Dodaj do ulubionych

po co zapijają??

11.07.06, 01:40
gdzieś tu wyczytałem ten dylemat...
sam się zastanawiałem, jak to jest, ludzie zmotywowani, mający rodziny, fajną
pracę, mający to, czego ja nie potrafiłem osiągnąć z powodu pijaństwa,
powracali do picia, mimo świadomości utraty kontroli, a ja jakoś nie nabieram
ochoty na alkohol... co tym powoduje?

wyczytałem, że program AA zdrowienia z alkoholizmu daje gwarancje wyjścia z
nałogu, ale stawia warunki - uczciwość wobec siebie samego i żadnych
półśrodków... by wypracować w sobie tą uczciwość proponuje 12 Kroków, dzięki
którym można nad sobą popracować, by się takiej uczciwości nauczyć, choć od
samego początku się tam wspomina, że nie chodzi o doskonałość, ale jedynie o
dążenie do celu, o postawę, a nie wykonanie, przecież wciąż odkrywamy, że to
co za nami, to pikuś, w porównaniu z tym co przed...

są trzy kategorie ludzi - tacy, którzy potrafią zachować uczciwość wobec
siebie i tacy, którzy nie potafią lub nie chcą - i tu jak sądzę tkwi
odpowiedź na pytanie po co ludzie wracają do cierpień związanych z
nadmiernym, niekontrolowanym pijaństwem

warto sobie odpowiedzieć co się kryje za uczciwością wobec samego siebie

pomyślałem sobie, że moje początki odbyły się w jakichś idealnych dla mnie
warunkach, łatwo mi było wpoić, uświadomić, pewne rzeczy związane z
alkoholizmem, zrozumiałem dzięki tym warunkom na czym to polega, po prostu,
byłem na dnie, bez wyjścia, ale to dno zostało mi uświadomione, sam w sobie
byłem zbyt zamknięty na taką informację, przynajmniej na tą skalę, ale
dowiedziałem się też, że wszystko mimo, mogę nie pić, żyć wsród ludzi, być
wolnym, prowadzić zdrowy, pożyteczny tryb życia i być szczęśliwy - nic więcej
nie potrzebuję i rozumiem, że alkohol, w moim przypadku, kiedy nie mam
kontroli nad ilością jego spożycia, szybko mi tą idyllę zniszczy, poza tym
zrozumiałem, do czego służy alkohol, jest po to by go pić, a nie do tego
wszystkiego o czym myślałem wcześniej... chodzi mi o to, że gdybym teraz po
niego sięgnął, to tylko po to by się go napić, wszystkie te powody, które
kierowały mnie do tego wcześniej, są bzdurą
ale co się stało, że człowiek w takim stanie, w jakim byłem nagle zaczął
myśleć inaczej, skąd nagle we mnie tyle rozsądku?
na to pytanie też wyczytałem odpowiedź w Anonimowych Alkoholikach, zrzuciłem
to na Boga, ustaliłem, na swoje potrzeby, co to jest Bóg i niech będzie na
Niego, teraz mój alkoholizm to Jego kłopot i niech sobie radzi, jak taki
cwaniak, a ja sobię będę wolny od tego, dobrze mi z tym i nie mam ochoty tego
zmieniać...
nie bałem się o sobie mówić, że jestem wybraniec i przywykłem do tego, że ja
nie piję, a inni różnie... zwracam uwagę na tych, którzy wracają do picia,
może nie tyle po to, by ich zrozumieć, bo trudno mi rozróżnić na czym polega
nieumiejętność, a na czym niechęć do bycia uczciwym wobec siebie, ale ważne
jest dla mnie to, jak oni się z tym mają... nazywam to, że piją za mnie, bo
wiem, że nie miałbym nic lżej i dobrze wiem już, co to jest umierać w
alkoholowym cierpieniu, nie boję się mówić, że zapijają po to, aby służyć mi
za ostrzeżenie, jestem im wdzięczny za kawał niepotrzebnej roboty, jaką
wykonują na sobie, żebym ja nie musiał...
Obserwuj wątek
    • 7zahir Re: po co zapijają?? 11.07.06, 07:28
      Pięknie napisane, tylko nie wiem czy trafi do tych,
      których miałeś na myśli.
      Wiesz jak działa pijane myślenie i mechanizm uzależnienia.
      Na rocznicowy mityng miałam przygotowaną mowę.
      I nagle tuż przed tradycyjnym punktem urodzin w AA,
      jak błysk światła - przyszła mi do głowy myśl -
      moje życie do tego prawdziwego trzeźwienia - było ucieczką!
      Ucieczką przed bólem przeżywania negatywnych emocji.
      Ucieczką donikąd, bo jakże uciec przed sobą,
      ale moje sprytne szare komórki - spragnione dopalacza,
      mamiły mnie obietnicą ulgi choc na chwilę.
      Teraz obserwując swoje emocje uczę się przeżywać
      ten ból bez znieczulenia.
      Wiem, że powstaje we mnie czasami z irracjonalnych powodów.
      To ja decyduję o czym i jak myślę.
      Wiem, że mam wpływ na ten ból, a skoro tak to potrafię go
      ukoić też bez alkoholu.
      Myslę, że nasi przyjaciele zapijają z lęku przed bólem
      i braku wiary, że moze przestać boleć również bez tego
      złudnego leku.

    • addicted1 Re: po co zapijają?? 11.07.06, 11:27
      Ja jezeli czasem obecnie mam ochote sie napic, to z jednego jedynego powodu-
      zeby wypic jednostke i nie pic nic ponownie i udowodnic, ze moj terapeuta nie
      mial racji. Bo ja mowilem, ze potrafie przestac po jednym, a on powiedzial, ze
      niemozliwe i ze ja siebie i jego oklamuje.
      ALE SIE NIE NAPIJE, BO PO CO MAM UDOWADNIAC JAK 16- LATEK?

      Inna sprawa natomiast jest z tym, czy chcialbym pic normalnie za np. 5 lat. Ja
      nie jestem pogodzony z mysla, ze przez nastepne 50 lat (bo tyle statystycznie
      powinienem pozyc) nie wezme do ust alkoholu. Chcialbym kiedys pic wino w
      umiarkowanych ilosciach i piwo przy okazji Mundialu. Na dzis nie moge, jak
      bedzie jutro- nie wiem.
      Mnie caly czas wprowadza w stan niepokoju ten mechanizm, ze jakby ktos nawet 20
      lat nie pil i wypije 1 kieliszek, to 20 lat pracy idzie w gruz. Nie rozumiem
      tego jak to mozlwie, ze 20 lat walkowania terapii i mityngow po 1 kieliszku ida
      w zapomnienie. Nie rozumiem widocznie alkoholizmu.
      • tenjaras Re: po co zapijają?? 11.07.06, 12:29
        > Mnie caly czas wprowadza w stan niepokoju ten mechanizm, ze jakby ktos nawet
        20
        > lat nie pil i wypije 1 kieliszek, to 20 lat pracy idzie w gruz. Nie rozumiem
        > tego jak to mozlwie, ze 20 lat walkowania terapii i mityngow po 1 kieliszku
        ida
        > w zapomnienie. Nie rozumiem widocznie alkoholizmu.

        jeśli przeżyjesz to nie idą...
        to nie 20 lat w pracy idzie w gruz tylko życie
        oczywiście pisze to z perspektywy czasu, nie traktuję już swojego życia jak
        zabawę w pijanego zajączka, trochę spoważniałem, dojrzałem, podejmuję coraz
        więcej decyzji i odpowiedzialności, konsekwencji, tych decyzji
        alkohol przestał być dla mnie ważny, okazałem się na tyle kreatywny by i mi w
        końcu przeszło, piękne kolacje są i bez lampki wina, mundial bez piwa,
        spotkania rodzinne bez wódki... chodzę sobie po chodnikach, bez tego całego
        bagażu myśli o alkoholu, o tyle więcej mam miejsca dla siebie, a siebie też już
        polubiłem... nie muszę nikomu, ani niczemu, sobie również niczego udowadniać...
        no! coraz mniej ;-)
      • kolejanek Re: po co zapijają?? 11.07.06, 16:14
        Addi-moj kolega przestał pić w wieku 25lat i dawał sobie radę 8lat.Niestety
        zaczął po tym czasie eksperymentować z kontrolowanym spożywaniem-teraz już nie
        musi, ponieważ leży spokojnie na cmentarzu.Trwało tylko 2lata zanim nastąpił
        taki koniec.Jest tyle ograniczeń w życiu człowieka,że naprawdę to jeszcze
        jedno,nie powinno sprawiac wielkiego kłopotu,a jednak ludzie zapijają.Przecież
        alkohol tak naprawdę nie jest potrzebny do normalnego funkcjonowania i trudno mi
        pogodzić się z tym,że ludzie którzy nie pija jakiś czas i sporo wiedząc na temat
        choroby alkoholowej wracaja do nałogu,że nie potrafią być uczciwymi wobec samych
        siebie i przyjąc do wiadomości że dla nich to prosta droga do
        upodlenia,degrengolady i w konsekwencji przedwczesnej śmierci.Na własne życzenie.
      • yuraathor Re: po co zapijają?? 11.07.06, 18:00
        Myślę, że że zapicie może też zdarzyć się nagle niespodziewanie pod wpływem
        przypadkowego impulsu.Ja odkąd przestałem pić chodzę sobie do pracy te 6 km
        pieszo i tak sobie raz idę ścieżką pieszo rowerową patrzę leży puszka
        piwa "okocim mocne" pełna puszka. widocznie jakiś rowerzysta zgubił. biorę ją w
        rękę i ogarnia mnie jedna myśl- wychlać tu i teraz, natychmiast. wszystko co
        usłyszałem na terapiach, w AA poszło precz. wręcz czuję smak tego piwa, ale
        gdzieś tam jeszcze głos rozsądku mówi" czy cię po..??" no dobra wkładam
        piwo do torby i idę i myślę: schowam do piwnicy niech sobie stoi-ale po co?? no
        to dam synowi jedzie chłopak na Łudstok to se wypije - a jak przez to piwo
        zostanie kiedyś alkoholikiem??? i jeszcze 100 000 innych scenariuszy mi się
        przez łeb przewaliło a iść mi coraz ciężej. w końcu jak wziąłem i wyrżłem tą
        puszką o asfalt, rozpękła się ,smród się rozniósł okropny a mi jakby z dziesięć
        kilo ubyło. obroniłem swoją trzeźwość. ale wiem że muszę się mieć na baczności,
        bo niestety silną wolę to ja miałem teraz jestem bezsilny. juakbym miał silną
        wolę to bym sobie kupił dwa piwa i mecz pooglądał. pozdrawiam
        www.aa.org.pl/regiony/011/inne/zloty/2006/index.html
        • e4ska Re: po co zapijają?? 12.07.06, 23:21
          Yura, jesteś niezrównany:))) nie dość, że 6 km - w obie czy w jedną??? -
          zasuwasz ścieżką rowerową, a nie wolno, nie wolno:))) to jeszcze piwa
          roztłukujesz... mocarz musi z Ciebie być, Herkules albo King Kong Pomorza:)
          Wyobrażam sobie, jak się mocowałeś... jak się najpierw rzuciłeś na tę puszkę,
          jak medytowałes i nareszcie... huknęło... i nie probowałeś potem numeru z
          chusteczką, bo jak mi się kiedyś butelka stłukła, to zbierałam z podłogi
          delikatnie, żeby chociaz łyczkiem maleńkim powtrzymać drżące ręce i pójść po
          następną:)))

          Patrz, gdyby taki traf ze zgubionym browarkiem spotkał Cię przed powiedzmy
          pięciu laty, byłbyś szczęśliwym człowiekiem. Marzenia się czasem spełniają,
          szkoda, że po czasie:)

          Mnie najgorszy kryzys chwycił po wizycie w przychodni, te opowieści o tych, co
          rzucić nie mogą, widok miejsca całkiem mnie rozstroiły. Ale też uważam, że
          powrót do picia może odbyć się w sposób tak szybki, że aż nieświadomy. Działa
          sie niczym automat... wiem, miałam w domu wielki remont, zamęt, fachowcy
          piwno-wodczani, pospiech, butelki. Wiem, że nie piję, a sama ręka kieliszek chce
          nalewać. Dziwne rozdwojenie wewnętrzne... Ale taką sobie wtedy dałam szkołę, że
          juz na mnie widok flaszek nie działa:)))

          Natomiast dwa razy zdarzyło mi się, że nagle, bez żadnego widocznego impulsu,
          czyli bez wyzwalacza, poczułam się tak, jak w ciągu. I że natychmiast muszę sie
          napić. Na nic myślenie, na nic cała wiedza, jakby opętanie... to trzeba
          przeczekać, przechodzi, tutaj siła woli jest niezbędna, żadna terapeutyczna
          wiedza, raczej odpowiedzialność wobec innych ludzi, m.in. tutaj, przed
          forumowymi towarzyszami...

          A tak to o piciu w ogóle nie myslę, o teraz, kiedy wskakuję na forum, pamiętam,
          ale tak, jakby mnie to nie dotyczyło wcale...

          Dlaczego ludzie piją ponownie? Np. tuż po powrocie z odwyku? tradycyjnie rok po
          terapii? Czy to jakas reguła chronologiczna? Czemu ludzie piją po szkoleniu? Są
          nieprzygotowani do życia w trzeźwości, nigdy nie traktowali nauk terapeutycznych
          poważnie? Wychodzą z urojonego, nieprawdziwego świata w rzeczywistość twardą,
          rządzoną regułami innymi niż słynne mechanizmy... Jak to jest i dlaczego?
          • kolejanek Re: po co zapijają?? 13.07.06, 03:40
            e4ska pytasz-jak to jest i dlaczego?odpowiedż-jestem 5lat po terapii i jakoś nie
            udalo mi sie zapić.A to dlatego,że nie chcę i jest to chęć szczera.Więc nie
            uogólniaj,bo piszesz jakby zapijanie po terapii było regułą i wprowadzasz w błąd
            tych którzy chcieliby spróbować tej drogi.Jakoś twarda rzeczywistość mi nie
            zaszkodziła-czego i innym życzę.Pozdrawiam
            • e4ska Re: po co zapijają?? 13.07.06, 14:52
              Czasem to mi się już prostować nie chce:(((

              "piszesz jakby zapijanie po terapii było regułą i wprowadzasz w błąd
              > tych którzy chcieliby spróbować tej drogi".

              Regułą? nie, regułą nie, ale mnie interesuje rzecz następująca: dlaczego osoby,
              które uzyskały ogromną, w pewnym sensie - "wiedzę", wymieniły się
              doświadczeniami, nie tak ja - tylko poprzez forum, dlaczego tak szybko i tak
              bezboleśnie o niej zapominaja czy nie umieja skorzystać? Nie wszyscy, to
              oczywiste, nie każdy samorzutnik też daje radę... ilu daje, ilu nie? nie ma
              statystyk, u nas prowadzi się takie badania? nie wiem.

              Kolejanku, bez obrazy żadnej najmniejszej dla Ciebie - gratuluję Ci, że tyle lat
              nie pijesz, to budujące dla alkoholikow, a więc i dla mnie - ale spotykałam sie
              z wpisami na forum, że niektórzy nabrali chęci na alkohol własnie podczas wizyt
              w poradniach. Ze mną też tak było. Wolałam dać sobie spokój, mimo że wahałam
              się: a jeśli rzeczywiście nie można przestać samemu? Czy uważasz, że takie
              zjawisko nie istnieje? Może dla niektorych terapia jest przeszkodą w
              trzeźwości??? To jest paradoks jakiś, ale z drugiej strony - Kolejanku, znasz
              kogoś, kto np. przerwał, bo zaczął pić, i czy wiesz, dlaczego? Z punktu widzenia
              klienta, nie pracowników tych instytucji.

              Pytanie moje nie jest złośliwe, Kolejanku, chociaz możesz mi odpowiedziec, że
              jestem głupia i się czepiam. Sama nie wiem, wydaje mi się? Dlaczego z jakimis
              tam kompetencjami i pod skrzydełkiem fachowców ludzie nie kończą terapii, czy to
              tylko ich wina, czy niedowład jakiś, braki systemu? A że powszechnie panuje
              przekonanie, pogadaj z policjantami, z ludźmi zwykłymi, z moją sąsiadką:)))
              wytrzymuje się rok, dwa lata po leczeniu!!! Nawet w gazecie łódzkiej czytałam
              taką opinię wyrażoną przez urzędnika, że przyłanych na czymś tam kieruje sie na
              terapię i dobrze, bo chociaż rok spokoju mają.

              No i nikt nie wie, dlaczego... Impuls? Wewnętrzny bunt typu Addiego? W moim
              przypadku chyba jakaś pogarda, przykro mówić, przepraszam, może za mocno
              powiedziane, ale na pewno nieufność i lekceważenie... ale jak juz nazywać
              uczucia, to po imieniu:)) Z kimś, kogo nie szanuję, trudno byłoby mi być
              szczerą. A dlaczego nie szanuję? Może projekcja, empatia i wszystko naraz, ale
              ja terapii znieść nie mogłam, nawet myśli o niej, a na pewno nie ja jedyna. A
              ilu z tego nieznoszenia się napiło? Czy z innego powodu?

              Takie jest moje pytanie, taki sens, bez złośliwości. I ta wiedza terapeutyczna
              wydaje mi się jakimś koszmarnym gmachem, gdzie obok zdrowych ścian i miedzianych
              wieżyczek kupa gruzu się wala, a pechowcowi deska na głowę spada w wysoko
              sklepionych komnatach.
              • addicted1 Re: po co zapijają?? 13.07.06, 20:16
                Z zapijaniem po terapii to jest tak, ze jak zapije to wina pacjenta a jak nie
                zapije to zasluga terapeuty:)
                Kiedys przy okazji afery pilkarskiej byla opisana procedura:
                działacz pilkarski- posrednik- bierze od druzyny lapowke dla sedziego za
                ustawienie meczu.
                I wiecej nic nie robi. Jak druzyna mecz wygra to mowi ze zalatwil mecz i kasa
                do kieszeni, a jak druzyna przegra to zwraca kase mowiac, ze nic sie nie dalo
                zrobic:):):)
              • kolejanek Re: po co zapijają?? 13.07.06, 23:44
                Witaj esko.Wiesz,ja piłem ponad 20 lat,póżniej miałem przerwę 2,5roku bez
                terapii i mitingów.Po tym czasie zapiłem,3miesiące bezustannego zalewania się w
                trupa-miałem już dosyć wszystkiego.W chwili słabości:))) zgodziłem się na
                terapię,no i wylądowałem na detoksie,pierwszy raz w życiu-póżniej terapia.Powiem
                szczerze,że często czułem się manipulowany i mówiłem o tym głośno,do tego
                stopnia,że zagrozili mi tzw terapeutycznym wydaleniem.Jakoś wytrwałem i nawet
                się nie męczyłem,bo wiedziałem,żę w każdej chwili mogę zrezygnować,ale tez
                widziałem szanse dla siebie.Z naszej grupy wypadła tylko jedna osoba z powodu
                choroby i w ogóle w tamtym czasie na jakieś100osób,w związku z zapiciem
                wyleciały chyba tylko 2osoby.Jakiegoś wielkiego rygoru nie było i mozna bylo
                spokojnie wychodzić poza teren,wiec warunki do zapicia były.Jednak masz sporo
                racji,że wielu ludzi zapija póżniej.Kończa terapię nabuzowani,niektórzy wręcz
                góry chca przenosić,a tu klops -proza życia.Ja sobie z tego zdawałem sprawę,bo
                nie byłem bezmyślnym wykonawcą poleceń-myślałem-i prawdę mówiąc do terapii
                podchodziłem na luzie-nie pozwoliłem się zdołować i zmanipulować.Moze to banał,
                ale trzeba naprawdę szczerze i uczciwie chcieć przestać pić,wtedy żadne
                przeszkody nie są straszne i po podjęciu tej decyzji wierzyć,że to co robie aby
                to osiągnąć jest dla mnie dobre.Nie jestem nawiedzonym zwolennikiem terapii i
                ruchu AA,ale spróbowalem i tego i tego,i w moim przypadku daje to rezultaty.
                Pozdrawiam i zycze powodzenia
          • paulsixtus Re: po co zapijają?? 13.07.06, 23:37
            >Ale też uważam, że
            > powrót do picia może odbyć się w sposób tak szybki, że aż nieświadomy. Działa
            > sie niczym automat... wiem, miałam w domu wielki remont, zamęt, fachowcy
            > piwno-wodczani, pospiech, butelki. Wiem, że nie piję, a sama ręka kieliszek chc
            > e
            > nalewać. Dziwne rozdwojenie wewnętrzne...

            Jesli ktos zapija, to wlasnie mowi,ze nie wie, skad to sie wzielo.
            Natomiast samo napicie sie, jest juz ostatecznym ogniwem calego lancucha.
            Dlatego warto traktowac siebie powaznie i uczciwie.

            >Dziwne rozdwojenie wewnętrzne... Ale taką sobie wtedy dałam szkołę, że
            > juz na mnie widok flaszek nie działa:)))

            Powiedzialas sobie, jaka jestes niedobra?:)
            Mozna i tak, tyle ,ze jest to picie w zaparte.
            Na mnie widok flaszek dziala, choc nie jako wyzwalacz. Zawsze wtedy dobrze jest
            sobie przypomniec , kim sie jest.

            >to trzeba
            > przeczekać, przechodzi, tutaj siła woli jest niezbędna, żadna terapeutyczna
            > wiedza, raczej odpowiedzialność wobec innych ludzi, m.in. tutaj, przed
            > forumowymi towarzyszami...

            Terapeutyczna wiedza , to wlasnie m.innymi szukanie swoich drog radzenia sobie z
            glodem, nawrotem, itd. Terapie powstaly w oparciu o doswiadczenia alkoholikow.

            > A tak to o piciu w ogóle nie myslę, o teraz, kiedy wskakuję na forum, pamiętam,
            > ale tak, jakby mnie to nie dotyczyło wcale...

            Ja mam swiadomosc, ze picie mnie dotyczy i bedzie dotyczyc przez cale zycie...
            Nie mysle o tym,zeby sie napic, ale o tym, jak to robic, zeby trzezwo zyc i
            szczesliwie.

            > Dlaczego ludzie piją ponownie? Np. tuż po powrocie z odwyku? tradycyjnie rok po
            > terapii? Czy to jakas reguła chronologiczna? Czemu ludzie piją po szkoleniu? S
            > ą
            > nieprzygotowani do życia w trzeźwości, nigdy nie traktowali nauk terapeutycznyc
            > h
            > poważnie? Wychodzą z urojonego, nieprawdziwego świata w rzeczywistość twardą,
            > rządzoną regułami innymi niż słynne mechanizmy... Jak to jest i dlaczego?

            Pojecia nie mam, dlaczego widzisz terapie w tak ekstremalnych rozmiarach.
            Przesada w kazda strone jest niewskazana i niezdrowa. Jesli ktos terapie za caly
            swiat uwaza, to jest to problem.
            Jestem ponad 2 lata po terapii, wiec niechetnie, ale musisz mnie ze swojej
            reguly, wypisac.
            Dla mnie terapia jest praktycznym zestawem wiedzy na temat choroby oraz metod
            zycia z ta choroba, na trzezwo.
            Dlaczego ludzie zapijaja? Bo alkoholizm to choroba nawrotow, bo terapia to
            pomoc, z ktorej mozna skorzystac, albo nie.
            Nie wiem, o jakiej terapii piszesz, moja nie kreowala zadnego urojonego swiata,
            pozwolila mi wrocic do swiata sprzed nalogu, wrocic do normalnego zycia, do
            kreatywnosci, do radosci.Czy nie moze byc tak,ze to , co jedni wysmiewaja i
            uznaja za bezwartosciowe, innemu zycie ratuje..?
            E4ska, przepraszam za dosc ostry ton niektorych moich wczesniejszych wypowiedzi,
            reaguje emocjonalnie, jak kazdy czlowiek. Cenie twoja trzezwosc, cenie trzezwosc
            w ogole, ale nie moge zaakceptowac Twojego podejscia do tematu. Jestes
            nastawiona na odgrywanie roli oswieconej abstynentki, "Zosi Samosi", ktorej
            "kitu nikt nie wcisnie, bo ona swoje wie".
            Dlaczego, bez wzgledu na wątek, zawsze wtracasz cos na temat terapii i
            terapeutow? Jesli Tobie jest niepotrzebna (wg Twojego zdania), nie mozesz mowic,
            ze jest do niczego. To nie jest argument.
            pozdrawiam
            PaulSixtus
            • e4ska Re: po co zapijają?? 14.07.06, 00:47
              Bardzo się cieszę... przede wszytkim dlatego, że nie pijesz:))) sprawdziłam
              wczesniejsze Twoje zapisy, no, nie do końca, ale rozumiem, że uratowałes swoje
              osobiste życie i że jesteś zrównowazony. Ja też. W pewien sposób - przez
              przywiązanie do swoich wartosci, a tutaj się różnimy.

              PS, moda na terapie, bezkrytyczny do nich stosunek nie jest niczym dobrym,
              naprawde, nie wymyślam sobie, nie będe opisywac na forum przypadkow konkretnych,
              bo jeszcze ktoś rozpoznałby się... a po co? Więc niech będzie tak, że patrzy się
              ludziom na ręce. No i mam coś takiego jak honor, duma, dzika ambicja, żadnej
              pokory, dlatego jakiekolwiek familiarne traktowanie - niesymetryczne - nie
              odpowiada mi. Pisałam już wcześniej, ze tacy jak ja nie mają pomocy,
              przynajmniej o tym nic mi nie wiadomo. Chciałabym, aby były np. takie
              trzy-cztery spotkania, bezosobowe, na ktorych nie porusza się spraw osobistych,
              o ile sam zainteresowany pomocą nie poprosi, podczas ktorych prowadzący
              poinformowałby o róznych pulapkach - np. o zjawisku głodu, o fizjologicznych
              aspektach, np. to, o co pytał w swoim wątku Blus. Dopiero potem terapia dla
              tych, którzy muszą mieć podporę, ale nie tyle godzin... jakie to koszty... i
              czas tych ludzi, ktorzy powinni pracy szukać, uczyc się... spotyka się na forach
              osoby zaniedbujące swoje podstawowe obowiązki z powodu terapii... lenistwo i
              stagnacja.

              Osobiście staram się, jeśli widze taką potrzebę oraz z uczciwości - moje poglądy
              są tylko moimi pogladami - zachęcać naszych współtowarzyszy niedoli do
              korzystania z terapii, a tych, ktorzy sami wytrzeźwieli, podtrzymywac w
              przekonaniu, że samodzielnośc nie gorsza. I ja się dużo nauczylam, np. bardzo
              szanuję AA, wiem, że ludzie odpowiedzialni za istnienie grupy poswięcają swój
              wolny czas, a i tak niektórzy przychodzą i wychodzą z głupim usmieszkiem... no,
              ja jeszcze nie byłam, ale wybiorę się do kogoś znajomego, dla przyjemnosci
              spotkania... jesli się zgodzą... na razie do Yury i do Zahir zastałam zaproszona:)))
              Bywasz na mityngach, PS? Pozdrawiam i dobrze, że już w zgodzie... do następnej
              potyczki zapewne:)))
      • tranzyt80 Re: po co zapijają?? 11.07.06, 18:14
        Addi!Idziesz po linie na sam szczyt,po zwyciestwo.Samo juz wejscie na ta line
        bylo Twoim odwaznym krokiem.Wiemy, ze przejscie po linie jest bardzo
        niebezpieczne.Pod Toba przepasc.Zeskoczyc nie mozesz.Trzymajac tyczke
        terapelty mogles sie wybalansowac w razie zachwiania.Odrzuciles ja wczoraj!
        Wiadomo,ze dzisiaj Ci lzej bez tyczki ale o ile niebezpieczniej.Na druga
        bezpieczna strone masz daleko.Zachwiejesz sie z pewnoscia jeszcze nie raz
        i nie dwa.Bez tyczki terapeuty ryzykujesz swoje zycie.Masz jeszcze swoja
        tyczke,bardzo cienka.Ale na niej Ty nie mozesz polegac!Nie masz tez zadnej
        siatki bezpieczenstwa,ktora by trzymala twoja rodzina, zona i dzieci w razie
        Twojego upadku.O ciebie sie mozna naprawde zaczynac bac.Sam po linie chodzic
        jeszcze nie umiesz. To widac chocby tylko po ilosci dzisiejszych postow.
        Czy bedziesz mial sile powstac szybko,jeszcze raz po ewentualnym upadku ?
        Mlody i silny jeszcze jestes ale jak wiesz,np.w boksie nokaut odlicza sie
        do konca...i tylko do dwunastu...masz szanse powstac i walczyc dalej.
        W przeciwnym razie przegrales zycie.



        • addicted1 Re: po co zapijają?? 12.07.06, 21:10
          Trzymajac tyczke
          > terapelty mogles sie wybalansowac w razie zachwiania.Odrzuciles ja wczoraj!
          > Wiadomo,ze dzisiaj Ci lzej bez tyczki ale o ile niebezpieczniej.Na druga
          > bezpieczna strone masz daleko

          Trochę za mocno powiedziane. Odrzucenie przez mnie tyczki terapeuty polegac
          bedzie na krytycznym a nie balwochwalczym-z-nakazu stosunku, co obroci sie na
          dobre, bo bede mogl bez obciazen sluchac jego slow, nie jak teraz, gdy sluchami
          wszystko widze przez pryzmat "naz zlosc mi robi".

          O to, ze bez terapii i AA jest pod pewnymi wzgledami trudniej- top oczywiste.
          Trudniej zapic. Ale tez dla mnie- trudniej zyc w zgodzie ze soba. Tym bardziej,
          ze mam wrazenie, ze im bardziej sie terapeutyzuje tym jest ze mna gorzej.
          Wnikam w jakis nierealny swiat.

          A co wybrac- trudniej czy po swojemu? To nielatwy wybor.
          • tranzyt80 > A co wybrac- trudniej czy po swojemu? 13.07.06, 17:40
            Nie mam przygotowania naukowego takze jakakolwiek dyskusja metodyczna
            odpada.Z tego tez wzgledu z gory odrzucam wszelka odpowiedzialnosc za
            skutki moich porad.Kieruje sie wylacznie moimi wlasnymi przemysleniami.
            Okresy trzezwienia po zaprzestaniu picia, wiadomo, sa rozne tak jak
            rozni sa ludzie.I dlatego kazdy alkoholik powinien miec towarzyszaca do
            wspolnych,indywidualna terapie o ktorej wyborze decydowalby osobiscie.
            Wybor i ewentualna zmiana terapeuty powinna sie odbywac w przyblizeniu
            jak w przypadku wyboru obroncy sadowego.Wyniki pracy terapeutow powinny byc
            poddawane kontroli zainteresowanych oraz podawane do wgladu publicznego.
            Krotko mowiac pelna dobrowolnosc,anonimowosc i kontrola z ocena.Droga do
            postawionych celow w leczeniu powinna byc trzy,cztero pasmowa. Wiadomo,ze
            wszystko wiaze sie z rachunkiem kosztow.Naklady na poszczegolne grupy chorych
            ktorych wysokosci ustala ministerstwo zdrowia nie tu mnie dyskutowac.Napewno
            w duzej czesci i tu lezy pies pogrzebany.Tak czy inaczej chory stoi na koncu,
            z malymi mozliwosciami wyborow leczenia .Trzeba brac co daja a jak nie to
            wynocha!Warto by tez wspomniec o informowaniu pocientow o wszystkich
            zagrozeniach zwiazanych z poszczegolnymi metodami leczenia.O dlugosci leczenia
            i jego intensywnosci pacient powinien wespol z lekarzami wspoldecydowac.

            Addi na obecnym etapie nie rwal bym totalnie zadnego mostu za soba.
            Priorytet najwyzszy: zachowac trzezwosc! Wszystkie inne przemysliwanki.
            gdybanki, pokazywanki,zaprzeczanki i kombinowanki przeciw,za czy pod
            terapeltami,kolezkami,mamusia czy innymi autorytetami uznaj za drogi
            do twojej zguby- do powrotu do picia!Wszystkie bolaczki mina,potrzebujesz
            tylko czasu na wyleczenie. Wierz mi!Bedziesz wstawal i od rana wrecz
            zdychal z wlasnej satysfakcji ze trzy razy dziennie!Ja Ci to gwarantuje.
            Bedziesz parskal radoscia zycia.Dopiero poznasz,co to jest zyc tu na ziemi!
            A musisz mi wierzyc bo ja juz mam to za soba! Myslisz ze ja nie cierpialem?
            Te Twoje bolaczki,jak czytam, to pryszcz do tego jak ja sie meczylem.
            Byl czas ze nie sluchalem siebie samego." Przykuty kajdankami do kaloryfera."
            Czulem ze kiedys musi popuscic.Popuszczalo stopniowo niekiedy powracajac,
            ale ciagle slabiej.Poczulem ze panem sytuacji, powoli, stawalem sie JA.
            O tyle jestem dzsiaj silniejszy,wzbogacony i pewny siebie.Wiem ze na dzisiaj od
            alkoholu i papierosow jestem uwolniony psychicznie i fizycznie.Zwyciezylem
            poniekad siebie samego.TY tez tego dokonasz!Ja w to wierze to i ty musisz
            w swoje zwyciestwo wierzyc.Bo na koniec wszystko sprowadza sie do WIARY!!!


            • addicted1 Re: > A co wybrac- trudniej czy po swojemu? 13.07.06, 20:20
              Ja totalnie nie rwe.
              Chce zerwac most do myslenia ze cos musze, cos mi ktos kaze itp.

              Jak sporadyczny kontakt z terapeuta mam i pewnie bede mial, ale otworzyla mi
              sie klapka, ze nie on jest Panem mojego zycia i smierci tylko ja sam. I ze ja
              jestem autorem zmian a on recenzentem a nie jestem plastelina z ktorej ktos cos
              lepi sobie.
              • tranzyt80 Re: >nie jestem plastelina 13.07.06, 21:47
                nie jestem plastelina z ktorej ktos cos
                >
                > lepi sobie.

                Sam mowiles ze Mama Twoja raczej,delikatnie mowiac,z lepienia zrezygnowala.
                Ojciec wogole malo co sie dolozyl.A potem Ty stales sie panem swojego zycia
                i postanowiles ulepic sie sam.I gdybys do zaprawy uzywal wody zamiast piwa
                moze ulepilbys geniusza.A tak wiesz sam,jaki Twoj obraz zaczal sie wylaniac
                z twojego lepienia po pijaku.Dobrze,ze zaprzestales dalszych prac nad soba
                samym i zwrociles sie do profesjonalistow.Chcesz znowu sam zaczac lepic? A
                do profi kiedy Ci sie zechce?Zycie to nie plastelina.Nierownosci zyciowe jak
                raz stwardnieja to ciezko samemu wyrownac.Znasz powiedzenie:hebluj,hebluj
                jak przyjdzie mistrz to poprawi...








                • addicted1 Re: >nie jestem plastelina 14.07.06, 11:10
                  Cos chyba pomyliles, bo ja sie uskarzalem niegdys na forum na to, ze wlasnie
                  Matka moja cale zycie mi regulowala i mnie "lepiła", ze ja o niczym nie
                  decydowalem i do dzis nie decyduje samodzielnie, bo wisi mi nad glowa miecz "co
                  powie matka".
                  Ja Panem swego życia? Dobre sobie.
                  Wlasnie ja dopiero chce zostac Panem swego zycia, decydowac i odpowiadac a nie
                  isc z pradem i potem beczec.

                  Ciekawe, ze na terapii tez mi ktos wmawial "zrob cos w koncu jak my Ci kazemy,
                  bo robiles po swojemu i wyladowales tutaj"- pomijajac kompletny brak kultury
                  osoby ktora tak mowi 9rosci sobie prawo do decydowania o moim zyciu) to jest to
                  zupelnie niezgodne z prawda.
                  Ja chcialem byc muzykiem, a pierwsza gitare kupilem w wieku 25 lat bo wczesniej
                  nie mialem za co. Tak to "decydowalem"
                  • tranzyt80 Re: >nie jestem plastelina 14.07.06, 13:50
                    > Ja chcialem byc muzykiem, a pierwsza gitare kupilem w wieku 25 lat bo
                    wczesniej
                    >
                    > nie mialem za co. Tak to "decydowalem"

                    Nie znam dokladnie Twoich ukladow i mozliwosci, nie bede ocenial.
                    Ja w wieku 20 lat nie zylem juz w domu rodzinnym.Czy chcialem czy nie
                    musialem byc"Panem swojego zycia"ha! ha!(co za bzdurne okreslenie!).
                    Studiowalem zaocznie,do poludnia cinkciarzylem,wieczorami np.robilem
                    kurs na prowadzenie zakladow gastronomicznych a nocami pracowalem
                    w najlepszej dyskotece.I mimo zabiegania zycie mialem jak w bajce!
                    Nie wspominajac mojego angielskiego autka na widok ktorego nie jeden
                    dostawal bez alkocholu ...scisku.Siedziec na dupie i duperelic o
                    diabelskich silach wyzszych umie kazdy!Gitary nie mogles kupic?!
                    Ze zmalpuje od ONKI:zebym sie nie posikal ze smiechu!
                    I na dodatek przez to nie zostales muzykiem?! No wiesz co,chyba dzisiaj
                    niezjem obiadu z tego smiechu.A pretesje moze masz do tego na dole?
                    "Rozgrzeszenie" masz tylko gdybys byl np.ulomny.Basta.
                    PS.Juz w liceum na wakacjach pracowalem na budowie.Kupic mandoline...? Ha!
                    Niekiedy duszno tak,az sie pisac nie chce.
                    • addicted1 Re: >nie jestem plastelina 14.07.06, 20:26
                      Latwo powiedziec.
                      Kiedy masz na lbie kredyt studencki do splacenia a przed soba wyprowadzke do
                      nowego miasta, usamodzielnienie sie, a potem slabo platna prace to nie bardzo
                      jest za co kupowac gitare.
                      Pretensje DZIS mam tylko do siebie, bo bylem niesamodzielny myslowo- po prostu
                      jak zarobilem wlasna kase i chcialem kupic to slyszalem, ze mam kupic ubrania i
                      tyle. potem, ze jak kupie gitare to nie dostane na studia, jak dostalem
                      stypendium to bylo ze stypendium dolozyc do utrzymania itp.
                      Latwo sie nabijac i gadac.
                      Przyznaje, ze bylem bojazliwy i asekurancki. Przyznaje to dzis.
                      Gdybym wiedzial to wtedy to dzis pisalbym nie na forum o nalogach tylko o
                      wspomnieniach z podrozy albo gdzies.
                      • tranzyt80 Re: >nie jestem plastelina 15.07.06, 15:42
                        Napisalem do Ciebie,poniewaz przypomniales mi mojego dawnego kumpla.
                        Mialem swego czasu kumpla do interesow.Ponad 190cm wzrostu,ogromne
                        lapska i ciagle ten bydlecy usmiech na szerokiej twarzy jakby zapraszajacej
                        wszystkich do zabawy.Chetny do wszelakich przedsiewziec i wyglupow.
                        Dusza czlowiek,lecz w razie potrzeby gotowy na wszystko.Z drugiej manki,totalnie
                        niesamodzielny umyslowo.Jemu trzeba bylo zawsze cala kawe na lawe.Powoli.
                        Palcem po mapie.A jak juz szorowac,to tylko druciana!Ale gdy czul sie doceniony
                        i w rodzinnej atmosferze stawal sie innym czlowiekiem i zaczal wygrywac powoli,
                        nabierajac pewnosci siebie az wyksztusil:"Wy to mi mozecie teraz skoczyc!".
                        Dojrzal,zarobil,dziewczyna,plany i zyc i drugim dac zyc.Proste.
                        Ty swojej szansy w zyciu jeszcze nie otrzymales.Nie badz raptus!
                        Samodzielnie sie jeszcze w zaden sposob niesprawdziles i potrzebujesz tego
                        pierwszego
                        TWOJEGO duzego zwyciestwa.Zwyciestwo nad alkoholizmem daje Ci taka szanse.
                        I Ty zapewne chcesz sam to zwyciestwo osiagnac.Nie chcesz byc tam wciagany
                        przez kogos na linach przy pomoc jakichkolwiek tyczek.Chcesz sam.Sam jako
                        niezalezny od nikogo,wolny od wszelakich przez ciebie niedoprzyjecia
                        filozofi czy metod i wreszcie na koniec,nie chcesz pozostac uwiazany ponownie
                        przez cos lub kogos bez twojej woli,bo dzialajace na psychike,np. procesy
                        na ktore nie masz wplywu. Dzisiaj chcesz walczyc z alkoholizmem i chcesz
                        zwyciezyc ktoregos dnia.Ale kazdegpo nastepnego dnia chcesz byc juz prawdziwie
                        wolny jak jeszcze nigdy w Twoim zyciu.I tu chyba lezy Twoje bec!
                        Nikt sie tu nie nabija a gadac to trzeba bo na migi nie mozna.
                        Podrozowac lubisz?To i super,bo masz i Cel w zyciu.




                        • addicted1 Re: >nie jestem plastelina 17.07.06, 17:45
                          moze ja jestem zbyt "samodzielny umyslowo"?
                          • tranzyt80 Re: >nie jestem plastelina 17.07.06, 19:21
                            "Matka moja cale zycie mi regulowala i mnie "lepiła", ze ja o niczym nie
                            decydowalem i do dzis nie decyduje samodzielnie, bo wisi mi nad glowa miecz "co
                            powie matka".
                            Ja Panem swego życia? Dobre sobie.
                            Wlasnie ja dopiero chce zostac Panem swego zycia, decydowac i odpowiadac a nie
                            isc z pradem i potem beczec."

                            Twoje slowa ?
                            • addicted1 Re: >nie jestem plastelina 17.07.06, 21:22
                              Zabawne, ze wychwyciles moja sprzecznosc, szkoda ze nie wychwyciles
                              wypowiedzi "jestem sprzeczny i pelen watpliwosci i rozterek".

                              Faktycznie, jedno nie pasuje troche do drugiego, ale z tym "samodzielny zbyt"
                              to taki troche zart, odniesienie do Twoich słów o niesamodzielnym umyslowo
                              koledze.
                              Taka ironia.

                              Ja jestem na etapie przebudowy, zmian, wiec jednego dnia czuje sie tak a innego
                              inaczej.
                              • tranzyt80 Re: jestem na etapie przebudowy 17.07.06, 22:08
                                > to taki troche zart, odniesienie do Twoich słów o niesamodzielnym umyslowo
                                > koledze

                                Niesamodzielny umyslowo bylo w znaczeniu,ze on majac do wyboru kilka roznych
                                opcji nie mogl sie nigdy zdecydowac .Tak dlugo sie zastanawial i
                                przemysliwal ze zaczynal z kolei analizowac swoje przemysliwania,co w
                                konsekwencji prowadzilo do zatracenia z pola widzenia powodu dla ktorego
                                usiadl przy stole.Kapiszen!Bal sie podjac decyzji.Wolal jak zrobi to ktos
                                za niego.Odpowiedzi znal sam!Szlo o wybor i konsekwencje w dzialaniu.



                                > Ja jestem na etapie przebudowy,
                                Dlatego tu jestesmy a nie gdzie indziej.Wszystko pikobelo.
                                • addicted1 Re: jestem na etapie przebudowy 18.07.06, 16:28
                                  A to teraz zrozumialem, to sie zgodze z Toba, mam wielkie problemy z
                                  podejmowaniem decyzji, jestem niezdecydowany.
                                  Wiem, ze wynika to stad, ze boje sie odpowiedzialnosci.
                                  A raczej lęku związanego z ewentualna porazka- ze spadnie mi jeszcze poziom
                                  wartosci, ze zrobie strasznie zla rzecz, ze bede musial sie tlumaczyc, ze sie
                                  ludzie odsuna itp.
                                  chyba typowy zestaw dla ludzi z malym poczuciem wartosci.

                                  no i boje sie tego cholernego lęku, ktory i tak mi ciagle towarzyszy, a w
                                  przypadkach decydowania i odpowiadania jeszcze sie nasila.

                                  w efekcie czesto nie robie nic, czesto po setkach analiz i tak decyduje
                                  impulsywnie- bo mam dosc, a czesto zwalam na kogos, a potem mam zal itd
                                  • tranzyt80 Re: jestem na etapie przebudowy 19.07.06, 10:12
                                    "...no i boje sie tego cholernego lęku, ktory i tak mi ciagle towarzyszy, a w
                                    przypadkach decydowania i odpowiadania jeszcze sie nasila."

                                    Nie rozumie o jakim ciagle towarzyszacym leku mowisz ?
                                    Calkiem mozliwe ze u ciebie nie alkoholizm lecz Leki maja Priorytet!
                                    Piles coraz wiecej bo czules sie lepiej po alkoholu.Spelnial role lekarstwa.
                                    Ja mialem leki po wypadku samochodowym i w nieswiadomosci o przyczynie lekow
                                    tak zasmakowalem w alkocholu,ze leki niezauwazalnie i bezpowrotnie wyparowaly
                                    ale pociag do alkoholu zostal.W kolejnosci chcialem zestrzelic moj alkoholizm
                                    alkoholem.Nie dal sie ustrzelic od kilku strzalow.Na koniec doszedlem do
                                    perfekcji w strzelaniu i walilem calymi setkami.Wyobraz sobie ze nie padlem!
                                    Caly posiekany od kul ciagle jakos tam wstalem i trzesac sie i ledwo widzac na
                                    oczy dalej strzelalem...

                                    Byc moze u ciebie jedna czy druga banalna w mlodosci przypladlosc psychiczna,
                                    ktora mozna bylo profesionalnie wyleczyc,zaczales we wlasnym zakresie zatapiac
                                    alkoholem.Moze powinienes postawic Leki na priorytetowe miejsce?
                                    I tu zaczac strzelac ale Profesionalnie.Addi z pijanym zezem napewno nic nie
                                    trafi, obojetnie czy sam czy z psychiatra.








                                    • addicted1 Re: jestem na etapie przebudowy 19.07.06, 17:06
                                      W koncu ktos mnie zrozumial!
                                      Bingo, Eureka, Alleluja!
                                      Tak wlasnie dokladnie bylo- alkohol byl lekarstwem na moje lęki- na ten stały
                                      lzejszy i te "sytuacyjne" (np. trzesace sie rece). Dla mnie to bylo tak, jakbym
                                      łykał relanium czy cos innego.
                                      Fakt, ze to moje picie bylo nieumiarkowane- a na kacu lęki się nasilały jeszcze
                                      bardziej. Ale w koncu przychodzil ten moment, ze wypijalem i odchodzily.
                                      Np. z lękiem przez drżącymi dłońmi i kompromitacja na przyjęciu: postanawialem
                                      sobie "tym razemnie będę pił nic przed wejsciem, trudno, najwyzej sie osmiesze".
                                      Ale gdy nadchodzil dzien imprezy, zblizala sie godzina zero, samopoczucie bylo
                                      nie dozniesienia, sekunda to godzina, ciagla mysla "co to bedzie" i druga "moze
                                      jednak sie napic". I ten lęk sie tak nakrecał, ze w koncu byl nie do wytrzymania
                                      i sie napijalem. A potem na imprezie normalnie pilem. I czy sie upilem mocno czy
                                      malo- na drugi dzien pobudka i mysl "Jezu, znowu przegralem z tym cholernym
                                      lękiem" i przerazenie.
                                      Dlatego postanowilem rzucic picie calkowicie, by w tej ostatniej godzinie nie
                                      miec tej furtki.
                                      To motor mojej decyzji.
                                      • tranzyt80 Re: jestem na etapie przebudowy 19.07.06, 22:22
                                        Czytam Twoj ostatni post.Pojawily sie u mnie pytania.Pytania typu:
                                        co ja na tym forum wogole szukam?
                                        po co pisze o sobie i swoim zyciu?
                                        z jakiej racji pisze o innych?
                                        z jakiej racji wogole zabieram glos?
                                        co chce osiagnac przez pisanie postow?
                                        czego sie spodziewam w odpisach?
                                        do czego mi to potrzebne?
                                        czy cale to pisanie jest dla mnie pozytywne?
                                        czy aby nie wyrzadze jakis szkod,przykrosci?
                                        itd.itp

                                        Duzo pytan.Odpowiedzi sensownych malo.
                                        Wytypowalem w okienku"szukam" haslo:tranzyt80 i otrzymalem odpowiedz.
                                        Pierwszy post napisalem dokladnie 19.05.06 o godz.21 z minutami,
                                        a wiec dokladnie dwa miesiace temu.A wiec cos okraglego.
                                        Po przeczytaniu Twojego ostatniego postu poczulem jakas bezsilnosc,
                                        i ostrzezenie jakbym wkroczyl na teren z tabliczka "Miny".Zaniemowilem.
                                        Oslablem.Nie jestem saperem.Moge spowodowac niezamierzone wybuchy.
                                        Zaposcilem sie za daleko.Mysle ze Ty stoisz na bezpiecznym miejscu.
                                        Na poczatku moich postow kierowalem sie raczej ciekawoscia,rozrywka.
                                        Potem niezauwazalnie zaczalem,wzorujac sie na innych,pisac osobiste
                                        watki z zycia.Niekiedy jak w"I co teraz?Wypilam."prawdziwe ale za ostro.
                                        Powoli dojrzewam do decyzji wycofania sie, zreszta jak setki przedemna.
                                        Co dzieje sie np.z lohokla,mxp4,alkoholiczka5,niepolewam,grabkarz,
                                        valpoliczella,mwf12,kasiula30,wiga27,jarekp661,biangusta, ze tylko losowo
                                        niektorych wymienie.
                                        Tak,to forum trzeba potraktowac jak poczekalnie na dworcu.Ludzie przyjezdzaja,
                                        pogadaja i odjezdzaja a poczekalnia ciagle pelna.


                                        > W koncu ktos mnie zrozumial!



                                        Moze wlasnie tego samego szukalem.Zrozumienia.






                                        • e4ska Re: jestem na etapie przebudowy 19.07.06, 23:48
                                          Że zacytuję: "Ze zmalpuje od ONKI:zebym sie nie posikal ze smiechu!", tzn.
                                          łaaaa:))))
                                          Tranzyt, poczekalnie bywają arcyciekawym labiryntem... a bywanie na dworcach
                                          jest w końcu posłannictwem alkoholika... tu się śpi, tu się pije, tu się zdycha...

                                          Tranzycie, oto w przewrotny sposób doświadczyłeś dna... pijak w poczekalni,
                                          wkoło same pijaki, jedni znikają, drudzy pojawiają się... niektórzy znikają na
                                          amen amen... czyli piją dozgonnie lub tylko dennie... a głupio pisać, kiedy się
                                          nie trzeźwieje. Aż tutaj zawędrowałeś, głupie pijackie dyskusje, ten trzeźwy,
                                          ten całkiem pijany...więc jednak poczekalnia:)))

                                          Poczytałeś sobie archiwum, ja też tak zrobiłam. Więcej mi to dało niż
                                          przeglądanie tych rozmaitych bzdur "fachowych" ględziarzy, tych schematow i
                                          szufladek, poza którymi nie ma człowieka, jest teoria czysta jak scholastyka i
                                          tyleż co scholastyka warta. Twoje krwiste pełne życie... jakoś inaczej ono
                                          wygląda niż mydłkowate pozory. Wspomniałeś o piwie w Atenach. Słyszałam slowa -
                                          identyczne niemal - w Kaliszu: jedźmy do Warszawy na piwo... piętnaście lat
                                          temu. Ten, kto miał taką fantazję pijacką, był wówczas przystojnym młodzieńcem,
                                          dziewczyny szalały... wkrótce był właścicielem fabryczki, potem prawie fabryki,
                                          latał na piwo do Londynu albo Rzymu, i wkrótce nie można się było z nim dogadać,
                                          uciekał od stołu, rwał do piwnicy i, na moich oczach, bo chciałam z nim pogadać,
                                          pił z gwinta szybko, bo przecież zawsze się spieszył. Nie żyje, oczywiście.

                                          Tranzyt, czasem przypominasz Addiego... z wątpliwościami:
                                          "co ja na tym forum wogole szukam?
                                          > po co pisze o sobie i swoim zyciu?
                                          > z jakiej racji pisze o innych?
                                          > z jakiej racji wogole zabieram glos?
                                          > co chce osiagnac przez pisanie postow?
                                          > czego sie spodziewam w odpisach?
                                          > do czego mi to potrzebne?
                                          > czy cale to pisanie jest dla mnie pozytywne?
                                          > czy aby nie wyrzadze jakis szkod,przykrosci?"

                                          Po co w ogóle rozmawiasz z ludźmi, Tranzycie kochany? Z iloma ludźmi rozmawiasz
                                          o swoim alkoholizmie? Czego się od innych dowiedziałeś? Przykrość? szkoda?
                                          chcesz się ocenzurować? Oszalałeś???

                                          Że z Addim tak się rozmawia... trudno, jeśli młody człowiek, zamiast uczyć się i
                                          pracowac, traci czas na psychiatrów, psychologów i terapeutow, doskonale przy
                                          tym wie, że nie jest alkoholikiem, a mimo tego zajmuje innym miejsce w grupie,
                                          jeśli cały zamyka się w relacji on - psych., a gdzie ludzie z grupy? gdzie
                                          przyjaźnie, no, choćby znajomości, to nie naprostujesz człowieka ani nie
                                          skrzywisz paroma postami, Tranzyt... on godzinami będzie gadał z terapeutą
                                          zamiast iśc do pracy... jak to, teraz, w sezonie, nie ma pracy choćby na budowie?
                                          Do czego prowadzi poszukiwanie pomocy psychologicznej przez niektóre osoby,
                                          miałam okazję zobaczyć dokładnie przedwczoraj. W realu. Nie na forum. Dlatego
                                          jednak z tą Kartaginą to nie jest kaprys mój, Tranzycie... Niestety.

                                          A tutaj... wszyscy jesteśmy psychiatrami:))) Nawet Tranzyt. A co będziemy sobie
                                          żałować...
                                          • addicted1 Re: jestem na etapie przebudowy 20.07.06, 17:32
                                            Że z Addim tak się rozmawia... trudno, jeśli młody człowiek, zamiast uczyć się i
                                            pracowac, traci czas na psychiatrów, psychologów i terapeutow, doskonale przy
                                            tym wie, że nie jest alkoholikiem, a mimo tego zajmuje innym miejsce w grupie,
                                            jeśli cały zamyka się w relacji on - psych., a gdzie ludzie z grupy? gdzie
                                            przyjaźnie, no, choćby znajomości, to nie naprostujesz człowieka ani nie
                                            skrzywisz paroma postami, Tranzyt... on godzinami będzie gadał z terapeutą
                                            zamiast iśc do pracy... jak to, teraz, w sezonie, nie ma pracy choćby na
                                            budowie?


                                            E4sko, nie bardzo rozumiem, czyzbys sie natracala ze mnie?
                                            Jezeli piszesz, ze chodze non stop do psychologow i psychiatrow po jednym z
                                            moich ostatnich postow to wyjasniam uprzejmie, ze to byly doswiadczenia z
                                            ostatnich 3 lat.
                                            Nie moge isc do pracy, bo nadal jeszcze zdrowie fizyczne mi na to nie pozwala
                                            (zajrzyj na moje stare watki z lutego z forum depresja).
                                            Z terapeuta spotykam sie 1h na 2 tyg. Glownie "psychiaruje sie" na tym forum.
                                            Ja nie powiedzialem, ze doskonale wiem, czy jestem alkoholikiem, ja zawsze
                                            powtarzam, ze nie wiem.
                                            A miejsca jest dosyc.
                                            • e4ska Re: jestem na etapie przebudowy 20.07.06, 23:53
                                              Addi, nie "natrącam się", zastanowiły mnie wątpliwości Tranzyta - cóż, nie każdy
                                              jest w stanie wytrwać w świadomości bezsensu pewnych działań. Jednych poraża
                                              jasność, oczywistość, inni zawsze tkwią w ciemności - nie dogada się jeden z
                                              drugim, choćby słychac było "bingo"!!! Jakie bingo, żadne bingo:(((

                                              Ciekawi mnie, bezinteresownie, jak Tranzyt wychodził ze swojego alkoholizmu... i
                                              że w każdym z silnych czai się mięczak, i jak się z naszym mięczakiem
                                              rozprawiamy. Bo o tych zapijających mityngi i terapie wszędzie do woli, a mnie -
                                              podobnie jak tajemnica picia - tak samo pociąga tajemnica niepicia... jak to
                                              jest, że ludzie potrafią nagle przestać i, mało tego, potrafią jeszcze porządnie
                                              żyć. Bez podpierania teoriami takimi czy siakimi, z taką sama zuchwałością jak
                                              wcześniej, sami wcześniej wodzący na pijackie pokusy, teraz wobec pokus oporni.

                                              Nie napisałam, Addi, że chodzisz do terapeutów non stop, napisałam, że tracisz
                                              czas. Od trzech lat. Co konkretnie dały te wizyty? Depresja... Dobrze, jak
                                              zamierzasz żyć z depresją? Łykać prochy i co dalej? Patrzeć, jak inni żyją? Jak
                                              się bawią? Że ktoś, jakiś pan psychiatra da receptę na śmiech i zadowolenie?
                                              Jeszcze takich geniuszy nie ma i długo nie będzie.

                                              Natomiast, Addi, jeśli nie uważałeś się za alkoholika, tutaj kręcisz okropnie,
                                              raz piszesz, że były to dwa piwa na tydzień, drugi, że się uwalałeś na
                                              imprezach, w koncu nie jesteś alkoholikiem, bo nie piłeś od dawna... no to się
                                              pytam poważnie: po co poszedłeś na terapię dla alkoholików? W dodatku ją
                                              skończyłeś. Co dałeś innym swoją obecnością? Kręciłeś się wokoło swoich odczuć,
                                              zadowolony, że bezkarnie możesz myśleć o sobie. Jeśli to dla Ciebie radość takie
                                              terapie, to idź dalej, na następną i jeszcze następną, co masz do roboty? Jak
                                              mnie się terapia nie spodobała, to jej nie podjęłam i luz, nie piję, dobrze mi z
                                              tym... poprzestawiałam sobie mebelki w moim jestestwie, i mam zamiar wciąż je
                                              przestawiać, bawi mnie to i cieszy, kocham samodzielność, nie cierpię
                                              strażników, zawsze wszystko przede mną... a co o mnie sobie pomyśli, powie czy
                                              napisze ten czy owa, to i tak wybiorę sobie najprzyjemniejsze:)))

                                              Ja zawsze czytam Twoje posty i one mi w niczym nie przeszkadzają, z niektórymi
                                              się zgadzam, inne mnie śmieszą, jeśli coś mi sie w nich nie podoba, to nie
                                              podoba... ale wolałabym, żebyś był szczęśliwy, Addi, sam z siebie, a tu jakoś
                                              depresyjnie wszystko u Ciebie się kręci, nooo, kiedyś depresja się skończy,
                                              miejmy nadzieję, że już jej nie ma:)))

                                              • addicted1 Re: jestem na etapie przebudowy 21.07.06, 12:47
                                                Wiesz, ja tak kręcę z alkoholizmem bo jak pisalem sam mam watpilwosci.
                                                Nie pisalem, ze pilem 2 piwa na tydzien, tylko wlasnie ze takiego kitu nie
                                                sprzedawalem terapeucie.
                                                Po co poszedlem na terapie?
                                                Wychodzilem z podobnego zalozenia, jak napisala
                                                Gooch- ze tam sa specjalisci od niepicia, a ja chce nie pic, wiec mi to moze
                                                pomóc. Na terapii zachowywalem się ok, na poczatku podobalo mi sie- duzo nowego
                                                sie dowiedzialem. Bylem otwarty, wrecz bezkrytyczny. Przestalo mi sie podobac
                                                pod koniec- gdy zaczalem slyszec, ze ta terapia to dopiero poczatek i przede mna
                                                rozne warsztaty, terapie dalsze, mityngi, zloty, zjazdy itp.
                                                pisalem juz o tym 100 razy.
                                                Wiec sie zbuntowalem a za tym poszlo bardziej krytyczne i wrecz upierdliwe
                                                negowanie tej terapii- aby uspokoic swoje sumienie, ze jesli nie bede dalej w to
                                                szedl to nie bedzie tak zle.
                                                Takie troche naciagane porownanie:

                                                Nie wiem, czy znasz takie rozne badania na temat zachowan straznikow w obozach i
                                                wiezieniach- oni sobie w glowie tworza taki mechanizm, ze maja do czynienia z
                                                podludzmi, zeby latwiej robic swoja niena robote. Taka wewnetrzna regulacja.
                                                Albo gdy ktos Cie obgada- zaczynasz go nie lubic.
                                                Polecam Psychoogie spoleczna Aronsona.

                                                Ale na dzis mam juz do tego stosunek luzniejszy- czego chyba widocznie nie widac
                                                po moich wpisach:)
                                                Bo tak- wracajac do punktu wyjscia. Stalem na rozdrozu i moglem wybrac rozne
                                                wyjscia:

                                                1. Udawac, ze nic sie nie dzieje.
                                                2. Probowac ograniczac picie- pewnie bez efektu.
                                                3. Skorzystac z pomocy terapeutow- fachowcow- i po zasiegnieciu pomocy i wiedzy
                                                zajac sie dalszymi rzeczami
                                                4. Przejsc w pelni na tryb zycia niepijacego alkoholika- AA i Terapie.

                                                Wybralem rozwiazanie 3, zrobilem to dobrowolnie (pomijajc jakies tam wewnetrzne
                                                przymusu\y)
                                                a jestem traktowany jakbym wybral rozwiazanie 1, bo nie wybralem 4.

                                                uwazam, ze duzo zrobilem i mam zamiar dalej jeszcze.

                                                Na moja kondycje psychiczna niewatpliwie wplywa fakt, ze mam problemy ze
                                                zdrowiem fizycznym- skutki powaznej operacji, ktore sie wleka od 7 miesiecy, a
                                                mialy sie zakonczyc wg slow lekarza po 3.
                                                A przez to nie suzkam pracy, tak tkwie w jednym punkcie. Wiem o tym.


                                                A, a propo Tranzyta i mojego Bingo- zareagowalem tak, bo w koncu ktos zauwazyl
                                                moje lęki i ich złą moc. Bo z reguly spotykam sie albo z wysmiewaniem albo z
                                                kwestinowaniem.
                                                • e4ska Re: jestem na etapie przebudowy 21.07.06, 13:56
                                                  Dziś jakby humor Ci się, Addi, poprawił... ja mam za sobą niedawne przykre
                                                  przejścia, ale coś, co męczyłoby mnie kiedyś dniami i tygodniami, zaledwie mnie
                                                  drasnęło... co to znaczy nie pić, ufać sobie, być pewnym swego, rozumieć siebie
                                                  i rozweselać. Addi, jako dysfunkt nie powinnam być nigdy szczęśliwa, a jestem -
                                                  całe życie, wyłączywszy napady depresji spowodowane katastrofami, których
                                                  uniknąć się nie da. Też za długo trwałam w iluzji - myślę czasem, aby za chwilę
                                                  zobaczyć inaczej - może lepiej, bo mi z tym było dobrze, moja ślepota dawała mi
                                                  szczęście... nieraz lepiej być głupcem, o czy pisał pewien Erazm, a w pewnym
                                                  sensie Aronson, Zimbardo i wielu innych Amerykanów, których zasługi bardzo
                                                  szanuję, dysponują umysłem a nie jego namiastką jak niektóre hameryckie
                                                  autorytety od uzależnień czy współuzależnień:)

                                                  Co do pracy i choroby - mój przyjaciel, młody jeszcze, utalentowany i fachowiec,
                                                  zachorował ciężko. Nie na alkoholizm smiertelny:))), gdzie tam, na chorobe,
                                                  która sie nie cofnie... i wszystko mu spadło na łeb, renta - siedemset zl dla
                                                  kogoś, kto miał pięc razy tyle, tak wyszło... no i żona, no i pasierb, no i
                                                  mieszkanie, no i długi... a on chce żyć godziwie, on chce pracować...
                                                  postanowiliśmy, że go nauczę pewnych komputerowych sztuczek, ma artystyczne
                                                  wyczucie, może coś mu się uda... Tak i Ty, Addi, też sam musisz poćwiczyc swoją
                                                  cierpliwość, machnąć ręką na swoje prawdziwe czy urojone defekty, oczywiście nie
                                                  pić, jeszcze by Ci potrzeba było alkoholowych huśtawek:(((

                                                  No cóż, osoba młoda, niepracująca, zastrachana,z wykształceniem, inteligentna...
                                                  przecież na te oferty nie poleci rolnik, kierowca tira, fryzjer samodzielnie
                                                  strzygący pacjentów czy klientów, dla Addiego w sam raz:) Korzystać czy nie
                                                  korzystać? Musisz sprawdzić w Nostradamusie... dwie wieże... Ty i terapeuta...
                                                  albo w Sybilli, albo w Sabie, co kobieta to kobieta:)))
                                                  Zdrówka we wszystkich aspektach: somatycznym, emocjonalnym, intelektualnym,
                                                  duchowym, zawodowym, społecznym, aspołecznym... no i uważaj na upał oraz na
                                                  pioruny, ktore podobno mają sie pojawić, oby z deszczem...
                                          • tranzyt80 Re: jestem na etapie przebudowy 21.07.06, 19:30
                                            Ze zacytuje:

                                            > Że zacytuję: "Ze zmalpuje od ONKI:zebym sie nie posikal ze smiechu!", tzn.
                                            > łaaaa:))))

                                            ,tzn. lllll:))))


                                            > A tutaj... wszyscy jesteśmy psychiatrami:))) Nawet Tranzyt. A co będziemy
                                            sobie
                                            > żałować...

                                            A tutaj...wszyscy jestesmy psychiatrami:))) Nawet Eska.A co bedziemy sobie
                                            zalowac...

                                            ...ze do rymu lepiej pasuje... wariatami:)))
                                        • addicted1 Re: jestem na etapie przebudowy 20.07.06, 17:27
                                          Tranzyt80
                                          Przyznam szczerze, ze nie zrozumialem o co ci chodzi.
                                          Jakie miny?
                                          Wytlumacz mi prosze łopatologicznie, bo nie rozumiem.
                                          • tranzyt80 Re: jestem na etapie przebudowy 21.07.06, 19:15
                                            > Jakie miny?
                                            > Wytlumacz mi prosze łopatologicznie, bo nie rozumiem.

                                            Co rozumiesz przez lopatologicznie?
                                        • tranzyt80 Re: jestem na etapie przebudowy 21.07.06, 19:12
                                          > Czytam Twoj ostatni post.Pojawily sie u mnie pytania.Pytania typu:
                                          > co ja na tym forum wogole szukam?
                                          > po co pisze o sobie i swoim zyciu?
                                          > z jakiej racji pisze o innych?
                                          > z jakiej racji wogole zabieram glos?
                                          > co chce osiagnac przez pisanie postow?
                                          > czego sie spodziewam w odpisach?
                                          > do czego mi to potrzebne?
                                          > czy cale to pisanie jest dla mnie pozytywne?
                                          > czy aby nie wyrzadze jakis szkod,przykrosci?(sobie samemu!)
                                          > itd.itp

                                          Myslalem ze zaskoczysz.Oczywiscie ze kazdy powinien sprobowac... .Glownie
                                          sformulowalem te pytania dla Ciebie,abys poprzez prawdziwe odpowiedzi
                                          sprobowal okreslac swoje wspolrzedne na dzisiaj i powoli brac namiary
                                          na jutro.
                                          Myslalem ze zaskoczysz i tez wtypujesz w okienko"szukam"haslo:Addicted i na
                                          spokojnie policzysz,poanalizujesz,wyciagniesz wnioski...

                                          > Po przeczytaniu Twojego ostatniego postu poczulem jakas bezsilnosc,
                                          > i ostrzezenie jakbym wkroczyl na teren z tabliczka "Miny".Zaniemowilem.

                                          Kierujac sie szczeroscia,naiwnoscia i uczciwoscia chcialem pomoc.Ale pomoc to
                                          ja moge np.Janowi przy plocie bo bledy sa szybko do naprawienia.Na temat Twoich
                                          dolegliwosci wiem mniej niz zero.I gdy czytam"Bingo..."czuje,ze cos jest nie
                                          tak.Od lat jestes w rekach specialistow bo i materia zapewne skomplikowana.
                                          Dlatego
                                          "Mysle ze Ty stoisz na bezpiecznym miejscu."


                                          A teraz z innej beczki:
                                          ""Niekiedy jak w"I co teraz?Wypilam."prawdziwe ale za ostro.""
                                          Zycie porownal bym do spektrum czestotliwosci dlugosci fal.Znam wiekszosc
                                          czestotliwosci zycia fal od "prymitywnych" metrowych do
                                          fal"luksusowych"nanometrowych.Te metrowe fale to ludzie piaskownicy,te nano to
                                          ludzie zycia doroslego.Nie zatajam i stoje rowno do mojego zycia.A jak co
                                          poniektore/rzy nawiedzone/ni poczuli zgorszenie ze z takim chamem...Powiem
                                          krotko,albo zamilcze gdzie mi to wisi.


                                          To tez konkretnie do Ciebie Addicted:
                                          > Tak,to forum trzeba potraktowac jak poczekalnie na dworcu.Ludzie przyjezdzaja,
                                          > pogadaja i odjezdzaja a poczekalnia ciagle pelna.

                                          -myslales kiedys nad odjazdem z tego forum na zawsze?



                                          • addicted1 Re: jestem na etapie przebudowy 21.07.06, 20:49
                                            Moze za bardzo poetycko piszesz i pozostaje wielosc interpretacji.
                                            A pomysl sobie, co to oznacza dla takiego niezdecydowanego i dociekliwego
                                            kolesia jak ja. Zabawa na kilka dni:)
                                            Lopatologicznie- znaczy na chopski rozum. Proza.

                                            Tak myslalem, ze przestraszyles sie mojego Bingo i ze wjechal Ci na glowe
                                            ciezar mojego potencjalnego uwieszenia na Twej diagnozie a potem w przypadku
                                            niepowodzenia jakiejs tam odpowiedizalnosci...
                                            spokojnie, az tak naiwny nie jestem.

                                            Podekscytowalem sie tak mocno, bo na 24 sposoby pisalem, ze moim glownym
                                            problemem w moim odczuciu sa leki a nie picie i z reguly slyszalem ze pieprze
                                            glupoty a Ty napisales to, co chcialem uslyszec:)

                                            Na te pytania wlasciwie nie odpowiadam sobie, jadę na pełny żywioł:)
                                            Poważnie. Nie jestem na etapie pełnego racjonalizmu i mam nazieje nigdy nie
                                            byc, aczkolwiek troche w tym kierunku bede zmierzal.

                                            I na ostatnie pytania musze odpowiedziec, ze chyba sie po prostu uzaleznilem od
                                            tego forum. Powaznie. Nerwowo 2 razy dziennie sprawdzam co tam. Nie moge tylko
                                            raz.
                                            A po co tu przyszedlem? Pewnie zeby uzyskac potwierdzenie swojej wlasnej
                                            teorii, wysoce oryginalnej i skomplikowanej, no i nie znalazłem zbyt wiele:)Ale
                                            znalazłem cenne rzeczy- pare razy sie wkurzylem, ale tez uslyszalem, ze duzo
                                            narzekam i kmplikuje, ze jestem czesto nudny i upierdliwy do bólu, i to mi duzo
                                            dalo.
                                            Bo zrozumialem, ze mam 3 wyjscie- moge myslec i robic swoje i nie przekonywac
                                            na sile i nie byc tym zrzędą.Lepiej tak niz na sile wywracac wsyzstko do gory
                                            nogami.
                                            Tu nikt nie chce rewolucji.
                                            Jeszcze nie zawsze sie udaje, ale juz cos.

                                            A czy wyjde?
                                            Nie poganiaj mnie bo tracę oddech ( i prosimy Pana Marka o pare akordów:))
                                            • tranzyt80 Re: > spokojnie, az tak naiwny nie jestem. 21.07.06, 22:30
                                              Wiem.

                                              > Moze za bardzo poetycko piszesz i pozostaje wielosc interpretacji.
                                              -tak,ale do ciebie Mistrzu jeszcze mi bardzo daleko

                                              > A pomysl sobie, co to oznacza dla takiego niezdecydowanego i dociekliwego
                                              > kolesia jak ja. Zabawa na kilka dni:)
                                              -zabawa,zabawa,zabawa zawsze na pierwszym miejscu.Forsa na drugim.


                                              > Lopatologicznie- znaczy na chopski rozum. Proza.
                                              -Dramatycznie-znaczy na moj rozum.Komedia.


                                              > Tak myslalem, ze przestraszyles sie mojego Bingo i ze wjechal Ci na glowe
                                              > ciezar mojego potencjalnego uwieszenia na Twej diagnozie a potem w przypadku
                                              > niepowodzenia jakiejs tam odpowiedizalnosci...
                                              -czego sie nierobi dla sztuki,dla teatru


                                              > Podekscytowalem sie tak mocno, bo na 24 sposoby pisalem, ze moim glownym
                                              > problemem w moim odczuciu sa leki a nie picie i z reguly slyszalem ze pieprze
                                              > glupoty a Ty napisales to, co chcialem uslyszec:)
                                              -a wiec jeszcze raz sie potwierdzilo:kto szuka ten znajdzie!


                                              > Na te pytania wlasciwie nie odpowiadam sobie, jadę na pełny żywioł:)
                                              -czyzby zywiol to twoje wyzwanie czy tylko zadanie



                                              > Poważnie. Nie jestem na etapie pełnego racjonalizmu i mam nazieje nigdy nie
                                              > byc, aczkolwiek troche w tym kierunku bede zmierzal.
                                              -powaznie? az nie chce mi sie wiezyc...


                                              > I na ostatnie pytania musze odpowiedziec, ze chyba sie po prostu uzaleznilem
                                              od
                                              >
                                              > tego forum. Powaznie. Nerwowo 2 razy dziennie sprawdzam co tam. Nie moge
                                              tylko
                                              > raz.
                                              - no! no! no! niedobrze!


                                              > A po co tu przyszedlem? Pewnie zeby uzyskac potwierdzenie swojej wlasnej
                                              > teorii, wysoce oryginalnej i skomplikowanej, no i nie znalazłem zbyt wiele:)
                                              -ale zdajesz sobie sprawe jakim kosztem...

                                              > Tu nikt nie chce rewolucji.
                                              > Jeszcze nie zawsze sie udaje, ale juz cos.
                                              - doskonalenie perfekcji metod dzialania,zawsze wskazane


                                              > A czy wyjde?
                                              > Nie poganiaj mnie bo tracę oddech ( i prosimy Pana Marka o pare akordów:))
                                              -w takim ukladzie zostane do konca koncertu(i poprosze Pana Marka o bis!:))


                                              • addicted1 Re: > spokojnie, az tak naiwny nie jestem. 22.07.06, 12:22
                                                Lopatologicznie- znaczy na chopski rozum. Proza.
                                                > -Dramatycznie-znaczy na moj rozum.Komedia.

                                                Tam miało być "prozą" a nie proza.
                                                Zmienilo to wydzwiek.
                                                Zywiol to wyzwanie czy zadanie?
                                                Znowu poezja...
                                                Zadanie raczj nie, wrecz chyba przeciwnie.
                                                Zywiol to żywioł, nie da się go uzasadnic racjonalnie.


                                                > > Poważnie. Nie jestem na etapie pełnego racjonalizmu i mam nazieje nigdy n
                                                > ie
                                                > > byc, aczkolwiek troche w tym kierunku bede zmierzal.
                                                > -powaznie? az nie chce mi sie wiezyc...
                                                >
                                                Powaznie. Nie lubie zbytniej przewidywalnosci i wyrachowania.
                                                Choc nie lubie tez bezmyslnosci zywiolowej:)
                                                Chce zostac posrodku.

                                                A po co tu przyszedlem? Pewnie zeby uzyskac potwierdzenie swojej wlasnej
                                                > > teorii, wysoce oryginalnej i skomplikowanej, no i nie znalazłem zbyt wiel
                                                > e:)
                                                > -ale zdajesz sobie sprawe jakim kosztem...

                                                Koszt byl duzy, dla mnie i dla innych, szczegolnie rauchen i Janu, za co
                                                przepraszam.

                                                Ale to jak w ekonomii- duza inwestycja i zyski po latach.... Inwetsuje
                                                dlugofalowo przy okazji drażniąć wspolkonkurentow.:0





                        • addicted1 Re: >nie jestem plastelina 17.07.06, 21:33
                          TWOJEGO duzego zwyciestwa.Zwyciestwo nad alkoholizmem daje Ci taka szanse.
                          I Ty zapewne chcesz sam to zwyciestwo osiagnac.Nie chcesz byc tam wciagany
                          przez kogos na linach przy pomoc jakichkolwiek tyczek.Chcesz sam.Sam jako
                          niezalezny od nikogo,wolny od wszelakich przez ciebie niedoprzyjecia
                          filozofi czy metod i wreszcie na koniec,nie chcesz pozostac uwiazany ponownie
                          przez cos lub kogos bez twojej woli,bo dzialajace na psychike,np. procesy
                          na ktore nie masz wplywu. Dzisiaj chcesz walczyc z alkoholizmem i chcesz
                          zwyciezyc ktoregos dnia.Ale kazdegpo nastepnego dnia chcesz byc juz prawdziwie
                          wolny jak jeszcze nigdy w Twoim zyciu.I tu chyba lezy Twoje bec!
                          Nikt sie tu nie nabija a gadac to trzeba bo na migi nie mozna.
                          Podrozowac lubisz?To i super,bo masz i Cel w zyciu.


                          Sporo racji.
              • paulsixtus Re: > A co wybrac- trudniej czy po swojemu? 13.07.06, 23:48
                Kiedy chcialem przestac pic, probowalem tak samo.
                Co mi bedzie gadal jeden z drugim, dam sobie rade...
                Tyle,ze kiedy pijac, zaczalem tracic kontakt z samym soba, kiedy sie przerazilem
                - spokornialem na tyle, by stwierdzic, ze moze warto posluchac, jak innym sie
                udalo.To logiczne, ze jako pijak nie bede zgadzal sie z tym, ktory mowi,ze nie
                ma powrotu do picia kontrolowanego. Trzeba sobie zdac sprawe,ze choroba manipuluje.
                Nad Toba teraz tez sie zneca, ze przykro patrzec.
                Jak moze CI ktos cokolwiek nakazywac?? Ty tak to widzisz, a zrobisz, co zechcesz.
                Zawsze. Tyle,ze z tego co piszesz, to sam wymyslisz sobie tylko flaszke.
                pozdrawiam
                PaulSixtus
          • paulsixtus Re: po co zapijają?? 13.07.06, 23:42
            > Wnikam w jakis nierealny swiat.

            Szczera i prawdziwa autodiagnoza. W nierealny swiat urojen pijackich. Tyle, ze
            bedzie bolalo bardzo realnie.
            Nie mozna byc trzezwym, nie otwierajac sie na swiat zewnetrzny.
            pozdrawiam
            PaulSixtus

            • addicted1 Re: po co zapijają?? 14.07.06, 11:18


              Chodzi mi o swiat lecznic, terapii, diagnoz, ktory coraz glebiej wciaga i mi
              wiecej sie lecze tym bardziej jeszcze potrzebuje.
              A ja sie po prostu zle cdzuje.
              To jest empiryczny dowod- zle sie czuje.
              Czego jeszcze wiecej chciec?

              paulsixtus napisał:

              > > Wnikam w jakis nierealny swiat.
              >
              > Szczera i prawdziwa autodiagnoza. W nierealny swiat urojen pijackich. Tyle, ze
              > bedzie bolalo bardzo realnie.
              > Nie mozna byc trzezwym, nie otwierajac sie na swiat zewnetrzny.
              > pozdrawiam
              > PaulSixtus
              >
      • jerzy30 addi - mialem podobnie 18.07.06, 22:09
        z poczatkiem terapii i niepicia nie do wyobrazenia bylo dla mnie ze sie juz
        nigdy w zyciu nie napije - guzik prawda - napic sie mozna zawsze - ale po
        dluzszej terapii i dluzszym niepiciu ta chec napicia sie staje sie malo istotna
        w zyciu - pojawiaja sie inne przyjemnosci i zaintersowania - fakt - trzeba
        uwazac - bo mazna po prostu zapic [jak w temacie] - a przyczyn tego moze byc
        wiele - najczescuej sie zapomina o koszmarze picia - traci sie czujnosc i
        wydaje sie ze po tyyyyyyyyyyyylu latach ten jeden kieliszek nic nie zrobi -
        nieprawda - zrobi i to wiele zlego
    • addicted1 Re: po co zapijają?? 13.07.06, 20:25
      mimo świadomości utraty kontroli, a ja jakoś nie nabieram
      > ochoty na alkohol... co tym powoduje?
      ...są trzy kategorie ludzi - tacy, którzy potrafią zachować uczciwość wobec
      > siebie i tacy, którzy nie potafią lub nie chcą - i tu jak sądzę tkwi
      > odpowiedź na pytanie po co ludzie wracają do cierpień związanych z
      > nadmiernym, niekontrolowanym pijaństwem
      >


      sam sobie odpisales:)

      wydaje mi sie, ze cos tu jest niemozliwe do sprawdzenia.

      Zgodnie z logika ten, ktory jest trzezwy nie zapija, a ten ktory zapija
      widocznie nie trzezwieje. Nie da sie sprawdzic, co by sie stalo gdyby zapil
      ktos kto wytrzezwial bo on z definicji by nie zapil.


      Jest to sprzecznosc.
    • tenjaras Re: po co zapijają?? 15.07.06, 15:23
      niewiele z uczciwością wobec siebie ma zadawanie pytań, wiele z pokazówką, ale
      nie z uczciwością, po odpowiedzi nie idzie się tam, gdzie jej nie ma

      to poszukiwanie rozwiązań, a nie przeszkód, ratuje od kłopotów, to, że usiąde
      na tej przytoczonej tu linie, nie znaczy, że złapałem równowagę, że jestem
      uratowany, przecież pozostałem na linie

      jest jedna rada, której udzielam i nie zawaham się i teraz - e4ska weź sobie
      książkę "Anonimowi Alkoholicy" i przeczytaj od 14 do 36 strony, a twoje pytania
      znikną, zobaczysz jak nic nie znaczą dla twojego własnego życia, zobacz to
      tylko 22 strony i będziesz miała spokój - ale czy ty chcesz spokoju??
      • addicted1 Re: po co zapijają?? 17.07.06, 17:44
        czytalem cala te ksiazke.
        • 7zahir Re: po co zapijają?? 17.07.06, 18:53
          Ale czy zrozumialeś?
          A jak Ci sie podoba Desiderata?
          Lubię Cię czytać, bo piszesz dokładnie to
          o czym myslalam 3 lata temu :-)
          • addicted1 Re: po co zapijają?? 17.07.06, 21:25
            desiderata bardzo mi sie podoba.
            jest to to wg. mnie tekst piekny, aczkolwiek troche utopijny w obszarze
            mozliwosci realizaci.
            cos jak nauki Jezusa.
    • enzo157 Re: po co zapijają?? 21.07.06, 23:58
      jestem z Wami

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka