03.04.14, 14:27
Oto wypowiedź człowieka prawdziwie wolnego. Osoby dla ktorej pojęcia godności, honoru i patriotyzmu nie są pustym frazesem.

"Nie byłam „człowiekiem komuny”, nie będę „człowiekiem wolności”. Jest nas więcej. Tych, którzy nie będą, ale też nie chcą być na liście bohaterów podyktowanych przez „Gazetę Wyborczą” i TVN.

Pięć lat temu, w 20. rocznicę 4 czerwca, zostałam zaproszona do Sejmu jako osoba, która powiedziała w TVP zdanie „Proszę państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm". W obecności rządu, byłych prezydentów, ówczesnego prezydenta, wszystkich posłów i tłumu zagranicznych dziennikarzy wygłosiłam od siebie kilka zdań. Wobec całego Sejmu naprawdę wzruszona i przejęta szczerze i z serca mówiłam o tym, że dziennikarze często pytają mnie o to, czy „o taką Polskę walczyliśmy". – Tak, o taką! – powiedziałam uroczyście.

A dzisiaj? Przed 25. rocznicą dziennikarze mnie pytają: „Jak się pani czuje dziś, po tych 25 latach?". Jak się czuję? Jak się mogę czuć, kiedy czytam: „Rusza plebiscyt »Ludzie Wolności«, organizowany przez TVN i »Gazetę Wyborczą« z okazji 25-lecia odrodzenia wolnej Polski". Jak się mogę czuć, kiedy już wiem, aż za dobrze, jakimi metodami te media sterują polem wolności?

Jak mogę się czuć, jeśli czytam, że właśnie „Gazeta Wyborcza" i TVN będą proponowały „ludzi wolności", a ich odbiorcy zdecydują, kto zasługuje na to miano, a kto nie. Jak mogę się czuć, skoro jest oczywiste, że w tym przypadku „krąg ludzi wolności" to osoby, którym te właśnie media pozwoliły zaistnieć, o których informowały i dynamizowały każdy krok ich działalności.

Ilu jest takich, którzy – jak napisali Adam Michnik i Markus Tellenbach - „poszli pod prąd, zamiast brnąc w utarte schematy", i właśnie dlatego i TVN, i „Gazeta Wyborcza" odrzucały informacje o ich dokonaniach, wycofywały ich z dialogu i obiegu?

Idę pod prąd niesłuszną drogą. Jest nas więcej. Tych, którzy nie będą, ale też nie chcą być na liście „wybranych przez naród" ludzi wolności. Może trzeba po prostu zrobić inny, równoległy plebiscyt? Może trzeba wybrać ludzi, którzy nie znajdą się na gali 1 czerwca 2014 r.? Którzy nie są „ludźmi wolności", bo są wolnymi ludźmi."

www.rp.pl/artykul/61991,1098990-Ide-pod-prad-niesluszna-droga.html
Obserwuj wątek
    • andrzej585858 Re: Godność 18.04.14, 13:33
      Godnośc jest tym czego nie mozna zabrać i zniszczyć:
      Ciekawe, skąd ja znam tego typu metody o których pisze p. Szczepkowska?


      "W związku z tekstem, który się ukazał wczoraj na łamach „Rzeczpospolitej” i „Gazety Wyborczej”, a dotyczącym rezygnacji „Wysokich Obcasów” z moich publikacji, czuję się zobowiązana do odpowiedzi. Oczywiście wysyłam ją do obu redakcji.

      Czytelników „Rz" z góry przepraszam za zajmowanie swoją osobą miejsca w gazecie, niemniej polemikę z tym tekstem uważam za sprawę szerszą niż sprawy osobiste. Zawiera on po prostu same kłamstwa i świadczy o poziomie publicznej debaty. Odpowiadam krótko i po kolei na najważniejsze fragmenty (odnoszę się punkt po punkcie do poszczególnych cytatów).

      1. „Naszą redakcję wzburzył felieton z marca 2013 r. (odnoszący się do publikacji w »Rzeczpospolitej«), w którym Joanna Szczepkowska ogłosiła, że teatrami w Polsce rządzi homoseksualne lobby".

      Nigdy i nigdzie nie napisałam felietonu, w którym „ogłosiłam", że teatrami rządzi homoseksualne lobby. Napisałam tekst polemiczny na portalu e-teatr.pl w obronie kolegi zaatakowanego kłamstwami za rzekomą homofobię. Nie odnosiłam się do publikacji w „Rzeczpospolitej", ale do felietonu Macieja Nowaka w „Przekroju". Napisałam o konieczności zdrowej krytyki wobec środowisk gejowskich, a co za tym idzie – zrównania ich z innymi krytykowanymi grupami.

      2. „Za podobnie skandaliczny uznaliśmy – my w redakcji i nasze czytelniczki – felieton w »Rz« z lutego 2014 r., w którym Szczepkowska wspierała księdza Oko oraz jego zawziętą i wulgarną walkę z gender mainstreaming (czyli działaniami na rzecz równouprawnienia kobiet i mężczyzn)".

      Felieton w „Rz" „Do księdza Oko" nie ma intencji wspierania kogokolwiek. Zarzucam w nim mediom niegodny styl walki, który się przejawia tym, że osobę o przeciwnych poglądach klasyfikuje się jako chorą psychicznie. Bez względu na to, czy będzie to ksiądz Oko, czy Jerzy Urban, tego rodzaju chwyty będę uważała za godne potępienia. Do wulgarnych porównań księdza Oko odniosłam się krytycznie.

      Zawziętość i wulgarność walki widzę w zaproszeniu do studia lekarza psychiatry i dywagacjach na temat „człowieka mówiącego tylko o seksie". To rażące, a nawet przerażające zakłamanie proporcji tematów, jakie ksiądz Oko podejmuje w swoich wystąpieniach

      . Gdyby takie zakłamanie podjęto w stosunku do Wojciecha Jaruzelskiego czy Adama Michnika, też uważałabym je za godne potępienia i publicznej dyskusji.

      Walkę z gender ze strony katolickiego księdza uważam obiektywnie za normalną i logiczną. Zrozumienie dla innego punktu widzenia jest podstawą tolerancji i dyskusji, a nie powodem do odsuwania od polemiki. Nie widzę nic wspólnego między gender mainstreaming a walką na rzecz równouprawnienia kobiet i mężczyzn. Taki jest mój punkt widzenia i można się z tym nie zgadzać. Nie można jednak uznawać odmiennego poglądu na zjawisko społeczne i kulturowe za przewinę w wymiarze nietolerancji.

      3. „Nie zamierzamy też udawać, że nie wiemy, iż »nasza« autorka takie poglądy głosi gdzie indziej".

      Nie przypominam sobie żadnej sytuacji „głoszenia poglądów". Na razie niczego nie głoszę i nie prowadzę życia przewodnika duchowego. Po swoich doświadczeniach z „Wyborczą" i TVN chętnie natomiast słucham ludzi i spotykam się z tymi, których dotąd pomijałam, żeby poznać ich punkt widzenia.

      4. „Każda redakcja ma prawo 
do własnej oceny, jakich autorów, 
o jakich poglądach gości na łamach oraz do oceny, kiedy autor 
nadużywa wolności słowa, 
aby obrażać ludzi".

      Nadużywanie wolności słowa i publiczne obrażanie ludzi to bolesne zjawisko z obszaru tabloidów. Wiele swoich tekstów poświęciłam tej tematyce. Zrównywanie moich refleksji i myśli humanistycznej z brutalną publicystyką jest kolejnym przykładem braku zasad w publicznej dyskusji.

      5. „»Wysokie Obcasy« od początku istnienia sprzeciwiają się dyskryminowaniu ludzi ze względu na płeć 
i orientację seksualną".

      Ja też. Tyle że oni nie są poza sferą dopuszczalnej krytyki. Mają prawo być oceniani, omawiani 
i krytykowani w takim samym stopniu jak wszyscy inni.

      6. „»Gazeta Wyborcza«, której »WO« są częścią, domaga się wolności, równości i szacunku dla innych".

      „Gazeta Wyborcza" nie różni się pod tym względem od żadnego innego pisma. Każdy dziennik kierujący się wyższymi aspiracjami niż tabloidy ma na względzie walkę o wolność i szacunek dla innych. 
W ocenie moich refleksji i stylu, w jakim polemizuje, nie widzę ze strony „Gazety Wyborczej" ani świadectwa wolności, ani równości, ani tym bardziej szacunku dla innych.

      7. „Ostatnio w obszernym i mętnym tekście w »Rzeczpospolitej« Joanna Szczepkowska napadła na »Gazetę Wyborczą« za to, że ogłosiliśmy – ważny dla nas i naszych czytelników – plebiscyt Ludzie Wolności. Obwieściła światu, że nie mamy prawa »dyktować«, kto jest bohaterem 25-lecia".

      To prawda. Wygodniej byłoby nie napaść i nie obwieścić. Łatwiej byłoby nie reagować na zrównanie moich opinii z „holokaustem", machnąć ręką, nie wytaczać procesu TVN i przyjmować zaproszenia do studia, jak tylko sprawa przycichnie. Łatwiej, przyjemniej i bezpieczniej.

      Ale to się stało naprawdę. Tak samo naprawdę dziennikarz „Wyborczej" Roman Pawłowski próbował zrobić ze mną wywiad 
o „homolobby", wymyślając 
cytaty moich wypowiedzi. Traf chciał, że włączyłam swój dyktafon, żeby wywiad nagrał się dla obu stron, więc dziennikarska kompromitacja ma siłę 
dokumentu.

      I naprawdę mam prawo do wątpliwości, czy „Wyborczej" i TVN należy się słowo „wolność" niezależnie od tego, jak dobrze te media funkcjonują. I nie oczekuję dalszej współpracy ani tego, że ktokolwiek z redakcji przyzna mi rację. Po prostu przyjmuję całą gorycz i smutek swojego rozczarowania.

      8. „Rozstać się można kulturalnie. Niestety, Joanna Szczepkowska wybrała brzydką metodę rozstania".

      Nie wybierałam „metody rozstania". Nie, ja się nie rozstawałam.

      A teraz zwracam się mniej oficjalnie do całej redakcji „GW". 
I Wy wiecie, i ja wiem, że „Gazeta Wyborcza" nie jest już od dawna „tą Gazetą" . I Wy wiecie, i ja wiem, że przed 25. rocznicą 4 czerwca trzeba było przetasować karty tak, żeby niewygodna osoba znalazła się na spodzie talii. Nie ta obsada po prostu.

      Przez 15 lat starałam się w „Wysokich Obcasach" rozwijać myśl humanistyczną, wybiegając poza krąg tematów feministycznych. Teraz obwieściliście światu, że jestem wrogiem homoseksualistów, tolerancji i wolności słowa. Czy trzeba więcej argumentów, żeby taką osobę po prostu wymazać z publicznego istnienia? 
To nic innego jak zwykłe 
świństwo.

      Ponieważ list od „Wyborczej" opublikowano na jej łamach pod tabloidowym tytułem „Szczepkowska brzydko się chwyta", więc może odpowiem komplementem: „Wyborcza pięknie się łamie"."

      www.rp.pl/artykul/9133,1103124-Joanna-Szczepkowska-odpowiada--Wyborczej-.html?p=1
      • andrzej585858 Re: Godność 20.04.14, 18:55
        Wyjątkowo trafna diagnoza:

        "

        Dwa nazwiska – księdza Lemańskiego i Joanny Szczepkowskiej – pokazały w ostatnich dniach stosunek michnikowszczyzny do wolności wyrażania poglądów. Pokazały, konkretnie, że jest to stosunek analogiczny do tego, jaki zachodni komuniści, zwłaszcza amerykańscy, przejawiali wobec demokracji i wszystkich związanych z nią wartości.

        Z jednej strony – jesteście demokratami, żyjemy w wolnym społeczeństwie, więc nie możecie nam zamykać ust. Należą nam się te same prawa, co wszystkim! I tu czerwoni, wspierani przez tłumy prosowieckich pożytecznych idiotów, robili larum na cały świat, że tropiący ich senator McCarthy złamał jakąś prawniczą procedurę albo że w imię racji stanu sąd zgodził się, aby część dowodów przeciwko Rosenbergom pozostała niejawna.

        Z drugiej strony wszakże – oni sami nawet nie ukrywali, że demokrację zamierzają zniszczyć, że ich ideologia nakazuje dyscyplinę i podporządkowanie jednej idei i jednemu, komunistycznemu przywództwu. W związku z tym, żeby w tej domagającej się poszanowania jej demokratycznych praw organizacji na przykład struktura partyjna z Atlanty miała jakieś swoje zdanie, odmiennie interpretowała wskazania Marksa względnie życzyła sobie kogoś innego na stanowisku pierwszego sekretarza - mowy nie było absolutnie.

        Media salonu od dawna wspierają księdza Lemańskiego w jego wojence przeciwko kościelnej hierarchii – jak zresztą każdego, kto Kościołowi szkodzi a przynajmniej przyczynia mu kłopotów. W ubiegłym tygodniu nagłaśniały z lubością zamieszanie w parafii w podwarszawskiej Jasienicy, promowały drakę urządzoną pod kurią przez „lemańskich” parafian i krytykowały biskupa Hosera. „Gazeta Wyborcza” jak zwykle była w tym na pierwszej linii, szermując argumentem, że Kościół „musi wysłuchać” każdego, uwzględnić każde zadanie, tolerować każdego rozrabiacza, bo jest Kościołem Powszechnym i taka jego powinność. Szczytem bezczelnej hucpy był odredakcyjny komentarz, w którym znaleźliśmy nie tylko kuriozalną tezę, że milczenie Papieża w sprawie Lemańskiego to „największa wpadka jego pontyfikatu”, ale także duszoszczypatielne wynurzenia autora, że gdyby jego wyrzucił Michnik z „Gazety Wyborczej” to na pewno inni dziennikarze by mu pomagali, a księdzu Lemańskiemu inni duchowni nie okazują wsparcia.

        Nawet to jednak nie byłoby aż tak groteskowe, gdyby w tym samym tygodniu „Wyborcza” nie wyrzuciła z przytupem ze swych łamów Joanny Szczepkowskiej. Decyzję tę umotywowali w specjalnym oświadczeniu przedstawiciele kierownictwa skandalicznymi poglądami znanej aktorki, która miała czelność powiedzieć, że polskim teatrem rządzi lobby homoseksualistów, okazywać życzliwość zwalczającemu gender ks. Oko oraz kwestionować prawo GW i TVN do orzekania, kto jest „człowiekiem wolności 25-lecia”.

        Pani Joanna Szczepkowska nie jest człowiekiem prawicy, a tym bardziej zwolenniczką PiS. Jest raczej jedną z wielu osób zagubionych, którym inteligencja i poczucie przyzwoitości nie pozwalają popierać rządzącej i dojącej Polskę bandy dresiarzy (nawet z deklarowanymi przez p. Smolara wymiotami) a z drugiej strony taż sama inteligencja i zdrowy rozsądek nie pozwala im utożsamić się z przekazem tzw. prawicy (a może, bardziej jeszcze od rozsądku, jest to dla nich kwestia smaku – zważywszy, ile w ciągu dwóch dziesięcioleci wyprodukowała ta „prawica” różnych Kluzic i Misiów, a jak wielu wartościowych, godnych szacunku czy tylko zwyczajnie inteligentnych ludzi od siebie odepchnęła i zmarginalizowała). Pamiętam przypadki, gdy pani Joanna odmawiała występu w zwalczanych przez salon mediach, aby nie być z nimi utożsamianą i nie stworzyć wrażenia, że popiera siły, których nie popiera. Chciała tylko, mówiąc Kazikiem, „iść prosto” – bardzo szanuję takich ludzi i trzymam za nich kciuki, ale, niestety, w postkolonialnym piekiełku III RP trzeba na to mieć, jak to się ujmuje w sferach społecznych, z których się wywodzę, twardą de.

        Ale o tym może innym razem, nie przy Wielkiej Sobocie. Jest już „nową świecką tradycją”, że Wielki Tydzień wykorzystują antykościelne media do kolejnego ataku, tak jak Święto Niepodległości do deprecjonowania znaczenia niepodległości. (Swoją drogą, kto ciekaw, niech porówna archiwalne wielkanocne wydania GW, z Grobem Pańskim, Jezusem i Barankiem, z obecnym – w papierze niebieskie jajo-globus, na stronie internetowej główny materiał „jak przeżywać święta będąc niewierzącym” – widać ewolucję, czy może raczej, zarzucanie kamuflażu?) Ale najbardziej symboliczna jest ta zbieżność, pokazująca, jak instrumentalnie i cynicznie lewicowy salon, którego głosem jest „Wyborcza”, podchodzi do kwestii wolności słowa. Wy musicie tolerować u siebie człowieka, który w sutannie, od wewnątrz, atakuje Kościół, wprowadzając wiernych w konfuzję i mieszając im w głowach – bo tak. U nas na łamach nie ma miejsca dla osoby, która wykorzystując swój autorytet do głoszenia co innego, niż każe Centrala, wprowadzałaby w konfuzję naszego targetowego leminga i wytrącała go z budowanego przez cały agit-prop przekonania, że wszyscy, a przynajmniej „wszyscy ludzie na pewnym poziomie” są w kwestiach „ideolo” absolutnie jednomyślni.

        Święta niech będą święte, więc odłóżmy te sprawy na dwa dni na półkę io nabierajmy sił – ale po nich trzeba przecież znowu „wstać i iść”, jak to ujął poeta. „Podźwignij czoło i nie leń się, leniu – do walki wręcz” – dodałby inny."

        ziemkiewicz.dorzeczy.pl/id,3003/Rosenberg-Lemanski-i-Szczepkowska-McCarthy.html
        • andrzej585858 Re: Godność 17.05.14, 09:23
          Nie dajmy zastraszyć się!!!



          "Z okazji Dnia Walki z Homofobią Kaja Godek zastanawia się, czy nie istnieje innego rodzaju fobia, w ramach której zaszczepia się w społeczeństwie lęk przed narażeniem się homoseksualnym aktywistom.

          17 maja przypada Dzień Walki z Homofobią. Słowo homofobia jest powszechnie używane do określania chorobliwego i niczym nieuzasadnionego lęku przed osobami o skłonnościach homoseksualnych. Czy jednak w świetle tego, co możemy ostatnio obserwować w Polsce, nie należałoby zacząć mówić i walczyć z innym rodzajem homofobii?

          Mam na myśli fobię, którą usiłuje się wykształcić w społeczeństwie środkami medialnymi oraz prawnymi (m.in. przez postulat karania za tzw. mowę nienawiści, w praktyce za jakąkolwiek krytykę poczynań lobby spod sześciokolorowej tęczy). Coraz szerzej podejmowane są próby zaszczepienia lęku przed narażeniem się homoseksualnym aktywistom. Usiłuje się zdusić w zarodku działania mogące przeszkodzić im w realizacji rozległych postulatów zrewolucjonizowania struktury społecznej – od traktowania ich związków jako paramałżeństw i przyznawania nieuzasadnionych przywilejów do adopcji dzieci włącznie.

          Upowszechnienie tej podszytej lękiem homo-poprawności politycznej jest działaczom LGBTQ bardzo na rękę. Zaprowadzenie powszechnego strachu przed ich reakcjami zwyczajnie im się opłaca. Mogą wtedy robić, co chcą.

          Pozostaje mieć nadzieję, że znajdą się ludzie, którzy nie dadzą się terroryzować policji myśli i w trosce o przyszłość dzieci staną w ich obronie. W Dniu Walki z Homofobią szczerze i bez lęku będziemy mówić prawdę o metodach i celach aktywistów LGBTQ.

          Między innymi o tym, że:

          - w społeczeństwie homoseksualistów jest zaledwie 1%, odpowiadają natomiast za 30 - 40 % aktów o charakterze pedofilskim, co pokazuje, że homoseksualizm i pedofilia idą z sobą w parze,

          - dzieci wychowywane w związkach jednopłciowych są częściej narażone na wykorzystywanie seksualne przez "rodziców", w dorosłym życiu cierpią też na różne zaburzenia osobowości znacznie częściej niż osoby wychowane przez normalne heteroseksualne małżeństwa,

          - że m.in. właśnie działacze gejowscy podejmują na całym świecie intensywne wysiłki na rzecz wprowadzenia do szkół demoralizującej edukacji seksualnej, która zachęca do wczesnego rozpoczynania życia płciowego i ma na celu propagowanie dewiacji jako normy,

          - że w Polsce działania te są w ostatnich miesiącach szczególnie intensywne, ministerstwa wpuszczają na swój teren organizacje progejowskie, a agendy rządowe lobbują na rzecz wprowadzenia do szkół edukacji seksualnej opartej o wytyczne WHO, gdzie zawarte są m.in. postulaty LGBT,

          - że urzędnicy państwowi poddają się tęczowemu terrorowi i odmawiają bronienia praw rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi wartościami (vide: ostatnia wypowiedź RPO p. Ireny Lipowicz w/s tzw. programów równościowych),

          - że środowiska homoseksualne usiłują zastraszyć osoby o przeciwnych poglądach i uniemożliwić wypowiadanie pod swoim adresem jakiejkolwiek krytyki (Kampania Przeciw Homofobii - czy to właśnie w ramach zaprowadzania homofobii? - wysłała pismo do dyrekcji placówki, w której pracuje jeden z małopolskich działaczy Fundacji Pro-prawo do życia zaangażowany w akcję "Stop Pedofilii", z apelem o kontrolę działalności pracownika).

          Nie mamy żadnych fobii, nie boimy się lobbystów LGBTQ. Będziemy bronić naszych dzieci przed demoralizacją i wykorzystywaniem seksualnym w wydaniu tęczowych aktywistów i za przyzwoleniem ze strony polskiego rządu."

          www.fronda.pl/a/kaja-godek-na-dzien-walki-z-homofobia,37531.html
          • andrzej585858 Re: Godność - pojęcie nieznane "artystom" 21.06.14, 13:33

            "Skandal! „Artyści” chcieli sobie pobluźnić za publiczne pieniądze, a źli katolicy im to uniemożliwili. Bluźniercy bowiem strasznie przestraszyli się różańców uznali, że może to się skończyć zamieszkami.

            Tak, tak. Organizatorzy bluźnierczego przedstawienia nie ustają w przekonywaniu, że odwołali przedstawienie, bo obawiali się, że gromady katolików, zapewne z różańcami w rękach, zaatakują biednych „artystów”, a także widzów. A potem zdemolują przestrzeń miejską. I nie jest to żart, ale faktyczne uzasadnienie słusznej – skądinąd decyzji. „Z powodu bardzo dużego zagrożenia zamieszkami, których skala i forma mogą być niebezpieczne dla naszych widzów, aktorów, postronnych osób, a także mogą prowadzić do dewastacji obiektów użyteczności publicznej miasta Poznania” - napisali organizatorzy.

            I byłoby to nawet dość zabawne, gdyby nie fakt, że to dalszy ciąg stygmatyzacji katolików. Oto bowiem w umysłach antyreligijnych propagandystów zrodził się pomysł, by najpierw szokować bluźnierstwem i symboliczną przemocą wobec chrześcijan, a później oskarżać ludzi, którzy przeciw temu pokojowo protestują, o prowokowanie do przemocy. A niestety problem polega na tym, że część opinii publicznej jest gotowa uwierzyć, że katolicy są gotowi do pobicia różańcami bluźnierców, albo do zdemolowania przestrzeni publicznej w Poznaniu.

            Ale na razie można się cieszyć, że bluźniercy się nas przestraszyli i mieć nadzieję, że będą się bali nadal. I wcale nie chodzi o to, że katolicy różańcami zdemolują kawałek Poznania, ale o to, że kiedyś w przyszłości odpowiedzą za swoje bluźnierstwa przed Bogiem. I to Jego, a nie nas powinni się naprawdę obawiać."

            www.fronda.pl/a/skandal-zli-katolicy-nie-pozwalaja-sobie-pobluznic,38715.html
            • andrzej585858 Re: "Totalitaryzm kopulacyjny" 07.07.14, 08:28


              "Wściekła nagonka na prof. Bogdana Chazana i obrona pornograficznego bluźnierstwa pt. „Golgota Picnic” to dwa bieguny tej samej zarazy! Polska rozgrywana jest według precyzyjnego scenariusza zateizowania wszystkich przestrzeni życia społecznego. W obu sprawach konieczne jest postawienie czynnego oporu.

              Prof. Chazan, jeden z najwybitniejszych polskich lekarzy, którego zaangażowanie i ofiarność uszczęśliwiły setki tysięcy rodziców pozbawionych przez innych nadziei na rodzicielstwo, stanął przed barbarzyńskim trybunałem niesprawiedliwości. Dyrektor szpitala Świętej Rodziny ma zapłacić 70 tys. złotych za to, że nie zabił nienarodzonego dziecka. Polityczno-medialna nagonka rozgrywana przy użyciu postępowej kobiety, która nie godzi się na noszenie w sobie „niepełnowartościowego” płodu, ma wyeliminować ze służby zdrowia lekarzy-katolików. Dlaczego? Bo zwolennicy inżynierii genetycznej, podpicowanej eugeniki i genderowych norm życia społecznego chcą wreszcie zacząć wypełniać międzynarodowy biznesplan. Można przecież zacząć zarabiać miliony na in vitro, aborcji, antykoncepcji i innych wynalazkach „cywilizacji karłów”.

              Zabijanie sumienia rozgrywa się nie tylko w przestrzeni świata medycznego. Lewicowy czołg wprowadza barbarzyńską rewolucję społeczną za pomocą kultury. O swojej dominacji coraz dobitniej daje znać nowy ustrój społeczno-polityczny, który w książce „PUŁAPKA GENDER. Karły contra orły, czyli wojna cywilizacji” nazywam „totalitaryzmem kopulacyjnym”. Wystarczy posłuchać zwolenników związków jednopłciowych, promotorów edukacji seksualnej, pustych wynurzeń pseudotwórców uchodzących za artystów i przeciwników Deklaracji Wiary.

              O ile przy sprawie prof. Chazana większość katolików nie ma wątpliwości, że protest jest sprawą oczywistą, o tyle nawet „prawicowi” publicyści siali zamęt w przypadku „Golgoty Picnic”. Zdaniem niektórych protesty były niepotrzebną promocją argentyńskiego artysty. Czyżby? Nie przypuszczam, żeby przymnożyły mu sławy. Mam jednak przekonanie, że były bezwzględnie konieczne do postawienia nieprzekraczalnych granic. Choć miały miejsce we wszystkich krajach, w których Garcia wystawiał swój bluźnierczy spektakl, tylko Polacy mieli siłę, by go zablokować.

              Protest jest ostatnią oznaką życia obywatelskiego. Mówienie, że sprzeciw katolików to jedynie darmowa reklama trzeciorzędnego dziełka, niebezpiecznie usypia obywatelską czujność katolików i daje pole do roszczeniowego rozpasania mniejszościom, które przejmują kolejne pola życia społeczno-politycznego. Czas sobie uświadomić, że jesteśmy w samym centrum cywilizacyjnej wojny, gdzie bierność jest równoznaczna z przegraną.

              Tchórzliwe milczenie rozzuchwala mniejszości i prowadzi do jej dominacji. Sprzeciw musi być jednoznaczny i stanowczy, inaczej pozostanie nam co najwyżej opór bierny, w którym katolicy nie będą mieć najmniejszego wpływu na rzeczywistość.

              Papieska Komisja Biblijna już w 2008 roku podkreślała jak ważny jest aktywny sprzeciw katolików. W pkt. 118 dokumentu „Biblia a moralność” ogłoszonym przez Kongregację Nauki Wiary czytamy:

              Chrześcijanie są powołani do tego, by byli mądrzy, żeby umieli czytać znaki czasu i krytykować oraz demaskować prawdziwą rzeczywistość państwa, które staje się sługa demona, a jego urzędnicy żyją w luksusie kosztem innych. Ponieważ chrześcijanie nie mogą wyjść z czasów w których żyją, winni starać się o własną tożsamość, która uzdolni ich do życia wiarą w cierpliwym trwaniu, ale i w profetycznym świadectwie. Są również zachęcani do rozwijania metod oporu, który uzdolni ich do przeciwstawienia się demonicznym mocom, które działają przez instytucje cywilne i wpływają na dzisiejszy świat.

              Jeśli katolikom zabraknie odwagi, zastąpią nas ci, których łapska- jak śpiewał Gintrowski - „rozgrabią Rzym”, Polskę „roztratują ich stopy” a ich „smród zatruje miasta całej Europy…” "

              wpolityce.pl/polityka/203835-lekarze-maja-obowiazek-zabijac-chorych-a-sztuka-musi-ociekac-bluznierstwem-czy-polska-juz-oficjalnie-rzadzi-partia-barbarzyncow
              • andrzej585858 "Kto jest winny temu, że dziecko się urodziło?" 15.07.14, 15:24


                "Nie spodoba się ten tekst w kręgach lewicowo-liberalnych mediów, zwłaszcza z ulic Czerskiej i Wiertniczej. Wiceminister sprawiedliwości Michał Królikowski napisał bowiem na łamach „Rzeczpospolitej” tekst, w którym punkt po punkcie wyjaśnia kontrowersje wokół prof. Chazana

                Przy okazji mocno dostaje się dziennikarzom „Gazety Wyborczej” i TVN.

