Dodaj do ulubionych

Na Węgry, do Szwecji....

07.06.06, 14:39
Dlaczego jedziemy na Węgry, na Słowację, ale nie jedziemy "na Szwecję" tylko do Szwecji, nie jedziemy "na Chorwację" tylko do Chorwacji. To czemu jedziemy "na Słowację" albo "na Ukrainę" - chyba, że to jest błędne ???
Obserwuj wątek
    • kicior99 Re: Na Węgry, do Szwecji.... 07.06.06, 14:51
      Kiedys byla taka teoria ze kraje ktore byly w jakims sensie "nasze" - maja "na".
      Nie wiem na ile prawdziwa.
      • kris.m Re: Na Węgry, do Szwecji.... 07.06.06, 15:02
        W sumie może i racja, że dotyczy krajów "naszych" smile Jugosławia była zawsze "zgniła", więc nie jeździło "na" nią smile Tylko z Bułgarią?
        • kris.m Re: Na Węgry, do Szwecji.... 07.06.06, 15:02
          Tylko co z Bułgarią w takim raziesmile też niby nasza...
          • kicior99 Re: Na Węgry, do Szwecji.... 07.06.06, 16:22
            chodzi o terytoria i bliskich sasiadow a nie o demoludy! one nigdy nie byly
            nasze. Litwa - i owszem (powiedzmy na zasadach prowincji).
            • stefan4 Re: Na Węgry, do Szwecji.... 07.06.06, 17:27
              kicior99:
              > chodzi o terytoria i bliskich sasiadow a nie o demoludy! one nigdy nie byly
              > nasze. Litwa - i owszem (powiedzmy na zasadach prowincji).

              Jedziemy do Małopolski i do Wielkopolski, ale na Śląsk i na Mazury, chociaż są
              tak samo nasze.

              Jedziemy do Siedmiogrodu i do Irlandii, ale na Wołoszczyznę i na Islandię,
              chociaż są tak samo nie nasze.

              Chyba nie chodzi o naszość.

              - Stefan

              www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
              • kicior99 Re: Na Węgry, do Szwecji.... 07.06.06, 17:43
                Islandia jest wyspa bedaca zarazem nazwa kraju wiec sie wylamuje.
                • stefan4 Re: Na Węgry, do Szwecji.... 07.06.06, 18:21
                  kicior99:
                  > Islandia jest wyspa bedaca zarazem nazwa kraju wiec sie wylamuje.

                  To dlaczego DO Japonii? I DO Irlandii? I DO Wielkiej Brytanii? Wyspowość jest
                  pewnym czynnikiem trochę przeważającym w stronę ,,NA'', ale bynajmniej nie
                  decydujacym absolutnie.

                  No więc nie naszość, i nie wyspowość. Kto ma jakąś inną teorię do obalenia?

                  - Stefan

                  www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                  • hetman4 Re: Na Węgry, do Szwecji.... 08.06.06, 00:41
                    stefan4:
                    > To dlaczego DO Japonii? I DO Irlandii? I DO Wielkiej Brytanii? Wyspowość jest
                    > pewnym czynnikiem trochę przeważającym w stronę ,,NA'', ale bynajmniej nie
                    > decydujacym absolutnie.
                    > No więc nie naszość, i nie wyspowość. Kto ma jakąś inną teorię do obalenia?

                    Tak sobie wymyśliłem, że w większości wypadków przyimek zależy od "plemienności" lub "państwowości" nazwy celu wojażu (DO), albo jej "geograficzności" (NA).

                    Jeedziemy zatem DO tych państw, których nazwy pochodzą od ludów i plemion, jak Niemcy, Francja, Rumunia, Polska (jedziemy niejako do tambylców). Takoż jeździmy DO tych państw, które wcześnie określiły swoją odrębną państwowość (w nazwie najczęściej złożeniem z "landem"): Holandia, Irlandia, Nowa Zelandia (tam niejako "wjeżdżamy do odrębnego kraju").

                    Natomiast udajemy się NA te państwa, których nazwy ukuto od mniejszych lub większych krain, a także terytoriów zależnych, co nie spowodowało u nas wyraźnego poczucia odrębności (Ukraina, Słowacja, Litwa, Węgry), no i oczywiście NA takie, gdzie nazwa kraju jest tożsama z nazwą wyspy (Cypr, Haiti, Cejlon). Japonia i Wielka Brytania to nie są nazwy wysp, lecz państw leżących na wyspach; stąd "do".

                    W przypadkach niezgodnych z tą regułą szperałbym w historii nazwy kraju by dociec, skąd pochodzi, ale przyznaję, że nie zawsze potrafię sobie wytłumaczyć użycie danego przyimka. Na przykład, czemu do Czech i do Rosji? Czechy to nie kraina, jak Morawy? A Rosja była aż tak "odrębna", choć po sąsiedzku? Do Irlandii (choć to wyspa), bo albo byli jacyś Erinowie, albo działa końcówka "land". Czemu jednak na Litwę i Łotwę, ale do Estonii? Że też za daleko?

                    Może jednak "naszość" (silnie nacechowana geograficzną bliskością) jest tu kluczem? Nie potrafiłem znaleźć kraju na stałym lądzie poza najbliższą nam Europą, NA który byśmy jeździli...

                    Idę W Polskę, bo bez wódki nie rozbierzesz...
                    • stefan4 Re: Na Węgry, do Szwecji.... 08.06.06, 01:20
                      hetman4:
                      > Nie potrafiłem znaleźć kraju na stałym lądzie poza najbliższą nam Europą, NA
                      > który byśmy jeździli...

                      Obcość w ogóle skłania do ,,do'', nawet jeśli chodzi tylko o krainy a nie
                      państwa. Np. ,,na Pomorze'', ale ,,do Bawarii''. Jakoś bliższa jest nam
                      Syberia (,,na'') niż Ile de France (do), mimo że nazwa tej ostatniej pochodzi od
                      wyspy.

                      Pewną osobliwością Warsiawki jest stosowanie ,,na'' w odniesieniu do WSZYSTKICH
                      dzielnic prócz Śródmieścia (np. ,,na Pragie''). W innych dużych miastach panuje
                      zwykle eklektyzm (,,do Wrzeszcza'', ale ,,na Zaspę'').

                      - Stefan

                      www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                      • jacklosi Re: Na Węgry, do Szwecji.... 08.06.06, 10:37
                        Regułą jest odrębność. Do odrębnego państwa lub miasta i w odrębnym państwie i
                        mieście. Na dzielnicę i na dzielnicy. Jeżeli wieś Porzeczków została wchłonięta
                        przez miasto Gruszkowo, to o ile wcześniej gruszkowianie jeździli do
                        Porzeczkowa, w jakiś czas po wchłonięciu będą jeździli na Porzeczków.
                        Węgry i Słowacja były dzielnicą Austrowęgier, Syberia była i jest dzielnicą
                        Rosji, Litwa i Łotwa dzielnicą naszą.
                        Jeszcze jedno: kiedy ta reguła się kształtowała, rzadko kto jeździł na Bawarię
                        lub na Teksas. Więc jużeśmy zapomnieli reguły i jeździmy do Ile de France.
                        A inne wyjątki? Są, bo nie ma reguły bez wyjątków, szczególnie kiedy ona taka
                        subtelna.
                        • stefan4 Re: Na Węgry, do Szwecji.... 08.06.06, 14:28
                          jacklosi:
                          > Regułą jest odrębność. Do odrębnego państwa lub miasta i w odrębnym państwie i
                          > mieście. Na dzielnicę i na dzielnicy. Jeżeli wieś Porzeczków została
                          > wchłonięta przez miasto Gruszkowo, to o ile wcześniej gruszkowianie jeździli
                          > do Porzeczkowa, w jakiś czas po wchłonięciu będą jeździli na Porzeczków.

                          Wrzeszcz jest dużo starszą i bardziej wchłoniętą dzielnicą Gdańska niż Chełm,
                          Zaspa czy Morena. Jednak jeździmy DO Wrzeszcza, a NA Chełm, NA Morenę i NA
                          Zaspę. W dodatku w każdym większym mieście jeździmy DO Śródmieścia, które z
                          samej definicji jest tak wchłonięte, że trudno bardziej. W Gdańsku jeździmy DO
                          Głównego Miasta (przez gości niesłusznie zwanego Starym Miastem), chociaż gdzie
                          indziej ludzie raczej jeżdżą NA swoje stare miasta.

                          - Stefan

                          www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                          • jacklosi Re: Na Węgry, do Szwecji.... 09.06.06, 11:23
                            Może Wrzeszcz jest tak stary (i duży), że aż odrębny się zrobił albo pozostał.
                            A co do Śródmieścia, może to kwestia morfologii, jak ktoś zauważył, chociaż
                            Stare Miasto się z tym nie zgadza. Jedno jest pewne: Węgry, Słowacja, Ukraina,
                            Litwa, Łotwa i Syberia w regułę się wpisują. Co do Chorwacji były wątpliwości,
                            pewnie tylko dlatego, że jest dalej, więc rzadziej się o niej mówi.
                            Ergo: wyjątków jest dużo, bo reguła subtelna, ale reguła.
                            • ghemar Re: Na Węgry, do Szwecji.... 24.06.06, 23:33
                              We Wroclawiu jest tak, ze jezdzi sie tylko DO jednej czesci miasta - do
                              Lesnicy. Reszta czesci miala jest na, np. na Krzykach, na Kozanowie, na Psim
                              Polu, na Brochowie, na Srodmiesciu, na Nowym Dworze, na Jerzmanowie, na
                              Zakrzowie, na Opatowicach, na Gaju, na Karlowicach, na Rozance, na Osobowicach,
                              na Szczepinie, na Gajowicach, na Muchoborze itd.
                              Choc w sumie mowi sie 'jechac do Strachowic' czyli tam gdzie jest lotnisko.
                              Pewnie jeszcze jakas czesc Wroclawia DO ktorejsc sie jedzie, ale pewnie jeszcze
                              jakas jedna albo dwie by sie znalazly. Co do miejscowosci wokol Wroclawia to
                              jedzie sie tylko NA Bielany Wroclawskie, a tak to sie jedzie do Radwanic, do
                              Siechnic czy do Dlugoleki.
                            • judytak Re: Na Węgry, do Szwecji.... 01.07.06, 12:34
                              jacklosi napisał:

                              > Jedno jest pewne: Węgry, Słowacja, Ukraina,
                              > Litwa, Łotwa i Syberia w regułę się wpisują. Co do Chorwacji były
                              wątpliwości,
                              > pewnie tylko dlatego, że jest dalej, więc rzadziej się o niej mówi.

                              a mogę się dowiedzieć, co to za szacowne grono tak zadecydowało?

                              pozdrawiam
                              Judyta
                        • judytak Re: Na Węgry, do Szwecji.... 01.07.06, 12:32
                          jacklosi napisał:

                          > Węgry i Słowacja były dzielnicą Austrowęgier,

                          a to ciekawie...
                          możesz, w ostateczności, określić Węgry jako "dzielnicę Austrowęgier" w okresie
                          od 1867 do 1818
                          możesz też powiedzieć, że Węgry należały do Austrii w okresie od 1690 do 1867
                          możesz nawet powiedzieć, że część Węgier (ok. 1/3) należała do Austrii od 1541
                          do 1690
                          i niech ci będzie, że to uzasadnia, że się jeździ NA Węgry

                          no, ale

                          Czechy nalezały (w całości, nie w części) do Austrii, później Austrowęgier od
                          1620 do 1918
                          a z Polski jednak jeździ się DO Czech :o)))

                          ze Słowacją jest jeszcze ciekawiej, bo ani na (w?) Austrowęgrzech, ani w innych
                          krajach, do których te tereny należały (do Austrii, do Węgier) nie było
                          prowincji, nazwanej Słowacją, nazwa ta wchodziła w użycie, początkowo tylko
                          przez bardzo nieliczne kręgi zainteresowane przebudzeniem narodowym
                          słowiańskojęzycznych mieszkańców tych terenów, później w szerszych kręgach
                          (chociaż nie w administracji) dopiero od lat 20-tych, 30-tych XIX-go wieku
                          czyli, tak naprawdę, to Słowacja była "częścią czegoś" (mianowicie
                          Czechosłowacji) w latach 1918-1993

                          no i cóż by to zrobić z taką Chorwacją, która należała do Węgier, potem do
                          Austrii (dla uproszczenia), potem do Austrowęgier, a potem do Jugosławii w
                          okresie od 1190 do 1991, a jednak Polacy uparcie jeżdżą DO Dhorwacji, przecząc
                          twoim teoriom...

                          mogłabym tak dalej, ale tyle wystarczy, żeby pokazać, że nie warto tak pięknie
                          i autorytatywnie się wypowiadać o czymś, jak się nie ma zielonego pojęcia, bo
                          to śmieszne...

                          pozdrawiam
                          Judyta
                      • zakkahletz Re: Na Węgry, do Szwecji.... 08.06.06, 11:22
                        "Na Zaspę" da się pewnie wytłumaczyć istnieniem tego wyrazu jako na codzień
                        używanego w języku, np. "jadąc w śnieżnej zawiei natknął się na zaspę", "patrzy
                        na zaspę" etc., a zatem "do Zaspy" jakoś uwierałoby mówiącego / piszącego,
                        który w pamięci ma tę potoczną "zaspę".

                        stefan4 napisał:
                        W innych dużych miastach panuje
                        > zwykle eklektyzm (,,do Wrzeszcza'', ale ,,na Zaspę'').
                        >
                        > - Stefan
                        >
                        > www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                        • stefan4 Re: Na Węgry, do Szwecji.... 08.06.06, 14:04
                          zakkahletz:
                          > "Na Zaspę" da się pewnie wytłumaczyć istnieniem tego wyrazu jako na codzień
                          > używanego w języku, np. "jadąc w śnieżnej zawiei natknął się na zaspę",
                          > "patrzy na zaspę" etc., a zatem "do Zaspy" jakoś uwierałoby mówiącego /
                          > piszącego, który w pamięci ma tę potoczną "zaspę".

                          Gdyby takie konotacje miały znaczenie sprawcze, to warszawianie jeździliby ,,do
                          Woli'' bo mają we wdzięczniej pamięci, że się najedli do woli, więc ,,na Wolę''
                          powinno ich uwierać. A jakoś nie uwiera.

                          - Stefan

                          www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                      • anchan Re: Na Węgry, do Szwecji.... 08.06.06, 12:36
                        stefan4 napisał:

                        > Pewną osobliwością Warsiawki jest stosowanie ,,na'' w odniesieniu do
                        WSZYSTKICH
                        > dzielnic prócz Śródmieścia (np. ,,na Pragie'').

                        a z Pragi sie jeździ na Warsiawe
                    • agadabus Re: Na Węgry, do Szwecji.... 01.07.06, 17:03
                      Jeśli chodzi o Irlandię. Jest to też nazwa wyspy, ale akurat państwo Irlandia nie jest z tą wyspą tożsame - nie zajmuje całej jej powierzchni. Może w kontekście "jadę zwiedzać wyspę Irlandię" - czyli zarówno państwo, jak i Irlandię Północną, można by rzec "jadę na Irlandię". Wielka Brytania - podobnie. Jest to również nazwa wyspy (wbrew temu, co mówi Szanowny Przedmówca), a sam kraj z tą wyspą nie jest tożsamy.
                      Ale co w tym przypadku zrobić z Maltą? "Jadę na Maltę" - czy chodzi o wyspę Malta, czy kraj (który składa się z większej ich ilości)?
                      Z krajów pozaeuropejskich - "na Haiti" - wyspa czy kraj? "na Dominikanę" - tu chyba błędnie, w założeniu pewnie chodzi o wyspę, a przecież kraj Dominikana leży na wyspie Haiti.
                      Jeszcze: "na Alaskę", "na Florydę" (półwysep?), ale "do Kalifornii".
                      I: "na Bałkany" kontra "do Tybetu" - może to ostatnie to kwestia, że to byłe państwo, choć oba miejsca to obecnie krainy. "Do Nowej Zelandii" - podobnie jak w przypadku Japonii - to są tylko nazwy państw, nie wysp (wyspy nowozelandzkie nazywają się: W. Północna i W. Południowa). "Na Cejlon" ale "do Sri Lanki".
                      Pozdrawiam
                • skrzynkajagi Re: Na Węgry, do Szwecji.... 20.07.06, 17:02
                  Islandia byla przez lata terytorium zaleznym. I wikingowie, ktorzy ja odkryli
                  mawiali, ze "na" Islandie jada
              • tawananna Re: Na Węgry, do Szwecji.... 07.06.06, 17:43
                Obstawiam, że poza teorią nasze-nie nasze ma jeszcze coś do powiedzenia
                morfologia. Tak jak jeździmy do Polski, tak i do Mało-polski i Wielko-polski.
                Podobnie z -grodami. Chyba, że ktoś znajdzie wyjątek wink

                Islandia to inna sprawa, to wyspa - a jeździmy NA wyspy.
                • pam75 Re: Na Węgry, do Szwecji.... 08.06.06, 00:00
                  "Jadę na Ukrainę, na Syberię itd" ma jedyne uzasadnienie w tradycji i kązdą
                  inną teorię Stefan podważy. Trzeba zauważyć,że oprócz "do" i "na" jest
                  także "w":
                  "Jadę w Rzeszowskie, w Pożnańskie", chociaż "na Rzeszowszczyznę lub do
                  Rzeszowa", choć gdy tylko w kierunku, to "na Rzeszów".
                  Jak sobie z tym radzą cudzoziemcy?Czy podobnie jest w innych językach?
    • negevmc Nie wyobrażacie sobie ile to trudności to sprawia 09.06.06, 10:56
      kris.m napisał:

      > Dlaczego jedziemy na Węgry, na Słowację, ale nie jedziemy "na Szwecję" tylko
      do
      > Szwecji, nie jedziemy "na Chorwację" tylko do Chorwacji. To czemu
      jedziemy "na
      > Słowację" albo "na Ukrainę" - chyba, że to jest błędne ???

      np. moim dzieciom, które nieźle po polsku mówią ale niestety tylko w domu, no a
      my nie jeździmy zbyr często do Szwecji czy na Węgry wink
      • teresa50 Re: Nie wyobrażacie sobie ile to trudności to spr 10.06.06, 13:04
        Jako ciekawostkę dodam, iż w języku węgierskim występuje to samo zjawisko. Oni
        też jeżdżą "na Węgry" (Magyarorszagra), ale "do Polski" (Lengyelorszagba). I
        też nigdy nie wiem, jakie kraje są "do" a jakie "na".
        • judytak Re: Nie wyobrażacie sobie ile to trudności to spr 01.07.06, 12:49
          no, po węgiersku jest łatwiej
          bo, co prawda, Magyarországra, (można jeszcze dołożyć Felvidékre czy
          Délvidékre), ale cała reszta już będzie -ba (Szerbiába, Angliába,
          Olaszországba, Erdélybe, Szibériába itp.)

          pozdrawiam
          Judyta
    • tees1 "do" i "na" daja inne wrazenie granic 05.07.06, 13:08
      W moim odczuciu, uzycie "do" lub "na" oddaje nieco rozne informacje o miejscu, o
      ktorym mowimy. A konkretnie rozni sie podaniem lub nie informacji o istnieniu
      konkretnych granic tego miejsca. Jesli idziemy do swietlicy, to znaczy ze
      bedziemy w tym konkretnym pomieszczeniu. Jesli idziemy na swietlice, to
      interesuje nas bardziej przyblizone miejsce, a nie konkretne granice. Co nie
      znaczy, ze tych granic nie ma, tyle tylko ze nie mamy ich na mysli. Czyli jesli
      mowimy "do", to okreslamy cel przez istnienie jego granic. Jesli mowimy "na", to
      okreslamy cel przez jego przestrzen. A wiec kraje, z ktorymi uzywamy "do" sa dla
      nas bardziej zdefiniowane (przez swe granice), a te z "na" sa trudniejsze do
      precyzyjnego okreslenia. Ale dlaczego Czechy mialyby byc lepiej zdefiniowane niz
      Slowacja, to nie wiem.
      • pam75 Re: "do" i "na" daja inne wrazenie granic 05.07.06, 14:06
        Sama wprowadzpróbe zdefiniowana, kieda mówimy "do" a kiedy "na" i dziwisz
        się,że rzeczywistośc do tych definicji nie przystaje. Jest to wyłacznie sprawa
        zwyczaju, o czym była mowa wczesniej.
        Droga "na Warszawe" oznacza w niekorych gwarach kierunek drogi. Może tak było i
        z krajami, choć teraz "pojechal na Węgry" oznacza,ze ma tam jednak zamiar
        dotrzeć.
        • hrabia_piotr Re: "do" i "na" daja inne wrazenie granic 15.10.06, 23:09
          W Warszawie też jest rozróżnienie co do różnych dzielnic, choć powoli wraz z
          napływem ludzi zaciera się:
          - NA: Mokotów, Ochotę, Powiśle, Wolę, Żoliborz, Pragę, Targówek, Bródno,
          Sadybę, Stegny, Służew, Okęcie, Bemowo, Jelonki, Bielany, Wawrzyszew,
          Tarchomin...
          - DO: Śródmieścia, Wilanowa, Ursusa, Wawra, Falenicy, Rembertowa, Włochów...
          I oczywiście analogicznie mieszka się NA lub W/WE.

          Jakiś czas temu ( chyba w latach PRL-u ) zmieniło się z Młocinami, bo jeszzcze
          słynna piosenka ma tytuła "Statek do Młocin", ale teraz każdy mówi, że jedzie
          na Młociny.

          Obecnie zmienia się Wilanów i Ursus, coraz częściej słyszę, że ktoś jedzie "na
          Ursus", i strasznie gryzie mnie to w uszy.

          Skąd się wzięły różnice? Podejrzewam, że "NA" mówi się o dzielnicach, które od
          dawna ( co najmniej od 90 lat ) są w granicach Warszawy, mają jakąś hisotrię.
          Również "NA" mówi się o dzielnicach, które zostały włączone do Warszawy po
          wojnie, a wcześniej były tam puste pola i hulał wiatr. Czyli dopiero zabudowa
          blokowa była tam pierwsza.
          Natomiast "W" mówi się o dzielnicach włączonych do Warszawy po wojnie, ale
          które miały już jakąś wcześniejszą tradycję, Wilanów - siedziba pałacu
          królewskiego, Falenica - znany ośrodek letniskowy, Ursus - siedziba fabryki
          traktorów ( Ursus i Włochy przed włączeniem do Warszawy miały prawa miejskie -
          były miasteczkami ).
          • pam75 Re: "do" i "na" daja inne wrazenie granic 16.10.06, 02:51
            Coś ta historia nie jest konsekwentna - raz uzasadnia W, a raz NA, bo mamy "na
            Stare Miasto" i "do Ursusie, do Wilanowa" które to z "wcześniejszą tradycją"
            też są w latach.Wiatr hulajacy również uzasadnia NA?
            NA jednak wygrywa w Warszawie z DO wstosunku 17:7 choć jeszcze trzeba by
            dorzucic NA Powązki, Muranów, - i może jeszcze coś dla W?
          • zettrzy Re: "do" i "na" daja inne wrazenie granic 16.10.06, 03:39
            hrabia_piotr napisał:

            > Jakiś czas temu ( chyba w latach PRL-u ) zmieniło się z Młocinami, bo jeszzcze
            > słynna piosenka ma tytuła "Statek do Młocin", ale teraz każdy mówi, że jedzie
            > na Młociny.
            > Obecnie zmienia się Wilanów i Ursus, coraz częściej słyszę, że ktoś jedzie "na
            > Ursus", i strasznie gryzie mnie to w uszy.
            >

            te zmiany maja byc moze cos wspolnego ze zmianami demograficznymi, bowiem do
            Warszawy, odkad ją otworzono, naplynela spora ilosc ludnosci wiejskiej

            stawiam wiec hipteze ze "NA" stanowi ludową, gwarową, chcialoby sie rzec
            regionalistyczną forme zaimka, natomiast "DO" ma nieprzyjemnie burzuazyjne
            konotacje
            hipoteza moja bierze sie stad ze wszelka sprzątaczka lub posadzkarz jedzie NA
            Brooklyn lub mieszka NA Queensie, podczas gdy inteligenckie talatajstwo uparcie
            ma znajomych W Brooklynie i jezdzi DO Queens odwiedzic ciotke
            • urszula.slo do Słowenii czy na Słowenię? 18.10.06, 10:07
              Wkurza mnie, kiedy Polacy (po analogii ze Słowacją) mówią "Jak tam na Słowenii"?
              "Kiedy wyjeżdżasz na Słowenię"?
              Strasznie. Jak gdyby Słowenia była jakąś górą albo coś ... A może to dlatego
              mnie wkurza, bo w języku słoweńskim mówimy "v Sloveniji", "v Slovenijo", a nie "na"?

              Sądzę, że w tych przypadkach nie chodzi o "naszość", lecz raczej o jakiś dawny
              prasłowiański (teraz już utracony, może istniejący podświadomie) stosunek do
              pojedynczych "krajów" ...
              • jacklosi Re: do Słowenii czy na Słowenię? 18.10.06, 13:43
                urszula.slo napisała:

                > Wkurza mnie, kiedy Polacy (po analogii ze Słowacją) mówią "Jak tam na
                Słowenii"
                > ?
                > "Kiedy wyjeżdżasz na Słowenię"?
                > Strasznie. Jak gdyby Słowenia była jakąś górą albo coś ...

                Czy Słowacja jest górą?

                A może to dlatego
                > mnie wkurza, bo w języku słoweńskim mówimy "v Sloveniji", "v Slovenijo", a
                nie
                > "na"?
                >
                > Sądzę, że w tych przypadkach nie chodzi o "naszość",

                Faktycznie, nie o naszość chodzi, bo i Słowacja, i Węgry nasze zasadniczo nie
                były.

                lecz raczej o jakiś dawny
                > prasłowiański (teraz już utracony, może istniejący podświadomie) stosunek do
                > pojedynczych "krajów" ...

                To nie jest stosunek podświadomy. Stosunek jest świadomy i dlatego właśnie
                jeździmy na Słowację, na Węgry i na Litwę. Inne "pojedyncze" kraje się na tę
                regułę nie załapały.
                • urszula.slo Re: do Słowenii czy na Słowenię? 18.10.06, 14:34
                  jacklosi napisał:

                  >
                  > To nie jest stosunek podświadomy. Stosunek jest świadomy i dlatego właśnie
                  > jeździmy na Słowację, na Węgry i na Litwę. Inne "pojedyncze" kraje się na tę
                  > regułę nie załapały.

                  Gdyby stosunek był świadomy, to moglibyśmy (byście) powiedzieć, dlaczego z
                  Węgrzami używacie "na", a ze Szwecją "do". "Wiecie", że to jest tak, ale nie
                  jesteście w stanie tego objaśnić. a więc "świadomość" się zatraciła ..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka