Moja mama ma kota, MCO. Kotka została zabrana ze swojego domu, gdzie była bita, głodzona, zamykana w klatce, ciągnięta za ogon (widzę to po jej zachowaniu). Ma dopiero 2 lata a juz bardzo duzo przeszła.
Od pazdziernika mieszka u mojej mamy, ma tam duzy dom, spokój.
Trochę się uspokoiła, wyciszyła, nie jest już zwiniętą kulą pełną strachu. Zaakceptowała swój nowy dom, czuje, że jest u siebie. Ale...
Na miejscu strachu pojawiła się agresja. Moja mama jeest jedyną osobą, którą kotka toleruje, której ufa. Jej nie zrobi nic.
Nikomu więcej nie pozwala się do siebie zblizyc. Warczy, fuka, drapie. Wiem, że potrzebuje dużo, bardzo duzo czasu, dostanie go tyle, ile będzie potrzebowała. Wiem, że chyba nigdy nie będzie prawdziwym maine coonem z ich łagodnym charakterem, trudno, najważniejsze, że zyje i jest jej teraz dobrze.
Ale może można jej jakoś pomóc? Może macie swoje sprawdzone sposoby, jak pomóc kotce znowu zaufać?
Ja mam małe dzieci, które często są u dziadków. Córkę kotka toleruje, syna nie, potrafi rzucić się na niego z pazurami bez żadnego powodu. Wtedy odzywa się we mnie matka, której miłość do dziecka jest jednak silniejsza, niż do kota.
Macie może doświadczenie z takimi kotami po przejściach? Może jakieś rady? wskazówki?
a oto ruda: