadzamy ich do Chrystusa, bo chociaż oni sami raczej nie z przekonania przychodzą, dzieci ich juz z większym przekonaniem przyjmują chrzest. Więc albo ich, albo ich dzieci otrzymujemy w zysku. Wszystk, co dla Chrystusa opuszczamy z oplaty, nie jest ciężkie" Listy t. 2 s.65. - list datowany 7 X 594 r..

                    W podonmy tonie pisał także do innego zarządzającego Fantinusa, że skoro Żydzi z Agrigente pragneli się nawrócić, najuboższym z nich Kościół powinien zapewnić sumę niezbędną do zakupu szat potrzebnych do chrztu .

                    Podobne praktyki zainicjonowane przez Grzegorza byly jednak dość wyjątkowe. Mógł na takie finansowe zachęty pozwolic sobie papiez dysponującym pokaźnym majątkiem. Przeciętny biskup nie był az tak skory do podobnych wydatków. Poza tym jej skutecznośc była bardzo dyskusyjna. Zachowało sie świadectwo Kasjodora - pełniącego funkcje pierwszego ministra na dworzez władcy Ostrogotów Teodoryka - który podal przykład Żyda, ktory prosił o chrzest w różnych wspólnotach chrzescijanskich, pobierając za każdym razem stosowna premię - "Aby otrzymać dary, jakoby w goracym pragnieniu chrztu".

                    Przypadki stosowania przymusu jezeli chodzi o chrzescijanski Zachód są niezwykle rzadkie i opisane tak niejasno że możliwość ich interpretacji jest szeroka. Przykładem takim może byc opisana przez Grzegoroza z Tours w jego "Historii Franków" sytuacja do jakiej doszło w 576 r. w Clermont gdzie wybuchły zamieszki pomiedzy gminą chrzescijanską a żydowską. Gdy Żydzi, pod groźbą tlumu, zamkneli sie w jednym z budynków, biskup Awit z Clermont dał im do wyboru dwie możliwości, albo dokonać konwersji i pozostać, albo wyjechać. Tak też sie stało - część dokonała konwersji, część przeniosła się do Marsylii. Podobna sytuacja miała miejsce także w Bourges, gdzie tamtejszy biskup Sulpicjusz zmusił miejscowa gminę żydowska do dokonania konwersji.

                    Tego typu praktyki, związane z stosowaniem środkow przymusu, zostały stanowczo potepione przez Grzegorza Wielkiego. Uważal on że nalezy sprzyjac zjawisku prozelityzmu, ale musi to być ujęte w pewne jasne i przejrzyste reguły.
                    Gdy w czerwcu 591 r. dowiedział się, że w wyniku działania biskupów Wergiliusza z Arles i Teodora z Marsylii "wielu Żydówżyjących w tamtych stronach zostało doprowadzonych do chrztu raczej przemocą niz przez głoszenie słowa Bożego" napisal do nich, wzywając do położenia kresu temu zgorszeniu:

                    "Gdy bowiem ktokolwiek przystąpi do Źródła chrztu nie dzieki łagodnemu nauczaniu, lecz z konieczności, to wracając do starego zabobonu tym gorzej potem umiera dlatego, że zdawało się, iz sie odrodził" - Listy t.1 s. 83.

                    Użycie siły niosło bowiem ze soba niebezpieczenstwo zniszczenia samej instytucji chrztu. Ochrzczony na siłę, wracając potem do swojej wiary dokonywał, z punktu widzenia chrześcijaństwa, apostazji -> Grzegorz zwraca uwagę aby biskupi zadowalali sie udzielaniem chrztu ludziom, którzy osobiście dostapili daru nawrócenia.

                    Z dzisiejszego puinktu widzenia, niektóre argumenty a także metody postepowania mogą wydawać się absurdalne lub wręcz niehumanitarne, - ale nie możemy przy tym zapominać że ci ludzie zyli 1500 lat temu.
                    Pomimo popełnianych błędów jednak właśnie chrzescijaństwo miało dla wielu ludzi, a zwłaszcza dla grup marginalizowanych i zyjących poza nawiasem społeczeństwa cos pozytywnego do zaoferowania.
                    • andrzej585858 Sobór Nicejski - cz. 1 24.03.12, 11:44
                      Pora na zmiane tematyki i zajęcie się , pokrotce rzecz jasna - historią Sobiru Nicejskiego I, a więc tego na ktorym po raz pierwszy podjęto próbe zajecia wspolnego stanowiska które miało obowiązywac w całym Kosciele I
                      Inspiracja był dla mnie ten arcyciekawy cytat z postu , oto ten fragment:

                      "Do usług - credo nicejskie. Sobór zwołany przez cesarza (!), do tego nieochrzczonego (poganina, znaczy sięsmile). Nie w żadnej ważnej stolicy biskupiej, ale we własnym pałacu, z pełną obsługą , a nawet dojazdem i pokryciem kosztów, żeby biskupom lepiej się podejmowało decyzje po myśli cesarza. Nawet do pewnego momentu ładnie władca zachowywał pozory, ale że ojcowie nie mogli dojść do porozumienia, a impreza była droga (250 chłopa do wyżywienia), to się Konstantyn niecierpliwić zaczął i wtrącać, a jak się już całkiem zniecierpliwił, to kluczowe pojęcie, co do którego ojcowie soboru nijak nie mogli się porozumieć, sam podrzucił. Trochę się większość ojców zbulwersowała, bo herezją zaleciało, ale cysorz postraszył wygnaniem i podpisali. Wersję nigdy w żadnej gminie nieodmawianą. Dwóch chciało sprawdzić, czy cesarz nie żartował i przekonali się, że nie - faktycznie ich wygnał!
                      W tej kwestii polecam ks. H. Pietrasa (korzystałam z notatek z jego wykładów, ale i książkę o tym napisał, i to chyba niejedną), E. Wipszyckiej "Kościół w świecie późnego antyku", Lhose'go "A short history of Christian Doctrine"). "

                      Mamy tutaj do czynienia z ciekawą wersją tego co mozna okreslic historia alternatywną. Niby wszystko jest prawdą, a jednoczesnie nie jest ona prawdziwa. Ale tak to najczęściej bywa gdy ideologicznie podchodzi się do historii.

                      Przede wszystkim - sama idea zebrań biskupów - a tym własnie były synody. Nie ma zachowanych informacji o tym skąd one się wzięły - pewnie było to dla wszystkich oczywiste. JUz Dzieje Apostolskie mowią o spotkaniu wszystkich apostołów w Jerozolimie na tzw. soborze jerozolimskim. Praktyka ta była obecna więc od samego początku.
                      Od samego początku istniało więc przekonanie że to nie tyle jeden, konkretny biskup jjest nastepcą ktoregoś z apostołó - choc takie duchowe genealogie już wtedy istniały, ile wszyscy biskupi sa następcami całego kolegium apostolskiego. Dla zachowania wiec jedności Kościoła niezbedne były więc spotkania i wspolne ustalenia. Działania pojedynczych biskupów niosły w sobie ryzyko powstawania podziałów.
                      Z tym poczuciem synodalności Koscioła od samego początku łączy się świadomość roli biskupa Rzymu. Świadomość ta była obecna od zarania dziejów i pomijanie jej znaczenia jest po prostu naginaniem faktów - ale to odrebny temat.

                      Pierwotnie synody nie miały zasiegu większego niż jedna prowincja. Sytuacja zmieniła sie diametralnie od chwili uznania w 313 r. przez Konstantyna chrzescijanstwa za pełnoprawną religię cesarstwa.
                      O tym pisalem juz w wczesniejszych wątkach i tam proponuje siegnąć. Teraz obok istniejacych nadal synodów prowincjonalnych to wlaśnie cesarz zwołuje synody nadając im większe znaczenie niz dotychczas głównie z tego powodu że decyzje tych synodów obejmowały obszar całego cesarstwa. Poczawszy od r. 313 kiedy to zwolał po raz pierwszy w Rzymie taki synod przeciwko donatystom - czynił to 8 razy.

                      Teraz trzeba odpowiedziec na pytanie dlaczego cesarz, w dodatku nadal de facto poganin zwoluje synody? - co w cytowanym poście zostało podkreslone wykrzyknikiem, jako oczywiscie ingerencja i narzucanie swojej woli.

                      Otóż w Cesarstwie Rzymskim głównym odpowiedzialnym za wszystkie religie i kultu był Pontifex Maximus. Nie był on kaplanem, ale sprawował funkcję kontrolną na wszelkimi religiami, do jego wyłącznej kompetencji należało ustalanie kalendarza świąt wszystkich religii i przechowywanie świętych ksiąg. Do jego wyłącznych prerogatyw należało tez okreslenie który kult bedzie mógl się cieszyc statusem legalnosci a ktory nie.
                      Instytucja Pontifexa znana była od samego początku Rzymu. Zarowno za Republiki jak i Cesarstwa. Poczynając od Juliusza Cezara na to stanowisko każą sie wybierac imperatorzy i dzieki temu mają decydujący wplyw na zycie religijne . Tylko z tego tytułu mogł Cezar wprowadzic reforme kalendarza i na tej samej podstawie Konstatntyn dzialając mocą tej samej wladzy jako Pontifex Maximus zdecydowal sie na uznanie chrzescijanstwa jako religii legalnej.
                      Z samego tytułu cesarze zrezygnowali w 379r. , jednakże zwyczaj zwolywania synodów nadal nalezal do prerogatyw władcy - tym razem moca zwyczaju.

                      Nie ma więc zadnych powodów aby dziwić się temu iz to właśnie cesarz zwolal synod ktory zgodnie z jego zamierzeniem miał dotyczyć Koscioła w obrebie całego Imperium. Konstatntyn działal w tym momencie jako polityk, władca i Pontifex Maximus.
                      Zaproszenie zostało wystosowane do wszystkich biskupów. Prawdopodobnie zamiarem cesarza było zarówno uroczyste uczczenie 20-lecia jego panowania jak i zamiar uroczystego ogloszenia daty Wielkanocy, jako święta obowiązującego Kosciół w całym cesarstwie, oraz ujednolicenie wyznania wiary, po to aby zgodnie z wielowiekowa tradycją mogło byc zapisane w Liber pontificalis. Cały czas trzeb pamiętać iz z mocy prawa cesarz musiał strzec prawa i jednolitości Cesarstwa także w kwestiach religijnych. Wszystkie kulty miały być sprawowane zgodnie z prawem.
                      Kilka słów o zachowanych źródłach dotyczacych zarówno sposobu zwolania jak i przebiegu tego synodu ktory dopiero w 431 r. został uznany za Pierwszy Sobór Powszechny, a więc ponad 100 lat później.
                      Na szczęście p[rawie wszystkie dokumenty są dostepne w j. polskim a należą do nich:
                      Euzebiusz z Cezarei - Żywot Konstantyna
                      Atanazy - O dekretach Soboru Nicejskiego - oba te dzieła wydane przez WAM., oraz
                      Historie KOscioła napisane przez Sokratesa Scholastyka, Sozomena, Ewagriusza - wszystkie wydane przez IW 'PAX" a także Historia Kościołą Rufina, Teodoreta i Filostorgiusza.
                      I na tych tekstach bedę opierać się w nastepnych tekstach.

                      Tutaj odniosę sie jeszcze tylko do kwestii dwóch wygnanych biskupów jakoby za sprzeciw wobec decyzji podjętych na Soborze. Chdzi tutaj o Euzebiusza z Nikomedii i Teognisa wygnanych do Galii dopiero pod koniec 325 r. Wersja ta która znajduje sie tylko u ariańskiego - a więc przeciwnika uchał Soboru - historyka Filostorgiusza jest mało prawdopodobna zwłaszcza w świetle zachowanego listu Konstantyna do mieszkanców Nikomedii w którym pisze że właśnie na Soborze uniknęli potepienia dzieki jego wstawiennictwu pomimo iz byli zwolennikami Ariusza.
                      Zostali wygnani za to ze nadal knuli intrygi przeciwko jego polityce i miało to miejsce już po zakonczeniu obrad Soboru i powrocie do rodzimych diecezji. pisze o tym Sokrates Scholastyk ks. I rodz. 9
                      • andrzej585858 Re: Sobór Nicejski - cz. 2 28.03.12, 10:11
                        W celu uzupełnienia informacji o tym jakie były przyczyny zwołania soboru nicejskiego przez Konstantyna i o tym jaka była presja wywierana przez cesarza odsyłam do obszernego wprowadzenia oraz do tekstu naocznego świadka tych wydarzeń Atanazego Wielkiego.

                        Z powyższym tekstem mozna zapoznać się tutaj:

                        www.teologiapolityczna.pl/assets/Nowe_okladki/ODekretachSoboru.pdf
                        Mam nadzieję że spojrzenie na rolę "siepaczy" Konstantyna stojących nad głowami biskupów ulegnie znaczącej zmianie.
                        • andrzej585858 Historia współczesna 20.08.12, 10:05
                          Kapituła orderu Orła Białego (Bartoszewski, Hall, Penderecki i Samsonowicz) jest przeciwna nadaniu odznaczenia Ryszardowi Kuklińskiemu

                          Andrzej Gelberg w blogu „Kwestia smaku” prowadzonym w portalu salon24.pl pisze jednoznacznie:

                          To, że roku 1989 dożyliśmy cudu niepodległości złożyło się wiele elementów (niewydolność gospodarcza i technologiczna systemu komunistycznego, Jan Paweł II, „Solidarność”, zdecydowana polityka Ronalda Reagana), ale bezspornie swoją małą, ale znaczącą cegiełkę do realizacji tego cudu dołożył Ryszard Kukliński.

                          Bo pułkownik, jako wysokiej rangi oficer sztabowy i łącznikowy pomiędzy Ludowym Wojsku Polskim i Armii Czerwonej , wtajemniczony w plany operacyjne wojsk Układu Warszawskiego zrozumiał, że:

                          Planowana przez Kreml ofensywa na Europę zachodnią oznaczać musi dla Polski hekatombę. Nie zatrzymał tej wiedzy dla siebie i postanowił działać. W ciągu 7 lat przekazał Amerykanom dziesiątki tysięcy tajnych, wojskowych dokumentów i, jak stwierdził jeden z amerykańskich generałów, nikt zza „żelaznej kurtyny” tak nie zaszkodził Imperium Zła, jak właśnie nasz rodak.

                          Gelberg wspomina jak kierowany przeze niego „Tygodnik Solidarność” włączył się do dyskusji o ocenę postawy i dokonań Pułkownika Kuklińskiego w znaczący sposób:

                          Wybitny, nieżyjący już polski artysta, Antoni Chodorowski, (doczekał się już w Warszawie ulicy swojego imienia), wykonał za moją namową dwie dekady temu niezwykły rysunek – Poczet „zdrajców polskich”. Były tam cztery postaci: Piotr Wysocki, Romuald Traugutt, Józef Piłsudski i Ryszard Kukliński

                          Jak podkreśla „zestaw osób z rysunku Chodorowskiego nie był przypadkowy”:

                          Już tylko dla porządku warto przypomnieć, że ruszając w noc listopadową na czele swoich podchorążych por. Piotr Wysocki był związany przysięgą wobec władz Królestwa Polskiego (tworu będącego pokłosiem Kongresu Wiedeńskiego, którego autonomia była jak na ówczesne standardy wcale nie mała) – i nie ma najmniejszych wątpliwości, że wobec tych władz była to ewidentna zdrada. Co więcej, Piotr Wysocki zamierzał zabić carskiego namiestnika, księcia Konstantego (…)

                          Bezspornie mjr Romuald Traugutt też był związany wojskową przysięgą wobec rosyjskiego suwerena (przecież Polska już była wtedy „krajem priwislanskim”), więc przyłączając się do Powstania Styczniowego, co więcej, zostając jego ostatnim dyktatorem – zdradził.

                          Jak zauważa przypadek Józefa Piłsudskiego nie jest tak spektakularny, bo sprowadzał się do odmowy złożenia przysięgi na wierność cesarzowi Niemiec. Publicysta ocenia:

                          Przypadek płk Ryszarda Kuklińskiego jest jak pierwsze dwa – jednoznaczny. Bezspornie mamy do czynienia ze złamaniem przysięgi, ze zdradą.

                          Patrząc na zagmatwaną historię naszego narodu i państwa nie sposób uciec od pytań zasadniczych: kogo wymienieni oficerowie zdradzili, jakimi się kierowali pobudkami, czy decydując się na złamanie przysięgi kierowali się względami koniunkturalnymi, czy byli świadomi ceny jaką za swój czyn może przyjść im zapłacić?

                          Jednak, jego zdaniem, kluczowe pytanie brzmi:

                          Komu, nie bacząc na okoliczności, zdecydowali się być wierni?

                          Wiem, że odpowiedź na to ostatnie pytanie może niektórych razić patosem, ale innej odpowiedzi po prostu nie ma: chcieli być wierni Polsce.

                          To pytanie o wierność wybrzmiało tym bardziej mocno, gdy zabrał głos gen. Wojciech Jaruzelski:

                          Stwierdził, że zachwyt niektórych środowisk nad oficerem, który złamał wojskową przysięgę jest dla niego niepojęty, bo jeśli jego uzna się za bohatera, to my byliśmy zdrajcami. W swojej arogancji gen. Jaruzelski zagalopował się do tego stopnia, że przy tworzeniu według siebie zdania ad absurdum, wymknęło mu się słowo prawdy.

                          Jak podkreśla redaktor „Radia Solidarność” (przywróconego na radiownet.pl) Kukliński za swoją jednoznaczność zapłacił ogromną cenę – wyrok śmierci (także długo utrzymujący się w III RP), ale także tajemniczą śmiercią dwóch synów. Nie doczekał się też instytucjonalnej wdzięczności:

                          Gdy kilka lat temu zmarł, uchwała sejmiku mazowieckiego dotycząca Jego osoby, zakończona słowami „dobrze się zasłużył Polsce”, nie uzyskała większości.

                          Również przed kilku dniami wniosek Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych o nadanie Ryszardowi Kuklińskiemu orderu Orła Białego został przez kapitułę tego odznaczenia zaopiniowany negatywnie (warto tu wymienić członków owej kapituły: Władysław Bartoszewski, Aleksander Hall, Krzysztof Penderecki i Henryk Samsonowicz).

                          Jednak płk Ryszard Kukliński post mortem doczekał się chyba najistotniejszego uznania. Uznania Rodaków:

                          Na warszawskim cmentarzu wojskowym na Powązkach grób płk. Ryszarda Kuklińskiego sąsiaduje bezpośrednio z grobami Jacka Kuronia, Leszka Kołakowskiego i Bronisława Geremka, a jakże, kawalerami orderu Orła Białego. Przed grobem Pułkownika płonie zawsze wielokrotnie więcej lampek.

                          I byłoby strasznie, gdyby było odwrotnie.
                          • andrzej585858 Re: Historia współczesna 01.09.12, 09:53
                            Związkowcy wraz z posłami PIS zlikwidowali napis Stocznia im. Lenina. Owszem, moge zgodzic się z tym że zlamali prawo, ale też nie dziwię się ich zachowaniu. Obecna sytuacja w Polsce budzi zbyt wiele skojarzeń z PRL. Ten napis jest tylko symbolem odradzania się monopolu na jedynie słuszne i postępowe poglądy.
                            Nic więc dziwnego że postępowe autorytety potępiają powyższy czyn. Gdyby jeszcze było to potępienie łamania prawa to wszystko w porządku. Ale oczywiście, musi nastąpić pouczenie ideologiczne, w czym celuje zwłaszcza nasza znana "etyczka" prof . Środa:

                            "No i tak na marginesie, gdyby panowie związkowcy razem z przewodniczącym Dudą poczytali sobie trochę tego Lenina (lub o nim), to myślę, że znaleźliby w jego działaniach o wiele więcej inspiracji niż w działaniach - dajmy na to - ojca Rydzyka lub innych ojców. Lenin troszczył się - choć niefortunnie - o dobrobyt i pozycję klasy robotniczej, a nie o jej zbawienie. Dla związków zawodowych jego "filozofia" może być ważną wskazówką, by odpowiedzieć sobie na (też leninowskie) pytanie "Co robić?". Tylko najpierw trzeba poczytać. No, a bez czytania, trzeba mieć szacunek dla historii co najmniej taki, jaki do telewizji Trwam. "

                            www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,12398200,W_sprawie_Lenina__FELIETON_SRODY_.html
                            Ciekawe pouczenie? Czytajmy więc Lenina - towarzysze.

                            Komentarz jaki pozostawił po sobie internautapod powyższym felietonem świetnie oddaję to, przeciwko czemu protestują związkowcy:



                            "skok
                            18 minut temu

                            "Stocznia, która stanowi dziś mit założycielski wolnej Polski"

                            Trafila peofesorka w samo sedno. To jest mit. Tak jak wolna Polska. Wyszly z niej wojska sowieckie, ale "reszta" wiernych towarzyszy, ludzi honoru pozostala. "

                            Niestety, "ludzie honoru" pozostali.



Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka