tenjaras
11.07.06, 01:40
gdzieś tu wyczytałem ten dylemat...
sam się zastanawiałem, jak to jest, ludzie zmotywowani, mający rodziny, fajną
pracę, mający to, czego ja nie potrafiłem osiągnąć z powodu pijaństwa,
powracali do picia, mimo świadomości utraty kontroli, a ja jakoś nie nabieram
ochoty na alkohol... co tym powoduje?
wyczytałem, że program AA zdrowienia z alkoholizmu daje gwarancje wyjścia z
nałogu, ale stawia warunki - uczciwość wobec siebie samego i żadnych
półśrodków... by wypracować w sobie tą uczciwość proponuje 12 Kroków, dzięki
którym można nad sobą popracować, by się takiej uczciwości nauczyć, choć od
samego początku się tam wspomina, że nie chodzi o doskonałość, ale jedynie o
dążenie do celu, o postawę, a nie wykonanie, przecież wciąż odkrywamy, że to
co za nami, to pikuś, w porównaniu z tym co przed...
są trzy kategorie ludzi - tacy, którzy potrafią zachować uczciwość wobec
siebie i tacy, którzy nie potafią lub nie chcą - i tu jak sądzę tkwi
odpowiedź na pytanie po co ludzie wracają do cierpień związanych z
nadmiernym, niekontrolowanym pijaństwem
warto sobie odpowiedzieć co się kryje za uczciwością wobec samego siebie
pomyślałem sobie, że moje początki odbyły się w jakichś idealnych dla mnie
warunkach, łatwo mi było wpoić, uświadomić, pewne rzeczy związane z
alkoholizmem, zrozumiałem dzięki tym warunkom na czym to polega, po prostu,
byłem na dnie, bez wyjścia, ale to dno zostało mi uświadomione, sam w sobie
byłem zbyt zamknięty na taką informację, przynajmniej na tą skalę, ale
dowiedziałem się też, że wszystko mimo, mogę nie pić, żyć wsród ludzi, być
wolnym, prowadzić zdrowy, pożyteczny tryb życia i być szczęśliwy - nic więcej
nie potrzebuję i rozumiem, że alkohol, w moim przypadku, kiedy nie mam
kontroli nad ilością jego spożycia, szybko mi tą idyllę zniszczy, poza tym
zrozumiałem, do czego służy alkohol, jest po to by go pić, a nie do tego
wszystkiego o czym myślałem wcześniej... chodzi mi o to, że gdybym teraz po
niego sięgnął, to tylko po to by się go napić, wszystkie te powody, które
kierowały mnie do tego wcześniej, są bzdurą
ale co się stało, że człowiek w takim stanie, w jakim byłem nagle zaczął
myśleć inaczej, skąd nagle we mnie tyle rozsądku?
na to pytanie też wyczytałem odpowiedź w Anonimowych Alkoholikach, zrzuciłem
to na Boga, ustaliłem, na swoje potrzeby, co to jest Bóg i niech będzie na
Niego, teraz mój alkoholizm to Jego kłopot i niech sobie radzi, jak taki
cwaniak, a ja sobię będę wolny od tego, dobrze mi z tym i nie mam ochoty tego
zmieniać...
nie bałem się o sobie mówić, że jestem wybraniec i przywykłem do tego, że ja
nie piję, a inni różnie... zwracam uwagę na tych, którzy wracają do picia,
może nie tyle po to, by ich zrozumieć, bo trudno mi rozróżnić na czym polega
nieumiejętność, a na czym niechęć do bycia uczciwym wobec siebie, ale ważne
jest dla mnie to, jak oni się z tym mają... nazywam to, że piją za mnie, bo
wiem, że nie miałbym nic lżej i dobrze wiem już, co to jest umierać w
alkoholowym cierpieniu, nie boję się mówić, że zapijają po to, aby służyć mi
za ostrzeżenie, jestem im wdzięczny za kawał niepotrzebnej roboty, jaką
wykonują na sobie, żebym ja nie musiał...