                Publicyści „Gazety Wyborczej” wieszczą zbliżającą się kolejną odsłonę wojny religijnej. Ich zdaniem Kościół katolicki, zamiast stać się Franciszkowym „szpitalem polowym dla rannych”, sam przybiera postać groźnego najeźdźcy. (…) Oczywiście tej nieuczciwości dopuszczają się ci, którzy ośmielają się sprzeciwiać lewicowo-laickiej interpretacji podstaw ustroju i systemu prawa obowiązującego w Polsce

                — pisze Królikowski, powołując się na opinię prof. Ewy Łętowskiej, która zarzuciłą prawicy „nieuczciwość proweniencji erystycznej”.

                Sprawa prof. Chazana pokazała, że mamy do czynienia z frontalnym atakiem na podstawy ustroju państwa polskiego

                — ocenia wiceminister.

                Na czym, zdaniem Królikowskiego, polegają błędy lewicowej części opinii publicznej ws. prof. Chazana?

                Podstawowym przekłamaniem jest głoszenie tezy, że państwo polskie ma funkcjonować jako tzw. państwo świeckie. (…) Konstytucja RP bynajmniej nie narzuca takiej wizji państwa

                — tłumaczy.

                Królikowski podkreśla, że w Polsce należy zmienić coraz powszechniejsze myślenie o prawie do przerwania ciąży.

                Trudno mówić w Polsce o prawie do aborcji. Obowiązuje bowiem u nas zakaz przerywania ciąży, a przewidziane wyjątki wskazują jedynie okoliczności uchylające karalność jej dokonania. (…) Twierdzi się, że dramat kobiety w niechcianej ciąży powinien przesłonić nam istnienie dziecka, choćby śmiertelnie chorego czy zniekształconego. Cierpienie dziecka zaś ma uzasadniać konieczność zabicia go w łonie matki

                — wytyka logiczny absurd lewicowej części komentatorów.

                Jako dowód skrajnie nieodpowiedzialnego podejścia części mediów Królikowski przywołuje opinię Andrzeja Morozowskiego z TVN24:

                Kto jest winny temu, że dziecko się urodziło?

                — cytuje pytanie dziennikarza.

                Jak ocenia sprawę klauzuli sumienia?

                Nie można wymagać od lekarza, który korzystając z klauzuli sumienia, odmawia wykonania aborcji, by wskazał innego lekarza, który to zrobi. Odmienne podejście prowadziłoby do degradacji zawodu lekarza, który w kwestii regulacji poczęć i przerywania ciąży byłby sprowadzony do roli realizatora „medycyny na życzenie”

                — czytamy w „Rzeczpospolitej”.

                Puenta Królikowskiego jest tyleż krytyczna, co smutna:

                Sprawa prof. Chazana pokazała, że mamy do czynienia z frontalnym atakiem na podstawy ustroju państwa polskiego. Celem tej ofensywy ma być doprowadzenie do sytuacji, gdy człowiek w życiu publicznym utraci swą podmiotowość, zostanie zmuszony do zaprzeczenia swojej tożsamości i współdziałania w tym, co w osądzie jego sumienia jest złem moralnym

                — kończy wiceminister sprawiedliwości.

                A nam coś się wydaje, że po takim tekście i tak kiepska opinia, jaką cieszy się Królikowski w sferach lewicowo-liberalnych, znacznie się pogorszy…

                wpolityce.pl/polityka/205059-wiceminister-krolikowski-punktuje-wyborcza-i-tvn-ws-prof-chazana-frontalny-atak-na-podstawy-ustroju-panstwa
    • andrzej585858 Re: Godność 26.07.14, 12:01
      Jednak są ludzie ktorzy wyżej cenią sobie swoje poglądy niż nagrody wręczane przez TWA firmowane przez GW:


      "Kolejny raz Marcin Świetlicki został wywołany do tablicy przez pupilków Michnika. Tym razem na Facebooku publikuje list od Wandy Nowickiej jaki dostał w ramach nominacji do nagrody NIKE.

      Marcin Świetlicki, poeta, prozaik i muzyk dostał nominację do nagrody literackiej "Nike" za tom poetycki "Jeden". Po informacji o tym, że został nominowany do nagrody postkomunistycznego towarzystwa wzajemnej adoracji, Świetlicki zaapelował do Narodu: "Ja, Marcin Świetlicki, poeta i wokalista polski, proszę o chwilę uwagi. Moja książka poetycka JEDEN została nominowana do Nagrody NIKE, a ja WOLAŁBYM NIE. Toteż poinformowałem o tym Sekretarza Nagrody, a teraz informuję Ciebie, Narodzie. Nie chcę uczestniczyć w konkursie organizowanym przez instytucję, która wytacza procesy poetom za to, co myślą. I jest jeszcze kilka innych powodów.
      Bardzo proszę o uwzględnienie w swoich główkach i serduszkach tej informacji.
      Kłaniam się pięknie,
      Świetlicki".

      Jak się okazuje jego medialna odezwa nie przyniosła skutku. Oto Wanda Nowicka wysłała mu kolejny list w którym czytamy np. : - Już sama nominacja jest niewątpliwie wyróżnieniem - pisze marszałkini. Świetlicki nie wytrzymał i napisał na Facebooku:

      "Szanowna Polsko i Wy, Słuchaczki i Słuchacze,

      dzisiaj dostałem kolejne Pismo od Państwa, może nieładnie jest je upubliczniać, na pewno z tego powodu poniosę karę, ale do kar już przyzwyczaiłem się, a Pismo jest tak absurdalne, że spieszę się nim z Wami podzielić.

      Skończy się to tak, że będę musiał wykupić reklamę w TVP, TVN i wszystkich innych Polsatach, w której oświadczę, że naprawdę nie chcę Nagrody NIKE. Albo billboardy. Wtedy może dotrze. Wszyscy wiedzą, że Dawid Podsiadło esemesuje za darmo, bo jest to na billboardach. Wszyscy wiedzą, jakie orzeszki preferuje Michał Rusinek. Wszyscy wiedzą o rozstaniu Agaty Passent z Kuczokiem Wojciechem, bo było o tym na Pudelku. A władza nie dość, że nie czyta książek, to jeszcze ślepa i głucha jest w ogóle na słowo pisane. Nasuwa się jedno jeszcze pytanie, czy Adam Michnik wie o tym, że nie chcę NIKE?

      Pozostawiam Was, Najmilsi z tym problemem i idę posurfować, pa, Świetlicki."

      Co tak naprawdę uwiera panów i panie z fanklubu Michnika, że za wszelką cenę chcą zawłaszczyć sobie niepokornego poetę Świetlickiego. Czy nie wiedzą, że Marcin Świetlicki jest dla nich "w nastroju nieprzysiadalnym"."

      www.fronda.pl/a/czy-adam-michnik-wie-o-tym-ze-nie-chce-nike,39944.html
        • andrzej585858 Re: Godność 08.01.15, 09:52
          "Wystarczy przywołać chociażby dwie książki Sławomira Kmiecika o przemyśle pogardy, jaki pojawił w 2005 roku, po zwycięstwie PiS-u w wyborach, aby zdać sobie sprawę ze skali zjawiska. Ale problem jest głębszy.

          Ten podział zrodził się latach 1944-1956, kiedy mieliśmy do czynienia brutalną inplantacją komunistycznego totalitaryzmu w Polsce. Komunizm stworzył nowe społeczeństwo, nowe elity wywodzące się z nomenklatury i ze służb, elity które za komuny nazywano „czerwoną burżuazją”. Ta elita w III RP stała się postkomunistyczną arystokracją. Reklamowany w kiedyś „Vivie” czy „Twoim Stylu” debiut Oli Kwaśniewskiej na salonach arystokratycznych Europy wyrażał pretensje ten nowej klasy uwłaszczonych ekskomunistów do „arystokratyczności”. Tak była też formatowana wizerunkowo prezydentura Aleksandra Kwaśniewskiego, którego Ryszard Bugaj nazwał „genialnym sitwiarzem”. Kwaśniewski był trochę jak Ludwik Filip, który po Rewolucji Lipcowej we Francji w 1830 roku, rzucił głodnej burżuazji francuskiej słynne „Bogaćcie się!”. To było w XIX wieku. Jednak mariaże dzieci oligarchów, o których donosi czasami plotkarska prasa, wiele mówi o mentalności tej klasy i że arystokratyczność nadal zachowała swój dyskretny urok.

          W komunizmie sekretarze partii lubili się snobować na przedwojennych ziemian, zwłaszcza jak odwiedzali pegeery, lub jeździli na polowania. W postkomunizmie ta „arystokratyczność” to efekt dziedziczenia funkcji, opanowania instytucji, które należą się wybranym w sposób oczywisty. Rozmawiałem niedawno z dyplomatą, który zaczął karierę w dyplomacji pod koniec lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Potwierdził tę ciągłość rodzinno-instytucjonalną, zwracając uwagę na mentalność tej klasy, pełnej pretensji wynikającej z jakiejś gatunkowej lepszości.

          Korzenie tej ciągłości tkwiły w epoce wczesnego Gomułki. Inny przykład. Towarzystwo Gospodarcze w Poznaniu ma za patrona Hipolita Cegielskiego, działa od początku lat dziewięćdziesiątych. Na podstawie oświadczeń i wywiadów z działaczami można byłoby wnosić, że Wielkopolska i Poznań to przemysłowe i ekonomiczne Eldorado. Przemysłu tu praktycznie już nie ma. Ale jest znakomite samopoczucie postkomunistycznej arystokracji i to już nie ważne czy z PZPR, PO, PSL. Mile są wśród niej widziani wybrani działacze Solidarności, jako żywy dowód cudu wolności i pojednania. Podobnie rzecz się ma w wymiarem sprawiedliwości. Jakiej dziedziny się nie ruszy to, to „dziedzictwo” jest obecne, nie mówiąc o mediach. Znając znaczenie mediów dla utrwalania władzy, elity postkomunistyczne zadbały o właściwy ich kształt. Bez tej opieki niemożliwe byłyby kariery funkcjonariuszy pionu propagandy w rodzaju Moniki Olejnik czy Tomasza Lisa, nowej medialnej arystokracji. Dla tej klasy liberalna demokracja nie jest też żadnym ideałem, bo ona pierwsza, czyli tym razem arystokracja z PSL-u, wnioskowałaby o sprawdzenie uczciwości wyborów, aby wykluczyć oburzające insynuację opozycji.

          Może nawet byłyby usprawiedliwione te pretensje wynikające z ludzkich słabości, gdyby tej klasie towarzyszyła rzeczywista postawa państwowo-twórcza, troska o dobro wspólne
          Gdyby polski oligarchiczny kapitał szybko zacząłby eksploatować gaz łupkowy, bo to żywotny polski interes i chyba także dobry biznes itd. Nic z tych rzeczy nie ma miejsca.

          Z pozycji tej „arystokratyczności” nie dziwi język pogardy Tuska wobec moherowych beretów, nie dziwi ministra Mucha upatrująca kłopoty służby zdrowia nadmiarem ludzi starych w przychodniach, nie dziwią mirabelki i szczaw jako sposób na zapobieżenie problemowi głodnych dzieci w ustach Niesiołowskigo. Przykłady można mnożyć. Nie dziwi pobudzenie przez elity władzy PO i PSL motłochu do brutalnego ataku na modlących się na Krakowskim Przedmieściu w 2010 roku. Język jakim mówią te elity władzy jest językiem rasistowskim, a funkcje murzynów pełni „pisowski lud”. Kto do niego należy ten trędowaty, obciachowy, nieeuropejski, żywy dowód zapóźnienia cywilizacyjnego. Ta retoryka na szczęście zgrana, przestaje działać, ale w jej miejsce pojawiają się działania, które powodują cuda wyborcze, a media zachowują się tak, jakby od 25 lat rządził PiS. Arystokracja postkomunistyczna przez dwadzieścia pięć lat utrzymywała władze dzięki mechanizmowi rozdawnictwa prestiżu. Wykorzystywała głęboko tkwiące Polakach kompleksy, które wcześniej im zafundował komunizm, zaprowadzony przez nią. Teraz ta klasa zaczyna jawnie lekceważyć reguły liberalnej demokracji. I to jest nowa sytuacja, która nie powinna dziwić, jeśli przypatrzymy się pochodzeniu tej klasy.

          Kim byli janczarzy komunizmu, którzy przynieśli sowiecką mentalność, którą teraz ich spadkobiercy są przykryć „arystokratycznością”, „pańskością”. Kandydatami na arystokratów? Zdrajcami i najemnikami, którzy nie czuli żadnego związku z polską wspólnotą, dla której komunizm był czymś wstrętnym. Jest takie pojęcie rasowy człowiek, w domyśle człowiek szlachetny, prawy co nie znaczy że nieudacznik czy marzyciel. Arystokracja europejska miała przodków którzy w walce o władze musieli wykazać się odwagą i inteligencją. Nie byli aniołami ale nie byli zdrajcami i najemnikami. Totalitaryzm czy to nazistowski czy komunistyczny przyciągał perspektywą uwolnienia się spod jarzma rasy rozumianej jako wymóg, jako zobowiązanie wobec innych, wobec wspólnoty narodowej. Obowiązywała lojalność tylko wobec Partii, wobec wodza . Był zdradą tego co arystokratyczne w najgłębszym tego słowa znaczeniu. Zdrada dawała życie wolne od udręk prawości jak zauważył Alain Finkielkraut.

          A bycie we władzy udręk prawości, to rzecz kłopotliwa, na przykład postanowienie, że staniemy na wysokości zadania, bezkompromisowo wierni zasadom których nie jesteśmy wynalazcami a jedynie depozytariuszami. Takimi depozytariuszami byli żołnierze wyklęci. Nikt ich nie mógł zwolnić z przysięgi. Tak właśnie zachowuje się arystokracja.

          Tożsamość uwolniona od udręk prawości jest dana, nie trzeba na nią zasłużyć. Jej znakiem jest po prostu brak zasad. Nie muszę dodawać że obecność ludzi o takiej posttotalitarnej tożsamości w polityce to koniec liberalnej demokracji, koniec polityki demokratycznej. „Arystokratyczność” zaś to taki kamuflaż dla zdezorientowanej masy."

          wpolityce.pl/polityka/228747-polska-jest-podzielona-jezyk-rasistowski-uzyty-przez-po-spowodowal-wytworzenie-przepasci
          • andrzej585858 Re: Godność 14.01.15, 18:00
            Gdy przypomnę sobie dawny "Tygodnik Powszechny" i porównam go z dzisiejszym to ogarnia mnie smutek. Zwłaszcza gdy czytam wywiad z K. Urbanem zamieszczony w TP. Wywiad w ktorym nie ma trudnych pytań, wywiad ktory jest wręcz swoista laurką:

            www.tygodnikpowszechny.pl/epitet-urban-25549
            Godność jest trudnym słowem, szkoda że tak latwo zapominanym.
            • andrzej585858 Re: Godność 25.04.15, 12:05
              Postawa godna szacunku:

              "OŚWIADCZENIE JAROSŁAWA MARKA RYMKIEWICZA W SPRAWIE NAGRODY LITERACKIEJ MIASTA STOŁECZNEGO WARSZAWY

              Dziękuję jurorom za uznanie dla mojej twórczości. Nie przyjmuję tej nagrody. Nie chcę i nie mogę być laureatem nagrody, której patronuje Hanna Gronkiewicz-Waltz – ze względu na jej postępowanie po zamachu w Smoleńsku.

              Jarosław Marek Rymkiewicz

              Milanówek, 24 kwietnia 2015 r. "

              wpolityce.pl/kultura/242164-tylko-u-nas-oswiadczenie-jaroslawa-marka-rymkiewicza-w-sprawie-nagrody-literackiej-miasta-stolecznego-warszawy
              • andrzej585858 Re: Godność 26.04.15, 22:06
                Artykuł warty zapamiętania:

                "Doprawdy, żyjemy w ciekawych czasach, jeśli doradca prezydenta, profesor historii Tomasz Nałęcz, w wywiadzie radiowym bez cienia wahania mówi, że "(...) rozwinięte społeczeństwa za bardzo ku historii nie są zwrócone". I to szczególnie, że słowa te wypowiada w tle potwornego faux pas szefa FBI, który o walny udział w Holocauście oskarżył Polaków. Jeśli dodamy do tego obrazu wydarzenie pozornie z innej galaktyki: wystąpienie niegdyś świetnego pisarza, dziś ćwierćcelebryty Michała Witkowskiego w kapeluszu z logo SS - wszystko zaczyna się nam układać w niepokojący obraz. Nie tylko nie umiemy walczyć o prawdę o naszej historii za granicą, ale sami, z ignorancją godną bolszewików rąbiących na opał zabytkowe meble w szlacheckich pałacach - pogrążamy się w zbiorowej amnezji.
                u, fot. fot. Facebook Michała Witkowskiego
                [Podziel się] [Przypnij na Pinterest]

                Po­wsta­nie War­szaw­skie "już nas nudzi", wra­ca­nie do Okrą­głe­go Stołu - męczy, do­cie­ka­nie hi­sto­rii w nie­któ­rych śro­do­wi­skach zo­sta­ło sy­no­ni­mem "ra­dy­ka­li­zmu" i roz­dra­py­wa­nia szczę­śli­wie za­bliź­nio­nych ran. Pa­mięć hi­sto­rycz­na, po czę­ści za­go­spo­da­ro­wa­na ko­mer­cyj­nie przez pol­ską pra­wi­cę, która okład­ki pism zdobi sty­li­zo­wa­ny­mi żoł­nie­rza­mi wy­klę­ty­mi usta­wio­ny­mi na tle wie­żow­ców sto­li­cy - staje się ele­men­tem walki po­li­tycz­nej. Od pa­mię­ci po jed­nej stro­nie chce się uciec, po dru­giej czyni z niej pro­pa­gan­do­wą tubę.
                REKLAMA

                Jaki jest wspól­ny mia­now­nik przy­to­czo­nych sce­nek? Co łączy SS-mań­ski ka­pe­lusz Wit­kow­skie­go, dez­apro­ba­tę do "my­śle­nia hi­sto­rycz­ne­go" Na­łę­cza i słowa dy­rek­to­ra FBI Ja­me­sa Co­meya? Po pierw­sze, za­po­mi­na­my. Po dru­gie, chce­my za­po­mnieć. Po trze­cie, nie po­tra­fi­my innym przy­po­mi­nać, jak wy­glą­da­ła hi­sto­ria na­sze­go kraju i jak roz­kła­da­ły się w niej pro­por­cje.

                Pi­sa­łem już o tym wie­lo­krot­nie, ale na­pi­szę jesz­cze raz. Nawet, gdy­bym miał te słowa po­wta­rzać do znu­dze­nia: na wła­sne ży­cze­nie prze­gry­wa­my walkę o pa­mięć. Za­rów­no w wy­mia­rze we­wnętrz­nym jak i mię­dzy­na­ro­do­wym. Nie­ste­ty, hi­sto­ria nie umie bro­nić się sama, a my nie umie­my o nią wal­czyć. Choć wiele osób jak ognia unika zwro­tu "po­li­ty­ka hi­sto­rycz­na", na jawne znie­kształ­ca­nie ob­ra­zu prze­szło­ści nie mają od­po­wie­dzi innej, niż mocne przy­mru­że­nie oczu. Prze­cież nie je­ste­śmy wy­star­cza­ją­co silni. Jesz­cze kogoś ob­ra­zi­my, z kimś bę­dzie­my mu­sie­li się po­kłó­cić i wy­wo­łać nie­przy­jem­ny, dy­plo­ma­tycz­ny in­cy­dent. Jeśli teraz pol­ski rząd wzywa "na dy­wa­nik" am­ba­sa­do­ra USA i żąda od szefa FBI prze­pro­sin, to do­brze, ale po­bud­ka przy­szła sta­now­czo za późno. Lata za­nie­dbań na polu pro­mo­wa­nia hi­sto­rii Pol­ski przy­no­szą nie­chlub­ne żniwo. Dziś nikt nie oskar­ża o Ho­lo­caust Fran­cu­zów, któ­rzy nie tylko utwo­rzy­li ko­la­bo­ra­cyj­ny rząd i wy­sy­ła­li wła­snych żoł­nie­rzy na front w mun­du­rach Waf­fen-SS, ale z wła­snej ini­cja­ty­wy urzą­dza­li ła­pan­ki Żydów i po­cią­ga­mi sy­pial­ny­mi wy­sy­ła­li ich do obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych w Rze­szy. Czy ktoś dzi­siaj na­zy­wa ar­chi­tek­ta­mi Ho­lo­cau­stu np. Ru­mu­nię, Ukra­inę, Bel­gów, Ho­len­drów czy Ro­sjan, któ­rzy z wła­snych oby­wa­te­li wy­sta­wia­li dy­wi­zje wal­czą­ce pod zna­kiem swa­sty­ki?

                Kiedy Ja­ro­sław Ka­czyń­ski wspo­mniał o tym, że bu­do­wa­ne w Gdań­sku Mu­zeum II Wojny Świa­to­wej musi re­pre­zen­to­wać pol­ski punkt wi­dze­nia - es­ta­bli­sh­ment nie­mal za­drżał w po­sa­dach. Prze­cież na stu­diach uczy się, że hi­sto­ria jest jedna: to zbiór chro­no­lo­gicz­nie uło­żo­nych fak­tów, które obu­do­wu­je się kon­tek­stem. Tak samo jak nie ma "po­li­ty­ki bio­lo­gicz­nej" albo "fi­zycz­nej", nie po­win­no być mowy o ma­ni­pu­lo­wa­niu dzie­ja­mi - twier­dzą. Pro­blem leży jed­nak znacz­nie głę­biej i nie cho­dzi w nim o to, co Hi­tler na­zwał kie­dyś "pi­sa­niem hi­sto­rii przez zwy­cięz­ców". Pol­ska nie musi pisać hi­sto­rii na nowo, tylko sta­now­czo do­ma­gać się pro­sto­wa­nia kłamstw. W na­szej prze­szło­ści mamy wy­star­cza­ją­co dużo he­ro­icz­nych chwil, aby ocze­ki­wać cze­goś wię­cej, niż spo­glą­da­nia na Kra­ków przez pry­zmat Getta, a na Lu­blin tylko w kon­tek­ście Maj­dan­ka.

                Nie­ste­ty, tak dla wielu ob­co­kra­jow­ców wy­glą­da teraz Pol­ska - jeśli w ogóle co­kol­wiek o niej myślą. Od­le­gły, zimny kraj, w któ­rym ro­ze­grał się dra­mat Ho­lo­cau­stu, po czę­ści także za jego przy­zwo­le­niem. Czemu się dzi­wić, jeśli sami pod­ci­na­my sobie skrzy­dła w imię ho­łu­bie­nia bożka po­li­tycz­nej po­praw­no­ści? W po­li­ty­ce za­gra­nicz­nej wo­li­my "łą­czyć za­miast dzie­lić", ro­zu­mie­jąc przez to np. za­cie­ra­nie praw­dy o hor­ro­rze Wo­ły­nia. Na wła­snych po­dwór­ku jak w ba­gnie ta­pla­my się w kom­pro­mis z nie­roz­li­czo­nym ko­mu­ni­zmem, pa­trio­ta­mi na­zy­wa­jąc mo­skiew­skich apa­rat­czy­ków.

                Mamy pięk­ny kraj, ka­pi­tal­nych ludzi, któ­rzy kre­atyw­no­ścią nie ustę­pu­ją swoim ró­wie­śni­kom z Za­cho­du. Dla­cze­go je­dy­ne na co nas stać, to pla­sti­ko­we su­per­pro­duk­cje z Szy­cem i Adam­czy­kiem albo na siłę skan­da­li­zu­ją­cy paź­dzierz w stylu "Po­kło­sia"? Je­stem głę­bo­ko prze­ko­na­ny, że hi­sto­ria musi być nauką opar­tą na fak­tach, ale nawet naj­moc­niej ugrun­to­wa­ne źró­dło­wo mo­no­gra­fie po­trze­bu­ją wy­brzmieć echem szer­szym niż uni­wer­sy­tec­kie de­ba­ty i spo­tka­nia kół na­uko­wych.

                Warto o po­li­ty­ce hi­sto­rycz­nej po­roz­ma­wiać na serio, po­nie­waż jak po­ka­zu­ją ostat­nie wy­da­rze­nia - od prze­szło­ści po pro­stu nie da się uciec. I uciec od niej nie można. Chyba, że za cenę utra­ty wła­snej toż­sa­mo­ści. Tylko póź­niej nie dziw­my się, kiedy ce­le­bry­ta wkła­da­ją­cy czap­kę z logo SS powie, że "nie wie­dział, że kogoś tym urazi", a dy­rek­tor FBI na­zwie Po­la­ków na­ro­dem współ­od­po­wie­dzial­nym za Ho­lo­caust. Jeśli my nie za­dba­my o naszą hi­sto­rię, nikt nie zrobi tego za nas. "

                wiadomosci.onet.pl/polacy-zrobili-holocaust-w-czapkach-z-logo-ss-moze-jednak-warto-zaczac-uczyc-sie/pwjd00
                • andrzej585858 Re: Godność 08.05.15, 19:36
                  Bardzo ważny i potrzebny apel:


                  "Szanowny Panie Prezydencie,

                  Ostatnio przetoczyła się przez Polskę fala oburzenia w związku z wypowiedzią szefa FBI wiążącego Polaków z zagładą Żydów przeprowadzoną przez państwo niemieckie w czasie II wojny. Ta wypowiedź jest nie tylko wyrazem ignorancji historycznej jej autora, lecz potwierdziła istnienie fałszywych, niesprawiedliwych stereotypów, jakie o Polakach utrwaliły się w dzisiejszym świecie.

                  Przy tej okazji przypomniano fragment Pana listu przygotowanego na rocznicę mordu w Jedwabnem, w którym to liście padło stwierdzenie, że Naród Polski musi „uznać tę niełatwą prawdę, że bywał także sprawcą”. Wypowiedź ta jest bulwersująca, ponieważ współbrzmi z obraźliwymi dla Polski opiniami: przypisanie przez Pana Polakom sprawstwa czy współsprawstwa w Zagładzie jest tożsame z tym, co wypowiedział amerykański urzędnik wysokiego szczebla i co wywołało tak szerokie oburzenie w kraju. Opracowanie przygotowane przez IPN, a także inne poważne prace na temat mordu w Jedwabnem, w żadnym razie nie uzasadniają wypowiedzianej przez Pana opinii.

                  Zwracamy się więc z apelem, by odwołał Pan te słowa i przeprosił wszystkich, których one dotknęły. To są słowa nie tylko nieprawdziwe, lecz niegodne Głowy Państwa. O ile nam wiadomo, jest Pan jedynym prezydentem w dzisiejszym świecie, który pozwolił sobie – wierzymy, że przez nierozwagę – obrazić własny Naród obarczając go winami niepopełnionymi, używając retoryki niszczącej jego wizerunek i poczucie własnej wartości. Podobnie, polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych jest jedynym takim ministerstwem w świecie, które angażowało się w deprecjonujące własny Naród akcje propagandowe. Mowa tu o anglojęzycznej publikacji Inferno of Choices również obarczającej Polaków współsprawstwem w Zagładzie. Ta uporczywa praktyka najważniejszych instytucji państwa polskiego w utrwalaniu zdeformowanego obrazu naszej historii i podtrzymywania w międzynarodowym obiegu tezy o polskiej współodpowiedzialności za eksterminację Żydów jest oburzająca i nie mieści się w najbardziej elementarnych standardach polityki racjonalnej.

                  Odniesienie się przez Pana krytycznie do swojej wypowiedzi uważamy za niezbędne. Jeśli Pan tego nie uczyni, to każdy będzie odtąd mógł Polaków bezkarnie oskarżać o współsprawstwo w Zagładzie powołując się na słowa Pierwszego Obywatela Rzeczpospolitej. Jeśli o udziale Polaków w Zagładzie mówi Prezydent Polski, to jak ów udział można podawać w wątpliwość? Czy jest Pan gotów przystać na takie konsekwencje własnej nierozwagi i własnego zaniechania? Wierzymy, że przyjmie Pan te uwagi i ten nasz apel z należną powagą, bo to już ostatni moment, by odwrócić ów haniebny proces włączania Polaków w szeregi zbrodniarzy. Nie ma lepszego i bardziej dobitnego sygnału do zmiany kursu, niż ten, który byłby wysłany przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

                  W imieniu sygnatariuszy Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego

                  Jan Olszewski Ryszard Czarnecki Włodzimierz Bernacki Maria Dzielska Zdzisław Krasnodębski Ryszard Legutko Ryszard Terlecki Wiesław Johann Zofia Romaszewska Bogusław Nizieński Roman Kluska Krzysztof Bielecki Jerzy Żyżyński"

                  wpolityce.pl/polityka/243791-list-do-prezydenta-komorowskiego-w-sprawie-jedwabnego-to-sa-slowa-nie-tylko-nieprawdziwe-lecz-niegodne-glowy-panstwa
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka