Gość: gosc
IP: 89.105.196.*
02.07.09, 05:42
To nie będą przemyślenia historyka, socjologa czy też politologa
lecz przeciętnej mieszkanki Śląska, która urodziła się na nim,
wychowała, żyje i zna przyczyny niechęci Ślązaków do tych osób,
które nie pochodzą z ziemi śląskiej.
Niedawno miałam okazję przeczytać artykuł "Ślązacy to pijacy!", w
którym autor m.in. zastanawia się: Śląsk nie lubi Zagłębia, bo... no
właśnie, bo co? Ciekawe kto jeszcze się orientuje skąd taki ostry
podział. Młodzież tych regionów, która pała do siebie nawzajem
nieuzasadnioną nienawiścią najprawdopodobniej nie zna historii i nie
wie od czego się te wszystkie uprzedzenia zaczęły. Czemu więc
niechęć trwa?(...) Tego nikt nie wie, ale przynajmniej tradycja
została podtrzymana.
>Tekst ten sprawił, że i ja przystanęłam nad tym tematem. Ale nie
myślę o tym ani od dziś, ani od wczoraj. Te myśli powracają często,
ponieważ z racji mojego pochodzenia nie jeden raz mogłam obserwować
zachowania, wynikające z niechęci a nawet z nienawiści rodowitych
Ślązaków do ludzi, którym nie było dane urodzić się na Śląsku. Żeby
być sprawiedliwą, muszę dodać, że ta wrogość bywa obustronna.
>My-Hanysi, Wy-Gorole
>Być może nie wszyscy wiedzą, co znaczy słowo "Hanys". To nikt inny
jak mieszkaniec Górnego Śląska. Pierwotnie miało to być określenie
obraźliwe, niejako sugerujące pochodzenie niemieckie (Hans -
odpowiednik polskiego Jana). Jednak na tyle przyjęło się ono wśród
Ślązaków, że dziś każdy z nich powie o sobie z dumą: Hanys. Od
dawien dawna są więc Hanysi i reszta Polaków, zwanych „Gorolami".
Słowo „gorol" narodziło się na Śląsku półtora wieku temu. Wtedy
określało przybyszów z gór (górole) a dziś generalnie określa
wszystkich nie-Ślązaków.
>A on jest „krojcokiem"!
>Między Hanysem a Gorolem jest jeszcze ktoś pośrodku - „krojcok",
czyli pół-Ślązak, pół-gorol. Takie przypadki są o tyle szczególne,
że bywają owocami związków dwojga ludzi, którym często na drodze do
szczęścia stają właśnie uprzedzenia Ślązaków do „obcych". Nie trudno
się domyślić, że w takim wypadku „ofiarą" jest gorol, który
zdecydował się zostać nowym członkiem śląskiej rodziny.
>Znam wiele przypadków, często tragicznych, kiedy młode żony czy też
mężowie boleśnie odczuwali niechęć nowego otoczenia. Spędziłam wiele
godzin na rozmowach z bardzo bliskimi mi osobami, wysłuchując
historii, które potrafiły przyprawić o ból głowy. Gorolowi w
śląskiej rodzinie czasem jest bardzo „pod górkę". Jest
dyskryminowany, piętnowany, upokarzany, uważany za kogoś gorszego.
Bywa, że mimo wielu lat spędzonych na Śląsku nigdy nie zostaje
zaakceptowany jako „swój". Celowo używam tu czasu teraźniejszego.
Zjawisko to na szczęście nie jest już tak silne jak kilkanaście czy
kilkadziesiąt lat temu ale niestety wciąż można się z nim spotkać.
>Dlaczego Ślązacy nie lubią „Goroli"?
>Historia odcisnęła na Ślązakach ogromne piętno - odkąd sięgnąć
pamięcią, Śląsk wciąż musiał o coś i z kimś walczyć. W XVI w.
łupiony był przez wojska carskie a w następnym wieku stał się
własnością Prus. To zapoczątkowało wieloletnią germanizację. II
wojna światowa sprawiła, że Śląsk znalazł się pod władzą niemiecką.
Po wcieleniu go do Rzeszy, masowo wpisywano jego mieszkańców na
niemiecką listę narodowościową, wcielano ich przymusowo do
Wehrmachtu, prowadzono brutalną walkę z językiem polskim i wszelkimi
przejawami polskości. Ślązacy byli przetrzymywani w więzieniach i
obozach karnych, przesiedlani i mordowani.
>Po zakończeniu wojny problemy Ślązaków jednak nie zniknęły.
Ludnością śląską postanowiły zająć się władze PRL. Uznając ją za
zgermanizowaną, wysiedlono w ciągu kilku lat kilkaset tysięcy
Ślązaków. Wielu z nich było prześladowanych w kraju lub wywożonych
do niewolniczej pracy w ZSRR. Próbowano również walczyć ze Ślązakami
poprzez zakaz używania śląskiej gwary w szkołach, a także w
urzędach, w których na domiar złego na wysokich stanowiskach
obsadzano napływowych mieszkańców z Zagłębia. Ślązacy żyli w
poczuciu odrzucenia przez resztę rodaków,
nazywani „szwabami", „hitlerowskimi synami", traktowani byli jak nie-
Polacy.
>Czy powyższe wydarzenia nie są dostatecznym powodem, żeby Ślązacy
czuli się pokrzywdzonymi i odrzuconymi przez resztę kraju? Czy to
nie jest wystarczający powód, żeby poczuć niechęć do Goroli? Żeby
izolować się od nich? Żeby narodziła się świadomość odrębności?
>Śląsk Czarny kontra Czerwone Zagłębie
>Jeśli mówimy już o niechęci Ślązaków, to chyba powinniśmy położyć
szczególny nacisk na ich stosunek do Zagłębia Dąbrowskiego. Co
sprawiło, że mieszkańcy sąsiadujących ze sobą dwóch krain, które
dzieli jedynie rzeka, byli sobie tak wrodzy? I są niestety nadal.
>Śląsk to ogromne przywiązanie do tradycji, do rodziny, to etos
pracy, to bogata kultura. Śląsk to obchodzone Urodziny (podczas gdy
reszta kraju świętuje Imieniny), to rozśpiewane biesiady piwne (nie
mające nic wspólnego z pijaństwem), to wyjątkowa gwara (dla reszty
kraju twarda i nieprzyjazna), to gra w „skata" z niemieckojęzycznymi
komendami (kolory kart to herce, szele, krojce i griny), to
tradycyjne, niedzielne, rodzinne obiady (klasyka to: rosół, modro
kapusta, kluski śląskie i rolada), to wyjątkowe hodowle gołębi.
>Przekraczamy rzekę Brynicę i trach! Inny świat - Zagłębie
Dąbrowskie, zwane też Czerwonym Zagłębiem, zapewne w celu
podkreślenia silnego związku z ruchem robotniczym i z tak samo silne
lewicowymi wpływami już od XIX wieku. Zagłębie, to tak inna od
śląskiej kultura, ukształtowana odmiennymi wpływami, począwszy od
czasów zaborów a skończywszy na „dekadzie gierkowskiej". Właśnie -
chyba największy wpływ na negatywny stosunek Ślązaków do Zagłębia
miały czasy PRL-u, kiedy to postanowiono zlikwidować różnice między
tymi regionami, zgodnie z polityką partii pod przewodnictwem I
sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka, pochodzącego zresztą z Zagłębia.
>Starsi Ślązacy pamiętają prawdziwy zalew mieszkańców z całej
Polski, którzy przyjechali „za chlebem" na Śląsk. Osiadali się oni
jednak głównie w Zagłębiu, które stało się istnym zbiorowiskiem
reprezentantów różnych województw. Miało się wrażenie, że nie ma tam
autochtonów, a jedynie są przyjezdni. Przy tym w większości byli to
ludzie ze wsi. Przyjeżdżali pracować na Śląsk skuszeni propozycją
wysokich zarobków i różnych przywilejów. Część z nich zostawała na
stałe, inni jednak przyjeżdżali tylko, aby zimą „dorobić", a wiosną
wracali na swoje gospodarstwa. Często przeprowadzano akcje
werbunkową na terenie całego kraju, polegającą na zachęcaniu młodych
ludzi z biedniejszych wsi, aby przyjeżdżali na Śląsk, który
zagwarantuje im godziwy byt, lokum, wykształcenie. I to działało.
>To jednak nie miało pozytywnego wpływu na relacje z rdzennymi
Ślązakami. Dlaczego? Mieli oni poczucie, że odbiera im się miejsca
pracy, o kierowniczych stanowiskach mogli zapomnieć, ponieważ
obsadzano nimi Zagłębiaków, młode małżeństwa w nieskończoność mogły
czekać na mieszkania, podczas gdy „napływowi" w zamian za to, że
przyjechali pracować w kopalniach czy hutach, otrzymywali od ręki
własny kąt w hotelach robotniczych, a w wypadku całych rodzin
znajdowały się dla nich mieszkania. Mówili inną gwarą, mieli inne
zwyczaje, byli innymi ludźmi, a to dla Ślązaków żyjących w nieco
hermetycznym świecie, było trudne do zaakceptowania. Powody niechęci
Ślązaków można by długo wyliczać.
>Tych z „wulca" należało unikać
>Hotele robotnicze zwane „wulcami" to odrębny temat. Były one
nieodłącznym elementem większości śląskich osiedli. Omijało się je
szerokim łukiem. Mieszkali w nich dość charakterystyczni ludzie.
Można ich zawsze było poznać po typowym ubiorze (moda miastowa
za „komuny" odbiegała d